k873
17.01.14, 15:32
Każdy zna z własnej przeszłości i być może teraźniejszości życia szkolnego swoich pociech dzieci-ofiary,"kozły ofiarne",typowych "chłopców do bicia",jak zwał tak zwał...generalnie funkcjonują różne pojęcia na to zjawisko.I tak z biegiem lat na podstawie obserwacji i przemyśleń dochodzę do wniosku,że ok. można wejść w taką rolę ze względu na odróżnianie się od konkretnego jednolitego środowiska ( kujon w grupie leserów, nieuk w grupie kujonów), podpadnięcie grupowej gwieździe socjometrycznej, słabość psychiczną prowokująca do złośliwości/dręczenia/wyśmiewania...Ale co jeśli trafi się osoba,która ląduje na takiej pozycji prawie w każdej grupie,w której się znajdzie? Tu już chyba nie można mówić o pechu? Nieumiejętność dostosowania się? A może odejdźmy od grupowego mieszania? Nigdy nie spotkałyście takiej osoby jako dzieci albo wśród rówieśników Waszych pociech? Osoby, która czego by nie zrobiła,zawsze prowokowała do wyśmiania,kopnięcia,wyszydzenia? Mówię o takich osobnikach,które otoczenie lubi obracać jak na ruszcie i zawsze znajduje się jakiś szczegół,do którego można się przyczepić. Z czego to wynika?Syndrom ofiary można nabyć,ale może też po prostu urodzić?