...na głowę gdyż sama z tą sytuacją sobie nie poradzę. Poradźcie mi coś proszę. Jestem stałą forumką, o prawda więcej czytam niż piszę, ale udzielam się. Tego nicka założyłam jednorazowo gdyż o tym co mnie trapi zwyczajnie wstydzę się pisać pod swoim nickiem.
Jestem mężatką od prawie 4 lat. Małżeństwo z tzw rozsądku, wiem niektóre z Was już na tym etapie mnie nie lubią i nie wierzą ,że w dzisiejszych czasach tak moze być. Postaram się opisac to niezbyt rozwlekle. Byłam 8 lat w związku z "miłością zycia", ten ktoś zginął w wypadku samochodowym, a mnie zawalił się świat. Poznałam mojego męża, który doskonale wpasował się w okres kiedy byłam potwornie samotna i potrzebowałam "męskiego ramienia". Myślałam,że uda mi się go pokochać, lubiłam go bardzo ale nic poza tym. Byłam jak kukła sparaliżowana rozpaczą po śmeirci ukochanego. Do dziś tesknię za nim. To mój mąż zaplanował nam zycie, byłam mu wtedy wdzięczna bo sama nie byłam zdolna do jakichkolwiek decyzji. Zaliczylismy wpadkę, która zaowocowała cudownym chłopczykiem, dziś lat pięć. Po urodzeniu synka pomyślałam,że może teraz pokocham jego tatę i będziemy szczęsliwi. Jak synek miał prawie dwa lata wzięliśmy ślub cywilny, byliśmy na etapie kupowania mieszkania i slub był potrzebny do uzyskania tzw "rodziny na swoim". Wtedy myslałam ,że tak już zostanie. Nauczę się zyć jako 'przykładna zona" i będę miała swoją stabilizację i będzie ok. Nie było. Krótko po slubie mąż przestał zwracać na mnie uwagę, nie interesowałam go ja jako kobieta. Mąż spędzał całe dni wolne przy komputerze, zrobił się niemiły, ciagle mi dogryzał jaką to złą gospodynia jestem. Nie miałam w nim wsparcia. Przestał mi też mówić ile zarabia, załozył inne hasło na swoje konto tak bym nie mogła z niego korzystać ( zarabia więcej, dodatkowo ma "lewe" zlecenia). To tak w skrócie. Takie zachowanie sprawiło, że nie tylko nie udało mi się go pokochać, a jeszcze przestałam go nawet lubić. Pierwsza wzmianka o rozwodzie padła z mojej strony rok temu. Pomogło na chwilę, przestraszył się i zaczął się starać. Starania trwały dwa miesiące i znów wróciła dawna rutyna, komputer i brak zainteresowania. Od grudnia zeszłego roku nie uprawiałam seksu z moim mężem, miesiac temu wróciłam do małżeńskiego łóżka, wczesniej spałam osobno. Wróciłam tylko dlatego, że synek niepokoił się co się dzieje i w dodatku odwiedziła nas teściowa i musiała gdzieś spać. Generalnie pozycia małzeńskiego brak. Wspólnych spraw brak, oddzielne konta, rozlicza się ze mna jak ze współlokatorką. Koszmar.W marcu tego roku pojechałam w delegację z pracy 400 kilometrów od miejsca zamieszkania i poznałam kogoś. Zauroczenie od pierwszego wejrzenia, najpierw nieśmiało "obwąchiwaliśmy" się w pracy, pod koniec delegacji poszliśmy na obiad...i grom z jasnego nieba. Walnęło to w nas z taką siłą,że niewiele brakowało a nie wsiadłabym w pociag powrotny. Wiem jak to brzmi i jak wygląda, jak wytarty do granic możliwości frazes, ale nic nie poradzę. Trafiło nas. Tydzień później on ptrzyjechał do mojego miasta tylko po to by na parę godzin się ze mna zobaczyć, parę dni później spontanicznie wylądowalismy na następnej randce gdzieś pośrodku drogi między naszymi miejscowościami. Dwa tygodnie później ja pojechałam do niego i spędziliśmy razem weekend. Teraz szykuje nam się kolejne spotkanie, ale widzę ,że mój kochanek (?) nienawidze tego określenia, ma dylematy, wątpliwości i całkiem słuszne wątpliwości. Ja sama je mam , ale oboje nie potrafimy tego przerwać. Co robić, błagam poradźcie. Chcę się rozwieść, nie mam gdzie pójść, a w dodatku moja nowa znajomość nie doszła jeszcze do takiego etapu by o czymkolwiek decydować, w ogóle się nie znamy, ale jak jesteśmy razem to czas staje w miejscu, jest cudownie. Co robić? Zbluzgajcie mnie, albo poradźcie jak to rozwiązać. Mieszkanie na kredyt, syn i na dodatek mąż reaktywacja namawia mnie na terapię, ale ja już nie chcę. Co by zrobiła emama?
Nie jestem trollem, potrzebuję trzeźwego spojrzenia na tę sytuację, bo ja chyba utraciłam tę zdolność. Czasem myślę o tym by mój mąż po prostu zniknął. Głupie...wiem