fioletowo-fiolkowy
25.12.13, 14:38
Będę się żalić bo nie mam komu w życiu codziennym.
Mój mąż się zmienił przez ostatni miesiąc. Dzisiaj po kolejnej sprzeczce, podczas której byłam złośliwa ale był i on, zaczął mnie wyzywać od k.. podszedł i napluł mi na twarz. Byłam w takim ogromnym szoku, że pierwszy raz w życiu rozpłakałam się (przy nim) jak małe dziecko i nie umiałam się uspokoić. 15 minut później przyszedł i z takim zażenowaniem w głosie i udawaną troską powiedział, że ja potrzebuje psychiatry i co robię przecież mam dwójkę dość małych jeszcze dzieci. Tydzień temu wyrzucił mnie z domu z dziećmi słowami wyp...j k..o pakuj się i wyper...
Nigdy wcześniej latami się to nie zdarzało, nie znam takiego języka, nie znam ludzi którzy w ten sposób postępują, on się tak nie zachowywał i nie mam pojęcia co się stało. Tak nagle zaczął się zachowywać skrajnie beznadziejnie. Nie układa się dobrze, ale wcześniej też się nie układało. A tu nagle taka patologia. On uważa się za ofiarę bo ja się go czepiam, i najgorsze że naprawdę w to wierzy. Wcześniej były granice które zupełnie nieoczekiwanie zostają przekraczane, a ja się ciągle zastanawiam dlaczego? Co się aż takiego wydarzyło? I wiecie że nie mam pojęcia?
Chciałam się wyżalić. Nie mam do kogo się wyprowadzić. Nie stać mnie na wynajęcie, bo wtedy mi nie da kasy, powiedział. Więc nie chce rad. Nie wezmę dzieci i nie wyjdę po prostu z domu. Tyle.