kanna
14.10.14, 11:35
Córka jest po komunii, śpiewa w scholi. Chodzimy więc, w miarę regularnie, na msze dla dzieci w naszym kościele. Wiara i Bóg są dla córki ważnymi zagadnieniami, postrzega siebie jako wierzącą osobę, rozmawia z Bogiem, podchodzi regularnie do komunii, każe się wozić na różaniec, Pierwsza Komunia była dla niej przeżyciem duchowym.
Trafiła na mądrą katechetkę w szkole (ta sama osoba prowadzi etykę w klasie synka, moim zdaniem to trudno połączyć, jej się świetnie udało).
Gdzie więc problem. Problemem jest ksiądz prowadzący msze dla dzieci. Ksiądz, który jest , generalnie, mądrym człowiekiem, mającym niezły kontakt z dziećmi, przejętym swoja rolą. natomiast on zupełnie nie czuje grupy i nie potrafi zinterpretować Ewangelii tak, aby dzieci były w stanie ją pojąć.
Zaprasza dzieci do ołtarza, przynosi gadżety, zadaje pytania.. ale nic z tego nie wynika. Dzieci nie łapą idei opowieści, są straszone. Z Ewangelii o królu zapraszającym na wieczerze, córka wyniosła przekonanie, ze ten król musi być strasznie niedobry, skoro nikt nie chciał go odwiedzić (zresztą potwierdził to potem, paląc obejścia). Jeszcze się jej nie przekłada w głowie, ze król ma obrazować Boga.
Co robić? Martwię się, że msze zniszczą jej obraz Boga i zaczną ingerować w jej pogodną duchowość i wiarę.
Macie pomysł, jak wybrnąć?