Dodaj do ulubionych

syndrom ofiary

17.01.14, 15:32
Każdy zna z własnej przeszłości i być może teraźniejszości życia szkolnego swoich pociech dzieci-ofiary,"kozły ofiarne",typowych "chłopców do bicia",jak zwał tak zwał...generalnie funkcjonują różne pojęcia na to zjawisko.I tak z biegiem lat na podstawie obserwacji i przemyśleń dochodzę do wniosku,że ok. można wejść w taką rolę ze względu na odróżnianie się od konkretnego jednolitego środowiska ( kujon w grupie leserów, nieuk w grupie kujonów), podpadnięcie grupowej gwieździe socjometrycznej, słabość psychiczną prowokująca do złośliwości/dręczenia/wyśmiewania...Ale co jeśli trafi się osoba,która ląduje na takiej pozycji prawie w każdej grupie,w której się znajdzie? Tu już chyba nie można mówić o pechu? Nieumiejętność dostosowania się? A może odejdźmy od grupowego mieszania? Nigdy nie spotkałyście takiej osoby jako dzieci albo wśród rówieśników Waszych pociech? Osoby, która czego by nie zrobiła,zawsze prowokowała do wyśmiania,kopnięcia,wyszydzenia? Mówię o takich osobnikach,które otoczenie lubi obracać jak na ruszcie i zawsze znajduje się jakiś szczegół,do którego można się przyczepić. Z czego to wynika?Syndrom ofiary można nabyć,ale może też po prostu urodzić?
Obserwuj wątek
    • gazeta_mi_placi Re: syndrom ofiary 17.01.14, 17:21
      W mojej klasie w podstawówce były aż dwie takie osoby, obydwie po ukończeniu szkoły i trafieniu do dwóch innych i innego środowiska nie były już kozłami ofiarnymi, może i nie były gwiazdami, ale traktowano ich normalnie, niczym się nie wyróżniały.
      Podobnie pewna nauczycielka, w szkole podstawowej uczyła pewnego przedmiotu (klasy wówczas 7/8 czyli odpowiednik dzisiejszego gimnazjum) i nie radziła sobie z klasą która robiła co chciała.
      Zaś w dobrym miejscowym liceum zmiana o 180 stopni, normalnie sobie radziła z młodzieżą i z wykładaniem przedmiotu, zero problemów, a ta sama osoba.
      Widziałam naocznie.
      • iwoniaw Re: syndrom ofiary 17.01.14, 17:36
        No i tu się zgodzę z gazetą. Są środowiska, które po prostu mają nadreprezentację patologicznych jednostek czujących przymus "obracania kogoś na ruszcie" i zawsze kogoś się czepią - najczęściej wśród normalnych ludzi te same jednostki są traktowane po prostu... normalnie. Zdrowi psychicznie ludzie po prostu pozwalają innym żyć w spokoju, nawet jeśli za nim nie przepadają. Zmierzam do tego, że nie w każdej grupie musi być ofiara i jeśli ktoś się nią staje raz za razem, to raczej skłonna jestem przypuszczać, że ma pecha, niż że coś z nim nie tak. To z dręczycielami coś jest nie tak, że czują przymus pastwienia się nad kimś, kto ich nie zaczepia w żaden sposób, że prowokuje ich tylko to, że ktoś jest "inny" - z najbardziej absurdalnymi objawami tej inności włącznie.
    • butch_cassidy Re: syndrom ofiary 17.01.14, 17:40
      Zaczęłam ostatnio ciekawą książkę na ten temat. Piszą w niej, że jednym z powodów może być obserwowanie jednego z rodziców w roli ofiary (potulne znoszenie docinków, itp).

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka