Dodaj do ulubionych

O językach obcych...

15.05.14, 09:34
Jakie macie podejście.
Rozmawiałam ostatnio z koleżanką która zna język angielski (w sensie rozumie co się do niej mówi czy pisze) ale nie potrafi się przełamać do mówienia. Bo jak nie jest pewna czy mówi poprawnie w 100% to woli sie nie odzywać. Kończy się to zwykle dukaniem i budowaniem prostych zdań.

Ja całe życie miałam na odwrót. Nie ważne czy poprawnie ważny jest efekt końcowy - mam być zrozumiana i sie komunikować.
I faktycznie na początku używania obcego języka kaleczyłam go straszliwie. Ale ćwiczyłam - jak czegoś nie wiedziałam to z ciekawości sprawdzałam, próbowałam itd.
Teraz prawie nie mam problemu (choć pewnie jakieś błędy mi się zdarzają). Jestem w stanie porozumieć się po angielsku z każdym - choć wegięrski angielski był przygodą. Nie stanowi to dla mnie stresu ani wyzwania. Ot trzeba się porozumieć to, to robię.

Jakie podejście jest lepsze (skuteczniejsze) - najpierw opanować jezyk teoretycznie perfekt i taki diamencik prezentować światu czy iść z tym co się ma i szlifować mozolnie.

Jak wy macie, miałyście.

Pytam bo znam wiele osób rozumiejących język które za chiny sie nie odezwą.
Obserwuj wątek
    • morgen_stern Re: O językach obcych... 15.05.14, 09:41
      Słyszałam, że to ogólny problem Polaków - nawet znając język jako tako potwornie wstydzą się odezwać. Inni nie przejmując się specjalnie gadają jak najęci z okropnym akcentem i błędami, ale MÓWIĄ.
      U mnie ta teoria się sprawdza.
      Angielski znam całkiem nieźle i pogadam z każdym (choć z błędami), ale zdecydowanie wolę formę pisemną, gdzie mogę zebrać myśli czy coś sprawdzić. Rozmowa na żywo mnie stresuje, zapominam prostych rzeczy, znacznie lepiej idzie mi w rozmowach prywatnych, gdzie jest większy luz. Kiedy dzwonią z oddziałów firmy z innych krajów cała się spinam i nie mogę nad tym zapanować.

      Z niemieckim jest jeszcze gorzej, bo uczę się go od niedawna. Koresponduję z Niemką i w sumie nieźle mi idzie, ale przeraża mnie myśl, że w końcu trzeba będzie się z nią spotkać smile
    • mx3_sp Re: O językach obcych... 15.05.14, 09:42
      a ze mną pracuje osoba, która "zna" biegle angielski, a jak leci piosenka Bruna Marsa Moonshine to podśpiewuje usia usiaaaa...
    • 3-mamuska Re: O językach obcych... 15.05.14, 10:05
      Rozmawiałam ostatnio z koleżanką która zna język angielski (w sensie rozumie co się do niej mówi czy pisze) ale nie potrafi się przełamać do mówienia. Bo jak nie jest pewna czy mówi poprawnie w 100% to woli sie nie odzywać. Kończy się to zwykle dukaniem i budowaniem prostych zdań.

      Oj jak ja to znam, ciezko sie strasznie było mi przełamać.
      Moze dlatego ze ja strasznie nie lubie jak jakiś obcokrajowiec kaleczy polski.
      "Doradca smaku" na TVN to dla mnie katorga i nieporozumienie.

      Za go moj maz pasuje do drugiej części twojej wypowiedzi, czyli mowic kaleczyć ważne zeby sie dogadać.
    • marianna72 Re: O językach obcych... 15.05.14, 10:46
      wlosi tak maja ze gadaja i sie nie przejmuja jesli mowia kiepska.A potem sa smieszne sytuacje bo ktos sie mnie pyta czy mowie po angielski na co ja mowie ,ze slabo ( uczylam sie ale od lat nie uzywam) a potem sie okazuje ,ze te moje slabo to jest dobrze w porownaniu z tym co potrafi zaprzyjazniony wloch tylko ,ze on nie ma zahamowan a ja tak
      • helufpi Re: O językach obcych... 16.05.14, 12:50
        O, Włosi są pod tym względem cudowni - jak tylko się zorientują, że umiesz COKOLWIEK sklecić po włosku to z wielkim zachwytem zachęcają cię do kontynuowania w ich języku, mimo że kaleczyszsmile Nie tylko sami nie mają zahamowań, ale leczą z nich Polaków (no, OK, przynajmniej Polki).
    • julnick Re: O językach obcych... 15.05.14, 10:46
      Angielskiego bałam się używać, mimo że ze zrozumieniem nie miałam kłopotów. Od skończenia studiów praktycznie nie używałam angielskiego, bo nie był mi potrzebny ani w pracy ani w kontaktach towarzyskich. Dopiero, jak zaczęłam trochę jeździć po świecie przełamałam się zupełnie i teraz nie mam problemów z komunikacją, mimo że mój angielski nie jest perfekcyjny. Dodatkowo raz w tygodniu mam zajęcia z anglikiem, na których prowadzimy sobie dyskusje na różne interesujące nas tematy. W związku z tym nabrałam dużo pewności i nie wstydzę się używać angielskiego. U mnie metoda gadania i nie wstydzenia się wyszła mi na dobre. Obecnie, mimo że hiszpańskiego uczę się dopiero 4 miesiące , jak tylko odwiedzam kraj hiszpańskojęzyczny, to staram się mówić po hiszpańsku. Większość ludzi reaguje na to pozytywnie. Wiem, że na razie mój hiszpański jest bardzo słaby, ale na ogół informuję rozmówcę o tym fakcie. W rezultacie rozmówca najczęściej bardzo docenia, że staram się mówić w jego języku, a ja szkolę mój hiszpański w praktyce.
    • mary_lu Re: O językach obcych... 15.05.14, 10:54
      Polacy są pod tym względem walnięci. Moja mama i banda jej koleżanek ze studiów, rusycystek, jak spotkają Rosjanina, wstydzą się rozmawiać z nim po rosyjsku. Bo dawno już języka nie używały, jeszcze jakiś błąd zrobią i co to będzie? Wolą już zagadywać po angielsku.

      Mam w rodzinie i wśród znajomych na kopy osób, które lata spędziły na szlifowaniu języka obcego, a teraz cuda wyczyniają, żeby boże broń, nie musieć się w nim porozumiewać.

      Mnie ten fioł ominął, angielskiego używam sobie radośnie, choć niestety, nie bezbłędnie. Żałuję, że nie miałam zapału, żeby innych języków nauczyć się choćby tak dobrze jak angielskiego, ale też nie mam problemu, żeby mówić tyle, ile potrafię.
    • jamesonwhiskey Re: O językach obcych... 15.05.14, 12:27
      Pytam bo znam wiele osób rozumiejących język które za chiny sie nie odezwą.


      ja bym raczej powiedzial wydaje im sie ze rozumieja
      sytuacje gdzie jeden nativ nie bardzo sie m oze dogadac z drugim i musza powtarzac widze na co dzien
    • mnb0 Re: O językach obcych... 15.05.14, 12:48
      > Rozmawiałam ostatnio z koleżanką która zna język angielski (w sensie rozumie co
      > się do niej mówi czy pisze) ale nie potrafi się przełamać do mówienia.
      Czyli wcale nie zna jezyka. Znajomosc jezyka, kiedy nie potrafi sie w nim mowic, to zadna znajomosc.

      Poza tym im wiecej czlowiek sie uczy, tym bardziej sie orientuje ile jeszcze nie wie. Tylko kompletnemu poczatkujacemu moze sie wydawac, ze zna jezyk, bo rozumie. W rzeczywistosci zas rozumienie ze sluchu jest o wiele trudniejsze od mowienia. Wybierasz to co mowisz i mozesz miec nawet bardzo ograniczony zakres slownictwa i jakos sie komunikowac. Zrozumienie co mowi kazda obca osoba - np. po angielsku z akcentem szkockim, irlandzkim, hinduskim czy amerykanskim - to juz wyzsza szkola jazdy.
    • edelstein Re: O językach obcych... 15.05.14, 13:27

      Uprawiam radosna tworczosc jezykowa,bo uwielbiam gadac.Wychodze z zalozenia,ze nie Ma ludzi mowiacych bezblednie.No oprocz Miodka.Tak wiec jesli cos przekrece,przekrecam rowniez w polskim to swiat sie nie zawali.
      Specjalnie sie nie dziwie,ze polacy boja sie mowic,wielokrotnie na tym Forum,byly wysmiewane bledy,kto lubi byc wysmiewany?
      Ostatnio udalo mi sie popelnic kalke i radosnie zakomunikowalam,ze moj syn ma glodbig_grin wzbudzilam ogolna wesolosc.Dopiero po chwili dotarlo do mnie jaka gramatyke zastosowalambig_grin
      Moj syn jest lepszy.Pyta "co robic?"zamiast "co robisz?"albo tworzy czasy wg gramatyki niemieckiej,a nie polskiej. Np. Mowi " gezostal"big_grin

      "Znasz mnie lepiej niż ja siebie? Widziałeś mnie na glebie?
      Znasz upadek i cierpienie? Znasz każde wydarzenie,
      Które miało wpływ na mnie? Znasz mnie lepiej niż ja klaunie?...
      Śmiejesz się,zgadnij,kto się będzie śmiał ostatni"
      • guderianka Re: O językach obcych... 15.05.14, 13:36
        łapię blokadę-zatyka mnie- potrzebuję czasu i rozkręcenia przyzwyczajenia do rozmówcy załapania jakiegoś kontaktu, kiedyś na spływie kajakowym z Niemcami potrzebowałam 3 dni i trochę piwa by się wyluzować i swobodnie rozmawiać. W pracy gdy trafił się angojęzyczny klient podjęłam rozmowę przyparta do muru- nikt nie był w stanie go obsłużyć i potem już poszło. Potrzebuję stałego żywego kontaktu by czuć się dobrze w rozmowie w przeciwieństwie do M który nie ma żadnych blokad- załatwia wszelkie sprawy techniczne medyczne itp. w j .angielskim- co ciekawe to typ milczka raczej nieśmiałego introwertyk a ja gorąca ekstrawertyczka gadulińska wink
    • sueellen Re: O językach obcych... 15.05.14, 13:35
      Gadam płynnie zupełnie nie zwracajac uwagi na gramatykę. Jak nie pamietam słowa, to nie dukam, tylko wstawiam angielskie albo mówie jak mi sie wydaje, ze jest ok. raz teściowej przy stole i w obecności około 10 osób powiedziałam, że zrobiła świetnego ch...a bo pomyliło mi się z kurczakiem smile
      • annajustyna Re: O językach obcych... 15.05.14, 13:56
        Podobny lapsus popelnil we francuskim na scenie D. Olbrychski, a papiez we wloskim, choc jest to jego 2. jezyk od dziecka wink.
    • landora Re: O językach obcych... 15.05.14, 13:43
      Ja zawsze miałam podejście takie, jak Ty - i myślę, że dzięki temu teraz mówię płynnie i w większości bez błędów.
      Znam podstawy niemieckiego i francuskiego, i jak trzeba, to również próbuję się dogadać w tych językach. Nie ważne, że niegramatycznie, ważne, żeby się porozumieć. Z mojego doświadczenia wynika, że osoby, które czekają z mówieniem, "aż będzie idealnie", nigdy tego etapu nie osiągają - bo jak, skoro nie ćwiczą?
      • una_mujer Re: O językach obcych... 15.05.14, 13:52
        Nie ma szans wyszlifować język i potem dopiero zacząć mówić. Tak się po prostu nie da nauczyć. Znajomość języka można tylko i wyłącznie wyćwiczyć używając go i to zarówno w piśmie jak i w mowie.
        • sueellen Re: O językach obcych... 15.05.14, 14:23
          Dokładnie. W Hiszpanii mieszkam od stycznia a moja nauka przez pierwsze 2 miesiace polegała na tym, ze sobie calutką chałupę poobklejalam niebieskiemi karteczkami z nazwami przedmiotów, potem dodałam zielone z nazwami czynnosci (np drzwi - zamknij, otwórz, uchyl, przytrzymaj, pchnij itd) a na koniec różowymi z przymiotnikami. Obecnie spokojnie czytam hiszpańskie ksiażki kucharskie bo znam większość nazw produktów, akcesoriów kuchennych i czynnosci. Gramatyki ucze się metodą tradycyjną ale w rozmowie się specjalnie nad nią nie zastanawiam. Przyjdzie z czasem. Usprawiedliwienia do szkoły Młodej też często sama pisze i nawet jeśli popełniam błędy (a pewnie popełniam), nie mam z tego powodu kompleksów.
        • landora Re: O językach obcych... 16.05.14, 14:10
          Też tak uważam.
      • najma78 Re: O językach obcych... 15.05.14, 13:53
        Co to za nauka jezyka obcego nie uwzgledniajaca i to w przewazajacym stopniu mowienia? Krs jezyka musi to uwzgledniac i ktos okreslajacy ze zna jezyk musi sie w nim porozumiewac werbalnie. Nie mozna sie nauczyc mowic jesli sie nie praktykuje. To oczywiste. A wiadomo ze poczatki sa trudne wiec w zaleznosci od tego na jakim sie jest poziomie popelnia sie rozne bledy. Obawa przed byciem wysmianym to chyba polska zmora uncertain
    • agni71 Re: O językach obcych... 15.05.14, 13:57
      Mam niestety trochę jak twoja koleżanka, ale jak ostatnio w Niemczech okazało się, ze nie za bardzo idzie się dogadać po angielsku, to przerzuciłam się na swój szczątkowy niemiecki i byłam bardzo dumna, że udawało mi sie porozumieć. Zdziwiłam się przy okazji, jak dużo pamiętam z niemieckiego, którego uczyłam się tylko na lektoratach jakieś hmmm... 20 lat temu smile
    • nanuk24 Re: O językach obcych... 15.05.14, 17:14
      Mieszkam w kraju anglojezycznym, przyjezdzajac do niego, nie umialam mowic po angielsku, wiec chcialam nie chcialam musialam zaczac sie porozumiewac kaleczac, przekrecajac, uzywajac blednych zwrotow, etc. Po latach nadal mam twardy akcent i zdarza mi sie popelniac bledy w mowie jak i na pismie.
    • cauliflowerpl Re: O językach obcych... 15.05.14, 17:45
      Opanować do poziomu wyższego początkującego i dawaj, na głęboką wodę.
      Moim zdaniem NIC tak nie poprawia poziomu języka jak konieczność rozmawiania.

      Wyjechałam do Hiszpanii ze średnio zaawansowanym hiszpańskim, jak poszłam do pracy i okazało się, że trzeba mówić dużo i z sensem, a często też szybko, to się rozgadałam, że na żadnym kursie bym tak nie przyspieszyła.
      Do tego dochodzi przymus - musisz mówić. Nie ma, że się wstydzisz, że się pomylisz, że nie wiesz, jak coś się mówi. MUSISZ mówić i koniec.

      Plus - w kontaktach z ludźmi bardzo dobrze łapie się wydźwięk danego słowa. Znam studenta iberystyki, który potrafi spierać się ze mną, że skoro w słowniku nie ma przy danym słowie oznaczenia, że słowo jest obraźliwe, to nie jest. I Ty wiesz z życia, że jest, a on ze słownika - że nie jest.
      Tyle, że to przypadek szczególny i nie da się mu nawet wytłumaczyć, że danego słowa w języku codziennym się nie używa, bo jak jest w słowniku to znaczy, że się używa.
    • aquella Re: O językach obcych... 15.05.14, 20:03
      konwersacje pomagają przy takich problemach - oderwać się od kartki i długopisa a zacząć mówić przy wyrozumiałej osobie, która poprawi nie wyśmieje i przećwiczy daną gramatyczną formułę
      Jeszcze lepszy wyjazd za granicę i bycie zmuszonym do mówienia tylko po ang.

    • joa66 Re: O językach obcych... 15.05.14, 20:32
      Z pierwszym językiem obcym czekałam z odezwaniem się do czasu aż będę znała słownik na pamięć i gramatykę na C2 big_grin

      Co ciekawe...przełamanie w angielskim wpłynęło potem na inne języki - mówiłam od razu, nawet z błędami.
      • jan.kran Re: O językach obcych... 16.05.14, 10:03
        Ja przy kazdym języku obcym mialam tak samo , nie wiem czy to moje jednostkowe doswiadczenie czy reguła.
        Fracuskiego zaczelam sie uczyć w ósmej klasie, dwie godziny prywatnie u świetnej nauczycielki która uczyła mnei w sumie pięć lat.
        Potem cztery lata liceum z rozszerzonym francuskim , sześć godzin tygodniowo plus dwie godziny prywatnie.
        Chciałam studiowac romanistyke wiec ryłam jak dzika bo w tamtych czasach bylo w porywach do dziesieciu osob na miejsce.
        Poziom był w szkole średniej wysoki , oceniam to z perspektywy czasu , bardzo wysoki, ja byłam jedna z najlepszych w klasie.
        Na romanistykę nie poszlam ale francuski znałam bdb , teoretycznie , gramatyka na blachę. Rozumiałam , czytalam i nawet zdarzało mi sie w Polsce gębę do rzeczy otworzyć.
        Po studiach wyjechałam do Paryża gdzie mieszkałam dwa lata i wyjeżdżając byłam pewna że nie będę miała problemów z językiem.
        Miałam . Język codzienny , różne dialekty , codzienne sytuacje spowodowały że wcale tak łatwo nie było i tak naprwdę potrzebowalam 2-3 miesiące żeby swobodnie mówić co mi zostalo do dziś. Francuski używam rzadko w mowie obecnie ale bardzo szybko powraca mi umiejetność konwersacji nawet po dłudgiej przerwie.
        Niemieckiego uczyłam sie trochę w szkole średniej , prywatnie , coś tam liznęłam . Porządny lektorat dwa lata na studiach. Potem po zamieszkaniu w DE intensywny trzymiesieczny kurs niemeickiego.
        Bierna znajomość języka przyszła mi szybko ale naprawdę swobodnie mówiłam po dwóch latach mimo że znałam gramatykę , rozumiałam sporo ale mówienie szło mi ciężko.
        Mówię o mówieniu biegłym , na wyższym poziomie niz codzienne życie.
        Fakt że niemieckie dialekty potrafia człowieka załamać , ja miałam do czynienia z takim bawarskim że rodowici Niemcy nie kumali.
        Zresztą jak po kilku latach zamieszkałam na frankońskiej wsi to miałam niezłą jazdę na poczatku żeby zrozumiec moje sasiadki choć niemeicki znalam nieźle.

        Po 15 latach mieszkani w Norwegii niemiecki znam lepiej niż norweski. Mówię niekiedy po niemiecku i idzie mi ok.
        Ale czytam bardzo dużo po niemiecku i słucham w necie niemieckiego często.
        Norweski... Cztery lata rożnych kursow, dobra znajomość bierna , gramatyka , zrozumienie tekstu czytanego TV ale mówienie porazka.
        Miałam bardzo mało kontaktów z mówionym norweskmi i jak zaczęłam prace to potrzebowałam kilka miesiecy żeby zacząć komunikatywnie.
        Rozumiałam sporo i umiałam pisac . Koledzy twierdzili że jak juz coś powiem to poprawnie gramatycznie tylko że niewiele mówiłamtongue_outPP
        Mam zdolności jezykowe , szybko sie uczę słowek , gramatyki , ale mówienie zawsze było najtrudniejsze i potrzebowalam na to najwiecej czasu.
        Przekonałam się że nawet najlepsze kursy jezykowe i znajomość teoretyczna nie dają umiejetności mówienia którą nabywa się w praktyce , najlepiej w kontakcie w kraju wktórym sie go używa.
        Angielskiego sie nigdy nie uczyłam ale czytam ze słownikiem zaczelam od HP ktorego czytalam wcześniej po polsku i było ok. Rozumiem sporo oglądajac filmy z podpisami po angielsku.
        Moge się dogadac jak Kali w najprostszych sprawach.
        Na czynnej znajomości angielskiego Srednio mi zależy , tyle żeby sie o droge zapytać i coś kupić wystarczy.
        Natomiast chciałabym lepiej poznać gramatyke i trochę uporzadkować bałagan jaki wynika przez przyjęcie angielskiego przez osmozę.Czasem brakuje mi podstawowych słów a znam trudne i rzadko używane.
        Zobaczymy , na kurs mi się nie chce iść , na razie wybieram sie do Londynusmile

        • joa66 Re: O językach obcych... 16.05.14, 12:23
          Nie wiem jak to działa (odwaga mówienia , nawet z błędami) i czy sa jaieś zachowania typowe. Jest to moim zdaniem bardziej związane z charakterem, nastawieniem a nie faktyczna znajomoscia języka. I myślę, że jezeli ktoś raz się odważy wystawić na domniemaną ocenę słuchaczy, to w jakis sposób przerabia problem w głowie i to wpływa na kolejne języki. Moim "drugim" (po angielskim, jakościowo) jezykiem jest francuski - zaczęłam sie go uczyć kiedy wszelkie bariery psychiczne w angielskim dawno zostały zburzone i zapomniane. Mówiłam (oczywiście na odpowiednim poziomie) od razu , bez zastanawiania się czy mówię poprawnie, ładnie itd. Takie lęki przerobiłam na angielskim.
    • echtom Re: O językach obcych... 16.05.14, 10:18
      Nie mam żadnych oporów w kontaktach z cudzoziemcami. Nawet języków, z którymi pracuję, nie znam na tyle biegle, by mówić bez błędów, ale nikomu to nie przeszkadza. Za granicą komunikowałam się odważnie w szczątkowym włoskim i niemieckim i zapomnianym po 30 latach rosyjskim.
      Mam tylko jedną blokadę - nie odezwę się przy Polaku, który zna język lepiej ode mnie.
      • an.16 Re: O językach obcych... 16.05.14, 10:27
        Z pewnościa, aby nauczyc sie jezyka trzeba w nim mówić. Tonajlepsza droga, bo tak "po cichu" to sie mozna uczyc bez końca. Obcy jezyk pozostaje obcym i rzadko poznajemy go w 100%. A najbardziej kaleczony przez Polaków jest właśnie angielski. Duzo łatwiej jest nam nauczyć sie np. francuskiego. Mówić trzeba, ale też trzeba mieć litość dla rozmówcy i znać własne ograniczenia. Denerwują mnie ludzie, którzy "na siłę" ćwiczą nowo poznawany język, staraja sie coś tam dukać, ale tak naprawde nie są w stanie poprowadzić w nim żadnej rozmowy na żaden temat.
        • echtom Re: O językach obcych... 16.05.14, 10:45
          > Denerwują mnie ludzie, którzy "na siłę" ćwiczą nowo poznawany język, staraja sie coś tam dukać,

          Ja "dukając" po włosku spotykałam się z bardzo pozytywnymi reakcjami. Moi rozmówcy pytali, czy studiuję filologię włoską, a kiedy mówiłam, że tylko uczyłam się przed wyjazdem z samouczka, by móc z nimi rozmawiać, to już w ogóle chcieli mnie nosić na rękach smile
      • lilly_about Re: O językach obcych... 16.05.14, 10:35
        Nie mam oporów przed używaniem zarówno angielskiego, jak i niemieckiego. Natomiast nie podejmuje się rozmów branżowych, np. całkiem niedawno miałam w pracy delegację niemiecką zainteresowana oczyszczalniami ścieków i tematem ochrony środowiska, odnawialnym źródeł energii itd. Bzdurą by było, gdybym podejmowała sie takich tłumaczeń.
        • sueellen Re: O językach obcych... 16.05.14, 13:04
          spokojnie. Raz przez skypa zaliczyłam 3-godzinną lekcje u jednego piwowowara na temat warzenia piwa. Nastepnego dnia z powodzeniem robiłam za tłumacza. Kwestia zrozumienia tematu i wyuczenia max 100 słów.
    • karola1008 Re: O językach obcych... 16.05.14, 10:37
      Mam coś podobnego. Angielski znam biegle, ale przez pewien czas miałam opory przed mówieniem, z powodu mojego koszmarnego akcentu. Tzn. gdy mnie ktoś zagadnął na ulicy, w sklepie itp., z prośbą o pomoc w zakupach, wskazanie drogi, to odpowiadałam bez żadnych problemu. Natomiast jak szłam na spotkanie służbowe i wiedziałam, że będą musiała mówić po angielsku, to się skręcałam, bo mam wymowę jak uczeń gimnazjum. "Jor ajz ar lajk stars" normalnie big_grin Zero ucha do akcentu, no zero. Nie pomaga słuchanie serwisów BBC, oglądanie filmów w oryginale, mogę być zalewana idealną angielszczyzną przez kilka tygodni non stop i dupa. A że angielskiego używam praktycznie na co dzień w pracy (w urzędzie, kto by pomyślał big_grin), to w końcu zaczęłam to olewać. Jeszcze się nie zdarzyło, by ktoś mnie nie zrozumiał.
    • joana.mz Re: O językach obcych... 16.05.14, 12:27
      najlepiej wyjechać i rozmawiać.

      W Polsce jest w ogóle jakaś taka spinka by mówić idealnie, gramatycznie i najlepiej z oryginalnym akcentem. W WB na przykład jest w tym względzie większy luz, ludzie (obcokrajowcy) nie wstydzą się swojego akcentu, nie udają anglików, mówią tak by się zrozumieć, bo w sumie o to chodzi.
    • lafiorka2 Re: O językach obcych... 16.05.14, 12:54
      myślę,że wolałabym "gęgać" w końcu nauczyć się mówić poprawnie,niż nie odzywać się wcale.
      I tak też robiłam .
    • yenna_m Re: O językach obcych... 16.05.14, 12:58
      gadać dużo, chocby z błędami
    • chipsi Re: O językach obcych... 16.05.14, 13:02
      Chętnie porozmawiam po "obcemu" pod warunkiem że rozmówca będzie tak samo denny w te klocki jak ja big_grin Mam opory przed odezwaniem się do kogoś w jego ojczystym języku. Wolałam do Włocha gadać po angielsku wiedząc że on może nie zrozumieć niż spróbować po Włosku. Mój pierwszy raz za granicą to była porażka - bałam się kupić bilet na autobus smile Może to przez znajomych pomieszkujących w Anglii - cwaniaki wytykają prześmiewczo każdy błąd czy niedociągnięcie językowe. Wkurzają mnie tym straszliwie.
      • paliwodaj Re: O językach obcych... 16.05.14, 13:33
        moim zdaniem trzeba cwiczyc ( w praktyce) zeby osiagnac doskonalosc w jezyku, wykluczyc bledy. Wstyd schowac do kieszenie I tyle.
        Sa ludzie , ktorzy sie blokuja, co poradzic .
        Ja nie mialam oporow, wogole to niewiele ich miewam w zyciu. MIalam lekkie obawy gdy poszlam w USA do pracy i wiedzialam ze przy klientach musze wykazac sie wiedza, fachowym slownictwem tez, bo wszystko spale i nie zarobie , po czym zgine marnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka