Dodaj do ulubionych

Prawo do rozstania

03.02.14, 14:50
Jakie jest Wasze zdanie w temacie rozstań związkowych? Czasem się słyszy albo można przeczytać, że ten który odchodzi od żony( lub ta-od męża) to świnia, że zmarnował jej lata, że jak on mógł, w ogóle to nieodpowiedzialny gnój.
Czyli jak raz ktoś się zdeklaruje, ze chce z kimś byś to już nie ma prawa zmienić zdania?
Czy odpowiedzialność to pozostanie w związku w ktorym jest źle? Czy może jednak odpowiedzialnością jest rozstać się i dac sobie i partnerowi szansę na szczęście?
Czy jedynym wyznacznikiem przyzwoitości jest fakt czy ktoś pozostał z żoną?

Obserwuj wątek
    • mx3_sp Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 14:52
      jakieś te poglądy z końcówki lat 80.
    • guderianka Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 14:57
      Wg mnie wszystko jest kwestią zasad w związku-innym nic do tego
      Nie przysiąg kościelnych, cywilnych-ale ustaleń między partnerami
      Jeśli kochamy się, szanujemy, dajemy prawo do wolności-wyboru, umysłu, emocji -powinniśmy też być świadomi że rozwój partnerów w związku nie zawsze idzie w tym samym kierunku. Czasem drogi się po prostu rozchodzą (w moim odczuciu często w wyniku zbyt małej liczy wspólnych ważnych spraw)rozmijają się.
      Od kilkunastu lat mam zdanie krytyczne wobec tekstu przysięgi małżeńskiej, które wymusza na ludziach fałszywą wierność (co to za wierność gdy serce płacze bo jest źle?) przymus zostania ze sobą (bo przysiega, bo dzieci, bo nie wypada)
      Związek -może być zniewoleniem-ale dobrowolnym, w akceptowalnych przez obie strony granicach. Nie wyobrażam sobie tkwić, w czymś w czym mi źle bo coś tam. To tak jakby chodzić w za małych i brzydkich butach uncertain
    • vilez Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 15:01
      Małżeństwo czy związek nie jest niewolnictwem, nie jest ani posiadaniem człowieka, ani na zawsze.
      Każda umowa może być zmieniona lub wypowiedziana. Dlatego prawo nie pociąga do odpowiedzialności za rozstanie czy rozwód. stawia tylko warunki tego rozstania (alimentacja, opieka nad dziećmi, prawo do rozstrzygania prawnego kwestii spornych np. majątkowych).
      Ludzie się zmieniają, priorytety się zmieniają, uczucia wygasają, związki się wypalają. Działa prawo wielkich liczb: któreś związki MUSZĄ się nie udać (statystyka).
      Tyle.
      Zakusy właścicielskie i "dośmiertnie-gwarancyjne" mają ludzie z niskim poczuciem wartości własnej. Roszczenia w tym względzie są zawsze żenujące i wystawiają ich na pośmiewisko. Ale oni tego nie widzą.

      Co nie oznacza, że rozstanie nie bywa dramatem. Bo często jest,. Ale życie w ogóle bywa dramatyczne- taka jego "przywara".
      • mag1982 Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 15:13
        Zgadzam się z większością tego, co napisałaś. Uważam jednak, że czasem ludzie za szybko się rozstają zamiast spróbować "powalczyć" o związek. Przez 11 lat mieliśmy dwa naprawdę poważne kryzysy, które o mały włos nie skończyły się rozstaniem. Z perspektywy czasu cieszę się, że tak się nie stało.
        • vilez Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 15:29
          To już są indywidualne kwestie.
      • incubus_1 Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 15:51
        Zakusy właścicielskie i "dośmiertnie-gwarancyjne" mają ludzie z niskim poczuciem wartości własnej. Roszczenia w tym względzie są zawsze żenujące i wystawiają ich na pośmiewisko. Ale oni tego nie widzą.

        Nie, ludzie odpowiedzialni, którzy wiedzą, że ICH decyzja o rozstaniu często rujnuje życie drugiego człowieka. I owszem, dopuszczam możliwość rozstania, ale z naprawdę poważnych przyczyn, a nie z powodu "zakochania" się w kim innym, bo to jest właśnie śmieszne, że ktoś rozwala życie innemu człowiekowi, który mu ufał i wierzył, który miał pełne prawo czuć się bezpiecznie w imię chwilowej zachcianki i zauroczenia.
        • vilez Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 16:19
          A czy ja cokolwiek napisałam op przyczynach? Zwłaszcza zaś- o lekkich?
          Skąd te dopowiedzenia?
          • jola-kotka Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 18:53
            A zakochanie się w kimś innym to jest lekka przyczyna?Moim zdaniem nie.
        • blond_suflerka Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 17:36
          incubus_1 napisała:

          > Nie, ludzie odpowiedzialni, którzy wiedzą, że ICH decyzja o rozstaniu często ru
          > jnuje życie drugiego człowieka. I owszem, dopuszczam możliwość rozstania, ale z
          > naprawdę poważnych przyczyn, a nie z powodu "zakochania" się w kim innym, bo t
          > o jest właśnie śmieszne, że ktoś rozwala życie innemu człowiekowi, który mu ufa
          > ł i wierzył, który miał pełne prawo czuć się bezpiecznie w imię chwilowej zachc
          > ianki i zauroczenia.

          No tak ale ja nie pisałam o powodzie rozstania.
          W imię zakochanie w kimś innym(chwilowym, oczywiście najlepiej bez zdrady) nie ma sensu burzyć tego co budowało się latami. Jestem za tym, żeby walczyć o związek tyle ile można. Terapia, rozmowy, wyjazdy. Pytanie co wtedy jesli nic z tego nie wychodzi? Mąż byłby zawiedziony, że chcesz od niego odejść a Ty byłabyś zawiedziona zostając. Czyje dobro jest wazniejsze?
        • naomi19 Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 23:38
          rujnuje życie drugiego człowieka.
          jezu
          skoro całe swoje życie na calusieńkiej płaszczyźnie opierasz na mężu to akurat świadczy o tym, o czym pisze vilez- o zerowym poczuciu własnej wartości
          małżeństwa może być żal, wspólnego majątku, pełnej rodziny, ale WALI MI SIĘ CAŁE ŻYCIE?
      • fomica Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 16:03
        > Zakusy właścicielskie i "dośmiertnie-gwarancyjne"
        Eee, że co? Ja zakładam (tak, tak, wiem, naiwna i zakompleksiona) że w powaznym związku, małżeństwie, jednak o coś chodzi, nie jest to tylko przejściowa zachcianka przypadkowych ludzi, ale wazna, znacząca okoliczność która wpływa na większośc podejmowanych życiowych decyzji, która odczuwa się jeszcze po 20 latach.
        Naprawdę masz takie lekkie podejście do swojego związku - e tam, dzisiaj jest, jutro może nie byc, nie ma się co przywiązywać? Wow, co za luz. Gdyby mój wieloletni partner tak sobie postanowił że a co tam, odchodzi, to oczywiście nie zatrzymałabym go siłą (bo to oczywiśćie niemożliwe) i musiałabym się w końcu z tym pogodzic, ale nie byłoby to dla mnie łatwe i odczułabym to jako bolesne rozczarowanie.
        • vilez Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 16:18
          Przeczytaj na spokojnie, co napisałam.
          Byłam w małżeństwie 20 lat, teraz jestem też już kilka, tak że spokojniej. Ty zaś możesz być do śmierci, nie za zakazu smile
    • bri Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 15:07
      Ocena może być różna, w zależności od konkretnej sytuacji.

      Każdy ma prawo odejść, zakończyć związek, znaleźć sobie kogoś innego itp. to jest niezaprzeczalne, ale to nie zmienia faktu, że niektórzy porzucanych partnerów po prostu wykorzystali. Deklaracje prowadzące do zawarcia małżeństwa, poczęcia dzieci czy podjęcia innych wspólnych zobowiązań bywają od początku nieszczere. Czasem złe jest właśnie to, że ktoś zbyt długo zwlekał z zakończeniem związku, mając świadomość, że to na pewno nastąpi.
      • lily-evans01 Re: Prawo do rozstania 05.02.14, 14:04
        Deklaracje prowadzące do zawarcia małżeństwa, poczęci
        > a dzieci czy podjęcia innych wspólnych zobowiązań bywają od początku nieszczere
        > .

        O to to. I naprawdę trudno potem z tym żyć, kiedy musisz np. choćby raz na ileś dni oglądać twarz nieuczciwego wobec ciebie człowieka, bo ma kaprys pobawić się w tatusia.

        A teraz mnie zjedzcie za tę ostatnią opinię, mam to gdzieś, moje wrażenie jest takie, że bardzo swobodnie i "wolnościowo" o rozstaniu wypowiadają się w tym wątku osoby, którym to nie grozi, bo czują się "pewne" swojego partnera. Bądź też kiedyś tam rozstały się z partnerem nieciekawym, niefajnym i wyszły na tym dobrze. Kiedyś, dawno temu, kiedy nie miałam dziecka, uważałam np. opiekę naprzemienną za fajne rozwiązanie, jak też i szybkie rozwody itp. itd. Niestety czasem życie bardzo boleśnie weryfikuje szumne poglądy.
    • blond_suflerka Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 15:13
      Inspiracją był wątek o rozstaniu Piotra Kupichy. Zrobiła się z tego mała dyskusja o rozstaniach w ogóle. Kiedy napisałam że każdy ma do tego prawo, padły odpowiedzi, że zdecydowanie nie. Że rozstania to świństwo i odpowiedzialny człowiek tego nie robi.
      No oczywiście to tylko forum. Ale w realu też przy okazji różnych rozstań, mozna usłyszeć takie komentarze.
      Stąd moja ciekawość jakie Wy macie poglądy.
      • kropkacom Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 15:24
        Mnie tylko przeraża/śmieszy sytuacja, gdzie pan (tak, pan) szybko odnajduje się w ramionach (koniecznie) młodszej partnerki. Taki banał po prostu.
        • blond_suflerka Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 15:30
          No tak, to banał. I smutny i smieszny. I w takiej sytuacji naturalne jest wkurzenie i pewna bezsilność, że zostało się wymienioną na nowszy model. Tu zdecydowanie natura nie jest sprawiedliwa.
          Tylko z drugiej strony-ile jest warte zostanie w małżeństwie faceta, który marzy o takim młodszym modelu. Nie, że czasami fantazjuje czy ogląda się na ulicy czy coś w ten deseń ale permanentnie nie jest zadowolony ze swojej żony i marzy mu się młoda dziewczyna. Czy to naprawdę takie szczęście, jak taki facet jednak zostaje z tą żoną?
          • kropkacom Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 15:34
            > Czy to naprawdę takie szczęście, jak taki facet jednak
            > zostaje z tą żoną?
            To chyba jego żona musi stwierdzić.

            • blond_suflerka Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 15:37
              kropkacom napisała:

              > > Czy to naprawdę takie szczęście, jak taki facet jednak
              > > zostaje z tą żoną?
              > To chyba jego żona musi stwierdzić.

              No tak, celna uwaga. Każdy musi sam rozstrzygnąć co dla niego jest dobre.
    • cherry.coke Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 15:19
      Kazdy ma prawo sie rozstac, po prostu twoje tego prawa obrony dotycza najczesciej panow rozstajacych sie z zona i biegnacych do nowej, czesto juz ciezarnej pani. I tego zdaje sie dotyczyly dyskusje w watku Kupichy.
      Czy to twoja preferencja, czy taki jest swiat, oczywiscie pozozstaje do rozstrzygniecia smile
      • blond_suflerka Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 15:25
        Nie jest prawdą to co napisałaś. Nigdzie nie broniłam mężczyzn, którzy odchodzą od żon/partnerek do innych partnerek w ciąży. Wskaż mi takie posty jeśli je znasz.
        Jeśli chodzi o historię z Korzeniowskiem to w ogóle nie wiedziałam, ze on zdradzał swoją żonę a kochanka zaszła w ciążę. W dyskusji o jego rozstaniu odnosiłam się tylko do tego co kiedyś usłyszałam w wywiadzie z nim a mianowicie, że po zakończeniu kariery, kiedy wrócił do domu i zaczął tam przebywać na co dzień, okazało się, że niewiele go łączy z żoną. Tylko do tego się odnosiłam. Jeśli jest tak jak piszesz to oczywiście zmienia postać rzeczy ale ja tych faktów nie znałam.
        W żadnym innego wątku w temacie pana rzucającego żonę dla ciężarnej kochanki nie uczestniczyłam.
        • sanciasancia Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 17:12
          > Jeśli chodzi o historię z Korzeniowskiem to w ogóle nie wiedziałam, ze on zdrad
          > zał swoją żonę a kochanka zaszła w ciążę. W dyskusji o jego rozstaniu odnosiłam
          > się tylko do tego co kiedyś usłyszałam w wywiadzie z nim a mianowicie, że po z
          > akończeniu kariery, kiedy wrócił do domu i zaczął tam przebywać na co dzień, ok
          > azało się, że niewiele go łączy z żoną. Tylko do tego się odnosiłam.
          Aha, czyli komentujesz sytuację, o której nic nie wiesz i do tego odnosisz się do niej wybiórczo. Żenada.
          • blond_suflerka Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 17:38
            A Ty znasz wszystkie fakty? A skąd? Rozmawiałaś z nimi?
            To jest śmieszne co piszesz. Rozmowa była o rozstaniu jako takim. Fakty publiczność zna takie jakie są podane. Czy to jest według Ciebie cała prawda? Wszystko wiesz-kto i kiedy co zrobił w danym związku, jak tam było?
            • sanciasancia Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 17:57
              > To jest śmieszne co piszesz. Rozmowa była o rozstaniu jako takim. Fakty publicz
              > ność zna takie jakie są podane. Czy to jest według Ciebie cała prawda? Wszystko
              > wiesz-kto i kiedy co zrobił w danym związku, jak tam było?
              To jest żałosne, co piszesz. Sprawa była wałkowana po wielokroć i w prasie (ze względu na aspekt prawny) i w internecie. Po prostu nie chciało ci się nawet sprawdzić, co komentujesz. Naprawdę zastosuj te nawoływania o merytoryczność wypowiedzi najpierw do siebie, bo to nawet nie jest już śmieszne.
    • woman_in_love powinno być zakazane 03.02.14, 15:36
      W Chile do 2004 nie istniały rozwody i było dobrze, niestety degrengolada i cywilizacja śmierci dotarły i tam.
      • vilez Re: powinno być zakazane 03.02.14, 15:37
        Zapomniałaś o Malcie. Tam też było jak w raju big_grin
    • fomica Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 15:44
      Wejście w związek, zwłaszcza z takimi konsekwencjami jak małżeństwo, dzieci, to długofalowa inwestycja, przewidziana na kilkadziesiąt lat. Decyzje podejmowane w wieku 25 lat (np. o liczbie dzieci i opiece nad nimi, rodzaju pracy, ograniczeniu innych zyciowych szans - wyjazdow, awansów, odrzucenie innych potencjalnych partnerów, o wspólnocie majątku, wzięciu kredytu i tysiące innych) moga się odbić czkawką 20 lat później.
      Wchodzac w związek i podejmujące te powyższe decyzje, ludzie jednak zakładają, że inwestycja się zwróci - że za 30 lat będzie jakieś wsparcie za lata poświęcone dzieciom, za te wszystkie potencjalne rezygnacje, że za ten wysilek na starośc będzie raźniej we dwoje.
      Jeśli ktoś nagle po ilus latach dochodzi do wniosku że on dalej nie gra, on chce coś zmienić - zmienia reguły w trakcie gry. A tak się nie robi.
      Tak, oczywiście każdy ma prawo być szczęśliwy, ma prawo machnąć ręka i ułożyc sobie zycie na nowo - ale taka jest prawda że zrobił tej drugiej stronie świństwo, bo gdyby przewidziała że tak się skończy, to może podejmowalaby zupełnie inne decyzje w trakcie zycia i w efekcie dziś byłaby w innym miejscu.
      • vilez Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 16:24
        Nikt nikomu nie może dać takich gwarancji. Po prostu.
        Podchodzenie do małżeństwa jak do inwestycji, która ma się zwrócić to grube nieporozumienie. Małżeństwo to nie biznes. Ale, oczywiście, zabronione nie jest.
        • fomica Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 16:54
          Oczywiście że to inwestycja. Nie finansowa, na wielu innych płaszczyznach. To akurat dośc banalne prawidło psychologiczne - żeby podtrzymywac relację musi być bilans dodatni - więcej potencjanych zyskow niż strat. I taka perspektywa pogodnej przyszłości, spokojnej starości jest jak najbardziej, co prawda niepewnym, ale jednak zyskiem.
          • vilez Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 17:08
            Zupełnie tak na to nie patrzę.
            Pogodna starość jest możliwa bez męża, z innym mężem- to zupełna inna oś.
        • hellulah Re: Prawo do rozstania 04.02.14, 17:11
          Gwarancji nie ma. Ale moim zdaniem jest diametralna różnica między jednostronnym zrywaniem umowy a renegocjowaniem umowy. Oczywiście, że małżeństwo to jest rodzaj biznesu (nie w sensie wyłącznie finansowym, akurat to jest tu tylko ułamkiem znaczenia). Czym innym jest wyłożenie kart na stół i takie negocjacje, które pozwalają zachować twarz (oraz środki materialne, bo jednak finanse też coś znaczą), a czym innym "wrogie przejęcie" czy jakieś inne brudne gierki pod stołem, z osobami trzecimi.

          Gwarancji nie ma (jeśli rozumiesz przez to założenie, że na pewno nic się nie popsuje), ale może być zobowiązanie, że się zlecenie będzie wykonywane ze starannością. Zawsze coś się może ssolić, ale zakładanie, że "gwarancji nie ma" albo co gorsza, wbudowana wada ukryta (żeby po iluś latach na pewno się popsuło, bo nowszy model jest taki... nowszy) jest strasznie słabe.

          Poza tym, przypomnę, gwarancja w handlu to zobowiązanie do naprawienia uszkodzeń albo spłaty czy wymiany towaru. Partner odchodzi, bo chce? ok, ale najpierw niech wynagrodzi straty (i znowu niekoniecznie chodzi o środki do życia, choć żyć też za coś trzeba). Jeśli potrafi, robi to z klasą, to ok, gorzej kiedy nie poczuwa się do niczego.
      • blond_suflerka Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 17:32
        fomica napisał:

        > Wejście w związek, zwłaszcza z takimi konsekwencjami jak małżeństwo, dzieci, to
        > długofalowa inwestycja, przewidziana na kilkadziesiąt lat. Decyzje podejmowane
        > w wieku 25 lat (np. o liczbie dzieci i opiece nad nimi, rodzaju pracy, ogranic
        > zeniu innych zyciowych szans - wyjazdow, awansów, odrzucenie innych potencjalny
        > ch partnerów, o wspólnocie majątku, wzięciu kredytu i tysiące innych) moga się
        > odbić czkawką 20 lat później.
        > Wchodzac w związek i podejmujące te powyższe decyzje, ludzie jednak zakładają,
        > że inwestycja się zwróci - że za 30 lat będzie jakieś wsparcie za lata poświęc
        > one dzieciom, za te wszystkie potencjalne rezygnacje, że za ten wysilek na star
        > ośc będzie raźniej we dwoje.
        > Jeśli ktoś nagle po ilus latach dochodzi do wniosku że on dalej nie gra, on chc
        > e coś zmienić - zmienia reguły w trakcie gry. A tak się nie robi.
        > Tak, oczywiście każdy ma prawo być szczęśliwy, ma prawo machnąć ręka i ułożyc s
        > obie zycie na nowo - ale taka jest prawda że zrobił tej drugiej stronie świństw
        > o, bo gdyby przewidziała że tak się skończy, to może podejmowalaby zupełnie inn
        > e decyzje w trakcie zycia i w efekcie dziś byłaby w innym miejscu.

        Masz rację. Mam trudność bo rozumiem argumenty na tak i na nie.
        Wszystko prawda co napisałaś. Tylko też pytanie-do kogo należy Twoje życie? Do Ciebie czy nie? Gdzie jest ta granica bycia dobrym dla siebie a byciem dobrym dla innych.
        Jeśli całą sobą czułabyś, że nie chcesz już być z mężem(oczywiście po wyczerpaniu prób naprawy związku, wzniecenia miłości i radości z bycia razem) to co wtedy? Sam fakt pozostania to jedno. Ktoś dotrzymuje obietnicy ale co dalej? Jak wygląda codzienność w parze gdzie jedna osoba nie chce tam wcale być. Jak to wpływa na jakość relacji, dzieci, dom, przyjemności, wakacje. Czy to dalej związek czy trwanie takie pro forma?
      • jola-kotka Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 19:04
        Jeśli jedna ze stron by wiedziała że ta druga umrze w wieku 35 lat też by w taki układ nie wchodziła. Jednak co będzie za rok,dwa czy dwadzieścia nie wiemy a życie z kimś dla przyzwoitości to niszczenie samego siebie. Tego sie nie robi bo naistotniejsze jest czego my chcemy,jest nam żle trzeba odejść,łatania związków na siłę gdzie już tej miłości nie ma to głupota.
      • lily-evans01 Re: Prawo do rozstania 05.02.14, 14:06
        Święte słowa smile.
    • nangaparbat3 Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 15:46
      blond_suflerka napisała:

      > Czasem się słyszy albo m
      > ożna przeczytać, że ten który odchodzi od żony( lub ta-od męża) to świnia, że z
      > marnował jej lata, że jak on mógł, w ogóle to nieodpowiedzialny gnój.

      To najpierw trzeba zrobic rozrożnienie miedzy rozstaniem (wspolna decyzja obojga zainteresowanych) a porzuceniem (decyzja jednostronna, czesto zwiazana z lekceważeniem uczuć drugiego).
      Mnie mąż chcial porzucić, wyprosiłam odroczenie terminu, po roku z okładem rozstalismy sie, bo rozumiałam już, że tak bedzie lepiej.
      Najgorsze - wydaje mi się - są ucieczki, odejścia bez słowa, bez wysluchania pretensji i żalu tej drugiej strony, zignorowanie jej.

      > Czyli jak raz ktoś się zdeklaruje, ze chce z kimś byś to już nie ma prawa zmien
      > ić zdania?

      Co to znaczy "zmienić zdanie"? Bycie z kims to za powazna sprawa, by rozpatrywać ją w kategoriach "zmiany zdania".


      > Czy odpowiedzialność to pozostanie w związku w ktorym jest źle?

      Odpowiedzialność to pracowac nad tym, by pokonać trudności pojawiające się w związku. Nie musi się udać, ale warto choc podjąć próbę.

      Czy może jednak
      > odpowiedzialnością jest rozstać się i dac sobie i partnerowi szansę na szczęśc
      > ie?

      Jasne, na pewno odchodzi sie przez wzgląd na szczeście partnera (partnerki).
      Wydaje mi się, że nie można uogólniać: porzucenie żony (męża) moze być aktem tchorzostwa albo wielkiej odwagi. Zwlaszcza kiedy odchodzi kobieta, a nade wszystko matka, moze to być akt odwagi.
      Myślę jednak, ze każdą sytuacje jeśli w ogole mozna oceniać (watpię), to wylacznie oddzielnie.



      > Czy jedynym wyznacznikiem przyzwoitości jest fakt czy ktoś pozostał z żoną?
      >

      Oczywiście nie. Mozna nieprzyzwoicie zostać, i mozna nieprzyzwoicie odejść.
      dla mnie nieprzyzwoitoscią jest - poza oczywistą patologią - dążenie do zresetowania poprzednich partnerek/partnerow. Nieprzyzwoitoscią i glupotą, a draństwem jesli są dzieci.
      • vilez Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 16:22
        Ale sposób rozstania to inny temat, Nanga. Suflerka pyta o sam FAKT rozstania.
        • nangaparbat3 Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 16:38
          Nie ma czegoś takiego jak SAM FAKT rozstania. To teoretyczna konstrukcja, w życiu nie zdarzajaca się nigdy.
          Sposob, w jaki rozstanie (czy porzucenie, o ktorym wlasciwie pisze Suflerka) sie dokonuje ma decydujące znaczenie - chociaż trzeba wziąć pod uwagę, że często (może zawsze?) zależy od obojga partnerow, nie tylko od strony "czynnej".
          • vilez Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 16:52
            Mo to chyba czytamy inne wpisy startowe.
            I to nie jest teoretyczna konstrukcja, ale własnie- fakt. Sposób rozstania to zupełnie inna bajka, zawsze jest jakiś sposób. Nie rozstania bez sposobu rozstania. Tu chodzi właśnie o fakt rozstania -czy on zachodzi, czy tez nie, i czy mamy do tego FAKTU prawo.
            Nie o ratowanie, powody, ale właśnie o fakt.
            • nangaparbat3 Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 17:03
              E, tak ogolnie się nie da. Masz prawo opuscic zone i dziecko? owszem, jesli ich nie opuscisz - nawet budujac nową rodzine z nowymi dziećmi, bedziesz dbal o to pierwsze i o jego matkę w takim zakresie, w jakim zalezy od tego dobro twego dziecka. Nie masz prawa zachowywac sie tak, jakby przestali istnieć.
              Ale to też nie do końca prawda, bo ona moze nie dać ci szansy.
              • vilez Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 17:09
                Ale toi znowu inny temat. Rozstanie nie zakłada opuszczenia dzieci. Mieszasz płaszczyzny. Znowu o sposobie rozstania.
                • nangaparbat3 Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 17:20
                  Nie mieszam, nie zgadzam sie wejść na plaszczynę abstrakcji w kwestiach dotyczacych relacji między ludźmi.
                  • vilez Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 17:52
                    Nie rozumiem jak fakt może być abstrakcją, fakt to fakt. wykonanie tego to inna oś. W sądzie orzekany rozwód też jest abstrakcją? Główna decyzja jest abstrakcją? Przeciez ten fakt dotyczy własnie ludzi.
                    Najważniejszy jest właśnie fakt: czy zostajemy razem, czy się rozstajemy. Reszta jest pochodną tego. Przecież Suflerka to napisała: że rozmawiamy o sytuacji, gdy już zostały wyczerpane wszystkie środki na bycie razem i teraz chodzi o sam fakt: czy razem, czy osobno.
                    • vilez Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 17:53
                      Ps., Co do sposobu rozstawiania się, to moje zdanie znasz. Ale, jak powiadam, to inna rozmowa.
                • triss_merigold6 Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 17:22
                  Cóż, sposób rozstania i skutki są istotniejsze od samego faktu rozstania.
                  • vilez Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 17:48
                    Ale to jest dyskusja jajko-kurza.
                    • blond_suflerka Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 18:02
                      Tzn. tak-faktycznie trochę trudno rozmawiać o rozstaniu bez żadnego tła. No bo tak-czy ktoś ma prawo do rozstań z kolejnymi partnerkami co dwa lata jak ustaną hormony i zwycięży niedojrzałość? No niby ma ale to jest bardzo słabe. A czy ktoś ma prawo się rozstać jak od kilku lat jest beznadziejnie? Były proby i starania i dalej jest do bani? Wtedy takie rozstania jest bardziej usprawiedliwione i zrozumiane.
                      I styl rozstania-każdy ma prawo się rozstać ale ten kto zapomina o dzieciach albo zabiera eksowi całą kasę to nadal jedzie na swoim prawie do rozstania czy już można go zaliczyć do świni(własciwie przepraszam świnki, one są takie miłewink.
                      W tym sensie w sumie ma znaczenie jaki jest powód i sposob rozstania.
                      • vilez Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 18:09
                        Ja zakładam, że mówimy o dojrzałych decyzjach, wykonanych dojrzale i odpowiedzialnie. Bo niby czemu mam zakładać inaczej.
      • carramell Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 17:40
        porzucenie żony (męża) moze być aktem tchorzostwa albo wielkiej odwagi. Zwlaszcza kiedy odchodzi kobieta, a nade wszyst
        > ko matka, moze to być akt odwagi.

        logika ematkowa:
        jak mąż porzuca żonę to jest to tchórzostwo
        jak żona porzuca męża to jest to odwaga
        • majenkir Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 22:12
          carramell napisała:
          > logika ematkowa:
          > jak mąż porzuca żonę to jest to tchórzostwo
          > jak żona porzuca męża to jest to odwaga



          big_grinbig_grinbig_grin
    • eilian Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 15:54
      Jak jest źle w związku to trzeba to naprawiać a nie odchodzić.
    • peggy_su Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 16:17
      DLA MNIE zawarcie małżeństwa jest równoznaczne z tym, że chcę być z moim mężem na zawsze. Że będę się starała rozwijać w tej relacji, nadążać za potrzebami swoimi i męża, a jeśli będzie MI źle to zrobię wszystko, żeby to jakoś zmienić. Wiadomo, że to ja i moje podejście. Mojemu mężowi może się w każdej chwili odmienić.

      Przy czym jeśli mąż deklarował że rozumie małżeństwo podobnie, a po iluś latach zdecyduje że jest mu źle, nie ma ochoty na terapię i odejdzie bez podjęcia próby naprawy sytuacji, to najprawdopodobniej będę się czuła oszukana.

      > Czyli jak raz ktoś się zdeklaruje, ze chce z kimś byś to już nie ma prawa zmien
      > ić zdania?

      Prawo ma zawsze. Ale moim zdaniem niedotrzymanie przysięgi jest nie tylko nieuczciwością wobec partnera, ale głównie wobec siebie.

      > Czy odpowiedzialność to pozostanie w związku w ktorym jest źle? Czy może jednak
      > odpowiedzialnością jest rozstać się i dac sobie i partnerowi szansę na szczęśc
      > ie?

      Pewnie są takie sytuacjie, kiedy nie da się już zrobić absolutnie NIC, i wtedy pewnie lepiej jest się rozstać. Ale tak jak mówię, niepodjęcie próby ratowania uważam za nieuczciwe i nieodpowiedzialne.
      • jusiakr Re: Prawo do rozstania 04.02.14, 00:34
        Zgadzam sie
    • rosapulchra-0 Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 16:52
      blond_suflerka napisała:

      > Jakie jest Wasze zdanie w temacie rozstań związkowych? Czasem się słyszy albo m
      > ożna przeczytać, że ten który odchodzi od żony( lub ta-od męża) to świnia, że z
      > marnował jej lata, że jak on mógł, w ogóle to nieodpowiedzialny gnój.
      IMHO zależy to przede wszystkim od sposobu rozstania i jego powodu.
      > Czyli jak raz ktoś się zdeklaruje, ze chce z kimś byś to już nie ma prawa zmien
      > ić zdania?
      Oczywiście, że ma prawo zmienić zdanie, ale powtórzę - sposób rozstania ma niebagatelne znaczenie. Jako ciekawostkę podam mojego kolegę - on nigdy nie miał sumienia (???) rozstawać się ze swoimi kobietami, więc czynił wszystko, aby to one już nie chciały z nim być.
      > Czy odpowiedzialność to pozostanie w związku w ktorym jest źle? Czy może jednak
      > odpowiedzialnością jest rozstać się i dac sobie i partnerowi szansę na szczęśc
      > ie?
      Raczej to drugie. Pozostawanie w związku, w którym jest źle odbija się w końcu na wszystkim - zdrowiu, otoczeniu, dzieciach.. Czasem lepiej zakończyć toksyczny i zły związek niż męczyć się w nim i męczyć nim (tym związkiem) innych.
      > Czy jedynym wyznacznikiem przyzwoitości jest fakt czy ktoś pozostał z żoną?
      A co z mężem?
      >
    • nenia1 Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 17:00
      blond_suflerka napisała:


      > Czyli jak raz ktoś się zdeklaruje, ze chce z kimś byś to już nie ma prawa zmien
      > ić zdania?

      Każdy ma prawo zmienić zdanie, co nie oznacza, że zmiana zdania nie wyrządza drugiej osobie krzywdy.

      > Czy odpowiedzialność to pozostanie w związku w ktorym jest źle?

      Odpowiedzialność to raczej pracowanie nad takim związkiem, w końcu ludzie którzy żyją ze sobą ileś lat, mają dzieci coś w sobie, znaczy chyba jednak coś w sobie kiedyś widzieli?

      > Czy może jednak odpowiedzialnością jest rozstać się i dac sobie i partnerowi szansę na szczęśc
      > ie?

      Zbyt ogólne pytanie, by można było dać jednoznaczną odpowiedź. Bardziej odpowiedzialny będzie mąż, który rozstanie się agresywną pijaczką mającą tendencje do katowania własnych dzieci od męża który znajdzie sobie inną panią bo żona straciła nogę w wypadku.

      > Czy jedynym wyznacznikiem przyzwoitości jest fakt czy ktoś pozostał z żoną?

      Niewątpliwie wyznacznikiem przyzwoitości jest dotrzymywanie obietnic.
    • kowalka33 Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 17:05
      Tak , w dzisiejszym świecie wszystko wydaje się proste. Ktoś kto bierze sobie żonę czy męża za współmałżonka przysięga sobie a nie jemu że go nie opuści w zdrowiu czy w chorobie , niedostatku . Przysięga się sobie, o czym mało kto się jednak przejmuje. ZAłożenie rodziny to inwestycja na wiele lat, na świecie pojawiają się dzieci, zaciąga się zobowiązania które wiążą się z licznymi wyrzeczeniami. I najdziwniejsze jest to że w momencie rozstania ( a rozumiem że tu nie chodzi o wzajemną decyzję ze nie chcemy być razem ) jedna strona olewa własną przysięgę , zobowiązania. Podkresla się że dzieci nie ucierpią ale to mit. Dzieci pozbawione są rodzica na co dzień , żadne wizytki czy weekendy tego nie rekompensują , alimenty zaraz okazują się za wysokie a kontakty za częste bo przecież jest druga rodzina która absolutnie powinna nie być gorsza. Poczytajcie na macochach, tam każda ex to brudas, utracjusz i manipulantka która zwala ojcu jego własne dzieci, które naturalnie są głupie, niewychowane i naturalnie a jakże brudne. Tak uważam że dorosły człowiek posiadający dzieci i ułożone własne dzieci powinien pozostać w rodzinie właśnie dla tychże dzieci i współmałżonka . Jeżeli małżeństwo przeżywa kryzys ( a jasne że jak dochodzi do zdrady to go przeżywa) to powinno coś z tym zrobić (np. poprzez terapię ) , powinno też uzyskać wsparcie od rodziny czy przyjaciół. Często sama interwencja bliskich wystarczy że uświadomić komuś że robi komuś krzywdę.
      • bri Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 17:17
        Zdradzony małżonek też ma obowiązek zostać z partnerem, który go zdradził? Jego też rodzina powinna przekonywać, że powinien przełknąć ból, żeby utrzymać związek?

        Często sama interwencja bliskich wystarczy że uśw
        > iadomić komuś że robi komuś krzywdę.

        Co jeśli odejść chce właśnie ta osoba, która doznaje krzywdy?

        Piszesz tak, jakby małżeństwa kończyli tylko niewierni mężowi odchodzący do młodszych kochanek, a to wcale nie jest takie częste.

        Wydaje mi się, że najwięcej rozwodów jest inicjowanych przez kobiety z powodu alkoholizmu lub innego nałogu męża, ewentualnie jego skłonności do przemocy.
        • nenia1 Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 17:31
          bri napisała:

          > Zdradzony małżonek też ma obowiązek zostać z partnerem, który go zdradził? Jego
          > też rodzina powinna przekonywać, że powinien przełknąć ból, żeby utrzymać zwią
          > zek?

          To jest zupełnie inna sytuacja, jeśli robimy analogię do umów, to można powiedzieć, że to zdradzający naruszył w sposób istotny umowę czym doprowadził do jej zerwania. Późniejsza
          decyzja strony zdradzonej jest następstwem zdrady. To jak zwolnienie pracownika ze skutkiem natychmiastowym bo pił albo kradł, ma się nijak do wyrzucania ludzi na bruk po 40 latach pracy
          bo stracili zdrowie na taśmie.
          • vilez Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 17:54
            Sądy bywają również innego zdania.
          • bri Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 19:10
            A jak pił i bywał agresywny już przed ślubem? A jeśli on nie uważa, że jest uzależniony i ta kwestia jest dyskusyjna? Co jeśli uzależnienie jest mniejszego kalibru niż alkoholizm, jakieś zbieractwo albo masturbowanie się po 15 razy dziennie? Co jeśli zdrady wprawdzie nie było, ale nie ma też żadnych intymnych kontaktów między małżonkami.

            Znam wielu rozwodników, ale sytuacje w których można łatwo stwierdzić kto pierwszy "zerwał umowę" należą do rzadkości.

        • lily-evans01 Re: Prawo do rozstania 05.02.14, 14:13
          No i właśnie, bri, wszystko sprowadza się do pracy nad związkiem.
          Gdybym uświadomiła sobie, że mam ochotę zdradzić partnera z panem xxx pomimo wszystkiego, co mnie z moim chłopem łączy, to bym sama przed sobą szczerze się zastanowiła, DLACZEGO? Czego mi brakuje w związku? Czego mi brakuje w moim partnerze? Co mogę zrobić, żeby poprawić naszą relację, a co on może?
          I prawdopodobnie do tej zdrady by nie doszło wink.
      • dantonka Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 17:32
        kowalka33 napisała:

        >Często sama interwencja bliskich wystarczy że uśw
        > iadomić komuś że robi komuś krzywdę.

        Naprawdę myślisz, że osoba, która postanawia zerwać związek nie ma tej świadomości?
        • nenia1 Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 17:44
          dantonka napisała:

          > Naprawdę myślisz, że osoba, która postanawia zerwać związek nie ma tej świadomo
          > ści?

          Ludzie mają nieprawdopodobny talent do samousprawiedliwiania i wybielania samego siebie.
          • vilez Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 17:55
            Po obu stronach.
          • dantonka Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 18:24
            W takim razie niczego nie zmieni tutaj uświadamiająca interwencja bliskich.
            • nenia1 Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 18:36
              Czy zmieni czy nie zmieni, trudno wyrokować, jednak czasem dobrze komuś szczerze powiedzieć
              jak coś widać z boku.
    • sanciasancia Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 17:12
      Droga suflerko, problemem jest to, że bronisz każdą męską ofiarę kryzysu wieku średniego, pochylając się nad jej bólem istnienia i sugerując, że to wszystko odpowiedzialność żony, która "nie miała własnego życia". Twoje argumenty to kopanie leżącego.
      To nie chodzi o niemożliwość rozstania, tylko szybkie porzucenie starzejącej się żony dla młodszej kochanki i paskudną walkę o każdy grosz ze wspólnego majątku małżeńskiego. Wielokrotnie jest tak, że para podejmuje decyzję, że skupia się
      Dla mnie małżeństwo to jest poważne zobowiązanie, które podejmuje się na kawał życia i nie porzuca tak po prostu, bo "przestało mnie coś z mężem wiązać". Rozumiem rozstanie, gdy próby naprawy sytuacji nic nie dają, ale na pambuka, nie wyrzuca się człowieka tak po prostu ze swojego życia, tylko dlatego, że przestał do niego pasować.
      • sanciasancia Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 17:14
        I dodam jeszcze, że skupiasz się nad tym, że trzeba się rozstać, jak związek nie jest satysfakcjonujący, a nie piszesz nic o jego naprawie.
        • blond_suflerka Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 17:41
          Bzdury jakich mało. Zawsze piszę czy mówię ludziom o ratowaniu związków, wysyłam na terapię, polecam warsztaty czy literaturę w temacie komunikacji.
          Nie lubisz mnie, masz prawo. Ale bądz merytoryczna i nie wymyślaj.
          • sanciasancia Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 17:54
            > Nie lubisz mnie, masz prawo. Ale bądz merytoryczna i nie wymyślaj.
            Już raz wytknęłam ci z cytatami, co naprawdę wypisujesz (w wątku adwarp, bodajże). Nie odniosłaś się do tego, więc zastosuj proszę swój zarzut niemerytoryczności najpierw do siebie.
            To nie jest kwestia sympatii czy antypatii (mam wrażenie, że wydaje ci się, że mnie obchodzisz, jakaś mania wielkości?), po prostu uważam, że twoje wypowiedzi są szkodliwe, bo de facto krzywdzą zdradzane i porzucane żony, a przez to, że oblane są pseudopsychologicznym sosem, wydają się takie mądre i przemyślane i trudniej z nimi dyskutować.
        • vilez Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 17:59
          Sancia, to nie jest prawda, co piszesz. Zobacz, co napisała Suflerka (w tym wątku to napisała):
          Jeśli całą sobą czułabyś, że nie chcesz już być z mężem(oczywiście po wyczerpaniu prób naprawy związku, wzniecenia miłości i radości z bycia razem) to co wtedy?
          • nenia1 Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 18:10
            Problem w tym, że suflerka właściwie formułuje pytanie w ten sposób, że nie da się udzielić innej odpowiedzi, ona sama się nasuwa, prawda?
            Tylko, że w rzeczywistości bardzo rzadko nie udaje się naprawić związków, gdzie dwie osoby łączyła kiedyś miłości i te dwie osoby mocno, otwarcie i szczerze, bez szukania pocieszenia u osób trzecich, walczą o swój związek sięgając po różne środki, z dobrym psychoterapeutom włącznie.

            Na ogół ludzie próbą ratowania związków nazywają chaotyczne poruszanie się między partnerem a tą/tym trzecim, by w końcu dojść do wniosku "próbowałem, ale nie da się".
            • vilez Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 18:14
              Tego nie możesz powiedzieć. Coraz więcej jest głosów, że dzisiejsze rozstania są właśnie wyrazem dojrzałości. Ludzie (ca\e społeczności) dojrzewają do tego, by się zgodzić w tym, że nie ma sensu się męczyć, kiedy to jest rzeczywiście męka. A kiedyś się męczyli.
              • nenia1 Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 18:21
                vilez napisała:

                > Tego nie możesz powiedzieć. Coraz więcej jest głosów, że dzisiejsze rozstania s
                > ą właśnie wyrazem dojrzałości.

                Tak, wtedy gdy jedna strona w związku ewidentnie krzywdzi, czyli przemoc, alkoholizm, zdrady, lenistwo itd.
                Ale ja mówię o sytuacji, gdy obie strony chcą i uczciwie pracują nad tym, żeby związek zaczął dobrze funkcjonować.
                • vilez Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 23:05
                  Powtarzam: ja mówię o sytuacji, gdy już nie ma nad czym pracować, gdy ludzie się ze sobą męczą. Nie rozumiem, po co podnosicie inny temat, niż rozstanie. Wygląda no na odbijanie faktu rozstania za wszelką cenę.

                  Co do pisania Serferki, ja ją rozumiem. Pisze jasno i składnie., I trafia generalnie celnie w problem. Mam poczucie, że niektórych boli to, co ona pisze, bo dobrze opisuje pewne mechanizmy i stawia celne pytania.
                  Być może jest tak dlatego, że ona za punkt wyjścia przyjmuje dojrzałość osób, których przypadki są omawiane. A wy z góry zakładacie niedojrzałość (że odchodzi "za szybko" itd). Przedziwne założenie.
            • blond_suflerka Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 18:19
              Ciekawa refleksja. Być może masz rację. Ludzie się rozstają bo próby naprawy związku są dalekie od tych fachowych. Czekają, że samo się naprawi, nie chcą zgodzić się na terapię albo nie wierzą w jej sens.
              Pytanie nie dotyczyło zdrady chociaż te oczywiście często(?) mają miejsce jeśli już mowa o kryzysach.
              Akurat zakładając ten wątek w ogóle nie koncentrowalam się na zdradzie. Raczej na sytuacji, kiedy ktoś czuje, że nie chce już być z partnerem. Nie chodzo o to, że jest bardzo źle ale o to, że już nie jest tak fajnie. I nie chodzi tu o zwykłą i naturalną monotonię ale o sytuacje kiedy ktoś nie może odnaleźć tej radości z bycia z kimś. I tak trwa własnie ze względu na odpowiedzialność no ale czy to na pewno dobre dla niej(tej, która już nie chce tego związku) i dla meżczyzny, któremu już nie daje tyle ciepła, miłości, wsparcia.
              Ta dyskusja nie ma chyba dac jednej odpowiedzi. To tak raczej to przeczytania co uważają inni, zawsze można się zainspirować, zmienić zdanie albo to zdanie w ogóle ukształtować.
              • nenia1 Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 18:34
                blond_suflerka napisała:

                > Ciekawa refleksja. Być może masz rację. Ludzie się rozstają bo próby naprawy zw
                > iązku są dalekie od tych fachowych. Czekają, że samo się naprawi, nie chcą zgod
                > zić się na terapię albo nie wierzą w jej sens.

                Bo ja generalnie mam mało romantyczną wizję miłości, otóż nie sądzę, że spada z nieba i trwa do grobowej deski bez naszego wysiłku.
                A do tego nie lubię bierności, jednym słowem uważam, że to czy będę szczęśliwa i to czy będę miała dobry związek zależy w dużej mierze ode mnie.
                Oczywiście druga strona też musi chcieć, ale złudne jest oczekiwanie, że szczęście da nam ktoś lub coś, ot tak po prostu bez naszego udziału. Oczywiście w perspektywie krótkoterminowej faktycznie nowy partner nakręci bardziej niż ten stary - efekt nowości zazwyczaj działa. Ale doświadczenie mi mówi, że wszystko mija i to co nowe robi się stare. Dlatego z mojego punktu widzenia lepiej wytworzyć sobie dobry, szczęśliwy związek, a taki wymaga pracy i zrozumienia, że jeśli oboje będziemy dużo dawać to równocześnie będziemy także dużo brać. Jeśli ktoś wierzy w to, że dobro powraca to właśnie w takim związku może się o tym przekonać. To wymaga jednak dojrzałości obu partnerów, otwarcia się na inność i sporo akceptacji, nie na zasadzie "musisz się dla mnie zmienić", ale "zmieniam się dla ciebie a ty zmieniasz się dla mnie".
                • blond_suflerka Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 21:12
                  Ze wszystkim się zgadzam. Tylko jedno dodam.

                  Komuś tutaj w odpowiedzi napisałam przed chwilą, że bardzo mi się podoba to co napisałaś, że jak kiedys była miłość to chyba małe szanse, żeby jej nie wznowić jak się ludzie postarają. I byc może te rozstania to jednak zbyt małe staranie się. Tylko jednak jest jakiś procent par, które rozstają się na terapii zamiast się 'pogodzić'. Może tam tez zbyt szybko odpuszczają? W sumie byłoby to możliwe bo jednak ludzie mają przeróżne podejście do terapii. Tak jak często odpuszczają klienci indywidualni(zupełnie niepotrzebnie), tak samo może pary.
                  No tak czy tak-mam nadzieję, ze Twoje wpisy będą pomocne dla czytających, którzy akurat są w jakimś kryzysie.
            • pade Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 20:10
              Problem w tym, że suflerka właściwie formułuje pytanie w ten sposób, że nie da się udzielić innej odpowiedzi, ona sama się nasuwa, prawda?
              to prawdasmile
              • vilez Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 23:09
                Bo trafia celnie w problem. To jest talent. I mam poczucie, że to ma się jej za złe- że objawia problem w jego "krasie". I nie do odbicia. A tego się nie lubi, więc się ścina głowę posłannikowi "złej" wieści.
    • dantonka Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 17:37
      blond_suflerka napisała:

      > Jakie jest Wasze zdanie w temacie rozstań związkowych? Czasem się słyszy albo m
      > ożna przeczytać, że ten który odchodzi od żony( lub ta-od męża) to świnia, że z
      > marnował jej lata, że jak on mógł, w ogóle to nieodpowiedzialny gnój.

      Uważam, że on/ona, który zrywa związek z powodu np. choroby dziecka, może w przypływie czułości zostać nazwanym nieodpowiedzialnym gnojem.
      Myślę, że to jest zachowanie niegodne rodzica. Chyba, że odchodzi, ale angażuje się w wychowanie dziecka, co raczej w takich przypadkach jest mocno ograniczone.
      • marzeka1 Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 17:42
        Podoba mi się, jak wyjaśniła to Nanga - widzę to podobnie, tyle że nie umiałam tego tak dobrze ująć.
        • vilez Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 18:05
          Ale CO Nanga wyjaśniła? Bo to jest nie na temat.

          Mam wrażenie, ze wiele osób nie doczytało tego, co napisała Suflerka, albo coś wypiera. Suflerka zapytała o sytuację po wyczerpaniu się prób naprawy itd. A wy nawracacie w kółko Macieju do tej naprawy. Wygląda mi to tak, jakbyście nie chcieli rozmawiać o rozstaniu.

          Suflerko, może jeszcze raz określ TEMAT. Z jego brzegowymi warunkami wink Żeby się nie rozsprzęgało. Czy to jest watek o kulturze rozstawiana się czy samym rozstaniu. Ja odczytałam, ze o tym drugim, bo pierwsze zakładam z góry (a i rozmowa o niekulturalnym rozstawaniu się mnie za bardzo nie nęci).
          • marzeka1 Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 18:08
            No ludzie się rozstają, tak przecież jest, powody różny, ale dla oceny sytuacji, tego samego FAKTU, ważny jest przecież kontekst.
            • vilez Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 18:11
              No własnie. A Suflerka zapytała, czy można tak po prostu, za sam fakt rozstania, napisać o kimś, że gnój czy inne takie. Nie znając kontekstu. Ja zakładam, że ktoś miał poważne powody, i tyle.
          • pade Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 20:13
            w poście startowym nie ma NIC o naprawie związku
            • vilez Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 23:14
              I z tego wywnioskowałaś, że nie naprawiano związku? A czemu? Bo mnie się z automatu nasuwa coś przeciwnego- że naprawiano.
              Zobacz, jak różne rzeczy ludzie mają w "oczywistościach". Dla mnie te oczywistości (ich treści) są wymowne. Jak mało osób zakłada dojrzałe, przepracowane rozstanie. I jak wiele osób sądzi, że rozstania są skutkiem niedojrzałości. Bo dla mnie są wyrazem dojrząłości. To trudna, poważna decyzja, i skoro ludzie ją podejmują, to widocznie mają ku temu powody. Tak sądzę o ludziach.
              Pozostaje mi tylko kręcić głową z niedowierzaniem nad niskością tych "standardów". Serio.
              • pade Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 23:24
                Vilez, brzmiałabyś wiarygodniej gdybyś napisała: podjęłam dojrzałą decyzję o rozstaniu.
                Zakładanie, że rozstają się dojrzali ludzie (tylko?), jest po prostu śmieszne.
                • vilez Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 23:46
                  Nie rozumiem. Zakładasz, że dorośli ludzie nie są dojrzali??? No ja jednak zakładam, że są. Uważam to za punkt wyjścia do wszelakich rozważań bez szczegółów. Te szczegóły co najwyżej rzucą inne światło. Ale wyjściowo trzeba zakładać dojrzałość, bo to przymiot ludzi dorosłych.
    • alexa0000 Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 17:59
      Ludzie są ulomni.Myślę, że gros przysiegajacych nie myśli o tym , co będzie za iks lat. Zmieniają się priorytety, pojawiają się nowi ludzie, fascynacje. I o ile każdy ma wg mnie prawo do rozstania, o tyle nie każdy potrafi zrobić to uczciwie, bez wcześniejszych kłamstw, matactw, oszukiwania, a to często wkrwia drugą stronę najbardziej. To, że moj mąż mi przysięgał, nie oznacza, że wierzę mu bezgranicznie w wieczne pozostawanie u mojego boku. Nie dlatego, że jest kłamcą, ale dlatego że wiem, jacy są ludzie i związki.nie dalabym zlamanego grosza za nikogo w tej kwestii.
      • blond_suflerka Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 18:07
        No właśnie. Ciekawa jest też niemożność określenia czy jeszcze warto dalej walczyć. Każdy kto jest dłużej w związku wie, ze w relacji są przypływy i odpływy, że się kocha ale czasem nie lubi albo bywa się poirytowanym. Nie musi to wcale wynikać z zachowania partnera(bo jak wynika no to jest sprawa do przegadania). Trudno chyba wyczuć ile czasu należy czekać na przepływ jeśli trwa odpływ albo ile lat terapii pomoże. Pól roku-nadal źle, rok-nadal nie tak. Ile jeszcze trwać i czekać?
        No i też podejmując decyzję o rozstaniu nigdy nie wiadomo czy to dobra decyzja.
        Mnie bardzo razi tylko takie łatwe ocenianie-ktoś zostawił więc jest nieprzyzwoitym fiutem. Tymczasem można zostać i być okrutnym wobec żony czy męża. I rozstac się uczuciwie, pozostać w przyjaźni, pomagać sobie. Sam fakt pozostania w małżenstwie nie jest rownoznaczny z tym, że ktoś jest dobry i wspaniały.
        • vilez Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 18:11
          10/10
        • marzeka1 Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 18:11
          CytatMnie bardzo razi tylko takie łatwe ocenianie-ktoś zostawił więc jest nieprzyzwoitym fiutem. Tymczasem można zostać i być okrutnym wobec żony czy męża. I rozstac się uczuciwie, pozostać w przyjaźni, pomagać sobie. Sam fakt pozostania w małżenstwie nie jest rownoznaczny z tym, że ktoś jest dobry i wspaniały.

          - no a jak pan nie chce się rozstać w przyjaźni? Pomagać? Bo moja przyjaciółka z takim fiutem się kiedyś związała- pan miał 38 lat, w tym samym wieku żonę i dzieci troje; ona- miała lat 19 i wg pana on miał "prawo do szczęścia"- rozstanie, rozwód- fiut czy nie fiut? Dla mnie fiut jak drut.
          Stąd od całego kontekstu sprawy nie da się uciec.
          • vilez Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 18:18
            Nie rozumiem kwestii. O co Ty pytasz? Pan chciał się rozwieść, czy nie? W zgodzie, czy nie? Pytasz jednak o sam fakt, tak? Czyt miał prawo W OGÓLE się rozwodzić, tak?
            Jeśli o to ostatnie, to- tak, miał prawo.
            Z czym masz problem?
          • blond_suflerka Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 18:23
            marzeka1 napisała:

            > - no a jak pan nie chce się rozstać w przyjaźni? Pomagać? Bo moja przyjaciółka
            > z takim fiutem się kiedyś związała- pan miał 38 lat, w tym samym wieku żonę i d
            > zieci troje; ona- miała lat 19 i wg pana on miał "prawo do szczęścia"- rozstani
            > e, rozwód- fiut czy nie fiut? Dla mnie fiut jak drut.
            > Stąd od całego kontekstu sprawy nie da się uciec.

            Racja. Nie da się powiedzieć, ze kazde rozstanie ma sens i jest właściwe.
            A jak się potoczyła historia przyjaciólki?
            Jak ktoś się nie chce przyjaźnić to dla mnie fiutwink Tzn. przyjaźń nie zawsze jest możliwa a już na pewno nie od razu ale mówię o sytuacji kiedy ktoś przestaje być dobry dla dzieci i dla byłej partnerki/partnera. Normalnie przez wzgląd na przeszłość ludzie w razie potrzeby sobie pomagają.
            • vre-sna Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 19:00
              A dla mnie w historii Marzeki w ogóle nie chodziło o to, że pan mógłby nie chcieć się przyjaźnić. I nie z tego powodu został nazwany fiutem.
    • najma78 Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 18:04
      blond_suflerka napisała:

      > Czyli jak raz ktoś się zdeklaruje, ze chce z kimś byś to już nie ma prawa zmien
      > ić zdania?

      oczywiscie ze ma prawo.

      > Czy odpowiedzialność to pozostanie w związku w ktorym jest źle? Czy może jednak
      > odpowiedzialnością jest rozstać się i dac sobie i partnerowi szansę na szczęśc
      > ie?

      Tak byloby najlepiej. Ludzie powinni w pore zauwazyc co nie dziala prawidlowo i sprobowac naprawic o ile widza szanse ale jesli nie to nie tkwic ze soba latami unieszczesliwiac sie nawzajem.
      Obietnice, przysiegi sa mocno nie ok bo ludzie sie zmieniaja, okolicznosci sie zmieniaja i dotfzymywanie przesieg czy obietnic wbrew wlasnym u zuciom to unieszczesliwianie siebie i oklamywanie partnera.

      > Czy jedynym wyznacznikiem przyzwoitości jest fakt czy ktoś pozostał z żoną?
      >
      Lub mezem? Nie, przyzwoitoscia jest nie oklamywac, byc szczerym. Udawanie ze jest ok to klamstwo i dziala na niekorzysc obu stron.
    • inguszetia_2006 Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 18:18
      Witam
      Moje zdanie jest takie, że lojalność,wierność etc. są fundamentalne. Ale jak żyć z kimś, kogo się nie kocha? To jest udręka. I pytanie: czy mam tyle siły psychicznej, taką konstrukcję psychiczną, że wyrzekam się miłości, bo rodzina jest najważniejsza, czy jednak kocham i ranię jednocześnie? Naprawdę nie wiem.
      Pzdr.
      Ing
      • vilez Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 18:21
        Otóż to. Dla mnie pozostanie w związku z kimś, kogo się już nie kocha, jest nie tylko zdradą samego siebie, ale także zdradą tego kogoś, z kim się pozostało. Krzywdzeniem siebie i jego.
        • blond_suflerka Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 18:28
          No właśnie. Też tak to odbieram.
          Przy podstawowym pytaniu-po co w ogóle ludzie wiążą się ze sobą i przy założeniu, że chodzi o miłość i o pewne dopełnienie, multiplikację szczęściawink to związek bez tej radości i miłości przestaje istnieć. Pozostanie na siłę jest zdradą siebie ale też krzywdą dla tego partnera. Każdy kto wie jak wygląda dobry i szczęśliwy związek-rozumie też jaka to krzywda kiedy nie dostaje się i nie daje parterowi ciepła i miłości. W imię czego więc zostać razem? Tu własnie mi zgrzyta. Czy to na pewno taka odpowiedzialność? Zostać i odciąć kogoś i siebie od szansy na miłość?
          • vre-sna Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 18:54
            Kryzys w związku nie jest podstawą do rozstania. Osobiście nie wierzę w totalne wypalenie bez udziału osób trzecich. Ale może dlatego, że sama nie przeżyłam (niekochania już na zawsze), a w przykladach podanych wcześniej te trzecie miały wielki wpływ na nagłe poczucie nieszczęścia w obecnych związkach.
            • araceli Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 20:09
              vre-sna napisała:
              > a w przykladach podanych wcześniej te trzecie miały
              > wielki wpływ na nagłe poczucie nieszczęścia w obecnych związkach.

              Czasem miały a czasem po prostu ludzie woleli zostać w wypalonych związkach od odejścia w próżnię aż pojawił się ktoś trzeci i nadarzyła się okazja.
              • vre-sna Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 20:29
                Ale, ale. Mamy poczucie wypalenia od dłuższego czasu i tak się wypalamy na spokojnie? Nie, no nie wierzę.
                Gdybym miała się tak wypalać i czekać, aż wszystko w końcu się spali... Nie, no przecież czujemy, myślimy i wyciągamy wnioski. Jesteśmy z kimś dla nas ważnym. I można, ot tak, nagle to, co ważne uznać za nieistotne? Sami z siebie?
                • vre-sna Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 20:40
                  Intuicyjnie w pytaniach Suflerki czuję manipulację, to o czym wspomniała Nenia.
                  Suflerka uzasadnia, nie wiadomo czemu, cudze wybory.
                  Przeciwieństwem jest Vilez, która podpiera się swoim doświadczeniem i je uzasadnia.
                  • blond_suflerka Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 20:57
                    Nie była moim celem żadna manipulacja. Tak jak napisałam-rozumiem argumenty na tak i na nie. Co więcej-w wątku o rozstaniu Kupichy napisałam, że każdy ma prawo do rozstania ale wcale nie uważam, że zawsze i w każdych okolicznościach. To co napisała Nenia jest bardzo ciekawe-to, że chyba nie ma szans, żeby nie wrócić do miłości jeśli ta kiedyś była. Oczywiście przy odpowiednim wsparciu. I tak sobie idealistycznie wykombinowałam po tym co napisała Nenia, że faktycznie może nawet Ci dojrzali za szybko odpuszczają.
                    Moze więc nie ma mozliwości wypalenia się miłości jeśli tylko cały czas pielęgnuje się związek? Jest to wtedy swoistym impregnatem i dla wypalenia i dla kogoś trzeciego? Może tak jak pisze Nenia-większość rozstań wynika ze zbyt małego starania się, żeby jednak zwyciężyć?
                    Oczywiście terapeuci mówią też o jakimś procencie par, które rozstają się podczas czy po terapii co by oznaczało, że nawet przy wsparciu nie zawsze daje się radę ale tu więcej wyjaśniły by jakieś statystyki, ktorych nie znam. Ile par po terapii się rozstaje a ile jednak wchodzi na wyższy poziom.
                    • vre-sna Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 21:55
                      To, w jaki sposób piszesz (i to nie jest komplement) sugeruje, że masz jakąś wiedzę nt związków.
                      Pamiętaj, że nie tylko Ty sama siebie czytasz.
                      Nie spodobało mi się to, że przedstawiając swoje zdanie ubrałaś to w pseudonaukowy bełkot. I właściwie nie wiem czemu, ale intuicyjnie wyczuwam w tym chęć wykreowania siebie poprzez postawienie problemu od d. strony.
                      Suflerko, to są tylko moje wrażenia, nie fakty. Kreując się na domorosłego psychologa możesz naprawdę zrobić krzywdę.
                      Ale powtarzam, to są tylko moje odczucia.
                      • blond_suflerka Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 22:03
                        To ja napiszę tak. Rozmowa z kimś kto ma inne zdanie może być ciekawa. Fajnie poznac czyjeś argumenty, skonfrontować ze swoimi, poddać je refleksji. No ale tylko wtedy jeśli rozmawiają kulturalni ludzie, szanują się i w takim też tonie padają ich kontrargumenty.
                        Po hasle 'bełkot' nie ma już miejsca na taką dyskusję. Na tym poziomie nie rozmawiam.
                        • vre-sna Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 22:38
                          Suflerko, ale tak to odbieram.
                          Bo tak naprawdę to co mówisz, jest wielce zaowalowane i niestety, ale, jak dla mnie, nic nie wnosi, poza zamętem. Zauważ, że Twoje wypowiedzi bronią zachowań (czuję się nieszczęśliwy, to mam prawo), które mogą być w odbiorze pejoratywnymi. A jednocześnie ta obrona jest podana w taki sposób, że można te działania uznać za słuszne. Uważam, że to jest manipulacją. Stąd w skrócie wyrażenie "bełkot".
                          • vilez Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 23:50
                            Suflerka ma prawo mówić w sposób zwięzły, naukowy- jak to określasz. Czemu toi nazwałaś bełkotem- dalibóg, nie wiem.
                            Ona nie broni zachowań pejoratywnych, to Twoje naddanie.
                            Ona pisze o rzeczach TRUDNYCH i niejednoznacznych. To różnica.
                            Opisuje je od strony wątpliwości. Co nie jest w żadnym razie manipulacją. Jest wnikliwością.
                  • vilez Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 23:16
                    > Przeciwieństwem jest Vilez, która podpiera się swoim doświadczeniem i je uzasad
                    > nia.

                    Zatem, skoro mnie tu przywołałaś w pozytywnym sensie, to powiem, że Suflerka mówi dobrze, zgadzam się z wszystkim, co napisała. To jest po prostu prawdziwe.
            • vilez Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 23:22
              > Osobiście nie wierzę w totalne wypalenie bez udziału osób trzecich.

              Ale to nie jest kwestia Twojej wiary, lecz faktów. Tzw. faza związku pustego jest opisana, nie ma co z nią dyskutować. Tak po prostu się zdarza, i żadne zaklęcia tego nie zmienią. Czasami związek dojrzałych, porządnych, uczciwych, kiedyś kochających się ludzi, dociera do tego własnie miejsca, którymi jest ta faza- związku pustego. I nic nie pomoże.
              Co z tym zrobią, w sensie: czy zdecydują się być w takim pustym związku, czy z niego wyjść, i w jakim trybie, to osobna sprawa. Ale takie związki są faktem.
              • pade Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 23:30
                Pomoże, jak obojgu zależy.
                Nie opisuj swoich doświadczeń jako reguły, to nie jest w porządku.
                • vilez Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 23:48
                  Związek pusty jest nie do odwrócenia.
                  Nie opisuję swoich doświadczeń. To wiedza ogólna.
              • vre-sna Re: Prawo do rozstania 04.02.14, 16:10
                A znasz taką parę? Ja nie znam. O fazach w związku kiedyś czytałam. Tylko nigdy z czymś takim się nie spotkałam.
                A co do wypowiedzi Blond Suflerki. Dla mnie jej wnikliwość jest manipulacyjna. W sposób zamierzony i intencjonalny wpływa na rozmówcę, by uzyskać odpowiedź : tak, każdy ma prawo do szczęścia. Podkreśla to wielokrotnie, że szczęście jest najważniejsze, bo jak tu żyć, gdy się jest nieszczęśliwym, wszak o to w życiu chodzi.
                • vilez Re: Prawo do rozstania 04.02.14, 16:27
                  Tak, znam. Niestety.
                  Te fazy związku nie są opracowane od czapy, bo się komuś tak podobało.

                  Zgadzam się z Suflerką, że subiektywne poczucie szczęścia związkowego jest poważnym kryterium bycia lub nie bycia w tymże związku. Dla mnie- chyba najważniejszym. Każde inne kryterium może być rozmaicie "obiektywizowane" i ustawiane, ale tym, co jest najbliższe i najtrafniejsze, jest owo indywidualne poczucie szczęścia (jakkolwiek definiowane).

                  Podtrzymuję, że to co trafne, i zarazem- z racji argumentacji
                  • blond_suflerka Re: Prawo do rozstania 04.02.14, 16:39
                    vilez napisała:

                    > Zgadzam się z Suflerką, że subiektywne poczucie szczęścia związkowego jest powa
                    > żnym kryterium bycia lub nie bycia w tymże związku. Dla mnie- chyba najważniejs
                    > zym. Każde inne kryterium może być rozmaicie "obiektywizowane" i ustawiane, ale
                    > tym, co jest najbliższe i najtrafniejsze, jest owo indywidualne poczucie szczę
                    > ścia (jakkolwiek definiowane).

                    Ciekawe też co dla różnych ludzi znaczy szczęście. Niektóre interpretacje są przedziwne. Zakładają na przykład, że ktoś nie jest szczęsliwy w związku, rozstaje się w sekundę, idzie szukać swojego szczęscia i ma gdzieś tą zostawioną partnerkę czy partnera.
                    Dziwne, że ktoś w ogóle pomyślał, że postępując w ten sposób można odczuwac szczęście.
                    Dla mnie szczęscie wyklucza niepotrzebne krzywdy, brak szacunku do tego co się stworzyło(związek), do osoby, którą się kochało. Tym samym nie ma mowy o zostawieniu kogoś w kłopotach albo bez żadnego wyjaśnienia czy bez zrobienia czegoś co ułatwiłoby partnerowi rozstanie- i jednoczesnym osiągnięciu szczęscia poza związkiem. Dla mnie to pewna oczywistość.
                    • vre-sna Re: Prawo do rozstania 04.02.14, 17:07
                      Na czym się skupiamy? Na szukaniu szczęścia czy na ładnych skutkach rozstania?
                      Jak sobie szukamy, to już jest ch.nia. Potem (z perspektywy strony nie szukającej) jest jeszcze gorzej.
                      Znowu nie rozumiem tej troski osoby szczęśliwej y końcu. Sorry, ta szlachetność jest fałszywa.
                      • vilez Re: Prawo do rozstania 05.02.14, 10:39
                        Widzisz, Vresna, tematem nie są skutki rozstania (które nota bene są różne, jak różni są ludzi i ich związki). Temat jest inny. Może załóżmy osobny wątek, bo takie wekslowanie naprawdę nie prowadzi do sensownej rozmowy.
                        • araceli Re: Prawo do rozstania 05.02.14, 11:12
                          vilez napisała:
                          > Widzisz, Vresna, tematem nie są skutki rozstania (które nota bene są różne, jak
                          > różni są ludzi i ich związki). Temat jest inny. Może załóżmy osobny wątek, bo
                          > takie wekslowanie naprawdę nie prowadzi do sensownej rozmowy.

                          A może Ty zrozum w końcu, że ten temat ma kontekst i tło, które chcecie wyprzeć ze świadomości. Nie da się debatować o rozstaniach nie pisząc o krzywdach jakie rozstania wyrządzają. NIE ŻYJEMY W PRÓŻNI.
                          • vilez Re: Prawo do rozstania 05.02.14, 11:49
                            Przecież wielokroć o tym pisałam. O cierpieniu itd. Nazwij tę krzywdę wreszcie. Czy krzywda jest samo rozstanie, a jeżeli tak, to dlaczego.
                            I czy uważasz, że żeby nie krzywdzić, ludzie powinni być do końca życia w swoich pierwszych związkach.
                  • vre-sna Re: Prawo do rozstania 04.02.14, 16:44
                    Ok, to teraz poproszę, żebyś spojrzała na to z innej strony.
                    Wczoraj ujrzałam w sposobie argumentacji podobieństwo do bronienia szczęścia M. Richardson. Czy M. R. nie ma prawa do szczęścia? No pewnie, że ma. A musi mi się to podobać? Nie, bo nie podoba mi się tło, na którym to szczęście zakwitło. Rozbite zostały (przy udziale dwńch stron) już dwa małżeństwa. Uwierz, to akurat znam z autopsji, że jak człowiek się zauracza, to druga połówka zawsze wypada gorzej, a odczucie niedopasowania jest takie dojmujące i straszne, że człowiek sam już nie wie, jak można było w ogóle kiedykolwiek myśleć, ze on lub ona jest tą jedyną? A to akurat w tym momencie jest wielce złudne.
                    • vilez Re: Prawo do rozstania 04.02.14, 18:03
                      Nie jestem władna wypowiadać się w materii pani Richardson. Nie śledzę szczegółów tej sprawy.
                      Natomiast nie rozumiem, co ma mieć Twoja opinia do jej życia. (poza celebrytyzmem, ale przyjmijmy, że nie jest celebrytką, tyko jakąś tam panią X). Ja się nad cudzymi życiami i związkami nie pochylam w ten sposób- nie ma mojego odniesienia się do materii w osi: podoba mi się, nie podoba. Mogę się pochylić, jeśli dana osoba sam do mnie przyjdzie z problemem i jeśli będę miała dane do wnioskowania.

                      Moje doświadczenie mówi mi, że materia związkowa i rozstaniowa jest bardzo skomplikowana i niejednoznaczna, i poza ewidentnymi przestępczymi działaniami (przemoc, oszustwa itd, wszelkie uogólnienia są o kant...

                      Obserwuję procesy społeczne i to, co mogę osobiście (ocennie) w tej materii powiedzieć, to to, ze obecny model (rozstaniowy) jest znacznie bardziej cywilizowany, niż poprzedni (formalna nierozerwalność).

                      Ja rozumiem, z czym macie problem. Z pogodzeniem się z tym. To moment aprioryczny. Na to już nic nie poradzę.
                      Ale to hamuje sensowną rozmowę, bo spycha tu temu "a'priori". Zadałam Araceli pytania trafiąjące w to założenie a'priori, i mi nie odpowiedziała.
                      • araceli Re: Prawo do rozstania 04.02.14, 18:06
                        vilez napisała:
                        > Moje doświadczenie mówi mi, że materia związkowa i rozstaniowa jest bardzo skom
                        > plikowana i niejednoznaczna, i poza ewidentnymi przestępczymi działaniami (prze
                        > moc, oszustwa itd, wszelkie uogólnienia są o kant...
                        (...)
                        > Ja rozumiem, z czym macie problem. Z pogodzeniem się z tym. To moment apriorycz
                        > ny. Na to już nic nie poradzę.

                        Żadne z Twoich dyskutantów nie zakłada nierozerwalności małżeństwa. Tyle, że żadne też nie godzi się z wybielaniem winy spowodowania czyjejś krzywdy bo 'to skomplikowane'. Z tym masz problem. Wybielasz sama siebie?
                        • vilez Re: Prawo do rozstania 05.02.14, 10:41
                          Ale o czym Ty piszesz. Czy to jest watek o wybielaniu czy nie o wybielaniu, czy o tym, że ludzie mają prawo do rozstawania się? Zastanów się, bo jesteś szalenie niekonsekwentna. Skoro mają według Ciebie prawo do rozerwalności związku, to o co Ci chodzi, skoro ja tez tak twierdzę.
                          • araceli Re: Prawo do rozstania 05.02.14, 11:24
                            vilez napisała:
                            > Ale o czym Ty piszesz. Czy to jest watek o wybielaniu czy nie o wybielaniu, czy
                            > o tym, że ludzie mają prawo do rozstawania się? Zastanów się, bo jesteś szalen
                            > ie niekonsekwentna. Skoro mają według Ciebie prawo do rozerwalności związku, to
                            > o co Ci chodzi, skoro ja tez tak twierdzę.

                            Bo Ty i Suflerka chciałybyście widzieć to tak: człowiek ma prawo do zmiany zdania i opuszczenia drugiej osoby a w związku z tym, że to jego prawo to nie można o nim mówić źle, nie można oceniać, wykluczać itd. To jest NEUTRALNE.

                            A guzik - nie jest neutralne. Skorzystanie jednej strony z prawa do 'zmiany zdania' bardzo często wyrządza krzywdę drugiej stronie. Dlatego dla większości ludzi nie są to kwestie neutralne tylko negatywne. Wy chcecie tak to przedstawić, żeby ze strefy 'negatywne' opuszczenie małżonka trafiło 'poza oś: dobro-zło' a więc było neutralne. To jest właśnie wybielanie.
                            • vilez Re: Prawo do rozstania 05.02.14, 18:19
                              Ale, dlaczego negatywne. Odpowiedz.
                              • araceli Re: Prawo do rozstania 05.02.14, 20:26
                                vilez napisała:
                                > Ale, dlaczego negatywne. Odpowiedz.

                                Ile razy można powtarzać, żeby dotarło? Krzywda wyrządzona drugiemu człowiekowi jest negatywna.

                                Może Ty w końcu odpowiedz? Dlaczego krzywdę wyrządzoną drugiemu człowiekowi porzuceniem go wybielasz stawiając 'poza osią dobra i zła'? I nie pisz proszę, że nie wiesz o jaką krzywdę chodzi - porzuciłaś męża i wylądowałaś z poczucia winy na terapii więc doskonale wiesz.
                      • vre-sna Re: Prawo do rozstania 04.02.14, 19:58
                        Nic, poza sądem syntetycznym a posteriori.
                        Też się nie pochylam, ale na bazie doświadczeń (niekoniecznie własnych) wyciągam wnioski i wyrażam opinię.
                        • vilez Re: Prawo do rozstania 05.02.14, 10:42
                          Ale JAKIE wnioski? Względem czego? Materii wątku? Przecież nie.
                          Powtarzam pytanie: jaki jest temat tej rozmowy?
                • vre-sna Re: Prawo do rozstania 04.02.14, 16:27
                  Nie, ja mówię nie. A to, że Blond Suflerka później przyznała, że kontekst ma znaczenie nic nie znaczy. Gdyż po opowiedzeniu historii przez Marzekę skupiła się tylko i wyłącznie na przyjaźni po rozstaniu. Mnie takie spojrzenie na sprawę mierzi.
                  Trochę tak jak w sytuacji, gdy głodny człowiek nid ma na chleb. Przecież może jeść bułki, prawda?
          • zla.m Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 20:13
            Może tak w imię dzieci, które sobie radośnie napłodził(a)? Dzieci, które (pomijając skrajności) chcą być z mamą i tatą, i raczej nie będą szczęśliwsze tylko od tego, że ktoś sobie radośnie podupczy z kimś nowym i dostanie erdinfinowego kopa od tego.

            Poza tym sądzę, że w dyskusji o panu P.K. określenia "gnój, bo zostawił" było skrótem myślowym odnoszącym się do tego, JAK zostawił (zostawił, bo zapłodnił pannę misskę, tak by może wcale się nie spieszył do zmiany status quo).
        • araceli Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 20:01
          vilez napisała:
          > Otóż to. Dla mnie pozostanie w związku z kimś, kogo się już nie kocha, jest nie
          > tylko zdradą samego siebie, ale także zdradą tego kogoś, z kim się pozostało.
          > Krzywdzeniem siebie i jego.

          Jakkolwiek nie jestem zwolenniczką zostawania jak się kogoś nie kocha to taki tekst odbieram jako pierwszorzędną wymówkę mającą na celu uspokojenie sumienia odchodzącego. Przecież robi to 'dla' opuszczanego, 'dla' jej/jego dobra! Brrrrr......!
    • a1ma Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 18:24
      Jesli deklaruje, ze zrobię wszystko, co w mojej mocy zeby byc razem, to jest furtka do zakończenia związku.
      Jesli mówi, ze aż do śmierci - to nie, nie ma opcji zakończenia.
    • mary_lu Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 18:42
      O rany, ale jesteś irytująca!

      Nigdy nie zostałam zdradzona ani porzucona, nie udzielam się w wątkach o zdradach, czytam je dość pobieżnie i bez wielkich emocji, ale Twoje wypowiedzi tam - nie każda konkretna, ale nagromadzenie ich w wielu wątkach, budzą moje wkurzenie. Zwłaszcza chrzanienie farmazonów w tonie "terapeutycznym".

      Zrób wreszcie coming out, wytłumacz się grzecznie z przygarnięcia biednego misia, albo z braku własnych doświadczeń, wymyślenia sobie teorii i trzymania się jej zębami, bo naprawdę - swoim upartym bełkotem psujesz KAŻDY wątek o zdradzie.
      • cherry.coke Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 19:20
        To prawda, suflerka ma profil.
    • katiko Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 19:15
      Wlasnie jestem na etapie, ze daje sobie i mezowi prawo do rozstania.
      Na razie sie poseparowalismy: pietrami mieszkania, godzinami z dzieckiem, gotowaniem, praca na rzecz mieszkania, finansami. I chyba oboje czujemy sie lepiej.
      Powod do rozstania - zadne z nas nie czuje sie szczesliwe w tym zwiazku.
      Tak, kochamy sie chyba jeszcze. Tak, szanujemy sie raczej. Ale chyba przestalismy sie lubic a tylko wymagamy od drugiej osoby.

      Natomiast uwazam, ze moralnie powinno nalezec mi sie wynagrodzenie finansowe (np. w postaci procentu od wzrostu jego wynagrodzenia od czasu jak sie poznalismy) za osiagniecia mojego meza bo go w tym przez caly czas wspieralam kosztem siebie (skonczyl magisterke, doktorat, dostal awans w pierwszym polroczu zycia jego synka z kolkami bo zona sie wypruwala by jakos dac sobie rade: pomagalam mu w zajeciach, publikacjach, prezentacjach, rzeczach w domu, gotowalam do domu i do pracy jedzenie bezglutenowe). Do tego przeszlam przez dwa pelne procesy In-Vitro by miec z nim dziecko (problem po stronie plemnikow) i tym sposobem skrocilam sobie czas do okresu przekwitania o ponad dwa lata. Niby maz to docenia ale po rozstaniu docenienie na chleb mi nie da i mojej sytuacji materialnej nie polepszy a pogorszy.
      Prawo tego niestety nie przewiduje a uwazam, ze powinno.

      Nie uwazam, ze rozstanie to swinstwo jesli sie sprobowalo wszystkiego by zwiazek ulepszyc.
      Ale rozstanie np. w sytuacjach standardowo ciezkich dla kazdego zwiazku/malzenstwa (np. nowonarodzone dziecko, zmiana kraju mieszkania, czy utrata pracy przez wspolmalzonka czy tez ciezka choroba) bez dania zwiazkowi szansu wyjscia znow na prosta (poprzez czas, terapie, leczenie) jest swinstwem i egoizmem.

      Jesli rozstanie poprawi zycie obojga - Bog z nimi. Jesli tylko jednej strony i strona ta nie uczyni nic by to drugiej jakos wynagrodzic to jest to swinstwo.
      • araceli Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 20:15
        katiko napisała:
        > skonczyl magisterke, doktorat, dostal awans
        > w pierwszym polroczu zycia jego synka

        To zdolniacha był jak to wszystko w pół roku wink

        A poważnie - nie bierz tego do siebie bo to ogólna refleksja - nigdy nie zrozumiem kobiet, które 'poświęcają' się dla karier męża. To znaczy rozumiem - stawiają na niego, żeby zarabiał 'na rodzinę' czyli na nie też. Nie rozumiem tylko nieliczenia się z ryzykiem, że pan się jednak zwinie i z przewidywanych profitów nici i tego późniejszego narzekania, że stało się tak a nie inaczej. Ryzyko wkalkulowane w projekt, że się tak wyrażę.
        • blond_suflerka Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 21:01
          Dlatego dobrze jest zainwestować w związek z dobrym człowiekiem. Inwestycja brzmi jakby to było wyrachowanie ale absolutnie nie o to mi chodzi. Chodzi po prostu o dobry wybór. Znam związki gdzie po rozstaniu faceci utrzymują kobiety, pomagają finansowo i nie tylko. I nie są do tego zobowiązani poza własną przyzwoitością i przyjaźnią.
          A ile jest historii, że małźeństwa gdzie jest papier i podpis i wszystko, kłocą się o kasę, robią wszystko, żeby temu drugiemu dac jak najmniej, ukrywają majątek, nie chcą płacić na dzieci, itd.
          Jak ktoś jest dobry to zachowa się porządnie nawet wtedy jeśli w żaden sposob się nie zabezpieczysz poświęcając swoją karierę, czas, wysiłek.
          • vre-sna Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 21:33
            O czym Ty mówisz?
            Wybacz, ale zupełnie Ciebie nie rozumiem.
            Osobiście masohizm jest mi obcy.
            • blond_suflerka Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 21:47
              Wybaczamwink
              Odpowiadam na post Araceli, która napisała, że dziwi się, że niektóre kobiety inwestują wiele, zeby wspomagać karietę faceta, który potem może ich zostawić z niczym. A pisała to do Katiko, która poświęciła się mezowi i teraz się martwi, że nie będzie miała pieniędzy.
              A ja napisałam, że najważniejsze to być w związku z dobrym człowiekiem bo wtedy nawet przy braku zabepieczenia prawnego nie zostanie się z niczym. Teraz rozumiesz?
              • vre-sna Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 22:10
                Nie, nie pójdę w Twój tok myślenia. Nie będę się wiązała z człowiekiem zakładając z nim rozstanie. Z gruntu to jest bez sensu.
                Stąd moje niezrozumienie tematu.
          • koronka2012 Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 22:17
            blond_suflerka napisała:

            > Dlatego dobrze jest zainwestować w związek z dobrym człowiekiem. Inwestycja brz
            > mi jakby to było wyrachowanie ale absolutnie nie o to mi chodzi. Chodzi po pros
            > tu o dobry wybór.

            A podpowiesz jeszcze jak go dokonać? bo empirycznie to się nie da. Można zjeść beczkę soli, znać się latami - a i tak nie ma się gwarancji że coś nie odpali.

            Znam związki gdzie po rozstaniu faceci utrzymują kobiety, pom
            > agają finansowo i nie tylko. I nie są do tego zobowiązani poza własną przyzwoit
            > ością i przyjaźnią.

            Ja też znam takich. Tylko że tu nie działa automatyzm niestety, i to, że był przyzwoity dotąd nie gwarantuje przyzwoitości na przyszłość. Znam bardziej niż przyzwoitych w stosunku do byłych, i wcale nie przyzwoitych w stosunku do obecnych.
            choć naturalnie zwiększa się prawdopodobnieństwo - ale nadal nie gwarantuje niczego.

            A - i jeszcze jedno - rzadko się zdarza, żeby oboje byli przyzwoici w tym samym stopniu. I wtedy to bardziej przyzwoite zaczyna robić za jelenia. Albo odkrywa, że jeleniem było dotąd, i zaczyna bronić się przed tym mniej przyzwoitym.
            • blond_suflerka Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 22:28
              koronka2012 napisała:

              >
              > A podpowiesz jeszcze jak go dokonać? bo empirycznie to się nie da. Można zjeść
              > beczkę soli, znać się latami - a i tak nie ma się gwarancji że coś nie odpali.

              Podpowiemwink Czy ktoś jest dobry i przyzwoity to widac, szczegolnie jeśli ileś lat jest się z kimś w relacji, nie tylko miłosnej. A widać to po sposobie załatwianie przez tego kogoś róznych spraw-konfliktowych, trudnych, codziennych. Czy ktos jest dobry w stosunku do innych ludzi, zwierząt. Czy bywa mściwy, czy bez sensu traci czas i energię na jakieś przepychanki. Po prostu to widać codziennie jaki to typ człowieka.

              > Ja też znam takich. Tylko że tu nie działa automatyzm niestety, i to, że był pr
              > zyzwoity dotąd nie gwarantuje przyzwoitości na przyszłość. Znam bardziej niż pr
              > zyzwoitych w stosunku do byłych, i wcale nie przyzwoitych w stosunku do obecnyc
              > h.
              > choć naturalnie zwiększa się prawdopodobnieństwo - ale nadal nie gwarantuje ni
              > czego.

              W sensie, ze jest świetny czy swietna dla byłego a dla obecnego nie? Nie znam nikogo takiego. To by chyba oznaczało nie tyle przyzwoitość tylko miłość do byłego i bycie z braku laku z obecnym.

              > A - i jeszcze jedno - rzadko się zdarza, żeby oboje byli przyzwoici w tym samym
              > stopniu. I wtedy to bardziej przyzwoite zaczyna robić za jelenia. Albo odkrywa
              > , że jeleniem było dotąd, i zaczyna bronić się przed tym mniej przyzwoitym.

              Nie znam takiej sytuacji ale na pewno się zdarzają. Faktycznie, trzeba uważać i pilnować granicy za którą jest się już jeleniem.
      • blond_suflerka Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 21:04
        katiko napisała:

        > Wlasnie jestem na etapie, ze daje sobie i mezowi prawo do rozstania.
        > Na razie sie poseparowalismy: pietrami mieszkania, godzinami z dzieckiem, gotow
        > aniem, praca na rzecz mieszkania, finansami. I chyba oboje czujemy sie lepiej.
        > Powod do rozstania - zadne z nas nie czuje sie szczesliwe w tym zwiazku.
        > Tak, kochamy sie chyba jeszcze. Tak, szanujemy sie raczej. Ale chyba przestalis
        > my sie lubic a tylko wymagamy od drugiej osoby.

        No to życzę, żeby jednak się poukładało. Jak jest miłość i szacunek to warto powalczyć. Polubić zawsze można się od nowa. Może ta separacja pozwoli Wam oddzielnie zadbać o siebie(w sensie Ty o siebie i mąż o siebie i nie chodzi mi o zadbanie fizycznewink i jakoś na nowo zobaczycie w sobie atrakcyjnych i fajnych ludzi, których nie sposób nie lubić.
        Powodzeniasmile

        > Jesli rozstanie poprawi zycie obojga - Bog z nimi. Jesli tylko jednej strony i
        > strona ta nie uczyni nic by to drugiej jakos wynagrodzic to jest to swinstwo.
    • klamkas Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 19:52
      A ja zacytuję: "...i przyrzekam, że uczynię wszystko aby nasze małżeństwo było zgodne, szczęśliwe i trwałe."

      Wydaje mi się, że jeśli obie strony naprawdę starały się tego dotrzymać, a mimo to jest źle, to należy się rozstać. W przypadku zaniedbań jednej ze stron - różnie bywa. Czasami warto zawalczyć, czasami nie.

      Ogólnie jestem zdania, że lepiej się rozstać, niż żyć w związku, który niczego dobrego nie wnosi. Jeśli wnosi tylko trochę dobrego - trzeba się zastanowić, czy to wystarczy.

      Bardzo się cieszę, że minęły czasy, kiedy rozwody były ogromną hańbą. Szkoda tylko, że tak niewiele osób potrafi się rozstać w mądry sposób.

    • heca7 Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 20:43
      Moja kuzynka w zeszłym roku została sama. Wróciła z pracy do domu a mąż? Mąż nie wrócił. Znalazł się po tygodniu. Jak zdążyli na policję pójść. Nic mu nie było. Przyszedł po swoje rzeczy i oznajmił, że się zakochał, wyprowadza się. Okazało się potem , że już od kilku miesięcy "inwestował" w nowy związek nie tylko siebie ale i pieniądze. Kuzynka wtedy zrozumiała czemu ciągle narzekał na brak pieniędzy. Cokolwiek było do zrobienia w domu on mówił, że nie ma na to pieniędzy. Do tego stopnia, że opał na zimę pomogli im kupić jej rodzice! Pan w tym czasie za zaoszczędzone na rodzinie (mają syna nastolatka) pieniądze urządzał sobie nowe gniazdko. Zabrał swoje rzecz, samochód, który był na niego zapisany choć kupili za wspólnie zarobione pieniądze i pojechał do kochanki.
      Pewnie, że miał prawo do rozstania. Ale czy w taki sposób?
      • blond_suflerka Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 20:47
        Okropnesad
        A jak kuzynka się miewa? Daje jakoś radę?
        • heca7 Re: Prawo do rozstania 03.02.14, 22:56
          W szoku była ona i syn- nie spodziewali się i my też nie. Teraz się pozbierała, rodzice jej pomagają. Ale mają wielki żal do niego, że tak po prostu wyszedł.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka