Oddaliśmy kanapę i fotele do renowacji. Tapicer polecony przez kolegę męża, podobno fantastyczny fachowiec, wręcz artysta, efekt powala na kolana, w dodatku niedrogi. Tapicer przyjechał do nas z pierdylionem próbek, wybraliśmy, obejrzał meble i wycenił robotę - faktycznie cena dość atrakcyjna. Zapewnił nas, że zrobi w 4 dni. "Powiedziałbym 3, ale dla pewności umówmy się na 4". No i super.
Po czym przez kolejne 3 tygodnie (dokładnie 26 dni) dostawaliśmy informacje (w dodatku za pośrednictwem owego kolegi męża), że: "zabrakło materiału, trzeba domówić", "zachorował", "złamał palec", "w tę sobotę", "w poniedziałek"... a potem to już codziennie było "jutro"

Wreszcie się doczekaliśmy - meble przyjechały, zrobione są porządnie, ale efektu "wow" nie ma i na kolana mnie nie rzuciły bynajmniej. Powiedziałam mężowi, że ja bym dziadowi nie zapłaciła całej umówionej kwoty - właśnie ze względu na skandaliczne wydłużenie terminu, ale mój mąż oczywiście "oj tam, nie przesadzaj" i z facetem rozliczył się od ręki i co do grosza.
Patrząc na to nie omieszkałam powiedzieć zgryźliwie do tapicera : "Ma pan szczęście, że to z mężem się pan umawiał, ja bym panu zapłaciła tak jak pan nam robił te meble - czyli "na jutro"...
Zapłaciłybyście tak bezproblemowo w takiej sytuacji ?