Moje dziecko zapragnęło mieć furby

. No cóż - ja nie dałabym 300 zł za tą zabawkę dlatego postawiłam warunek, że dziecko może sobie ową rzecz kupić ale za swoje pieniądze, ponieważ ja nie lubię wyrzucać pieniędzy w błoto. Zrobiłam dziecku listę rzeczy, które mogłoby sobie kupić gdyby zrezygnowało z zakupu furby. Ostateczna decyzja dziecka była jednoznaczna - furby. No dobrze - nie będę dyskutować - zawiozłam do sklepu, pozwoliłam kupić.
A teraz do rzeczy - dziecko zabrało zabawkę do babci. Wszystko było dobrze do momentu gdy się córka nie wygadała ile kosztował. Foch.. pretensje do całego świata, że pozwalamy dziecku na takie głupie zakupy? Mieszkamy osobno, prowadzimy osobne gospodarstwa domowe, dziadkowie pomagają nam finansowo TYLKO JEŚLI CHCĄ. My nie prosimy ich o pieniądze - nam na czynsz i jedzenie starcza - oni są bogatsi, bywa że odwiedzając nas zostawiają nam lub naszym dzieciom jakieś kwoty pieniędzy ale nie na naszą prośbę. Wręcz często odwrotnie - my odmawiamy przyjęcia a oni i tak gdzieś zostawiają. Córka smutna, słysząc babci pretensje zaproponowała zwrot zabawki do sklepu

. Babcia uważa, że córka powinna sobie kupić nowy telefon albo dozbierać do laptopa. Telefon był na liście, którą dziecku wręczyłam - wybrało furby o laptopie nie ma mowy - dziecko ma w domu nieograniczony dostęp do naszego komputera lub mojego laptopa - nie chcę by siedziało w swoim pokoju w sieci samo. Starczyło mi jak córce, która miała iść spać tablet spod kołdry zabierałam. Pozwalając kupić furbiego uznałam, że własne pieniądze ma między innymi po to by móc je wydać na głupstwa, których rodzice nie sponsorują (bo sa głupotami). Od tego jest chyba własna kasa???
A Wy pozwalacie własnym dzieciom przehulać ich pieniądze czy kontrolujecie im zakupy?