taka scenka.
Godzina 15:00. Wchodzi do szkoły Pan, woń alkoholu miesza się z miętówkami. Czuć było w całym korytarzu. Idzie na górę i nie słyszy (lub słyszy i olewa) nawoływania pań, że na teren szkoły nie wolno. Wraca z chłopcem (zerówka).
Chłopiec: miałeś być o pierwszej

facet: a nie o trzeciej?
Nie zataczał się i nawet pamiętał o plecaku dziecka, do dziecka zwracał się ciepło. Wyglądał tak trochę cwaniacko, choć i dziecko ubrane schludnie i on też.
I co mi do tego?...
Właśnie, że nic.
Mógł przecież opijać jakieś imieniny w pracy. Mógł to być incydent a nie norma.
Mimo wszystko byłam zaniepokojona... czy słusznie... nie wiem...