tak sobie siedze, popijam winko, slucham milej muzyki i wzielo mnie na
wspominki.
czy ktoraj z Was byla zapalona harcerka? Ja strasznie... te obozy, rajdy,
wedrowki po gorach (ech, gory!!), wieczorne ogniska, gitara, spiewy... no i
ludzie.. ogrom wspanialych, cieplych, serdecznych ludzi... te znajomosci
zamieniajace sie tak latwo w bliskie przyjaznie, ta bliskosc dusz, filozofii,
te nocne rozmowy czy to przy ognisku czy to gdzies w stodole, na sianie (hi,
hi, jak to brzmi - a przeciez wszystko bylo tak niewinne

)
te stopy obolale po calym dniu dlugiej wedrowki z ciezkim plecakiem na
grzbiecie, te zmokniete ubrania suszace sie gdzies na piecu, przy ogniu,
pachnace na drugi dzien dymem, ta radosc mimo wszystko, to szczescie..
ech, jak ja to uwielbialam!!