Dodaj do ulubionych

czy poinformować pana,że jego żona

    • irina_katodina Forum "Rozwód i co dalej?" 27.12.13, 22:23
      Wejdź na to forum, tam możesz dostać więcej rad od tych, którym się coś podobnego przytrafiło.

      A na teraz - absolutnie nie pozbywaj się tych zapisków. Schowaj głęboko, mogą się przydać właśnie w takiej, oryginalnej wersji, nie w postaci odbitki czy pliku.

      Rozumiem, że czujesz się fatalnie, ze trudno Ci przed mężem udawać, ze nic się nie stało. Ale nie zapijaj tego, lepiej byłoby mimo wszystko zachować jasność myślenia. A poudawać możesz - np., że jesteś przeziębiona, zakatarzona, boli Cię głowa. Niech domownicy dadzą Ci kilkanaście godzin na zebranie myśli.
    • mary_lu Re: czy poinformować pana,że jego żona 27.12.13, 22:30
      Schowaj pamiętnik i obserwuj jak się wije szukając. Udawaj absolutną nieświadomość.

      A potem się zobaczy suspicious
      • jolinka102 Re: czy poinformować pana,że jego żona 27.12.13, 22:46
        W jaki sposob mozna udawac absolutna nieswiadomosc? Na miejscu autorki nie mialabym checi na czulosc z panem mezem, a jezeli do tej pory prowadzili regularne zycie seksualne to chyba ciezko z dnia na dzien zaprzestac czulosci i przez kolejne tygodnie na zimno zbierac dowody. Chyba najglupszy idiota by sie zorientowal, ze cos nie gra.
        • paul_ina Re: czy poinformować pana,że jego żona 27.12.13, 22:48
          Ale to jest idiota głupszy od najgłupszych, koleś PROWADZI MIŁOSNY SZTAMBUCH.
          • totorotot Re: czy poinformować pana,że jego żona 27.12.13, 23:01
            > Ale to jest idiota głupszy od najgłupszych, koleś PROWADZI MIŁOSNY SZTAMBUCH.

            wierszem wink)
        • totorotot Re: czy poinformować pana,że jego żona 27.12.13, 23:00
          Chyba najglupszy idiota by sie zorientow
          > al, ze cos nie gra.

          Przypominam że mówimy o mężczyźnie.
          • jolinka102 Re: czy poinformować pana,że jego żona 27.12.13, 23:07
            Jezeli zona z nim do tej pory regularnie sypiala i nagle z dnia na dzien zaprzestanie na kolejne dlugie tygodnie lub miesiace tylko po to zeby zbierac dowody to chyba nawet i taki kretyn sie zorientuje, ze cos jest nie tak.
        • mary_lu Re: czy poinformować pana,że jego żona 27.12.13, 23:02
          A tam, akurat by się rwał do amorów, jakby pamiętniczek mu zaginął.

          Moja koleżanka schowała mężowi prezent od kochanki. Prezent w dodatku z gatunku najobrzydliwszych, jak i całe okoliczności zdrady. Myślała początkowo, że odkrycie zdrady spowoduje, że sama wyląduje w psychiatryku albo na cmentarzu, tymczasem obserwowanie, jak miś w tajemnicy przed nią przetrząsa wielokrotnie dom i samochód w poszukiwaniu używanych gaci kochanki tak poprawiło jej humor, że znalazła siły na zebranie wszystkich dowodów i przepiękną scenę końcową.
    • paul_ina Re: czy poinformować pana,że jego żona 27.12.13, 22:47
      Rany, może właśnie teraz rozmawiają. Trzymam mocno kciuki.

      Ja oczywiście pamiętnik bym schowała, nic bym nie powiedziała, bawiła się patrząc jak świnia się miota szukając dzieła, zebrała więcej dowodów, a potem wystawiła mu ciuchy w torbach na śmieci za drzwi i zmieniła zamki, zabierając natenczas dzieci do swoich rodziców.
      • zuzi.1 Re: czy poinformować pana,że jego żona 27.12.13, 23:09
        Zrobiłabym to samo co paul_ina + po wystawieniu ciuchów w torbach na smieci zadzwoniłabym do męża kochanki poinformowac go o zdradzie żony. Tą wisienkę zostawiłabym sobie na sam koniec. Niech facet wie jaką sucz ma za żonę, a co z tym dalej zrobi, to już jego sprawa.
      • freemarcin899 Re: czy poinformować pana,że jego żona 27.12.13, 23:09
        EE tam nie informuj nikogo. Zaproponuj mężowi trójkąt ( Ty +ona) i w łózku przekonaj go, że jest milion razy lepsza niż jego kochanka (no chyba, że nie jesteś...)
    • czar_bajry Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 01:21
      a co liczysz że jej mąż załatwi sprawę za Ciebie tzn rozszarpie niewierną i jej gacha?
      Ja tam bym wolała rozszarpać własnymi pazuramitongue_out
    • minor.revisions Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 01:32
      > coś podejrzewałam, dzisiaj znalazłam coś a"la pamiętnik wpisy jej (wierszem) i
      > mojego męża (prozą), szlag mnie trafia,

      a możeby tak blogaska założyć i te wpisy w nim umieścić? Isabel Marcinkiewiczowa mogła....
      a potem niewinnie zostawić otwartą przeglądarkę, a naprzeciw ukrytą kamerę dla beki...
      • elle_hivernale1 Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 02:44
        Może to niestosowne, ale ekhm, ja bym chętnie przeczytała te napędzane kryzysem wieku średniego sonety...
    • lady-z-gaga Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 10:55
      pierwsza myśl, to powiadomić jej męża o t
      > ym fakcie, a nie rozszarpać swojegosad

      Poczekać, aż przyjdzie piata, dziesiąta i dwudziesta mysl smile
      taki problem wymaga dłuższego przemyslenia, pierwsze emocje są rzeczą naturalną, ale zwykle bardzo mało racjonalne są smile
    • alexa0000 Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 11:08
      Jesli tam są dzieci, nie informowałabym. Ale to ja.

      Baba, trzymam za ciebie kciuki, cokolwiek sie tam u Ciebie dzieje.
    • wielkafuria Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 11:53
      w pierwszej chwili bym tez chciala zadzwonic do jej meza, ale potem sobie pomyslalam ze jesli twoj maz zostawil pamietnik na wierzchu to moze oczekuje ze zrobisz mu awanture, on sie przyzna i bedzie mogł sobie zycie ustawiac z tamtą.
      jesli nic mu nie powiesz to wytracisz mu argumenty z reki.
      schowaj pamietnik i nic mu nie mow, bedzie zachodził w głowe: wiesz czy nie wiesz, oraz co sie u licha z tym dzielem literackim stało. przeciez jesli naprawde cie zdradza to nie zapyta: kochanie nie widzialas moich dowodow zdrady bo nie moge ich znalezc?

      a moze oni na jakis konkurs literacki sie wybieraja i cwicza a nie bzykaja sie?

      ja bym poczekała i była nawet miła dla męza. sama zobaczysz jak sie zacznie zachowywac jak pamietnika nie znajdzie.

      jak jestes pewna ze zdrzadził to gromadz dowody. jak nie bedziesz w stanie mu wybaczyc to szybciej sie rozwiedziesz big_grinbig_grinbig_grin

      macie dzieci?
      • wielkafuria Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 11:58
        no ale co dokladnie było w tym pamietniku? kto normalny pisze pamietnik w zeszycie? oprocz nastolatek oczywiscie. przeciez razem go nie pisali, czy pisali?
        to dziwne jest przeciez.
        dawaj jakis przykład.
    • edelstein Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 12:04
      Uspakajasz sie.Bierzesz stolek,stawiasz na srodku pokoju,prosisz meza by na nim usiadl.Jak spyta po co,mowisz milutkim glosikiem:kochanie zarezerwowalam ci
      pierwszy rzad na teatr.Po czym stajesz przed nim i odczytujesz soczysty kawalek z pamietnika,koniecznie miej go na kartce.
      Obserwujesz Jak jeszczemaz zielenieje i dodajesz,ze dwoch aktorow jest juz w drodze na wielki final.Moze padnie na zawal i bedziesz miala z banki.
      Ja tak zrobilam,tylko bez pamietnika,bo nie pisali takiego,zaprosilam w zamian kochanke,nie padl na zawal,ale widok jego glupiego ryja gdy kochanka wyszla z lazienki wynagrodzil mi wszystko.Tylko ja chcialam sie z nim rozstac i baba z nieba mi spadlatongue_out


      "Geld bestimmt dein Ich, Geld bestimmt dein Sitz, Wo du grade bist, und wen du grade fickst"
    • anorektycznazdzira Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 12:31
      Czemu by nie.
      Sprawa dotyczy go więcej niż bezpośrednio. Poza tym poinformowanie go nie zastępuje się ani nie wymienia w żaden sposób z rozszarpywaniem (bądź nie) własnego męża.
      W razie wątpliwości, odwróćmy sytuację: czy gdyby to tamten mąż odkrył sprawę, powinien poinformować, czy "sobie" sam załatwiać zdając się na przypadek, czy druga zdradzana osoba w ogóle się dowie.
      • jematkajakichmalo Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 12:38
        To fakt, patrzac na to z innej strony ja sama chcialabym byc poinformowana jakby maz mnie zdradzal. Nieistotne przez kogo, ale wolalabym wiedziec.
        • verdana Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 12:51
          Pamiętnik zachować, męża absolutnie nie informować - chyba, ze znasz go osobiście. Nie masz pojęcia o tamtym małżeństwie, nie masz pojęcia dlaczego tamta żona zdradza męża, nie wiesz, kim jest mąż. Możesz być być współodpowiedzialna za ewentualne skatowanie zony przez damskiego boksera, albo za zawał schorowanego faceta. To Twój mąż jest winny, to on Cię zdradził, nie kochanka.
          • anorektycznazdzira Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 13:07
            W obu wymienionych hipotetycznych przypadkach, a także w każdym innym, winna będzie tamta zdradzająca żona, a nie autorka.
            • verdana Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 13:11
              Winna wobec swojego męża - albo i nie, nie znasz męża, nie znasz małżeństwa. Winny wobec Autorki postu jest tylko jej mąż.
              • anorektycznazdzira Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 13:49
                Wobec swojego męża i wobec autorki też. No niestety.
                Ja wiem, że na ematce jest tendencja do definiowania kochanek żonatych facetów, jako w ogóle osób trzecich, które są mniej niż statystami w dramacie, który przeżywa zdradzona osoba. Niestety, zakładając, że mają mózg i świadomość powyżej rozwielitki- są zaangażowane czynnie (wykluczam oczywiście te niepoinformowane o istnieniu żony).

                A co do argumentów typu "zawał", to zawał może, nawet chętniej, nastąpić np. kilka miesięcy później, jak się cała sprawa wyrypie, ale już po tym, jak pan zdradzany mąż przepisał na żonę dom po rodzicach.
                • verdana Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 13:56
                  Biedy miś babie się nie mógł oprzeć? Wobec własnej zony winny jest tylko mąż. Kochanka może być winna wobec własnego męża, nie musi być lojalna wobec obcej kobiety - jesli w ogóle o niej wie.
                  • hellulah Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 14:44
                    O, verdana, nie. Nie chodzi o "bycie winnym coś komuś", ale o przestrzeganie pewnych norm społecznych. A te jak na razie są takie, że zasadniczo seks uprawiać należy z mężem własnym (będąc zamężną), albo - będąc stanu wolnego - z innymi pełnoletnimi i poczytalnymi i przyzwalającymi osobami stanu wolnego. Więc wybacz, ale ja nie kupuję tego całego kochanka-niczemu-nie-winna.
                    • cherry.coke Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 15:13
                      hellulah napisała:

                      > O, verdana, nie. Nie chodzi o "bycie winnym coś komuś", ale o przestrzeganie pe
                      > wnych norm społecznych. A te jak na razie są takie, że zasadniczo seks uprawiać
                      > należy z mężem własnym (będąc zamężną), albo - będąc stanu wolnego - z innymi
                      > pełnoletnimi i poczytalnymi i przyzwalającymi osobami stanu wolnego. Więc wybac
                      > z, ale ja nie kupuję tego całego kochanka-niczemu-nie-winna.

                      No to niech meza informuje, ale to naprawde jest sprawa drugoplanowa. Cale to skupienie na osobie tamtego meza to tylko ucieczka od faktu, ze to wlasny maz autorke zdradzil i ze to z wlasnym mezem ma ogromny problem do rozwiazania.
                  • anorektycznazdzira Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 15:24
                    > Biedy miś babie się nie mógł oprzeć?
                    A w jaki sposób to wynika z przyjęcia do wiadomości winy również kochanki???
                    Uświadamianie kobietom na ematce, że ich mężowie są winni, skądinąd słuszne, doszło jak widzimy do ekstremum. Mąż nie jest żadnym zgwałconym misiem, ale (zakładam: poinformowana) kochanka nie jest statystką która przypadkiem się zaplątała w tej historii.

                    > Wobec własnej zony winny jest tylko mąż.
                    Bzdura. Z powodów jak wyżej.
                  • melancho_lia Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 15:33
                    Kochanka jest winna pchania się z d... do cudzego małżeństwa. Na równi z misiem, który na to przyzwala.
                    • gazeta_mi_placi Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 15:34
                      Dajcie spokój, poseksili się to się poseksili, dorośli ludzie oboje.
                      O ile nie chcą rozwodu dajcie im i ich rodzinom spokój.
                      • hellulah Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 15:38
                        No to przytrollowałeś smile LOL

                        Nie chcą rozwodu? jak wspaniałomyślnie! a co, jeśli ich zdradzeni małżonkowie chcą?
                        • gazeta_mi_placi Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 15:42
                          Jak zdradzeni małżonkowie chcą to niech zakładają sprawy o rozwód.
                          • hellulah Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 15:44
                            Super, ale jak na razie wie tylko jeden z nich. Jak drugi ma podjąć decyzję?
                            • gazeta_mi_placi Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 18:21
                              Drugą stroną zdrady jest Pani mężatka, nie jej mąż.
                              • jak-nie-ja-to-kto Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 21:36
                                A mąż to którą stroną jest? Jest stroną od doopy strony, czyli stroną przeciwną i powinien wiedzieć jak pozostali zainteresowani
                  • jowita771 Re: czy poinformować pana,że jego żona 30.12.13, 11:19
                    > Wobec własnej zony winny jest tylko mąż. K
                    > ochanka może być winna wobec własnego męża, nie musi być lojalna wobec obcej ko
                    > biety - jesli w ogóle o niej wie.

                    Aha, czyli kochanka jest wobec autorki niewinna, ale autorka będzie odpowiedzialna, jak tę kochankę ewentualnie mąż - damski bokser zbije? Osobliwa logika.
          • semihora Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 13:26
            Jego żona nie pomyślała, ze mąż może trzasnąć na zawał jak się romans wyda, a autorka ma się tym martwić? Państwo zniszczyli kobiecie życie, bo im się dupczyć chciało, a ona ma się nad nimi litować? Nie kupuję tego.
            • verdana Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 13:33
              Autorka nic nie wie , o tamtym małżeństwie. I nic jej nie da powiedzenie tamtemu facetowi, za wyjątkiem zemsty i to nie na tej osobie, co trzeba. Cholera, maż ma nie sypiać z innymi kobietami, a jak sypia to on sam za to odpowiada, nie kochanki. I nie mąż kochanki. I nie prababcia kochanki.
              I nie, facet nie przestanie zdradzać tylko dlatego, zę żona sie zemściła na kochance. A jeśli przestanie - to chyba nie o to chodzi, aby został z żoną ze strachu, zastanawiając się, czy kiedyś uda mu się zwiać. Chyba, ze chodzi o chronienie własności, a jakie będzie małżeństwo jest wszystko jedno - maż ma być ze mną, a czy mnie kocha i lubi - nieistotne. Jest mój i tylko to sie liczy, choćby marzył o kim innym.
              Dziękuję za taki związek.
              • anorektycznazdzira Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 13:54
                Nie prawda, że nic jej nie da.
                Da jej dostęp do informacji, często bezcennych w krytycznej dla niej sytuacji, w jakiej się znalazła. Tamtemu facetowi zresztą też. Zdradzający mąż (a dla tamtego żona) jest niestety jedynym źródłem informacji- czy muszę dodawać jak "wiarygodnym" i jakie przykłady skrajnej bezczelności takich mężów i żon usiłujących ratować własną doopę mamy w życiu?
                Zupełnie nie rozumiem sprowadzania problemu do "dokopania" kochance, bez sensu.
              • kawka74 Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 13:59
                > I nie, facet nie przestanie zdradzać tylko dlatego, zę żona sie zemściła na koc
                > hance.

                Ale może oprzytomnieć, jeśli kochanka zajmie się swoimi sprawami zamiast przelewać swoje uczucia na papier.
                Taktyka zaciskania zębów i przeczekiwania, aż się pan mąż zdecyduje, nie musi być najlepszym wyborem z możliwych.
                • triss_merigold6 Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 14:03
                  O to, to.
                  Poza tym, w sumie dlaczego tylko ona ma mieć problem? Niech się podzieli wiedzą, a problem rozłoży się na wszystkich.
                  • blond_suflerka Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 14:12
                    Po co brać na siebie taką odpowiedzialność? W imię czego? Ona nie wie co to za facet ten mąż-silny, słaby-co zrobi. Nie wie czy są dzieci. Jedna taka decyzja może zaważyć na czyimś losie. Nikt nie wie jak się może skonczyć udostępnienie takiej informacji.
                    Dowalić drugiemu tylko dlatego, że samemu się cierpi? Bez sensu.
                    • kawka74 Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 14:35
                      Jedna taka decyzja
                      > może zaważyć na czyimś losie.

                      Ależ los wszystkich zainteresowanych już się zmienił, nawet tego pana, który (prawdopodobnie) nic nie wie. Oczywiście można bohatersko dźwigać swój krzyż i udawać, że klasa i zachowanie twarzy oraz dobro bliźniego jest najważniejsze, tyle że zło już się stało, a tymi złymi są zdradzający, a nie zdradzani. I jeśli już ktoś odpowiada za dalszy ciąg, to oni, a nie ofiary eksplozji ich literackich talentów.
                      • blond_suflerka Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 14:58
                        Tu nawet nie chodzi o klasę. Mniejsza z tym. Mnie chodzi o przewidywanie konsekwencji. Takie historię się zdarzają i wcale nie rzadko. Ktoś wpada w ciężką depresję na przykład. A wiadomo-różnie się to może skończyć. Nie wziełabym takiej odpowiedzialności na siebie. I nie chciałabym być tą, która komuś rospisuje karty jego własnej historii w takim przypadku. Jak mąż ma żonę, która go zdradza to ok, masz rację-już jest inaczej niż było i jak powinno być. Ale poki co nie wiadomo-co to za mąż, czy wie, czy się domysla, czy nie ma pojęcia. Niech to juz los rozegra. Może zona mu kiedyś powie, może sam się dowie czy domyśli. Strzelić komuś taką informację to jest tak duża odpowiedzialnośc, że aż strach.

                        Nie chodzi też o to, żeby udawać. Niech Autorka porządkuje swoje sprawy. Powie mężowi, rozmawia, wkurza się, awanturuje czy terapeutyzuje. Może mąż odejdzie z tamtą a może rozstaną się a tamten mąż nigdy się nie dowie. Nie wiadomo jak będzie ale to już nie jest sprawa Autorki. Ona z tamtym męzem nie ma nic wspolnego. Jej sprawy to jej związek z mężem.

                        • kawka74 Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 15:04
                          Mnie chodzi o przewidywanie konsek
                          > wencji.

                          To powinno należeć do romansujących pamiętnikarzy. Jeśli się ktoś wdaje w takie relacje, pierwszy powinien pomyśleć o konsekwencjach, łącznie z mniej lub bardziej nieobliczalnym postępowaniem osoby zdradzanej.

                          I nie chciałabym być tą, która komuś rospisuje kar
                          > ty jego własnej historii w takim przypadku.

                          Jak wyżej.
                          Składanie dodatkowej odpowiedzialności na osobę pokrzywdzoną jest co najmniej niestosowne. Nie dość, że musi myśleć o tym, jak uratować swoje małżeństwo, względnie jak wyjść z tego w miarę bez szwanku i jak zadbać o dzieci, to jeszcze ma się zastanawiać, czy aby zdradzany pan nie dostanie wysypki albo wrzodów żołądka?

                          Strzel
                          > ić komuś taką informację to jest tak duża odpowiedzialnośc, że aż strach.

                          Odpowiedzialność ponoszą zdradzający, to właściwie wszystko.
                          • blond_suflerka Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 15:26
                            kawka74 napisała:

                            > To powinno należeć do romansujących pamiętnikarzy. Jeśli się ktoś wdaje w takie
                            > relacje, pierwszy powinien pomyśleć o konsekwencjach, łącznie z mniej lub bard
                            > ziej nieobliczalnym postępowaniem osoby zdradzanej.

                            A jak nie pomyślał to co? Zdradzone ma być taka sama głupia czy niedojrzała jak zdradzający?

                            > Jak wyżej.
                            > Składanie dodatkowej odpowiedzialności na osobę pokrzywdzoną jest co najmniej n
                            > iestosowne. Nie dość, że musi myśleć o tym, jak uratować swoje małżeństwo, wzgl
                            > ędnie jak wyjść z tego w miarę bez szwanku i jak zadbać o dzieci, to jeszcze ma
                            > się zastanawiać, czy aby zdradzany pan nie dostanie wysypki albo wrzodów żołąd
                            > ka?

                            Ależ nie zmieniaj sensu moich słów. Tu nie chodzi o martwienie się tamtym czlowiekiem w obecnej sytuacji ale o martwienie się czy przewidywanie konsekwencji swoich własnych decyzji. Co ten pan będzie miał w związku z tym, że żona go zdradza to nie jest sprawa Autorki ale jak ona sama mu o tym powie to to co się z nim stanie wtedy to już będzie jej sprawa.
                            I nie porównuj wrzodów do cieżkiej depresji. Przecież dobrze wiesz co się z taką depresją wiąze.

                            > Odpowiedzialność ponoszą zdradzający, to właściwie wszystko.

                            Ale za co ponoszą odpowiedzialność?
                            • melancho_lia Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 15:30
                              Za wszelakie konsekwencje swojej zdrady- również za reakcję swoich drugich połówek na informację o zdradzie- nieważne skąd otrzymaną.
                              • gazeta_mi_placi Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 15:33
                                Dajcie spokój tamtemu małżeństwu i tamtej rodzinie.
                                Jesteście w stanie ponieść konsekwencje tragedii rodzinnej? To nie jest sprawa autorki wątki aby mąż tamtej się dowiedział, niech nie wtyka nosa w sprawy tamtej rodziny i tamtego małżeństwa.
                                • melancho_lia Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 15:40
                                  Jej mąż juz wetknął i to nie tylko nos w sprawy tamtej rodziny.
                                  • gazeta_mi_placi Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 15:43
                                    Racja, więc niech jeśli już to zajmie się swoim własnym mężem i np. z nim porozmawia czy pójdzie na terapię albo wyrzuci itp. ale od cudzego męża - męża kochanki wara.
                                    Tamta rodzina to nie jej sprawa.
                                    • melancho_lia Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 15:44
                                      Oj gazecia, zrozumiesz jak dorośniesz.
                                      • blond_suflerka Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 15:45
                                        To chyba własnie odwrotniewink
                                        Myślę, ze mloda osoba pobiegła by powiedzieć. Starsza już wie, że nie tędy droga.
                                        • melancho_lia Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 15:48
                                          Nie, każdy kto ma choć odrobinę doświadczenia wie, że należy poinformować drugą stronę. Dla jej własnego dobra.
                                          • blond_suflerka Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 15:57
                                            melancho_lia napisała:

                                            > Nie, każdy kto ma choć odrobinę doświadczenia wie, że należy poinformować drugą
                                            > stronę. Dla jej własnego dobra.

                                            Nie ma sensu takie pisanie. Najprawdziwsza wersja jest chyba taka-każdy inaczej korzysta ze swoich doświadczeń. Jeden robi tak, drugi inaczej.
                                            To już kazdy musi przemyśleć, ktore argumenty do niego bardziej trafiają.
                                          • alexa0000 Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 15:59
                                            > Nie, każdy kto ma choć odrobinę doświadczenia wie, że należy poinformować drugą
                                            > stronę. Dla jej własnego dobra.

                                            Nieprawda.Jest mnóstwo osób, które wcale chciałyby wiedzieć.
                                        • gazeta_mi_placi Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 15:51
                                          Ja byłam taką osobą Kochana (choć w innym układzie, ale też było małżeństwo z dzieckiem i kochanka) i fakt, byłam bardzo młodą osobą sad
                                          Nie skończyło się to dobrze dla nikogo, być może żona i tak by się dowiedziała, ale wtedy bym miała czyste ręce, że to nie ode mnie (nie byłam w tym układzie żadną ze stron, ale nie ma to znaczenia), skończyło się min. .....
                                          • melancho_lia Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 15:53
                                            Jasne, a świstak siedzi bo sreberka były kradzione...
                                            • gazeta_mi_placi Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 18:19
                                              Wolałaś naprawdę wiedzieć, że jesteś walona w rogi czy też wolałabyś żyć do obecnej chwili w błogiej nieświadomości?
                                • minor.revisions Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 17:56
                                  Gazeta, ale jezeli pani rozprawi sie wylacznie ze swoim mezem I zazada rozwodu z powodu zdrady, to sprawa I tak wyjdzie na jaw I predzej czy pozniej tamten maz sie o tym dowie I moze doprowadzic do tragedii. Wiec chyba lepiej, dgyby sie dowiedzial w miare wczesniej I w dyskretniejszych okolicznosciach, tak, zeby sam so ie mogl swoje interest zabezpieczyc?
                                  • gazeta_mi_placi Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 18:20
                                    Ale jakie interesy? Jeżeli mają intercyzę to i tak interesy Pana są chronione, jeżeli nie mają i tak Pan nie zmusi (nie ma środków prawnych do tego) żony do podpisania intercyzy, intercyza musi być dobrowolna z obu stron, nawet jeśli mąż dowie się o zdradzie Pani nie zmusi do podpisania intercyzy.
                            • kawka74 Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 16:18
                              > A jak nie pomyślał to co?

                              Trudno, nie ma obowiązku myśleć za niego (czy za nią).

                              Tu nie chodzi o martwienie się tamtym czlow
                              > iekiem w obecnej sytuacji ale o martwienie się czy przewidywanie konsekwencji s
                              > woich własnych decyzji.

                              Martwić się powinien mąż i jego płodna twórczo ukochana. Nawarzyli piwa i niech je piją.

                              > Ale za co ponoszą odpowiedzialność?

                              Za to:
                              Nie wziełabym takiej odpowiedzialności na siebie. I nie chciałabym być tą, która komuś rospisuje karty jego własnej historii w takim przypadku.
                              Odpowiedzialność za wszystko, co wyniknie z braku trzymania namiętności na wodzy, ponoszą zdradzani. Łącznie z tym, że zdradzana żona rozpieprzy w drobny mak sielskie życie drugiej strony.
                              • blond_suflerka Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 16:37
                                Mam inne zdaniewink
                                Dla mnie rozwalenie związku kochanki to pomysl z cyklu-pomalowac samochod meza albo pociac jego ubrania. Dodatkowo tam mozna skrzywdzić tego meza, dzieci, itd.
                                Nic konstruktywnego tylko destrukcja dla wyladowania emocji.
                                I dla mnie to jest głupi pomysl. No ale kazdy robi jak uwaza.
                                I ja nie wrocilabym do meza, ktory zrobilby cos takiego (tzn. poszedlby do zony ewentualnego kochanka).
                                • kawka74 Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 17:06
                                  > Nic konstruktywnego tylko destrukcja dla wyladowania emocji.

                                  Jak już napisano wyżej, niekoniecznie.
                                  Zresztą proces destrukcji trwa, a pierwszy klocek domina popchnął ktoś inny, reszta to tylko przykre konsekwencje. Oczywiście można próbować ratować swoje dobre samopoczucie robiąc za ostoję moralności, bóstwo konstruktywnego myślenia i kobietę z klasą, ale to tylko złudzenia, choć zapewne mogą być miłe. Perwersyjna przyjemność czerpana z własnego męczeństwa, można rzec.

                                  > I ja nie wrocilabym do meza, ktory zrobilby cos takiego (tzn. poszedlby do zony
                                  > ewentualnego kochanka).

                                  To trochę żałosne i mocno nie w porę, nie sądzisz?
                                  Unoszenie się honorem w chwili, kiedy siedzi się po czubek głowy w guanie, do którego się wciągnęło kilkoro innych ludzi - kak jebat' tigra, i smieszno, i straszno.
                                  • blond_suflerka Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 18:32
                                    Nazywasz to męczeństwem a dla mnie to jedyne rozwiązanie, które uważam za słuszne. Takie w zgodzie z moimi poglądami. A przecież o to chodzi, prawda?
                                    Ja nie zarzucam Ci, że w Twoim hipotetycznym rozwiązaniu robisz cos na pokaz, sa to pozory czy iluzje dobrego samopoczucia. Wierzę, że według Twoich uczuc nie miałabyś wyrzutow sumienia i powiedzenie temu męzowi byloby dla Ciebie rozwiązaniem optymalnym.
                                    Ja w ogole w innych kategoriach odbieram tę sytuację. Nie chodzi o wypieranie uczuć, udawanie ostoi spokoju. To sytuacja z gatunku takich co to sie ryczy, wrzeszczy, płacze , itd.Tylko jest granica. Mozna na męza nawrzeszczeć a można go uderzyć. Można mu wykrzyczec jak Cie zranil i można porysowac samochod i zrobic mu cyrk w pracy. Dla mnie pewne rzeczy są do przyjęcia a pewne nie. Nie znaczy to wcale, że wypieram uczucia.

                                    Co do drugiej częsci Twojej wypowiedzi to nie zrozumiałam. Chybawink
                                    Napisalam o tym, że pewne rzeczy mozna w związku przejść a pewne nie. Tzn. jak sie z męzem pokloce to wiem, że to jest dalej przyzwoity czlowiek i nie zrobi mi świnstwa. Nawet jak sie ostro poklocimy albo rozstaniemy. I w tym kontekscie pisalam, że raczej nie wrocilabym do faceta, ktory moim zdaniem przekroczyłby tę granice przyzwoitości i dobroci i poszedl wywalić swoj bol potencjalnej zonie mojego potencjalnego kochanka.
                                    Nie patrzac na to jakie to moze miec konsekwencje.
                                    • gazeta_mi_placi Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 18:35
                                      Poza tym takie łażenie do męża kochanki trąci brakiem klasy.
                                    • cherry.coke Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 18:40
                                      blond_suflerka napisała:

                                      > Co do drugiej częsci Twojej wypowiedzi to nie zrozumiałam. Chybawink
                                      > Napisalam o tym, że pewne rzeczy mozna w związku przejść a pewne nie. Tzn. jak
                                      > sie z męzem pokloce to wiem, że to jest dalej przyzwoity czlowiek i nie zrobi m
                                      > i świnstwa. Nawet jak sie ostro poklocimy albo rozstaniemy. I w tym kontekscie
                                      > pisalam, że raczej nie wrocilabym do faceta, ktory moim zdaniem przekroczyłby t
                                      > ę granice przyzwoitości i dobroci i poszedl wywalić swoj bol potencjalnej zonie
                                      > mojego potencjalnego kochanka.
                                      > Nie patrzac na to jakie to moze miec konsekwencje.

                                      Znaczy wasz zwiazek zalatwilaby jego szczerosc, a nie twoje puszczenie sie z innym? I argumentem jest, ze to nieprzyzwoite i niedobre? LOL smile
                                      • blond_suflerka Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 18:55
                                        Dla Ciebie zakochanie się to puszczanie? To jest taki poziom rozmowy na ktory trudno się rozmawiawink
                                        • cherry.coke Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 19:06
                                          blond_suflerka napisała:

                                          > Dla Ciebie zakochanie się to puszczanie? To jest taki poziom rozmowy na ktory t
                                          > rudno się rozmawiawink

                                          A co ma motywacja do faktu? Zdrada - z zakochania czy bez - jest nieprzyzwoita i niedobra wzgledem malzonka, i czepianie sie go wtedy o dzielenie sie ta wiedza z kimkolwiek jako o czynnik rozwalajacy zwiazek jest doprawdy wymyslnym cudem.
                                          Masz jak nangaparbat - pomieszane pojecia dobrego i zlego.
                                          • blond_suflerka Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 19:26
                                            cherry.coke napisała:

                                            > A co ma motywacja do faktu? Zdrada - z zakochania czy bez - jest nieprzyzwoita
                                            > i niedobra wzgledem malzonka, i czepianie sie go wtedy o dzielenie sie ta wiedz
                                            > a z kimkolwiek jako o czynnik rozwalajacy zwiazek jest doprawdy wymyslnym cudem
                                            > .

                                            Ależ motywacja do faktu ma bardzo dużo. Ma to znaczenie dlaczego ktoś coś robi. Przeciez to jest oczywistość. Jak ktoś Cię zrani i rozmawiacie o tym to jak się dowiesz, że to było niechcący a nie że świadoma szpila to chyba ma znaczenie, co? Nie mówię, że zdrada jest niechcącywink tylko pokazuję mechanizm.
                                            Zdrada jest niedobra ale zdrada ma tło. I to tło ma znaczenie. Co to było, jak to było, co czul ten zdradzający, w którym momencie i dlaczego zwatpił w związek, w którym być może ja jako partnerka go zawiodłam, itd itd. Oczywiście zdrada to jest zawsze decyzja zdradzającego ale tło zdrady to już sprawa dwóch osób ze związku.
                                            Zakładam, że nawet fajny i dojrzały człowiek może zdradzić. Bo w pewnym momencie się pogubi, może przestraszy, może poczuje zagubiony we własnych uczuciach i pragnieniach. I chociaż to będzie cios dla zdradzanej to jednak nie będzie to zrobione przeciwko niej. Człowiek w swej istocie jest niedoskonały a dojrzałość buduje się latami i doświadczeniami. Po drodze są owe doświadczenia, które kszałtują ową dojrzałość i niestety one bywają trudne. Czasem głupie, czasem trudne, bolesne, itd.

                                            > Masz jak nangaparbat - pomieszane pojecia dobrego i zlego.

                                            Bzdura.
                                            • cherry.coke Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 19:37
                                              Wybacz, ale nie przekonasz mnie, ze za zerwanie zwiazku bardziej odpowiada "nieprzyzwoity" zdradzany, ktory powiedzial malzonkowi kochanki/kochanka, niz sam zdradzajacy. Uprawiasz jakis kompletny relatywizm moralny.
                                              Aha, i "kimkolwiek" zawiera w sobie rowniez takiegoz malzonka, wiec naprawde nie czepiajmy sie slowek.
                                              • blond_suflerka Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 19:58
                                                A ja Cię nie chcę przekonywac. Rozmawiam i przedstawiam swój punkt widzenia.
                                                Nie chodzi o winę za rozstanie ale o pewne zdarzenia, które wykluczają czasem dalsze bycie razem. I nie za karę ale dlatego, że podważają sens lub sprawiają, że uczucie znika.
                                                To co jest między parą to jest między parą. Można się czasem ostro poklocić, nawet rozstać a potem do siebie wrocić. Ale jak jedna ze stron zrobi jakieś swiństwo w ramach zemsty(wrzuci do sieci nagie fotki partnerki, narobi afery w jej pracy czy coś w ten deseń) to wlasnie czasem nie ma powrotu nie z tego pierwotnego powodu ale wlasnie dlatego, że ktoś skorzystał z pakietu zachowań nie do przyjęcia.
                                                Czasem tak jest przy zdradach. Ktoś chce wybaczyć ale nie umie, nastąpiło takie rozwalenie zaufania, że nie ma opcji. O czymś takim piszę.
                                                Czasem ludzie do siebue wracają własnie dlatego, że nikt swoim zachowaniem nie zatrzasnał tej furtki. Że po obu stronach wciąż było przyzwoicie co nie znaczy bez emocji.
                                                • cherry.coke Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 20:12
                                                  Zdrada sensu nie podwaza, ale powiedzenie o niej innemu zainteresowanemu jest swinstwem i nieprzyzwoitoscia? I to wlasnie ono rozwala zaufanie, bo ze zdrada to by dalej bylo przyzwoicie? Powiedzenie jest zawsze zachowaniem nie do przyjecia, ale zdrada niekoniecznie?
                                                  Osobliwie rozkladasz akcenty, nie mam pojecia z jakiej przyczyny bagatelizujesz zdrade, a epitety zachowujesz dla zachowania, ktore jest i uczciwe, i usprawiedliwione, i mniejszego kalibru niz zdrada. Dziwaczne.
                                                  • blond_suflerka Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 20:33
                                                    big_grin
                                                    To może jeszcze raz. Coś jest z tymi zdradami, że jednak tak czesto się zdarzają,prawda? Ludzie chcą byc wierni, przysięgają, obiecują a jednak tak wielu zdradza. Czasem raz a czasem długofalowo. I można powiedzieć, że nie ma reguły dlaczego i kto. Nawet tam gdzie związek jest fajny a ludzie są ze sobą bo chcą a nie muszą to zdarza się, że się pogubią. Bo to przecież bardzo ludzkie-mieć wątpliwości, pogubić się w uczuciach, nie wiedzieć czego się chce. I czasem w takich sytuacjach pojawia się zdrada. Ja jej nie bagatelizuję, ja ją postrzegam jako część skomplikowanych relacji międzyludzkich.
                                                    I może faktycznie, pospiesznie napisałam, że gdyby moj mąz powiadomił żonę mojego potencjalnego kochanka to nie wrociłabym do niego. Być może też przepracowałabym z nim to(jesli taką podjelibysmy decyzje) tak jak samą zdradę. To pewnie wynikało z tego, że to zachowanie wpisuję w destrukcyjne radzenie sobie z własnym bólem. I w sumie tak-chyba ławiej zrozumieć mi pojscie za uczuciem dobrym takim jak zakochanie niż za uczuciem typu chęć zemsty i chęć, żeby 'ktoś inny cierpiał a nie tylko ja'. To wydaje mi się tak bardzo słabe, że trudno byłoby mi nadal uważać meża za dobrego, dojrzałego człowieka. Chociaz po przemyśleniu, tak jak napisałam, być może to też byłoby do przegadania i zrozumienia jego emocji, które wygenerowały takie głupie zachowanie.
                                                  • cherry.coke Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 20:41
                                                    No wlasnie, bo to mnie razi w twoich stwierdzeniach, ze zdrada och to takie ludzkie, a powiedzenie o niej to swinstwo nie do wybaczenia. Dlaczego niby nie do wybaczenia, skoro nawet zdrada jest do wybaczenia?

                                                    Zreszta skad w ogole zalozenie, ze powiedzenie to zemsta i swinstwo, albo ze jest glupie. Glupie to jest trzymanie kogos w niewiedzy co do tego, ze jest oszukiwany i upokarzany. Ja i sama bym powiedziala, i chcialabym, zeby mnie powiedziano, i gdybym zdradzala, to tym bardziej nie mialabym wg mnie prawa miec pretensji o powiedzenie. Ale ja lubie wiedziec na czym stoje i uwazam, ze ludziom nalezy sie prawda.

                                                    Zreszta latwo to zaobserwowac jesli za obcego faceta podstawi sie brata, kuzyna czy przyjaciela. Oczywiscie, ze im sie wtedy powie - bo im sie to nalezy i tak naprawde jest dla nich przysluga. A nie zadnym swinstwem.
                                                  • blond_suflerka Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 20:52
                                                    Rozumiem co Cię raziło w moich wypowiedziach i tak jak napisałam, zmieniłam swoje zdanie w tej kwestii po przemyśleniu. Tak, przy założeniu, że mąż jest kochany, itd to pewnie i taką akcję dałoby się przegadać i zrozumieć.
                                                    Natomiast podtrzymuję, że dla mnie to głupie zachowanie. Dlaczego? Może właśnie dlatego, że to obcy a nie swój. Swojego znasz-wiesz mniej więcej czy słaby czy nie, czy ma wsparcie, jakies choroby, cokolwiek. Obcego nie znasz i możesz niechcący zrobić komuś krzywdę. I tego bym się bała i w ogóle nie chciałabym ingerować w czyjś zwiazek w ten sposób. To już prędzej bym z tą kochanką pogadała(oczywiście chodzi mi o sytuację kiedy wiem o jakiejś zdradzie a nie ze to kochanka mojego mezawink, żeby sama powiedziała.
                                                    Ty patrzysz podług siebie, że chciałabyś wiedzieć. Ale wiesz-są takie osoby, które nie chcą wiedzieć. Które muszą dojrzeć do tego, żeby przestać udawać, ze czegoś nie ma. Czasem ktos ma gorszy czas, jakieś klopoty, cokolwiek i zasunięcie takiej wiadomości moze go kompletnie powalić. Trzeba duzego wyczucia i zapewnienia jakiegoś wsparcia w takiej sytuacji. Bliskiej osobie jestes w stanie to zapewnić, obcej nie.
                                                    I dlatego jestem przeciwna.
                                                    Co do pobudek informującego. Wierzę, że to może być z troski ale tak jak tutaj pisałam-nie w dzien po dowiedzeniu sie o romansie. Wtedy kiedy zona chce rozszarpać meża a drugim pomyslem jest dzwonić do męża kochanki. Teraz to by bylo raczej takie rozpieprzenie tego co się da na oslep.
                                                  • cherry.coke Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 20:59
                                                    No niestety ja rozumuje na zasadach "rob tak, jak chcialbys zeby robiono wzgledem ciebie". A ja, czy w lepszym czy w gorszym okresie, uwazam, ze swiadomosc jest lepsza niz nieswiadomosc.
                                                  • blond_suflerka Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 21:02
                                                    cherry.coke napisała:

                                                    > No niestety ja rozumuje na zasadach "rob tak, jak chcialbys zeby robiono wzgled
                                                    > em ciebie". A ja, czy w lepszym czy w gorszym okresie, uwazam, ze swiadomosc je
                                                    > st lepsza niz nieswiadomosc.

                                                    A to nie jest świetna zasada. Może warto zauwazyć, że ludzie sa rozni i mają rozne potrzeby. I nie kazdy jest taki jak Ty.
                                                  • cherry.coke Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 21:06
                                                    Trzymanie ich w nieswiadomosci na wszelki wypadek to jednak wieksze zlo.
                                                  • blond_suflerka Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 21:09
                                                    Czy wieksze czy nie to się okazuje potem jak już coś zostało zrobione. Pewności nigdy nie ma ale prawdopodobienstwo jestwink Lepiej więc jak dorosły czlowiek przewidywać konsekwencje swoich czynow a nie tak raczej niedojrzale uważać, ze kazdy ma tak samo jak Ty.
                                                  • cherry.coke Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 21:11
                                                    Nie sadze, zeby zasada "nie czyn drugiemu, co tobie niemile" byla niedojrzala. A bycie trzymanym w nieswiadomosci rogaczem nie jest mile. Nikt normalny by tego nie zrobil znajomemu.
                                                  • blond_suflerka Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 21:20
                                                    Elastyczność i żonglowanie mądrościami w zależności do danej sytuacji. To chyba najlepsze. Czy zawsze walić prosto z mostu? Lasce w depresji też powiedzieć, ze maż ją zdradza bo Ty byś chciała wiedzieć? I to jeszcze powiedzieć i se iść.
                                                  • cherry.coke Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 21:23
                                                    Bo laska w depresji z kryjacym sie oszustem u boku to takie zdrowe i tak jej swietnie robi? Pewnie.
                                                  • blond_suflerka Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 22:26
                                                    Nie, nie robi jej swietnie ale taka osoba jest bardzo krucha. I trzeba ją wzmocnić do podjęcia pewnych decyzji albo do zaprzestania udawania, że mąz świetny a nie walnąc takie info i tyle. I nie ma opcji, zeby to zrobić z obcą osobą.
                                                  • cherry.coke Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 22:48
                                                    Rownie dobrze w tym stanie niewiedza moze wpedzac ja w paranoje, bo przeciez czuje, ale nie wie. I tak mozna w kolko. A ukrywanie prawdy to tak samo decyzja podjeta za kogos w imie przekonania, z wie sie lepiej.
                                                  • zuzi.1 Re: czy poinformować pana,że jego żona 30.12.13, 01:38
                                                    W tej częsci dyskusji zdecydowanie zgadzam się z cherry.coke, Suflerko mam wrażenie, że to Twoje nadmierne przejmowanie się innymi, w tym mężem zdradzającej żony i tym jak on to przyjmie, gdy mu się wprost powie, że zona go zdradza, a może biedak ma chorą prostatę i to go dobije psychicznie, to Twoja tendencja do WSPÓŁUZALEŻNIENIA, a nie tylko zbyt duża empatia. W ten sposób można popasc w paranoję, przewidując co może się zdarzyc gdy powiemy, bo a nóż widelec ten ktoś jest w trakcie leczenia raka odbytu itp. przypadłości i ta dodatkowa b. negatywna informacja go dobije, więc lepiej go nie informowac na wszelki wypadek. Nie zgadzam się z takim podejsciem. Ten zdradzany facet podobnie jak zdradzana żona ma prawo wiedziec o zdradzie. Nie musi z tej wiedzy wyciągac konsekwencji wobec zony/męża, gdy mu wygodnie może udawac, że nic nie wie, jako dorosły człowiek może z tą wiedzą zrobic po prostu co uważa za słuszne. Ale ma jak najbardziej prawo do tej wiedzy. Jest b. wielu rogaczy, którzy nie wiedzą, że nimi są i to dopiero jest przykre, gdy wiedzą prawie wszyscy wokół, a głowny rogacz nie ma o niczym pojęcia...
                                                  • zuzi.1 Re: czy poinformować pana,że jego żona 30.12.13, 01:50
                                                    Zacytuję tu Kropidło z wątku o narcyzach, bo u Ciebie Suflerko chyba podobny mechanizm działa, jak w opisie poniżej, taka jakby tendencja do współuzaleznieniasmile

                                                    "Problemem jest tutaj odpowiednie ustawienie relacji, wspoluzaleznienie emocjonalne- tzn przekonanie, ze jest sie odpowiedzialnym za uczucia i zaburzenia innych., bez wzgledu na wlasny koszt.

                                                    Wspoluzaleznienie polega na tym, ze czlowiek zatraca sie w relacji, traci wlasne ja, przestaja sie liczyc jego potrzeby, oczekiwania, uczucia. Uczucia tej drugiej osoby dominuja, maja zawsze priorytet. To nie jest problem, gdy nie ma konfliktu, i to usypa czujnosc, ale to jest problem, gdy pojawia sie konflikt ( a zycie bez konfliktu nie jest mozliwe przeciez).

                                                    W sytuacji konfliktu dopiero objawia sie, kto co moze i jakie ma prawa. A to wszystko jest oparte na wkodowanym w glowie gleboko zalozeniu, ze inni ludzie sa wazniejsi.

                                                    Jesli ktos cie zaatakuje albo skrzywdzi, naturalnie odczuwasz zlosc, rozczarowanie, gniew. To sa uczucia dane czlowiekowi przez nature by mogl sie bronic i podjac akcje. Ale u osoby wspoluzaleznionej te uczucia sa od razu zatamowane, bo zaczyna sie przejmowanie uczuciami drugiej osoby. I w efekcie nie ma reakcji. I jest kumulacja zlosci, zalu, bezsilnosc, a potem depresja, nerwica, samobojstwo.

                                                    Zamiast powiedziec 'dlaczego mnie brzydko nazywasz, nie podoba mi sie to' osoba wspoluzalezniona bedzie kombinowac, ze pewnie tak musi byc, musi miec powody skoro tak robi, i te powody sa wazniejsze niz moje powody do zlosci (pierwszy poziom wspol- troski) ale nawet jak cos odpyskne to ten ktos sie obrazi albo zdenerwuje (drugi etap wspol-troski) wiec aby chronic te osobe, nic nie odpowiem.

                                                    Czy to fair, aby uczucia jednych byly wazniejsze niz uczucia innych? Najlepiej spojrzec na to z boku i zamiast siebie umiescic w roli kogos bliskiego. Mnie latwiej byloby bronic kogos bliskiego niz siebei samego, bo sam mam tez tendencje do wspoluzaleznienia, bardzo silne, tylko ze jestem ich swiadom.

                                                    Wyobraz sobie, ze dziecko, ktore kochasz w szkole ma problem z innym uczniem, ktore je wyzywa i przesladuje, powidzmy malym narcyzem. Czy poradzilabys mu, aby ustepowal, rozumial druga osobe i blokowal wlasne uczucia? No wlasnie."

                                                  • blond_suflerka Re: czy poinformować pana,że jego żona 30.12.13, 22:17
                                                    Zuzi, bardzo fajnie piszesz, masz wiedzę ale tym razem pojechałaśwink

                                                    Przecież ja nic takiego nie napisałam. Wszystko to co Ty opisałaś stoi w sprzeczności z tym co ja piszę.

                                                    Ja nie mówię o blokowaniu uczuć, w żadnym razie. Nigdy nikomu nie radziłam ani sama tego nie stosuje, żeby tłumić swoje uczucia. No ale zarządzanie emocjami to nie to samo co tłumienie.
                                                    I nie chodzi o to, żeby szukać winy w sobie za każdą przytrafioną krzywdę.
                                                    Ale przecież sama dobrze wiesz bo sama wielokrotnie o tym pisałaś, że na kiepskie związki pracują dwie osoby. Ktoś narusza czyjeś granice a drugi się na to godzi zmiast się przeciwstawić. Tym samym jeśli mowa o zdradzie to bywa tak, że ona jest apogeum tego, że w związku kiepsko się działo. Żeby była jasność-nie mówię, że tak było u Autorki wątku ale już tak ogólnie. Mogło kiepsko się dziac, następowało oddalenie od siebie albo notoryczne naruszanie czyichś granic i potem dopiero przy okazji zdrady a właściwie przepracowywania jej okazuje się, że para(czy ta zdradzona kobieta) dopiero wtedy to widzi i rozumie.
                                                    O tym pisałam. A nie o tym, że zdradzona jest winna zdrady.

                                                    Co do powiadomienie męza-ja uważam, że to kiepski pomysł i nie dlatego, że tutaj czyjeś uczucia postawiłabym ponad swoje. Tylko dlatego, że w niczym by mi to nie pomogło. Ktoś może mieć inne zdanie, ok. No ale mówienie, że brak powiadomienia męza jest tendencją do wspoluzalenienia to duże naduzyciewink

                                                    Co do przykładu z kimś kto bije dziecko. Oczywiście-niewłaściwie zachowanie musi zostać ukarane albo mieć jakąś odpowiednią procedurę wychowawczą(pogadankę na przykład). No ale akurat w procesie wychowania dobrze jest mowić dzieciom, że sa ludzie, ktorzy mają ze sobą kłopoty i nie umieją inaczej się komunikować. I nie po to, żeby ich usprawiedliwiać ale po to, żeby miały większa wiedzę z zakresu emocji a także wiedziały, że w kontaktach z takimi ludźmi nie ponoszą własnie żadnej winy bo co by nie zrobiły to jak ktoś tylko tak umie wyładowywać swoje frustracje to i tak to zrobi.

                                                    Napisalam to już wczoraj Pade. Jak zdradzona uważa, że zdrada jest nie do wybaczenia to oczywiście-może zostać z takim stanowiskiem. I nie ma tutaj potrzeby żadnego rozumienia czy dowiadywania się dlaczego on to zrobił. Ja pisalam o tym kiedy para chce nadal ze sobą być. A jak chce być to nie wystarczy pozorne wybaczenie. Często ludziom się wydaje, że wystarczy chcieć wybaczyć a potem dalej się męczą. A żeby wybaczyć tak naprawdę to trzeba jednak zrozumieć i zaakceptować błąd tego partnera. Innej opcji nie ma.
                                                  • zuzi.1 Re: czy poinformować pana,że jego żona 30.12.13, 23:15
                                                    suflerka napisała:"No ale mówienie, że brak powiadomienia męza jest tendencją do wspoluzalenienia to duże naduzycie"

                                                    Suflerko, mi chodziło o to, że to Twoje nadmierne przejmowanie się tym, jak zareaguje dorosły człowiek po tym, gdy dowie się o zdradzie żony czy męża, jest IMO nadmiernym przejmowaniem się stanem uczuciowym tej osoby, Ty od razu rozważasz w jakim stanie ten człowiek się znajduje, w jakiej sytuacji życiowej, jak to przyjmie, czy się nie załamie itp. dla mnie to trochę dziwne podejscie. Rozumiem je w przypadku najbliższych nam osób w b. podbramkowych sytuacjach typu cięzka choroba, bycie w trakcie rozwodu lub tuż po, stan po stracie bliskiego itp. ale rozważanie tego jak ten mąż, obca nam osoba to przyjmie i czy się nie załamie, to moim zdaniem nadmierna troska z twojej strony o tego pana. I stąd moje porównanie tego podejscia z tendencją do współuzaleznienia i tej współ-troski o której wspomina Kropidło. Dlaczego tak do tego podchodzisz, skąd ta nadmierna troska z Twojej strony o uczucia obcej osoby? To co napisałam to broń boże nie atak na Twoją osobą, ale wyrażenie jedynie mojego zdania i ciekawosc odnośnie tego w jaki sposób Ty rozważasz tą sytuację wink Kwestia tego czy pana poinformowac czy też nie, to już inna para kaloszy, każdy wybierze i tak to co jest zgodne z jego przekonaniami. Jeśli chodzi o zdrady to mam równie konserwatywne podejscie jak pade, po czyms takim nie istnieje dla mnie kwestia mozliwosci przepracowania tego, bo moim zdaniem to juz nie czas i miejsce na przepracowywanie czegokolwiek. Ten czas na przepracowywanie problemów był przed zdradą, a nie po niej. A skoro ktoś wybrał zdradę a nie próbę wyjaśnienia sytuacji i wyjscia z problemów, to nie bardzo nadaje się na kontynuację z nim relacji. To jest oczywiscie tylko moje zdanie w tej sprawie.
                                                  • blond_suflerka Re: czy poinformować pana,że jego żona 30.12.13, 23:33
                                                    Spokojnie, rozumiem, że nie atakujeszwink

                                                    Co do informowania męza. W pierwszej kolejności ja sama nie miałabym takiej potrzeby. Nie widzę sensu w ogóle. Bo jak kobieta dowiaduje się o zdradzie to ma taki tajfun, że najpierw jest fala smutku, żalu, itd a potem sprawy dotyczące związku-albo sprawy rozwodowe albo naprawa małżenstwa. I jakies tam spotkania z męzem kochanki(bylej czy obecnej) to dla mnie bezsens. I mnie by to nie pomogło w niczym.
                                                    Druga kawestia-tak, brałabym pod uwagę czy ta wiadomoć będzie dla niego ok. Może dlatego, że przypadków depresji po takiej informacji jest trochę. Nie chciałabym tego komus zrobić. Oczywiście rozumiem argumenty, że ten zdradzany nie jest w szczęsliwym związku i już nie jest tak jak powinno ale jednak to co innego. Akurat kochanka męza to pewnie ostatnia osoba, której chcialabym wtrącac się w związek, po prostu.

                                                    Co do zdrady-może stąd to nieporozumienie. Może osoby, które krytykowały to co napisałam stoją na stanowisku, ze zdrada nie jest do wybaczenia. I faktycznie-niektórzy nie wybaczają. No ale ci, którzy chcą wybaczyć i nie chcą się rozstawać muszą jednak z tą zdradą jakoś się ułożyć. I w tym zawiera się rozumienie, akceptacja, przepłakanie bólu i wybaczenie.
                                                  • cherry.coke Re: czy poinformować pana,że jego żona 30.12.13, 23:44
                                                    blond_suflerka napisała:

                                                    > Co do zdrady-może stąd to nieporozumienie. Może osoby, które krytykowały to co
                                                    > napisałam stoją na stanowisku, ze zdrada nie jest do wybaczenia. I faktycznie-n
                                                    > iektórzy nie wybaczają. No ale ci, którzy chcą wybaczyć i nie chcą się rozstawa
                                                    > ć muszą jednak z tą zdradą jakoś się ułożyć. I w tym zawiera się rozumienie, ak
                                                    > ceptacja, przepłakanie bólu i wybaczenie.

                                                    Ja nie uwazam, ze zdrada jest nie do wybaczenia. Niektore jak najbardziej sa, i do przepracowania.
                                                    Ale autorka nie wie jeszcze sama i nie napisala, czy chce pracowac, wystawiac meza za drzwi czy wnosic o rozwod, a ty z punktu wystartowalas z tym, jak to ona nie zrozumiala swojego meza romantyka itp itd.
                                                    I nie ma co bronic tego terapia, bo to nieprawda. Terapia nie zaczyna sie od szukania winy w sobie, tylko od uznania i rozpoznania faktu, ze zostalo sie skrzywdzonym. Dopiero potem mozna cos z tym ewentualnie robic.
                                                    W tym sek.
                                                  • blond_suflerka Re: czy poinformować pana,że jego żona 30.12.13, 23:45
                                                    Ależ oczywiście i pisałam o tym. Najpierw jest uznanie bólu zdradzonej i pokrzywdzonej.
                                                  • cherry.coke Re: czy poinformować pana,że jego żona 30.12.13, 23:49
                                                    A znasz takie angielskie wyrazenie "lip service"? Bo trudno mi przetlumaczyc smile Wiec owszem, ty to uprawiasz haslowo w stosunku do pewnych aspektow, natomiast z opisow i caloksztaltu az bije troska o zdradzajacego i przyznawanie mu najrozniejszych praw, kosztem zdradzanego. Dziewczyny maja racje - wspoluzaleznienie, wspoltroska?
                                                  • blond_suflerka Re: czy poinformować pana,że jego żona 30.12.13, 23:58
                                                    Zarzucasz mi troskę wobec zdradzanego i sugerujesz wspoluzaleznienie a Zuzi o wspoluzaleznieniu pisała w kontekście troski o zdradzanego mężabig_grin
                                                    Także zamiast szukać na siłę jakiegoś powodu wystarczy zaakceptować czyjeś poglądy, inne od Twoich.
                                                    Zdradzona osoba jest pokrzywdzona i nie ma co do tego wątpliwości. Uznanie jej bolu jest oczywistością. Tu pewnie nie ma za wiele do pisania stąd opisywałam już kolejny etap pracy.
                                                    No bo uznanie bolu to po prostu uznanie bolu. I żal, płacz, wkurzenie na męza, bezradość-do wszystkich uczuć zdradzona osoba ma prawo. I mąż nie prawa powiedzieć jej, że zdradził przez nią. Tzn. pewnie będzie jej mo wil(chociaz nie kazdy mąż) ale jak będą rozmawiać to też przyjdzie moment, że zrozumie, że głupio sie bronił takim gadaniem.Możę jej powiedzieć(zazwyczaj nie od razu) co było nie tak i dlaczego zaczęli się od siebie oddalać a zdrada była już tylko konsekwencją. I po tej fazie jej bolu, ta rozmowa musi nastąpić. No bo jak inaczej?
                                                  • cherry.coke Re: czy poinformować pana,że jego żona 31.12.13, 00:06
                                                    blond_suflerka napisała:

                                                    > Także zamiast szukać na siłę jakiegoś powodu wystarczy zaakceptować czyjeś pogl
                                                    > ądy, inne od Twoich.

                                                    Ale ja nie mam innych pogladow od twoich, w tym sek (poza kwestia znania prawdy przez druga strone). Tez uwazam, ze zdrade mozna przepracowac, jesli obu stronom na tym zalezy, i ze na pewnym etapie nalezy wejrzec we wlasne zachowanie i byc moze (wcale niekoniecznie, bo nie kazdy odpwiada za zdrade drugiej strony) poczuc sie czesciowo odpowiedzialnym.

                                                    Po prostu twoj rozklad akcentow jest odstreczajacy i trudny do wytlumaczenia. Tak, kiedys moze trzeba to bedzie zrobic. Ale nie teraz, jesli w ogole. Uporczywosc tych rad jest zwyczajnie dziwna.
                                                  • blond_suflerka Re: czy poinformować pana,że jego żona 31.12.13, 00:21
                                                    big_grin
                                                    No nie dogadamy się ale ok, bywa.
                                                    Akcent czy argumenty Ci się nie podobają? To napisz Autorce to jak Ty to widzisz i zamiast marnować czas na to co Tobie wydaje się takie okropne to po prostu zrob tak jak Ty uważasz. Pisz co chcesz. Czy ja Cię dopytuję dlaczego uważasz inaczej? Uważasz i tyle. Eot.
                                                  • anorektycznazdzira Re: czy poinformować pana,że jego żona 31.12.13, 11:38
                                                    Suflerka, bzdurzysz.

                                                    > Zdradzona osoba jest pokrzywdzona i nie ma co do tego wątpliwości. Uznanie jej
                                                    > bolu jest oczywistością.
                                                    No to sobie wyobraź, że nie jest. Nie został, że sobie na taki skromny przykład pozwolę, uznany ten ból przez tego, który zdradził.

                                                    >Tu pewnie nie ma za wiele do pisania stąd opisywałam j
                                                    > uż kolejny etap pracy.

                                                    Nie opisywałaś "kolejnego etapu pracy", nie klucz. Pisałaś wprost, że to źle i brzydko nazwać świnią czy palantem osobnika, który zdradził i powiedział żonie bezczelnie że to jej wina. I proponowałaś właściwe remedium na takie brzydkie zakusy: należy zdradzacza zrozumieć i poszukać u siebie powodów, które go skłoniły do tego co zrobił.


                                                    W innym wątku wpisałam, ze jesteś strasznie nielogiczna. Przepraszam, że nie chce mi się kopiować postów swoich, Chery, Sanci, Pade i innych, którzy to dokładnie wskazywali. Ani razu nie odniosłaś się wprost do oczywistej sprzeczności. Zamiast tego- słowotok, z grubsza powtarzający to, co już i tak wpisałaś wcześniej. Już samo to jest nielogiczne: nie odnosisz się do konkretnego pytania (nie umiesz???) tylko zaprzeczasz i piszesz jeszcze raz to samo innymi słowami.
                                                    Powyższe wpisuję na wypadek, gdybyś chciała odpowiedzieć na pierwszą część mojej wypowiedzi.
                                                  • anorektycznazdzira Re: czy poinformować pana,że jego żona 31.12.13, 11:14
                                                    > Co do zdrady-może stąd to nieporozumienie. Może osoby, które krytykowały to co
                                                    > napisałam stoją na stanowisku, ze zdrada nie jest do wybaczenia.

                                                    Nie, nie dlatego. Ja krytykowałam, a wybaczenie zdrady jestem sobie w stanie wyobrazić, a także uznać za dobre rozwiązanie w określonych sytuacjach.
                                                    Pisałam natomiast pińcet razy, że wszystko jest dobre, jak się pojawia w odpowiednim momencie, czego Ty zrozumieć nie możesz. Za to jak się pojawia w nieodpowiednim, to robi szkody a nie pomaga. I tak dokładnie jest z nawoływaniem do analizy psyche osoby, która zrobiła nam wielką krzywdę. Pierwsze w kolejności jest stwierdzenie fakty zaistnienia tej krzywdy, jej rozmiaru i uświadomienie sobie swojego słusznego prawa do poczucia tej krzywdy, do wściekłości itp. Racjonalizacja ma swoje miejsce w procesie odzyskiwania normalności ale PÓŹNIEJ.

                                                    Masz problemy z uświadamianiem i akceptacją gniewu na rzecz wypierania?
                                                  • zuzi.1 Re: czy poinformować pana,że jego żona 30.12.13, 23:27
                                                    i jeszcze jedno, odnośnie tego co napisałaś :

                                                    "Ale przecież sama dobrze wiesz bo sama wielokrotnie o tym pisałaś, że na kiepskie związki pracują dwie osoby. Ktoś narusza czyjeś granice a drugi się na to godzi zamiast się przeciwstawić."

                                                    w tej sytuacji uważam, że winna jest jedna osoba, tj. ta która narusza czyjeś granice, a nie ta, która nie potrafi się temu sprzeciwic (nie wnikając w przyczyny tego stanu, a tych przyczyn jak wiemy może byc wiele). Bo gdyby uznac, że winna jest również ta, która nie potrafi się obronic przed naruszaniem jej granic, to tak jakby uznac, że ofiara przemocy jest też winna, mimo, że sama przemocy nie stosuje. W takiej sytuacji winna jest zawsze osoba stosująca przemoc. Normalnym jest to, że w bliskim związku nikt nie podejrzewa, że ktoś może chciec celowo, świadomie lub nie, naruszac jego granice i stąd rozumiem to ogromne zdziwienie i brak reakcji, gdy do takiego przekraczania granic jednak dochodzi i gdy robi to osoba którą kochamy i która nas (podobno) kocha. To jest b. mieszające w głowie i rozumiem, że można nie wiedziec jak zareagowac i nie wiedziec, że trzeba się bronic/uciekac i ratowac się. To są takie sytuacje w których za przeproszeniem szczęka z wrażenia opada na podłogę i człowiek jest bardzo mocno zdezorientowany i nie bardzo rozumie co się dzieje i co ma tak naprawdę miejsce.
                                                  • blond_suflerka Re: czy poinformować pana,że jego żona 30.12.13, 23:44
                                                    Zuzi, ale przeciez na forum na którym sie udzielasz wielokrotnie było pisane, że tam gdzie jest kat musi być też ofiara. I o ile oczywistym jest, że ten kto stosuje przemoc jest winny to jednak cała masa wątków w których również brałaś udział to pisanie o tym jak w ogóle do przemocy dochodzi. A dochodzi tak, że ktoś przekracza granice o milimetr a drugi nie prostestuje. I ta agresja czy przemoc narasta.
                                                    Przeciez sama pisałaś wielokrotnie, żeby kobiety nauczuły się pilnowac swoich granic. Tyle tylko, że sprawa dotyczyła przemocy ekonomicznej czy słownej.
                                                    Zdrada jest decyzją zdradzającego i to jego odpowiedzialność ale podoba mi się bardzo wpis Claudel w ktorymś wątku, że nie chciałaby wiedzieć czy mąż ją zdradza bo gdyby sama się nie zorientowała to byłaby to jej osobista porażka. I wolałaby zobaczyć to sama. Tym samym, jak rozumiem, napisała-że z jej perspektywy związek nie mógł być dobry skoro ona nie była na tyle uważna na swojego męża, żeby nie zauważyć, że jest między nimi jest tak, że zdrada w ogóle była mozliwa. Nie ma sensu rozpatrywać tego w kategoriach winy ale po prostu szerszej perspektywy i zrozumienia jak czasem ludzie się zaniedbują w relacji.
                                                    Podejście Claudel nie jest może często spotykane ale to chyba taki duży stopień dojrzałości-takie postawienie sprawy. I bardzo mi się to podoba.
                                                    I żeby znów nie było-to już jest w ogóle dyskusja o zdradach, nie pisze, że Autorka wątku jest winna, że czegoś nie zauwazyławink
                                                    W ogóle Autorce życze ułożenia się z ta trudną sytuacją. Czy to samodzielnie czy z meżem-niezależnie od tego jaka będzie jej decyzja. Niech jej się szybko i jak najmniej bolesnie wszystko uloży.
                                                  • cherry.coke Re: czy poinformować pana,że jego żona 30.12.13, 23:52
                                                    blond_suflerka napisała:

                                                    > Zdrada jest decyzją zdradzającego i to jego odpowiedzialność ale podoba mi się
                                                    > bardzo wpis Claudel w ktorymś wątku, że nie chciałaby wiedzieć czy mąż ją zdrad
                                                    > za bo gdyby sama się nie zorientowała to byłaby to jej osobista porażka. I wola
                                                    > łaby zobaczyć to sama. Tym samym, jak rozumiem, napisała-że z jej perspektywy z
                                                    > wiązek nie mógł być dobry skoro ona nie była na tyle uważna na swojego męża, że
                                                    > by nie zauważyć, że jest między nimi jest tak, że zdrada w ogóle była mozliwa.
                                                    > Nie ma sensu rozpatrywać tego w kategoriach winy ale po prostu szerszej perspek
                                                    > tywy i zrozumienia jak czasem ludzie się zaniedbują w relacji.
                                                    > Podejście Claudel nie jest może często spotykane ale to chyba taki duży stopień
                                                    > dojrzałości-takie postawienie sprawy. I bardzo mi się to podoba.

                                                    O, akurat bardzo wyrazna ilustracja tego, co napisalam powyzej - na poczatku krotki frazes o odpowiedzialnosci zdradzajacego, a potem dluga i opisowa pochwala postawy, w ktorej zdradzany godzi sie na nieswiadomosc z obawy przed wlasnym niedociagnieciem.
                                                    No i wlasnie tak sie o tym wypowiadasz.
                                                  • zuzi.1 Re: czy poinformować pana,że jego żona 30.12.13, 23:59
                                                    Zgadzam się z cherry.coke ponownie. Ciekawe co na to pade wink Poza tym, takie stwierdzenie, że byłaby to jej porażka (claudel), gdyby sama się nie zorientowała, nie znajduje zastosowania do niektórych panów np. socjopaci/psychopaci itp. przypadki, tacy panowie/panie potrafią wyprowadzic w pole nie tylko własne żony/męzów odnośnie zdrady i innych spraw ale również wszelkiej masci autorytety medyczne, więc w takiej sytuacji obwinianie się o nieuwaznosc w związku to dokładanie sobie po głowie, za nic...
                                                  • blond_suflerka Re: czy poinformować pana,że jego żona 31.12.13, 00:04
                                                    Chyba nie zrozumiałaś. Claudel napisała, że gdyby sama się nie zorientowała to byłaby to jej osobista porażka. Nie to, że mąż zdradził.
                                                    Tym samym o żadnej pochwale nieświadomości zdradzanego nie ma tu mowy. Nie rozumiesz tego? Nie chodzi o związek w którym jest kłamstwo bo to nigdy nie jest dobry związek.
                                                    Tu zdradzany na nic się nie godzi. Zdradzany(w sensie Claudel jako potencjalna zdradzanawink rozumiejąc istotę miłości i związku-pisze o tym, że jak sie tworzy w parze miejsce na zdradę to już doszło do zaniedbania, również jego bo nie zauważył. Może sama Claudel by się wypowiedziała, ja tak rozumiem jej słowa.
                                                    I jest to trochę wyższy poziom związku aniżeli takie proste-jego czy jej wina.
                                                  • cherry.coke Re: czy poinformować pana,że jego żona 31.12.13, 00:12
                                                    No ale dokladnie o to chodzi - koncentrujesz sie jako na dojrzalej na tej postawie, ktora bierze na siebie odpowiedzialnosc za niezauwazenie (a przeciez to mogl byc czlowiek, ktory oszukal wszystkich lacznie z kochanka), az do wybrania nieswiadomosci, bo inaczej musialaby to przyznac przed sama soba. Na tej, ktora skupia sie na wlasnej niedoskonalosci.
                                                  • blond_suflerka Re: czy poinformować pana,że jego żona 31.12.13, 00:25
                                                    A ja rozumiem wpis Claudel tak, że ona nie chce być nieświadoma tylko chciałaby po owym zaniedbaniu, na tyle znowu zbliżyć się do męża, żeby tę zdradę zauważyć czyli zacząć pracę nad związkiem od siebie.
                                                    Jej wpis nie może raczej zakładać wyboru bycia w związku w ktorym ona dalej nie wie bo to by oznaczało, że ten związek jest kiepskiwink
                                                  • pade Re: czy poinformować pana,że jego żona 31.12.13, 01:32
                                                    Bo Claudel zakłada, ja tak przynajmniej zrozumiałam, że zdrada jest wtedy, gdy w związku jest zaniedbanie lub brak. Oddalenie, ochłodzenie, zgadza się, to mogą być przyczyny zdrady i wtedy można mieć do siebie pretensje jesli chowało się glowę w piasek i udawało, że nic zlego się nie dzieje.
                                                    Ale za nieświadomość nie można nikogo obwiniać, za płynne granice lub ich brak również.
                                                    Pisałam wcześniej o tym, że czasem brak jest unaoczniony w konkretnej sytuacji, z konkretną osobą i wtedy partner osoby zdradzającej nie ponosi żadnej odpowiedzialności, bo i za co?

                                                    Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, jak głosi stare powiedzonko.
                                                    Nasze przekonania z czegoś wynikają, z przeszłości, doświadczeń, od osób ważnych w naszym życiu i te przekonania wyraźnie tu widać...
                                                  • zuzi.1 Re: czy poinformować pana,że jego żona 31.12.13, 17:57
                                                    Tu jest ciekawy wątek nt. zdrady i zachowań zdradzającego:

                                                    forum.gazeta.pl/forum/w,24087,148657534,148657534,starac_sie_wybaczyc_czy_moze_nie_warto_.html
                                          • blond_suflerka Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 19:30
                                            cherry.coke napisała:

                                            i czepianie sie go wtedy o dzielenie sie ta wiedz
                                            > a z kimkolwiek jako o czynnik rozwalajacy zwiazek jest doprawdy wymyslnym cudem

                                            I jeszcze to. Nie z kimkolwiek. Czemu piszesz nieprawde? Chodzi konkretnie o męza kochanki męza i o konsekwencje z tym związane. A nie ze nie mozna mowic nikomu.
                                    • kawka74 Re: czy poinformować pana,że jego żona 29.12.13, 10:28
                                      > Nazywasz to męczeństwem a dla mnie to jedyne rozwiązanie, które uważam za słusz
                                      > ne. Takie w zgodzie z moimi poglądami.

                                      Czasem się zastanawiam, czy to zgoda z poglądami, czy z podręcznikami.

                                      Wierzę, że według Twoich uczuc nie
                                      > miałabyś wyrzutow sumienia i powiedzenie temu męzowi byloby dla Ciebie rozwiąz
                                      > aniem optymalnym.

                                      Dlaczego miałabym je mieć? Bo tego chciałabym się dowiedzieć. Hipotetyczny zawał mnie jakoś nie przekonał.

                                      > Co do drugiej częsci Twojej wypowiedzi to nie zrozumiałam. Chybawink

                                      Odpowiedzialność za wszystko, co zdarzy się po zdradzie, ponoszą zdradzający - łącznie z rozmaitymi reakcjami zdradzanych. Odpowiedzialność za poinformowanie drugiej strony spoczywa na zdrajcy, nie na osobie informującej.

                                      I w tym kontekscie
                                      > pisalam, że raczej nie wrocilabym do faceta, ktory moim zdaniem przekroczyłby t
                                      > ę granice przyzwoitości i dobroci i poszedl wywalić swoj bol potencjalnej zonie
                                      > mojego potencjalnego kochanka.

                                      Śmiesznie to brzmi - utaplana w guanie żona, która przekroczyła granice przyzwoitości i parę innych granic, stawia warunki zdradzanemu mężowi, oczekuje od niego, żeby był porządnym człowiekiem i żeby myślał o konsekwencjach, o których sama nie pomyślała.
                                      Ludzie są przedziwni.
                                      • blond_suflerka Re: czy poinformować pana,że jego żona 29.12.13, 17:18
                                        kawka74 napisała:

                                        > Czasem się zastanawiam, czy to zgoda z poglądami, czy z podręcznikami.

                                        Odrzuć może swoje nastawienie i odnoś się do argumentów. Tak chyba jest łatwiej, prawda? Nie wiem o jakich podręcznikach piszesz. W ktorych to jest napisane, żeby nie mowić? Nie pamiętam takiego. Być może nawet w podręcznikach jest napisane-rób co czujesz, idz i mow, itd? Podręcznik są przecież rózne. Ja piszę to co ja bym zrobiła i co byłoby w zgodzie ze mną.
                                        I przedstawiam swoje argumenty.


                                        > Dlaczego miałabym je mieć? Bo tego chciałabym się dowiedzieć. Hipotetyczny zawa
                                        > ł mnie jakoś nie przekonał.


                                        No i Twoje prawo. Ty mowisz o tym jak Ty to widzisz, pytasz mnie jak jak to widzę. Piszesz, że nie miałabyś wyrzutów sumienia względem tego męża i ok. Co tutaj jeszcze można dodać i dyskutować? Kazdy ma swoje wartości i na swoj sposob odbiera świat. Jeden widzi kogoś w kłopotach i płacze a drugi idzie dalej bo go to tak nie rusza. Nie ma sensu wartościować tych podstaw, po prostu ludzie są różni.

                                        > Odpowiedzialność za wszystko, co zdarzy się po zdradzie, ponoszą zdradzający -
                                        > łącznie z rozmaitymi reakcjami zdradzanych. Odpowiedzialność za poinformowanie
                                        > drugiej strony spoczywa na zdrajcy, nie na osobie informującej.

                                        Mam inne zdanie. No ale rozumiem, że Ty masz własnie takiewink


                                        > Śmiesznie to brzmi - utaplana w guanie żona, która przekroczyła granice przyzwo
                                        > itości i parę innych granic, stawia warunki zdradzanemu mężowi, oczekuje od nie
                                        > go, żeby był porządnym człowiekiem i żeby myślał o konsekwencjach, o których sa
                                        > ma nie pomyślała.
                                        > Ludzie są przedziwni.

                                        Na to co napisałaś odpowiedziałam tutaj:
                                        forum.gazeta.pl/forum/w,567,148710844,148722690,Re_czy_poinformowac_pana_ze_jego_zona.html
                                        I jeszcze dodam, że dla mnie zakochanie i zagubienie nie jest gównem więc w ogole nie rzopatruje tego na takiem poziomie jak Ty.
                                        • cherry.coke Re: czy poinformować pana,że jego żona 29.12.13, 17:29
                                          blond_suflerka napisała:

                                          > I jeszcze dodam, że dla mnie zakochanie i zagubienie nie jest gównem więc w ogo
                                          > le nie rzopatruje tego na takiem poziomie jak Ty.

                                          Manipulujesz, zakochanie i zagubienie a zdrada to zupelnie rozne rzeczy. Mozna byc zakochanym i zagubionym i pozostac lojalnym wobec partnera, zdrada lojalnosc wyklucza.
                                          • blond_suflerka Re: czy poinformować pana,że jego żona 29.12.13, 17:36
                                            cherry.coke napisała:

                                            > Manipulujesz, zakochanie i zagubienie a zdrada to zupelnie rozne rzeczy. Mozna
                                            > byc zakochanym i zagubionym i pozostac lojalnym wobec partnera, zdrada lojalnos
                                            > c wyklucza.

                                            To nie manipulacja. Masz rację-nielojalność to co innego niż zakochanie i zagubienie. Zgoda. Nie mniej jednak ja po prostu nie używam takich słow do takich delikatnych spraw stąd moj sprzeciw.
                                            • cherry.coke Re: czy poinformować pana,że jego żona 29.12.13, 17:43
                                              blond_suflerka napisała:

                                              > > Manipulujesz, zakochanie i zagubienie a zdrada to zupelnie rozne rzeczy.
                                              > Mozna
                                              > > byc zakochanym i zagubionym i pozostac lojalnym wobec partnera, zdrada lo
                                              > jalnos
                                              > > c wyklucza.
                                              >
                                              > To nie manipulacja. Masz rację-nielojalność to co innego niż zakochanie i zagub
                                              > ienie. Zgoda. Nie mniej jednak ja po prostu nie używam takich słow do takich de
                                              > likatnych spraw stąd moj sprzeciw.

                                              Ale dokonana zdrada juz nie jest delikatna sprawa, i wysubtelnianie i uromatycznianie tego, jakie uprawiasz jest owszem manipulacja. Czy ty masz cos wspolnego z jakas mediacja, czy tylko aspirujesz? Bo naprawde nie wyobrazam sobie tak manipulujacego psychologa w praktyce...
                                              • blond_suflerka Re: czy poinformować pana,że jego żona 29.12.13, 17:46
                                                A jak sobie wyobrazasz? Pani mąż jest swinią, pieprzonym gnojem, to niedojrzały egoistyczny palant, niech go pani natłucze torebkę, potnie jego ubrania, i natychmiast pisze pozew. 200zł do kasy. Dziękuję, Next!
                                                • cherry.coke Re: czy poinformować pana,że jego żona 29.12.13, 17:48
                                                  blond_suflerka napisała:

                                                  > A jak sobie wyobrazasz? Pani mąż jest swinią, pieprzonym gnojem, to niedojrzały
                                                  > egoistyczny palant, niech go pani natłucze torebkę, potnie jego ubrania, i nat
                                                  > ychmiast pisze pozew. 200zł do kasy. Dziękuję, Next!

                                                  Bo istnieja tylko dwie skrajnosci, prawda?
                                                  Chyba odpowiedzialas na moje pytanie.
                                                  • blond_suflerka Re: czy poinformować pana,że jego żona 29.12.13, 18:05
                                                    A mogłabys napisać jak sobie to wyobrażasz? Tzn. jakie słowa byłyby tutaj dobre. Nawet nie tyle słowa co postawa. Ja rozumiem to tak-uznanie uczuć osoby zdradzonej. Trudnych i ciężkich. Jej żal, płacz, poczucie skrzywdzenia. Ale też co chce się osiągnać? Para chce się rozstać? Ok, piszą pozew i koniec małżenstwa. Tylko, że nawet wtedy to nie jest koniec historii. Zostaje zdradzona kobieta ze swoim bolem. Czy nie sądzisz, że obejrzenie tej sytuacji z szerszej perspektywy jest konieczne do przepracowania tego bolu?
                                                    A jak para chce pracować to też trzeba iść dalej. Bol i łzy, ok. Ale dalej jest też zobaczenie tego jak ten związek funkcjonował, jaki oni o siebie dbali albo jak udawali, że jest ok chociaż nie było.

                                                    To samo tyczy się kobiet zdradzających. Statystycznie częsciej z braku milości i zainteresowania. Nie dlatego, że kobieta jest suką jak niektorzy mowią czy się puszcza. Ale dlatego,że w związku jest kiepsko a ona nie potrafi zrobić tak, żeby bylo lepiej ani nie potrafi się rozstać. Więc pojawia się facet, ktorego obchodzi jak ona się czuje i ona w to wchodzi. Nie kazda ale jakaś część kobiet.
                                                    I teraz pytanie-po co jest ta cala dyskusja? Chodzi o to, żeby nazwać faceta głupim fitem a laskę puszczalską zdzirą? Czy o to, żeby pokazać co moglo do tego doprowadzić, co nie zadzialało i czego trzeba się nauczyć, żeby w przyszłości nie korzystać z takich niedojrzałych metod działania. A do tego wszystkiego jest potrzebne zobaczenie tej całej sytuacji głębiej aniżeli tylko to, że oto zdradził Cię głupi fiut bez uczuć.
                                                  • sanciasancia Re: czy poinformować pana,że jego żona 29.12.13, 18:22
                                                    Wiesz, mówienie kobiecie, która właśnie się dowiedziała, że mąż ją zdradził, której mąż właśnie oznajmił bez cienia poczucia winy czy zażenowania, że to jej wina, że powinna zrozumieć dlaczego mąż ją zdradził, to jest kopanie leżącego.
                                                    Jakąś osobliwą przyjemność z takich rad czerpiesz, blond suflerko? Może powinnaś się zastanowić nad swoją motywacją?
                                                  • blond_suflerka Re: czy poinformować pana,że jego żona 29.12.13, 18:26
                                                    Nigdzie nie napisałam, że to jej wina. Mogłabyś wkleić ten post w ktorym były te słowa?
                                                  • sanciasancia Re: czy poinformować pana,że jego żona 29.12.13, 18:42
                                                    > Nigdzie nie napisałam, że to jej wina. Mogłabyś wkleić ten post w ktorym były t
                                                    > e słowa?
                                                    "Zdrada jest niedobra ale zdrada ma tło. I to tło ma znaczenie. Co to było, jak to było, co czul ten zdradzający, w którym momencie i dlaczego zwatpił w związek, w którym być może ja jako partnerka go zawiodłam, itd itd. Oczywiście zdrada to jest zawsze decyzja zdradzającego ale tło zdrady to już sprawa dwóch osób ze związku. "
                                                    "Skoro tak to czas dowiedzieć się czego zabrakło w związku, za czym poszedł, i własnie co jest grane. W zależnosci od Twoich możliwości popros go albo czas na samotność albo zacznijcie rozmowy, które są nieuniknione.
                                                    Tak na szybko i na podstawie tego małego opisu być moze włozyłaś meża w szufladkę faceta, który twardo stąpa po ziemi i nie zauwazyłaś w nim tych pokładów romantyzmu. Ktoś inny zauwazył albo je uruchomił i było to tak fajne doświadczenie dla Twojego męza, że trudno było mu się temu oprzeć. Nie znałaś jakieś ważnej częsci jego osobowości albo do tej pory on przy Tobie tego nie uruchomił.
                                                    A romantyzm jest pięknywink "
                                                  • blond_suflerka Re: czy poinformować pana,że jego żona 29.12.13, 19:05
                                                    A gdzie tam są słowa, że to jej wina?
                                                    W pierwszym wklejonym poście napisałam, że zdrada to zawsze decyzja zdradzającego. Jak jest źle w związku to jest kilka możliwości co mozna z tym zrobić. Jak ktoś decyduje się na zdradę to zawsze jest jego decyzja i nikogo innego.
                                                    Ale tło zdrady to co innego. Nic tam nie było o winie Autorki ale o tym co było przedtem. To coś do czego się dochodzi podczas przepracowywania tego kryzysu. Czy na pewno dwie osoby w związku były na siebie uważne, czy dbały o jakość tego związku, ile było tam niedojrzałych mechanizmów, które generowały trwanie w iluzji dobrego związku i udawanie, że nie jest gorzej niz było.
                                                    Nie ma to nic wspolnego z przypisywaniem winy za zdradę zdradzonej.
                                                    A poddanie pod dyskusję kwestii uruchomienia w kimś jakiejś jego nieaktywnej w związku części to standardowa procedura terapeutyczna. I to tez nie jest tożsame z przypisywaniem winy osobe zdradzonej ale pokazanie, że to co sie wydarzyło po stronie zdradzającego ma jakieś tło. Że skrzywdzenie to jedno ale tam pod tą zdradą było coś więcej.
                                                    Dużo było tutaj wypowiedzi typu-mąż to palant, zbieraj dowody, pisz pozew, wywal go itd. Ja podeszłam do tego od tej strony psychologicznej czy terapeutycznej. Nie sądzę, żeby bylo to z krzywdą dla Autorki. Czy pisanie o męzu, ktorego ona kocha, że ten jest skonczonym palantem jest lepsze? Skoro ona cierpi i płacze to nie jest on jej obojętny. Czy pisanie o nim jak najgorszych rzeczy(nie mając tak naprawdę dowodu, że to słuszne interpretacje) jest właściwsze?
                                                    Niech Autorka sobie sama weźmie to co jej bardziej pasuje albo to co na dany moment jest jej potrzebne.
                                                    W Twojej opinii bardziej wspierające są wyzwiska pod adresem meża, w mojej rozjaśnienie mechanizmu zdrady, kryzysu czy sposobow przepracowywania tego. I Ty masz prawo do swojej opinii i ja.
                                                  • sanciasancia Re: czy poinformować pana,że jego żona 29.12.13, 20:50
                                                    Cóż, suflerko, komunikat jest tym, co odbiera jego odbiorca.
                                                    > Dużo było tutaj wypowiedzi typu-mąż to palant, zbieraj dowody, pisz pozew, wywa
                                                    > l go itd. Ja podeszłam do tego od tej strony psychologicznej czy terapeutycznej
                                                    > . Nie sądzę, żeby bylo to z krzywdą dla Autorki. Czy pisanie o męzu, ktorego on
                                                    > a kocha, że ten jest skonczonym palantem jest lepsze? Skoro ona cierpi i płacze
                                                    > to nie jest on jej obojętny. Czy pisanie o nim jak najgorszych rzeczy(nie mają
                                                    > c tak naprawdę dowodu, że to słuszne interpretacje) jest właściwsze?
                                                    Serio, uważasz, że facet, który zdradził, zrzucił winę na zdradę na żonę, nie zachował się jak palant? Szczególnie w kontekście słów męża, twoje postawienie sprawy jest szkodliwe.
                                                    > W Twojej opinii bardziej wspierające są wyzwiska pod adresem meża, w mojej roz
                                                    > jaśnienie mechanizmu zdrady, kryzysu czy sposobow przepracowywania tego. I Ty m
                                                    > asz prawo do swojej opinii i ja.
                                                    Nigdzie nie pisałam o wyzwiskach. Nieładnie tak manipulować. Uważam, że sugerowanie zdradzanej żonie szukania własnej części odpowiedzialności za zdradę, w sytuacji, w której mąż za swoje skandaliczne zachowanie obwinia wyłącznie żonę, jest szkodliwe, chamskie, niesłuszne i krzywdzące. A także skończy się kompletnym zgnębieniem tej kobiety.
                                                    Nie wiem, jaka jest twoja motywacja, ale zaczyna mnie zastanawiać, co sobie kompensujesz i racjonalizujesz.
                                                  • cherry.coke Re: czy poinformować pana,że jego żona 29.12.13, 22:29
                                                    blond_suflerka napisała:

                                                    > A mogłabys napisać jak sobie to wyobrażasz? Tzn. jakie słowa byłyby tutaj dobre
                                                    > . Nawet nie tyle słowa co postawa. Ja rozumiem to tak-uznanie uczuć osoby zdrad
                                                    > zonej. Trudnych i ciężkich. Jej żal, płacz, poczucie skrzywdzenia. Ale też co c
                                                    > hce się osiągnać? Para chce się rozstać? Ok, piszą pozew i koniec małżenstwa. T
                                                    > ylko, że nawet wtedy to nie jest koniec historii. Zostaje zdradzona kobieta ze
                                                    > swoim bolem. Czy nie sądzisz, że obejrzenie tej sytuacji z szerszej perspektyw
                                                    > y jest konieczne do przepracowania tego bolu?
                                                    > A jak para chce pracować to też trzeba iść dalej. Bol i łzy, ok. Ale dalej jest
                                                    > też zobaczenie tego jak ten związek funkcjonował, jaki oni o siebie dbali albo
                                                    > jak udawali, że jest ok chociaż nie było.
                                                    > To samo tyczy się kobiet zdradzających. Statystycznie częsciej z braku milości
                                                    > i zainteresowania. Nie dlatego, że kobieta jest suką jak niektorzy mowią czy si
                                                    > ę puszcza. Ale dlatego,że w związku jest kiepsko a ona nie potrafi zrobić tak,
                                                    > żeby bylo lepiej ani nie potrafi się rozstać. Więc pojawia się facet, ktorego o
                                                    > bchodzi jak ona się czuje i ona w to wchodzi. Nie kazda ale jakaś część kobiet.
                                                    > I teraz pytanie-po co jest ta cala dyskusja? Chodzi o to, żeby nazwać faceta gł
                                                    > upim fitem a laskę puszczalską zdzirą? Czy o to, żeby pokazać co moglo do tego
                                                    > doprowadzić, co nie zadzialało i czego trzeba się nauczyć, żeby w przyszłości n
                                                    > ie korzystać z takich niedojrzałych metod działania. A do tego wszystkiego jest
                                                    > potrzebne zobaczenie tej całej sytuacji głębiej aniżeli tylko to, że oto zdrad
                                                    > ził Cię głupi fiut bez uczuć.

                                                    Nie wiem, czy to mnie przypisujesz poglady o glupich fiutach i puszczalskich zdzirach, ale ja takich nie mam. Tak gwoli porzadku.

                                                    A jak postepowac? Na pewno nie tak jak ty, ktora symbolicznie mowisz "wina jest zawsze zdradzajacego.... ALE...." i tu juz opisujesz zdradzajacych jako zagubionych zakochanych o tak silnym poczuciu moralnosci, ze gotowi sa porzucic swojego zdradzonego, bo osmielil sie powiedziec prawde drugiemu zdradzonemu. A zdradzony oczywiscie nie rozumie swojego romantycznego zdradzajacego, i a potem wykonuje swinstwa nie do wybaczenia - mowiac prawde o zdradzie.

                                                    Nie wiem doprawdy, co poczulaby osoba zdradzona idac do specjalisty, ktory zafundowalby jej takie podejscie, jakie ty tutaj stosujesz. Dla pracy nad zdrada naprawde nie trzeba przeczolgania ofiary.
                                                  • dragica Re: czy poinformować pana,że jego żona 29.12.13, 22:40
                                                    Uwielbiam dyskusje,w ktorych tak pieknie sie teoretyzuje...Zachowanie z klasa, spokojne przyjecie prawdy, bez emocji, szukanie wlasnego bledu...Kiedys na ematce byla dyskusja dotyczaca poronienia i generalnie straty dziecka. Wiekszosc kobiet z tej dyskusju, na ich szczescie,nie przezyla tego bolu, ale pojawilo sie duzo glosow-po co robic tragedie, isc do psychologa , bo przeciez rozmowa i terapia zalatwi wszystko jak czarodziejska rozdzka...Pieknie jest teoretyzowac, naprawde.Dopoki nas konkretnie nie dotknie i nie kopnie w dupe.
                                                    Nie wierze, ze babka, ktora wlasnie dowiaduje sie, ze jej od kilkunastu lat malzonek bzyka druga i wyznaje jej milosc, zachowa sie w pierwszej chwili z klasa, siadze w pozycji myslicielskiej i zacznie analizowac wlasne zycie, szukac wlasnych bledow i ze przede wszsytkim nie pomysli o tej drugiej-ta glupia suka.
                                                  • anorektycznazdzira Re: czy poinformować pana,że jego żona 29.12.13, 22:51
                                                    Cherry, pozwól, że się podpiszę.

                                                    Do Suflerki:
                                                    cały czas zalecasz utopijno-idealistyczne spojrzenie na sytuację. Jakbyś nigdy nie słyszała o mężach/żonach przyprawiających rogi a następnie wykonujących całą serię świństw i podłości, których można byłoby uniknąć, gdyby ofiara choć na chwilę zdjęła różowe okulary. Czy wiesz, że to zasada ograniczonego zaufania do osoby, która mnie perfidnie oszukała jest przejawem zdrowego rozsądku, a nie wnikanie w tej osoby subtelną psychikę? Nie wiem czy ty przeoczyłaś czy masz to w nosie, że ten cały zdradzacz nawet nie powiedział, że przeprasza? Gość wykręcił żonie numer, poinformował ją, że to je wina (to jest mega), i wcale nie obiecał jej NIC, nawet ze zwykłej przyzwoitości ani na odczep się.
                                                    Po tym czytam ciebie i mam wrażenie, że pożyczyłaś dwie książki z dziedziny poradnictwa małżeńskiego, tylko że każdą przeczytałaś do połowy. Rady, żeby się dziewczyna nasyciła zrozumieniem i nastroiła do rozmów zachowaj dla małżeństw, które są na odpowiednim do tego etapie. Lecisz po schemacie, nie ważne, że nie pasuje. Masakra.

                                                  • blond_suflerka Re: czy poinformować pana,że jego żona 29.12.13, 23:25
                                                    Doszło tu do pewnego nieporozumienia. Oczywiście, że sa tacy, którzy robią świństwa. Zdradzają, kłamią, itd. Jasne. I tym bardziej ważne jest, żeby zdradzona zobaczyła coś więcej aniżeli samą zdradę.
                                                    Zgodzisz się pewnie, że jeśli ktoś jest takim marnym kolesiem, że zdradza, kłamie, śmieje się z żony, itd to sygnały tego było widać już wcześniej. Nie ma takiej opcji, zeby ktoś az tak grał. To jest typ człowieka, który na co dzień też pokazuje jaki jest. I teraz oprócz tego, że na dany moment zdradzona cierpi to sama czy na terapii musi zobaczyć swój udział w tym wszystkim. Czyli to, że on dawna trwała w kiepskim związku i nie widziała pewnych rzeczy, nie chciałą widzieć bo to było za trudne albo nie wiedziała nawet, że ktoś naruszał jej granice(bo nie była nauczona szacunku do siebie)
                                                    Opisywałam pracę nad relację dobrą czyli dobry związek, który wysypał się w jakimś momencie i wtedy jak najbardziej ważne jest zrozumienie dlaczego.
                                                    Natomiast przy takich akcjach jak Ty piszesz to oczywiście nie ma co myśleć o tym dlaczego facet zdradza tylko dlaczego Ty(przykładowo Tywink z nim jesteś i byłaś wcześniej. No ale do tego też potrzebna jest analiza związku i tego jak on funkcjonował przed zdradą czy pomiędzy zdradami.
                                                  • pade Re: czy poinformować pana,że jego żona 29.12.13, 23:57
                                                    Czy przyszło Ci kiedys do głowy, ze wina może być tylko po jednej stronie?
                                                    Że to zdradzający jest niedojrzały i ma jakieś braki, które chce sobie zrekompensować?
                                                    Tak. Takie sytuacje też występują.
                                                    Racjonalizując zdradę w tym wątku starasz się rozmyć odpowiedzialność, a to jest szkodliwe społecznie. I nie, terapeuta nie ma prawa obarczać odpowiedzialnością stronę zdradzaną. Dlaczego? Bo nie można kogoś winić za to, że ma do drugiej osoby zaufanie, że wierzy w jej lolajność.
                                                    Wcale nie musi byc tak, że żona czegoś "nie dała", więc mąż poszukał gdzie indziej. Ten brak mógł mu się uruchomić w konkretnej sytuacji, z konkretną osobą. Wcześniej mógł nie być świadomy, że czegoś nie ma. Dlatego obarczanie odpowiedzialnością żonę w każdej sytuacji uważam za okrutne.
                                                  • blond_suflerka Re: czy poinformować pana,że jego żona 30.12.13, 00:16
                                                    Pade, przecież Ty dobrze o czym jest mowa.
                                                    Nie piszę o żadnej winie zdradzonej w takim kontekście, że czegoś nie dała. To jedna z wersji tego dlaczego związek przed zdradą był kiepski. Druga to taka, że czegoś się nie zauwazyło bo nie chciało się zauwazyć. I tu już mowa o pewnej wspolodpowiedzialności za trwanie w iluzji.
                                                    Jest też opcja, że kobieta jest swietna i partner zdradził i co wtedy? Jeśli ona jest świetna a on zdradził to znaczy, że albo ona nie widziała, że on nie jest jednak taki swietny albo on popełnił ten błąd o ktorym pisałam w wielu postach(czyli fajny partner ale zaliczył błąd)
                                                    To teraz powiedz jak Twoim zdaniem wygląda praca terapeutyczna w tej ostatniej sytuacji.
                                                    Ona była świetna, on mimo to zdradził. Chcą jednak byc razem i idą na terapie. Czy czasem nie jest tak, że po uznaniu jej bolu, kiedy ona będzie chciała wybaczyć to będzie musiał jednak wysłuchać dlaczego to zrobił? Czym innym więc to będzie niż to o czym pisze-o zrozumieniu dlaczego on to zrobił. Jeśli to nie jest tak, ze on był już wcześniej kiepskim partnerem to jedyna droga do wybaczenia wiedzie przez zrozumienie jego polozenia, czyż nie?
                                                    Napisz proszę jak Twoim zdaniem miałaby wygladać terapia takiej pary po tym jak już kobieta przepłacze swoj bol.
                                                    I nie wmawiaj mi, że usprawiedliwiam zdradę. Przecież sama dajesz często rady na temat tego jak się zachować w relacji z drugim czlowiekiem. Mogę Ci tu wkleić wiele postów w ktorym na czyjśc problem, że ma źle w związku pytasz-'a Ty jaka jesteś dla męża? kiedy coś zaproponowałaś?', 'jakim językiem do niego mowisz'. itd itd. Czyż to nie jest wtedy rozlozenie odpowiedzialności za to, że dziewczyna pisze, że mąż ją olewa albo jest gburowaty czy chamski?
                                                  • pade Re: czy poinformować pana,że jego żona 30.12.13, 00:26
                                                    Ja się dopytuję by mieć szerszy obraz, a nie żeby kogokolwiek oskarżać. Czasem po to, by dać do myślenia. Tylko, że to są sytuacje innego kalibru i tu nie ma prostego przełożenia.
                                                    Poza tym, czy autorka prosiła o terapię? Nie ten czas, nie to miejsce.
                                                    Ona potrzebowała zrozumienia, wysłuchania (przeczytania znaczy się) i nic więcej. Chciała poczuć, że nie jest sama w tej trudnej dla niej sytuacji. Ona się boi i czuje się ofiarą.
                                                    I ma do tego pełne prawo.

                                                    > Jest też opcja, że kobieta jest swietna i partner zdradził i co wtedy? Jeśli on
                                                    > a jest świetna a on zdradził to znaczy, że albo ona nie widziała, że on nie jes
                                                    > t jednak taki swietny albo on popełnił ten błąd o ktorym pisałam w wielu postac
                                                    > h(czyli fajny partner ale zaliczył błąd)
                                                    > To teraz powiedz jak Twoim zdaniem wygląda praca terapeutyczna w tej ostatniej
                                                    > sytuacji.
                                                    Nie ma "to znaczy". Nie ma jednoznaczej oceny. To nie jest matematyka.
                                                    On zdradził, jego błąd, jego odpowiedzialność.
                                                    Nie jej, bo nie widziała, albo miała go za lepszego. Absolutnie nie jej.
                                                    A co do terapii. Byłaby mozliwa gdyby zdradzający uznał swój błąd i swoją odpowiedzialność. A jak wiemy mąż autorki się wyparł i przerzucił winę na nią.
                                                    I przykre jest to, że Ty tego nie widzisz, nie komentujesz.
                                                  • blond_suflerka Re: czy poinformować pana,że jego żona 30.12.13, 00:51
                                                    pade napisała:

                                                    > Ja się dopytuję by mieć szerszy obraz, a nie żeby kogokolwiek oskarżać. Czasem
                                                    > po to, by dać do myślenia. Tylko, że to są sytuacje innego kalibru i tu nie ma
                                                    > prostego przełożenia.

                                                    A ja oskarżam? Nie bądź śmieszna. Co Tobię kieruje, że piszesz takie rzeczy? Przeczytaj sobie moje posty pierwsze w tym wątku. Wsparłam Autorkę dobrym słowem i zarzucanie mi, że oskarżam Autorkę wątku o to jak teraz cierpi jest bardzo niefajne Pade. Dyskusja w temacie zdrad, terapii, itd zaczeła się później.

                                                    > Poza tym, czy autorka prosiła o terapię? Nie ten czas, nie to miejsce.

                                                    A jakie Ty masz prawo pisać co chciała Autorka? Napisała Ci? I jakie masz prawo stwierdzać na co jest czas czy miejsce. Forum jest publiczne, każdy pisze co chce. Netykiety nie złamałam. A Autorka zadała tu między innymi pytanie-dlaczego faceci to robią.
                                                    A poza wszystkim-nikt tu terapii nie prowadzi, to chyba oczywiste. To dyskusja.

                                                    > Ona potrzebowała zrozumienia, wysłuchania (przeczytania znaczy się) i nic więce
                                                    > j. Chciała poczuć, że nie jest sama w tej trudnej dla niej sytuacji. Ona się bo
                                                    > i i czuje się ofiarą.
                                                    > I ma do tego pełne prawo.

                                                    Czego ona potrzebowała to wie ona a każdy tutaj chciał pomoc.

                                                    > Nie ma "to znaczy". Nie ma jednoznaczej oceny. To nie jest matematyka.
                                                    > On zdradził, jego błąd, jego odpowiedzialność.
                                                    > Nie jej, bo nie widziała, albo miała go za lepszego. Absolutnie nie jej.
                                                    > A co do terapii. Byłaby mozliwa gdyby zdradzający uznał swój błąd i swoją odpow
                                                    > iedzialność. A jak wiemy mąż autorki się wyparł i przerzucił winę na nią.
                                                    > I przykre jest to, że Ty tego nie widzisz, nie komentujesz.

                                                    Przykre jest to, że wmawiasz mi coś czego nie napisałam. Nie wiem po co zresztą.
                                                    O najważniejszej kwestii zapomniałaś Ty, jak i osoby, które skrytykowały to co piszę. A mianowicie-trzeba się na coś zdecydować. Jak się chce być z partnerem dalej po zdradzie to trzeba ją przepracować czyli-zobaczyć związek przed zdradą, zrozumieć motywy partnera, swój ewentualny udział w kiepskim związku(jeśli tak było bo nie musiało oczywiście być) i zaakceptować takie zdarzenie w historii swojej relacji. Nie ma takiej opcji, żeby poprzestać na swierdzeniach, ze ten zdradzający to obrzydliwa świnia i zrobił świństwo okropne i niewybaczalne. Bo wtedy dalszy zwiazek jest niemożliwy. Rozumiesz to czy przeoczyłaś ten fakt?
                                                    Co do faktu, że mąz zrzucił winę na nią-napisalam przecież-bardzo często od tego zaczyna się rozmowa czy terapia. Ona oskrża jego, on ją i dopiero po jakimś czasie zaczynają normalnie rozmawiać.
                                                  • pade Re: czy poinformować pana,że jego żona 30.12.13, 01:10
                                                    Nie czas, bo pamiętnik znalazł się wczoraj, po prostu. Nikt w takim tempie nie odregauje i nie przejdzie autoterapii.
                                                    Ja sobie do niczego prawa nie uzurpuje. Napisałam czego autorka potrzebuje, bo to widać jak na dłoni i zresztą sama wspomniała. Użyłam tego jako podsumowania.
                                                    Ja jestem konserwa, po prostu. Dla mnie pewne wartości mają olbrzymie znaczenie. Stąd jednoznaczność i stanowczość moich wypowiedzi.
                                                  • darby.shaw Re: czy poinformować pana,że jego żona 31.12.13, 21:10
                                                    nie wiem, gdzie trafi moja wypowiedź wink
                                                    ale chciałam sie przyłączyć dio głosów krytykujących pustosłowie blond-terapeutki. Tego nie da się czytać na czeźfo tongue_out
                                                    człowiek, czyli stara kobieta jak - nie przymierzając - pisząca te słowa, mógłby sie zdrowo uśmiać, jak to blond-terapeutka teoretyzuje, gdyby nie to, ze te duby smalone są szkodliwe i mogą zaszkodzić osobnikowi w potrzebie jak baba
                                                    żeby nie przedłużać bez potrzeby tych wywodów, podpisuję sie pod ty, co pisała dragica, kawka, cherry i last, ale na pewno nie least wink anorektyczna
                                                    amen
                                                  • jowita771 Re: czy poinformować pana,że jego żona 31.12.13, 22:04
                                                    Podpisuję się. Dawno nie czytałam takiego pieprzenia, jakie tutaj zaprezentowała blond_suflerka. W głowie się nie mieści, że tak można na poważnie. Chyba, że pani sama przygarnęła takiego misia, który zdradzał żonę, bo to zła kobieta była. To by jakoś tłumaczyło te szkodliwe bzdury, które spłodziła na potrzeby tego wątku.
                                                  • pade Re: czy poinformować pana,że jego żona 30.12.13, 00:30
                                                    I jeszcze jedno. Nikt się tu na Ciebie nie uwziął i nie krytykuje Cię bo lubi. Po prostu WYDŹWIĘK Twoich wypowiedzi jest taki a nie inny. I dobrze by było, gdybyś to przemyślała.
                                                  • kalia-kalia Re: czy poinformować pana,że jego żona 30.12.13, 01:31
                                                    To ja może napiszę, że nie widzę, nie czuję, nie rejestruję tego wydźwięku. Zrobił się trochę off-top i wydaje mi się, że blond_suflerka w tej części wątku pisze w ogóle o radzeniu sobie ze zdradą, a nie o tym, że zdradzana natychmiast po dowiedzeniu się, co mąż wyprawia, ma lecieć na terapię.
                                                  • sanciasancia Re: czy poinformować pana,że jego żona 30.12.13, 02:02
                                                    > Zgodzisz się pewnie, że jeśli ktoś jest takim marnym kolesiem, że zdradza, kłam
                                                    > ie, śmieje się z żony, itd to sygnały tego było widać już wcześniej.
                                                    Nie, nie zgodzę się.
                                                    Są ludzie, którzy się świetnie kryją. Są ludzie, którym z zakochania odwala. Są ludzie, którym nagle odwala.
                                                    Wbrew pozorm ludzie się często zmieniają i to na gorsze.
                                                    Serio, mało chyba w życiu widziałaś, poza tą książką.
                                                  • blond_suflerka Re: czy poinformować pana,że jego żona 29.12.13, 23:18
                                                    cherry.coke napisała:

                                                    > A jak postepowac? Na pewno nie tak jak ty, ktora symbolicznie mowisz "wina jest
                                                    > zawsze zdradzajacego.... ALE...." i tu juz opisujesz zdradzajacych jako zagubi
                                                    > onych zakochanych o tak silnym poczuciu moralnosci, ze gotowi sa porzucic swoje
                                                    > go zdradzonego, bo osmielil sie powiedziec prawde drugiemu zdradzonemu. A zdrad
                                                    > zony oczywiscie nie rozumie swojego romantycznego zdradzajacego, i a potem wyko
                                                    > nuje swinstwa nie do wybaczenia - mowiac prawde o zdradzie.
                                                    >
                                                    > Nie wiem doprawdy, co poczulaby osoba zdradzona idac do specjalisty, ktory zafu
                                                    > ndowalby jej takie podejscie, jakie ty tutaj stosujesz. Dla pracy nad zdrada na
                                                    > prawde nie trzeba przeczolgania ofiary.

                                                    Pomyliłaś dwie rzeczy. Jedno to moje zdanie na temat tego czy wybaczyłym powiedzenie męzowi(tzn. zoniewink ale przecież zmieniłam to zdanie i doprecyzowałam o co mi chodziło. Nie ma sensu więc stawiac tego argumentu.
                                                    Druga kwestia to praca terapeutyczna. I nie jest to żadne przeczołganie ofiary tylko pomoc w zrozumieniu, że jest ona odpowiedzialna za pewne swoje kłopoty. Słowa wina lepiej zamienić na odpowiedzialność. Otóż tak jest, że dojrzały człowiek bierze odpowiedzialność za swoje czyny i wybory. I rozumie, że część jego kłopotow wynika z jego własnych wyborów. Można powiedzieć, że to bardzo ważna część terapii-zrozumienie, że Twoje własne wybory wygenerowały kłopoty. Nie po to,żeby komuś dowalić ale po to, żeby owa ofiara przestała własnie być ofiarą i w przyszlości w porę dbała o swoje potrzeby tak, żeby nikt jej granic nie naruszał.
                                                    I dotyczy to nie tylko zdradzonych żon ale nawet ofiar przemocy. Pomimo jasnego okreslenia, że przemocowiec zrobił źle, że nie miał prawa i że owa ofiara cierpi i jest zraniona-to jednak przychodzi moment na analizę. A tu okazuje się, że owa ofiara nie umiała dbac o siebie, sama siebie szanować, nie rozpoznała sygnałow, że partner narusza jej granice, nie umiała powiedzieć 'stop', itd itd. I według tego co piszesz-nie mozna tego ofierze powiedzieć bo to przeczolganie? Nic bardziej mylego. To możliwość dzięki, ktorej nie będzie ona już ofiarą ale nauczy się na bieżąco kontrolować swoje sprawy.
                                                    Tak samo zdradzona żona. To, że facet zdradził to oczywiście niedobrze. No ale to co się działo przed zdradą to właściwie punkt wyjścia do tego jak to teraz na nowo zbudować.

                                                    Oczywiście nie mowię, że kazda zdrada to zakochanie. Są tak niedojrzali ludzie, że relacje traktują tak lajtowo, że zdradzają na lewo i prawo. I chodzi tylko seks, rozrywke, itd.
                                                    Tylko Autorka chyba co innego napisała o swoim mężu. Więc rozpatrywałam ten przypadek w kategoriach zakochania a nie jednorazowych akcji.
                                                  • cherry.coke Re: czy poinformować pana,że jego żona 29.12.13, 23:24
                                                    Wiesz co, wybacz, ale mnostwem slow przykrywasz swoje podejscie, ktore pokazujesz w bardzo wielu postach w tym watku i nie tylko ja je widze.
                                                    Ja zdecydowanie nie uznalabym go za pomocne, gdybym byla w takiej sytuacji, dlatego mam nadzieje, ze wszystko co piszesz, to tylko teorie.
                                                    EOT z mojej strony.
                                                  • blond_suflerka Re: czy poinformować pana,że jego żona 29.12.13, 23:46
                                                    Tak wygląda praca terapeutyczna. Nie kazdy to akceptuje dlatego nie każdy chodzi na terapię.
                                                  • cherry.coke Re: czy poinformować pana,że jego żona 29.12.13, 23:59
                                                    Bylam na terapii (nie o zdradzie) i nie wygladala tak, po prostu.
                                                    Przypomniala mi sie lekarz-protozoa smile
                                                  • sanciasancia Re: czy poinformować pana,że jego żona 30.12.13, 02:03
                                                    > Tak wygląda praca terapeutyczna. Nie kazdy to akceptuje dlatego nie każdy chodz
                                                    > i na terapię.
                                                    Potwierdzasz moje złe zdanie o terapeutach.
                                                  • anorektycznazdzira Re: czy poinformować pana,że jego żona 30.12.13, 13:52
                                                    Tak wygląda bezrefleksyjna i sztampowa terapia, w myśl "dla wszystkich to samo, bo musi zadziałać". I jak zawsze przy takim podejściu jednemu pomoże, drugiemu zaszkodzi, a trzeciego zabije. To trochę tak, jakbyś na wszystkie choroby próbowała przepisywać tetracyklinę (przecież uratowała wiele osób, prawda?).
                                                    Byłam na terapii (z mężem). Nie z powodu zdrady, ale nie wiem czy nie z poważniejszym problemem. I gdybym spotkała takiego "terapeutę", co to skupiłby się na uświadamianiu mi przyczyn we mnie, zamiast ruszyć łbem i powiedzieć zwyczajnie, że mam siebie ratować i to natychmiast, to nie tylko nie bylibyśmy dzisiaj parą, ale mogłoby dojść do tragedii.
                                                    Mam szczerą nadzieję, że poza domorosłym poradnictwem na forum nie bierzesz się za terapeutyzowanietongue_out nikogo, bo twoje podejście to BETON. Jeden schemat i zero refleksji, że w życiu nie ma jednej jedynie słusznej drogi i uniwersalnych potrzeb. A ty z tetracykliną na zatrucie ciążowe tongue_out

                                        • kawka74 Re: czy poinformować pana,że jego żona 29.12.13, 17:39
                                          > Odrzuć może swoje nastawienie i odnoś się do argumentów.

                                          Ależ się odnoszę. Dyskusja między doświadczeniem życiowym a wyobraźnią jest jednak trudna.

                                          > I jeszcze dodam, że dla mnie zakochanie i zagubienie nie jest gównem więc w ogo
                                          > le nie rzopatruje tego na takiem poziomie jak Ty.

                                          To już wiem, jakie to podręczniki.
                                          Dziękuję, ale dalej tego nie pociągnę, 'Pana Grabę' musiałam czytać raz i wystarczy, drugi raz nie dam rady.
                                          • blond_suflerka Re: czy poinformować pana,że jego żona 29.12.13, 17:44
                                            kawka74 napisała:

                                            > Ależ się odnoszę. Dyskusja między doświadczeniem życiowym a wyobraźnią jest jed
                                            > nak trudna.

                                            Nie odnosisz się co własnie teraz kolejny raz pokazalaś. Zakładasz coś z gory nie wiedząc jaka jest prawda i nie przyjmujesz do wiadomości, że możesz się mylić. Ja Ci nie zarzucam, że nie masz za sobą pewnych doświadczeń i stąd masz inne zdanie od mojego. Ja rozumiem, że tak może być. Masz swoje doświadczenia i swoje poglądy i ok. I nie próbuje za wszelką cenę Twojego zdania zdyskredytować. Tak chyba wygląda dojrzałego nastawienie do dyskusji. Po co Ci te osobiste wycieczki, nie umiesz rozmawiać mowiąc tylko o argumentach.

                                            > To już wiem, jakie to podręczniki.
                                            > Dziękuję, ale dalej tego nie pociągnę, 'Pana Grabę' musiałam czytać raz i wysta
                                            > rczy, drugi raz nie dam rady.

                                            big_grin
                                            Powodzenia!
                                            • kawka74 Re: czy poinformować pana,że jego żona 29.12.13, 18:01
                                              akładasz coś z gory n
                                              > ie wiedząc jaka jest prawda

                                              Jaka prawda i o czym?

                                              Ja Ci nie zarzucam, że nie masz za sobą pewnych doświadczeń i stąd masz inne
                                              > zdanie od mojego

                                              Ja też niczego Ci nie zarzucam, twierdzę tylko, że dyskutujemy na kompletnie różnych poziomach. Trudno nie zauważyć w wielu innych wątkach na forum, że do ziemi masz dość daleko, bliżej za to do biblioteki wydziału psychologii. To nie jest przytyk, tylko stwierdzenie faktu, bo to się naprawdę rzuca w oczy.

                                              Po co Ci te osobiste wyci
                                              > eczki, nie umiesz rozmawiać mowiąc tylko o argumentach.

                                              Rozmawiamy o jednym z większych nieszczęść, jakie mogą się przytrafić człowiekowi, a nie o przepisach ruchu drogowego, tego nie da się sprowadzić do poziomu dyskusji punktowanej i podliczyć.
                                              • blond_suflerka Re: czy poinformować pana,że jego żona 29.12.13, 18:11
                                                kawka74 napisała:

                                                > Ja też niczego Ci nie zarzucam, twierdzę tylko, że dyskutujemy na kompletnie ró
                                                > żnych poziomach. Trudno nie zauważyć w wielu innych wątkach na forum, że do zie
                                                > mi masz dość daleko, bliżej za to do biblioteki wydziału psychologii. To nie je
                                                > st przytyk, tylko stwierdzenie faktu, bo to się naprawdę rzuca w oczy.

                                                Stwierdzenie faktu to by było gdybyś wiedziała jaka jest prawda. Ja wiem i już Ci mowilam, ze się mylisz. Nie przyjmujesz tego do wiadomości w związku z czym dalsza dyskusja nie ma sensu. Ja nie mam potrzeby niczego Ci udawadniać, masz prawo mieć swoje zdanie ale ja mam też prawo nie rozmawiać z kimś kto się myli na moj temat i nie przyjmuje prawdy, którą już kilka razy pisałam.
                                                To zakłada, że nie ma tu jakiegoś bazowego zaufania a to z kolei oznacza, że to Ty coś sobie wymyślilaś i to wyobrazenie jest ważniejsze niż to co ja piszę. I ok. Twoje prawo.
                                                Jeszcze raz powodzenia! EOT
                                • anorektycznazdzira Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 23:44
                                  > Dla mnie rozwalenie związku kochanki to pomysl z cyklu (...)

                                  Nie mogę wyjść z podziwu, że tak jednotorowo o tym myślisz. DLACZEGO powiedzenie prawdy mężowi kochanki to rozwalenie ich związku?! Opisujesz kwieciście, jak człowiek może zbłądzić, jak to nie jego wina, jak trzeba problem przepracować, chodzić na terapię, rozmawiać etc. Dlaczego więc odmawiasz temu zdradzonemu mężowi szansy na ratowanie jego małżeństwa? Mógłby z żoną rozmawiać, iść do terapeuty, schudnąć i przestać przeklinać przy jej koleżankach, a przez takie rozumowanie jak Twoje nawet nie wie, że powinien.
                                  Czy możesz to jakoś zsynchronizować?
                                  • sanciasancia Re: czy poinformować pana,że jego żona 29.12.13, 20:51
                                    > Nie mogę wyjść z podziwu, że tak jednotorowo o tym myślisz. DLACZEGO powiedzeni
                                    > e prawdy mężowi kochanki to rozwalenie ich związku?! Opisujesz kwieciści
                                    > e, jak człowiek może zbłądzić, jak to nie jego wina, jak trzeba problem przepra
                                    > cować, chodzić na terapię, rozmawiać etc. Dlaczego więc odmawiasz temu zdradzon
                                    > emu mężowi szansy na ratowanie jego małżeństwa? Mógłby z żoną rozmawiać, iść do
                                    > terapeuty, schudnąć i przestać przeklinać przy jej koleżankach, a przez takie
                                    > rozumowanie jak Twoje nawet nie wie, że powinien.
                                    Bo zdrada to mały błąd, ale powiedzenie mężowi kochanki to duży...
                                    • anorektycznazdzira Re: czy poinformować pana,że jego żona 29.12.13, 21:47
                                      Ja tam powyżej wyczytałam nawet, że zdradę można zrozumieć, uzasadnić i przepracować, ale powiedzenie prawdy temu drugiemu walonemu po rogach mężowi, świadczy dobitnie o nikczemności naszego charakteru i tego zdradzający wybaczyć nie może...
                                      • sanciasancia Re: czy poinformować pana,że jego żona 30.12.13, 02:18
                                        Ja też.
                        • anorektycznazdzira Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 15:34
                          Idziecie za daleko z tym przewidywaniem konsekwencji i to za daleko w jednym i wyłącznie jednym kierunku.
                          Tak rozumując, nie wolno autem jeździć, bo mogę w kogoś niechcący wjechać, chodzić tez nie powinnam, bo mogę niechcący popchnąć a jak będzie mieć osteoporozę, to zafunduję rak na operacjach i rehabilitacjach. A jak doradzę koleżance, żeby sobie kupiła szalik i on się jej zaplącze w parkan, i się jej zaciśnie... tongue_out

                          Podawałam już przykład: a może facet właśnie załatwia przepisanie na ukochaną żonę domu po rodzicach i kiedy się za kilka miesięcy dowie co jest grane a będzie już za późno, to właśnie wtedy dostanie zawału. Przykłady można mnożyć, a odpowiedzialność za COKOLWIEK co się stanie ponoszą zdradzający a nie pokrzywdzona dziewczyna.
                          • blond_suflerka Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 15:40
                            To niech sobie facet załatwia i przepisuje. Ja bym temu męzowi nie powiedziała. Po prostu nie brałabym takiej odpowiedzialnosci-nie znając tego czlowieka, ich sytuacji, itd.

                            Tym bardziej-że to jest tak naprawde tylko akt zemsty. Nic więcej. Akt, ktory w niczym Autorce nie pomoze. Ona swoje musi przepłakać i przeboleć. To ją nie ominie. Dozna tego bolu i żalu jeszcze wiele razy. I na tym powinna się skupić. Co to da, że ona mu powie? Poza tym, że narobi klopotu tej kochance? Nic. To bedzie tylko taka satysfakcja zranionej osoby. Tylko, że to będzie ulga czy satysfakcja na pięc minut. Przy jakichś niefajnych konsekwencjach jeszcze wyrzuty sumienia.
                            To jej sytuacji w zaden sposob nie zmieni. I tak bedzie musiala przepracowac z męzem kryzys albo przeplakac to rozstanie.
                            • melancho_lia Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 15:41
                              To nie jest akt zemsty- tak jak pisze anorektyczna- może tamtego pana uchronić od skutków decyzji i tyle.
                              • blond_suflerka Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 15:44
                                A moze zrobić mu krzywdę. A co to jest za akt to Autorka wie najlepiej. W takiej sytuacji jak ta-dowiedziała się wczoraj, była w szoku, itd to nie sądze, żeby chodziło o troskę wobec tego faceta ale o chęc rozwalenia tego malzeństwa, zrobienia czegoś co da ujście trudnych emocji.
                                Troska? Może tak ale nie parę godzin po takiej akcji. Może za jakiś czas. Faktycznie. Ale to też mozna by się zastanowić czy się bardziej pomoze czy zaszkodzi.
                                • melancho_lia Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 15:47
                                  Nie kupuję takiego myślenia- lepiej nic nie robić bo a nuż widelec kogoś skrzywdzi. Nie, mąż powinien się dowiedzieć bo to wszystko tak samo jego dotyczy jak autorki.
                                  Tak samo każdy powinien się co rano zastanowić czy aby na pewno z łóżka wstawać, bo a nuż jakimś swoim działaniem kogoś skrzywdzi.
                                  Bez sensu.
                                  • blond_suflerka Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 15:48
                                    No cos, kazdy ma prawo do swoich wlasnych decyzji.
                                • alexa0000 Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 15:58
                                  Nawet sie kiedys zastanawiałam, co byłoby, gdyby mąż zdradził mnie z najbliższą mi przyjaciółką.
                                  Wiem,że nawet wówczas, targana zapewne mega nienawiścią i bólem, nie powiedziałabym nic jej meżowi ze względu na dzieci. No nie mogłabym i już. Nie przyłożyłabym ręki do rozpadu ich rodziny.
                                • sanciasancia Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 16:48
                                  > A moze zrobić mu krzywdę.
                                  Krzywdę to już mu własna żona zrobiła.
                                  • ada16 Babo odezwij się 28.12.13, 17:10
                                    Mam nadzieję , że dajesz radę ..
                                • minor.revisions Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 18:01
                                  Zaraz zaraz. Autorka sie dowiedziaka, byla w szoku, ale teraz wie, na czym stoi I moze obmyslec jakis gryplan. Czy uwazasz, ze wolalaby sie nie dowieziec I tkwic w nieswiadomosci?
                              • gazeta_mi_placi Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 15:47
                                Oczywiście, że akt zemsty, nic więcej.
                                Jak chce sobie ubrudzić ręce cierpieniem innej osoby lub osób (jak są tam też dzieci) to niech donosi (bo to nic innego niż donosicielstwo).
                                Proszę bardzo, ja wiem czym coś bardzo podobnego skończyło się w przypadku jednej rodziny, jak chcecie mieć na sumieniu czyjeś cierpienie i tragedię rodzinną proszę, jak debilki opętane zemstą namawiajcie ją żeby poszłam do męża tamtej kobiety.
                                Ani sobie nie ulży (zapewniam) ani nikomu innemu nie pomoże, a jest ryzyko tragedii rodzinnej.
                                • melancho_lia Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 15:48
                                  Albo możliwość, ze ta druga strona zawczasu zabezpieczy swoje interesy. Nigdy nie wiesz.
                                  • gazeta_mi_placi Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 15:55
                                    Jakie interesy?
                            • hellulah Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 15:49
                              Mąż kochanki może pomóc w zgromadzeniu dowodów zdrady, czyli w uzyskaniu rozwodu z orzeczeniem winy pana męża. Tak chociażby.
                              • melancho_lia Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 15:50
                                Oj tam, najpewniej na zawał kojfnie i tyle z pomocy wink
                            • anorektycznazdzira Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 15:55
                              > To niech sobie facet załatwia i przepisuje. Ja bym temu męzowi nie powiedziała.
                              > Po prostu nie brałabym takiej odpowiedzialnosci-nie znając tego czlowieka, ich
                              > sytuacji, itd.

                              Ale nie widzisz, że podejmując taką decyzję TEŻ wzięłabyś odpowiedzialność za jej konsekwencje?! Niesamowite. To nie jest tak, że wystarczy niczego w trudnych życiowych sytuacjach nie robić, żeby mieć czyściutkie i pachnące sumienie tongue_out Jak dla mnie to oczywiste.


                              > Tym bardziej-że to jest tak naprawde tylko akt zemsty. Nic więcej.
                              Całkowita bzdura i uproszczenie. To próba znalezienia sojusznika w bardzo trudnej dla siebie sytuacji. Biorąc pod uwagę całokształt- całkiem rozsądna. Co najmniej zaś szansa zdobycia informacji od kogoś innego niż, jakże wiarygodnytongue_out, zdradzający mąż.
                              Co to za bzdurny upór, żeby wszystko sprowadzać do zemsty, niskich instynktów i "braku klasy".

                              >To bed
                              > zie tylko taka satysfakcja zranionej osoby. Tylko, że to będzie ulga czy satysf
                              > akcja na pięc minut.
                              Niestety zarzucanie osobom popierającym poinformowanie tego męża tylko i wyłącznie takich motywacji dość słabo świadczy o toku rozumowania "zarzucaczy"....


                              > I tak bedzie musiala przepracowac z
                              > męzem kryzys albo przeplakac to rozstanie.
                              A jak najbardziej. Lepiej się będzie pracować i krócej płakać, jak się będzie miało szanse jak najlepiej sytuację zrozumieć.
                              • blond_suflerka Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 16:08
                                anorektycznazdzira napisała:

                                > Ale nie widzisz, że podejmując taką decyzję TEŻ wzięłabyś odpowiedzialność za j
                                > ej konsekwencje?! Niesamowite. To nie jest tak, że wystarczy niczego w trudnych
                                > życiowych sytuacjach nie robić, żeby mieć czyściutkie i pachnące sumienie tongue_out J
                                > ak dla mnie to oczywiste.

                                A czy ja kaze jej nic nie robic? Ona ma swoje sprawy, ktore i tak wpłyną na sytuację tego męza. Jak tamci(czy mąz Autorki i kochanka) bedą ze sobą to mąz sie dowie. Jak się rozstaną to byc moze kochanka do meza wroci( w sensie zostanie w malzenstwie) a moze i tak i tak się rozstaną.
                                Jak Autorka zacznie porządkować SWOJE sprawy to i tak jakoś tam posrednio na temtego meza to wplynie. Ale to nie bedzie konkretnie tak, że ona idzie i mu mowi.
                                Przedstawiam swoje argumenty ale oczywiście kazdy moze inne spojrzenie na to i postapić inaczej.




                                > Całkowita bzdura i uproszczenie. To próba znalezienia sojusznika w bardzo trudn
                                > ej dla siebie sytuacji. Biorąc pod uwagę całokształt- całkiem rozsądna. Co najm
                                > niej zaś szansa zdobycia informacji od kogoś innego niż, jakże wiarygodnytongue_out, zd
                                > radzający mąż.
                                > Co to za bzdurny upór, żeby wszystko sprowadzać do zemsty, niskich instynktów i
                                > "braku klasy".

                                To wszystko zalezy jak sie traktuje swoj związek i taki kryzys. Ja bym nie zbierala zadnych dowodow i nie szukala sojusznika w osobie męza kochanki bo nie o to by mi chodziło. Jakbym miala dobry związek z taką akcją to by mi zależalo na tym, żeby się rozeznać czy da się to uratować czy trzeba się rozstać. Nie zbierałabym żadnych dowodow ani nie spiskowala z mezem kochanki. Bo nie zalezy mi na wojnie. Dobry mąz nie staje się wrogiem z okazji jakieś błędu. No chyba, że związek nie byl taki dobry a to apogeum jazd męza. Wtedy tym bardziej zalezalo by mi na szybki rozstaniu i terapii a nie na wojnie, detektywach, mezu kochanki, itd.

                                > Niestety zarzucanie osobom popierającym poinformowanie tego męża tylko i wyłącz
                                > nie takich motywacji dość słabo świadczy o toku rozumowania "zarzucaczy"....

                                Posluchaj, wierze w dobrych ludzi. Tylko wiesz-tu jest mowa o sytuacji z wczoraj. Czytalas co pisala Autorka? Obok opcji z powiedzeniem męzowi kochanki byly tez wspisy o rozszarpaniu meza czy inne dramatyczne międzywiersze. I to co wczoraj ona pisala najprawdopodobniej nie wynikało z zadnej troski ale z nagromadzenia emocji i checi ich wyladowania, dzialania na oslep.
                                Oczywiście-za jakiś czas bardzo mozliwe, że podejmie ona decyzje, że chce tamtego meza ostrzec i ochronić. Wierze w to. ale nie wczoraj czy dzis, na gorąco.


                                > A jak najbardziej. Lepiej się będzie pracować i krócej płakać, jak się będzie m
                                > iało szanse jak najlepiej sytuację zrozumieć.

                                I tamtem mąz pomoze zrozumieć? Daj spokoj. Zrozumie sytuacje jak przegada z męzem tydzien albo miesiac. Sami albo na terapii ale nie po rozmowie z mezem kochanki.
                                • anorektycznazdzira Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 16:25
                                  Wizja męża zdradzającego żonę, a następnie współpracującego, "bo to był dobry związek" śliczna jest, oczywiście, tylko dość utopijna. Dobre związki się psują i przestają być dobre, ludzie wierzący że są w dobrym związku mogą się mylić i nie być. Jeśli związek jest rzeczywiście taki dobry, to informacje zdobyte/zdobywane dzięki kontaktowi z "tym czwartym" będą się zgadzały z tym, co powie i zrobi jej mąż. A jeśli się nie będą zgadzały, to im szybciej dziewczyna się o tym dowie tym lepiej (!!!). Dlaczego ma ładować czas i energię w pracę nad kłamstwem i fikcją? Życie jest pełne przykładów oszukanych kobiet, które się dały wydrenować emocjonalnie do zupełnie krańcowego stanu, bo na podstawie fałszywych ruchów męża miały nadzieję na naprawienie sytuacji. Potem miały do powiedzenia jedno: gdybym wiedziała...

                                  Informacja nie jest diabłem, którego należy się bać, strategicznie dobre decyzje podejmuje ten, kto ma najwięcej danych a nie ten, który się uparł na jedną teoretycznie dobrą drogę i tam się pcha.
                                • pade Re: czy poinformować pana,że jego żona 29.12.13, 13:22
                                  dobry związek i zdrada
                                  dojrzały czlowiek ale pogubiony
                                  kurczę Blondi, to się wyklucza
                                  • gazeta_mi_placi Re: czy poinformować pana,że jego żona 29.12.13, 14:29
                                    Jakie Wy naiwne jesteście, jestem pewien, że niejedna z Was (być może i Ty też) została zdradzona przez męża tylko okazał się dyskretniejszy od męża autorki albo po prostu chodzi na dziwki co łatwiej ukryć niż zwykły romans.
                                    Żyjcie dalej w ułudzie, że jesteście w tej mniejszości nie zdradzanej.
                                  • blond_suflerka Re: czy poinformować pana,że jego żona 29.12.13, 17:09
                                    pade napisała:

                                    > dobry związek i zdrada
                                    > dojrzały czlowiek ale pogubiony
                                    > kurczę Blondi, to się wyklucza

                                    Nie wyklucza się.
                                    Dojrzałość jak i niedojrzałość ma poziomy i nie jest żadną stałą, która zawsze wygląda tak samo.
                                    A owa dojrzałość emocjonalna nigdy nie jest procesem skonczonym, można powiedzieć, że buduje się cały czas. I jak najbardziej człowiek dojrzały emocjonalnie może popełniac błędy. Ta dojrzałość pomoże mu szybciej zrozumieć sytuację, jego udział w kłopotach czy szybciej odpuszczą mu mechanizmy wypierania czy zaprzeczania. No ale nie ma tak, że ktoś jest dojrzały i w związku z tym idealny i nie popełnia błędów.
                                    Co więcej-dziś możesz być dojrzała wobec tego co dziś, co zrozumiałaś i wypracowałaś a za jakiś czas będziesz w nowych okolicznościach i okaże się, że nie masz narzędzi, żeby sobie od razu świetnie poradzić. Nie da się zabeczpieczyć przed wszystkim. To wszystko dzieje się na bieżąco.
                                    Związek też jest procesem. Najlepszy i najdojrzalszy w pewnym sensie buduje się cały czas i dostosowuje do nowych okoliczności. I można tu pobłądzić, nie wiedzieć co i jak bo niby skąd skoro coś dzieje się pierwszy raz?
                                    • pade Re: czy poinformować pana,że jego żona 29.12.13, 17:21
                                      Nie, nie, nie. Są jakieś definicje, wartości a nie szeeeroookie płaszczyzny.
                                      Dobry związek to taki, gdzie jest i wolność i zaufanie. Dobry związek to taki, w którym jesli są braki, albo coś się wypala, to się o tym mówi. Albo jesli ktoś się zauroczy, to przemyśliwuje, rozeznuje się i decyduje: wchodzę w to, albo kończę.
                                      Dojrzały człowiek to taki, który MA ŚWIADOMOŚĆ, że może swoim zachowaniem skrzywdzić drugą osobę. Przewiduje konsekwencje swoich czynów. Nie zwala winy na drugą osobę tylko bierze odpowiedzialność za to, co robi.
                                      Mąż autorki ani nie jest dojrzały, ani nie tworzy dobrego związku.
                                      Nie chcesz oceniać faceta, słusznie, ale bądź bardziej obiektywna. Zdrada to zdrada. Koniec kropka.
                                      • blond_suflerka Re: czy poinformować pana,że jego żona 29.12.13, 17:30
                                        Nie wiem jak jest mąz Autorki i jaki jest ich związek.
                                        I moim zdaniem nie ma takiej możliwości, żeby człowiek osiągnał taki stopien dojrzałości, żeby już nigdy nie zrobił niczego niedojrzałego. Spotkałaś się z takim zdaniem psychologow? Ze jest taka dojrzałość? To jest moje zdanie ale może jest w sprzeczności z nauką, nie wiem w sumie. Jeśli masz takie info to mi daj, może zmienię zdanie jak przeczytam jakieś argumenty.
                                        A swiadomość, że się krzywdzi można mieć, jasne. Można mieć swiadomość, ze to źle, że się krzyknie na dziecko a czasem jednak emocje biorą górę. Gdyby było tak jak mowisz to wystarczyłaby teoretyczna wiedza a nie przepracowywanie emocji latami. Emocje to co innego. Można się mocno przestraszyć ślubu na przykład nie dlatego, że się nie kocha ale dlatego, że emocje Ci powiedzą, że teraz to już po ptakachwink I nie będziesz chciała wcale specjalnie skrzywdzić przyszłego męża, któremu powiesz, że jednak nie dasz rady. To są własnie emocje(nad ktorymi oczywiście mozna pracować) a nie tylko sucha informacja.
                                        • pade Re: czy poinformować pana,że jego żona 29.12.13, 17:45
                                          Blondi, chyba nie trzeba Ci tłumaczyć, że jest róznica między zranieniem kogoś "głupim" zachowaniem czy słowem, a zdradą? Tu o tym jest mowa.
                                          Zdrada powoduje określone konsekwencje, okreslone emocje i to nie jest "drobiazg" do przepracowania. Już nastolatki wiedzą, że jak chodzą z jednym chlopakiem, to nie z drugim (no dobra, większość). Taka jest norma.
                                          Odnośnie dojrzałości jeszcze. Człowiek dojrzały to nie jest człowiek doskonały. Ale taki, który przewiduje konsekwencje swoich czynów i bierze je na klatę.
                                          I tak, z taką definicją się spotkałam.
                                          zacytuję coś:
                                          "Dojrzałość emocjonalna (uczuciowa)

                                          Jest to dojrzałość w dziedzinie uczuć i zmysłów. Uczuciowość jest wielką wartością, ale może być też czynnikiem chaosu, tak jak nieuregulowana rzeka, która zalewa łąki, wsie i miasta, natomiast uregulowana przynosi całej okolicy korzyści. Podobnie jest z naszą emocjonalnością − jeśli podlega rozumowi i poczuciu odpowiedzialności, wówczas jest wielkim bogactwem ludzkiej natury. Uczuciowość zbliża nas do ludzi i do świata oraz nadaje ton i siłę naszym działaniom.

                                          Uczuciowość dziecięca, infantylna, jest egocentryczna, dopiero stopniowo rozwija się w kierunku Ty. Niekiedy spotyka się jednak dorosłych ludzi, u których emocjonalność pozostała na poziomie infantylnym. Poddają się oni w swym życiu wszelkim zachciankom, często dla przeżycia przyjemności, nie licząc się z przyjętymi na siebie obowiązkami oraz z potrzebami duchowymi, a nawet z dobrem i godnością innych ludzi. Chcą być kochani, ale nie umieją kochać, co świadczy o ich niedojrzałości.

                                          Aby można było mówić o człowieku dojrzałym, siły uczuciowe muszą podporządkować się całej osobowości i zespolić się harmonijnie z rozumem. W ten sposób rozum korzysta z pokładów energii i radości, których źródło stanowi uczuciowość. Jest to ważne w każdym stanie życia, także w rodzinie. Wyobraźmy sobie, że w kimś, kto żyje w małżeństwie, powstaje uczucie do osoby trzeciej. Poddanie się temu uczuciu doprowadzi na pewno do tragedii życiowej. Natomiast człowiek odpowiedzialny potrafi sobie wytłumaczyć, że uczucie to nie powinno być przez niego akceptowane, potrafi je opanować i stłumić dla dobra własnej rodziny i raz obranej drogi życia. W rezultacie przyniesie mu to głębokie wewnętrzne zadowolenie i wpłynie na umocnienie więzi małżeńskiej.

                                          W ścisłym powiązaniu z uczuciowością pozostaje sfera płciowości. Chodzi tu o podporządkowanie porywów zmysłowych prawdziwej miłości, tak, aby nie powodowały szkody innym i sobie. U człowieka dojrzałego potrzeby drugiej osoby stają się równie ważne, a nieraz nawet ważniejsze, niż własne. Dawanie sprawia mu więcej radości, niż branie. Kochać – staje się wprost ważniejszym, niż być kochanym. O bardzo dojrzałej miłości do człowieka opowiada Viktor Hugo w książce Nędznicy: Galernik Jan Valjeau po latach więzienia wyszedł na wolność, lecz wszędzie odpędzano go od drzwi i nie chciano nawet sprzedać kawałka chleba. Pewien biskup przyjął go na nocleg i ugościł. W nocy galernik ukradł mu srebrne naczynia i uciekł. Rano żandarmi przyprowadzili go do biskupa ze znalezionymi przy nim naczyniami. Jak zareagował biskup? „Przyjacielu – powiedział – zapomniałeś wziąć lichtarzy, które ci również podarowałem”. Słowa te wywołały wstrząs psychiczny, który zmienił radykalnie osobowość galernika i skierował go ku dobru.

                                          Nie jesteśmy odpowiedzialni za samo pojawienie się jakiegoś uczucia, ale jesteśmy w pełni odpowiedzialni za to, co dalej z nim zrobimy, czy je uznamy i zaakceptujemy, czy nie."
                                          • blond_suflerka Re: czy poinformować pana,że jego żona 29.12.13, 17:57
                                            No pewnie, że zdrada to nie jest drobiazg, nigdzie tak nie napisałam. To trzesięnie ziemi. I niestety czasem, nawet jak dwie osoby chcą to i tak nie da się tego już przepracować.
                                            Dziękuję za tę definicję, ona jest mi znana.
                                            Ale ciekawi mnie czy jest możliwość, żeby dojrzały człowiek nigdy nie popełnił błędu. Nie pamiętam dokładnych liczb ale coś kiedyś czytałam, że jest bardzo duży odsetek rozwodów wsrod terapeutów. Tlumaczy się to tym, że są oni bardziej świadomi, i nie chcą trwać w kłamstwie i iluzji. Ciekawe(to już na luźną co nie znaczy niepoważna dyskusje) ile z tych rozstan było jednak spowodowanych trzecią osobą w relacji. Czyli musiało tam dojść do jakieś zblizenia z kimś poza związkiem, tak?wink
                                            Co do reszty-ja się z Tobą zgadzam. Tak, dojrzały związek to wolność i zaufanie. Bez kłamstw i udawania bo nie na tym polega bycie w relacji. No ale pytanie jest takie-czy są jednak takie okoliczności, że i ten dojrzały pojdzie w jakieś niedojrzałe działanie. Bo jednak na bieżąco dzieje się coś czemu on nie jest w stanie dojrzale sprostać. Na przykład lęk przed starością.
                                            • pade Re: czy poinformować pana,że jego żona 29.12.13, 18:14
                                              No to teraz powinnyśmy przeprowadzić długą dyskusję filozoficzną na temat tego co to jest dobro i zło, i czymże jest ten błąd...
                                              Nie ma istot doskonałych, błędy popełniamy wszyscy i często. Błędy czyli działanie na swoją lub czyjąś niekorzyść.
                                              Niedojrzałość po popełnieniu błędu objawi się stłumieniem problemu, wyparciem, relatywizowaniem, intelektualizacją, itp.itd a dojrzałość szczerością (przede wszystkim wobec siebie) i wzięciem odpowiedzialności.
                                              I tyle.
                                              • blond_suflerka Re: czy poinformować pana,że jego żona 29.12.13, 18:20
                                                Otóż to. To właśnie mowię. To wszystko jest bardziej skomplikowana aniżeli proste rozpisanie rol-mąz zdradzający to fiut bez uczuć, zdradzona żona to ta biedna i niech w tym bolu trwa. Mozna się obrazać na naturę czlowieka ale to raczej bez sensu. Lepiej chyba zrozumieć to co jest a jest to, że ludzie jednak popełniają błędy, nawet ci mądrzy i fajni.
                                                A to co napisałaś o dojrzałości po problemie to oczywiście prawda ale nawet tutaj sprawa jest płynnawink Bo czy jest gdzieś podany czas-kiedy ten dojrzały powinien szczerze przyznać się do błędu? Najpierw przed samym sobą-przecież to takie trudne-zobaczyc siebie wlasnie takiego, ktory zrobil swinstwo ukochanej osobie. To jest duża sztuka i czas dojścia do tego też jest rozny. Jednak mechanizmy obronne jak sama nazwa wskazuje są po to, żeby bronić. Konforntacja z wlasną niedoskonalością jest ogromnie trudna i bolesna. To nie jest takie proste-oto bądz szczera ze sobą i przyznaj jak bardzo zawalilas.
                                                • pade Re: czy poinformować pana,że jego żona 30.12.13, 00:16
                                                  > A to co napisałaś o dojrzałości po problemie to oczywiście prawda ale nawet tut
                                                  > aj sprawa jest płynnawink Bo czy jest gdzieś podany czas-kiedy ten dojrzały powin
                                                  > ien szczerze przyznać się do błędu? Najpierw przed samym sobą-przecież to takie
                                                  > trudne-zobaczyc siebie wlasnie takiego, ktory zrobil swinstwo ukochanej osobie
                                                  > . To jest duża sztuka i czas dojścia do tego też jest rozny. Jednak mechanizmy
                                                  > obronne jak sama nazwa wskazuje są po to, żeby bronić. Konforntacja z wlasną ni
                                                  > edoskonalością jest ogromnie trudna i bolesna. To nie jest takie proste-oto bąd
                                                  > z szczera ze sobą i przyznaj jak bardzo zawalilas.

                                                  W sprawie zdrady, żadna sztuka. Dla mnie żadna. Bo ja bez doświadczania tego typu sytuacji wiem, że to jest złe. Nie potrzebuję do tego przemyśleń, czasu.
                                                  Co innego gdy postępuję wg jakiegoś wzorca, wtedy potrzebuję pomocy by sobie go uświadomić.
                                                  Ale w przypadku moralności, wartości to sorry, ale dzieciom się je wpaja, dorosli mają je już wdrukowane i nie potrzebują czasu na zastanowienie się i przyznanie do błędu.
                                                  Czy gdyby w tym wątku autorka poskarżyła się, że została okradziona, tez byś jej proponowała zastanowienie się nad jej odpowiedzialnością?
                    • agrypina6 Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 17:59
                      Kochanka nie myślała o dzieciach i mężu, a zdradzana żona ma się o nich martwić? Dobresmile!
                      • gazeta_mi_placi Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 18:17
                        Nie musi się martwić, wystarczy, że da im spokój, nie będzie informowała męża tamtej. To takie trudne? Już więcej fatygi jest w przypadku poinformowania niż trzymania języka za zębami.
                  • baltycki Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 15:54
                    triss_merigold6 napisała:

                    > Poza tym, w sumie dlaczego tylko ona ma mieć problem?
                    > Niech się podzieli wiedzą, a problem rozłoży się na wszystkich.

                    I kazdy bedzie mial po 25% problemu?

                    > O to, to.
              • melancho_lia Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 14:10
                Siłą pani do wyra nie zaciągał, tak samo winna jak i on. Mąż powinien wiedzieć i kropka.
                A snucie hipotetycznych przypuszczeń, ze walnie na zawał albo panią natrzaska- sorry, ale to tak samo będzie jej wina, a nie posłańca.
                • gazeta_mi_placi Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 15:30
                  Niby dlaczego mąż powinien wiedzieć?
              • hellulah Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 14:55
                > Autorka nic nie wie , o tamtym małżeństwie.

                Nie musi. Wystarczy, że wie, co robiła "kochanka".

                > I nic jej nie da powiedzenie tamtem
                > u facetowi, za wyjątkiem zemsty i to nie na tej osobie, co trzeba.

                Ty to postrzegasz w kategorii zemsty. A np. ja widzę też dbałość o dobrostan (a tak) tamtego męża - poinformowany, może zabezpieczyć swoje interesy, podjąć stosowne (jakie tam zachce) kroki.

                > Cholera, maż
                > ma nie sypiać z innymi kobietami,

                Pełna ZGODA.

                > a jak sypia to on sam za to odpowiada,

                Tu już nie do końca - sypia z kimś, kto dobrowolnie (zakładam, że to nie gwałt) podjął się z nim sypiać, mimo iż wie, że "mąż" nie jest osobą bez zobowiązań.

                > nie kochanki

                Jak wyżej - "kochanka" wie, co robi, nie musi tego robić, może np. sypiać z siglami, albo poczekać, aż "mąż" uzyska rozwód.

                > I nie mąż kochanki.

                "Mąż kochanki" może mieć wpływ niebezpośredni na jej decyzje, jako np. nudziarz i impotent, ale owszem, on za "zdradę" nie odpowiada, bo nie on sypia z żonatym ani nie jest żonatym sypiającym nie-z-żoną.

                > I nie prababcia kochanki.

                Znowuż zgoda.

                > I nie, facet nie przestanie zdradzać tylko dlatego, zę żona sie zemściła na koc
                > hance.

                Facet utrudnił życie swojej żonie. Pytanie, czy żona musi nadstawiać drugi policzek i ułatwiać życie mu i jego kochance?

                > A jeśli przestanie - to chyba nie o to chodzi, aby został z żoną ze stra
                > chu, zastanawiając się, czy kiedyś uda mu się zwiać.

                Taka motywacja faktycznie nie bardzo. Chyba, że pan przekona się, że "kochanka" pod presją wybierze jednak własnego męża. Też nie bardzo, pan albo sam się ogarnie, albo lepiej go spuścić po rynnie. Ale to nie ma nic wspólnego z powiadomieniem męża "kochanki".

                BTW na miejscu autorki robiłabym dokumentację pamiętniczka, zabezpieczyła finanse, już powoli powolutku zbierała świadków (do tego też może się przydać powiadomiony "mąż kochanki" - jako świadek w sprawie o winie jednej ze stron rozwodowych, zauważ), starała się uspokoić i w duchu dziękowałabym lasi, że uwalnia mnie od misiaczka.
    • ksionzka Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 13:57
      Ktoś napisał : " nie informuj, nie bierz takiej odpowiedzialności"
      A ja się pytam jakiej odpowiedzialności? Za rozpad rodziny? Czyżbyśmy żyli w świecie gdzie posłańca złej wiadomości się obwinia za czyn zwany rozpadem cudzej rodziny? Powszechnie bowiem wiadomo, że póki nikt nie wie nie ma zdrady a jak ktoś ujawni ten fakt to zdradzający staje się ofiarą, której ktoś unieszczęśliwił rodzinę. Właśnie ktoś, nie on sam. Autorko tego twierdzenia: ty byś nie chciała wiedzieć?
      • gazeta_mi_placi Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 15:31
        Nie posłańca, ale podłego konfidenta i donosiciela. Małżeństwo tej Pani to nie jest jej sprawa, jej sprawa to jej małżeństwo.
        • jowita771 Re: czy poinformować pana,że jego żona 30.12.13, 12:11
          Gdyby kochanka wyszła z założenia, że cudze małżeństwo to nie jej sprawa i trzymała nogi razem, to by problemu nie miała, jak się ewentualnie jej mąż dowie.
    • joanna29 Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 14:41
      Propnuje schowac ten pamietnik na przyszlosc, jak dowod. Mezowi wieczorem oznajmic, ze masz romans i dluzej zyc nie mozesz w klamstwie, zobaczyc reakcje i w odpowiednim momencie podac imie i nazwisko "kochanka". Oczywiscie w koncu oznajmic, ze nie Ty masz romans, ale o jego romansie wiesz.
    • melancho_lia Baba daj znać, ze żyjesz... 28.12.13, 18:01
    • rhaenyra Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 18:06
      przespac sie z panem ( jesli przystojny) i dopisac stosowny wierszyk do pamietnika
    • baba06 jeszcze jestem 28.12.13, 18:08
      powiedziałam, że wiem...i dowiedziałam się, że to wszystko moja wina. i że źle zrobiłam czytając to, co przeczytałam,
      sekretny dziennik oddałam.

      jak ja mam żyć? nie wiem czy umiem

      pani nie ma dzieci, a jej mąż jest mediatorem małżeńskim, ot taka ciekawostka

      do tego mój mąż nie ma lat ...nastu, ani ...dzieści tylko ...siąt a tu taka poezja, a może proza życia? nigdy bym nie pomyślała, że mnie to spotka
      • melancho_lia Re: jeszcze jestem 28.12.13, 18:11
        Nie powinnaś oddawać.
        Pan mąż kawał złamasa i grosza nie wart.
        Teraz kobieto skup się na sobie, ogarnij sobie to wszystko. To nie jest Twoja wina- wyryj to sobie gdzieś głęboko. A pana kopnij w zadek bo chyba nic z tego nie będzie...
        • melancho_lia Re: jeszcze jestem 28.12.13, 18:12
          P.S. Wiem jak się czujesz, też się kiedyś tak czułam.
          Tyle, ze u mnie zachowanie męża po tym jak się dowiedziałam było zupełnie inne.
          Współczuję i myślę o Tobie. Wiem że dasz sobie radę.
      • gazeta_mi_placi Re: jeszcze jestem 28.12.13, 18:15
        Nie Ty pierwsza, nie Ty ostatnia. Większość żon w długoletnich związkach jest zdradzana, zdradza grubo ponad połowa Panów (jednorazowo, okazjonalnie lub sporadycznie), nie jesteś żadnym wyjątkiem ani rzadkością.
        Czy mąż chce się rozwieść dla tamtej czy tylko było to miłe urozmaicenie życia seksualnego?
        • konwalka Re: jeszcze jestem 28.12.13, 18:19
          babo, twoj mąż stosuje jedną z najczęstszych taktyk- zepchnięcia winy na ofiarę
          tak uładzoną zonę łątwiej poprowadzić na pasku
          NIE DAJ się w to wmanewrować, proszę cie
          i teraz jesteś w gownie
          ale powiem ci ile razy słyszałam od róznych tepych pajaców "Boże, jaki byłem durny" to zrobi ci sie tycityci lepiej (albo mniej koszmarnie chociaż)
          gadali to jak było juz za późno, bo żona kwitła w swoim nowym, szczesliwym życiu
      • misterni Re: jeszcze jestem 28.12.13, 18:19
        baba06 napisała:

        ...i dowiedziałam się, że to wszystko moja wina.

        Bo? Uzasadnił do jakoś?

        i że źle zrobiłam czytając to, co przeczytałam,

        No jasne że źle, bo to mu skomplikowało romansowanie.

        sekretny dziennik oddałam.

        Niepotrzebnie. Rozumiem, że to była chwila słabości, ale teraz postaraj się go odzyskać.

        jak ja mam żyć? nie wiem czy umiem

        Zajmij się sobą, dziećmi i zabezpieczaniem Waszej przyszłości.

        pani nie ma dzieci, a jej mąż jest mediatorem małżeńskim, ot taka ciekawostka

        Cóż szewc bez butów chodzi.
      • sanciasancia Re: jeszcze jestem 28.12.13, 18:20
        > powiedziałam, że wiem...i dowiedziałam się, że to wszystko moja wina. i że źle
        > zrobiłam czytając to, co przeczytałam,
        Strasznie mi przykro, że mąż się okazał takim człowiekiem.
        > jak ja mam żyć? nie wiem czy umiem
        Umiesz. Tyle o nas wiadomo, ile nas sprawdzono.
        Tulę.
      • blond_suflerka Re: jeszcze jestem 28.12.13, 18:44
        baba06 napisała:

        > powiedziałam, że wiem...i dowiedziałam się, że to wszystko moja wina. i że źle
        > zrobiłam czytając to, co przeczytałam,
        > sekretny dziennik oddałam.
        >
        > jak ja mam żyć? nie wiem czy umiem
        >
        > pani nie ma dzieci, a jej mąż jest mediatorem małżeńskim, ot taka ciekawostka
        >
        > do tego mój mąż nie ma lat ...nastu, ani ...dzieści tylko ...siąt a tu taka po
        > ezja, a może proza życia? nigdy bym nie pomyślała, że mnie to spotka

        Trzymaj się, mimo wszystko.
        A dlaczego Twoja wina? Co takie rzekomo zrobilas, że uciekł w romans?
        No i najważniejsze- chce zostać? Czy odejśc do niej?
        • paliwodaj Re: jeszcze jestem 28.12.13, 19:04
          typowe wytlumaczenie, zawsze tak sie mowi...Aby zrzucic wine z siebie na kogos. Na tym sie za bardzo nie skupiaj, pewnie zreszta malzonek szanowny ma nieco racji gdyz nie ma skutku bez przyczyny, chociazby przyczyna byla taka iz wzielas sobie dooopka za meza, poniekad nie powinnas.
          Skup sie raczej na swojej przyszloci, czy mu wybaczysz , czy sie rozstajecie itd
          • 3-mamuska Re: jeszcze jestem 28.12.13, 19:44
            powiedziec, u mine w rodzinie pan maz zostal poinformowany przez zdradzona zone. byli w kontakcie przez wiele miesiecy,pan mega bogaty I zapracownany. by wdzieczny zebral dowody go pani sibie wymyslila ze wezmie rozwod I beds zyc z polowy majatku. dzieki informacji Od zdradzonej zony. pomagali sobie przy sprawach rozwodowych ,zeznawali spotkali sie kilkanascie crazy. chodz Od sprawy minelo kills lat,to zadzadzeni maja side bardzo dobrze sa znajomymi. a zdradzajacy,no nie bardzo sobie zyja, ich Romans nie dotrwal do rozwodow.
            -----------------
            ,,Miłość jest bólem ,powiedział zając jeża ściskając"
        • baba06 Re: jeszcze jestem 28.12.13, 20:20
          nie ma z nią żadnych planów a nas "nie zostawi."

          i wiecie co, to jest chyba jeszcze gorsze, bo ja nie wiem co jest grane
          • jematkajakichmalo Re: jeszcze jestem 28.12.13, 20:28
            "nie zostawi?? Jakas kpina... i co moze jeszcze powinnas byc wdzieczna??
          • cherry.coke Re: jeszcze jestem 28.12.13, 20:33
            baba06 napisała:

            > nie ma z nią żadnych planów a nas "nie zostawi."
            >
            > i wiecie co, to jest chyba jeszcze gorsze, bo ja nie wiem co jest grane

            Grane jest to, ze jemu ta sytuacja pasuje, i chce miec rodzine w domu, a pania na boku. Poniewaz to twoja wina (?), masz to chyba zaakceptowac.
            • amy.28 Re: jeszcze jestem 28.12.13, 22:19
              No dokladnie tak. Zona byla niefajna i on biedny zostal wrecz pchniety w ramiona innej. Jeszcze zale musial na papier wylewac bo tak go to przerosło. Teraz ty polozylas łape na jego tworczosci literackiej eiec masz za swoje . Ale on dobry was nie opusci. Jeszcze czekac zeby w ramach przeprosin zaproponowal ze czułości bedzie zapisywac na kompie a z kochanica ograniczy kontakt do przygodnego seksu bez zobowiazań i zagrozenia dla waszej rodziny, no ludzie.
          • blond_suflerka Re: jeszcze jestem 28.12.13, 20:39
            baba06 napisała:

            > nie ma z nią żadnych planów a nas "nie zostawi."
            >
            > i wiecie co, to jest chyba jeszcze gorsze, bo ja nie wiem co jest grane

            Skoro tak to czas dowiedzieć się czego zabrakło w związku, za czym poszedł, i własnie co jest grane. W zależnosci od Twoich możliwości popros go albo czas na samotność albo zacznijcie rozmowy, które są nieuniknione.
            Tak na szybko i na podstawie tego małego opisu być moze włozyłaś meża w szufladkę faceta, który twardo stąpa po ziemi i nie zauwazyłaś w nim tych pokładów romantyzmu. Ktoś inny zauwazył albo je uruchomił i było to tak fajne doświadczenie dla Twojego męza, że trudno było mu się temu oprzeć. Nie znałaś jakieś ważnej częsci jego osobowości albo do tej pory on przy Tobie tego nie uruchomił.
            A romantyzm jest pięknywink
            Gadajcie albo idźcie na terapię. Bardzo wczoraj cierpiałaś jak się dowiedziałaś wiec zakłądam, że meża kochasz i chcesz z nim być. W tej okropnej sytuacji plusem jest to, że on wcale nie chce odejść. A po kryzysie(przepracowanym) pary są często szczęśliwsze.
            • cherry.coke Re: jeszcze jestem 28.12.13, 20:43
              > Tak na szybko i na podstawie tego małego opisu być moze włozyłaś meża w szuflad
              > kę faceta, który twardo stąpa po ziemi i nie zauwazyłaś w nim tych pokładów rom
              > antyzmu. Ktoś inny zauwazył albo je uruchomił i było to tak fajne doświadczenie
              > dla Twojego męza, że trudno było mu się temu oprzeć. Nie znałaś jakieś ważnej
              > częsci jego osobowości albo do tej pory on przy Tobie tego nie uruchomił.
              > A romantyzm jest pięknywink

              I tenze romatyczny idealista chce teraz ciagnac na dwie baby?
              I oczywiscie klasyczne "bo ty nie zauwazylas".
              • blond_suflerka Re: jeszcze jestem 28.12.13, 20:53
                cherry.coke napisała:

                > I tenze romatyczny idealista chce teraz ciagnac na dwie baby?
                > I oczywiscie klasyczne "bo ty nie zauwazylas".

                Zle zrozumiałam jak zrozumialam, że to koniec romansu? Baba napisała, że mąż powiedział, ze nie zadnych planow związnych z tą kobietą.
                • triss_merigold6 Re: jeszcze jestem 28.12.13, 20:55
                  Bo planów nie ma. Rzadko kto zaczynając romans ma jakieś konkretne plany, to się dzieje emocjonalnie, bezmyślnie i siłą rozpędu. Brak planów nie oznacza wcale chęci natychmiastowego zakończenia romansu.
                  • blond_suflerka Re: jeszcze jestem 28.12.13, 20:57
                    Ale to o planach to nie było na początu romansu(co zrozumiałe) ale teraz kiedy żona już wie i zapytala co dalej. Może Autorka doprecyzuje albo mąż Autorki co miał na myśliwink
                    • triss_merigold6 Re: jeszcze jestem 28.12.13, 21:04
                      To nadal nie ma planów i nie ma sensu pytać go co dalej, bo nic rozsądnego i przemyślanego nie powie.
                      Nalezy natomiast żądać:
                      - natychmiastowego zaprzestania jakichkolwiek kontaktów
                      - głośnego i wyraźnego poinformowania kochanki przez telefon w obecności żony, że oto game is over - takie maciupeńkie zadośćuczynienie dla zdradzonej
                • cherry.coke Re: jeszcze jestem 28.12.13, 20:57
                  Ja zrozumialam, ze on nie ma zadnych powaznych planow, np. wyprowadzic sie do niej. Ale niczego nie obiecal, a wine zwalil na zone.
                  • blond_suflerka Re: jeszcze jestem 28.12.13, 21:01
                    cherry.coke napisała:

                    > Ja zrozumialam, ze on nie ma zadnych powaznych planow, np. wyprowadzic sie do n
                    > iej. Ale niczego nie obiecal, a wine zwalil na zone.

                    Spoko, winę zwalił na żonę bo tak to się zazwyczaj zaczyna. A 'ty to' a 'ty tamto' a 'ty zawsze' a 'ty nigdy'. Samodzielnie czy na terapii-zazwyczaj te początkowe rozmowy wyglądają tak samo. Potem jest juz lepiejwink
                    Co do planow-jak facet chce miec dwie to oczywiście tak nie może być. Ale też wykluczałoby to, że facet fajny i związek Autorki fajny. Zdrada kiedy zona nie wie a on sie pogubił to jedno ale zdrada jawna to już słabe bo to jawne krzywdzenie żony. I jesli tak by było to też wazny komunikat dla Autorki wątku.
                    • triss_merigold6 Re: jeszcze jestem 28.12.13, 21:12
                      Ale dopuszczasz myśl, że facet w ogóle nie rozważał tego czy krzywdzi żonę, czy nie? Niczego zapewne nie rozważał, samo mu się działo.
                      • blond_suflerka Re: jeszcze jestem 28.12.13, 21:14
                        triss_merigold6 napisała:

                        > Ale dopuszczasz myśl, że facet w ogóle nie rozważał tego czy krzywdzi żonę, czy
                        > nie? Niczego zapewne nie rozważał, samo mu się działo.

                        No jasne, że tak. Skąd pomysł, że nie dopuszczam? To właśnie ja jestem przeciwna tym stwierdzeniem, że kazdy zdradzający to fiut, który ma fan z tego, że okłamuje żone.
                        • blond_suflerka Re: jeszcze jestem 28.12.13, 21:16
                          Tzn, zaraz bo chyba za szybko odpowiedziałam i źle Cię zrozumiałamwink
                          Czy dopuszczam, że facet jest własnie głupim fiutem, który w ogóle nie bił się z myślami, ze robi coś niefajnego? No wiem, że i tacy są na swiecie ale to chyba nie jest mąż Autorki. Przedstawiała ich związek jako dobry. Więc raczej wiedział i rozumiał ale nie mogł się oprzeć. Nie mniej jednak świadomie nie chciał skrzywdzić.
                          • pade Re: jeszcze jestem 29.12.13, 13:31
                            to nie ma znaczania czy chciał skrzywdzić czy nie
                            skrzywdził i to się liczy
                            stosujesz relatywizm moralny, usprawiedliwiasz faceta, niby nie wprost, ale jednak
                            • blond_suflerka Re: jeszcze jestem 29.12.13, 17:01
                              No chwileczkę. Oczywiście skrzywdził. No ale jak to nie ma znaczenia co było tłem tej zdrady? To żaden relatywizm moralny ale zobaczenie człowieka i jego czynów z szerszej perspektywy. Można powiedzieć tak się zaczyna proces wybaczania i przepracowywania trudnych spraw. Czy to samodzielnie czy na terapii. Na przykład dorosły człowiek skrzywdzony przez rodziców musi zobaczyć ich z owej szerszej perspektywy aniżeli tylko z tej płaszczyzny, że oni zrobili mu krzywdę. Zrobili i to było niedobre. To fakt. Ale tez zrobili bo wobec nich ktoś zachowywał się niewłaściwie, bo nie umieli inaczej, bo wydawało im się, że robią dobrze, itd itd. Ma to wszystko znaczenie jesli chce się iść dalej.
              • triss_merigold6 Do autorki 28.12.13, 20:54
                Do autorki:
                Trzymaj się - to raz.
                Dwa - możesz przyjąć wersję, że mąż chwilowo ogłupiał i odczuł potrzebę opery mydlanej w kryzysie wieku średniego, stąd ten pamiętnik i dzieła literackie. Prawdopodobnie to nie ma nic wspólnego z Tobą tj. nie było od Ciebie zależne.
                A teraz popsuj im zabawę.
                • baba06 Re: Do autorki 28.12.13, 21:00
                  tak sobie właśnie myślę, oddałam pamiętnik, ale może powinnam go jednak zabrać? spokojnie leży w plecaku, ale z drugiej strony co mi to da? najwyżej założą nowy

                  uczepiłam się tego pamiętnika, ale to taki nóż centralnie wbity w serce
                  • blond_suflerka Re: Do autorki 28.12.13, 21:03
                    No ale na czym stanęło? Powiedział, że to zakonczy? Ty zażadałas tego? Czy jak?
                    • baba06 Re: Do autorki 28.12.13, 21:11
                      zapytałam, czy umie z niej zrezygnować, odpowiedział, że "nie musi z niczego rezygnować" dosłownie
                      co można zrozumieć dwuznacznie nie musi, bo nic szczególnego ich nie łączy, nie musi, bo nie musi

                      ta nasza rozmowa, to była wielka szarpanina i nie o wszystko dopytałam

                      dzisiaj wiem mniej niż wczoraj przed rozmową, bo myślałam, że powie, że spotkał miłość swojego życia i odchodzi w siną dal.
                      • triss_merigold6 Re: Do autorki 28.12.13, 21:16
                        To teraz pora na dociśnięcia pana do ściany. Uświadom mu, że otóż jednak musi z czegoś zrezygnować: albo z rodzinnego ciepełka albo z kochanki.
                        Musi i dopiero jak z czegoś zrezygnuje można rozmawiać dalej.
                        Zawsze możesz zapytać czy chce abyś Ty podjęła decyzję.
                        • misterni Przede wszystkim pan musi sobie zdać sprawę, 28.12.13, 21:36
                          że to, czy on zostanie przy rodzinie, nie zależy od niego, a od żony, która może mu wybaczy, a może nie. Bo na razie zachowuje się, jakby to on łaskę robił, że "ich nie zostawi". To dość typowe w takich przypadkach i należy wtedy szybciutko wyprowadzić delikwenta z błędu.
                          • triss_merigold6 Re: Przede wszystkim pan musi sobie zdać sprawę, 28.12.13, 21:43
                            Klasyczna gra na czas, zupełnie zrozumiała zresztą.
                      • blond_suflerka Re: Do autorki 28.12.13, 21:18
                        baba06 napisała:

                        > zapytałam, czy umie z niej zrezygnować, odpowiedział, że "nie musi z niczego re
                        > zygnować" dosłownie
                        > co można zrozumieć dwuznacznie nie musi, bo nic szczególnego ich nie łączy, nie
                        > musi, bo nie musi
                        >
                        > ta nasza rozmowa, to była wielka szarpanina i nie o wszystko dopytałam
                        >
                        > dzisiaj wiem mniej niż wczoraj przed rozmową, bo myślałam, że powie, że spotkał
                        > miłość swojego życia i odchodzi w siną dal.

                        No to chyba jednak musisz dopytać bo to najważniejsza kwestia. Czy zamierz to zakonczyć czy nie i jeśli tak to kiedy.
                        • baba06 Re: Do autorki 28.12.13, 21:26
                          jeszcze o jedną rzecz go nie zapytałam, bo chyba nie miałam odwagi, czy się już z nią przespał?
                          pewnie gdybym dostała odpowiedź przeczącą poczułabym się lepiej, ale gdyby potwierdził, to czarna dziura zrobiłaby się jeszcze bardziej czarnasad

                          czy takie pytanie w ogóle należy zadać?
                          • cherry.coke Re: Do autorki 28.12.13, 21:28
                            Ja bym zadala. Przy czym wcale nie musisz dowiedziec sie prawdy i jesli powie, ze nie, to i tak nie wiele znaczy. Cos znaczy tylko odpowiedz twierdzaca.
                          • triss_merigold6 Re: Do autorki 28.12.13, 21:29
                            Bez sensu pytać, przecież Ci nie powie prawdy.
                            • misterni Re: Do autorki 28.12.13, 21:39
                              Natomiast jak najbardziej z sensem jest zażądanie, żeby zrobił sobie komplet badań na choroby weneryczne i wirusa hiv.
                              • beatulek Re: Do autorki 28.12.13, 21:44
                                Pewnie jest choć ja miałabym problem ze zbliżeniem się nawet jakby mi facet w rękaw płakał. Potrzebowałabym czasu. Można jeszcze się przyglądać owej pani czy dziecia nie powije w najbliższym czasie.
                                • triss_merigold6 Re: Do autorki 28.12.13, 21:49
                                  Luz, pójdzie na konto męża.

                                  Na razie IMO autorka powinna ślubnego pozbawić złudzenia, że on kontroluje sytuację oraz komfortu psychicznego, a o inne rzeczy martwić się później. Bez sensu jest martwić się wszystkim naraz.
                                  • dragica Re: Do autorki 28.12.13, 22:27
                                    Bylam w podobnej sytuacji-moj byly maz mial romans, trwajacy kilka lat.Wiedzialam, ze ktos jest,ale nie wiedzialam kto. Przez te osobe rozstalismy sie.Kilka miesiecy po przeprowadzce do mojego mieszkania, znalazlam dowody-potrzebowalam tego, bo on caly czas winil mnie(ja go nie rozumiem, nie cenie itp). Znalazlam pamietniki, lisciki milosne pisane rozowymi pisakami na perfumowanym papierze, zenada...wierszem i proza. materialz skopiowalam, sfotografowalam. Natepnego dnia spotkalam sie z kochanka ex w miescie, powiedzialam jej, ze wiem wsyzstko i ze jego moze sobie zabrac, ale nie pozwole na to ,aby czegokolwiek zabraklo naszej corce. Ona sie wypierala oczywiscie.Nawiasem mowiac, ona ma trojke dzieci i meza....Ex zostal poifnormowany, w sumie prosil mnie o to,abym nic nie mowila jej mezowi.Nie powiedzialam, choc jej maz probowal ode mnie wyciagnac jakies informacje, twierdzac, ze oczerniam jego szacowna malzonke i rozwalam mu rodzinne szczescie. Ta suka, jego malzonka,nie myslala o mojej corce-Mloda miala 1,5 gdy suka zaczela sie bzykac z moim jeszce wtedy mezem. Dzis, ja jestem szczesliwie rozwiedziona, ex zalamany, bo suka go porzucila i spaceruje wszedzie z mezem (wczoraj ich nawet widzialam w miescie, tacy zakochani).
                                    ZBieraj dowody, obserwuj...Twojej winy nie ma nigdzie, nawet jesli macie kryzys, to rozmowa cyz terapia jest rozwiazaniem, a nie wymiana poetyckich czulosci z inna kobieta.
                                    • wyznawczyni_wielkiego_czerwia Re: Do autorki 29.12.13, 11:46
                                      Ex i suka smile Również urocze smile
                                      Kochankę wyzywać od suk i kulew, a o zdradzającym kutafonie pisać sobie ex. smile Ludzie to jednak zbytnio rozumu nie mają, stwierdzam.
                                      • dragica Re: Do autorki 29.12.13, 12:29
                                        A raduje cie nazywanie ex męża kur...rzem, idiota i pacanem? Ja o moim ex mezu wysokiego myslenia nie mam, podobnie jak o tej suce. Niemniej, z nim utrzymuje prawidłowe kontakty, mamy wspolne dziecko , z kochanka wspólnego interesu nie mam. Winni sa oboje, nie tylko ona.
                                        • wyznawczyni_wielkiego_czerwia Re: Do autorki 29.12.13, 12:36
                                          Raduje/nie raduje, może nie jest miłe nazywanie osoby, z którą ma się dziecko k..wą itd., ale jest sprawiedliwe. Wyzywanie samej pani nie.
                                          • dragica Re: Do autorki 29.12.13, 12:52
                                            Otóż to. ..z ex mezem, mimo wszystko, łączą jakies wspomnienia, w części mile, z jego kochanka juz nie. Z ex musze w jakiś sposób współpracować, bowiem oboje mamy takie same prawa jako rodzice i żywienie nienawiści nie ma sensu. Kochanka ex malzonka wpakowala się w cudze zycie, z jego błogosławieństwem... oboje a winni, ale dla mojego zdrowia psychicznego staram się nie myśleć o tym co zrobił, zresztą po 3 latach jest mi obojętne kogo bzyka. Kochanka ex to klasyczna suka która poprzez łóżko doszła do pozycji w pracy i z ex ciągnęła ile się da. A jak się pieniążki skończyly, bo alimenty wysokie, to lopnela ex w chuda dupe. Tak więc oboje są k..wami, niemniej jej bezczelnosc zadziwia.
                                            • wyznawczyni_wielkiego_czerwia Re: Do autorki 29.12.13, 12:55
                                              Do kochanki ex męża też nie ma co pielęgnować nienawiści. Lepiej skupić się na czymś przyjemnym.
                                              • franczii Re: Do autorki 29.12.13, 17:26
                                                A to komus zaszkodzi jak ja nazwie suka na forum? Samo zdrowie. Czyzbys sie z suka idrntyfikowala, ze sie tak przejjujesz?
                                                • dragica Re: Do autorki 29.12.13, 18:07
                                                  Kochance ex meza powiedzialam osobiście, że jest suka.w sumie powiedziałam to samo i ez, miałam niepowtarzalna okazje rozmawiać z nimi jednocześnie. oczywiscie, wypierali się oboje, pomimo dowodów . Małżonka kochanki nie informowwlam osobiście, ale postaralam sie aby dowiedział się czegoś od tzw osób trzecich.
                                                • wyznawczyni_wielkiego_czerwia Re: Do autorki 29.12.13, 18:16
                                                  Oj, franczii, jestem osobą, dla której żonaci są zarażeni trądem i kijem bym nie tknęła.
                                                  I nie twierdzę, że kochanka jest bez winy, bo jest winna. Niemniej jednak głównym winowajcą jest misiaczek, to on odpowiada za swoje czyny i to on powinien dostać po dupie najbardziej (począwszy od wyzwisk), a nie obca baba.
                                                  Wiem, że łatwiej obwinić inną i uwierzyć, że misio naprawdę został opętany/zaczarowany, ale to nie jest prawda.
                                                  • dragica Re: Do autorki 29.12.13, 18:25
                                                    Wcale nie uważam, że ex jest ofiarą złej suki. wiedział co robi , ona tez. Cudzego męża się nie zabiera, żonaty facet nie jest facetem. I tu tkwi jej wina. Jego wina jest to, że pozwolil sobie na przekroczenie granicy pomiędzy platoniczna fascynacja zdrada, że zostawil dwuletnie dziecko. W jednym z różowych liscikow suki do ex, ona pyta retorycznie zapewne, czy jestem dla ciebie nadal ważniejsza niż twoja córka? Przypominam, sucz ma 3 dxieci...
                                                  • ksionzka Re: Do autorki 29.12.13, 18:42
                                                    Jestem podobnego zdania co pani pod nickiem z czerwieniem. Zapomniałam
                                                    Te wyzwiska rażą aż w oczy jak twoja niekonsekwencja w twierdzeniach. Hodujesz niezdrową nienawiść do jakiejś laski a podobno dla zdrowia psychicznego wyrzekasz się tego w stosunku do swojego ex męża. Przypominam, ze robili tę samą rzecz. Jak można w stosunku do niego się wyrzec a w stosunku do niej nie? Po hasłem zdrowie psychiczne. W sensie że x2 to za dużo?
                                                    Jak na osoby, które zrobiły to samo uderza jednak te różnica w nazewnictwie. Jakoś zdrowie psychiczne jako powód mnie nie przekonuje.
                                                    A ze się tak zapytam jeszcze cudzy mąż to jakaś rzecz, którą można zabrać? co to znaczy zabrać? Nie jest facetem bo jest rzeczą?

                                                  • dragica Re: Do autorki 29.12.13, 18:53
                                                    Otóż to Twój problem, że raza. Mnie nie. Jak juz wspomniałam, oboje sa siebie warci. Dziecko mam z ex, nie z jego ex kochanka i musze utrzymywac z nim kontakty.oczywiscie, mogłabym go obrzucac blotem w czasie każdej jego wizyty u dziecka, mogłabym utrudniać te kontaktu ale po co? Musimy współpracować, chcąc niechcąc.z kochanka kontaktu nie chce, bo i po co? Ta kobieta nie zastanawiala sie co robi mojej corce, ba, nawet przez pewien czas manipulowala gkupim ex twierdząc, że jestem najgorsza matka na świecie, bo moje wtedy trzyletnie dzuecko nie pisalo literek... mam pełne prawo gardzic ta osoba.ex to odrebna opowiesc, gdybym go usprawiedliwiala, pozwolilabym mu na powrot- chciał tego po tym jak go kochanka kopnela.nie szanuje go jako faceta, ale szanuje jako ojca mojej corki.
                                                    zabrac meza- skrót myślowy, wiesz?
                                                  • wyznawczyni_wielkiego_czerwia Re: Do autorki 29.12.13, 18:58
                                                    Przykro mi, że Cię to spotkało, naprawdę. Ale niestety wpisujesz się w nurt: wredna zdzira opętała głupiutkiego misia. On również zrobił to Waszej córce.
                                                  • dragica Re: Do autorki 29.12.13, 19:35
                                                    Tak i dlatego z nim nie jestem. Ale ojcem jest nadal.i dobre kontakty, albo przynajmniej nirmalne sa dla dobra corki wskazane.tak, zdarza się, że mam go ochotę wyzwac albo wymazac z zycia, ale to nie prowadzi do niczego.
                                                  • franczii Re: Do autorki 29.12.13, 21:19
                                                    A kto twierdzi ze misiaczek nie jest glownym winowajca?, kto twierdzi, ze nie powinien dostac po dupie gorzej niz lafirynda i ze faktycznie nie dostal? Kto twierdzi, ze na bluzgi sie nie zalapal?
                                                    A tak w ogole bluzgi i wyzwiska nie sa najgorsza rzecza, ktora moze misiaczka i jego lafirynde spotkactongue_out a ze po latach w dalszum ciagu jest lafirynda i suka a on neutralnie tylko eks to mnie wcale nie dziwi. Ja np ze swoim misiaczkiem przepracowalam problem a z ta obca baba nie wiec to ona dalej jest szmata a nie on.
                                                  • ksionzka Re: Do autorki 30.12.13, 12:40
                                                    Może ciebie nie dziwi. Dla mnie jest to dziwne i dosyć żałosne. A czy ktoś twierdzi? Wystarczy przeczytać te wypowiedzi w/w.
                                      • franczii Re: Do autorki 29.12.13, 17:16
                                        Ty za to masz misje. Jakis masz interes w bronieniu "suk"ze tak sie podniecasz?
                              • totorotot Re: Do autorki 28.12.13, 22:40
                                > dań na choroby weneryczne i
                                wirusa hiv.


                                Jeszcze żółtaczkę
                                • gazeta_mi_placi Re: Do autorki 29.12.13, 14:31
                                  Małe prawdopodobieństwo.
                          • beatulek Re: Do autorki 28.12.13, 21:37
                            Ja bym zapytała o jedno tylko: Co on chce mi powiedzieć na ten temat - bez wrzasków, kłótni itp. - jak dla mnie to facet (nie prowokowany krzykiem) powinien usiąść, szczerze pogadać i SAM powiedzieć jak było i do czego doszło oraz jakie ma w związku z tym plany na przyszłość. Oczywiście nie powinien zapomnieć przeprosić. Od tej rozmowy zależałoby (w moim przypadku) nasze być albo nie być. Jak facet czuje się winny i szczerze chce naprawić swój błąd - można rozmawiać - jak się tłumaczy, odpowiada półsłówkami, zwala winę na mnie, nie chce rozmawiać to chyba nie ma o czym mówić.
                            Czy on się czuje winny???
                      • alexa0000 Re: Do autorki 29.12.13, 13:45
                        Bałas się ,że odejdzie i wyczuł to.Wie , ze kontroluje sytuację ,a tak nie powinno być.podobnie zagrała moja koleżanka ,która mąż złapał na niewylogowanym fejsie .nie rzucała się do stóp,zagrała pokerówo,a mąż w tym czasie ryczał ze strachu ,ze kobieta odchodzi do innego.Twój w tej sytuacji może nie chcieć kończyć szybko znajomości .
                  • triss_merigold6 Re: Do autorki 28.12.13, 21:08
                    Tym bym się przejmowała najmniej. To coś jak rzewne piosenki czy fototapeta z Bambi na tle zachodzącego słońca, niekosztowne, a pozwala poczuć się jak bohater filmu.
                    Zabierz, ja bym zabrała i przynajmniej zdjęcia porobiła na wszelki wypadek.
                    • baba06 Re: Do autorki 28.12.13, 21:13
                      chyba tracę głowę, bo przez chwilę miałam plan, żeby coś wpisać od siebie
                      • triss_merigold6 Re: Do autorki 28.12.13, 21:18
                        Zasadniczo nie wiem czy bym się powstrzymała, kusząca wizja.
                        Oczywiście pod warunkiem, że oni się tym pamiętnikiem wymieniają i po kolei coś dopisują, taki dziennik korespondencji romantycznej prowadzą.
                        Ale powstrzymaj się, bo pan uzna, że mu naplułaś na romantyczne uniesienia i jest ryzyko, że mu sie te uniesienia wzmocnią.
                        • misterni Re: Do autorki 28.12.13, 21:28
                          Ja prowadziłam taki pamiętnik z moim pierwszym mężem zanim się pobraliśmy wink
                          Codzinnie się nim wymienialiśmy.
                  • cherry.coke Re: Do autorki 28.12.13, 21:13
                    baba06 napisała:

                    > tak sobie właśnie myślę, oddałam pamiętnik, ale może powinnam go jednak zabrać?
                    > spokojnie leży w plecaku, ale z drugiej strony co mi to da? najwyżej założą no
                    > wy

                    Bylby przydatny w opcji rozwodu.
          • zuzi.1 Re: jeszcze jestem 28.12.13, 23:49
            baba06 napisała: "nie ma z nią żadnych planów a nas "nie zostawi."

            i wiecie co, to jest chyba jeszcze gorsze, bo ja nie wiem co jest grane "

            Tak pół żartem, pół serio wink: a może oni planują to wspólne "dzieło" wydac? skoro żadnych innych planów pan mąż nie ma z tą panią?? wink
      • semihora Re: jeszcze jestem 28.12.13, 19:53
        Trzymaj się.
    • ofelia1982 Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 19:40
      najpierw porób przelewy z Waszych wspólnych kont na Twoje. potem zrób skany/zdjęcia pamiętnika. zabezpiecz papiery. dopiero wtedy załatw to z mężem. powiedz mężowi kochanki, czemu nie?
      • gazeta_mi_placi Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 19:41
        Autorka wątku zarabia sporo więcej od męża i go de facto utrzymuje, że jej tak radzisz?
        • ofelia1982 Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 20:19
          nieważne ile zarabia. Teraz niech myśli o sobie.
          Ja czaję gazeto, że Ty byłaś tą drugą właśnie i jako jedynej prawie w tym wątku Twoja empatia leci do kochanki, ale fakty są takie, że to zdradzana żona jest ofiarą i jeśli ma choć ciień instynktu samozachowawczego - to powinna zabezpieczyć swoje interesy i tyle.
    • jagienka75 Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 21:28
      na Twoim miejscu nie tylko bym powiadomiła faceta, że jego żona ma romans z moim mężem, ale i pamiętniczek bym mu pokazałasmile
      wcześniej zrobiłabym jego kopie w kilku egzemplarzach ( na wszelki wypadek).

      ale Ty nie zrobisz nic...
      w każdym razie współczuję.
      ja bym na bank powiadomiła jej męża, pamiętnik mu pokazała, mężowi zrobiła armagedon i kazałabym mu spie...ć do kochanicy.
    • darby.shaw Re: czy poinformować pana,że jego żona 28.12.13, 23:29
      może to, że teraz czujesz się jeszcze gorzej niż przed durną rozmową z mężem, czegoś Cię nauczy...?
      dostałaś tutaj sporo dobrych podpowiedzi (nie mówię tutaj o blond_suflerce oczywiscie, która notabene robi wrogą robotę blondynkom, bo potwierdza stereotyp) i co? no, poszłaś po linii najmniejszego oporu i jak tylko się nadarzyła okazja, zaatakowałaś męża i co? I wiadro!
      Zdziwiona? a niby czym? mąż jest umoczony w jakiś pseudoromantyczny związek z żonatą babą, dowodem na to jest ów pamiętnik. Trzymałaś go w ręku, czytałaś. To czysty żywy dowód nielojalności Twojego męża, zdradził Cię tak czy siak, czy spał z tamtą kobietą czy nie, emocjonalnie Cię porzucił. I nieważne, czy to przez Ciebie (swoją droga, nie jest on, ten mąż, specjalnie kreatywny, tylko przewidywalny do bólu), bo jeśli coś mu nie pasowało w małżeństwie, czegoś mu brakowało, powinien przede wszystkim z Tobą to obgadać, Tobie o tym powiedzieć...
      Wywaliłaś mu, że wiesz o tej drugiej i czego oczekiwalaś? że padnie Ci do stóp łkając, ze stóp Twych niegodzień całować czy jak? że zaprzeczy?
      Postąpiłaś, jak Ci było najwygodniej i masz, babo, placek. Trzymałaś atuty w garści, mogłaś zacisnąć pośladki i poobserwować zachowanie męża, byłaby szansa, żeby się dowiedzieć, co go łączy z współautorką pamiętnika...
      Jeśli chcesz się czegoś dowiedzieć teraz, a od męża na pewno się nie dowiesz, musisz szukać u źródła, czyli u drugiej strony.
      Trzymaj się
      • anorektycznazdzira Re: czy poinformować pana,że jego żona 29.12.13, 12:57
        Trudno się nie zgodzić.
        Ale i tak współczuję, gada się albo pisuje na forum znaaacznie łatwiej, niż załatwia takie sprawy w realu.
    • hugu Re: czy poinformować pana,że jego żona 29.12.13, 13:06
      Szkoda, że wcześniej nie czytałam tego wątku, bo może bym cię uchroniła od głupstwa, które strzeliłaś, czyli do ujawnienia. że wiesz, co się dzieje. Może jednak podsunę ci nowe skuteczne strategie.
      A teraz tłumaczę, jak ja to widzę:
      Macie dziecko? Macie. Kto nawywijał (jeśli doszło do zdrady fizycznej)? Tatuś. Kto został skrzywdzony? Mamusia i dziecko.
      Co trzeba robić? Wyrównać rachunki - w sensie materialnym.
      Po pierwsze: zadbać, abyście dziecko i ty byli zabezpieczeni na wypadek nieodpowiedzialności tatusia, który właśnie udowodnił, że odpowiedzialny nie jest.
      W nosie poezje, rzewne sceny i naiwne wykładanie kart na stół!
      Liczy się teraz kasa, która musi stanąć po stronie twojego dziecka i twojej. Liczy się to, by twoje dziecko, gdy tatuś bryknie, miało np. działkę zapisaną przez niego, jakieś konto, a ty też coś w tym rodzaju. Żeby wyszedł z waszego domu goły jak święty turecki, jeśli ty lub on podejmiecie taką decyzję.
      Trzeba było zacisnąć zęby i nie pokazać po sobie, że wiesz. Pamiętnik schować jako twardy, oryginalny dowód w ewentualnej sprawie rozwodowej - i za nic nie oddawać! Mało tego, trzeba było dać sobie czas na zgromadzenie wiedzy o całej sytuacji. Bo może naprawdę są to jedynie spisane fantazje?
      Jeśli zdrada jest tzw. "emocjonalna", to należy to olać. Myśli, marzenia, wzdychania, flirty - to żaden problem. Z tego nie będzie HIV ani przyrodniego rodzeństwa, na które trzeba będzie płacić alimenty zamiast odkładać na studia waszego dziecka. I myślę, ze zdrada emocjonalna nie zrobiłaby wrażenia na mężu pani, bo faceci mają raczej w nosie, że ich kobiety wzdychają do jakichś idoli. Denerwują się dopiero, gdy kobiety te wchodzą idolom do łózka. I, moim zdaniem, panowie ci mają rację. Liczą się fakty, a nie fantazje.
      Gdyby jednak zdrada okazała się fizyczna, to masz problem. Ale że się wsypałaś przed czasem, maleją szanse na to, że się dowiesz prawdy. I przegrasz całą sprawę, zostaniesz w najgorszej pozycji...
      Jeśli chcesz poprawić w tej sprawie pozycję swoją i dziecka, zrób teraz tak:
      Udaj głupią i zastraszoną, popłakuj, wzdychaj, nie zdradzaj, że masz jakiś plan. Ot, przegrana, histeryzująca od czasu do czasu kobieta. Nawet sprawiaj wrażenie, że przyjęłaś sugestie o twojej winie. Udawaj całkiem rozbitą, niezdolną do konstruktywnego czynu.
      Gdy mąż pójdzie do pracy, wyjmij z jego plecaka ten pamiętnik i dobrze schowaj! Bo to twoja polisa na wypadek rozwodu! Gdy mąż wróci i będzie pytał, powiedz mu, że spaliłaś ten pamiętnik, bo nie chcesz mieć pod swoim dachem "tej rzeczy"! Że niby poniosły cię emocje.
      Potem niech wszystko niby to powoli "wraca do normy". Aż pan poczuje, że ustabilizował sytuację w domu. Wtedy zapewne znów spróbuje romansu. A ty po cichu kontroluj go
    • ghrtth Re: czy poinformować pana,że jego żona 31.12.13, 21:37
      Babo, mam wrażenie, że największy Twój problem to niskie poczucie własnej wartości.

      Od razu w tej sytuacji ustawiłaś się na gorszej pozycji, pewna, że usłyszysz od męża, jaką to wielką miłość spotkał. To nie ta historia. Po pierwsze: to Ty jesteś żoną, statystyki są po Twojej stronie. Po drugie: to mąż jest tutaj winny i on powinien się tłumaczyć, zabiegać, spełniać Twoje warunki.

      Z tej perspektywy patrz na to wszystko, a wiele spraw się ułatwi.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka