Czytałyście felieton Passent w ostatnim TS? Bo ja własnie jestem po lekturze i aż mną trzęsie. Jak można napisać tak obrzydliwy tekst?
"Mobbing znam tylko ze słyszenia. Wiem, że nie wolno się z niego śmiać. Ofiary mobbingu budzą się w nocy zlane potem, przewacają w pościeli na wspomnienie brudnych i niemoralnych propozycji dyrektora"
"Sama się napraszałam. Zdarzało mi się bez stanika pochylać nad drukarką. Żadnego poruszenia. Bez stanika nie działało. Może stanik puszap ruszyłby bryły z posad."
"Dlaczego mój szef mnie nie mobbuje? Może twój szef jest gejem, pocieszał ojciec".
"Biurowych prawiczków nie napastowałam ani doświadczonym prezesom nie kłądłam się na biurku w roli przycisku do papieru"
Czytałam trzy razy, szukając jakiejś puenty, która wskazywałaby, że to sarkazm, cynizm, ironia. Puenty nie ma. Pani Passent naprawdę myśli, że mobbing to macanki w pracy i że molestowane kobiety same kładą się szefom na biurka

Dalej mną trzęsie. Chyba napiszę do TS. Kto pisze ze mną?