rozowy_krolik
24.05.14, 22:14
Witam wszystkich,
Piszę żeby się wyżalić, ale też poznać Waszą opinię na temat tego co mi się dzisiaj przydarzyło.
Wstąpiliśmy z mężem i dwójką dzieci ( 6 m i 2,5 r) do niedużego centrum handlowego pod Warszawą, żeby starsza córka poskakała chwilę w piłeczkach. Na parkingu przed centrum jakiś gość w bardzo napastliwy sposób zajechał nam i jeszcze kilku samochodom drogę. Kiedy wyciągałam dzieciaki z samochodu mąż podszedł do tego auta (było zaparkowane tuż obok) i zwrócił uwagę dziewczynie, która siedziała w aucie. Kierowcy nie było już w samochodzie, ale dziewczyna od razu zaczęła wyzywać męża, wywiązała się krótka pyskówka po czym poszliśmy do środka.
Kiedy byliśmy już w środku, podbiegła do nas ta laska w towarzystwie kierowcy, który okazał się być rosłym osiłkiem. Gość zaczął szarpać męża, wyzywać nas, ja próbowałam ich rozdzielić, przestraszona córka i półroczny syn w wózku stali tuż obok. Całe zajście trwało dłuższą chwilę, bo koleś kilka razy zawracał od drzwi i podbiegał do nas, popychał nas przy tym i wyzywał. W końcu odpuścił, rzucił tylko do męża na koniec " masz szczęście że jesteśmy tutaj bo bym cię zaje..."
Całemu zajściu z niedużej odległości przyglądał sie pracownik ochrony znanej firmy i nie robił nic. W pewnym momencie patrząc na nas gadał coś przez krótkofalówkę, pomyślałam - uff wzywa kumpli i zareaguje, ale nic z tych rzeczy.
Po wszystkim podeszłam do niego i spytałam, czy czekał aż koleś wyciągnie nóż. Odpowiedział, że on nie jest od interwencji w takich sytuacjach i że powinnam krzyczeć - pomocy to jest napad, wtedy on wzywa posiłki.
Oczywiście wokół było sporo gapiów. Całkowita samotność w tłumie... Syn nic nie zrozumiał, ale córka przestraszona. Żyjemy w dzikim kraju.
Czy ta ochrona faktycznie jest od tego żeby stać i się przyglądać? Zastanawiam się, czy na gościa nie napisać jakiejś skargi.