Dodaj do ulubionych

Rodzic - helikopter

05.05.14, 23:39
Wychowujemy pokolenie przegranych – uważa bloger Tata Zuch, ojciec trzyletniej Hani i sześcioletniego Szymka. Pisze o tym, co widzi. O rodzicach, którzy boją się puścić spore już dziecko do sklepu po chleb. O rodzicach, którzy za swoje dzieci robią wszystko, pozbawiając je szansy na podjęcie próby – i owszem, być może popełnienie błędu. Tak rośnie pokolenie dzieci, wychowanych w kaskach mających chronić przed wszystkim. Tyle tylko, że w dorosłym życiu bez tych kasków nie potrafią funkcjonować. Pamiętam też, że sami wychodziliśmy na dwór. Mieliśmy jakieś tam granice, za które chodzić nie mogliśmy, ale generalnie był luz. Dziś widzę, że spora część ludzi boi się nawet puścić dzieciaka do osiedlowego sklepu – pisze Tata Zuch, rocznik 82.
Obserwuj wątek
    • asia_i_p Re: Rodzic - helikopter 05.05.14, 23:55
      Nie ma co uogólniać.
      Nie wiem, gdzie ten facet mieszka - moja córka miała chyba siedem lat, kiedy zaczęła sama chodzić na zakupy, stopniowo poszerzając zasięg - teraz w wieku lat 8,5 chodzi sama do szkoły i sama ze szkoły (wtedy, kiedy ja jestem w domu, klucza nie ma), oraz sama do wszystkich sklepów, które mieszczą się po naszej stronie drogi przelotowej, przez którą jej jeszcze samej nie puszczam.

      Ale ja mieszkam w Trzebnicy i mam wyjątkowo rozsądne dziecko. Kiedy sobie przypominam niektóre znajome dzieci - nie puściłabym. Mieszkając w tzw. Trójkącie Bermudzkim we Wrocławiu - nie puściłabym. Koło ruchliwej drogi - nie puściłabym.

      Łatwo apelować o usamodzielnianie dzieci, jak się ma spokojne dziecko w spokojnej okolicy.
    • gretchen184 Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 06:58
      jak zwykle uogólnienia
      mojego syna nie puszczałam samego do sklepu przed 8-9 urodzinami, na dwór zaczął sam chodzić jak miał 8 lat, do szkoły w 4 klasie, sam w domu też wtedy zostawał. i co? i nic.
      teraz jest 16-letnim facetem, bardzo samodzielnym,bez żadnych traum i lęków, sam chodzi do lekarza, w wakacje został sam w domu na kilka dni.
      pan myli ewidentnie kontrolowaną ostrożność z nadopiekuńczością.
    • atteilow Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 07:20
      Tylko z tego forum dowiedziałam się, że sa dzieci 8 letnie, ktore nie moga samodzielnie bawic się z kolegami na dworze, bez asysty dorosłych.
      • antyk-acap Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 07:46
        Za moich czasów był taki jeden którego babcia odprowadzała do szkoły w pierwszej klasie. Obiekt kpin całej szkoły...
        • gazeta_mi_placi Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 09:00
          W pierwszej klasie u nas się jeszcze odprowadzało, przynajmniej przez pierwszy semestr.
          • ichi51e Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 09:03
            Lol a ja znam przypadek ze babcia 16odprowadzala (i przyprowadzala - wracajac niodla jej plecak bo dziecko zmeczone) w pewnym etapie odprowadzala idac 10 m za i udajac ze sie nie znaja bo obciach. Dopiero chyba 17 powiedziala pas i pogonila.
    • gryzelda71 Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 07:57
      To co opisuje Tata Zuch znam tylko z forum. W mojej okolicy wygląda to zupełnie inaczej.
    • oqoq74 Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 08:00
      Nie ma to jak uogólniać.

      Mój syn, od pierwszej klasy szkoły podstawowej chciał chodzić sam do szkoły. Od drugiej wracał już sam. Teraz jest w trzeciej i często prosi bym po niego przyszła, bo tak po prostu lubi.
      Chodził sam do sklepu po zakupy od 6 lat. Mieliśmy sklep na naszej ulicy. Teraz jest nieco dalej, zdarza się, że albo idzie coś kupić, albo podjedzie rowerem. Droga osiedlowa.
      Sam potrafi sobie uszykować jedzenie, posprzątać w pokoju.

      Ale z drugiej strony, nie pozwalam chodzić mu samemu na plac zabaw. Bo musiałby podjechać rowerem. Plac jest oddalony kilka ulic od domu. Do tego, żeby do niego dotrzeć trzeba przejechać przez ruchliwą ulicę tzw. wylotową z miasta, przez którą dodatkowo biegnie niestrzeżony przejazd kolejowy. Byłam świadkiem jak dzieci nieco starsze przebiegały przed szynobusem skracając sobie drogę. Ktoś tak mądrze wymyślił, że plac zabaw jest przy torach kolejowych.

      Inna sprawa, że nie podoba mi się, gdy dzieci biegają całe popołudnia samopas po całej dzielnicy. Syn ma kolegów, którzy jak wyjdą z domu po lekcjach wracają wieczorem. Nie uważam, by było to odpowiednie.

    • iwoniaw Pitolenie 06.05.14, 08:23
      Tak, bo każdy kto ma inne standardy opieki nad własnym dzieckiem niż Tata Zuch to nadopiekuńczy helikopter - no to muszę tego pana zmartwić, na pewno znalazłoby się całkiem liczne grono osób, dla których to "zuchowe" metody wychowawcze to nadopiekuńczość i kwoczenie - i co wtedy? Niestety, panu odjechało w drugą stronę i zaraz przystąpi do licytacji hardkorowych rodziców przechwalających się, czyje dziecko w niemowlęctwie przeżyło bez szwanku więcej upadków na główkę na beton.
      Tymczasem w normalnym życiu dwulatki pilnowane, by nie spadły z huśtawki, wyrastają na skoordynowane ruchowo pięciolatki, ośmiolatki nie puszczane samopas do sklepu jakimś cudem potrafią kupić chleb w wieku lat 12 i nawet zrobić z niego kanapki przy użyciu noża, a 14-latki obarczone obowiązkiem odbierania telefonu od matki dadzą radę jako 20-latki samodzielnie pojechać do innego kraju, trafić do odpowiedniego dziekanatu i znaleźć pracę na weekendy.
      W przeciwieństwie do dwulatków puszczonych luzem pod huśtawki, które za kilka lat zakończą nabywanie umiejętności społecznych i innych mniej więcej w okolicy i na poziomie tego trzepaka, gdzie tak ambitnie zaczynały nie niepokojone nadmierną troską rodziców.
      • antyk-acap Re: Pitolenie 06.05.14, 08:29
        Nie ogarniam tej kuwety. Do szkoły nie byłem odprowadzany wcale. Zresztą potem miałem z kolegami dużo większy teren rozpracowany niż droga do szkoły. Miasto ponad stutysięczne. I jakoś przeżyłem. Z rodzicami w piaskownicy nie byłem nigdy. Zresztą wtedy w piaskownicy siedziały tylko baby. Chłopcy grali w nogę. Do piaskownicy szli tylko ci którzy chcieli pobawić się lekarza...
        • oqoq74 Re: Pitolenie 06.05.14, 08:33
          No, jeszcze dodaj, że kiedyś nikt nie zakładał kasku na głowę do jazdy na rowerze i nie zapinał pasów w samochodzie.smile
        • saszanasza Re: Pitolenie 06.05.14, 08:40
          Już to gdzieś pisałam, ale powtórzę. Kiedyś były inne czasy i inne realia. Mniejsze nasilenie ruchu, trudniejszy dostęp do używek, alkoholu czy narkotyków. Poziom agresji społeczeństwa moim zdaniem również był mniejszy, albo się o tym nie mówiło/słyszało, co również wynika z ograniczonego dostępu informacji. Dzisiaj mamy zaawansowaną reprterkę, tabloidy na każdym kroku i w każdym miejscu, kiedyś pewnego typu informacje nigdy nie były podawane społeczeństwu.
          I kolejne...kiedyś byłeś dzieckiem ze swoimi dziecięcymi problemami, po prostu nie widziałeś tych zagrożeń lub nikt cię w tej kwestii nie uświadamiał. Być może nie widziałeś tego co się wokół ciebie działo lub byłeś za mały by to zrozumieć.
          • antyk-acap Re: Pitolenie 06.05.14, 08:45
            Trochę tak. Ale nie było też ABSów w samochodach. Światła na skrzyżowaniach były tylko w centrum. A teraz zdarzają się sytuacje że gdy dziecko samo przyjdzie na plac zabaw to inne matki dzwonią na policję i zgłaszają że znalazły zaginione dziecko - sytuacja z życia.
            • kropkacom Re: Pitolenie 06.05.14, 08:46
              Nie histeryzuj.
            • ichi51e Re: Pitolenie 06.05.14, 09:07
              I dzieki bogu ze dzwonia.
              Ostatnio mi sie dzieciak zgubil bo na placu pan go wypuscil bo "chcial wyjsc" ja juz wole jak dzwonia na policje ze sie blaka.
          • gazeta_mi_placi Re: Pitolenie 06.05.14, 09:03
            Polemizowałabym z tym trudniejszym dostępem, jako dziecko bezproblemowo kupowałam dla ojca papierosy, jako nastolatka (chuda i wyglądająca na mniej niż mam) gdy chciałam kupić w kiosku baton Mars babka bez niczego podała mi papierosy Mars o nic nie pytając.
            Na przerwie w szkole średniej lataliśmy woźnej po papierosy (jeszcze nieletni). Alkohol zawsze młodzież kombinowała bezproblemowo.
        • chipsi Re: Pitolenie 06.05.14, 12:13
          > miałem z kolegami dużo większy teren rozpracowany niż droga do szkoły. Miasto p
          > onad stutysięczne. I jakoś przeżyłem.

          Widzisz, ci którzy nie mieli tyle szczęścia nie mogą juz napisać "a mnie rozjechał tramwaj jak szłem do szkoły" .

          Wole być "helikopterem" niż matka bez dziecka.
      • eo_n Re: Pitolenie 06.05.14, 08:32
        Była o tym książka kilka lat temu:
        Pod presją
        Dajmy dzieciom święty spokój!
        Carl Honoré

        www.drzewobabel.pl/wydawnictwo/ksiazki/pod_presja,ksiazka,45.html
        • iwoniaw Nie, nie zamierzam dać dzieciom "świętego spokoju" 06.05.14, 09:04
          Generalnie brakiem dawania świętego spokoju różni się wychowywanie zwierząt bardziej zaawansowanych od jakichś gadów czy innych robali.
          • ichi51e Re: Nie, nie zamierzam dać dzieciom "świętego spo 06.05.14, 09:09
            Skojarzylo mi sie:


            W ogole sie na niego suczysko nie oglada uncertain
            • iwoniaw Re: Nie, nie zamierzam dać dzieciom "świętego spo 06.05.14, 09:17
              Wie, że da radę, to się i nie ogląda. Spróbowałabyś podejść, to ty byś się ani obejrzała wink
              I w sumie o to w tym wszystkim chodzi - to nie postronne Zuchy decydują, co jest nadopiekuńczym zachowaniem i nikt nie będzie niedźwiedzicy pouczał, że zagryzienie miłego turysty głaszczącego niedźwiedzie dziecko to histeria i wychowywanie pokolenia w kaskach big_grin
          • undoo Re: Nie, nie zamierzam dać dzieciom "świętego spo 06.05.14, 16:45
            Iwoniaw, ta ksiazka wcale nie jest glupia. I ten swiety spokoj to od zachowan a la matka-tygrysica. Gosc przegina w momencie, gdy pisze, ze zabawa jest wazna, bo sprzyja lepszemu rozwojowi dziecka, jakby zabawa nie miala prawa byc przyjemnoscia sama w sobie, tylko musi miec uzasadnienie. Poza tym, przy tym, co widze na codzien, Carl Honore ma duzo racji.
      • aandzia43 Re: Pitolenie 06.05.14, 10:02
        > Tymczasem w normalnym życiu dwulatki pilnowane, by nie spadły z huśtawki, wyras
        > tają na skoordynowane ruchowo pięciolatki, ośmiolatki nie puszczane samopas do
        > sklepu jakimś cudem potrafią kupić chleb w wieku lat 12 i nawet zrobić z niego
        > kanapki przy użyciu noża, a 14-latki obarczone obowiązkiem odbierania telefonu
        > od matki dadzą radę jako 20-latki samodzielnie pojechać do innego kraju, trafić
        > do odpowiedniego dziekanatu i znaleźć pracę na weekendy.
        > W przeciwieństwie do dwulatków puszczonych luzem pod huśtawki, które za kilka l
        > at zakończą nabywanie umiejętności społecznych i innych mniej więcej w okolicy
        > i na poziomie tego trzepaka, gdzie tak ambitnie zaczynały nie niepokojone nadmi
        > erną troską rodziców.

        Hehe, otóż to. Wczesny "samodzielny" początek na trzepaku - trzepak całym światem na resztę życia wink
    • kocianna Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 08:37
      W Moskwie nie było opcji, żeby Młoda chodziła gdziekolwiek sama, w tym do szkoły. Podwórko tak - ogrodzone, chronione, ochrona nie otwierała bramy wjazdowej ani furtki, jeśli kręciły się przy niej jakiekolwiek dzieci (przez domofon kazał im odejść od wyjścia), a wyjście dziecka do osiedlowego sklepiku trzeba było ochronie zgłosić, bo inaczej nie wypuścili.

      W Warszawie Młoda porusza się zupełnie samodzielnie po osiedlu na rowerze, albo jeździ sama autobusem do szkoły muzycznej (2 przystanki), zostaje sama w domu na 2-3 godziny - ma 9 lat.

      Warunki są różne.
    • kropkacom Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 08:43
      Rodzice to takie dziwne stworzenia. Pakują na świat te dzieci, a potem nagle jakby się rozmyślili big_grin Nie, my jednak już nie chcemy. Niektórzy już w pierwszym roku berbecia chcieliby aby młode nie budziło się w nocy, chodziło na toaletę i ogólnie dupy nie truło. Potem już idzie z górki. Można młode wygnać na plac zabaw, posłać po fajki lub chlebek do samu, nie brać wolnego bo smarek chory...

      Czu kiedyś było inaczej niż dzisiaj? Bo dzieci było więcej i to lenistwo wychowawczo/opiekuńcze rodziców miało usprawiedliwienie. I proszę mi tu nie pitolić, ze chodzi jakieś tak tworzenie pokoleń. Pokolenie moich rodziców to nie pokolenie wygranych.
      • kropkacom Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 08:44
        Czemu kiedyś - miało być.
        > Czu kiedyś było inaczej niż dzisiaj?
      • antyk-acap Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 08:52
        Mylisz się. To nie był efekt braku troski. Ja w wieku lat siedmiu, ośmiu chodziłem gdzie chciałem. Mówiłem rodzicom że idę na boisko i szedłem z kumplami nad tory. Kontroli nie było żadnej. Dziś troska jest ta sama ale kontrola o wiele większa.
        • kropkacom Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 08:56
          To nie ma sensu. Troskliwość to opiekuńczość, dbałość, a nie zaklinanie rzeczywistości. Bo z tego co piszesz to nie można było ci nawet ufać.
          • antyk-acap Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 08:58
            To było trochę tak że zaufanie polegało na tym że wszystko kończyło się dobrze. A nie na tym że robiłem dokładnie to co chcieli rodzice. Pamiętam że wtedy nawet dziewczynki uczuło się by nie płakały gdy upadną i się pokaleczą. Uczyło się dzieci że trzeba być twardym. I się nie dać.
            • kropkacom Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 09:00
              Wiesz, miałeś fuksa. Moja koleżanka na torach straciła życie. Może nie była taka twarda? Jak myślisz?
              • antyk-acap Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 09:04
                W dzieciństwie zgiął tylko jeden mój kolega. W szkole. Został zadeptany na schodach. Ta kontrola nie ma nic do rzeczy.
                • kropkacom Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 09:06
                  No i?
              • gazeta_mi_placi Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 09:04
                U nas na torach zginęło dziecko które było na spacerze pod opieką dziadka.
                • kropkacom Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 09:09
                  No i czego to dowodzi? Że rodzice nie zawsze potrafią być zapobiegliwi nawet jak trzymają dziecko za rękę? Moje dzieci nie straciły jeszcze żadnego z kolegów, a ja ze swojego dzieciństwa pamiętam masę wypadków śmiertelnych gdzie ofiarami były dzieci i nie trzymane przez dorosłego za rękę.
                  • gazeta_mi_placi Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 09:16
                    Naprawdę masę? Ja ze swojego dzieciństwa kojarzę bezpośrednio jedną dziewczynkę ze szkoły, która umarła na białaczkę (w szkole była zbiórka) i to wszystko.
                    A mieszkałam w miejscu gdzie każdy dużo wiedział o innym, a już wieści o tragedii rozchodziły się z szybkością błyskawicy.
                    • kropkacom Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 09:17
                      Tak, to nie był jeden przypadek.
                    • ichi51e Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 09:48
                      U nas w szkole co chwila ktos wpadal pod samochod ale to byla wina twgo ze mielismy cukiernie po drugiej stronie ulicy i na przerwie sie wyskakiwalo szybko zeby zdazyc zjesc.
                      • kropkacom Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 09:52
                        No. Dzisiaj w szkole młodych nie ma takiej opcji: na przerwie sie wyskakiwalo szybko zeby zdazyc zjesc.
              • antyk-acap Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 09:07
                Poza tym - czy myślisz że nie wiedzieliśmy czy grozi zabawa przy torach? Jakie są niebezpieczeństwa? Albo że jeśli wspinasz się na drzewo to możesz spaść i skręcić kark? Każdy wiedział.
                • kropkacom Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 09:10
                  Czyli samodzielność po twojemu to ryzykowanie? Testowanie na sobie? Dzisiaj tez się tak zachowujesz?
                  • antyk-acap Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 09:11
                    W pewny m sensie jest to badanie granic.
                    • kropkacom Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 09:14
                      Badanie granic to nie musi być sport ekstremalny. Owszem, ze być, ale tylko tyle.
                      • kropkacom Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 09:15
                        Owszem może być, ale tylko tyle - miało być tongue_out
                        • antyk-acap Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 09:16
                          Nikt nie mówi o sportach ekstremalnych.
                          • kropkacom Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 09:18
                            Testowanie granic po twojemu to jest "sport" ekstremalny.
                • oqoq74 Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 09:17
                  I to, że nie nic nie stało to zwykły łut szczęścia.

                  Pamiętam jako dziecko chodziliśmy się kąpać nad jezioro, zdarzało się, że nic nie mówiąc rodzicom, zamiast na strzeżone kąpielisko, to na dziką plażę. To, że nic się nie stało to nie przejaw naszej odpowiedzialności, tylko zwykły łut szczęścia. Wtedy kompletnie nie zdawaliśmy sobie sprawy, że może się to źle skończyć. Opowieści o tym, że ktoś się utopił traktowaliśmy jak bajki. Dopiero później, gdy człowiek był starszy przyszła odpowiedzialność, że bezpieczniej jest na strzeżonym kąpielisku.
            • oqoq74 Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 09:01
              To nie było zaufanie, tylko szczęście, że nic się nie stało.

              Dziś też możesz posłać 6 letnie dziecko, żeby po całej dzielnicy chodziło i się bawiło samo. I nie ma to nic wspólnego z zaufaniem, czy odpowiedzialnością, samodzielnością dziecka. Albo dziecku się nic nie stanie, albo się "coś" stanie. Kwestia podjęcia ryzyka. Pytanie, czy gdy się "coś" stanie, rodzice poczują, że to przez ich podejście do wychowania dziecka?
        • iwles Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 09:32
          antyk-acap napisał:

          >Ja w wieku lat siedmiu, ośmiu chodzi
          > łem gdzie chciałem. Mówiłem rodzicom że idę na boisko i szedłem z kumplami nad
          > tory. Kontroli nie było żadnej. Dziś troska jest ta sama ale kontrola o wiele w
          > iększa.


          A dziś rodzicami jest właśnie to pokolenie.
      • gryzelda71 Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 08:53
        Po fajki? wygnać na plac zabaw? Nie histeryzujbig_grin
        • kropkacom Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 08:58
          No to jest przerysowanie, ale pewnie moje pokolenie obczaja te klimaty. Jestem pewna big_grin
          • gryzelda71 Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 09:00
            Na pewno nie wysyła 8latka po fajki.
            A 6,7 latek sam na placu zabaw osiedlowym gdzie widzę go z okna to żadne wygnanie.
            • kropkacom Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 09:02
              Jak widzisz go z okna to żadna samodzielność. Chyba, ze schodzenie po schodach i otwarcie drzwi to już samodzielność. Ja na przykład nie mam i nie miałam placu zabaw pod oknem.
              • gryzelda71 Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 09:06
                Samodzielność znaczy jak znika z pola widzenia? T w przedszkolu jest samodzielne tak?
                • antyk-acap Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 09:08
                  Tak. Bo działa na własną odpowiedzialność.
                  • gryzelda71 Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 09:09
                    Czyli w przedszkolu taki 3 latek samodzielny. No,no...
                    • antyk-acap Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 09:11
                      W pewnym sensie tak. Bo nie ma rodzica obok niego. Przedszkolanka to nie to samo. Daje ale i wymaga. I nie zawsze spełnia prośby.
                      • gryzelda71 Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 09:13
                        Przedszkolanka to nie to sam
                        > o. Daje ale i wymaga. I nie zawsze spełnia prośby.

                        Jestem przedszkolanką nie matka hahahaha
      • asia_i_p Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 10:05
        Nie zgadzam się. Wysyłając mnie do sklepu po chleb i idąc za mną o parę kroków z tyłu, kryjąc się po bramach, członkowie mojej rodziny zdecydowanie nie oszczędzali czasu. Podobnie wysyłając mnie samą na podwórko i tkwiąc w oknie przez cały czas.

        Facet przesadza, bo uogólnia, ale z tym, że opiekuńczość może się przerodzić w nadopiekuńczość, ja się zgadzam. Obecnie zagrożenia życia codziennego temu sprzyjają, więc tym bardziej trzeba się starać wykroić dziecku jakąś sferę samodzielności.
    • melancho_lia Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 08:52
      Inne czasy były.
      Mnie też babcia do szkoły w pierwszych klasach odprowadzała.

      Syn i córka spokojnie idą sami do sklepu (sklep w tym samym budynku), syn jako 7 latek był na obozie- poradził sobie bez nas.
      Samodzielne chodzenie do szkoły to jeszcze co najmniej rok poczekam (syn ma 8 lat) bo dojeżdżamy metrem 4 stacje.
    • valtho Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 08:54
      Różnie bywa. Moje dzieci pewnie nigdy nie wybiorą się same do szkoły, bo jest na drugim końcu miasta, ale już teraz 7 latek i 8 latka swobodnie chodzą do osiedlowego sklepu. Ostatnio w małej mazurskiej wiosce też samodzielnie się poruszały.
    • ichi51e Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 09:01
      Ciekawe czy jego dzieci chodza po chleb i jezdza bez kaskow?
    • mamameg Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 09:10
      Początek mnie zirytował, myślałam, że to kolejny tetryk który uważa że jego pokolenie to było super a te następne to wiadomo, dzicz(albo głupi są, od tych gier i internetu). Ale dalej jest więcej sensu, zgadzam się z tym akapitem o nadmiarze zajęć dodatkowych.
      • triss_merigold6 Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 09:13
        To ja mam znakomitą radę: Nie zapisuj!. Nikt Tobie, autorowi, innym zgorszonym nie każde zapisywać dzieci na jazdę konną, balet, kaligrafię, chiński, jogę i kółko chemiczne jednocześnie. Nikt.
        • gryzelda71 Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 09:14
          Presja każe hahaha
          • triss_merigold6 Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 09:16
            Jest szansa na nonkonformizm, palmę męczeństwa, słuszny bunt i rewolucyjny zapał w przeciwstawianiu się presji.
            • gryzelda71 Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 09:18
              Nie kazdy wojownik.
              • kropkacom Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 09:20
                Może chociaż nie ma kasy big_grin Oj, gryzelda...
                • gryzelda71 Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 09:26
                  No tak to nadzieja wszak dodatkowe zajęcia MUSZĄ być płatne.
                  Przestańcie pitolić ze nie ma mody na zapisywanie na liczne zajęcia. Ze mateczki nie licytują się na ile i gdzie dzieciaki chodzą.
                  • kropkacom Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 09:29
                    Zdecydowana większość jest płatnych. I tak, może w jakiś kręgach się licytują. Pewnie w tych samych co kiedyś.
                  • dziennik-niecodziennik Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 10:48
                    moda jest, licytacje są.
                    przymusu przejmowania sie powyższym nie ma żadnego big_grin
                  • stacie_o Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 13:48
                    oczywiście że są
                    tylko konsekwencji żadnej
                    jak napisałam ile mój syn spędza czasu na treningach (bezpłatnych lub symbolicznie płątnych- szkoła sportowa) to mi jedna emateczka, ta która posyła na angielski, plastyke, robotyke, judo napisała
                    biedne dziecko, kiedy on jest w domu tongue_out
        • antyk-acap Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 09:16
          Nikt? A presja otoczenia? Dziecko musi się ponudzić, musi samo wpaść na to co chce robić.
          • triss_merigold6 Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 09:18
            Kto na Ciebie, samotny stary kawalerze, wywiera presję w temacie zapisywania dzieci na zajęcia dodatkowe?
          • oqoq74 Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 09:20
            Presja otoczenia? Jesteś dorosły, to, że wszyscy wokół coś robią, oznacza, że Ty też musisz to robić? A gdzie swoje własne zdanie? I to jest to pokolenie wygranych, którzy w dzieciństwie łazili bez kasku po drzewach?
            • triss_merigold6 Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 09:21
              Hehheheh, no właśnie. To przecież ci z kluczem na szyi, kąpiący się w byle bajorach i bawiący na budowach, teraz pilnują dzieci na każdym kroku i organizują im czas. Ciekawe dlaczego?
              • oqoq74 Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 09:23
                Może właśnie dlatego, że z własnego doświadczenia wiedzą ile głupot w dzieciństwie zrobili?
              • gazeta_mi_placi Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 09:24
                Dlatego, że obecnie coraz częściej zostaje się rodzicem powyżej 30 roku życia i coraz częściej jest to jedynak, a nad jedynakiem zawsze się ludzie bardziej trzęśli, tak samo zawsze starsze mamusie bardziej kwoczyły niż młode.
                Oto masz rozwiązanie zagadki.
                • gazeta_mi_placi Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 09:43
                  I za naszych czasów w klasie mieliśmy jedynaka, syna samotnej matki, sądząc po wyglądzie została matką sporo po 30-tce.
                  I która z matek najdłużej odprowadzała dziecko (do czwartej klasy) z mojej klasy?
                  Oczywiście matka jedynaka.
                  Drugi jedynak od nas z klasy praktycznie w ogóle nie wychodził na podwórko (wiem bo byliśmy z jednego osiedla).
                  Tak, że zawsze nadopiekuńcze były matki jedynaków, z tym że kiedyś jedynak był dość rzadkim zjawiskiem, teraz jest w co drugiej rodzinie.
                  • aandzia43 Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 10:20
                    Drugi jedynak od nas z klasy praktycznie w ogóle nie wychodził na podwórko (wie
                    > m bo byliśmy z jednego osiedla).
                    > Tak, że zawsze nadopiekuńcze były matki jedynaków,

                    Mam zgoła inne spostrzeżenia z dzieciństwa lat sześćdziesiątych, pięćdziesiątych. Pilnowane i odprowadzane były dzieci matek niepracujących zawodowo lub posiadających na stanie niepracujące babcie. Aha, nie mam na myśli patologii, która pracą się nie kalała, a opieką nad dziecięciem też. Na moim robotniczym osiedlu mało było matek niepracujących, trochę więcej nieczynnych już zawodowo babć. Jedynaków było mało, fakt, ale żaden ze znanych mi nie był pilnowany bardizje niż pozostałe dzieciaki.
                  • morekac Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 10:25
                    Dobro, którego nie mamy w nadmiarze, zawsze jest bardziej cenne.
              • gryzelda71 Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 09:56
                Triss, ty też bawiłaś się na budowach? Nie....
                • triss_merigold6 Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 10:06
                  Oczywiście, bo wokół były głównie budowy, powstające osiedle.
                  • gryzelda71 Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 10:10
                    Ty i budowa? Nie wierzębig_grin
                    • iwoniaw Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 11:28
                      Nie wiem, co cię tak dziwi; w tamtych czasach (dzieci urodzone w latach 70. XX w.) naprawdę standardy zachowań i otoczenie były zupełnie inne niż dziś. I ja, prawdę mówiąc, uważam, że moi (i wielu innych w otoczeniu) rodzice, a wraz z nimi my - ich dzieci - w co najmniej kilku sytuacjach mieli więcej szczęścia niż rozumu, że ich sposób wychowywania i dozoru nad nieletnimi nie skończył się tragicznie.
                      Tzn. w kilku przypadkach się skończył. I w odbiorze społecznym tegoż faktu też była dramatyczna różnica w porównaniu z dzisiejszymi czasami: wtedy tym rodzicom, których dzieci uległy wypadkowi, wszyscy wokół współczuli, jakie to ich nieszczęście spotkało, podczas gdy dziś zostaliby zlinczowani medialnie i towarzysko za patologiczne zaniedbania. Ta różnica też robi swoje (i niekoniecznie jest to zmiana na gorsze, uważam).
                      • gryzelda71 Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 11:34
                        Nie musisz tego tłumaczyć. Ale Triss to nie był zwyczajny dzieciak z robotniczej rodziny.
                        • iwoniaw Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 11:49
                          Wszelako nie mieszkała na Marsie tylko na warszawskim masowym osiedlu otoczona kolegami z masowej szkoły - jak 99,9% populacji wówczas zresztą (tzn. nie wszyscy w Warszawie na osiedlu niewillowym, tylko wszyscy niewyizolowani od tzw. przeciętnego społeczeństwa).
                          • gryzelda71 Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 11:56
                            Tyle tez pisała,ze rodzice otaczali je uwagą i zainteresowaniem i jeszcze dziadkowie do pomocy.
                            • iwoniaw Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 12:02
                              No mnie też rodzice otaczali zainteresowaniem, uwagą i miałam troskliwych dziadków - a mimo to o ogólnych standardach opieki w tamtych czasach i osobistych doświadczeniach kompletnie zbędnych/ryzykownych/szkodliwych w wieku mocno nieletnim mam zdanie jak powyżej. Tu jednak "inne czasy" to nie tylko slogan, to oddaje faktyczne różnice.
                              • gryzelda71 Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 12:16
                                Mnie jednak nie bardzo chyba otaczali skoro mogłam robić to co robiłam. Pamiętam ze inni rodzice, niewielu wprawdzie, ale stawiali ograniczenia na zabawę w pewnych miejscach i na same zabawy. Pisze o dzieciach szkolnych.
          • iwoniaw Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 09:22
            Triss ci napisała wyżej - presję otoczenia możesz nawet wykorzystać do komponowania swej palmy męczeństwa i jako okazję do ćwiczenia nonkonformizmu big_grin
            Naprawdę, nikt nikogo nie zmusza do zapisywania dziecka na cokolwiek, jak masz z tym problem, to siebie możesz zapisać - do psychiatry wink
            • undoo Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 16:48
              Tak, ale jest to upierd - sluchac caly czas tej samej audycji, ze sie staje w poprzek rozwojowi dziecka big_grin Co nie znaczy, ze bym ulegla, bo nie ulegam tanim manipulacjom. Natomiast presja potrafi przybrac b zaskakujace formy.
        • jowita771 Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 09:25
          Ale wtedy ich dziecko umie mniej od Twojego i ma gorszy start. Idealnie by było, gdyby nikt nie zapisywał, o to chodzi wink
          • iwoniaw Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 09:27
            Czyli w przekładzie na nasze: ludzie, nie moglibyście mieć wszystkiego w d... jak ja, a nie podnosić mi bez sensu poprzeczkę? big_grin
            • triss_merigold6 Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 09:32
              Mniej więcej.
              "Uprawiam borejkowszczyznę, nie chce mi się wozić, pilnować, płacić, organizować, wymyślać etc. więc innym rodzicom zarzucę nadopiekuńczość".
              • iwoniaw Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 09:42
                No, to takie właśnie jest. Ponadto wmawianie sobie, że winogrona kwaśne, jest dla wielu łatwiejsze niż ogarnięcie się w temacie dowolnym. Stąd trend "nie mam spinki" (i puszczam czterolatka samopas/chałupa wygląda jak melina/czeszę się raz na miesiąc) i konieczność wymyślenia jakiegoś epitetu pod adresem ludzi, dla których naturalnym zachowaniem jest to, którego nie daję rady wykształcić u siebie.
                • undoo Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 16:52
                  Odplynelas w strone drugiego bieguna. Co jest zlego w zlotym srodku?

                  Mamy inne czasy i inne predkosci, ktore jednak wymagaja fotelikow samochodowych i kaskow na glowie, gdy sie jedzie na rowerze. Ale niania mowiaca po kantonsku dla noworodka w mysl idei, ze nawet noworodek seundy na nauke stracic nie moze to przegiecie i to ostre.
          • gryzelda71 Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 09:36
            Ach te umiejętności nabywane w wielu 5lat np językowe, faktycznie decydują o lepszym starciewink
            • gazeta_mi_placi Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 09:41
              A ja nie rozumiem.
              Teraz prawie wszystkie pięciolatki (pomijając dzieci ostatniej patologii) uczą się języków aby mieć ów lepszy start.
              Czy to znaczy, że owe prawie wszystkie pięciolatki będą mieć lepszy start? To chyba (statystyka) niemożliwe?
              • gryzelda71 Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 09:42
                Tak, będąwink
        • mamameg Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 09:46
          To ja mam znakomitą radę: Nie zapisuj!. Nikt Tobie, autorowi, innym zgor
          > szonym nie każde zapisywać dzieci na jazdę konną, balet, kaligrafię, chiński, j
          > ogę i kółko chemiczne jednocześnie. Nikt.

          Nie zapisuję swoich, to znaczy starszy od II klasy podstawówki ze dwa razy w tygodniu chodzi na zajęcia ruchowe(obecnie piłka ręczna), ale gdyby więcej wychodził na dwór, to pewnie by nie chodził. Zwyczajnie żal mi dzieciaków, które muszą non stop gdzieś jeździć i nie mogą zwyczajnie odpocząć, zrobić czegoś samodzielnie, odkryć co lubią robić(bo nie czarujmy się, jednak najczęściej rodzic decyduje na jakie zajęcia chodzi dziecko), pobyć we własnym domu. Taki wyścig szczurów od kołyski. I tak, jest presja i jest licytowanie się na ile różnych zajęć dziecko chodzi(u znajomych dzieci w wieku PRZEDSZKOLNYM mają jedno popołudnie w tygodniu wolne właśnie z powodu presji otoczenia).
    • pieknestraszydlo Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 09:18
      Ja.... Obowiązki, sprzątanie, zakupy, cały dzień na podwórku.... Na rowerze bez przerwy. Klucz na karku, obiad zimny, bo mi się odgrzać nie chciało. Smażyłyśmy kiełbaski na palniku od gazu z siostrą, bo chciałyśmy jak z ogniska.....Tysiące różnych głupich pomysłów. Żyjemy, domu nie spaliłyśmy itd. Miałyśmy szczęście i miałyśmy rodziców, którzy mieli nas w d....
      Moje dzieci są chronione. Chronione przeze mnie i ojca. Wcale nie uważam, że to lepiej, ale tak jest.
      Wkurzają mnie nadopiekuńcze matki, a sama chyba nią zostaję powoli. Ale to znak czasu i odpowiedzialności. Wolę im zaparzyć tę herbatę 10000 razy, niż raz nie zaparzyć i żałować. Wolę iść na zakupy po chleb sama, niż uczyć ich samodzielności w bieganiu po ulicach. Wolę zawieźć ich do szkoły samochodem, niż drżeć całe rano, czy nie potrącił ich jakiś spieszący się dorosły. Trudno. Takie życie.
      • gryzelda71 Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 09:21
        Gdzie wy mieszkacie, że wyjście po chleb to sport ekstremalny?
        • kropkacom Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 09:22
          Czyli z tym chlebkiem to trafiła big_grin
          • gryzelda71 Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 09:27
            Trafia co i kogo?
            • kropkacom Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 09:30
              No, że jak nie po fajki smarka posłać to chociaż po chleb big_grin
              • gryzelda71 Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 09:35
                Nie widzę nic nadzwyczajnego,że 7latek pójdzie i kupi chleb.No chyba,ze droga niebezpieczna (sa takie miejca), albo nie jest w stanie.
                • kropkacom Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 09:39
                  Nie zrozumiałaś. Przyczepiłaś się do fajek w tym co na początku napisałam, ale już latanie smarka po chleb jest ok umiejętnością (uwaga!) dla rodzica. Jak nadal nie kumasz to nie odpisuj.
                  • gryzelda71 Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 09:46
                    Tak umiejętnośc zakupu samodzielnego, czyli pójście do sklepu, sięgnięcie po towar zapłacenie i doniesienie do domu to umiejętność. Czy dotyczy chleba czy jajek. Dla 7latka powinna byc do ogarnięcia, ale idz w zaparte,ze to zaniedbanie rodzicielskie i mega niebezpieczne zajecie.
                    • kropkacom Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 09:49
                      Zaraz zaniedbanie. Po co takie wielkie słowa.wink
                  • ichi51e Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 09:46
                    Wzruszylam sie. Ja latalam matce po zefiry big_grin a mysle ze z 7 lat mialam maks bo mama rzucila palenie na komunie mojego brata a on byl dwa lata starszy. Nigdy nie mialam problemow typu ktos myslal ze to ja wypalam big_grin przy okazji bralam tez zycie dla taty. Jak one pachnialy...

                    Rekordy bila i tak moja ciotka ktora poteafila wyslac corke po jagody i sytuacja byla taka:
                    - mieszkali na 4 pietrze w bloku z winda (ale dzieciak byl za lekki zeby winda ruszyla i nie siegal przyciskow) wiec lazl schodami
                    - przechodzil przez regularna ulice
                    - placil za te jagody
                    - wracal i czasem ciotka odsylala zeby zwrocila bo jagody nie spelnialy standardow uncertain
                    • gryzelda71 Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 09:48
                      Założę się,ze obecnie nikt siedmiolatkowi fajek nie sprzeda. A może ?
              • asia_i_p Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 10:09
                No ja jestem bardzo dumna, że moja córka potrafi zrobić podstawowe zakupy spożywcze. I nie rozumiem, dlaczego mam z tego powodu uchodzić za patologię.

                Co jest patologicznego w tym, że 8-latka umie iść do sklepu, kupić ogórki, jogurt i coś tam jeszcze (nie wiem, ja nie znam tego przepisu), oraz zrobić z tego ogórki faszerowane?
                • kropkacom Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 10:10
                  To chyba gryzelda powinna wyjaśnić? Ja o patologii nic nie pisałam.
                • szamanta Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 10:56
                  asia_i_p napisała:

                  > No ja jestem bardzo dumna, że moja córka potrafi zrobić podstawowe zakupy spoży
                  > wcze. I nie rozumiem, dlaczego mam z tego powodu uchodzić za patologię.
                  >
                  > Co jest patologicznego w tym, że 8-latka umie iść do sklepu, kupić ogórki, jogu
                  > rt i coś tam jeszcze (nie wiem, ja nie znam tego przepisu), oraz zrobić z tego
                  > ogórki faszerowane?

                  Dla niektórych twoja mała może uchodzić za geniusza,, a już nawet nie wspominaj ,ze ogórka nożykiem obiera z łupinek, no przecież od razu możesz jej dać drzewo do rąbania ( taki tekst kiedyś usłyszałam od znajomej , gdy była swiadkiem jak moje jarzyny obierały i kroiły, ale co lepsze jej 15 latek nawet sobie kromki chleba nie potrafi zrobić ) suspicious
                  • kropkacom Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 11:03
                    Można sobie żartować, ale była tub taka jedna co to obiad jako sześciolatka musiała dla rodziny gotować. Twój nożyk i ogórek by wyśmiała.

                    Samo nabywanie umiejętności przez dzieci jest ok. Jakichkolwiek. Bardzo ok, bo w końcu o to chodzi w wychowaniu między innymi. Czym innym myślenie, że skoro dziecko nie sika w pieluchy to zapewnienie mu bezpieczeństwa można sobie darować. Niech sobie smarek sam testuje granice.
                    • antyk-acap Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 11:21
                      Sorry ale to bez sensu. Pierwsza gra szkolna jakiej się nauczyłem to rzucanie nożem. Pamiętam że robiło się okrąg na ziemi i rzucało w niego tak by nóż wbił się w ziemię. Tam gdzie się wbił ryło się linę dzielącą okrąg. Wygrywał ostatni. Dziś ematki dostałyby zawału na ten widok. Wtedy scyzoryk to ekstra prezent. Jeśli był dobry to miało się powodzenie u płci pięknej niczym dzisiejszy posiadacz ferrari. Zrobienie sobie kanapek to nie był wyczyn. Podobnie obranie kartofli. Choć mi obierała mama bo wychodziły mi sześciany. Za co obrywało mi się. Ale w wieku lat dziesięciu umiałem przygrzać sobie zupę. Inaczej bym głodował.
                      • oqoq74 Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 11:43
                        Ja od 10-11 roku życia gotowałam.
                        Nie zmienia to faktu, że uważam iż przynoszenie przez dzieci noży do szkoły (co ostatnio miało miejsce w klasie mojego syna) za głupotę.
                        Kiedyś dzieci lat 7 - 8 nie miały na co dzień kontaktu z przemocą. Teraz byle bajki, gry komputerowe oparte są na walkach, na zabijaniu. Dziś dzieci 10 letnie potrafią z nożem ruszyć na nauczyciela.
                        • kropkacom Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 11:57
                          Naiwnym jest twierdzenie, że kiedyś dzieci nie wiedziały do czego może służyć nuż poza nieszkodliwą zabawą. Z przemocą miały do czynienia zbyt często w domu. Był tu niedawno taki wątek nawet.
                          • oqoq74 Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 12:02
                            Nie chodzi mi o to, że nie wiedziały.
                            Może źle się wyraziłam. Dziś ten świat filmów, gier, bajek pokazuje, że ktoś jest skaleczony, czy zabity ale ma ileś tam żyć. Dzieci nie zawsze zdają sobie sprawę, że życie to coś innego jak bajka.

                            • kropkacom Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 12:05
                              Chyba 3-4 latki, ale nie dzieci szkolne.
                              >Dzieci nie zawsze zdają sobie sp
                              > rawę, że życie to coś innego jak bajka.
                              • oqoq74 Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 12:10
                                Wiesz te dzieci szkolne z jednej strony, to są mega mądre, z drugiej czasem popiszą się taki brakiem podstawowej wiedzy, że aż strach.
                                • kropkacom Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 12:13
                                  Moment, nie wiem jak ty, ale ja mam dwójkę dzieci obecnie w szkole i wiem co piszę big_grin Ja nie teoretyk gawędziarz...
                                  • oqoq74 Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 12:17
                                    Ja też. Mam 9 latka.
                                    Opowiada co koledzy wyczyniają. Sama z resztą obserwuje ich popisy i przechwalanki.

                                    Kolega przyniósł noże do szkoły. Kilka. Bawili sięsmile Ich ulubiona zabawa to bijatyka. Pani powiedział, że przyniósł jeden, żeby gałązkę ściąć. I pani uwierzyła.
                                    • kropkacom Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 12:21
                                      No widzisz, ja takich informacji nie mam dostarczanych albo po prostu towarzystwo (w co nie wierzę) jest inne. A młody jak raz ma scyzoryk i używa go zgodnie z przeznaczeniem. Przynajmniej do tej pory.
                                      • oqoq74 Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 12:25
                                        To były różne noże, także kuchenne. Nie wiem w jaki sposób udawało im się je na przerwach wynosić.

                                        Dzieciaki mają różne pomysły. Zdarzało się już nagrywanie telefonami innych uczniów, zjadanie zapałek, bijatyki na które nauczyciele nie zwracają uwagi.
                                        • kropkacom Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 12:48
                                          Zastanowiłabym się nad zmianą szkoły. O ile to wchodzi w rachubę.
                                          • antyk-acap Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 12:57
                                            Reasumując - dzieciak przyniósł jakieś noże do szkoły. Głupie. I co robisz? Bierzesz swego dzieciaka i przenosisz do innego szkoły. W wyniku czego spada on na dno hierarchii grupowej. W skutek czego by odreagować traumę lub wejść wyżej w hierarchii podejmuje on działania niosące ryzyko ale i poklask grupy - palenie, picie, ćpanie, kradzieże. Szacun!
                                            • oqoq74 Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 13:07
                                              Ale chyba rzecz w tym by budować w dziecku poczucie własnej wartości i umiejętność powiedzenia "nie" grupie.
                                              • antyk-acap Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 13:29
                                                Taaak? Kiedy ostatnio powiedziałaś "nie" szefowi?
                                                • oqoq74 Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 15:45
                                                  Jest różnica między powiedzieć "nie" szefowi, a iść ślepo za głosem grupy.
                                                  Ale akurat ja mam taką naturę, że jak mi się coś nie podoba, to o tym mówię. I gdy miałam szefa, tak również było. Ostatecznie zawsze można zwolnić się z winy zakładu pracysmile.

                                              • echtom Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 17:36
                                                Indywidualizm kwitnie gdzieś od etapu liceum. Młodsze dziecko chce być takie jak inne dzieci i robić to co one. Taka faza rozwojowa.
                                                • oqoq74 Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 17:42
                                                  Może i faza rozwojowa. Ale mój syn potrafi powiedzieć nie, gdy coś mu się nie podoba. Potrafi też dorosłej osobie powiedzieć nie. W sytuacji z nożami, odszedł nie bawił się nimi.
                                            • kropkacom Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 13:09
                                              Nie umiesz czytać? Niereagujący nauczyciel, przynoszenie noży, włączone telefony? Każda forumka ci tu napisze, ze to kosmos w szkole. Reszty przez grzeczność nie skomentuje.
                                              • oqoq74 Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 13:16
                                                Ale myślisz, że w innych szkołach takie rzeczy się nie dzieją?
                                                Ja reaguję. I w sytuacji, gdy doszło do nagrywania i syn po przyjściu ze szkoły opowiadał mi, że coś takiego miało miejsce, zadzwoniłam do wychowawczyni, by dowiedzieć się w czym rzecz i co ma zamiar zrobić. To samo w kwestii noży czy innych rzeczy.
                                                W żadnej z tych akcji nie brał udziału mój syn, co nie zmienia faktu, że interweniowałam w szkole i oczekiwałam działań. Zdaję sobie sprawę, że nauczyciel nie jest wszystkiego zobaczyć, ale uważam, że obowiązkiem rodzica jest współpraca ze szkołą.
                                                • kropkacom Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 13:21
                                                  W naszej nie można nosić na terenie szkoły włączonego telefonu, tabletu i tak dalej. Na przykład.
                                                  • antyk-acap Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 13:23
                                                    A jeśli ktoś wniesie to zabierasz dzieciaka? Tam pewnie wnoszenie noży też jest zabronione.
                                                  • kropkacom Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 13:31
                                                    Obserwuję jaką szkoła ma kontrolę nad dziećmi. Jak radzą sobie nauczyciele. I jak na razie nie mamy takich problemów jak koleżanka wyżej.
                                                  • oqoq74 Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 13:24
                                                    Tutaj też tak jest. Syn ma telefon, ale wyłączony.

                                                    Ale dzieciaki, jak to dzieciaki. Jeden usłucha, drugi nie.

                                                    Te wymienione sytuacje, to nie przegląd z jednego dnia, czy tygodnia. Tylko od początku, gdy syn poszedł do szkoły.
                                                  • kropkacom Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 13:29
                                                    I uważasz, że to nie jest problem szkoły? Tylko twojego dziecka? Czy generalnie, co? Bo się zgubiłam.
                                                  • oqoq74 Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 15:42
                                                    Uważam, że jest to problem do rozwiązania. Niekoniecznie do zmiany szkoły.
                                                  • kropkacom Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 15:51
                                                    Ale do rozwiązania przez kogo?
                                                  • oqoq74 Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 16:03
                                                    Jeśli pytasz o sytuację z nożami to przez szkołę, ale też przez rodziców. Kontrola co dzieci zabierają do szkoły. A w szkole oczekuję odpowiedniej opieki.
                                          • oqoq74 Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 12:59
                                            Raczej wyboru nie ma. I fakt mam sporo zastrzeżeń. Z drugiej strony uważam, że są to sytuacje nad którymi można zapanować. Tylko trzeba tego chcieć.
        • pieknestraszydlo Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 09:28
          Niestety na wsi, co to wsią pod względem ruchu była jakiś wiek temu.... Chodnik z jednej strony, a ruch niczym na DK 1. I dosłownie wyprawa po chleb to sport ekstremalny prawie.
          • gryzelda71 Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 09:30
            Tak znam takie miejscowości.
            Dlatego tez mieszkam tam gdzie nie ma takiego ruchu.
            • iwoniaw Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 09:35
              A jeśli ktoś mieszka tam, gdzie jest "taki" ruch to twoim zdaniem w celu upupiania dziecka, czy jego dziecko mniej ogarnięte niż to mieszkające w kamienicy ze spożywczym na parterze osiągalnym bez wychodzenia z bramy?
              Zrozum, że są po prostu sytuacje, w których na pewne rzeczy pozwala się dziecku wcześniej lub później w zależności od okoliczności - próba zrobienia tabelki typu "5 lat - kupuje chleb, 8 lat - i jeszcze mleko" jest bez sensu.
              • gryzelda71 Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 09:41
                Po prostu jego dziecko nie chodzi po chleb nic ponadto.
                Ale miejsce zamieszkania nie jest przypadkiem. Na to może też warto zwrócić uwagę a nie potem jaka ja opiekuńcza bo do gimnazjum jeszcze dziecko odprowadzam, a koleżanki samo chodzi więc ma je głęboko.
                • kropkacom Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 09:44
                  Masz kompleksy? big_grin
                  • gryzelda71 Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 09:47
                    Dzień bez diagnozy dnie straconym?
                    • kropkacom Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 09:48
                      No big_grin
                      • gryzelda71 Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 09:51
                        To masz już z głowy na dziś jak tak.
                        • kropkacom Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 09:52
                          smile
                • asia_i_p Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 10:12
                  Nie zawsze się da wybierać miejsce zamieszkania pod tym względem, a sytuacja też się zmienia.
                  Kiedy wprowadzaliśmy się z ojcem do jego obecnego domu, na ulicy przed domem dzieci grały w piłkę. Teraz jest to ruchliwa ulica, przez którą przejście stanowi problem. Nie da się przeprowadzać przez cały czas, ścigając strefy o małych ruchu samochodowym.
    • hugu Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 09:45
      Teorie teoriami, a ja sobie cenię logikę, empirię (najlepiej cudzą) i praktyczne obserwacje.
      Co mi z tego wychodzi w kwestii poziomu nadzoru nad dziećmi?
      Banalnie: skrajności są złe.
      Przy czym dzisiaj skrajnością jest nienadzorowanie, jaki dotyczył większości z nas, czyli dzisiejszych rodziców. To, co w naszym pokoleniu było średnią (samodzielne chodzenie od I klasy do szkoły, wałęsanie się po podwórkach, łąkach, malowniczych ruinach itd.), teraz jest skrajnością z dołu skali.
      Czemu to się zmieniło?
      Ano temu, że zmieniło się nasze społeczeństwo. Przykłady:
      Kiedyś był przymus leczenia psychiatrycznego - teraz nie można poddać leczeniu nikogo, kto nie wyrazi na nie zgody. Jednocześnie rośnie zapadalność na choroby psychiczne. Po ulicach chodzi więc znacznie więcej osób nie kontrolujących się w pełni i przez to niebezpiecznych.
      Kiedyś jedynym popularnym środkiem zmieniającym świadomość był alkohol. Zmieniał przy okazji chód, więc pijaka można było rozpoznać z daleka jako zjawisko do unikania. Teraz jest mnóstwo środków psychoaktywnych, które "rozhamowują" ludzi niczego nie zmieniając w ich wyglądzie i wręcz ułatwiają sprawną konfabulację... Dziecku trudno rozpoznać. Dorośli sobie z tym nie zawsze radzą. To kolejna zwiększona dzisiaj grupa niebezpiecznych ludzi.
      I trzecia: Ludzie złej woli. Kiedy większość dzieci chodziła bez opieki rodziców - chodziła na ogół z innymi dziećmi, grupkami. Chodzili tak i "sprytniejsi" i bardziej "ofiarowaci", dzieci ludzi "ustawionych", budzących respekt - i dzieci niezaradnej biedoty. Rozsądek i siła grupy broniły pojedyncze dziecko przed socjopatą (np. nie przeszło niezauważona wciągnięcie gdzieś dziecka). Fakt, że socjopata nie wiedział, czy przypadkiem nie trafi na jedynaka komendanta MO też czasem w przedbiegach kazał mu rezygnować z pokusy.
      Dzisiejszy socjopata ma ułatwiony "start" do samotnie wędrującego kilkuletniego "zucha", bo: 1) ze względu na zmianę obyczaju i odprowadzanie dzieci przez rodziców taki "zuch" zazwyczaj idzie sam; 2) samopas są puszczane na ogół (piszę o statystyce) małe dzieci ludzi zaniedbujących je, niezaradnych, z niskich szczebli drabiny społecznej - nie ma więc tej drobnej obawy, że trafi się na "mocnego" przeciwnika. Socjopaci, wbrew pozorom, starannie wybierają ofiary i raczej nie "startują" do igrających na boisku podopiecznych prywatnej podstawówki, a upatrują sobie dziecko samotne, niepewne, nieobserwowane...
      Z tych to przyczyn nie jestem zuchem i dzieci też przesadnie w zuchostwie nie szkolę. Będę szukać "złotego środka", ale uważam, że dziś jest on w zupełnie innym miejscu, niż "za naszych czasów"...
      • antyk-acap Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 09:54
        No, nareszcie rozsądna odpowiedź.
      • mamameg Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 09:57
        Tak, tak, teraz świat jest zły i pełen psychopatów a kiedyś była sielanka. Zawsze byli pedofile(moja mama była zaatakowana a ma 60+), wariaci i mordercy, tylko media były inne, mniej było informacji.

        Ludzie złej woli. Kiedy większość dzieci chodziła bez opieki rodzicó
        > w - chodziła na ogół z innymi dziećmi, grupkami. Chodzili tak i "sprytniejsi" i
        > bardziej "ofiarowaci", dzieci ludzi "ustawionych", budzących respekt - i dziec
        > i niezaradnej biedoty. Rozsądek i siła grupy broniły pojedyncze dziecko przed s
        > ocjopatą (np. nie przeszło niezauważona wciągnięcie gdzieś dziecka). Fakt, że s
        > ocjopata nie wiedział, czy przypadkiem nie trafi na jedynaka komendanta MO też
        > czasem w przedbiegach kazał mu rezygnować z pokusy.

        Co za stek bzdur. Moja mama była takim dzieckiem wciągniętym do bramy, chociaż owszem przez większość czasu biegali w grupie, miała szczęście ktoś szedł po schodach i pedofil ją wypuścił(inne dzieci nie miały tyle szczęścia).
        I już widzę jak się pedofil zastanawia czy to dziecko jest jedynakiem komendanta Mo i rezygnuje, jasne.
        O tym, że każdego pijanego można rozpoznać z daleka po chwiejnym chodzie to aż szkoda komentować.
        • hugu Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 13:42
          Wierzę, że było z Twoją mamą tak, jak piszesz, ale ten (bardzo przykry - dobrze, że w porę zapobieżono!) przypadek nie podważa tezy o ochronnej roli grupy: jak rozumiem, pedofil zaatakował, kiedy Twoja mama akurat była sama, nie wciągnął jej na oczach grupki dzieci?...

          Co do stereotypu: pedofil=bezrozumny osiłek działający w amoku.. Nie tak jest. Pedofile bywają inteligentni, upatrujący "wygodnej" ofiary, planujący i działający tak, by obarczyć swoje postępowanie mniejszym ryzykiem. Mniej ryzykują łowiąc dzieci, którymi nikt się należycie nie opiekuje (mniej szans na naciskanie na wykrycie sprawcy a potem na dobrego adwokata i maksymalny wyrok), niż atakując potomstwo "silnych", wpływowych środowisk. Pedofil to bestia, ale nie, automatycznie, bezmyślny głupek.
          Pedofilami bywają ludzie bardzo inteligentni, z pozoru wzorowi obywatele, może to być prawnik, lekarz, często tzw. "porządny mąż i ojciec"...
          Co zaś do Twojego zaprzeczania, ze istnieją wyraźne objawy upojenia alkoholowego... Nie wiem, jak to skomentować, wszak każdy, kto żyje na tym świecie, w tym kraju zwłaszcza, wie, że upicie się powoduje rozpoznawalne dla otoczenia objawy: 1) Zaburzenia równowagi, 2) alkohol wyczuwalny w oddechu 3) bełkotliwą i często nielogiczną mowę... Nie widziałam pijanego, a jednak przytomnego, bezbłędnie wykonującego marsz po linii, stonowanego w mowie i tryskającego logiką...
          Widocznie mało widziałam. Ale przynajmniej wiem swoje i ładnie argumentuję swoje wypowiedzi, odnosząc się do spostrzeżeń ogólnych. Rzucenie tekstu "stek bzdur" i przykładu o mamie, który niczego właściwie nie dowodzi, świadczy o niskiej jakości Twojej polemiki. Toteż nie zachęcam do kontynuacji (będę ignorować, bo nie dyskutuję na takim poziomie).
    • ida771 Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 10:16
      a ja to samo 9 letnie dziecko na wsi- puszczam samo, w mieście- nie puszczam.
    • szamanta Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 10:38
      Ja tam lubie i preferuje stawianie dzieci w sytuacjach stresogennych, ucząc je odpowiedzialności za siebie i zaradności. Przez co są naprawdę bardzo, baardzo samodzielne. Nie mamy problemow z mezem gdzies wyjechać bez nich. Do domu nie zawsze wracają z nami autem, ale same kombinują jak dojechać komunikacją miejską, czy to z przesiadkami, czy bezpośrednio znaleźć połączenie. Zadna czarna magia, metoda prób i bledów Zadna krzywda im sie nie dzieje.

      Dzieci bardzo duzo przebywają poza domem, a zwlaszcza jesli wyrobią sie z lekcjami nauką swoimi domowymi obowiązkami, to zawsze gdzieś wychodzą poza dom ,aby z znajomymi pograz w rozne sporty, czy spędzić towarzystko czas . Przeważnie w tygodniu nie mają tyle wolnego,wiadomo zajęcia dodatkowe, obowiązki domowe, przygotowanie na drugi dzien do szkoły potrafi pochlaniac caly dzien, ale w dniach wolnych od szkoly ,to nie siedzą caly czas w domu. Mnie sie to podoba ,ze aktywny tryb życia praktykują, a nie zasiedziały przed kompem ,czy tv. Ich znajomi tez do nas przychodzą ,a takze razem gdzieś w wybrane miejsce sobie jadą. Zaglaskane, wypolerowane dzieci to nie w moim domu
      Śmiech mnie ogarnia jak widzę u niektórych gdy cackają się z dzieckiem jak z jajeczkiem i później mamy efekt dziecka z porcelany suspicious
      • szamanta Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 10:46
        I jestem w pełni przekonana ,że stawianie dzieci "stresowych" sytuacjach jest owocujące . Ich poradność i samodzielność ma sukcesywny rezultat .Nawet jak z moimi dwiema najmłodszymi cór( 3l.10 i jak były młodsze)ide do znajomych mieszkających w blokowiskach na osiedlu mogą sobie przed blok wyjść na plac zabaw, nie boją sie, i są na tyle zdyscyplinowane, ze nigdzie sie nie oddalają bez pytania. W domu nie musza siedzieć

        Ja oczekuje dojrzałości i odpowiedzialności to jest dla mnie bardzo ważna cecha , w tym samodzielnosci u dzieci w stopniu adekwatnym do wieku.
        Kazde dziecko ma swoje obowiązki, i nie ma sie migania od nich. Od przedszkolaka do nastolatka jest przydział ,kto co robi .Podtykać pod nos i ogarniać syf po nich nie mam zamiaru, ewentualnie jak będą na swoim to mogą sobie sprzątaczkę zatrudnić
        Dzieci na pewno nie są zaleknione, ani trzymane pod peleryną nadopiekuńczości i wyreczania. Szklarniowe dzieciaki mnie nie przekonują smile

        Za rączke trzymac zamiaru nie mam. Wole ich stopniowo metodycznie zagłębiać i wprawiać w dorosłe życie, krok po kroku, dając szanse na wyciagnięcie wniosków, co popłaca, a co nie, ot taki "ligh survival" przez okres dzieciństwa i dorastania , niż zastosować rzut na głęboką wodę i wychować nieporadną ciamajde suspicious
      • antyk-acap Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 10:51
        Moja znajoma miała ciekawych rodziców. Pozwalali jej na wszystko. Do tego stopnia że gdy w wieku lat szesnastu poszła na pierwszą imprezę to gdy wrócił to przy łóżku zastała miednicę i butelkę wody. I według jej słów to było najgorsze. Bo o wszystko musiała sama zadbać. Nikt jej nie zmuszał żeby poszła do liceum. Matka jej powiedziała że jak chce to może skończyć naukę na podstawówce. Oczywiście jej to nie wystarczyło. Ale nikt nic nie robił za nią.
        • szamanta Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 12:07
          antyk-acap napisał:

          > Moja znajoma miała ciekawych rodziców. Pozwalali jej na wszystko. Do tego stopn
          > ia że gdy w wieku lat szesnastu poszła na pierwszą imprezę to gdy wrócił to prz
          > y łóżku zastała miednicę i butelkę wody. I według jej słów to było najgorsze. B
          > o o wszystko musiała sama zadbać. Nikt jej nie zmuszał żeby poszła do liceum. M
          > atka jej powiedziała że jak chce to może skończyć naukę na podstawówce. Oczywiś
          > cie jej to nie wystarczyło. Ale nikt nic nie robił za nią.

          A no widzisz a ja akurat nie pozwalam na wszystko, na co można to się przymknie oko, na co nie można to nie ma zmiłuj, respektowanie moich i męża zasad ,nakazów zakazów jest wymagane i do nich trzeba sie dostosować, a jest " kilka " takich spraw i tematów, ktore nie podlegają negocjacjom i wdawanie się w dyskusje, czy żadne targowania.

          Samodzielność i zaradność to dla nas jest bardzo istotna sprawa, począwszy od tego ze przedszkolak sam bez pomocy już się ubierze, bez angażowania wszystkich o wszystko kończąc na tym ze późniejszy nastolatek/tka powinien/nna mieć wpojone wszelkie umiejętności i wiedze przydatną w życiu dorosłych ( ugotować cos , posprzątać dom, odpowiedzialność za siebie i za innych pod swoja opieką)
          Dobrze każdy na tym wychodzi i widzę ,że to przynosi pozytywne efekty a najstarsze dzieci (bliźniaki) za rok z kawałkiem będą już pełnoletnie tak wiec ich wychowanie dobiega końca
    • eulalia_przecietna Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 13:01
      Moja mama była jak na realia naszego osiedla i czasy (pocz lat 90) liderką nadopiekuńczości w okolicy. Zostawałam w świetlicy do końca 3 klasy SP, byłam tam jedyną osobą z mojej klasy i ostatnią z mojej klasy, która zaczęła sama wracać do domu (jednocześnie w przeciwieństwie do wielu osób mieszkałam bardzo blisko szkoły,po drodze nie było żadnych ruchliwych ulic). Odczuwałam to jako karę i dojmującą niesprawiedliwość big_grin

      Pierwszy raz pojechałam na kolonie w wakacje po 4 klasie SP - wręcz wymogłam na rodzicach, żeby się zgodzili, bo wszystkie moje koleżanki już były na koloniach, a ja jeszcze nie. Cieszyłam się jak głupia, planowałam co tam będę robić itd, ale najbardziej z mojego pierwszego samodzielnego wyjazdu pamiętam moją matkę w rozpaczy (sic!) i we łzach tulącą się do ojca, żegnającą mnie na parkingu przed odjazdem autokaru. Czułam, że zrobiłam jej wielką przykrość moją samodzielną decyzją o wyjeździe na kolonie, cały entuzjazm mi w zasadzie opadł.
    • attiya Re: Rodzic - helikopter 06.05.14, 15:56
      nie łapię wypowiadających się w tym artykule ludzi
      uważają się za wymierający gatunek? że tacy jak oni to tylko ich dwójka czy trójka?
      chyba chcą tylko podnieść sobie ego, bo znam sporo takich rodziców, więc naprawdę nie wiem o co im kaman
      no bohaterzy, ich córka sama się ubiera - a medal też chcą?
    • mika_p Przeklejone ze Starszego dziecka 06.05.14, 18:51
      pasik 06.05.14, 17:50

      takie artykuły jak satelity burzą mój spokój
      zawsze mam zagwozdkę czy już dorosło do samodzielnego puszczania na ulicę, plac, do sklepu...
      Krążysz nieprzerwanie wokół dziecka? Wracamy do sedna sprawy...co robiliśmy w dzieciństwie? Śmieję się, ale moim drugim domem była w wakacje "ulica i las obok" regularnie znikaliśmy od 9 d 22. czasem ktoś miał zegarek i prikaz - przyjdź do domu o 14 na obiad. I tak najczęściej kończyło się wrzaskiem rodziców *
      mam takie krzyki w głowie
      Roberrttt na obiad..MIchalinnnnaaa do domu.
      Teraz cisza...wszyscy ładnie siedzą na swoich ogródko-bawialniach.
      Staram się nie sfiksować...pozwalam czasem dziecku chodzić na ulicę z kredą, jeździć na rowerze koło domu lub pójść na plac zabaw....ale ile czarnych wizji przy tym mam to moje.

      Czy nasi Rodzice byli nieodpowiedzialni???

      ________________________________

      monikaa13 06.05.14, 18:34
      Były inne czasy i to jest fakt. Jak byłam w podstawówce to bawiliśmy się często w taką grę: staliśmy przy ulicy i patrzeliśmy jaki jedzie samochód, pierwszy jaki jechał był załóżmy mój, drugi koleżanki, potem znów mój itd. Często bywało tak, że kończyłyśmy zabawę, bo niestety żadne auto nie nadjeżdżało. Mieszkaliśmy przy głównej krajowej drodze nr 6. Pomyślcie jaki byłby teraz sens takiej zabawy. Koło domu mieliśmy ciąg kilku domów sąsiadów, a z drugiej strony pola. Teraz zamiast pola jest Lidl. Przez ulicę mogliśmy przebiegać nie patrząc, teraz nie możemy przejść, bo są ekrany i żeby dojść na drugą stronę trzeba iść kilkaset metrów do przejścia. Placu zabaw wtedy żadnego nie było, nie był potrzebny. Teraz jest pełno ale żeby na taki plac zabaw dojść trzeba 20 minut drogi, przy ulicy bez chodnika, obok Tesco, trzeba przejść przez rondo i wtedy mamy plac zabaw obok Biedronki. W życiu nie puściłabym samej mojej córki, która ma teraz 7 lat. Pewnie za jakiś czas to się zmieni.

      Na podwórko chodzi, bawią się z koleżanką u niej na podwórku lub na ulicy. Obecnie mamy ulicę piaskową i kilka domów więc tu takiego ruchu nie ma ale dalej iść nie mogą tylko koło domu. My nie mamy ogródka niestety. Zawsze daję jej zegarek i musi wrócić o umówionej porze, nie o żadnej 21. Jak chce być dłużej, proszę by meldowała się powiedzmy co godzinę, chyba, że akurat widzę ją z okna.

      Takie czasy nastały, dużo samochodów, dużo ulic, dużo domów, przede wszystkim bloków - ludzie się nie znają, nie wiedzą kto jest kto. W bloku mieszka 10 rodzin, a na osiedlu bloków 20. Ruch jak w centrum miasta więc strach też puszczać dzieci, a nie zawsze jest plac zabaw przy bloku.

      Do szkoły też córkę prowadzę i jeszcze 2 klasę też pewnie będę.

      Ale sądzę, że na wsiach jest inaczej, że jednak jest więcej luzu, mniej obaw, mniej ludzi. Rodzice często na gospodarstwie (chodzi o małe wioski), dzieci często same po podwórku biegają całe dnie. Co oczywiście, że w miastach nie ma takich dzieci, są, są.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka