Nawiązując do innego wątku chciałabym Was zapytać, czy znacie ludzi, którzy żyją koncentrując się tylko na pracy, odebraniu dziecka z przedszkola, ugotowaniu obiadu, kąpieli dziecka i.. od następnego dnia to samo.
Pytam, gdyż obracam się w tzw. ambitnym towarzystwie, a tymczasem zaczyna do mnie docierać, jak niewiele ludzie mają z życia, czasami na własne życzenie. I nie, nie chcę wyjść na snoba, nie jeżdżę po całym świecie, bo mnie zwyczajnie na to nie stać, ale bardzo dużo czytam, pogłębiam swoją wiedzę w pewnych dziedzinach (chociaż do pracy na pewno mi się nie przyda), poluję na białe kruki również z dziedziny, którą się pasjonuję. Bardzo rzadko klapnę zastanawiając się, co tu robić ( i nie chodzi mi absolutnie o zakupy, pichcenie czy odkurzanie).
Z tego co obserwują wokół: ambitni (wydawałoby się) ludzie kompletnie przestali czytać COKOLWIEK, nie chodzą do teatru (i są w szoku, że ja pomykam), rzadko do kina, nie uprawiają sportu... Ich życie to tak jak wspomniałam: praca, zakupy (ach te galerie i lans w niedzielę na 12-centtymentrowych szpilach), gary, pranie, prasowanie. Rozmowy o dupie Maryni i ocenach dziecka oraz obgadywanie znajomych i sąsiadek.
Macie podobne spostrzeżenia, czy się czepiam?

Zaraz mi się dostanie