"Mało który mężczyzna decyduje się też na zostanie "tym trzecim", bo wie, z czym to się je – istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że wchodząc w romans z zajętą kobietą, będzie musiał znosić jej rozterki ("czy oby na pewno robię dobrze?") i napady lojalności wobec zdradzanego męża czy chłopaka. Kobiety nie mają takich (zdrowych) hamulców. Pakują się w romans z żonatymi, dzieciatymi facetami, biorąc na swoją klatę ich poczucie winy, a na dodatek święcie wierząc w to, że ON JĄ DLA MNIE ZOSTAWI. Nie zostawi. Handluj z tym. "
nie wierzę ani w męską ani w kobiecą solidarność w przypadku zdrady, nie podejrzewam, żeby jakikolwiek mężczyzna myślał o mężu swojej "oblubienicy".
ciekawa jestem waszych opinii
ps
więcej tutaj
malvina-pe.pl/post/167-its-complicated
a w ogóle fajnie dziewczyna pisze