Dodaj do ulubionych

Darmowa edukacja czyli jaka?

29.07.14, 20:05
Wątek o kosztach posłania dzieci do szkoły zrobił się długi, oj długi.
Jeżeli edukacja ma być darmowa, to co Waszym zdaniem powinna zapewnić szkoła (czyli nasze państwo)?
Oczywiście na początek darmowe podręczniki. Co jeszcze?
Obserwuj wątek
    • nickbezznaczenia Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 29.07.14, 20:07
      Darmowe nauczanie.
    • t.tolka Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 29.07.14, 20:09
      Jaka darmowa?
      Podatki na to ida.
      Nie ma mowy o darmowej.

      Poza tym cos za cos. Jak panstwo ma dokladac to tylko do obowiazkowej edukacji. Reszta platna.
      • andaba Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 29.07.14, 20:18
        Ja nawet nie upieram się przy darmowych podręcznikach (choć jestem za i uważam, że fajnie wymyślili, tylko kto za to będzie płacił), ale wkurzające jest, że tak ciężko o wtórny rynek podręczników.

        Bo co roku inne, nawet w tej samej szkole. Jak się oddaje do księgarni, która ponoć skupuje, to większości nie chcą, bo juz mało używane, nie ma popytu.

        Inna prócz książek kwestia, która nie jest darmowa i zaprzecza równym szansom to zielone szkoły. Koszty bardzo duże, nie każdego stać. Na jednodniową wycieczkę można nie posłać bez większej straty dla dziecka integracji i obycia, ale jak klasa jedzie na 2 tygodnie nad morze, to dziecko, które nie jedzie jest mocno poszkodowane. W dodatku musi do szkoły chodzić.
        Gdyby to ode mnie zależało, to wykreśliłabym zielone szkoły w ogóle, jak ktoś chce wysyłać dzieci to są kolonie, obozy, zimowiska - dość okazji żeby dziecko pozwiedzało, gdy rodziców stać. W czasie wolnym od zajęć i poza planem obowiązkowej i bezpłatnej edukacji.
    • joa66 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 29.07.14, 20:29
      Darmowa czyli zero czesnego.

      Potem "darmo" zaczyna nam się komplikować. Gdybym miała decydować na co powinny być wydane pieniądze podatników, to nie byłyby to darmowe podręczniki i kredki itp, tylko darmowe akademiki i internaty, dla osób poniżej pewnego poziomu dochodu , które nie mają możliwości kontynuowania nauki we własnej miejscowości.
      • andaba Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 29.07.14, 20:43
        joa66 napisała:

        tylko darmowe akademiki i internaty, dla osób poniżej pewnego poziomu doc
        > hodu , które nie mają możliwości kontynuowania nauki we własnej miejscowości.

        Cos takiego chyba jest, przynajmniej w części.

        Po pierwsze chyba dodatek do rodzinnego w przypadku gdy dziecko uczy się poza miejscem zamieszkania (ale nie wiem ile i czy jednorazowo, czy co miesiąc), poza tym chyba internat obejmuje również stypendium socjalne.

        Tyle że internat kosztuje 500, a stypendium jest 150...


        Ale na pewno to jest bardzo poważny problem, i nie tylko jest - zawsze był, już gdy ja chodziłam do szkoły. Dojazdy plus koszt internatu/ stancji powodował, że wielu uczniów kończyło edukacje na podstawówce lub lądowało w najbliższym (odległym w zależności od miejsca o 30-55 km) miasteczku, gdzie wybór był marny, ale dało się dojechać.
        • joa66 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 29.07.14, 20:48
          Tyle że internat kosztuje 500, a stypendium jest 150...

          O tym mówię. Myślę, że to jest cholernie niesprawiedliwe. Moje dziecko jesienią rozpocznie studia- dla nas to zero dodatkowych kosztów. Bo mieliśmy szczęście urodzić się i mieszkać w dużym mieście uniwersyteckim. Taka to nasza zasługa.
    • stacie_o Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 29.07.14, 20:40
      Podręczniki i wyposażenie. Żadnych bzdurnych zbiórek na kredę, srajtaśmę, artykuły czystości, materace na wf, myszki do sali komputerowej.
    • mondovi Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 29.07.14, 20:41
      Początkiem jest to, że nie płacisz czesnego na wszystkich etapach edukacji. To bardzo dużo.
    • rosapulchra-0 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 29.07.14, 20:57
      No niestety, ale ja mogę dać przykład z UK. Tam szkoła zapewnia dzieciom podręczniki, zeszyty, przybory szkolne, rodzice mają obowiązek zaopatrzyć swoje dzieci w mundurki. Uważam, że tak samo powinno być w polskich szkołach.
      • joa66 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 29.07.14, 21:01
        Ale edukacja to nie tylko podstawówka. Także studia i czesne - w Anglii obowiązkowe.
        • joa66 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 29.07.14, 21:03
          p.s. samo czesne na uczelniach to rząd 30 000 funtów za studia licencjackie. Ile wyprawek można za to kupić smile
        • rosapulchra-0 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 29.07.14, 23:02
          W Anglii są OBOWIĄZKOWE studia? I college? shock

          Od kiedy?
          • joa66 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 29.07.14, 23:09
            Są częscią edukacji (a o tym jest dyskusja).
            • rosapulchra-0 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 29.07.14, 23:11
              Ale nie są obowiązkowe. Zarówno college jak i studia. Poza tym w college'u nauka jest tak samo darmowa jak w primary school i secondary school.
              Nauka w UK jest obowiązkowa do 16 r.ż., czyli gdy uczeń kończy secondary school i ma skończone 16 lat, nie musi się dalej kształcić.
              • joa66 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 29.07.14, 23:16
                No oczywiście, że nie musi - to byłoby już przegięcie , żeby zmuszac ludzi do płącenia 9000 + funtów rocznie za studia, których nie chcą.


                Ale jeżeli ktoś chce skorzystac z tego etapu edukacji- płacić musi.
                • rosapulchra-0 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 29.07.14, 23:19
                  A o kredycie studenckim słyszałaś? I o warunkach spłaty tegoż?
                  • joa66 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 29.07.14, 23:28
                    Oczywiście, nawet bardzo big_grin zresztą chyba wszyscy słyszeli. Co nie zmienia faktu, że kredyt jest a dyskusja jest o darmowej edukacji a nie o edukacji na kredyt i warunkach jego spłacania.
                    • rosapulchra-0 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 29.07.14, 23:32
                      Kwestia opłat czesnego na studiach nie jest przedmiotem tej dyskusji, tylko nauki za darmo w Polsce. Wyższe uczelnie w Polsce też nie uczą za darmo, mimo że tak chętnie się ogłaszają z tym swoim "za darmo".
                      • andaba Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 29.07.14, 23:36
                        Jednak w państwowych czesnego nie ma.

                        Myślę, że jak chodzi o kwestię kosztów, to mimo wszystko łatwiej wykształcić dziecko w Polsce niż w UK, mimo darmowych podręczników tamże.
                        • rosapulchra-0 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 29.07.14, 23:43
                          No nie wiem. Warunki kredytu studenckiego są bardzo przyjazne.
                          • joa66 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 29.07.14, 23:51
                            To cały czas jest KREDYT. W miarę przyjazny, ale kredyt. Jeśli powstanie wątek o atrakcyjnych kredytach studenckich, na pewno będę stawiała go za wzór. Ale czesne oznacza, że za studia nie są darmowe ( nie mówmy tu o kosztach dodatkowych, typu książka , które są wszędzie )
                          • makurokurosek Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 00:38
                            Tylko jednak jest to kredyt i w dorosłe życie wchodzi się z dość dużym długiem który trzeba spłacić.
                            Policzmy koszt podręczników i wyprawki ( pomijam piżamy i gacie ), z tego co wynika z wątku to 1000 zł rocznie. Czyli w przeciągu całej edukacji obowiązkowej ( obowiązek kończy się na gimnazjum ) to mamy 9000 zł, nawet jeżeli dodamy trzy lata liceum to wychodzi 12000 zł .
                            1 rok na studiach wieczorowych na wydziale lekarskim w Łodzi kosztuje 28000.
                            rekrutacja.umed.lodz.pl/oplaty/
                            Tak więc osobiście, wolę zapłacić za te książki i kredki ale mieć darmowy dostęp do edukacji na wyższych uczelniach.
                            • rosapulchra-0 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 00:47
                              A znasz warunki spłaty tego kredytu?
                              • joa66 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 00:56
                                Rosa, wiadomo, że są przyjazne, ale to nie zmienia faktu, że mamy do czynienia z DŁUGIEM i KREDYTEM.
                                • joa66 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 01:03
                                  www.studentfinance.direct.gov.uk/scheme/dgv/pws/repayment-calculator.html
                                  Mam nadzieję, że link zadziała - można zobaczyć ile się pożycza a ile zwraca

                                  • joa66 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 01:05
                                    Nie zadziałał - ale kazdy może wpisac dane sam - przy kredycie tylko na czesne , studia 3 lata :

                                    Total amount borrowed: £27,000
                                    Total amount repaid: Help £54,117

                                    p.s. obliczenia dla pensji przeciętnej 26 000 funtów rocznie
                                    • rosapulchra-0 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 01:13
                                      Zanim absolwent dojdzie do takich zarobków, to może sporo lat minąć.
                                      • makurokurosek Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 08:55
                                        Czy ty nie rozumiesz że 168 000 to kwota 18 razy większa niż 9000. Trzeba być naprawdę wyjątkowo ograniczonym matematycznie żeby twierdzić inaczej.
                                  • rosapulchra-0 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 01:12
                                    Zauważyłaś, że kredyt zaczyna się spłacać po osiągnięciu pewnych dochodów? A nie od razu po zakończonych studiach? Poza tym z tego, co gdzieś czytałam, to jakieś 30-40% posiadających kredyt studencki nie musi go spłacać, właśnie z powodu tych zarobków.
                                    • joa66 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 08:10
                                      Ale on jest zawieszany! I dług cały czas "wisi" nad Tobą.

                                      A to, że 30-40% nie musi go spłacac oznacza tylko to, że nigdy nie osiągneli dochodu wyższego niż 21 000 funtów rocznie (czyli poniżej średniej) - wesołe to też nie jest.

                                      Powtórzę - JAK NA KREDYT, to nie jest zła opcja, ba, to nawet bardzo dobra opcja (na dzisiejszym rynku ofert). Co nie zmienia faktu, że studiowanie w UK to droga impreza.
                                      • asia_i_p Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 09:15
                                        Tak dla porządku - nie cały czas, tylko przez określoną liczbę lat (chyba 30) potem się umarza. Ale to i tak dość długo.
                                        • rosapulchra-0 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 18:15
                                          No i rata takiego kredytu jest tak śmiesznie mała, że prawie niezauważalna. Często składka ubezpieczenia kilkakrotnie przewyższa tę ratę, więc obciążenie jest tak naprawdę żadne.
                                          • joa66 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 18:31
                                            I co z tego, że mała rata smile Spójrz na koszt całkowity - 27 000 funtów plus oprocentowanie (odpowiedni link wkleiłam) i pomyśl , że te pieniądze Twoja córka mogłaby przeznaczyć na coś innego.

                                            I powtarzam - warunki spłacania kredytu to jedna rzecz i chyba nikt specjalnie nie krytykuje ani nie narzeka na te warunki. Czesne i jego wysokość to problem drugi. I ważny.

                                            Bo można uznać, że dostęp do edukacji jest podobny tu i tam, natomiast tam zostaje Ci dług, a tutaj nie - masz czyste konto.
                                            • rosapulchra-0 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 18:42
                                              Tylko że cały czas nie bierzesz pod uwagę faktu, że studia w UK opłacone kredytem zwracają się już po trzech latach pracy. Takie są fakty. Nie ma dłubać w cudzych oczach kwotą tego kredytu z pozycji osoby mieszkającej w Polsce, ale patrzeć na relatywne korzyści.
                                              • araceli Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 19:48
                                                rosapulchra-0 napisała:
                                                > Tylko że cały czas nie bierzesz pod uwagę faktu, że studia w UK opłacone kredyt
                                                > em zwracają się już po trzech latach pracy. Takie są fakty.

                                                Naprawdę? Jeszcze niedawno twierdziłaś, że sporej części w ogóle nie stać na ich spłatę. Zdecyduj się,które 'fakty' głoszone przez Ciebie są prawdziwe.
                                                • rosapulchra-0 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 20:08
                                                  Oba są prawdziwe. Dobrze wiesz, że wszystko zależy od człowieka, jak pokieruje swoim życiem.
                                    • araceli Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 13:56
                                      rosapulchra-0 napisała:
                                      > Zauważyłaś, że kredyt zaczyna się spłacać po osiągnięciu pewnych dochodów? A ni
                                      > e od razu po zakończonych studiach? Poza tym z tego, co gdzieś czytałam, to jak
                                      > ieś 30-40% posiadających kredyt studencki nie musi go spłacać, właśnie z powodu
                                      > tych zarobków.

                                      Czyli pokończyli bezsensowne studia, skoro po nich biedują.
                              • makurokurosek Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 08:52
                                Nawet gdyby to był kredyt na 0%, to w przypadku wydziału lekarskiego do spłaty pozostało by 6*28000= 168000.
                                Jest to kwota pokrywająca zakup 60 m mieszkania w mniejszych miastach i 50% mieszkania w dużym mieście. Tak więc niezależnie jak bardzo będziesz przekonywująca ja wolę dostęp do darmowej edukacji średniej i wyższej niż darmowe podręczniki w szkołach obowiązkowych.
                        • najma78 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 29.07.14, 23:52
                          andaba napisała:

                          > Jednak w państwowych czesnego nie ma.
                          >
                          > Myślę, że jak chodzi o kwestię kosztów, to mimo wszystko łatwiej wykształcić dz
                          > iecko w Polsce niż w UK, mimo darmowych podręczników tamże.

                          Podstawowa edukacja i w pl i w uk jest obowiazkowa, w uk rodzice nie ponosza kosztow podrecznikow i przyborow, wprowadza sie tez stopniowo darmowe dla wszystkich dzieci posilki. Kupuje sie uniformy ale dla slabiej sytuowanych sa darmowe. Edukacja zaczyna sie juz od 4-go roku zycia 30h tygodniowo (sa szkoly gdzie i wiecej np secondary school mojej corki ponad 40 za darmo i to na niezlym poziomie outstanding ofsted) kazdy 3-latek 15h edukacji przedszkolnej za free...
                          edukacja wyzsza tez jest dostepna - jest pomoc panstwa, sa student loans itd i jesli ktos sie uczyc chce nie ma problemow. Oprocz tego studenci maja mozliwosc pracy i dorabiani i nie jest go rzadkie jak w pl a raczej popularne.
                          • joa66 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 29.07.14, 23:55
                            Ale edukacja uniwersytecka NIE JEST darmowa. I jeżeli przeciętne wynagrodznie brutto w UK to około 27000 , to koszt rzędu 9000 rocznie to jest duży wydatek. Owszem, kredyt jest przyjazny, ale czesne wysokie.
                            • rosapulchra-0 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 00:16
                              Zarówno w Polsce jak i w UK studia nie są obowiązkowe.
                              A ten wątek jest raczej o edukacji obowiązkowej.
                              • makurokurosek Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 00:43
                                Ten wątek jest o edukacji. Edukacja obowiązkowa w Polsce kończy się na gimnazjum.
                            • rosapulchra-0 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 13:46
                              Co nie zmienia faktu, że jest mnóstwo chętnych na studia w UK, nie tylko wśród tubylców. I znacznie więcej niż w Polsce.
                              • joa66 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 13:51
                                No i fajnie, tylko to cały czas nie zmienia faktu, że w Anglii studia sa płatne i to niemało.
                                • rosapulchra-0 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 18:17
                                  W Polsce są niby za darmo, ale tak naprawdę to ich koszt w rzeczywistości jest bardzo wysoki.
                                  • joa66 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 18:24
                                    rosa, konkrety prosimy :0
                                    • rosapulchra-0 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 18:41
                                      Podręczniki, przybory szkolne, komputer, pomoce naukowe, korepetycje, stancja/akademik - mało?
                                      W UK dostajesz wysoki kredyt, ale pokrywa on koszty utrzymania, mieszkania i koszty nauki. Sam brak czesnego to nie wszystko.
                                      • joa66 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 18:53
                                        ROSA, w UK studenci nie kupują podręczników? Kredyt na czesne (27000 ) pokrywa czesne. Na akademik/koszty utrzymania trzeba wziąć dodatkowy kredyt.


                                        Mają dokładnie takie same koszta dodatkowe jak w PL a OPRÓCZ tego czesne
                                        • rosapulchra-0 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 18:56
                                          Kredyt składa się z kilku części, w zależności od potrzeb studenta - mieszkanie, utrzymanie, pomoce naukowe, podręczniki, itp.
                                          • joa66 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 19:05
                                            rosa, ale to jest dodatkowy kredyt smile Kredyt na czesne to coś innegosmile

                                            Sorry, ale nasze dzieci są chyba w tym samym wieku, mój syn przeszedł prawdopodobnie tę samą drogę przez UCAS co Twoja córka. Ja naprawdę wiem jak to wygląda.

                                            a koszta mieszkania, podręczników itp student w UK pokrywa też, OPRÓCZ CZESNEGO
                      • joa66 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 29.07.14, 23:37
                        tylko nauki za darmo w Polsce.

                        to po co piszesz o UK?wink
                        • rosapulchra-0 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 29.07.14, 23:44
                          To wróć do mojej pierwszej wypowiedzi.
                      • araceli Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 13:41
                        osapulchra-0 napisała:
                        > Kwestia opłat czesnego na studiach nie jest przedmiotem tej dyskusji, tylko nau
                        > ki za darmo w Polsce. Wyższe uczelnie w Polsce też nie uczą za darmo, mimo że
                        > tak chętnie się ogłaszają z tym swoim "za darmo".

                        Owszem - uczą za darmo. Nie kłam.
                        • rosapulchra-0 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 13:48
                          Jasne. Takie samo za darmo jak w szkole podstawowej i średniej.
                          • araceli Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 13:50
                            rosapulchra-0 napisała:
                            > Jasne. Takie samo za darmo jak w szkole podstawowej i średniej.

                            Za darmo. Czego nie rozumiesz?
                            • rosapulchra-0 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 13:53
                              Za darmo to jest TYLKO z nazwy.
                              • araceli Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 13:54
                                rosapulchra-0 napisała:
                                > Za darmo to jest TYLKO z nazwy.

                                Nie - nie z nazwy. ZA DARMO.
                                • mokotowianka1 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 14:42
                                  Czesnego nie ma, jednak sprawa nie jest wcale jednoznaczna.
                                  Studenci studiów dziennych pochodzą z bogatszych rodzin - tak przynajmniej pisała Gazeta jakiś czas temu.
                                  Wyjaśniano to tak, że biedniejszych najczęściej nie stać na wepchnięcie się na ścieżkę edukacyjną prowadzącą na oblegane panstwowe uczelnie (dobre szkoły, korepetycje, dodatkowe języki itp.). W dodatku często nie mają środków, żeby bez osiągania znaczących dochodów studiować dziennie przez pięć lat. A żeby osiągać te dochody muszą iść na studia zaoczne lub wieczorowe.
                                  • joa66 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 16:46
                                    Studenci studiów dziennych pochodzą z bogatszych rodzin - tak przynajmniej pisa
                                    > ła Gazeta jakiś czas temu


                                    Podobnie w UK. Studenci najlepszych uczelni to w większości ci, o których wykształcenie dbali rodzice. A czesne w Cambdrige i na uniwersytecie imienia Lotniska w angielskim pipidówie małym jest takie samo.

                                    Kwestia utrzymania na studiach podobnie - na pomoc socjalną w UK nawet ja z moimi polskimi zrobkami zarabiam za dużo , żeby na przykład moje dziecko się załapać.

                                    Problem jest ale jest on powszechny na świecie.
                                  • rosapulchra-0 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 18:30
                                    mokotowianka1 napisała:

                                    A żeby osiągać
                                    > te dochody muszą iść na studia zaoczne lub wieczorowe.
                                    Za które się płaci i to niemało.
                                    • joa66 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 18:36
                                      Są studia bezpłatne , z powszechnym dostępem.

                                      Masz gdzieś takie studia w UK?

                                      • joa66 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 18:40
                                        W poprzednim roku akademickim bezpłatnie studiowało w Polsce 895 000 ludzi.
                                        • rosapulchra-0 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 18:44
                                          Tia.. Bezpłatnie! Hahahahahahahahahahhaahhahahahahahahahahaa!!!
                                      • rosapulchra-0 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 18:44
                                        Jeszcze raz powtarzam, te studia za darmo są tylko z nazwy.
                              • joa66 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 13:59
                                rosa , to jakie jest czesne na studiach dziennych na UW?
                                • rosapulchra-0 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 18:45
                                  Dobrze wiesz, że nie chodzi tylko o samo czesne, więc nie rżnij głupa.
                                  • andaba Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 18:48
                                    A co takiego drogiego jest w studiach w Polsce?

                                    Poza oczywiście akademikiem, jeżeli nie mieszka się w ośrodku akademickim?
                                    I pomocami naukowymi, co jest oczywiste?

                                    Mam na myśli oczywiście dzienne studia na państwowych uczelniach.
                                    • rosapulchra-0 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 18:55
                                      Nie chodzi o to, że drogie, ale o to, że tak naprawdę nie są bezpłatne. I pomijany tu z premedytacją fakt, że studiowanie nie jest obowiązkowe.
                                    • rosapulchra-0 A tu masz rozszerzoną odpowiedź: 30.07.14, 19:01
                                      wgospodarce.pl/informacje/10871-ile-naprawde-kosztuja-studia
                                      • joa66 Re: A tu masz rozszerzoną odpowiedź: 30.07.14, 19:09
                                        w załączonym linku jest mowa o kosztach, które dotyczą też studentów w UK. Oprócz czesnego, że tak pozwolę sobie powtórzyć po raz setny.
                                        • rosapulchra-0 Re: A tu masz rozszerzoną odpowiedź: 30.07.14, 19:13
                                          A ja po raz setny mówię, że kredyt studencki pokrywa te koszty. W przypadku "bezpłatnej" nauki w Polsce, student musi sobie we własnym zakresie, często ze szkodą dla nauki, pokrywać wszelkie koszty.
                                          • larrisa Re: A tu masz rozszerzoną odpowiedź: 30.07.14, 19:31
                                            Przecież w Polsce też są preferencyjne kredyty studenckie z dopłatą budżetu państwa a do tego na państwowych uczelniach nie ma czesnego.
                                            • rosapulchra-0 Re: A tu masz rozszerzoną odpowiedź: 30.07.14, 19:37
                                              Są, a jakże. Ale warunki spłaty tychże są nie dla ludzi. Poza tym sam brak czesnego, to nie wszystko.
                                              • larrisa Re: A tu masz rozszerzoną odpowiedź: 30.07.14, 19:43
                                                Analogicznie można zacząć się przypieprzać do tego co piszesz o podstawówkach w UK.
                                                Darmowe podręczniki i przybory to nie wszystko.

                                                Co do kredytów studenckich, jak najbardziej są dla ludzi, przy nieco wyższym niż obecnie oprocentowaniu lokat polecano je nawet jako inwestycję.
                                          • araceli Re: A tu masz rozszerzoną odpowiedź: 30.07.14, 19:55
                                            rosapulchra-0 napisała:
                                            > A ja po raz setny mówię, że kredyt studencki pokrywa te koszty. W przypadku "be
                                            > zpłatnej" nauki w Polsce, student musi sobie we własnym zakresie, często ze szk
                                            > odą dla nauki, pokrywać wszelkie koszty.

                                            W Polsce też może wziąć kredyt. I to TYLKO na utrzymanie - na czesne nie musi bo nie płaci. Warunki są preferencyjne, za dobre wyniki można dostać umorzenie 20%.
                                          • joa66 Re: A tu masz rozszerzoną odpowiedź: 31.07.14, 00:20
                                            ROSA , na llitość boską czy Ty nie rozumiesz, że w Anglii nie ma studiów bez czesnego, a w Pl są?

                                            Czy może należysz do tych osób, które uważają, że na kredyt to jak za darmo, bo nie analizują kosztów kredytu?
                                            • rosapulchra-0 Re: A tu masz rozszerzoną odpowiedź: 31.07.14, 00:40
                                              CytatUczelnie publiczne w Polsce nie wymagają czesnego od słuchaczy studiów stacjonarnych. Jednakże ponad 800 tys. studentów uczących się w trybie dziennym wnosi opłaty np. za wpis na kolejny rok, udział w obowiązkowych obozach, kursach, przystąpienie do egzaminu magisterskiego, wydanie dyplomu czy świadectwa. Opłatom podlega również przedłużenie sesji, powtarzanie zajęć czy udzielenie urlopu dziekańskiego. Przykładowe, miesięczne
                                              koszty utrzymania studenta informatyki uczelni państwowej w Polsce to 30 000 zł rocznie!


                                              Źródło

                                              Jasno wynika, że studiowanie bez czesnego za darmo nie są.
                                              • joa66 Re: A tu masz rozszerzoną odpowiedź: 31.07.14, 00:45
                                                rosa - nauka kosztuje zawsze i wszędzie (podręczniki, zakwaterowanie dla zamiejscowych itd). Albo w PL 890 000 ludzi nie musi płacić czesnego. W Anglii wszyscy muszą. Czy teraz jasne?
                                                • joa66 Re: A tu masz rozszerzoną odpowiedź: 31.07.14, 01:02
                                                  a tu masz link do innych kosztów OPRÓCZ CZESNEGO studiowania w UK:

                                                  www.ox.ac.uk/feesandfunding/fees/livingcosts/
                                                  Polecam zwłaszcza punkt Study costs, pomiędzy 34 a 71 funtów miesięcznie OPRÓCZ CZESNEGO

                                                  (These are likely costs directly related to your studies, such as text books, stationery, printing and photocopying, course-related equipment and materials.)
                                                • rosapulchra-0 Re: A tu masz rozszerzoną odpowiedź: 31.07.14, 01:02
                                                  No przeca ja tego nie neguję. Cały czas piszę o tym, że w Polsce nie ma darmowych studiów, mimo że z nazwy są bezpłatnie.
                                                  • joa66 Re: A tu masz rozszerzoną odpowiedź: 31.07.14, 01:05
                                                    big_grin

                                                    Rosa, generalnie życie jest płatne big_grin

                                                    I uparcie powtórzę - student w Polsce i student w Anglii mają podobne koszta studiowania, z wyjątkiem czesnego. Które w Anglii wynosi 9000 funtóww rocznie.
                                                  • gazeta_mi_placi Re: A tu masz rozszerzoną odpowiedź: 31.07.14, 09:05
                                                    Studia są darmowe, wyżywienie i mieszkanie nie, ale każdy także nie student musi jeść i gdzieś mieszkać.
                                              • iwles Re: A tu masz rozszerzoną odpowiedź: 31.07.14, 08:16

                                                bardzo "sprytnie" pominęłaś fragment, że w tych ok. 30 000 zł. (rocznie) mieszczą się koszty utrzymania (akademik lub wynajęcie mieszkania, żywienie itp.)

                                                I jesli możesz, to powiedz, czy w UK przedłużenie sesji, powtarzanie zajęć, wydanie dyplomu itp. jest w czesnym? nie ma dodatkowych opłat ?
                                              • kai_30 Re: A tu masz rozszerzoną odpowiedź: 31.07.14, 08:47
                                                rosapulchra-0 napisała:

                                                > CytatUczelnie publiczne w Polsce nie wymagają czesnego od słuchaczy studiów s
                                                > tacjonarnych. Jednakże ponad 800 tys. studentów uczących się w trybie dziennym
                                                > wnosi opłaty np. za wpis na kolejny rok, udział w obowiązkowych obozach, ku
                                                > rsach, przystąpienie do egzaminu magisterskiego, wydanie dyplomu czy świadectwa
                                                > . Opłatom podlega również przedłużenie sesji, powtarzanie zajęć czy udzielenie
                                                > urlopu dziekańskiego.
                                                Przykładowe, miesięczne
                                                > koszty utrzymania studenta informatyki uczelni państwowej w Polsce to 30 000 zł
                                                > rocznie!


                                                Jeśli się studiuje zgodnie z planem i nie zawala zajęć, to się tych kosztów nie ponosi, poza opłatą za dyplom (ok. 30 zł chyba). Obozy to rzadkość, najczęściej dotyczą sportowców. Wpis na kolejny rok jest bezpłatny, chyba że jest to wpis WARUNKOWY, czyli dotyczy studentów, którzy nie zaliczyli jakiegoś przedmiotu. Udzielenie urlopu dziekańskiego nie jest płatne, to jakaś bzdura.

                                                Generalnie - wszystkie opłaty na uczelniach publicznych są regulowane ustawą i jest to kwestia kilkudziesięciu złotych jednorazowo w ciągu trwania studiów. Te 30k rocznie to nie wiem, jak wyliczyli, być może dorzucając koszty zakupu nowych komputerów co rok. Poza tym to są koszty UTRZYMANIA, a nie studiowania.
                                                • larrisa Re: A tu masz rozszerzoną odpowiedź: 31.07.14, 08:58
                                                  kai_30 napisała:

                                                  > Jeśli się studiuje zgodnie z planem i nie zawala zajęć, to się tych kosztów nie
                                                  > ponosi, poza opłatą za dyplom (ok. 30 zł chyba).

                                                  Czytam i czytam widać jedno - do rosapulchry to nie dotrze. W UK wszystko jest lepsze, nawet czesne za studia, bo w Polsce też jest czesne za studia, tylko ukryte, bo student musi jeść, czyli studia nie wychodzą go za darmo, w UK też jedzą, ale dostają kredyt, co prawda w PL też jest kredyt, ale w PL jest gorszy kredyt jak wszystko w PL.
                                                  A potem płacz, że na forum prześladuję emigrantki, a one przecież zawsze tylko obiektywną prawdę przekazują...z troski...
                                              • falka_85 Re: A tu masz rozszerzoną odpowiedź: 31.07.14, 18:51
                                                30 000zł rocznie? Na wydatki, jak rozumiem, stricte związane ze studiowaniem. To można podsumować tylko tak: buhahaha.
                                                Ty w te wyliczenia wierzysz? To włącz logiczne myślenie: 30 tys. rocznie to ponad 3300zł miesięcznie. Podstawowe pytanie: jaki musiałby być dochód w rodzinie, żeby ponosić wydatek tego rzędu na studia jednego dziecka? Obstawiam kilkadziesiąt tysięcy miesięcznie. To skąd w takim razie bierze się ten prawie milion studentów dziennych? Oczywiście można wydać też tyle, można i 10 razy więcej, ale nie jest kwota nawet zbliżona do średnich wydatków nie wspominając o rozsądnym minimum.
                                                • naomi19 Re: A tu masz rozszerzoną odpowiedź: 31.07.14, 19:01
                                                  ale przeciez nie chodzi o lozenie przez rodzicow 30 000 rocznie! chodzi o koszt ksztalcenia takiego studenta!
                                                  • falka_85 Re: A tu masz rozszerzoną odpowiedź: 31.07.14, 20:51
                                                    Kwota bardziej by pasowała, ale obawiam się, że nie masz racji, artykuł wyraźnie jest o kosztach ponoszonych przez studenta / rodziców studenta, a nie o tym ile rocznie kosztuje państwo produkcja magistra.
                                                  • joa66 Re: A tu masz rozszerzoną odpowiedź: 31.07.14, 21:11
                                                    koszty utrzymania studenta informatyki (cytat z artykułu)

                                                    A mnie ciekawi czym się różnią koszty UTRZYMANIA studenta informatyki od utrzymania studenta np architektury big_grin


                                                    A serio i żeby uporządkować dyskusję. Koszty związane ze studiowaniem to:

                                                    1) sama nauka
                                                    2) wydatki pochodne , typu podręczniki, kserowanie itd
                                                    3) utrzymanie (przy życiu wink )

                                                    Punkt 1 czesne lub jego brak

                                                    Punkt 2 dotyczy chyba wszystkich systemów edukacyjnych, na pewno PL i UK.

                                                    Punkt 3 zależy nie od kraju, tylko od tego czy człowiek mieszka w domu rodzinnym czy musi wyjechać do innego miasta, żeby studiować




                                                  • falka_85 Re: A tu masz rozszerzoną odpowiedź: 31.07.14, 22:08
                                                    Co i tak nie czyni różnicy, bo rosapulchra znalazła w sieci artykulik z bożej łaski na pół strony, ewidentnie sponsorowany przez Aegon, który jej do tezy pasował. To nic, że bzdurny (nawet bardziej niż inne artykuły ile kosztuje utrzymanie przedszkolaka, dziecka szkolnego, dziecka do 18, 24 roku życia itd.), grunt że do tezy pasował.
                                                  • joa66 Re: A tu masz rozszerzoną odpowiedź: 31.07.14, 22:19
                                                    Ale nawet w cytowanym przez nią raporcie (nie artykule) jak wół stoi, że koszta są znaczenie wyższe w UK (btw samo utrzymanie, oprócz czesnego to 1600-1800 funtów miesięcznie, oprócz czesnego), właśnie z powodu wysokiego czesnego.
                                          • kai_30 Re: A tu masz rozszerzoną odpowiedź: 31.07.14, 08:41
                                            rosapulchra-0 napisała:

                                            > A ja po raz setny mówię, że kredyt studencki pokrywa te koszty. W przypadku "be
                                            > zpłatnej" nauki w Polsce, student musi sobie we własnym zakresie, często ze szk
                                            > odą dla nauki, pokrywać wszelkie koszty.

                                            No nie do końca jednak. Pracuję na malutkiej, prowincjonalnej uczelni państwowej, studenci studiują ZA DARMO, ci w gorszej sytuacji mieszkaniowej (dochód na osobę w rodzinie poniżej 700-coś zł) dostają stypendia socjalne w wysokości kilkuset złotych (wysokość uzależniona od dochodów), jeśli mieszkają w akademiku (koszt miesięczny 200 zł), to dodatkowo mają jeszcze dopłaty do stypendium (100 zł dodatkowo). Ponadto są jeszcze stypendia naukowe, może je otrzymywać 5-10% studentów na roku/kierunku, też po kilkaset złotych. Można dostawać i jedno, i drugie stypendium, one się nie wykluczają, a to daje już całkiem niezłą kwotę. Takie stypendia są na każdej uczelni, jest to regulowane ustawą.

                                            Kredyty studenckie to całkiem inna bajka.
                                            • kredytstudencki Re: A tu masz rozszerzoną odpowiedź: 04.10.14, 19:25
                                              Dlaczego kredyt studencki to inna bajka? Moim zdaniem właśnie ludzie powinni studiować nie za free (bo tego nie doceniają w większości), ale przy wsparciu ze strony pańśtwa w postaci kredytu, tak jak w UK - świetnie to funkcjonuje.
                                      • araceli Re: A tu masz rozszerzoną odpowiedź: 30.07.14, 19:51
                                        rosapulchra-0 napisała:
                                        > rel="nofollow">wgospodarce.pl/informacje/10871-ile-naprawde-kosztuja-studia

                                        Studiowałam na państwowej uczelni i nie zapłaciłam złotówki. O przepraszam! Wpisowe za indeks i legitymację jakieś 50zł.
                  • falka_85 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 21:41
                    Rosapulchra wiem, że w UK trawa jest zieleńsza, niebo bardziej niebieskie i jaśniej świeci słońce ale nie przesadzasz trochę z tym: jeżeli fakty nie pasują do tezy tym gorzej dla faktów? Miałam okazję poznać kilku Anglików (w pracy) i raz, że są już grubo po 30 i ciągle te studenckie kredyty spłacają (pracują w dużym korpo, więc raczej zarabiają powyżej średniej), a zwłaszcza jeden z nich bardzo narzekał, że koszt przepchnięcia pociechy przez studia, ze względu na wysokie czesne, jest w UK potężnym wyzwaniem dla wielu rodzin, w tym było dla jego rodziców.
                    A studia w Polsce są bezpłatne: czesnego się nie płaci. Jeżeli ktoś mieszka w mieście akademickim to już w ogóle studia pod względem finansowym nie różnią się od liceum, jeśli już to na plus (a kredyty studenckie też istnieją; gdy sama studiowałam nie były zbyt popularne, ale kilka osób wzięło taki kredyt). Przynajmniej tak było w moim przypadku (bo na innych kierunkach, uczelniach, wydziałach mogło być oczywiście inaczej): zamiast tony zeszytów, w kratkę, w linię i jeszcze jeden w kółka był założony na pierwszym roku segregator. Od czasu do czasu kupiło się ryzę papieru, toner raz do roku, długopisy rozdawali na targach pracy wink Opłat za obowiązkowe obozy, kursy, egzamin magisterski nie było. Żali że trzeba płacić za warunek czy przedłużenie sesji (były) nie rozumiem: niech się towarzystwo cieszy, że nie wylatuje z automatu z uczelni w takiej sytuacji.
    • joxanna1 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 29.07.14, 21:40
      Ja uważam, że obowiązkowo każdy uczeń powinien w ciągu całej swojej edukacji zobaczyć polskie hity - nie tylko miejsca martyrologiczne, ale góry/morze/jeziora/co fajniejsze miasta. Co do listy można by dyskutować, ale to dla mnie byłaby faktyczna podstawa do budowy patriotyzmu. I to powinno być odgórnie finansowane.
      • bi_scotti Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 29.07.14, 22:56
        Mnie sie zdaje, ze od podrecznikow w tzw. dzisiejszych czasach coraz wazniejsze staje sie wyposazenie samych szkol. Textbooks to powoli bedzie chyba jednak przeszlosc - lepiej miec cos w pdf format zawsze gotowe do wydrukowania strony lub dwoch niz zestaw ilus tam ksiazek noszonych tam i nazad albo 2 zestawy zabierajace miejsce w domu i szkole. Wiec ja bym raczej wolala zeby pieniadze z moich podatkow szly na dobre, stale unowoczesniane i utrzymywane in good repair labs etc. w kazdej szkole zaczynajac od podstawowki a konczac na uni. Uwazam tez, ze czesc podatkow powinna isc na porzadne, z prawdziwego zdarzenia stale doksztalcanie nauczycieli a jednoczesnie na okrelowe evaluations tychze. To jest jak najbardziej w interesie nas wszystkich zeby nauczyciele byli dobrze przygotowani do prowadzenia lekcji na kazdym etapie ich 30to czy ilos tam letniej kariery i na sprawdzenie czy tak jest i/lub na zapewnienie im tego warto wydac wspolna forse. Ja akurat sobie chwale system w moim kraju, w ktorym za post-secondary edukacje trzeba placic ale jest ona czesciowo dofinansowywana, co czyni koszta tej edukacji "do przejscia" nawet dla ubozszych potencjalnych studentow. Nie kompletnie "za darmo" ale tez nie ceny z Ksiezyca!
        • joa66 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 29.07.14, 23:07
          Textbooks to powoli bedzie chyba jednak przeszlosc

          Nie jesteś na bieżącowink

          nauka.newsweek.pl/wyzszosc-ksiazki-papierowej-nad-e-bookiem-wady-e-bookow-newsweek-pl,artykuly,286327,1.html
          Poza tym : kształcenie nauczycieli to nie kwestia darmowej (lub nie) edukacji

          p.s. A dlaczego sobie chwalisz płacenie czesnego?

          • najma78 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 29.07.14, 23:14
            Zgadzam sie z tym co napisala bi_scotti.

            a jesli ktos nie wie czemu czesne za studia to wystarczy popatrzec na kondycje tych darmowych np w pl. Porzadne kierunki nie dla wszystkich (nawet tych najlepiej przygotowanych) a kondycja ogolna, osiagniecia naukowe, publikacje, reaserch porazka. Wystarczy zobaczyc na ktorej pozycji na swiatowej liscie sa te darmowe uczelnie.
            • joa66 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 29.07.14, 23:19
              Zapomniałaś dodac, że 9000 funtów rocznie płaci się nie tylko za Oxford ale za beznadziejne uczelnie, które są daleko za uczelniami polskimi. Stawka jest jedna.

              Poza tym - wez pod uwagę np paryską ENS gdzie nie tylko się nie płaci czesnego, ale jeszcze się dostaje pensje.

              To nie jest takie proste jak byś chciała wink
              • najma78 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 29.07.14, 23:26
                joa66 napisała:

                > Zapomniałaś dodac, że 9000 funtów rocznie płaci się nie tylko za Oxford ale za
                > beznadziejne uczelnie, które są daleko za uczelniami polskimi. Stawka jest jedn
                > a.

                Zapominasz ze najlepsze polskie uczelnie sa dopiero w czwartej sete listy swiatowej i nawet nie m ich co porownywac do tych w uk. Zapominasz tez ze £9000 to jest maksymalna kwota. Ale jak zwykle zaklinasz rzeczywistosc. Polski pomimo duzych srodkow z UE nie stac na finasowanie uczelni co widac.

                > To nie jest takie proste jak byś chciała wink

                Zdecydowanie w pl sytuacja nie jest tak dobra jak ty ja przedstawiasz i jak bys chciala.
                • joa66 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 29.07.14, 23:35
                  Nie , nie zaklinam rzeczywistości big_grin Wystarczy spojrzeć na pierwszy lepszy ranking, żeby zobaczyć , ze są uczelnie angielskie daleko poza polskimi uczelniami a czesne jest takie samo jak w Cambridge smile


                  Zdecydowanie w pl sytuacja nie jest tak dobra jak ty ja przedstawiasz i jak by
                  > s chciala.


                  Ty masz jakieś kompleksy ? big_grin Gdzie je przedstawiam sytuację w Polsce ? big_grin

                  9000 to jest kwota standardowa - znowu -wystarczy spojrzeć na strony uczelni


                  I na dobranoc:
                  www.theguardian.com/education/2010/dec/12/riots-fire-anger-defining-political-moment
                  • joa66 najma.. 29.07.14, 23:42
                    ale fora w Polsce mamy najlepsze, co nie ?wink big_grin
                    • najma78 Re: najma.. 29.07.14, 23:54
                      joa66 napisała:

                      > ale fora w Polsce mamy najlepsze, co nie ?wink big_grin

                      Skoro ty sie na nich udzielasz to z pewnoscia wink
                      • joa66 Re: najma.. 29.07.14, 23:56
                        ach to dla mnie tu jesteś ? Miło smile
                  • rosapulchra-0 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 29.07.14, 23:46
                    Artykuł z 2010 roku?
                    • joa66 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 29.07.14, 23:48
                      Tak, wtedy chyba wprowadzono ogromne podwyżki czesnego, nie pamiętasz?
                      • rosapulchra-0 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 29.07.14, 23:51
                        Pamiętam. Wprowadzono, ludzie się pobuntowali, a potem zaczęli płacić i brać kredyty studenckie. Pewnie nie wiesz, ale w UK też były darmowe uczelnie, jednak zmieniono ich status na płatne i póki co ten system bardzo dobrze się sprawdza.
                        • joa66 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 29.07.14, 23:58
                          No tak, pobuntowali się , a potem zaczęli płacić. To prawie jak z podręcznikami itp w PL . I "system się sprawdza" wink
          • bi_scotti Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 29.07.14, 23:57
            joa66 napisała:

            > Nie jesteś na bieżącowink
            >
            > nauka.newsweek.pl/wyzszosc-ksiazki-papierowej-nad-e-bookiem-wady-e-bookow-newsweek-pl,artykuly,286327,1.html

            Ja mysle, ze prawda czy solution jest, jak to zwykle, gdzies po srodku wink Po pierwsze pokolenie, ktore korzysta ze wszystkich "electronics" potrafi z nich korzystac bez porownania bardziej efektywnie niz researchers, ktorzy badan dokonali. Po drugie, kazdy (i nauczyciel, i uczen) powinien po prostu miec dostep do opcji wydrukowania tej strony czy tych stron jakiegos "dziela wiekopomnego", ktore z takich czy innych przyczyn, latwiej sie przyswaja z papieru niz ze screen. E-learning wkroczylo z hukiem do secondary i post-secondary schools, nie przypuszczam zeby dalo sie przegonic, wrecz praciwnie wink A wraz z e-learning, kwestia textbook w tradycyjnej, papierowej formie naprawde zaczela juz byc "vintage" smile Osobiscie tez wole z ksiazki, ktora ma ciezar i zapach, ale co z tego - ja tez juz jestem "vintage" big_grin

            > Poza tym : kształcenie nauczycieli to nie kwestia darmowej (lub nie) edukacji
            >

            To zalezy jak interpretujemy okreslenie "ksztalcic" - ja mam na mysli wszystko, co jest czescia aplikowanego w szkolach professional development zagwarantowanego nauczycielom w ich kontraktach jak rowniez wspomnianych wczesniej evaluations. Przeciez nie o to chodzi zeby ewaluujac czyjac prace udowadniac mu, ze jest beznadziejny tylko wlasnie zeby dac mu mozliwosc dyskusji o ksztalceniu, o zmianach, o tym co mozna lepiej, inaczej etc. etc. To kosztuje i ja np. jako podatnik nie mam problemu z tym, ze za to place smile

            > p.s. A dlaczego sobie chwalisz płacenie czesnego?
            >

            Bo to zobowiazuje obie strony do bardziej swiadomego wysilku. Jesli mam zaplacic za kurs gotowania na gazie to poszukam sobie takiego, ktory spelni wszystkie moje oczekiwania za sume jaka jestem w stanie/jestem sklonna wydac. Jesli mam uczyc gotowania na gazie wiedzac, ze ktos za moja wiedze placi zywa gotowke i ze jesli bedzie niezadowolony to ja moge przestac uczyc, sama sie bede starac zeby to, co oferuje spelnialo oczekiwania placacego ale tez dawalo mu/jej jakas tam future w tym gotowaniu na gazie. Sama pewnie wiesz jak procentowo niewielu jest u nas tenure profs, jak znakomita wiekszosc wyklada w oparciu o dluzsze badz krotsze kontrakty, ktorych ewaluacja/przedluzanie badz nie sa bardzo scisle zwiazane z feedback jaki jest zbierany po wszystkich kursach. I nawet uczacy mandatory courses nie zawsze maja pewnosc, ze beda dalej uczyc jesli opinie uczonych (studentow) sa jakos masowo i dramatycznie negatywne. Czy tego chcemy, czy nie, money makes the world go round - student placi i wymaga, prof ma placone wiec sie stara, uczelni zalezy zeby graduates byli nie tylko happy ale przede wszystkim employable a wiec nauczeni z sensem. A na to wszystko trzeba forsy. Ale rowniez kontroli i pewnego rodzaju dojrzalosci wyborow a o te podejrzanie latwiej gdy czlowiekowi przychodzi za konsekwencje swoich wyborow placic z wlasnej kieszeni wink
            • joa66 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 00:08
              bi scotti, przepraszam, ale tego nie da się czytać.

              A szkoda.
          • princess_yo_yo Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 20:25
            stwierdzenie o byciu na biezaco jest troche paradne biorac pod uwage zrodlo, odniesienie jak i coraz bardziej powszechna praktyke. nie wspominajac juz o mozliwosciach adaptacyjnych ludzkiego mozgu.

            co do czesnego to, oczywiscie swietnie by bylo za darmo ale system gdzie za czesc nauki placa ci ktorych zarobki w przyszlosci maja szanse byc wyzsze z racji wlasnie lepszego wyksztalcenia wydaje sie duzo bardziej sprawiedliwy.
            • joa66 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 31.07.14, 00:22
              nie zauważyłaś " wink " ? Myślałam, że to czytelne smile
            • joa66 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 31.07.14, 00:49
              co do czesnego to, oczywiscie swietnie by bylo za darmo ale system gdzie za czesc nauki placa ci ktorych zarobki w przyszlosci maja szanse byc wyzsze z racji wlasnie lepszego wyksztalcenia wydaje sie duzo bardziej sprawiedliwy.

              Nie zgadzam się. Można by wprowadzić płatne szkolnictwo średnie, bo ci, którzy szkoły średnie kończą mają szanse zarabiać więcej niż ci po podstawówce. I tak dalej.

              To regulują podatki.

              Poza tym, skoro o sprawiedliwości mowa , czy to sprawiedliwe , żeby czesne w Oxbridge było takie samo jak np w Portsmouth?
      • najma78 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 29.07.14, 23:29
        joxanna1 napisała:

        > Ja uważam, że obowiązkowo każdy uczeń powinien w ciągu całej swojej edukacji zo
        > baczyć polskie hity - nie tylko miejsca martyrologiczne, ale góry/morze/jeziora
        > /co fajniejsze miasta.

        Zgadzam sie, bo jak na razie to 11-12 latkowie po kilku latach edukacji w pl (prawie koniec podstawowej) nie wiedza co to Auschwitz uncertain
        • eo_n Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 10:49
          A ja uważam, że takie zwiedzanie na siłę duża grupą, w której większość jest średnio zainteresowana - mówiąc eufemistycznie - to raczej szkodzi niż w czymkolwiek pomaga. Zniechęca, bo część dzieci w ogóle nie ma ochoty skupić się na tym co widzi i odciąga uwagę tych, którzy w innych okolicznościach byliby zainteresowani.

          Wg mnie zwiedzanie Polski powinni zapewnić rodzice we własnym zakresie - tak aby dla dzieci było to ciekawe i przyjemne.
          Sama wolę zabrać dziecko i osobiście jej wszystko pokazać/opowiedzieć, a nie zdawać się na stado rówieśników i nauczycieli, którzy średnio maja ochotę i zapał... Nie wspominając już o płaceniu za ten wariant.
    • szamanta Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 29.07.14, 23:12
      Dlaczego ma być darmowa? edukacja dziecka to obowiązek rodzicielski, nie Państwa
      Wcale nie obstaje w pochwałach z pomysłem dot. darmowych podręczników, wg mnie to rodzic powinien dziecku zapewnić do szkoły a nie cały obowiązek szkolny zwalać na państwo

      Pomijam już sytuacje ,ze wydawnictwa dostały wscieku z nakładem ksiązek i to co robią z roku na rok z podręcznikami będąc nie przydatne za rok to jest karygodne, wręcz haniebne, szajba im odwalila, ale te darmowe-za darmo to i owo do szkoły NIE podoba mi się , jeśli chodzi o Edukacje, wyprawki, wyposażenia . Rodziców obowiązek i tyle
      • najma78 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 29.07.14, 23:20
        szamanta napisała:

        > Pomijam już sytuacje ,ze wydawnictwa dostały wscieku z nakładem ksiązek i to co
        > robią z roku na rok z podręcznikami będąc nie przydatne za rok to jest karyg
        > odne, wręcz haniebne, szajba im odwalila, ale te darmowe-za darmo to i owo do
        > szkoły NIE podoba mi się , jeśli chodzi o Edukacje, wyprawki, wyposażenia .
        > Rodziców obowiązek i tyle

        Wydawnictwa robia to na co pozwalaja im rzadzacy wink a to przywiazanie do podrecznikow to noc innego jak sztuczne utrzymywanie tego biznesu, bo jak napisala bi_scotti i ja tez w poprzednim watki to obecnie edukacja wyglada inaczej niz kiedys. Koszty edukacji podstawowej czyli do matury powinny byc jak najmniejszym obciazeniem dla rodzicow (w koncu podatki na to placa oni tez) a oprocz tego daje to rowne szanse zdobycia jakichkolwiek kwalifikacji.
        • szamanta Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 29.07.14, 23:37
          O rządzących to mi się pisać już nie chce jaki śmietnik z ich rządów powstaje .
          Jak sama pisalas ""Koszty edukacji podstawowej czyli do matury powinny być jak najmniejszym obciazeniem dla rodziców " to prawda, powinny być najmniejszym i najpraktyczniejszym(!!!) lecz darmowe podręczniki ,wyprawki wcale nie są praktycznym i dobrym pomysłem ,aby wilk był syty i owca cala. Zloty środek należy zastosować.
          Mam alergie na to co robią od kilku lat wydawnictwa łokciami przepychając się i co rusz zmieniając książki ,które po roku nie są użyteczne (wrrr) lecz idea darmowych jakoś mi się tez nie widzi .
          • najma78 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 29.07.14, 23:42
            szamanta napisała:

            > Mam alergie na to co robią od kilku lat wydawnictwa łokciami przepychając się
            > i co rusz zmieniając książki ,które po roku nie są użyteczne

            wydawnictwa zmieniaja czy ministerstwo edukacji?
            • szamanta Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 29.07.14, 23:58
              Robią to za pozwoleniem i nawet aprobata MEN. Jedno drugiego warte
              • iwles Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 09:25

                szamanta napisała:

                > Robią to za pozwoleniem i nawet aprobata MEN.

                powiedziałabym, że jest wprost odwrotnie, to MEN wprowadza ciągle zmiany w programach nauczania i wymaga przystosowania do nich podręczników. A że czasami są to zmiany minimalne, to inna inszość, ale to nie wina wydawnictw, tylko MENu.
                • naomi19 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 13:55
                  ale to nie wina wydawnictw, tylko MENu.
                  z takim poziomem naiwnosci, musi ci sie bardzo przyjemnie zyc, zazdroszcze
                  • iwles Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 14:08

                    tak, tak, to wydawnictwa wprowadzają coraz to nowe zmiany w programach nauczania, i to wydawnictwa wymagają od nauczycieli nauczania z książek wydanych w konkretnym roku big_grin
                    Gratuluję myślenia.
      • mokotowianka1 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 00:05
        Dlatego, że mądra edukacja opłaca się wszystkim. Warto przeznaczać część podatków na przyzwoite szkoły, w których mogą się uczyć wszyscy.
        • eo_n Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 10:59
          Miło być idealistą...
          www.polskieradio.pl/130/2788/Artykul/1188730,Narastajaca-przemoc-w-szkolach
          I ja zrobię wszystko, by zmniejszyć ryzyko narażenia mojego dziecka na tego typu sytuacje, a moim zdaniem w małej szkole niepublicznej zdarza się to jednak rzadziej.
          Czyli jak ze służbą zdrowia - znów muszę płacić podwójnie, raz w w podatkach raz czesne. Żeby na przyzwoitą edukację publiczną było w budżecie wystarczająco pieniędzy, ile musiałyby wzrosnąć podatki?
          Tak że tego typu ogólnikowe postulaty... Nie mają sensu.
          Oczywiście fajnie, żeby to wszystko szło w dobrym kierunku... Może za kilkadziesiąt lat będzie lepiej.
          Teraz nie mam zaufania do szkół publicznych (wiem zdarzają się wyjątki - i całe szczęście) i nie jestem zainteresowana płaceniem wyższych podatków, nawet na tak szczytny cel.
      • iwles Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 09:29
        szamanta napisała:

        > Dlaczego ma być darmowa? edukacja dziecka to obowiązek rodzicielski, nie Państw
        > a

        nie, to państwo wprowadziło obowiązkową edukację i dlatego na nim spoczywa odpowiedzialność finansowa.
        Gdyby edukacja nie była obowiązkowa, to wtedy tak, na rodzicach spoczywałby obowiązek.
        Jakim prawem państwo miałoby narzucać coś i jeszcze kazać za to płacić ?
        • zlotarybka_1 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 10:08
          ale tak czy inaczej placa rodzice - tyle, ze w przypadku "darmowej" edukacji robia to w formie podatkow. I wtedy placa nie tylko rodzice ale i bezdzietni.
      • joxanna1 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 10:53
        Dlaczego ma być darmowa?

        Bo chodzi o prawo o przyszłość młodych obywateli.

        Jeśli założymy, że 100% rodziców jest przekonanych o tym, że edukacja jest dobra, ma możliwość sfinansowania, ba, że 100% rodziców działa w interesie dziecka - to tak, nie ma potrzeby powszechnej obowiązkowej edukacji. A tu chodzi nie tyle o to, żeby wyłowić dzieci z rodziny, tylko o to, żeby wszystkie dzieci miały przynajmniej na podstawowym poziomie możliwości. Żeby dzieci nie były ograniczone do wyobraźni rodziców.

        • najma78 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 11:17
          joxanna1 napisała:

          > Dlaczego ma być darmowa?
          >
          > Bo chodzi o prawo o przyszłość młodych obywateli.
          >
          Prawo do edukacji jest podstawowym prawem kazdego czlowieka. Edukacja kosztuje, nic zreszta nie ma za darmo, ale wiele krajow zapewnilo wszyatkim rowny dostep do edukacji podstawowej czyli umozliwiajacej zdobycie kwalifikacji a to sluzy ogolowi przeciez. Dlatego dziwne wydaje sie kwestionowanie finansowania edukacji przez ogol (bezdzietni tez placa).
    • evee1 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 02:44
      Ja sklaniam sie ku temu, zeby podreczniki nie byly jednak darmowe, bo wtedy juz w ogole nie bedzie limitu na kolejne zmieny, bo MEN dogada sie z wydawnictwami i miliony podatnikow na to beda szly. Rodzice oplacajacy podreczniki stanowia jakas tam opozycje, ktore moze protestowac i domagac sie przedluzenia zywotnosci podrecznikow.
      Przyznam, ze u nas tez sie zmieniaja podreczniki, ale srednio raz na 3-4 lata. Na dodatek dzieci chodzace do roznych szkol moga miec ich inny zestaw i nie moga po sobie "dziedziczyc". W przypadku moich tak bylo i mimo, ze miedzy moimi dziecmi jest tylko roznica dwoch klas, to syn nie mogl skorzystac z zadnego podrecznika corki. Ale czasem udawalo nam sie wymieniac podreczniki miedzy dziecmi znajomych. A, w szkolach organizowany jest tez pod koniec kiermasz pordecznikow i kazdy moze swoj podrecznik sprzedac, jezeli jest on jeszcze w miare porzadnym stanie. Tak samo z mundurkami szkolnymi.
    • triss_merigold6 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 09:02
      Nie upierałabym się przy wszystkich darmowych podręcznikach. Darmowe i dostępne w szkole/wypożyczane do domu mogłyby być te wszystkie atlasy i podręczniki używane raz na sto lat, te wszystkie do muzyki, plastyki czy innych mniej ważnych przedmiotów.
      Miło by było gdyby szkoła zapewniała to całe badziewie plastyczne - bloki, farby, kredki, kleje, bibuły, do skorzystania na lekcji.
      Wpieniają mnie coroczne jęki o chemię gospodarczą, papier toaletowy, mydło i jęki o sfinansowanie przez rodziców zakupu dywaników, szafek. telewizora, odmalowanie sal itd.
      Jeśli szkoła ma fantazję organizować zieloną szkołę to niech pokrywa koszty takiego wyjazdu.
      • mamma_2012 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 09:21
        Zielone szkoły to nie fantazja szkoły, a oczekiwanie, pragnienie dużej części dzieci i rodziców.
        Szkola nie zarabia, wiec finansować nie moze. Mozna finansować to z pieniędzy publicznych, ale oznaczałoby to, ze sąsiadka funduje wyjazd nad morze Twoim dzieciom, co niekoniecznie ja ucieszy.
        Udział w zielonych szkołach i innych wyjazdach nie jest obowiązkowy. Dla najbiedniejszych sa czasem jakieś dofinansowania.
        Jesli szkola byłaby odpowiedzialna za materiały plastyczne, to dzieci na lekcjach nie robiłby wiele.
        • triss_merigold6 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 09:28
          W zasadzie guzik mnie obchodzi czy to pragnienie rodziców (szczerze wątpię) czy odgórny wymóg. Szkoła nie zarabia także na nauczaniu, a to akurat jest finansowane z pieniędzy publicznych i zapewne też nie wszystkich cieszy.
          Rozumiem, że udział w zielonych szkołach nie jest obowiązkowy, ale tydzień czy dwa wycięte i z tak okrojonego planu nauki to dużo, zbyt dużo, biorąc pod uwagę wszystkie inne przerwy i dni wolne.
          Chodziłam do szkoły z pracownią plastyczną, w której były chyba wszystkie możliwe materiały z kordonkiem i włóczkami i dzieci robiły mnóstwo fajnych rzeczy, z przygotowywaniem prac do konkursów włącznie. Najzwyklejsza szkoła komunalna, ale nie w Polsce.
          • mamma_2012 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 09:35
            Nie w Polsce, a pewnie w bogatszym od nad kraju lub choćby bogatej gminie/stanie/landzie.
            Polska to taka kilkuletnia skoda, bez sensu jest porównywanie jej z krajami choćby o klasie porządnego forda czy luksusowego BMW.

            Równie bez sensu byłoby, gdyby mieszkańcy jakiegoś biednego afrykańskiego kraju pisali, ze w ich szkołach powinny być takie pracownie z komputerami czy ławki dla każdego dziecka jak choćby w Polsce.

            Nie ma wymogu organizowania zielonych szkol, za to wiele przerobilo juz aferę, pt. "w tym roku nie będzie wyjazdu"
            • triss_merigold6 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 09:37
              A, jeśli chodzi o kasę na wyposażenie pracowni plastycznej to rozumiem, ale Ty wyżej użyłaś argumentu, że dzieci niewiele by robiły.
              Naprawdę szkoły/dyrekcje mają fochy ze strony rodziców za brak wyjazdu na zieloną szkołę? Zdumiewające, sądziłam że mnóstwo rodziców traktuje to jako dopust Boży i wymuszony wydatek.
              • mamma_2012 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 09:56
                Nie wiele by robiły, bo oszczędzano by papier, kredki i nożyczki, żeby sie nie tępiłybig_grin
              • andaba Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 10:17
                triss_merigold6 napisała:

                Zdumiewające, sądziłam że mnóstwo rodziców traktuje to jako dopust B
                > oży i wymuszony wydatek.


                I tak i nie. Faktycznie, większość tak traktuje, ale są rodzice, którzy optują za zielonymi szkołami - bo ich stać, pozbywają się dziecka, oni nie musza brać urlopu, a dzieciak wyjeżdża. Nie jest to duża liczba, ale są, niemal w każdej klasie, a im wyższy standard szkoły, tym takich rodziców jest więcej.

                I moim zdaniem powinni to ukrócać.
                Świetnie jest, ja wychowawczyni ma małe dziecko lub chorą matkę - wtedy mówi odważnie, ze zielonej szkoły nie będzie. Niestety, są takie, które radośnie przyklaskują, bo gdy brak domowych zobowiązań, a jeszcze klasa fajna, (to jest bardzo istotne), to jadą chętnie. Moja starsza miała taka rączą nauczycielkę 50+ oraz świetną klasę i jeździli do ukichania, nawet dwa razy w roku. Fakt, co zobaczyła, to zobaczyła, ale kosztowało sporo, a niektóre dzieci z klasy g... zobaczyły, bo ich na żaden z wyjazdów stać nie było.

                Nie wiem jaki był początek zielonych szkół, zaczęło się to chyba lata temu na Śląsku, ale cos mi świta, że było finansowane. W każdym razie zaraza się rozlała na cały kraj.
                • triss_merigold6 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 10:21
                  Ze swojej edukacji nie pamiętam zielonych szkół, w liceum może jakieś klasy jeździły ale moja nie.
                  Ekhem, zielone szkoły są w czasie roku szkolnego więc w okresie wakacji/ferii/innych ferii i tak ktoś pracujący musi brać urlop.
                  • andaba Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 10:42
                    Bo za naszej edukacji nie było, zaczęły się dobrych kilka lat później i właśnie na Śląsku.


                    Przy dzieciaku 10-16 letnim żadnego urlopu brać nie muszą, a dziecko sobie wyjedzie poza feriami, to w ferie może posiedzieć.

                    Zielone szkoły są o tyle dobre, że dzieci jadą ze znaną kadrą i znanymi dzieciakami - jest to ta przewaga nad kolonią czy obozem.
                    Dzieci, zwłaszcza młodsze, znacznie lepiej znoszą takie wyjazdy, bo pani prawie jak mamusia, do tego znane grono dzieciaków i nie ma tej tęsknoty, która często ma miejsce przy innych wyjazdach.
                    Więc niektóry rodzice nawet wolą zieloną szkołę niż kolonię i to tez rozumiem.

                    Niestety,w podstawówce do której chodzą moje dzieci jest spora amplituda zamożności rodziców, od takich, którzy żądają kilku zielonych szkół i wielu wycieczek, do takich, których nie stać lub nie zamierzają dać, dziecku biletu na mpk, zeby do domu kultury pojechało. Na zebrania chodzą, jak łatwo się domyślić, ci pierwsi, więc dzieci jeżdżą.

                    Synowie w prywatnym gimnazjum nie mieli zielonych szkół, bo tam były straszne obostrzenia w temacie utraty dni przeznaczonych na naukę, ale jak jechali, to na drogą wycieczkę 3-4 dniową (w tym weekend) i jechało 100% klasy.
                    A u córki w rejonówce nie zebrali z całej szkoły 40 osób na zieloną szkołę. Chętnych, które się zgłosiły i wpłaciły zaliczkę było 8 osób, w tym moja córka i jej dwie przyjaciółki. Na wycieczkę za 40 zł zbierali przez dwa miesiące, żeby zapełnić autokar.
                    Nie powiem, żeby mnie to specjalnie martwiło smile
                    W szkołach średnich na szczęście jest juz lepiej pod tym względem, poza tym mniejszy pęd to jechania "bo wszyscy jadą".

                    Na razie najbardziej mi daje popalić sportowa i raczej zamożna klasa najmłodszego...
                • kai_30 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 31.07.14, 08:55
                  > Nie wiem jaki był początek zielonych szkół, zaczęło się to chyba lata temu na Ś
                  > ląsku, ale cos mi świta, że było finansowane. W każdym razie zaraza się rozlała
                  > na cały kraj.

                  Na cały na szczęście nie - mieszkamy nad morze, w żadnej ze szkół któregokolwiek z moich synów nie było wyjazdów na zielone szkoły, i słusznie - te wyjazdy miały dotyczyć dzieci z bardziej uprzemysłowionych/zanieczyszczonych rejonów, żeby mogły zmienić klimat. Nie wiem, swoją drogą, czy zmiana klimatu na tydzień ma jakiś dobroczynny skutek, poza tym podejrzewam, że te dzieci, których rodziców stać na takie wyjazdy, i tak zmieniają klimat w wakacje/ferie. Gorzej z tymi, których nie stać, bo oni i latem pewnie nie wyjeżdżają, więc założenia były słuszne, ale w realizacji jak zwykle niezbyt wyszło.
                  • triss_merigold6 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 31.07.14, 10:37
                    Warszawa się łapie jako zanieczyszczone miasto? U nas to zależy od szkoły i - z tego co widzę - klasy. Niemniej, pomysł uważam za fatalny. Strata tygodnia-dwóch lekcji, strata zajęć pozalekcyjnych za które płacą rodzice, dodatkowy i IMO zbędny koszt.
            • najma78 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 11:21
              mamma_2012 napisała:


              > Równie bez sensu byłoby, gdyby mieszkańcy jakiegoś biednego afrykańskiego kraju
              > pisali, ze w ich szkołach powinny być takie pracownie z komputerami czy ławki
              > dla każdego dziecka jak choćby w Polsce.

              Bo byc powinny i to nie ulega watpliwosci, bo afrykanskie dzieci sa takimi samymi dziecmi jak kazde inne na swiecie i maja takie samo prawo do edukacji jak wszyscy inni.
          • kub-ma Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 13:52
            triss_merigold6 napisała:

            > W zasadzie guzik mnie obchodzi czy to pragnienie rodziców (szczerze wątpię) czy
            > odgórny wymóg.

            Nie ma co wątpić. To nie jest odgórny wymóg.
            A nauczyciel, który kategorycznie odmawia wyjazdu na kilkudniowe wycieczki ma rodziców (przynajmniej ich część) przeciwko sobie smile
    • kropkacom Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 09:19
      Brak czesnego, darmowe podręczniki.
    • mamma_2012 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 09:27
      Nie ma dobrej, taniej czy darmowej edukacji.
      Edukacja wymaga pieniędzy, jesli nie bezpośrednio od rodziców to z budżetu, a budżet i tak ma pieniadze od rodziców.
      Przy czym nawet jesli podniesiemy podatki i te pieniadze pójdą na edukacje, to i tak większość rozejdzie sie zanim staną sie źródłem finansowania nowych ławek czy papieru toaletowego w konkretnej szkole.
    • pelissa81 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 10:02
      poród też darmowy a pieluszek, ubranek i kosmetyków dla dziecka nikt nie zapewnia.
      Na pewno darmowy e-podręcznik jest konieczny.
    • ewa_mama_jasia Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 10:04
      Niekoniecznie darmowe podręczniki. Natomiast przemyslane podręczniki, może ze 2 - 3 do wyboru lub jeden ale z treściami uzupełniającymi do nauki na wyższym poziomie w razie potrzeby niż podstawa.
      W tej chwili w dobie częstej zmiany miejsca zamieszkania, szkoły, klasy czy nauczyciela nie byłoby konieczności zmiany podręczników.
      Koszt podręczników powinien być łatwy do przełknięcia a dla biedniejszych sfinansowany lub dofinansowany.
      Ale najwazniejsza rzecz - darmowa, powszechna edukacja powinna być realizowana na przyzwoitym poziomie. Powiedzmy - te 60 - 70% maksymalnego poziomu punktowego możliwego do zdobycia przez większość dzieci w oparciu o naukę szkolną a nie korepetycje. I tego powinno się wymagać od nauczycieli - żeby uczyli na przyzwoitym poziomie. Żeby niedopuszczalne były sytuacje, kiedy w maleńkiej szkółce gdzie w 6 klasie jest 7 - 8 uczniów średni poziom sprawdzianu wynosi 14 % a w szkole w drugiej wsi - 24. W tym momencie nauczyciele we szkoły z 14% powinni mieć podziękowane za pracę.
      • andaba Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 10:27
        ewa_mama_jasia napisała:

        Żeby niedopuszczalne były sytuacje, kiedy w maleńkiej szkółce gd
        > zie w 6 klasie jest 7 - 8 uczniów średni poziom sprawdzianu wynosi 14 % a w sz
        > kole w drugiej wsi - 24. W tym momencie nauczyciele we szkoły z 14% powinni mie
        > ć podziękowane za pracę.


        Z kamienia wody nie wyciśniesz.

        Wierzę, że są szkoły, w których nauczyciel, choćby stanął na głowie nic nie jest w stanie zrobić. Gdy trafi mu się wśród tych siedmiorga uczniów pięcioro takich, które maja inteligencję na pograniczu normy, w dodatku pochodzą ze środowiska, która dziecka w najmniejszym stopniu nie wspiera, to nic nie zdziała. No chyba, że akurat trafi się dziecko ambitne. Ale to się może przełożyć na zaangażowanie, nawet na oceny, ale na wyniki w testach - niekoniecznie.

        • triss_merigold6 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 10:33
          Amen. W Warszawie też są takie szkoły rejonowe, że nawet przy najlepszej kadrze niewiele mogą zdziałać, bo skład uczniów jest taki, a nie inny.
        • ewa_mama_jasia Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 10:41
          Andaba, będę polemizować. To nie jest szkoła specjalna ani integracyjna. Ot, zwykła podstawówka w jednej wsi. Dzieci 7 - 8 w klasie. Nie 27 smile Z taką klasą można prowadzić wręcz indywidualne nauczanie. Tylko trzeba chcieć. Rok - dwa lata pracy nad dobrymi wynikami (powyżej średniej wojewódzkiej) a za 2 lata będą dowozić dzieci z innych wsi. Zresztą - jak wyjaśnić, że w sąsiedniej szkole (w innej wsi) przy podobnej liczbie dzieci wynik jest o 10 pkt wyższy? Mądrzejsze dzieci? Czy po prostu nauczycielom się chciało?
          • andaba Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 10:49
            ewa_mama_jasia napisała:

            Zresztą - jak wyjaśnić, że w sąsiedniej szkole (w i
            > nnej wsi) przy podobnej liczbie dzieci wynik jest o 10 pkt wyższy? Mądrzejsze d
            > zieci?

            Właśnie tak.

            Może być to odrobinę inna sytuacja - jedna wieś - zapyziały przysiółek, od wieków skażony alkoholem i związkami miedzy krewnymi.
            Wieś obok - część ludności napływowej, może jacyś przesiedleńcy, może artyści, którzy kupil działkę na zadupiu, albo po prostu luzie, którzy mieli szczęście urodzić inteligentne dzieci i już sytuacja się zmienia.

            Nawet nauczanie indywidualne z osoby nieinteligentnej, w dodatku niechętnej nie zrobi geniusza.

            • ewa_mama_jasia Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 11:14
              Nie podam teraz przykładu gdzie to było, bo zapomniałam a szukać mi się nie chce ale zdarzyło się parę lat temu: w jednej miejscowości została szefem organu prowadzącego szkoły kobieta z zewnątrz systemu, która nie wiedziała, że "się nie da". Postanowiła poprawić sytuację edukacyjną w jednej ze szkół(małej, też jakaś "dziura") , gdzie wyniki były katastrofalne.
              Postarała się o pieniądze na remont, wyposażenie i gabinety dla poszczególnych nauczycieli. I o pieniądze na zajęcia dodatkowe. Po 2 - 3 latach średnie wyniki w szkole plasowały się na 4 miejscu w województwie.
              • andaba Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 11:18
                Bierzesz pod uwagę, że po 3 latach to były inne dzieci, nie te same?

                Nie neguję tego, że wkład nauczyciela może coś zmienić, ale nie w każdym wypadku.
                • andaba Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 11:35
                  W tej samej szkole na przestrzeni 3 lat moga się uczyć zupełnie inne dzieci. I ja nie muszę szukać przykładów, bo mam taki w domu - mam 3 lata różnicy między synem i córką. Chodzili do tej samej szkoły, mieli tę samą wychowawczynię.

                  U syna większość dzieci to były kolejne (5,6,7) starszych rodziców, zapracowanych, przyzwyczajonych do innych standardów, wychowujących starsze dzieci w zupełnie innej rzeczywistości. Klasa nie była zła, ale trudno było cokolwiek zorganizować, bo nie było zupełnie chętnych, niby płacili, to co trzeba, ale nikt się nie upominał, zeby cokolwiek dzieciom organizować. Dzieciaki uczyły sie przciętnie, kilkoro było świetnych, ale to były z reguły dzieci inteligencji, reszta talka sobie, od przeciętnych w dół. Po skończeniu szkoły większość poszła do rejonówki, potem do nie najlepszych techników.

                  Trzy lata później w klasie córki - same dzieciaki młodych rodziców, w dodatku świadomych i chętnych, wycieczki co chwile, zielone szkoły dwa razy w roku, hucznie obchodzone wigilie, dni rodziny, dzień dziecka, na koniec 6 klasy średnia 4,9, na 20 uczniów kilkanaście czerwonych pasków.

                  Identyczny zestaw nauczycieli obie klasy uczył.


                • najma78 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 11:38
                  andaba napisała:

                  > Bierzesz pod uwagę, że po 3 latach to były inne dzieci, nie te same?
                  >
                  > Nie neguję tego, że wkład nauczyciela może coś zmienić, ale nie w każdym wypadk
                  > u.

                  Praca nauczycieli to podstawa. Wlasnie w srodowiskach trudnych, niewykstalconych, patologicznych itp potrzeba jak najlepszej kadry aby osiagnac pozytywne fekty, poprawic wyniki. Da sie.
                  • andaba Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 11:54
                    Nie zawsze się da.


                    Zauważ, że niezdolne dzieci umieszczane w prywatnych szkołach, z niemal indywidualnym nauczaniem, nawet jak zaliczają, to nigdy nie osiągają pewnego poziomu.


                    Nie rozumiem, dlaczego wydawałoby sie inteligentnym kobietom tak trudno zrozumieć, że są dzieci, które niektórych rzeczy nie są w stanie się nauczyć, zapamiętać, analizować. I niekoniecznie są to dzieci, które muszą iść do szkoły specjalnej.
                    • najma78 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 12:39
                      andaba napisała:

                      > Nie zawsze się da.

                      Zawsze sie da podniesc poziom, a to nie jest rowne ze zrobieniem ze wszyatkich geniuszy.

                      > Zauważ, że niezdolne dzieci umieszczane w prywatnych szkołach, z niemal indywid
                      > ualnym nauczaniem, nawet jak zaliczają, to nigdy nie osiągają pewnego poziomu.

                      Prywatna szkola ani idywidualne nauczanie nie rowna sie dobra szkola i dobry program nauczania.

                      > Nie rozumiem, dlaczego wydawałoby sie inteligentnym kobietom tak trudno zrozumi
                      > eć, że są dzieci, które niektórych rzeczy nie są w stanie się nauczyć, zapam
                      > iętać, analizować
                      . I niekoniecznie są to dzieci, które muszą iść do szkoły
                      > specjalnej.

                      A ktos nie rozumie? Akurat mam pare lat doswiadczenia w pracy z dziecmi ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi i wiem jak mozna z nimi pracowac i co osiagnac. Wiem tez ze w wiekszosci wypadkow to wlasnie rola nauczycieli. Wlasnie o to chodzi aby pobudzic wzrost ambicji, pokazac to czego rodzice nie pokaza bo sami nie znaja itd.
                    • ewa_mama_jasia Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 12:52
                      Niektóre dzieci, niektóre funkcje, niektóre rzeczy. Zobacz, że jak się chce (czytaj - chce nauczyciel) to można dużo. Odpowiadanie ustnie zamiast pracy pisemnej lub odwrotnie, wypełnianie arkusza egzaminacyjnego przez nauczyciela pod dyktando ucznia z deficytami (sprawa matury z zeszłego roku) itp.
                      Poprzez to, że wielu nauczycieli popiera Twój pogląd, w większych miastach następuje gwałtowna polaryzacja edukacji. W każdym w zasadzie większym mieście są w tej chwili szkoły "lepsze" i "gorsze", a ich lepszość i gorszość pogłębia się regularnie.
                      • andaba Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 13:13
                        ewa_mama_jasia napisała:

                        W każdym w zasadzie większym mieście są w
                        > tej chwili szkoły "lepsze" i "gorsze", a ich lepszość i gorszość pogłębia się
                        > regularnie.


                        I ma to swoje uzasadnienie.

                        Akurat jestem rzadkim przypadkiem, które miał/ma dzieci w szkołach z obydwu krańców wyników EWD.

                        I uważam, że to, że są szkoły gorsze i lepsze jest świetne. Bo dzieci zdolniejsze nie muszą się dostosowywać do dzieci przeciętnych, a przeciętne i słabe nie muszą stawać na uszach w gronie zdolniachów.

                        A różnice się pogłębiają, bo im lepsza opinie sobie szkoła wyrabia, im lepsze wyniki testów, tym więcej zdolnych uczniów się tam pcha i poprzeczka się podnosi. Bo co roku idą dzieci coraz zdolniejsze i coraz ambitniejsze.

                        A jak szkoła ma marne wyniki, to dzieci mające szanse na lepsze wyniki i ambicje, żeby nie skończyć w zawodówce idą do trochę lepszej szkoły, a w tej gorszej lądują tylko ci, których nigdzie indziej by nie przyjęli. Więc poziom spada.

                        I choćby nauczyciele nie wiem jak się starali, to nie wycisną z niechętnych i niezdolnych dzieci nic więcej.

                        • najma78 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 13:44
                          andaba napisała:

                          > I uważam, że to, że są szkoły gorsze i lepsze jest świetne. Bo dzieci zdolniejs
                          > ze nie muszą się dostosowywać do dzieci przeciętnych, a przeciętne i słabe nie
                          > muszą stawać na uszach w gronie zdolniachów.

                          W zadnej szkole nie musza, bo uczniow rozdziela sie na grupy pracujace na poziomach. To normalne ze uczniowie pracuja na roznych poziomach z roznych przedmiotow a nauczyciele maja za zadanie dopasowac zadania do ich mozliwosci tak aby uczniowie robili progress w kazdej grupie. Nie chodzi o zrownywanie przeciez.
                          Dobra szkola to nie taka ktora ma 90% uzdolnionych uczniow a taka w ktorej wiekszosc uczniow takze tych ze specjalnymi potrzebami robi najlepszy postep.
                          • ewa_mama_jasia Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 15:25
                            No i własnie takie szkoły mi się marzą. Nie takie, gdzie na wejściu trzeba mieć średnią 5,5 i sprawdzian zdany na minimum 35pkt (gimnazjum) czy takie, gdzie już od I klasy śrubuje się poziom kosztem wytężonej pracy dzieci po szkole na korepetycjach czy z rodzicem a mniej zdolne do takiego trybu pracy dzieci są po cichu usuwane ze szkoły (jedna ze znanych mi publicznych podstawówek, w czołówce szkół w dzielnicy).
                            Tylko takie, gdzie dzieci przenosi się do poszczególnych klas/na poszczególny poziom według wiedzy, pracy itp.
                        • kub-ma Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 14:04
                          Pracuję w szkole podstawowej, normalnej rejonówce. Od kilku lat jesteśmy w czołówce Warszawy, czyli wniosek jest taki: nauczyciel dużo może. Ale tez nie jest cudotwórcą.

                          Myślę, że w przywołanych szkołach (w sąsiadujących wsiach) różnie mogło być. Jednorazowy wynik nie musi świadczyć o złej pracy nauczycieli, ale podobny wynik w kolejnym roku (z innymi dziećmi), już tak.
                  • joa66 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 13:08
                    Praca nauczycieli to podstawa. Wlasnie w srodowiskach trudnych, niewykstalconych, patologicznych itp potrzeba jak najlepszej kadry aby osiagnac pozytywne fekty, poprawic wyniki. Da sie

                    Zgadzam się. Niestety jest to problem (w UK też)
                    • joa66 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 13:36
                      Skoro dyskusja zeszła też na jakość edukacji pozwolę sobie dodac, że, imho, ogromne znaczenie ma liczebnośc klasy. Optymalne jest chyba 16-20 osób (16 na początku edukacji szkolnej , 20 na końcu). I tutaj szkoły niepubliczne zazwyczaj wygrywają.
                    • princess_yo_yo Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 21:57
                      z tym to jest problem wszedzie, zawod nauczyciela jako ze finansowany z publicznej kasy cierpi na wszystkie problemy z tym zwiazane.
                      jak juz piszemy o problemach uk to najwiekszym chyba jest rejonizacja ktora prowadzi do tego ze poziom szkoly ma bezposrednie przelozenie na ceny nieruchomosci. a dobra szkola ma bezposrednie przelozenie na przyszlosc dziecka, uniwersytet z czerwonej cegly jest wtedy duzo latwiej osiagalny.
                      bardzo niewygodny goracy ziemniak, ktorego nikt nie chce tknac bo dobrego rozwiazania nie ma. to jest wlasnie jeden z gleboko zakorzenionych problemow socjalizmu made in uk ktory mnie ewidentnie drazni.
              • paniusiapobuleczki Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 18:20
                W swoim wcześniejszym poście napisałaś, ze można tylko trzeba chcieć. W kolejnym podałeś przykład szkoły, którą wyremontowano i poprawiono warunki pracy nauczycieli i zapewniono dodatkowe pieniądze na zajęcia. To dość niezwykle w tym kraju, prawda?
                A propos tego,ze szkoła ze słabymi wynikami to była szkoła normalna, a nie specjalna. Teraz praktycznie nie ma specjalnych szkół dla lekko upośledzonych. Kiedyś w takich szkołach ośmioletnich realizowano program pięciu lat szkoły podstawowej, klasy były małe, chodziły do nich tez dzieci o niskim potencjale z marginesu. Teraz widzę, ze w moim rejonowym gimnazjum niektóre dzieciakinadawalyby sie do takich właśnie szkół specjalnych, potem mogłyby kontynuować naukę w zawodówce, teraz męczą siebie i innych w normalnych 30 osobowych klasach.
                Co do argumentu, ze klasa ośmioosobowego to prawie nauczanie indywidualne. Zdrowy, aczkolwiek mało pilny uczeń z mojego gimnazjum miał załatwione nauczanie indywidualne. Uznano,ze pozwoli mu to zapalać chęcią do nauki, pomoże poprawić wyniki i uczeń ogólnie wyrwie sie ze swojej niemocy. Niestety, pomimo starań nauczycieli nie zdał do następnej klasy.
    • tol8 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 11:04
      Wszystko ze szkołą związane - podręczniki, ćwiczenia, zeszyty, przybory, farby, bibułę, bloki, mundurek, wycieczki, II śniadanie i obiad smile
      • k1234561 Re: Darmowa edukacja czyli jaka? 30.07.14, 18:06
        Darmowe powinny być podręczniki,jeszcze lepiej aby były w wersji elektronicznej,a uczniowie mieliby do dyspozycji na czas nauki w danej szkole tablety,żeby nie musieli tych ciężkich plecaków nosić (marzenia,marzenia). Dalej,szkoła powinna zapewniać wszystkie artykuły plastyczno-techniczne,no i oczywiście nie powinno być mowy o tym,aby rodzice kupowali jakieś artykuły potrzebne do funkcjonowania szkoły, mam na myśli środki czystości,papier toaletowy,chusteczki,papierowe ręczniki,mydła w płynie,szkoła powinna też zapewnić dzieciom na każdym poziomie nauczania obowiązkowego obiad.
        Dzieci powinny również uczestniczyć w mocno dofinansowanych wycieczkach krajoznawczych.Tak aby uczeń kończący obowiązkowy etap nauczania,zwiedził standardowe miejsca historyczne w Polsce.I jak już pisałam wycieczki te powinny być tak dofinansowane aby stać było na nie nawet tych najbiedniejszych uczniów.Aby każde dziecko było np.na Zamku Królewskim,widziało gdańskiego Neptuna czy krakowskie sukiennice,odwiedziło Wilanów,czy Malbork.Wbrew pozorom jest wiele dzieci które tych zabytków nigdy nie zobaczą.Znam też niestety wielu dorosłych,którzy nigdy w stolicy nie byli,ogólnie nie znają kluczowych polskich zabytków,bo ze szkołą nie jeździli,bo nie było takiej wycieczki,a potem wykształcenie zakończyli na podstawówce lub zawodówce i nosa z poza swojej wsi i miasteczka nie wystawili.
        Darmowe i dofinansowane powinny być wszelkie zajęcia sportowe.Dzieci w szkole powinny mieć możliwość uczestniczenia w różnych dyscyplinach sportu,gimnastyka artystyczna,taniec,jeździectwo,sporty piłkowe,sporty walki,dla dzieci mieszkających nad morzem,jeziorami powinna być możliwość uprawiania windsurfingu,kitesurfingu,żeglarstwa,ogólnie sportów wodnych.W zimie sportów zimowych łyżwy,a dla dzieci mieszkających w górach narty.Tak aby lekcje WF nie ograniczały się do sali gimnastycznej.Specjalny sprzęt do tych dyscyplin (narty,deski surfingowe,rakiety do tenisa itp) powinna zapewniać szkoła.Ech,ale sobie pomarzyłam......
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka