Szłam dzisiaj ulicą, przede mną babka z dzieckiem w głębokim wózku, obok na oko czterolatek, jeszcze obok na oko dziesięciolatek. Nie wiem, czy matka, czy babcia - powiedzmy sobie klasa średnia to nie była, pani mogła wyglądać nieadekwatnie do wieku.
W każdym razie ten czterolatek w pewnym momencie, zagapiony, wlazł jej pod nogi, potknęła się o niego - i dawaj, złapała wściekła za włosy i zaczęła szarpać, sycząc mu nad głową. Przystanęła przy tym, więc się z nią zrównałam i odruchowo (ale nie głośno ani teatralnie, nikt inny pewnie nie usłyszał) powiedziałam: Ależ proszę pani, nie można tak robić.
I się zaczęło... Dopiero teraz zaczęła na full wrzeszczeć na tego małego biedaka. Wprawdzie go puściła, ale jej demonstracja agresji była chyba jeszcze gorsza. Zrobiło mi się strasznie przykro.

Co robić, cholera, w takich sytuacjach? Trzeba dzieci bronić, ale jak to zrobić, żeby dzieciakowi dodatkowo nie zaszkodzić?