Dodaj do ulubionych

a propos małżeństwa

23.02.14, 16:09
kiedyś przecież było tak, że małżeństwa były aranżowane, o takich fanaberiach jak uczucia, miłość się nie myślało, co zresztą miało także swoje dobre strony smile
i co, wytrzymałybyście w takim związku?
mi się zawsze wydawało, że nie, ale pewniej inaczej się patrzyło na to kiedyś
Obserwuj wątek
    • ola Re: a propos małżeństwa 23.02.14, 16:18
      Dużo wtedy zależało od szczęścia.
      Jeśli tatuś wybrał dobrze, męża spokojnego i szanującego żonę, takie związki bywały szczęśliwe. Nie rzadko po kilku latach pojawiała się nawet miłość.
      Gorzej, jeśli tata wybrał furiata albo innego kulawca emocjonalnego. Albo nie było w czym wybierać i brano byle co (sytuacja dziewcząt bez posagu).
      Łatwiej było o tyle, że role w małżeństwie byly ścisle określone i łatwiej było się w związku z obcą osobą odnaleźć. Strony wiedziały, czego się od nich oczekuje i na co mogą liczyć w zamian. Dziś często potrzeba terapii, żeby się w tych sprawach dogadać wink
      Historia zna i udane małżeństwa aranżowane, i takie z cyklu: "rzadko się widujemy, bo mąż dużo przebywa w ogrodzie. Bardzo go do tego zachęcam..." (pamiętacie, z czego to cytat?)
      • najma78 Re: a propos małżeństwa 23.02.14, 16:33
        Malzenstwa aranzowane nadal istnieja w wielu kulturach. Moja dosc bliska kolezanka w takim malzenstwie byla. Malzonek dobrze sytuowany, wyksztalcony, 15 lat od niej starszy ale nie wyglada, bo wysportowany, niepalacy itp. Niestety zdradzil ja wkrotce po slubie, wiec odeszla i w koncu sie rozwiodla. A szkoda bo maja fajnego prawie 7-letnieg syna i ona mi powiedziala ze sie w nim zakochala a on zlamal jej serce.
        Ja bym milosc odlozyla na bok,,bo to reakcje chemiczne trwajace jakis czas. Wazne jest wlasnie aby zrozumiec czym malzenstwo czy wogole zwiazek zwany rodzina jest. A jest po to aby wychowywac potomstwo. Wazne aby ludzie dobierali sie na zasadzie podobienstw, lubili sie i szanowali oraz aby byli odpowiedzialni. Musza tez rozumiec wzajemne potrzeby i akceptowac je jernak pod warunkiem ze nie rania zadnej ze stron.
      • kulawa.stonka Re: a propos małżeństwa 23.02.14, 16:45
        pamiętamy!
        Czyżby to cytat z "Rozważnej i romantycznej"?
        • ida_listopadowa Re: a propos małżeństwa 23.02.14, 16:49
          Nie, to z Dumy i uprzedzenia - Charlotte, która "złapała" pana Collinsa, zachęcała go do przebywania jak najdalej od siebiewink
          • ola Re: a propos małżeństwa 23.02.14, 16:55
            Dokładnie!
            uwielbiam tę scenę smile
          • kulawa.stonka Re: a propos małżeństwa 23.02.14, 17:41
            No tak.
            Pomyliły mi się tytuły książek i filmów.
            Właśnie o panu Collinsie myślałam, no i o jego żonie big_grin
        • sta-fraszka Re: a propos małżeństwa 23.02.14, 16:51
          A to nie Charlotta mowi cos podobnego o wielebnym w "Dumie i uprzedzeniu"?

        • agaja5b Re: a propos małżeństwa 23.02.14, 18:00
          kulawa.stonka napisała:

          > pamiętamy!
          > Czyżby to cytat z "Rozważnej i romantycznej"?
          >
          >
          Niestety pudło, to było z " Dumy i uprzedzenia", słowa Charloty Collins (de domo Lucas) do lLzzy Bennet o swoim mężu (wyjatkowym durniu, pastorze Collinsie)
      • aknaszilak Re: a propos małżeństwa 23.02.14, 16:50
        Duma i uprzedzeniesmile Pani Collinssmile
      • jowita771 Re: a propos małżeństwa 24.02.14, 13:56
        > "rzadko się widuje
        > my, bo mąż dużo przebywa w ogrodzie. Bardzo go do tego zachęcam..."

        Akurat wczoraj myślałam o tym fragmencie, bo się zezłościłam na męża i wyobraziłam sobie, że jak się przeprowadzimy, to będę go zachęcać właśnie. I nawet mi złość przeszła, bo "Duma i uprzedzenie" dobrze mi się kojarzy w każdej sytuacji.
    • przystanek_tramwajowy Re: a propos małżeństwa 23.02.14, 16:31
      Wiesz co... Takie małżeństwa nadal są. Tyle, że teraz aranżują je same zainteresowane. Nie mają znaczenia uczucia, miłość. Wystarczy, że kandydat ma kasę, dużo kasy. Czyli kierują się tymi samymi przesłankami, co kiedyś tatusiowie wydający córki za mąż.
      • hipinka Re: a propos małżeństwa 23.02.14, 16:40
        no, coś w tym jest
        różnica pewnie tylko taka, że teraz łatwiej się rozstać niż kiedyś, kiedyś odchodząc od męża było się w czarnej d... .
        chociaż z drugiej strony są kobiety, które tkwią w swoich nieudanych związkach i patrzeć na siebie już z mężem nie mogą, a na pytanie, dlaczego nie odejdzie, mówi: "bo mi się standard życia pogorszy". serio
        • ola Re: a propos małżeństwa 23.02.14, 16:51
          Zależy kiedy i zależy gdzie.
          W takiej Anglii kobiety rzeczywiście nie istniały poza małżeńtwem, bo nie miały prawa do własnego majątku.
          W Polsce kodeks ziemski zabezpieczał interesy kobiety po rozwodzie.
          Kontrakty małżeńskie pisane były tak, zeby kobieta w małżeństwie uzyskała swój majątek a majątek jej rodziny był jak najbardziej zabezpieczony. Rozdzielność majątkowa była powszechna i domyślna. To współność trzeba było specjalnie przeprowadzić.
          Kobiety dziedziczyły po swojej rodzinie i mąż nie miał prawa do tych pieniędzy. To był ich majątek do własnego uzytku, który zostawał przy niej w razie rozwodu. Mąż w razie rozwodu musiał oddać wiano i jeszcze dodać exs żonie uposażenie. Taka Maria Karolina Radziwiłłowa wyszła na króciutko za najbogatszego pana Rzeczpospolitej, Karola Stanisława, po 7 latach się z nim rozwiodła i żyła do końca swych dni jak królowa.
          Tyle, że kodeks ziemski odnosił się oczywiście tylko do szlachty...
          • hipinka Re: a propos małżeństwa 23.02.14, 16:53
            naprawdę dużo o tym wiesz smile
            to hobby czy zawód?
            • ola Re: a propos małżeństwa 23.02.14, 16:56
              Zawód.
              • aandzia43 Re: a propos małżeństwa 23.02.14, 17:28
                Polki w ciągu ostatnich kilkuset lat miały się nieźle. Reszta Europy nie wyglądała już tak uroczo. A już Kodeks Napoleona... smile
                • ola Re: a propos małżeństwa 23.02.14, 17:38
                  Niestety...
                  Kodeks Napoleona uderzył nas rykoszetem. Najpierw w konstytucji Księstwa Warszawskiego, potem jego elementy z konstytucji Królestwa w 1826 r.
                  Na szczęście choć sytuacja prawna kobiet w XIX w. się pogorszyła, stan faktyczny był zgodny ze zwyczajem.
            • ola Re: a propos małżeństwa 23.02.14, 17:01
              Jesli cię to interesuje, mogę ci sypnąć jeszcze kilka przykładów smile
              Kodeks ziemski mówił, (jak juz pisałam), że po rodzicach dziedziczą tylko dzieci, niezależnie od płci. Dzieci, nie ich małżonkowie.
              Przy małżeństwach zawieranych w ramach arystokracji oznaczało to, żerodzice np. dzielili majątek między córki i synów po równo. Tacy Czartoryscy mieli w Warszawie 8 pałaców. Podzielili je po równo: 4 dostała Izabella, 4 Adam Kazimierz.
              Izabellę wydano za Stanisława Lubomirskiego. Nie miała ona jednak zamiaru z nim mieszkać, pozostała w SWOIM Wilanowie, i bardzo rzadko pozwalała mężowi się odwiedzać na włościach. Gdy już był zaproszony, traktowany był na równi z innymi, niespokrewnionymi gośćmi.
              W testamencie Izabella zapisała Wilanów córce - Aleksandrze. Na szczęście dobrze wybrała jej męża. Stanisław Kostka i Aleksandra byli bardzo udanym małżeństwem i Potocki mógł nawet przestawiać meble w pałacu zony wink
              • hipinka Re: a propos małżeństwa 23.02.14, 17:06
                no to wygląda na to, że w Polsce kobiety - ze szlachty i arystokracji, oczywiście - nie miały generalnie co narzekać, w porównaniu z innymi krajami
                tylko biedny plebs miał jak zwykle przechlapane wink
                • ola Re: a propos małżeństwa 23.02.14, 17:24
                  Kobiety w Polsce zawsze miały i szerokie prawa i bardzo dużą swobodę.
                  Co ucho przyłożyć do jakieś pary opisanej w źródłach, okazuje się, że prym wiodła zdecydowanie Ona.
                  Przez cały XVII wiek władzę w Polsce sprawowały kobiety.
                  Kłócimy się o to, czy Jan Kazimierz był lepszym królem niż Władysław IV a to dyskusja bez sensu, bo przez cały okres panowania rządziła w kraju Maria Ludwika, ich żona i królowa. To ona zajmowała się polityką, organizowała koterie i koalicje, pisała ustawy pod głosowanie. Jej pierwszy mąz chorował i wstawał z łózka tylko w czasie Sejmu, drugi mąż częściej bywał na polowaniu niż w gabinecie. Po niej przyszła Sobieska. Większośc protokołów sejmowych i not dyplomatycznych podpisana jest jej ręką, bo w latach 1677-85 Jan bywał częściej na wojnie niż w Warszawie, a na kilka lat przed śmiercią miał już wszystko gdzieś i zajął się uprawą ogrodu smile
                  To samo było w domach szlacheckich - pan domu na Sejmie lub na wojnie, pani domu trzymająca cały majątek w karbach.
                  Przykładów można podać tysiące. Kiedy czyta się listy Elżbiety Sieniawskiej do artystów przebudowujących jej rezydencję w Puławach, trudno powstrzymać śmiech. Opitala ich tam, że jej jabłka z ogrodu podjadają, a przecież ona im płaci niezłe dniówki i nie powinni chodzić głodni. Od tych wszystkich jabłek popotrąca im z wynagrodzenia, co do talara. Oni jej na to, że pensji nie widzieli już od miesiąca (Sieniawska była niebotycznie bogata i straszliwie skąpa). W tym czasie Adam Sieniawski siedział na Ukrainie pacyfikując powstania kozackie.
                  • kk345 Re: a propos małżeństwa 23.02.14, 23:05
                    ola, fantastycznie sie Ciebie czyta, dziękuję za lekturębig_grin
                    • wegatka Re: a propos małżeństwa 24.02.14, 11:54
                      Racja smile Szkoda, że mnie Ola historii nie uczyła - może bym ten przedmiot polubiła smile
                  • noname2002 Re: a propos małżeństwa 24.02.14, 12:07
                    Ja też dziękuję, bardzo ciekawe to co piszesz.
                    A co z latami 50, 60 i 70tymi XX wieku? nie mam nic wspólnego z historią ale tak na podstawie różnych książek mam wrażenie, że kobietom mimo ustroju pod pewnymi względami było lepiej w Polsce niż np. w Stanach- w amerykańskich książkach często piszą, że bardzo niewiele kobiet studiowało na uczelniach medycznych i zostawało lekarkami.
                    • ola Re: a propos małżeństwa 24.02.14, 14:03
                      Ha! To ciekawe...
                      W Polsce i kulturowo i z uwagi na myśl przewodnią socjalizmu, bardzo zachęcano kobiety do pracy. Trzeba było odbudować kraj po wojnie, każda para rąk się liczyła, mężczyźni przetrzebieni byli po wojnie. Generalnie - kobiety na traktory! Kobiety chętnie z tego korzystały, zawsze to druga pensja w domu, niezależność itd. Kulturowo też to było w zwyczaju - przed wojną praca kobiet była normalnością w Polsce.
                      Kłopoty zaczęły się z zupełnie innej strony. Przez parę lat kobiety były zachęcane do pracy w kopalniach, hutach, na budowach itd. Okazało się, że mają zupełnie inną kulturę pracy niż mężczyźni. Są sumienne, nie spóźniają się, nie piją... Zależy im na pracy! Już w 1958 roku związki zawodowe zaapelowały o ponowne ograniczenia w dostępie kobiet do niektórych gałęzi przemysłu. I przeforsowały swoje... Zaczęto więc forsować kobiety w mniej prestiżowych i płatnych branżach. Pojawiły się okładki gazet, gdzie traktorzystę zastępuje pielęgniarka i nauczycielka. Zaczęły się problemy przy przyjmowaniu kobiet na studia techniczne i do pracy. I przeżyliśmy ponowną defeminizację rynku pracy. Mężczyźni odetchnęli - znów żona z kiepską pensją trzymała się bliżej domu...
                      • ola Re: a propos małżeństwa 24.02.14, 14:04
                        >W Polsce i kulturowo i z uwagi

                        W Polsce TUŻ PO WOJNIE miało być
                      • noname2002 Re: a propos małżeństwa 24.02.14, 14:35
                        Zaczęto więc forsować kobiety w mniej prestiżowych i płatnych branżach. Pojawiły się okładki gazet, gdzie traktorzystę zastępuje pielęgniarka i nauczycielka. Zaczęły się problemy przy przyjmowaniu kobiet na studia techniczne i do pracy. I przeżyliśmy ponowną defeminizację rynku pracy.

                        Jakoś mi się to nie do końca z książkami zgadza, defeminizacja przypadałaby na lata 60 i 70te?
                        Chociażby biuro projektowe Chmielewskiej, gdzie chyba połowa pracowników to kobiety.
                        Albo moja mama, z wykształcenie ekonomistka, zaczynała pracę gdzieś w 1970roku. Wiem, że to jednostkowe przykłady i duże miasta(Warszawa, Poznań), ale jakiś taki mam obraz z lektur i wspomnień pokolenia moich rodziców. I często natykam się na lekarki mające 50, 60 czy więcej lat.
                        Podobne wrażenie mam jeśli chodzi o karmienie piersią, że nas chyba ominęło wciskanie za wszelką cenę mleka modyfikowanego.
                        • ola Re: a propos małżeństwa 24.02.14, 14:45
                          defeminizacja to późne lata 50-te. Sytuacja o której piszę to lata wczesne 60-te.
                          Jeśli piszesz o 70-tych - oczywiście że kobiety kończyły wtedy studia inżynieryjne! Kto powiedział, że nie? Ale na przodku w kopalni już nie mogły pracować. A to jednak lepsza kasa była. Raczej w biurze przy tablicy kreślarskiej albo w laboratorium. Za mniejszą pensję.
                          Poza tym - jaka była oficjalna myśl dotycząca roli kobiety - wystarczy sobie obejrzeć Kogel-mogel wink
                          co nie znaczy, że Kasie na studia nie wyjeżdżały. To już całkiem nowoczesne czasy były wink
                        • aandzia43 Re: a propos małżeństwa 24.02.14, 14:47
                          ale jakiś t
                          > aki mam obraz z lektur i wspomnień pokolenia moich rodziców. I często natykam s
                          > ię na lekarki mające 50, 60 czy więcej lat.

                          Ależ zdawania na medycynę nikt im nie utrudniał (tak się pchały, że aż parytet chłopakom przyznali). Oli chodziło o typowo męskie prestiżowe zawody.
                          • noname2002 Re: a propos małżeństwa 24.02.14, 16:05
                            Wymazałam ostatnie zdanie i namotałam smile Chodziło mi o to że to że kobiety są lekarkami w Polsce od lat, to jest normalne, nikogo nie dziwi, a w amerykańskich książkach często czytałam o tym jak to kobieta była jedyna na uczelni medycznej a w szpitalach brali ją za pielęgniarkę. Książki pisane w latach 90tych, lekarki około 40tki, no to studiowały gdzieś w latach 70tych.

                      • aandzia43 Re: a propos małżeństwa 24.02.14, 14:43
                        Już w 1958 roku związki zawodowe zaapelowały o ponowne og
                        > raniczenia w dostępie kobiet do niektórych gałęzi przemysłu. I przeforsowały sw
                        > oje... Zaczęto więc forsować kobiety w mniej prestiżowych i płatnych branżach.
                        > Pojawiły się okładki gazet, gdzie traktorzystę zastępuje pielęgniarka i nauczyc
                        > ielka. Zaczęły się problemy przy przyjmowaniu kobiet na studia techniczne i do
                        > pracy. I przeżyliśmy ponowną defeminizację rynku pracy.

                        To bardzo interesujące! Nie wiedziałam, że w Polsce powojennej dokonano defeminizacji runku pracy smile Wiem za to, że w Stanach po wojnie wypędzono kobiety do domu, żeby zwolnic miejsca dla powracających z wojska mężczyzn. Zatrudnienie kobiet spadło bardzo w porównaniu z latami wojny (to oczywiste, wtedy mężczyzn wręcz rozpaczliwie brakowało), ale, o ile mnie pamięć nie byli, chyba też w porównaniu z czasem przedwojennym. Nastąpił baby boom i mieliśmy sfrustrowane pokolenie matek tego baby boomu wink Sfrustrowane, bo już z doświadczeniami często niezłej finansowo i prestiżowo pracy zawodowej.
                        • ola Re: a propos małżeństwa 24.02.14, 14:51
                          Tak, ale Stany nie były zrównane z ziemią. Żołnierze wrócili do domów i chcieli wrócić też do swojej pracy. Chcieli, by ich życie wróciło do stanu sprzed wojny.
                          U nas brakowało wszystkiego, więc każda para rąk w fabryce czy na budowie się liczyła. Rodziny często "pokój" zastał w jednym płaszczu. Łatwiej było o pracę.
                          Był kiedyś świetny wywiad z górniczką, która pracowała na Śląsku:
                          www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,114757,9755972,Kobiety_w_PRL_u.html.
                          • aandzia43 Re: a propos małżeństwa 24.02.14, 14:57
                            Link z błędem, nie otwiera się smile
                            Pewnie, że u nas było inaczej. W Stanach kobiety masowo poszły do pracy w czasie wojny, bo faceci szli na front albo do zajęć okołowojskowych, w Polsce szły po wojnie, żeby odbudować kraj ramię w ramię z przerzedzoną gromadą mężczyzn.
                            • ola Re: a propos małżeństwa 24.02.14, 14:59
                              a teraz ?
                              www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,114757,9755972,Kobiety_w_PRL_u.html?as=2
                              • aandzia43 Re: a propos małżeństwa 24.02.14, 16:14
                                Poszło. Czytałam to kiedyś. Wrzucę cytat, który należałoby powiesić na ścianie w każdym polskim domu, bo ludzie są kompletnie nieuświadomieni w kwestii pracy zarobkowej kobiet w przeszłości i wygadują na ten temat straszne bzdury. Nie byłoby w tym nic groźnego, gdyby nie to, że pieprzenie o "prawie naturalnym" kobiety do nie kalania się pracą poza domem/pracą zarobkową wykorzystują takie typy jak Korwin-Mikke.


                                "Bo była lżejsza i lepiej płatna niż na powierzchni. Według stereotypu w XIX w. czy przed wojną kobiety wykonywały lekką pracę, o ile w ogóle pracowały poza domem. To fałsz. Nigdy nie było tak, że większość kobiet siedziała w domu i zajmowała dziećmi. Na to było stać tylko klasę średnią i sfery wyższe - i tam zresztą ten model był zawsze kontestowany. Kobiety z warstw niższych, czyli ogromna większość, często pracowały zarobkowo."
    • drinkit Re: a propos małżeństwa 23.02.14, 16:46
      owszem, jeżeli miałabym kochanka/kochanków
    • marychna31 Re: a propos małżeństwa 23.02.14, 17:36

      No więc dwa lata temu miałam okazję obserwować przez kilka tygodni takie małżeństwo, które było zaaranżowane. Zanim tych ludzi nie spotkałam byłam przekonana, że to się nie może udać.

      Leżałam w szpitalu, na łóżku szpitalnym obok młodziutkiej romskiej dziewczyny. Obie przykute byłyśmy do łóżek a więc skazane na swoje towarzystwo, niezależnie co się działo, jak intymne chwile przeżywałyśmy...
      Ona była około dwóch lat po ślubie zaaranżowanym przez rodziców młodych. Przed ślubem w zasadzie się nie znali, choć byli blisko spokrewnieni ale wychowywali się w innych miastach. Teoretycznie zawsze bym powiedziała, ze to się nie może udać... ale uczestniczyłam w ich życiu przez kilka tygodni i to w naprawdę krytycznych chwilach (poronienie) i muszę powiedzieć, ze oni bardzo się kochali, byli sobie bardzo bliscy i mimo młodego wieku byli dla siebie bardzo dojrzałym wsparciem. Fakt, że bardzo silne wsparcie mieli tez od obu rodzin....

      Chcę przez to powiedzieć, że nasze wyobrażenia o różnych rzeczach mogą być bardzo dalekie od rzeczywistoścismile
      • azjaodkuchni Re: a propos małżeństwa 23.02.14, 18:03
        Małżeństwa wszystkich moich muzułmańskich i hinduskich koleżanek zostały zaaranżowane. Poza tym drobiazgiem jakoś nie różnią się od mojego...
        --
        azjaodkuchni.blogspot.sg/
        • ola Re: a propos małżeństwa 23.02.14, 18:06
          Ja, im dalej w las, tym bardziej jestem przekonana, ze mój tata wybrałby mi lepiej, niż ja sama wybrałam sobie wink
          • bi_scotti Re: a propos małżeństwa 23.02.14, 18:14
            ola napisała:

            > jestem przekonana, ze mój tata wybrałby mi lepiej, niż ja sama wybrałam sobie wink

            Tez tak mysle o sobie wink Ale jako rodzic nie wyobrazam sobie, ze mialabym miec jeszcze taki obowiazek wobec moich dzieci. Za zadne skarby nie chcialabym byc odpowiedzialna za wybieranie partnerow mojej corce i synom. A niech sie sami z tym mecza tongue_out
            • aandzia43 Re: a propos małżeństwa 23.02.14, 22:54
              Za zadne skarby nie chcialabym byc o
              > dpowiedzialna za wybieranie partnerow mojej corce i synom. A niech sie sami z t
              > ym mecza tongue_out

              Oj tak, niech się sami męczą. A co ja będę sobie głowę truć, odpowiedzialność brać na siebie i siwych włosów sobie dokładać wink
              Wcale nie zazdroszczę rodzicom z miejsc na ziemi i z czasów, gdzie/kiedy i to należy do ich obowiązków. Mam oczywiście na myśli ludzi myślących o szczęściu dzieci, a nie o pozbyciu się ich z domu i nie narażaniu się sąsiadom na obmowę z powodu córki starej panny czy syna kawalera.
      • aqua48 Re: a propos małżeństwa 23.02.14, 18:06
        W mojej rodzinie były małżeństwa aranżowane. Nie mniej udane niż te z wielkiej miłości "od pierwszego wejrzenia", bo i takie też były.
        Myślę, że jeśli małżeństwo jest oparte o podobieństwo środowisk rodzinnych, wspólnych znajomych, podobne oczekiwania, wzajemną sympatię, a często nawet przyjaźń, taką samą wizję wychowania dzieci, stosunku do rodziców, to ma dużo więcej szans na sukces niż takie z szalonymi emocjami i pełne różnic.
        • aandzia43 Re: a propos małżeństwa 23.02.14, 22:48

          > W mojej rodzinie były małżeństwa aranżowane. Nie mniej udane niż te z wielkiej
          > miłości "od pierwszego wejrzenia", bo i takie też były.

          No pewnie, że tak. Nie mam nic przeciwko małżeństwom aranżowanym, jeśli nie są zawierane pod przymusem (fizycznym czy psychicznym). Jak się chętnej i już przebierającej nóżkami do małżeństwa pannie przedstawi kilku wyselekcjonowanych przez mądrych ludzi od strony praktycznej kandydatów, to wybierze tego, do którego ciągnie ją fizycznie i będą żyli długo i szczęśliwie. Czyli: swatka, mama i tata patrzą na przymioty charatkeru, środowisko, perspektywy i już istniejące zasoby, a córka dostawia kropkę nad "i" smile
          Gorzej, gdy wydający za mąż córkę lub żeniący syna nie interesują się charakterem kandydatów i skłonnościami własnych dzieci, tylko kasą i koneksjami.
    • mindtriper Re: a propos małżeństwa 23.02.14, 22:56
      Bo to jest kwestia oczekiwań względem życia.
      Gdyby każda z nas była od dziecka uczona, że największą radością kobiety jest urodzić dziecko, a po drodze nie zostać starą panną, kropka, to małżeństwo z kimkolwiek byłoby powodem do szczęścia. Gdybyśmy nigdy w życiu nie słyszały o czymś takim jak "seksualne potrzeby kobiet" - nie zajmowałoby to nas za wiele. Trzeba robić to się robiło.
      Nie wyobrażam sobie, żeby dziś, przy obecnej edukacji i samoświadomości kobiet, nagle kazać którejś spółkować z obcym, nieraz dużo starszym dziadem.
      • evee1 Re: a propos małżeństwa 24.02.14, 03:25
        Bardzo to upraszaczasz.
        • mindtriper Re: a propos małżeństwa 24.02.14, 09:56
          To teraz ty to rozwiń i napisz jak jest naprawdę.
          • evee1 Re: a propos małżeństwa 25.02.14, 04:02
            Alez prosze bardzo.
            Aranzowane malzenstwo atomatycznie nie oznacza spolkowania ze starym dziadem.
            Kobiety ktore godza sie na taki uklad niekoniecznie sa niewyksztalcone i wcale ich celem zycia nie jest wylacznie rodzenie dzieci.
            Malzenstwo aranzowane nie jest rowne malzenstwu z przymusu. Przymus tez sie zdarza, ale to raczej na wsiach i wlasnie w malo wyedukowanych spolecznosciach.
            Ucieczka przed staropanienstwem w malzenstwo nie ma sie nijak do aranzowanych malzenstw. Spoleczna akceptacja staropanienstwa jest chyba jednak wyzsze w takich spolecznosciach, bo brak wlasciwego kandydata, czy niedpasowane "horoskopy" to kwestia wazniejsza, niz widzimisie panny czy rodzicow. Ale to oczywiscie dziala takze w druga strone, bo niekoniecznie chetnie akceptowany jest wybranej serca panny, jezeli pochodzi z nie takiej rodziny. No, ale takie sytuacje tez nie sa obce w swiecie zachodnim.
            Prawda jest taka, ze im bardziej wyedukowana spolecznosc, tym mniejsze parcie na aranzacje.
    • rhaenyra Re: a propos małżeństwa 23.02.14, 23:04
      wolalabym odgryzc sobie glowe
    • 3eneduerabe Re: a propos małżeństwa 23.02.14, 23:19
      Nie wyobrażam sobie tego, byłoby to straszne.

      Byłam juz w związku bez miłości. Właśnie coś takiego zaaranżowanego. Byłam sama, potrzebowałam kogoś, a akurat chłopak ze studiów za mną chodził to postanowiłam z nim być. Miły, inteligentny, nawet całkiem przystojny. Tylko zero chemii, zakochania z mojej strony i odmienny charakter- ja otwarta, imprezowa, towarzyska, a on domator. Nie wypliło. było to w sumie dla mnie cenne acz bolesne doświadczenie. To ja byłam rzucajacą. Nie, nie, nie wyobrazam sobie zycia z tym człowiekim. Chociaz to dobry człowiek. po rozstaniu obydwoje znalezlismy kogos ja meza, on zone moja kolezanke i musze powiedziec ze to był strzał w dziesiątkę. Rozstanie.
    • evee1 Re: a propos małżeństwa 24.02.14, 03:32
      Nie jestem zwolenniczka malzenstw aranzowanych i do glowy by mi nie przyszlo robic tego dla swoich dzieci wink, ale znam wiele osob w takich malzenstwach, a nawet takich, ktore jeszcze nie sa w stadle, ale niedlugo je to czeka. Te malzenstwa, ktore widuje (ich oboje) trudno byloby mi ocenic jako nieudane. Oczywiscie nie wiem jak bedzie za 20 lat, ale wsrod wspolczesnych malzenstw zawieranych z milosci tez ogromny procent sie rozpada.
    • guderianka Re: a propos małżeństwa 24.02.14, 08:47
      moja babcia i dziadek byli takim małżeństwem
      mieli troje dzieci
      żyli zgodnie
      gdy dziadek zachorował (Alzheimer) nie mogłam uwierzyć jak mało w niej empatii- krzyczała gdy zawieszał się przy obiedzie, krzyczała na niego że rosół po brodzie mu ścieka (trzęsła mu się ręka) narzekała że jest niedobry bo budzi się w nocy i łazi i gada. Wylądował w szpitalu-nie miał ze sobą nic poza zgniłym mydłem. Ani pidżamy, ani papieru ani skarpet...Zaopatrzyłam go we wszystko i zajmowałam się nim, babcia przyjechała dopiero chyba na 3 dzien. Modliłam się o jego śmierć. I wymodliłam, wkrótce umarł. Bardzo spokojnie podeszła do tematu, świetnie odnajdywała się w samotnym życiu..
      Wiele razy myślałam, czy zażyłość ale brak miłości nie wpłynęła na te zachowania..
      • noname2002 Re: a propos małżeństwa 24.02.14, 12:18
        Byli małżeństwem zaaranżowanym przez rodziców czy zaaranżowanym w sensie, że się ze sobą związali z rozsądku?
        Bo u mnie babcia wyszła za dziadka raczej z rozsądku, też mieli troje dzieci, byli bardzo zgodnym i udanym małżeństwem, dziadek też zachorował na Alzheimera i babcia miała do niego nieskończoną cierpliwość. A jak umarł to rozpaczała i mówiła, że jeszcze trochę mógł pożyć(byłam przy tym jak umarł, pomagaliśmy babci, ale najwięcej oczywiście ona robiła).
    • kifaru24 Re: a propos małżeństwa 24.02.14, 13:47
      Moi tesciowie zyja w malzenstwie zaaranzowanym.
      To nie znaczy, ze bylo to pod przymusem, obydwoje wyrazili zgode.
      Sa bardzo zgodna para.

      Rzecz ma miejsce w Czarnej Afryce
      • aandzia43 Re: a propos małżeństwa 24.02.14, 14:53
        > Moi tesciowie zyja w malzenstwie zaaranzowanym.
        > To nie znaczy, ze bylo to pod przymusem, obydwoje wyrazili zgode.

        No właśnie: wyrazili zgodę. Jeżeli jeszcze zgoda jest zgodą faktyczną, a nie wymuszoną lękiem przed rodzicami czy brakiem nawyku sprzeciwiania się rodzicom w czymkolwiek, to jest fajnie. Takie aranżowanie mi się podoba smile
        • agaja5b Re: a propos małżeństwa 25.02.14, 09:27
          aandzia43 napisała:

          > > Moi tesciowie zyja w malzenstwie zaaranzowanym.
          > > To nie znaczy, ze bylo to pod przymusem, obydwoje wyrazili zgode.
          >
          > No właśnie: wyrazili zgodę. Jeżeli jeszcze zgoda jest zgodą faktyczną, a nie wy
          > muszoną lękiem przed rodzicami czy brakiem nawyku sprzeciwiania się rodzicom w
          > czymkolwiek, to jest fajnie. Takie aranżowanie mi się podoba smile
          >
          Ano właśnie. Mozna powiedzieć że jest tu ten niezbędny czynnik rozumowy, podjęcie świadomie pewnej wiążącej decyzji, rozważenie konsekwencji. Wydaje mi się, ze takie podejście lepiej rokuje niż małżeństwo zawarte tylko z wiarą, że "nam się uda bo sie szaleńczo kochamy"
    • jowita771 Re: a propos małżeństwa 24.02.14, 13:53
      To było w czasach, kiedy rozwód był niemożliwy do przeprowadzenia albo prawie niemożliwy. Więc nie było pytanie, czy byście wytrzymały i ile. Wytrzymałybyście do śmierci, bo nie miałybyście innego wyjścia.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka