Dodaj do ulubionych

Za zamkniętymi drzwiami ...

02.05.15, 16:38
Byłam wczoraj świadkiem niemiłej sytuacji. Poszłam w odwiedziny do mojej koleżanki. To jedna z moich bliższych znajomych. Często gdzieś wychodzimy, nieraz rodzinnie spędzamy czas. Obecnie jest na wychowawczym, bo urodziła jej się córeczka.
Zawsze wydawało mi się, że jej mąż jest bardzo pomocny i angażujący się w sprawy rodzinne. Nie jest on typem imprezowicza (po pracy wraca do domu), nie nadużywa alkoholu. W zasadzie jest bardzo spokojny, raczej małomówny, nawet powiedziałabym, że zamknięty w sobie.
Wczoraj,gdy poszłam do niej w odwiedziny, a dzieci bawiły się na zewnątrz (koleżanka mieszka na parterze i ma taras) zwróciła uwagę swojemu mężowi, żeby sprzątał po sobie rzeczy (zostawił na stole jakieś gazety). Zrobiła to grzecznie wiedząc, że jestem u niej.
Jej mąż wpadł w taki szał, że przestraszyłam się. Zrobił się cały czerwony, zaczął zaciskać zęby, pięści i myślałam, że zaraz ją uderzy. Nie wiem czy opamiętał się, bo byłam tam ja. Po czym walnął z całej siły pięścią w stół i wyszedł z domu. Byłam w szoku. Znajoma rozpłakała się.
Powiedziała, że to nie pierwszy raz, kiedy dochodzi do takich sytuacji. Że nieraz się boi, że skończy to się źle. Że jej mąż wcale nie jest taki spokojny jak nam się wydaje. Że robi awantury przy dzieciach i że buntuje starszego syna przeciwko niej (ciągle powtarzając, że jaki to tata jest cudowny i kupuje mu nowe prezenty, a mama zła). Powiedziała, że u nich nie ma czegoś takiego jak kłótnia małżeńska, bo kiedy tylko ona zwróci mu na coś uwagę to on robi się agresywny, więc ona boi się nawet cokolwiek powiedzieć i musi uważać na słowa i ton w jakim się wypowiada. Rzadko ze sobą rozmawiają, żyją obok siebie, choć ona od dłuższego czasu stara się udawać, że jest super. I chyba dobrze jej to wychodzi, bo według mnie i wielu naszych znajomych uchodzili za bardzo dobrą rodzinę.
Zawsze wydawało mi się, ze jej mąż jest mega spokojny, pracowity (może jakieś stresy w pracy?), dbający o dom i o tym, żeby niczego im nie zabrakło. A to co zobaczyłam wczoraj było dla mnie kubłem zimnej wody. Do tej pory mam przed oczami ten jego wściekły wyraz twarzy.
Pisałam dzisiaj do niej sms'a czy mąż wrócił. Napisała, ze wrócił wczoraj i w ogóle ze sobą nie rozmawiali. Powiedziała, że rzadko ze sobą rozmawiają, bo kiedykolwiek ona ma inne zdanie niż on na jakikolwiek temat (chociażby polityczny) to on mówi, że gada głupoty.
Ania jest bardzo mądrą kobietą, wykształconą, ale jak patrzę na nią to widzę, że coś w niej prysło. Powiedziała, że jej sytuacja rodzinna nie jest różowa. Zawsze była wesołą, fajną, uśmiechnięta dziewczyną (znamy się od LO), a teraz patrzę na dziewczynę zlęknioną, smutną. Jest mi jej okropnie żal. Nie mogę przestać o tym myśleć.
Nigdy nie wiemy co się dzieje za zamkniętymi drzwiami. Nawet w tych bogatych i dobrych domach może mieszkać wielki smutek ...
Obserwuj wątek
    • triss_merigold6 Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 02.05.15, 16:43
      Długo nad tym myslałaś?
      Wiesz, gdyby mnie facet zwrócił uwagę przy swoim koledze/znajomym, to też bym zareagowała gwałtownie.
      • kk345 Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 02.05.15, 16:46
        No fakt, maż proszący przy twojej koleżance, zebyś zabrała gazety ze stołu, zasługuje wyłącznie na wyrzucenie z domu i papiery rozwodowe...
        • triss_merigold6 Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 02.05.15, 16:48
          zwróciła uwagę swojemu mężowi, żeby sprzątał po sobie rzecz

          a nie poprosiła.
          • kk345 Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 02.05.15, 16:55
            Nie no, każdy sąd uzna jego jej winę przy rozwodziebig_grin
            • nangaparbat3 Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 02.05.15, 20:58
              Żona publicznie potraktowala męża jak sztubaka. Na jego miejscu też bym dostala szału. Ale ja się nie nadaję do zycia w związku big_grin
              • mruwa9 Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 02.05.15, 21:39
                NIC nie usprawiedliwia wybuchu agresji w takiej sytuacji.
                A prosba o sprzatniecie za soba ma IMHO charakter neutralny, a nie traktowania jak sztubaka.
                Jesli ktos ma zastrzezenia co do formy lub tresci, to w normalnym zwiazku zalatwia sie takie sprawy pozniej, na spokojnie, a nie z piesciami.
                • aneta-skarpeta Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 03.05.15, 09:55
                  ja nie widzę nic zlego w tym, że powiem lub mąz do mnie powie przy znajomej
                  - kotku, weź gazety ze stołu

                  natomiast jak się chce psa uderzyć, to kij zawsze się znajdzie
      • agnieszka77_11 Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 02.05.15, 16:48
        triss_merigold6 napisała:

        > Długo nad tym myslałaś?
        > Wiesz, gdyby mnie facet zwrócił uwagę przy swoim koledze/znajomym, to też bym z
        > areagowała gwałtownie.

        Serio? Myślisz, że to usprawiedliwia jego? Poza tym takie sytuacje dzieją się u nich bez świadków.
        • triss_merigold6 Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 02.05.15, 16:59
          Krótka piłka, chce się rozstać, to wraca z wychowawczego do pracy, wnosi o zabezpieczenie alimentacyjne, a potem pozew.
          Jesli uważa, że jest ofiarą przemocy, to w każdym mieście są Centra Praw Kobiet i punkty bezpłatnych porad prawnych.
        • nangaparbat3 Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 02.05.15, 20:59
          Tez się zastanawiam, jak ona go traktuje bez świadkow, skoro przy świadkach strofuje jak dziecko.
          • minor.revisions Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 02.05.15, 23:33
            > Tez się zastanawiam, jak ona go traktuje bez świadkow, skoro przy świadkach strofuje jak dziecko.

            QUE?
          • barbibarbi Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 03.05.15, 10:55
            nangaparbat3 napisała:

            > Tez się zastanawiam, jak ona go traktuje bez świadkow, skoro przy świadkach str
            > ofuje jak dziecko.

            Że co? Jakie dziecko?
            A cóż to niby wielkiego się tam stało?
            Nic się nie stało, a facet jest przewrażliwiony na własnym punkcie. Zarówno prośba męża do żony, jak i żony do męża w takiej sytuacji nie powinna kończyć się fochem, nie mówiąc o agresji! Przecież to są normalne rozmowy codzienne.
      • iwoniaw Żartujesz? 02.05.15, 16:49
        Gdyby twój facet przy swoim koledze powiedział coś w stylu "Triss, zabierz swoje gazety i kubki ze stołu" to naprawdę zaczęłabyś wrzeszczeć, walić pięścią w stół i wyszłabyś trzaskając drzwiami?
        • agnieszka77_11 Re: Żartujesz? 02.05.15, 16:53
          Tym bardziej, że ona powiedziała normalnym tonem do niego. Chciałyśmy usiąść przy stole.
        • triss_merigold6 Re: Żartujesz? 02.05.15, 16:53
          To zależy od formy, a nie treści. Gdyby powiedział neutralnym tonem, i dokładnie tak jak napisałaś, to spoko, ale to samo może zakomunikować w tak bierno-agresywny sposób, przewracając oczami "och, on znowu", że wyzwala agresję.

          Poza tym, tak na marginesie, jak głupią d..ą trzeba być, żeby - wiedząc o narastającej gwałtowności męża - zwracać mu uwagę przy koleżance. Chyba, że pani chciała sprowokować, żeby mieć świadka.
          • kk345 Re: Żartujesz? 02.05.15, 16:56
            Niom. Sprowokowała go, głupia, to ma. Mogła sie przecież nie odzywać, a tak, to za głosno oddycha i sama sobie winna...
          • agnieszka77_11 Re: Żartujesz? 02.05.15, 16:58
            triss_merigold6 napisała:

            > Poza tym, tak na marginesie, jak głupią d..ą trzeba być, żeby - wiedząc o naras
            > tającej gwałtowności męża - zwracać mu uwagę przy koleżance. Chyba, że pani chc
            > iała sprowokować, żeby mieć świadka.

            Myślę, że nie chciała sprowokować. Ona nigdy się nie przyznawała, że jest źle, a z tego co powiedziała żyje w tym piekle bardzo długo. Podobno pierwsze akcje były zanim urodziło się pierwsze dziecko.
            • triss_merigold6 Re: Żartujesz? 02.05.15, 17:00
              Żyje w piekle bardzo długo... cudownie, w takim razie, co ją skłoniło do decyzji o drugim dziecku i przejściu na urlop wychowawczy?
              • agnieszka77_11 Re: Żartujesz? 02.05.15, 17:04
                triss_merigold6 napisała:

                > Żyje w piekle bardzo długo... cudownie, w takim razie, co ją skłoniło do decyzj
                > i o drugim dziecku i przejściu na urlop wychowawczy?

                Może nadzieja, że coś się zmieni? Może chęć posiadania drugiego dziecka? Może strach przed samotnością? Nie wiem.
                Dlaczego kobiety często decydują się na życie w takich toksycznych związkach chociaż wiedzą, że więcej na tym tracą niż coś z tego mają? Może jakieś marzenie o rodzinie? Lepiej być z kimś niż samemu? Lepiej się wygląda w otoczeniu, a przecież można założyć maskę i udawać, że wszystko jest super?
                • triss_merigold6 Re: Żartujesz? 02.05.15, 17:06
                  Zbierasz materiał do artykuliku na bezpłatnym stażu?
                  • agnieszka77_11 Re: Żartujesz? 02.05.15, 17:08
                    triss_merigold6 napisała:

                    > Zbierasz materiał do artykuliku na bezpłatnym stażu?

                    Chciałabym, żeby to był tylko artykuł. Niestety jest to prawda. W zasadzie nie chciałam o tym tu pisać, ale jednak spróbowałam.
                • wyyznawczyyniwielkiegoczerwia Re: Żartujesz? 02.05.15, 17:08
                  Ja bym agresorowi nogi z dupy powyrywała, ale to ja. Za głupotę się płaci. I tyle w temacie.
              • rosapulchra-0 Re: Żartujesz? 03.05.15, 07:37
                tris, co z tobą nie tak?
            • rhaenyra Re: Żartujesz? 02.05.15, 17:01
              > Podobno pierwsze akcje były zanim urodziło się pierwsze dziecko.
              wiec postanowila zrobić kolejne bo... ?
              • triss_merigold6 Re: Żartujesz? 02.05.15, 17:02
                Dziwne. Skoro nie ma mózgu, to czym "myślała", że on się magicznie odmieni?
                • rosapulchra-0 Re: Żartujesz? 03.05.15, 07:38
                  Jak już zaszła w ciążę, to miała się wyskrobać?
                  • cosmetic.wipes Re: Żartujesz? 03.05.15, 14:49
                    Sugerujesz, że mąż ją zgwałcił i stąd drugie dziecko?
            • aankaa Re: Żartujesz? 02.05.15, 17:04
              żyje w tym piekle bardzo długo. Podobno pierwsze akcje były zanim urodziło się pierwsze dziecko

              więc urodziła drugie żeby się jeszcze bardziej udupić
              no, rozczulające
              • przystanek_tramwajowy Re: Żartujesz? 02.05.15, 18:27
                aankaa napisała:

                > więc urodziła drugie żeby się jeszcze bardziej udupić
                > no, rozczulające

                Prawda? Pani powinna sobie wytatuować na czole "Jestem głupia". Może jak będzie patrzyła na ten tatuaż kilka razy dziennie, to sobie nie zrobi z tym panem trzeciej "dzidzi". Sorry, ale dla takich pań jakoś brak mi współczucia. Jak to powiadają na tym forum: "Nie ma ofiar, są tylko ochotniczki". A pani jest jest wręcz modelowym dowodem na słuszność tej tezy.


                ---
                Kazałam dzieciakowi wysiąść, mówiąc, że ze mną jej rodzice nie ustalali, że wraca z nami. Dzieciak przerażony, bo ona sama autobusami jeszcze nie jeździ i jak ona ma teraz wrócić. Powiedziałam jej by zadzwoniła do rodziców i odjechałam (by beatulek).
                • agnieszka77_11 Re: Żartujesz? 02.05.15, 18:40
                  przystanek_tramwajowy napisał:

                  > "Nie ma ofiar, są tylko ochotniczki". A pani jest jest wręcz modelowym dowodem na słuszność tej tezy.

                  Może masz rację. Z drugiej jednak strony tyle wiemy o sobie ile nas sprawdzono ... Ja teraz mogę mówić, że od razu złożyłabym papiery rozwodowe i się wyprowadziła z dziećmi. Ale nigdy też nie byłam w takiej sytuacji.
                  • rhaenyra Re: Żartujesz? 02.05.15, 18:45
                    a tak serio to ile dostajesz za taki watek ?big_grin
                    • agnieszka77_11 Re: Żartujesz? 02.05.15, 18:46
                      rhaenyra napisała:

                      > a tak serio to ile dostajesz za taki watek ?big_grin

                      Tysiaka wink
          • barbibarbi Re: Żartujesz? 03.05.15, 11:00
            triss_merigold6 napisała:

            > To zależy od formy, a nie treści. Gdyby powiedział neutralnym tonem, i dokładni
            > e tak jak napisałaś, to spoko, ale to samo może zakomunikować w tak bierno-agre
            > sywny sposób, przewracając oczami "och, on znowu", że wyzwala agresję.
            >
            > Poza tym, tak na marginesie, jak głupią d..ą trzeba być, żeby - wiedząc o naras
            > tającej gwałtowności męża - zwracać mu uwagę przy koleżance. Chyba, że pani chc
            > iała sprowokować, żeby mieć świadka.

            Faktycznie nie nadajesz się do związku z takim podejściem. Widzę, masz przećwiczone, zwizualizowałaś sobie od razu przewracającą oczami głupią d...pę, prowokującą buhaja.

            Ja czytając wątek widzę normalną codzienną rozmowę i nieadekwatną, niezrozumiałą reakcję męża.
            • nangaparbat3 Re: Żartujesz? 03.05.15, 11:46
              Poki co nie ogarniasz wątku - to ja sie nie nadaję do zwiazku, a nie Triss.
              • barbibarbi Re: Żartujesz? 03.05.15, 12:24
                Nie ogarniam ksywek stałych bywalczyń, nie muszę. Nawet powiedziałabym, że to świetnie, że nie ogarniam, bo takie stałe siedzenie na tym forum jest niezdrowe, szkoda życia. Wpadam, wypadam i dobrze mi z tym. Temat mnie interesuje a nie personalia. Skoro sama twierdzisz, że się nie nadajesz, to pewnie wiesz lepiej.
                • nangaparbat3 Re: Żartujesz? 03.05.15, 12:52
                  Oczywiście, ze wiem lepiej.
                  natomiast jesli nie interesują Cię "personalia", po prostu się do nich nie odwołuj, bedzie OK.
      • barbibarbi Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 03.05.15, 10:49
        triss_merigold6 napisała:

        > Długo nad tym myslałaś?
        > Wiesz, gdyby mnie facet zwrócił uwagę przy swoim koledze/znajomym, to też bym z
        > areagowała gwałtownie.


        Że co? A niby dlaczego miałabym zareagować gwałtownie? W takiej sytuacji gwałtowna reakcja to jest pospolite buractwo i chamstwo. Co niby, miałabym zacząć garami rzucać, bo mąż chce żebym zebrała gazety ze stołu?! Jesu, ludzie, wrzućcie na luz.

        Ten wyżej opisany mąż ma jakieś problemy osobowościowe, jak dla faceta jest obelgą prośba żony o duperele przy koleżance, to ma facet poważne problemy emocjonalne.
    • aqua48 Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 02.05.15, 16:45
      Warsztaty opanowania gniewu są dla ludzi nie potrafiących nad sobą panować. Ale facet musi mieć motywację i widzieć konieczność pójścia na taką terapię. np zagrożenie, że straci całą rodzinę? Udawanie przez żonę, że jest super do niczego dobrego nie doprowadzi..
      • agnieszka77_11 Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 02.05.15, 16:51
        aqua48 napisała:

        > Udawanie przez żonę, że jest super do niczeg
        > o dobrego nie doprowadzi..

        Mam wrażenie, że niektóre kobiety przyznanie się do tego, że nie jest fajnie w ich domach traktuje jako swoją porażkę. Poza tym ilu takich agresorów potrafi w kobietach wytworzyć poczucie winy.
        • kk345 Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 02.05.15, 16:57
          I nie tylko agresorów- zobacz, ze triss robi to samo, a nawet nie zna kobiety.
          • triss_merigold6 Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 02.05.15, 17:01
            Opowiastka się kupy nie trzyma.
            • kota_marcowa Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 02.05.15, 17:07
              Dlaczego, sporo jest takich kobiet, które myślą, że on się jeszcze zmieni, a poza tym mnie kocha i nie odchodzą od pana nawet jak tłucze dzieci.
              I tak, twierdzę, że to ochotniczki.
              • agnieszka77_11 Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 02.05.15, 17:19
                kota_marcowa napisała:

                > Dlaczego, sporo jest takich kobiet, które myślą, że on się jeszcze zmieni, a po
                > za tym mnie kocha i nie odchodzą od pana nawet jak tłucze dzieci.
                > I tak, twierdzę, że to ochotniczki.

                Jak widać patologia dotyka nie tylko biednych, a często w tych bogatszych domach wszystko jest pięknie ubierane, aby znajomi nie widzieli jak jest. Nawet taki spokojny facet, ale introwertyk, może być tyranem.
        • ezmd99 Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 02.05.15, 17:17
          Mam wrażenie, że niektóre kobiety przyznanie się do tego, że nie jest fajnie w ich domach traktuje jako swoją porażkę.
          Niestety tak jest, nikt nie wiedział, co się dzieje w moim małżeństwie. Mąż nie był agresywny, stosował tzw. bierna agresję. Ja tez nie bez winy, ale gdybym komuś się wyżaliła, poradziła, byłoby łatwiej. Może coś się by ruszyło. A tak najbardziej żal mi dziecka, które widziało jak ojciec słownie poniewiera matkę. i z tego już nie wyjdzie.
    • brak.polskich.liter Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 02.05.15, 17:01
      Tak czasem bywa.
      Wszystkim nokolo wydaje sie, ze cos jest milusie, a tu nagle hyc - i go..no wychynie spod zlotej politury.
      Pytanie, co Twoja kolezanka zamierza zrobic z tym calym kramem. Pudrowac balasa chyba juz sie dalej nie da, bo skoro pewne granice zostaly przekroczone (takie jazdy przy swiadkach), to znaczy, ze panu mezulkowi puscily zwiera... znaczy, hamulce i sie najprawdopodobniej bedzie rozkrecal. Przemoc ma to do siebie, ze eskaluje.

      Jesli laska jest na wychowawczym, to prawdopodobnie jest udupiona finansowo, ale jakies tam pole manewru ma (jesli "dzieci bawily sie na zewnatrz", to wnioskuje, ze mlodsza noworodkiem nie jest). Gadalas z nia potem? Ma jakis plan? Czy zamierza tkwic w syfie ku chwale Ojczyzny i przekazac nienaganne wzorce rodzinne dzieciom?
      • triss_merigold6 Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 02.05.15, 17:03
        Jesli jest na wychowawczym, to znaczy że ma pracę do której może wrócić.
        • agnieszka77_11 Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 02.05.15, 17:07
          triss_merigold6 napisała:

          > Jesli jest na wychowawczym, to znaczy że ma pracę do której może wrócić.

          I myślę, że w takiej sytuacji nie może myśleć o innej opcji niż powrocie.
          Podobno przed moim przyjściem już się o coś poprztykali. Chyba to zwrócenie uwagi przy mnie było gwoździem do trumny.
        • kota_marcowa Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 02.05.15, 17:08
          Ale póki nie wróci do pracy, jest bez kasy.
    • wyyznawczyyniwielkiegoczerwia Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 02.05.15, 17:06
      A koleżanka to ofiara losu i nie mogła gościa wyśmiać albo zareagować taką samą agresją? Że zacytuję klasyka: nie ma ofiar, są ty lko ochotnicy.
      • agnieszka77_11 Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 02.05.15, 17:11
        wyyznawczyyniwielkiegoczerwia napisała:

        > A koleżanka to ofiara losu i nie mogła gościa wyśmiać albo zareagować taką samą
        > agresją?

        Serio? Ja bym nie spróbowała. Nie wiem jaki mogłoby to mieć skutek, ale obstawiam, najbardziej ucierpiałaby na tym ona.
        • rhaenyra Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 02.05.15, 17:40
          ale myślisz ze co by zrobil ?
          stal by się jeszcze bardziej czerwony czy jak ?
          • 3-mamuska Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 02.05.15, 17:46

            Poza tym, tak na marginesie, jak głupią d..ą trzeba być, żeby - wiedząc o narastającej gwałtowności męża - zwracać mu uwagę przy koleżance. Chyba, że pani chciała sprowokować, żeby mieć świadka.

            No tez się nad tym zastanawiam.
            Niby się go boi wie jaki on jest, a tu przy ludziach zwraca uwagę.

            I nie o to chodzi ze to jej wina, czy pan dobrze zrobił, ale jak się człowiek czegoś boi to unika takich sytuacji.

            Jedyne wyjście to albo leczenie albo rozwód bo lepiej nie będzie.
            • rhaenyra Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 02.05.15, 17:49
              leczenie ?
              jak kobieta robi awanture z rzucaniem talerzami wlacznie to jest to słuszny dzihad a jak facet to od razu chory przemocowiec ?
              • triss_merigold6 Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 02.05.15, 17:54
                A przy ludziach robi?
                • rhaenyra Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 02.05.15, 17:57
                  a mało takich ?
            • antyideal Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 02.05.15, 17:58
              Z przemocowcami jest tak, ze nigdy nie wiesz co takiego dudusia wyprowadzi z
              równowagi. To zalezy od jego nastroju, nie od tego co robisz. Gdy ma ochote na wybuch zrobi sobie pretekst z byle g-wna.

              A druga rzecz - skoro pan zawsze zachowywal sie przy Agnieszce powsciagliwie -a twierdzi,
              ze dotad nie bylo sytuacji, w ktorej pokazalby sie od wybuchowej tej strony, to kolezanka
              czula sie bezpiecznie, dlatego moze miala odwage normalnie sie do niego odezwac.
              Zreszta trudno mi uwierzyc, ze spedzajac tyle czasu razem, z kolezanka i jej rodziną,
              Agnieszka nie dostrzegla dotad zadnych niepokojacych zachowan. Mysle wiec, ze to historia na potrzeby forum.., ale w sumie nie szkodzi wink
              No i smutne, ze nazywasz te kobiete głupią d.pą dlatego, ze nie połozyła uszu przy sobie przy panu i władcy.
              • agnieszka77_11 Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 02.05.15, 18:11
                Nie zachowywał się tak. Był raczej wycofany. Spokojny.
                • antyideal Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 02.05.15, 18:24
                  W to wierze, niektorzy perfekcyjnie potrafia udawac kogos innego.
                  Skoro jednak piszesz, ze byliscie jako rodziny ze soba blisko, to jakies sygnały -
                  nadmierna powsciagliwosc kolezanki wobec męża, lęk, ciezka atmosfera miedzy nimi -
                  musialy byc widoczne.
                  A Ty piszesz tak, jakby dopiero po tym zdarzeniu stalo sie jasne, ze tam jest cos nie tak.
                  No chyba, ze kolezanka tez jest znakomitym udawaczem..
                • zuzi.1 Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 02.05.15, 21:27
                  Powiedz kolezance, zeby nie okazywala mezowi tego, ze sie go obawia, na kazde takie jego agresywne zachowanie powinna ostro reagowac, ze nie zyczy sobie, zeby swoja agresje wyzywal na niej. Ma okazywac sile i podkreslac na glos to, ze takie jego zachowania swiadcza o ogromnej jego slabosci i o tym, ze facet nie panuje nad swoja frustracja. Kolezanka powinna uniezaleznic sie fin. od meza i zaczac uzywac dyktafon, w sytuacjach okazywania przez meza agresji. To jak ten czlowiek zareagowal na uwage zony nie jest normalne. Polec kolezance przeczytanie watku o przemocowcach na forum ZR i kolezanka powinna dac do przeczytania ten watek mezowi. Do faceta nalezy dotrzec z przeslaniem, ze ma problem ze soba i powinien poszukac specjalisty, bo jesli nie, to rozpieprzy to malzenstwo w krotkim czasie. Typa pana i wladcy nie mozna sie bac, on musi miec swiadomosc, ze nie jest bezkarny i ze zona potrafi skutecznie sie obronic np. poprzez zalozenie panu niebieskiej karty. A gdy nie bedzie z jego strony checi zmiany zachowan, to powinna sie powaznie zastanowic nad tym, czy naprawde warto to malzensywo kontynuowac i wlasciwie po co...
                  • aankaa Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 03.05.15, 00:01
                    kolezanka powinna dac do przeczytania ten watek mezowi

                    niech lepiej wydrukuje - oberwie plikiem kartek a nie laptopem/telefonem/monitorem big_grin
    • mruwa9 Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 02.05.15, 17:54
      fajnie sie krytykuje z zewnatrz, ze taka ochotniczka, ze co za problem wypisac sie z toksycznego zwiazku, tymczasem osoby tkwiace w zwiazkach przemocowych pograzaja sie w psychicznym bagnie, z ktorego, bez aktywnej pomocy z zewnatrz, bez rzuconej liny ratunkowej, bardzo ciezko sie wydostac. Zwlaszcza, jesli w to wszystko wpisuja sie dzieci i brak dochodow ofiary. Jesli kobieta dostanie w oko, since wszyscy zauwaza. Przemoc psychiczna czy ekonomiczna jest bardziej dyskretna, ale potrafi, jak kropla drazaca skale, stopniowo podkopywac pewnosc siebie i wiare we wlasna sile ofiary przemocy. Nawet, jesli ta ofiara jest/wczesniej byla dobrze wyksztalcona, pewna siebie, samodzielna zyciowo i ekonomicznie osoba.
      Mysle, ze warto takiej osobie rzucic line ratunkowa, zachecic do kontaktu z niebieska linia, zachecic do zbierania dowodow przeciw przemocowcowi, organizowania sobie zaplecza finansowego i mieszkaniowego.I upewniac, ze nikt nie ma prawa do takiego traktowania kolezanki, ze reakcj jej meza przekracza akceptowalne normy.
    • margierita Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 02.05.15, 18:59
      Gdyby nie parę szczegółów to jak ulał pasuje do mojego pierwszego małżeństwa...

      Tez "wspaniałe, zgodne małżenstwo", wykształceni ludzie bez trosk finansowych. A w rzeczywistości? byłam psychicznym workiem treningowym dla przemocowca.
      I nie, nie wpisywałam się w schemat zaleznej finansowo kobiety. To ja zarabiałam dwa a i bywało że trzy razy więcej od niego.
      Dlaczego? tak zostałam wytresowana przez niezrównoważoną emocjonalnie, przemocową mateńkę. Kiedy od małego jesteś workiem treningowym to nawet nie przyjdzie ci do głowy się sprzeciwiać- to tak jak w tym eksperymencie że po jakims czasie nie reagujesz na symulacje prądem bo wiesz że to nie ma sensu (nie pamiętam czy ten książkowy eksperyment był z pasami czy małpami). Nie znasz nic innego, w ogóle do głowy ci nie przyjdzie że życie może wyglądać inaczej. I od zawsze słyszysz: bo ona jest matką/ bo on jest mężem. To wierzysz, że ma prawo. Nie jestes człowiekiem, jesteś czyjąś własnościa bez prawa do zdania. Czy ktos pyta taboret czy wolalby stac tu czy tu? To ciebie też nie.
      A strona finansowa, tak poruszana w temacie przemocowych związków? Cóż, ja od małego byłam przyzwyczajona, że nawet cukierka, którego dostałam, mam oddac matce. Mam oddac i już bo jak nawet wyraziłam nieśmiałą chęć zjedzenia cukierka, którego dostałam, to zaczynała wrzeszczeć i mi go fizycznie odbierała. Raz, drugi, piaty i nauczyłam się, że protest nie ma sensu bo i tak przegram w akompaniamencie wrzasków i histerii. Więc jak mąż życzył sobie pieniędzy to tez oddawałam. Bo jaki sens ma sprzeciw? Przecież nic nie zmieni a tylko nakręci spirale awantury. Więc lepiej od razu robić co chce- skutek będzie ten sam a mniej będzie bolało.

      I wiesz co Agnieszko? skoro ten pan zrobił awanturę w Twojej obecności to czuje się przy Tobie bezpiecznie. Testuje Cię, czy coś zrobisz, czy nie. Jeśli będziesz udawała, że nic się nie stało to będą kolejne jazdy w Twojej obecności. Będziesz taką "cichą wspólniczką". Na zasadzie: "widzisz, skoro Agnieszka nic nie mówi, to znaczy że naprawdę się źle zachowałaś, skoro nawet koleżanka cię nie broni". Jesli jakoś zareagujesz, to będzie czuł że przy Tobie nie może sobie pozwolic na jazdy. Inna rzecz, że wtedy będzie się ją starał od Ciebie odseparować.
    • kkalipso Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 02.05.15, 19:26
      Znam osobiście kilka małżeństw gdzie po drugim dziecku coś zaczęło się sypać i mimo, że nadal są razem to żyją obok siebie w ciągłym stresie bez miłości i wsparcia.

      Koleżanka zdaje mi relacje o znajomym małżeństwie gdzie właśnie dochodzi do identycznych akcji. Ponoć to pan bardzo chciał drugiego dziecka a teraz wyżywa się na rodzinie i dręczy psychicznie. Była świadkiem identycznego zajścia chodziło tylko o coś innego i też sama się gościa wystraszyła. Obie jesteśmy pewne, że jak pójdzie do matki i wystąpi o rozwód to będzie popitalał z gałęziami aż miło...
      • przystanek_tramwajowy Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 02.05.15, 19:41
        kkalipso napisała:

        > Znam osobiście kilka małżeństw gdzie po drugim dziecku coś zaczęło się sypać i
        > mimo, że nadal są razem to żyją obok siebie w ciągłym stresie bez miłości i wsp
        > arcia.

        Wiesz co kkalipso, ja tam w bajki nie wierzę. Nikt mi nie wmówi, że przed tym drugim dzieckiem wszystko było cacy. Cudów nie ma. Żaden facet nie zostaje psychopatą akurat po drugim dziecku. No chyba, że tego dziecka nie chciał i pani sobie zafundowała "wpadkę kontrolowaną", o czym oczywiście psiapsiółeczkom nie powie. Dla psiapsiółeczek jest zawsze wersja, że pan bardzo chciał "dzidzi".

        ---
        Kazałam dzieciakowi wysiąść, mówiąc, że ze mną jej rodzice nie ustalali, że wraca z nami. Dzieciak przerażony, bo ona sama autobusami jeszcze nie jeździ i jak ona ma teraz wrócić. Powiedziałam jej by zadzwoniła do rodziców i odjechałam (by beatulek).
        • kkalipso Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 02.05.15, 20:01
          Możliwe, prawdy się człowiek nie dowie, ale świństwem jest wyżywanie się na kobiecie, która akurat jest w "kryzysowej" sytuacji. Sama z dzieckiem w domu, bez pracy i z tysiącem obowiązków na głowie. Na dodatek wstydzi się najbliższym powiedzieć o swoich problemach. A mąż niby wcale nie celowo i absolutnie nie wie skąd takie oskarżenia, buntuje starsze dziecko przeciwko matce.
    • mynia_pynia Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 02.05.15, 20:50
      Moj maz ma zapedy do zwracania uwagi, po 10 latach ja reaguje bardzo agresywnie na pierdylion razy zwrocona uwage pt. dlaczego tu polozylas lyzeczke. Ja nie mowie ze cos mi przwszkadza, bo nie jest to dla mnie problem ktory wymaga zlozenia zdania, wiec jak mu cos przeszkadza to niech zdusi to w sobie. Czasami w sobote schodze na dol ide sobie nalac kawki ktora maz zrobil i slysze, a dlaczego wczoraj .... i osiagam furie w ciagu sekundy wink
      • rhaenyra Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 02.05.15, 21:00
        mamy wspólnego chlopa ?
        ja mu ciagle tlumacze ( jak już się uspokoje) ze mniej energii zmarnuje jak sam cos odlozy na miejsce zamiast smecic bez sensu
        • mynia_pynia Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 02.05.15, 21:15
          Jak mam dobry dzień to tez tak robie, jak zły to pytam sie co w sprawie (i tu wymiwniam wszystkie zawalone przez niego rzeczy ktore mial zrobic kolo domu- UWIELBIAM to wink)
    • nangaparbat3 Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 02.05.15, 21:10
      Zawsze wydawało mi się, że jej mąż jest bardzo pomocny i angażujący się w sprawy rodzinne. Nie jest on typem imprezowicza (po pracy wraca do domu), nie nadużywa alkoholu. W zasadzie jest bardzo spokojny, raczej małomówny, nawet powiedziałabym, że zamknięty w sobie.
      Wczoraj,gdy poszłam do niej w odwiedziny, a dzieci bawiły się na zewnątrz (koleżanka mieszka na parterze i ma taras) zwróciła uwagę swojemu mężowi, żeby sprzątał po sobie rzeczy (zostawił na stole jakieś gazety). Zrobiła to grzecznie wiedząc, że jestem u niej.


      Powiedzieć dorosłemu czlowiekowi przy obcej i zapewne atrakcyjnej kobiecie, żeby posprzątal PO SOBIE, to jakis horror. Chodziło o zostawione na stole gazety? Przeszkadzaly? To sie zbiera i pyta,odzie je moge odlożyc. Domaganie się od tego, kto zostawił, by posprzątał po sobie, jest okropnie agresywne. Od dorosłego, a nawet od dziecka, jesli to sytuacja publiczna, przy obcych świadkach. Aż trudno mi uwierzyć, że uzyła tego sformulowania.
      Nie lubie diagnoz internetowych, ale z tego co piszesz, ona agresywna typowo po babsku, on kocioł parowy. Powinni sie oboje poduczyć komunikacji.
      • nenia1 Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 02.05.15, 21:49
        Nanga, ty sobie jaja robisz czy co? A cóż to chłop - chińska porcelana, nie może zabrać swoich rzeczy, które zostawił? Przecież z opisu wynika, że to była grzeczna uwaga, coś w rodzaju "możesz zabrać swoje gazety ze stołu" i tyle, gdzie tu horror widzisz i co ma do tego obecność atrakcyjnej kobiety? Jakby była nieatrakcyjna to już można poprosić żeby gazety sprzątnął. Jego reakcja jest wyolbrzymiona, muszą mu nieźle hamulce puszczać.
        • antyideal Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 02.05.15, 21:59
          Na dobrą sprawę mozna podejrzewac, ze ruszyc samodzielnie panu gazety to tez moze byc
          błąd, bo po wyjsciu kolezanki bedzie awantura, ze mial otworzone na Bardzo Waznym Artykule,
          ktorego teraz przez nia bedzie wsciekly musial od nowa szukac i nowy pretekst do bęcków bedzie gotowy.Z takimi nerwusami trzeba ostroznie, kolezanka to wie.
        • jola-kotka Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 02.05.15, 22:06
          Tak tylko też nie wiadomo ile takich uwag niby grzecznych ten pan słyszy od żony codziennie. Mamy opis jednej sytuacji i opowieść tylko i wyłącznie z punktu widzenia żony,która swoich błędów może nie widzieć dlatego jakoś tak trudno stanąć po którejś ze stron.
        • nangaparbat3 Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 02.05.15, 23:21
          Pewnie, że mu puszczają hamulce. Też by mi puściły. Chyba że bym była szaleńczo zakochana.
      • iwoniaw Normalnie nie wierzę... 02.05.15, 21:54
        CytatPowiedzieć dorosłemu czlowiekowi przy obcej i zapewne atrakcyjnej kobiecie, żeby posprzątal PO SOBIE, to jakis horror. Chodziło o zostawione na stole gazety? Przeszkadzaly? To sie zbiera i pyta,odzie je moge odlożyc. Domaganie się od tego, kto zostawił, by posprzątał po sobie, jest okropnie agresywne.

        Ty tak serio? O_O
        • nangaparbat3 Re: Normalnie nie wierzę... 02.05.15, 23:13
          Jak najbardziej serio. Ogólnie chodzi o samo sformułowanie, o to nieszczęsne "po sobie".

          Co do tej konkretnej sytuacji, to wyobrażam sobie tak:
          Pracuję cały tydzień, w sobotę czy niedziele siadam sobie na tarasie, żeby spokojnie przejrzeć gazety, przychodzi kolega męża, ja na chwilę odchodzę z tarasu, oni tam siadają, i slyszę mężowskie: posprzątaj po sobie te gazety!
          nawet najuprzejmiejsze.
          gdybysmy byli w fazie wznoszącej związku, to bym pękła ze smiechu.
          Ale tu przecież duzo napiecia - niechże sie żona zastanowi, może ma jakiś wpływ na to, co sie dzieje z męzem?
          W pracy mam teraz taką panią, co i mądra jest, i dba o wszystko, i pomoze, jak sie poprosi - ideał. Ale mam wrażenie, że głownym celem mojego przebywania w pracy, zwlaszcza po godzinach, jest robienie jej na złość i przeszkadzanie w sprzątaniu. Już nawet pytalam koleżanki, ktora jest wyjatkowo spokojną, poukladaną i gotową do ustępst osobą - też nie może wytrzymać. Po prostu świat jest pelen kobiet, które dbanie o dom wykorzystują do podporządkowania sobie domowników. Jak ta slynna teściowa, co to wali odkurzaczem w drzwi, za klorymi syn z żona usiłuja baraszkować.
          A wracając do wątku: CÓŻ JEJ TE GAZETY PRZESZKADZAŁY???
          • minor.revisions Re: Normalnie nie wierzę... 03.05.15, 02:57
            > Co do tej konkretnej sytuacji, to wyobrażam sobie tak:

            no wlaśnie, wyobrażasz sobie. Nie masz pojęcia, czy te gazety facet tam położył przed chwilą≤ czy leżały od trzech miesięcy i on cały czas powtarzał, że "zaraz" je sprzątnie (jak już tak analizujesz wypowiedź żony co do jednej litery, to "sprzątał" zamiast "poisprzątał" sugeruje, że facet generalnie nie ma zwyczaju odkładać swoich rzeczy), co ci nei przeszkadza osądzać tej kobity. Na podstawie swoich wyobrażen, czego nawet nei ukrywasz. Obrzydliwość.
            • nangaparbat3 Re: Normalnie nie wierzę... 03.05.15, 10:43
              Naprawdę większą obrzydliwością jest nieudawanie, że opinie na forum tworzymy na podstawie naszych wyobrażeń? Rozumiem, ze Ty tam bylaś, widziałaś, slyszalaś.
        • minor.revisions Re: Normalnie nie wierzę... 02.05.15, 23:45
          nie pogrubilaś "i zapewne atrakcyjnej", a to IMO najlepszy kawalek z tej wypowiedzi big_grin
      • tully.makker Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 02.05.15, 23:38
        Domaganie się od te
        > go, kto zostawił, by posprzątał po sobie, jest okropnie agresywne.

        No, to rtzeczywiscie straszna agresja - co innego wpieprzyc babie w morde, wszak nalezalo jej sie. Bierna agresja jest zostawiania po sobie chlewu i oczekiwanie, by ktos po nas sprzatal, a juz zwlaszcza robienie tego w sytuacji, gdy w domu sa goscie partnerki / partnera, i zamiast zajmowac sie goscmi ttrzeba sprztac zostawiony na stole balagan. Co bylo celem tej akcji - pokazanie zonie, ze:
        jej goscie sa niewazni
        ona sama ma pelnic role sluzacej
        a brak reakcji ze stwony goscia ma dowodzic, ze tak wlasnie sie prawidlowo powinno dziac w normalnej rodzinie.
        Ogolnie - syf. Brawa dla pani, ze sie postawila.
        • nangaparbat3 Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 02.05.15, 23:58
          Gazety na stole na tarasie w dzień wolny od pracy to jest "chlew"?
          Mieszkasz w muzeum?
          • minor.revisions Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 03.05.15, 00:03
            > Gazety na stole na tarasie w dzień wolny od pracy to jest "chlew"?

            zauważ, że pani powiedziała "swoje rzeczy", nie "swoje gazety". Więc pan może mieć klimat permanentnego zostawiania gazet, szklanek, skarpet i innych takich, zwlaszcza, jeśłi wie, że żona posprzrąta, bo on se pójdzie do pracy a to ona z tym syfem zostanie.
            • nangaparbat3 Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 03.05.15, 00:08
              Takich rozmów nie odbywa się przy kims.
              • mruwa9 Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 03.05.15, 00:14
                jakich rozmow?
                Zeby zabrac swoje rzeczy i zrobic miejsce na zaserwowanie kawy gosciom?
                U nas takie rozmowy sa na porzadku dziennym i nikomu z tego powodu korona z glowy nie spada ani nikt nie wpada w furie/rzuca sie z piesciami na wspolmalzonka, za obraze majestatu.
                • nangaparbat3 Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 03.05.15, 00:18
                  Nie. Nie żeby zabral gazety, tylko ŻEBY SPRZĄTAL PO SOBIE.
                  widzisz roznicę?
                  • mruwa9 Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 03.05.15, 00:19
                    malo istotna.
                    Jak pisalam, u nas takie rozmowy sa na porzadku dziennym i nie dochodzi z ich powodu do rekoczynow.
                    • nangaparbat3 Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 03.05.15, 00:24
                      Zasadnicza roznica.
                      • mruwa9 Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 03.05.15, 00:41
                        dla malostkowych ludzi, ktorzy wyzej s.r.aja,niz doope nosza
                        • nangaparbat3 Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 03.05.15, 00:42
                          cmoki.
      • minor.revisions Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 02.05.15, 23:43
        > Aż trudno mi uwierzyć, że uzyła tego sformulowania.

        kobieto, przecież tu nie ma nigdzie napisanego, jakiego sformułowania użyła, a ty sobie już dokładnie całą scenę rozrysowałaś z podziałem na role.
        • nangaparbat3 Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 03.05.15, 00:00
          zwróciła uwagę swojemu mężowi, żeby sprzątał po sobie rzeczy (zostawił na stole jakieś gazety). Zrobiła to grzecznie wiedząc, że jestem u niej.
          A nie: poprosiła, żeby zabrał leżące na stole gazety.
          • nangaparbat3 Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 03.05.15, 00:02
            To jest jeszcze gorsze: zwrocila mu uwagę, żeby SPRZĄTAL PO SOBIE. Czyli byla to uwaga ogólna, a nie dotycząca pojedynczej konkretnej sprawy.
            • nenia1 Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 03.05.15, 00:33
              To wszystko o czym piszesz ma się nijak do reakcji pana. Takie sprawy załatwia się między małżonkami,a nie przy zaproszonych gościach. Abstrahując już od tego, czy zwrócenie uwagi przy atrakcyjnej koleżance uznamy za horror i obrazę majestatu, normalny człowiek, z kultura i z klasą powściągnie swoje urażone ego i nie będzie awanturował się przy gościach, ponieważ stawia ich w niezręcznej sytuacji. Reakcja na słowa pani jest nieproporcjonalna i nie rozdmuchuj nanga teraz słów tej pani do jakiś dramatycznych wydarzeń usprawiedliwiających taką reakcję. Facet powinien gazeta zabrać i a potem na osobności wyraźnie powiedzieć żonie, że sobie takich uwag przy koleżankach nie życzy. Walenie pięściami jest niedopuszczalne i tyle w temacie.
              • nangaparbat3 Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 03.05.15, 00:42
                Napisalam: pan to kocioł parowy. Tlumi emocje, a potem wybucha z powodu byle drobiazgu. I napisałam, że OBOJE powinni sie poduczyc komunikacji.
                Naganność zachowania pana jest oczywistością (chociaż na jego miejscu zachowalabym się może rownie nagannie). Ale warto sie przyjrzeć i zachowaniu pani - nie jest bezwolną ofiarą furiata.
                • nenia1 Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 03.05.15, 00:53
                  Nie ma ideałów, mimo to są jakieś granice reakcji i moim zdaniem pani ich nie przekroczyła a pani tak. Dlaczego tak sądzę? Z reakcji gościa - uwagę pani odbiera jaka grzeczną, zachowanie pana jako przejaw furii, wywołuje u niej duże zaskoczenie - czyli odczuwa dyskomfort. Powtarzam - zadaniem gospodarzy jest dbać o dobre samopoczucie gości, na stole nie powinny walać się gazety i hasła "dom to nie muzeum" sa trochę nie na miejscu z chwilą gdy zapraszamy innych ludzi, szczególnie gdy nie przychodzą codziennie.
                  Facet powinien sam na to wpaść, skoro nie wpadł na zwróconą uwagę po prostu sprząta a nie dodatkowo pogarsza całą sytuację, wali pięściami i wychodzi. Niech sobie jest kocioł parowy. Założymy się że przy przełożonym w pracy ten sam kocioł będzie się umiał powstrzymać?
                  • nangaparbat3 Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 03.05.15, 01:29
                    Niech s
                    > obie jest kocioł parowy. Założymy się że przy przełożonym w pracy ten sam kocio
                    > ł będzie się umiał powstrzymać?

                    Bardzo mozliwe. Znam przypadki.

                    Natomiast z tym "walaniem się gazet po stole" - mam inne zdanie. Nie rażą mnie. I nie oczekuje idealnego porządku, kiedy odwiedzam bliskich znajomych. Szczerze mówiąc bardzo źle i sztucznie czuje sie u ludzi, u ktorych panuje idealny porzadek. Nawet na moją czesć sad
                • minor.revisions Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 03.05.15, 03:01
                  > Ale warto sie przyjrzeć i zachowaniu pani - nie jest bezwolną ofiarą furiata.

                  Nie no, oczywiście. Ofiara ma prawo do jakiejkolwiek obrony, jeśli sama jest nieskazitelna pod każdym względem. Ja cię nawet rozumiem, bo to zjawisko jest znane psychologii (np. kobieta zgwałcona po drodze do pracy jest inaczej oceniana, niż kobieta zgwałcona po drodze na imprezę? nawet, jeśli rzecz miała miejsce w tym samym miejscu i czasie).
                  • nangaparbat3 Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 03.05.15, 11:45
                    Warto by sie dowiedzieć, na czym bardziej zalezy pani: na poprawie relacji w związku (wtedy warto, zeby obie strony nad sobą popracowały) czy na rozwodzie z orzeczeniem winy męża.
      • daisy Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 02.05.15, 23:46
        Nangaparbat, wygaszam cię.
        To, co napisałaś (nawet przyjąwszy trolling i wymyślenie całej historii przez autorkę) jest szokujące. Chore i głupie. I anty-siostrzane. Kobieta kobiecie wilkiem.
        • rhaenyra Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 02.05.15, 23:54
          > I anty-siostrzane.

          wtf ??!!
          • nangaparbat3 Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 03.05.15, 00:06
            Ona ma trochę racji. Pod tym wzgledem żadna ze mnie siostra. Nienawidze babskiego gadania o pierdołach, tu poszłam, tam kupilam, ktos cos powiedzial, bylo zimno-ciepło-średnio, etc.
            ----------------
            "Ale po co właściwie?" poseł Niesiołowski na prośbę dziennikarki, by pozwolił interlokutorowi dokończyć wypowiedź.
            • minor.revisions Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 03.05.15, 00:16
              > Nienawidze babskiego gadania o pierdołach,

              tak, bo jak babskie, to o pierdołach. Męskie rozmowy są zaś taaakie nobilitujące uncertain
              • nangaparbat3 Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 03.05.15, 00:23
                Nie o to mi chodziło. Baby potrafia prowadzić fantastyczne, głebokie, ciekawe rozmowy. Ale potrafia też zadręczyć na śmierć drobiazgami, nie wszystkie, niektore, moze zresztą są i tacy mezczyźni, ale chodzi mi też o tę nieustanną krzątaninę, prostowanie dywanów, i wszystko ma byc rowniutko i sliczniutko. Mam nawet bliską znajomą, ktora dzieciom nie pozwala wziąc z połki wiecej niż jednej książki. Tak.
                • rhaenyra Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 03.05.15, 00:31
                  o taaaak
                  dom ma wygladac jak z katalogu wiec nigdzie i nigdy nie może lezec cokolwiek co by swiadczylo o tym ze tu zyja ludzie
                • nenia1 Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 03.05.15, 00:43
                  A ja miałam szefa pedanta, który każdą filiżankę układał w tą samą stronę uszkiem, odchodził do tyłu, patrzył czy równo stoją i poprawiał, żeby było jeszcze dokładniej a do tego i zbierał mi niewidzialne paproszki z biurka. Nie wiadomo dlaczego od razu uznałaś, że babka jest fanatycznym i despotycznym pedantem, może masz z kimś takim do czynienia, bo inaczej trudno mi zrozumieć tak radykalną interpretację dość zwykłego stwierdzenia.
                  • nangaparbat3 Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 03.05.15, 01:24
                    Ta część rozmowy nie dotyczy bohaterki wątku, tylko tego, że nie jestem "siostrą".
                • minor.revisions Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 03.05.15, 02:46
                  Aaaa. Masz taką znajomą, więc baby takie są.
                • minor.revisions Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 03.05.15, 02:50
                  > Mam nawet bliską znajomą, ktora dzieciom nie pozwala wziąc z połki wiecej niż jednej książki. Tak.

                  a ja mam takiego szwagra. Ale nei przyszłoby mi do głowy wysnuwać z tego teorii, że faceci tak mają. Tak.
                  • nangaparbat3 Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 03.05.15, 10:46
                    Nie piszę, że faceci tak nie mają. Piszę, że część bab tak ma i ze mnie to meczy i irytuje.
                    • minor.revisions Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 03.05.15, 11:07
                      > Nie piszę, że faceci tak nie mają. Piszę, że część bab tak ma i ze mnie to meczy i irytuje.

                      Może umiemy uczciwie i bez ściemy : część ludzi tak ma, ale to cię denerwuje tylko "u bab".
                      • minor.revisions Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 03.05.15, 11:09
                        "Ujmijmy " , nie "umiemy".
                        • nangaparbat3 Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 03.05.15, 11:53
                          Po prostu spotykałam sie z tym w wykonaniu żeńskim - mama, tesciowa, babcia, babcia męża, pani w pracy, długo bym mogła wymieniać. I strasznie to wkurzało mego tatę. Nie pojmowałam, czemu wybucha i krzyczy na tę dobrą, milą, lagodną, troszczącą sie o wszystko mame. A teraz, kiedy wracam ledwo zywa z pracy, a mama (którą uwielbiam, wierz mi, zresztą często o niej piszę) dzwoni i nawija o pierdołach, sama dostaje szalu i myślę, ze tak, ze teraz rozumiem tatę.
                          • triss_merigold6 Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 03.05.15, 13:54
                            Nie potrafisz powiedzieć, sorry, ale jestem zmęczona, zdzwonimy się później, pa i odłożyć słuchawkę?
                            • nangaparbat3 Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 03.05.15, 15:44
                              Potrafię i mówie, ale co czuje wcześniej to czuje.
                          • minor.revisions Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 03.05.15, 14:33
                            A, czyli bronisz pana w ramach odwetu na mamie. Wreszcie rozumiem.
                            • nangaparbat3 Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 03.05.15, 15:45
                              Nawet nie probujesz zrozumieć, mam nadzieję.
        • nangaparbat3 Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 03.05.15, 00:03
          big_grin
      • madzioreck Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 03.05.15, 00:15
        Zawsze lubiłaś bronić wszelkiej maści popaprańców, ale teraz już przesadziłaś... żebyś tyle wyrozumiałości miała dla tych, co w zbiorkomie siadają od przejścia, a nie pod oknem, ale tych to byś zdeptała, co? uncertain
        • nangaparbat3 Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 03.05.15, 00:26
          A co?? PORZĄDEK wymaga, by siadać w kolejności, od okna.
          • szarsz Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 03.05.15, 09:52
            > PORZĄDEK wymaga, by siadać w kolejności, od okna

            Porządek wszelkiej maści jest znacznie mniej ważny niż zdrowie jednak. Mnie jest niedobrze w autobusie, gdy jest mi ciasno. I nigdy nie siadam od okna, bo to mogłoby się skończyć sporym ... nieporządkiem.
            • nangaparbat3 Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 03.05.15, 10:53
              smile
              Przypomnial mi się kawał z lat 70 o bacy w autobusie zatloczonym. Znasz?
              • szarsz Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 03.05.15, 18:28
                nie. Opowiesz?
    • lady-z-gaga Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 02.05.15, 21:46
      Wersja 1 - Twoja opowieść to ściema i nie trzyma się kupy
      wersja 2 - koleżanka to manipulantka i jej opowieść nie trzyma się kupy
      wersja 3 - przesadziłaś z tą bliską znajomością, bo gdyby była tak bliska, jak opisujesz, powyższa sytuacja nie byłaby dla Ciebie zaskoczeniem
      • nenia1 Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 02.05.15, 21:52
        A dlaczego tak sądzisz? Ja miałam bliską koleżankę od szkoły podstawowej. Bardzo dobra uczennica, świetna z matmy, ale zamknięta w sobie. Ukrywała najpierw że matka pije, a potem, że mąż przemocowiec. Nikt się nie domyślał, bo chłop też taki milczek, cichy, wycofany - więc wszyscy sądzili, że spokojny, aż w końcu koleżance nos złamał jak spała i tak sprawa wyszła na jaw, bo wczesniej dziewczyna wszystko ukrywała przed otoczeniem.
        • lady-z-gaga Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 02.05.15, 21:57
          często bywałas u niej w domu? bo osoby ukrywające coś zwykle unikają sytuacji, w ktorych "może się wydać"
          a tu autorka pisze o bliskich, rodzinnych kontaktach
          • nenia1 Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 02.05.15, 22:03
            Bywałam, ale masz rację, niezbyt często, ponieważ odczuwałam że ona jest jakaś inna przy tym swoim mężu, za którym ja nie przepadałam zresztą, bo był taki tępawy w moim odczuciu. Dlatego najlepiej mi pasowało spotkanie gdzieś na mieście tylko z nią.
          • agnieszka77_11 Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 02.05.15, 22:36
            lady-z-gaga napisała:

            > często bywałas u niej w domu? bo osoby ukrywające coś zwykle unikają sytuacji,
            > w ktorych "może się wydać"
            > a tu autorka pisze o bliskich, rodzinnych kontaktach

            Rodzinnie widzimy się mniej więcej raz na miesiąc, ale na dłuższych pobycie jeszcze razem nie byliśmy, tzn wakacyjnym. Generalnie jest tak, ze jest nas większa grupka. Wpadamy z koleżankami w gadki, mężowie swoje, dzieci swoje. On często wygłupia się z dzieciakami (stąd moje odczucia, że jest rodzinny), czasem pogada z innymi mężami na jakieś męskie tematy. W nasze babskie tematy nie wnika.
      • zuzi.1 Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 02.05.15, 22:10
        No co Ty lady zgaga smile przemocowcy potrafia byc w towarzystwie dalszych czy bliskich znajomych wrecz czarujacy latami smile a w domu traca humor i czar pryska smile bo pozwalaja sobie na takie swoje zachowania...
        • lady-z-gaga Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 02.05.15, 22:16
          Czyli kobieta była terroryzowana latami, a mimo to strofuje męża przy koleżance? w takim razie jakim cudem nie przewidziała, co się wydarzy?
    • jola-kotka Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 02.05.15, 21:52
      Jeśli te zachowania męża są od jakiegoś czasu to może to być efekt jakiś problemów o których żona może nawet nie wiedzieć no bo nie rozmawiają. A to jest jedyne wyjście z sytuacji rozmowa. Natomiast jeśli takie zachowanie to norma trzeba się głęboko zastanowić nad dalszym życiem z nim.
    • lauren6 Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 02.05.15, 22:07
      Albo facet jest przemocowcem, który dobrze się ukrywał przez lata, albo pani to intrygantka rodem bohaterki z filmu Gone Girl i go celowo sprowokowala przy Tobie gdy był ostro wkurzony, by mieć swiadka. Pan to mogą być faktycznie ciepłe kluchy, ale pani się marzy rozwód z orzeczeniem o jego winie, alimenty na siebie i dzieci (bo się do pracy nie chce wracać) więc dorobienie mu łatki kata rodziny przed znajomymi to drobny kroczek do celu.

      Koleżanka powinna wiedzieć, że w razie czego ma w Tobie wsparcie, ale poza tym nie angazuj się w jej małżeńskie sprawy. Historia się kupy nie trzyma, coś w niej smierdzi na kilometr i nie wiesz w jakie gry ci państwo pogrywają. To jest jej życie.
      • najma78 Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 02.05.15, 22:11
        Oni ze soba nie rozmawiaja ale dziecko im sie drugie urodzilo, czyli pan przemocowiec, uwazajacy zone za glupia a ona z nim rzadko gada ale sex maja znacznie czesciej. Eh...
    • misterni A ja się zgodzę z Nangą częściowo 02.05.15, 23:18
      Tzn nie usprawiedliwiam agresywnego zachowania, ale wiem, że mnie samej nie byłoby miło, gdyby mój mąż, przy swoim koledze zwrócił się do mnie, żebym sprzątnęła ze stołu. Najprawdopodobniej odpowiedziałabym, żeby sam sprzątnął, jeśli mu przeszkadza. Nie trawię takiego "ustawiania" współmałżonka przy znajomych, zawsze mi to trąci popisową akcją, trochę obliczoną na efekt.
      • triss_merigold6 Re: A ja się zgodzę z Nangą częściowo 02.05.15, 23:25
        Jakos nie komponuje mi się to z zachowaniem ofiary wieloletniego terroru psychicznego i przemocy.
        • nangaparbat3 Re: A ja się zgodzę z Nangą częściowo 02.05.15, 23:29
          Mam przyjaciołkę, ktora dość podobnie traktowala męża, potem opowiadała, że ją bije. Potem od niego uciekła do kochanka, ktory zacząl bic i ją, i jej coreczkę. Potem wróciła do męża, są razem, uspokoili sie i chyba im dobrze teraz. Mozna rzec - na starość.
      • nangaparbat3 Re: A ja się zgodzę z Nangą częściowo 02.05.15, 23:26
        Jeszcze raz przeczytalam pierwszy post. Moim zdaniem facet czuje się totalnie zniewolony w domu i dlatego dostaje szału.
        • iwoniaw Tak, facet jest na pewno zniewolony! 03.05.15, 14:58
          Toż to czyste niewolnictwo, zbierać za sobą swój bałagan - wszak bezgłośna i bezwonna służba powinna znać swe obowiązki i nie wk..wiać Pana i Władcy absurdalnymi życzeniami.
          uncertain
          • misterni Re: Tak, facet jest na pewno zniewolony! 03.05.15, 17:03
            To nie o to chodzi. Sprząta ten, kto nabałaganił, to oczywiste. Jeśli tego nie zrobił, to najprawdopodobniej zapomniał, nie mógł w danym momencie itd. Nigdy nie robię z tego problemu, mój mąż też nie. W takiej sytuacji sprząta ten, kto w danym momencie potrzebuje mieć tu i teraz wolny stół, powstrzymując się od kazań.
            I teraz - nie uważam, żeby cokolwiek usprawiedliwiało zachowanie pana, ale wolno mi poświęcić chwilę refleksji również zachowaniu pani. Po prostu dziwię się zwracaniu uwagi mężowi/ żonie na bałagan, zwłaszcza przy gościu (według autorki było to zwrócenie uwagi, nie prośba).
      • kkalipso Re: A ja się zgodzę z Nangą częściowo 02.05.15, 23:27
        Ja z moim mężem zawsze i wszędzie rozmawiam tym samym językiem, nie rozumiem dlaczego niby mielibyśmy "udawać" przy kimś kogoś innego.
        Miałam zamiar wcześniej odpisać na pewien komentarz, że sms powinna mu żona napisać żeby nie urazić. Co to za związek jak pogadać normalnie nie potrafią?!
        • jola-kotka Re: A ja się zgodzę z Nangą częściowo 02.05.15, 23:30
          Bo to już jest związek tylko dla zasady tam już niewiele ich łączy.
          • kkalipso Re: A ja się zgodzę z Nangą częściowo 02.05.15, 23:47
            Tak. Tyle, że jak dla mnie normalny człowiek kończy, albo zaczyna pracować nad takimi chorymi układami, zwłaszcza jeśli dzieci na to patrzą.
            • jola-kotka Re: A ja się zgodzę z Nangą częściowo 03.05.15, 00:15
              Kończy bo w żadne pracownie nad związkiem nie wierze jest źle trzeba się rozstać.
        • misterni Re: A ja się zgodzę z Nangą częściowo 02.05.15, 23:47
          U nas w ogóle nie ma takich zachowań - jeśli komuś coś przeszkadza, to po prostu to przekłada, ewentualnie pyta się, czy może to schować, przełożyć. Po cholerę psuć atmosferę w domu podobnymi bzdetami?
          • kkalipso Re: A ja się zgodzę z Nangą częściowo 03.05.15, 00:03
            Ja to nie wiem, ale między znajomymi to nie udajemy ą/ę tylko się wspieramy jeśli którejś chłop by zrobił taką akcję to by zjebkę dostał i tyle.
            Jakiś czas temu coś z mężem przy teściowej się posprzeczałam, zareagowała jakbyśmy się mieli pozabijać, a ja ledwo o coś mu uwagę zwróciłam. Popatrzyłam jej prosto oczy i spytałam czy ona ze swoim partnerem nigdy się nie kłóci-po czym wytłumaczyłam, że w związkach tak bywa, ale my się bardzo kochamy i tego nic nie zmieni....Uwielbiam ludzi (zwłaszcza samotnych) oceniających cudze związkitongue_out
      • lauren6 Re: A ja się zgodzę z Nangą częściowo 02.05.15, 23:50
        Co jest przemocą? Tylko agresja bezpośrednia, bezpośrednie napyskowanie żonie czy również zachowania pasywne agresywne, regularne wbijanie komuś szpili w białych rękawiczkach. Takie czepianie się pie...typu gazeta na stole czy strofowanie małżonka przy gościu jak 5 latka to imo też jest przemoc.
        • minor.revisions Re: A ja się zgodzę z Nangą częściowo 03.05.15, 00:00
          Tak. Ale też regularne, permanentne, złośliwe zostawianie swoich fantów na środku też podchodzi pod bierną agresję. No chyba, że pan ma jakiś disorder i nie potrafi po sobie sprzątać.
          • rhaenyra Re: A ja się zgodzę z Nangą częściowo 03.05.15, 00:07
            no chyba cie pogielo
            • minor.revisions Re: A ja się zgodzę z Nangą częściowo 03.05.15, 00:14
              nie, nie pogięło mnie. To oczywiście nei podchodzi pod każdą sytuację, bo to zależy od intencji. Co innego nie spzrątnąć jakiegoś fanta, bo mnie on nie przeszkadza albo mam co innego na głowie, a co innego go zostawić i czekać, aż druga strona go sprzątnie, żeby po dwóch tygodniach powiedzieć "nie sprzątnęłaś tego od dwóch tygodni". Albo zostawiania syfu umyślnie dlatego, że się wie, że druga strona będzie zmuszona go sprzątnąć.
              • rhaenyra Re: A ja się zgodzę z Nangą częściowo 03.05.15, 00:22
                niech zyje mistrzyni nadinterpretacji
                czy tam było chociaż slowo o tym ze facet chciał żeby ona po nim sprzatala ?
                facet zostawil na stole gazety
                o ile ten stol nie jest wielkości pudelka zapalek to spokojnie da się zaparzyć i podac kawe obok
                • misterni Nie mówiąc już o tym, że według słów naszej 03.05.15, 00:27
                  etatowej wątkodajki, mąż koleżanki z tych pomocnych i angażujących się w sprawy domowe. wink
                  • antyideal Re: Nie mówiąc już o tym, że według słów naszej 03.05.15, 00:36
                    A to nie wyklucza bycia agresorem, to moze byc typ "patrz, jestem taki idealny, dlaczego ty
                    k.. nie mozesz tez taka byc".
                    • misterni Re: Nie mówiąc już o tym, że według słów naszej 03.05.15, 00:44
                      Oczywiście że tak, ja sie tylko odniosłam do sugestii, że facet być może specjalnie zostawia bałagan wink
                • minor.revisions Re: A ja się zgodzę z Nangą częściowo 03.05.15, 02:48
                  czy wyście się szaleju najkadły wszystkie? laska pisze, że takei uwagi jak tej żony do męża to może być bierna agresja. ja mówię, że uporczywe niesprzątanie to też może być bierna agresja. Tyle. Nie wiem, czy w tym przypadku, nie udaję, jak nanga, że siedziałam tam pod stołem i obserwowałam i dokladnie wiem, kto jest przemocowcem w tym związku.
          • cosmetic.wipes Re: A ja się zgodzę z Nangą częściowo 03.05.15, 15:03
            > Ale też regularne, permanentne, złośliwe zostawianie swoich fantów na środ
            > ku też podchodzi pod bierną agresję.

            Uświadomiłaś mi, że jestem przemocowcem. Moja córka jeszcze większym.
            A syn i małżon wychodzi, że ofiary...
      • minor.revisions Re: A ja się zgodzę z Nangą częściowo 02.05.15, 23:58
        ale to zależy co, na litość.
        Po pierwsze, jeśli pan w ogóle zostawia swoje rzeczy wszędzie w charakterze świętych krów, to to też jest złośliwe i mógł je sam sprzątnąć, jak przyszedł gość.
        po drugie, co innego jak na stole jest brudna szklanka, którą wiadomo, gdzie trzeba odłożyć, a co innego, jak na stole są czyjeś osobiste fanty. Ja bym żadnych gazet mojego starego też nie ruszała i wolę, żeby on nie ruszał moich.
        po trzecie, nawet nanga nie wie (no chyba, że wie?) czy te gazety tam leżały od godziny czy od tygodni, niczym ta choinka z kawału o rozwodzie.
        po piąte, jednak reakcja pana w żaden sposób nie jest cywilizowana. Nawet, jeśli pani mogła przy gościu nie zwracać uwagi, żeby nie robić mężowi obciachu, to co to, kurna, było, to, co pan odstawił? to już jest OK?
        • rhaenyra Re: A ja się zgodzę z Nangą częściowo 03.05.15, 00:02
          ale nie wiesz co było wcześniej
          może pani jest mentalnym ratlerkiem który podgryza podgryza a jak za setnym razem ktoś się wku*&^%$ i odda to jest placz i histeria ze ona biedna atakowana
          • minor.revisions Re: A ja się zgodzę z Nangą częściowo 03.05.15, 00:05
            może jest, może nie jest. rzecz w tym, że nie ma żadnych danych, ale całą ematka z nangą na czele uznała, że to pani go cały czas prowokuje, jakoś nikt nie dopuszcza myśli, że to pan doprowadził do takiej reakcji.
            • mruwa9 Re: A ja się zgodzę z Nangą częściowo 03.05.15, 00:10
              nie mowiac o tym, ze reakcja pana byla zupelnie nieadekwatna do sytuacji.
            • rhaenyra Re: A ja się zgodzę z Nangą częściowo 03.05.15, 00:11
              nie cala nie przesadzam
              czesc w "siostrzanej" solidarnosci już pana za przemocowca tluczacego zone uznala
              • rhaenyra Re: A ja się zgodzę z Nangą częściowo 03.05.15, 00:12
                * nie przesadzaj
              • antyideal Re: A ja się zgodzę z Nangą częściowo 03.05.15, 00:20

                > czesc w "siostrzanej" solidarnosci już pana za przemocowca tluczacego zone uzna
                > la

                >
                Na szczescie zawsze znajda sie takie panie, ktore na wszelki wypadek załozą sobie,
                ze pan to biedny mis, tłamszony, pouczany i kastrowany psychicznie, a zona wiadomo, manipulatorka i intrygantka, i jest git i jest sprawiedliwie ;p
                • misterni Re: A ja się zgodzę z Nangą częściowo 03.05.15, 00:23
                  Ja nic takiego nie zakładam, po prostu nie lubię czepiania się o pierdoły, miałam takiego mękołę za pierwszego męża i przysięgam, że momentami powstrzymywałam się, żeby wałkiem go nie potraktować.
                  • antyideal Re: A ja się zgodzę z Nangą częściowo 03.05.15, 00:29
                    No ale tez sugerujesz, mam wrazenie, ze kobita chodzi i czepia sie notorycznie o pierdoly,
                    a to moglo byc zwykłe grzeczne poproszenie o zabranie rzeczy, bo nie ma gdzie postawic
                    kawy i ciastek. A gdyby sprzatnela sama, to moze bylby wsciek ze smiala ruszyc jego rzeczy ?
                    • antyideal Re: A ja się zgodzę z Nangą częściowo 03.05.15, 00:31
                      Mieszkalam z takim przemocowym typem i kazde moje posuniecie musialo byc przemyslane,
                      nawet glupie ruszenie jego rzeczy, bo mogl to zinterpretowac po swojemu.
                      • misterni Re: A ja się zgodzę z Nangą częściowo 03.05.15, 00:42
                        Jeszcze raz powtarzam, że nic nie usprawiedliwia reakcji tego faceta. Nie wiem też, czy ta kobieta czepia się go non stop, czy tylko okazyjnie. Być może faktycznie niosąc tacę z kawą poprosiła faceta o zabranie gazet. Zresztą to nawet nie ważne, nie powinien tak się zachować i koniec.
                        Ale powtarzam, mnie by nie było miło, gdyby mąż mnie upominał, zwłaszcza przy znajomych, że coś tam mam zrobić. Ponieważ mnie by nie było miło, sama tego nie robię. smile
                        • lady-z-gaga Re: A ja się zgodzę z Nangą częściowo 03.05.15, 08:19
                          Być może fakty
                          > cznie niosąc tacę z kawą poprosiła faceta o zabranie gazet.

                          W pierwszym poście masz odpowiedź na swoje "być może".
                          Autorka napisała wyraźnie: żona zwrociła uwagę, żeby sprzątał po sobie, a nie poprosiła o zabranie gazet. Jej uwaga była natury ogólnej i zawierała krytykę (przy obcej osobie), a takie zachowanie to jest prowokacja. I -poza wszystkim - duży nietakt.
                          • antyideal Re: A ja się zgodzę z Nangą częściowo 03.05.15, 08:58
                            To tylko słowa, z glowy a nie dyktafonu, patrzylabym na ogolny opis zajscia i tego, co
                            kolezanka mowi o drugim, ukrytym zyciu ich rodziny, a nie czepiała sie słowek, ktore
                            sa najmniej wazne i mogly zostac przekrecone przez swiadka.
                            Dla przemocowca, ktory jest nabuzowany, nie ma znaczenia czy ktos poprosi o sprzatniecie gazet, czy o sprzatanie po sobie, i tak wybuchnie.
                            Owszem, mozna uznac za nietakt taka uwage, ale zaraz za prowokację ?
                            Pamietam swojego przemocowca, o ktorym wspomniałam, gdy wybuchał - zawsze tłumaczył: bo mnie sprowokowałas.
                            Taaa. Nawet nie otwierajac ust.
                            • lady-z-gaga Re: A ja się zgodzę z Nangą częściowo 03.05.15, 09:10
                              Nie lubię furiatów i uważam, że jak ktos do tego stopnia nie panuje nad sobą, to powinien się leczyć. Nie probowałam bronic pana. Chodziło mi tylko o to, że opis sytuacji ewoluował od pierwszego postu - a skoro znamy tylko wersję autorki wątku, to się jej trzymajmy smile
                        • brak.polskich.liter Re: A ja się zgodzę z Nangą częściowo 03.05.15, 10:53
                          misterni napisała:

                          > Ale powtarzam, mnie by nie było miło, gdyby mąż mnie upominał, zwłaszcza przy z
                          > najomych, że coś tam mam zrobić.

                          Mnie tez nie (zakladam, ze mowimy o strofowaniu partnera jak przedszkolaka przy ludziach) i opieprzylabym ukochanego, jak bura suke, ale w cztery oczy.

                          Mam przyzerowa tolerancje na akcje typu walenie piescia w stol. Reakcja faceta od czapy - albo ma gosciu problem z nietrzymaniem agresji (ale tego nie da sie nie zauwazyc), albo czuje sie na tyle swobodnie, ze zaczyna pozwalac sobie przy osobach trzecich, albo jest to element gry, w ktora graja oboje i obydwoje maja to i owo za uszami.

                          Jest jeszcze jedna opcja - autorka wyssala sobie te historyjke z palucha, ale zalozmy na moment, ze jednak nie.
            • black_halo Re: A ja się zgodzę z Nangą częściowo 03.05.15, 10:41
              Kobiety terroryzowane latami, a nawet przez krotki tylko czas, szybko sie ucza co doprowadzi meza do furii wiec raczej chodza na paluszkach. Wiec zupelnie to nie pasuje do calej historii. IMHO zmyslone na potrzeby artykuly do wysokich obcasow o przemocy psychicznej, autorka liczyla na smaczne historyjki do zutylizowania bo wyjsc do prawdziwych ofiar przemocy sie nie chce, w sobotni dlugoweekendowy wieczor.

              Moja sasiadka byla latami terroryzowana przez meza, ktory wpadal w furie przy byle okazji a nie mozna bylo nic mu zrobic bo mial wejscia w policji. Kiedys inna sasiadka zadzwonila na policje kiedy pan biegal z dubeltowka po klatce schodowej i nikt nie przyjechal. Za to sasiadka skonczyla z podbitym okiem bo oczywiscie ona sie raz dwa dowiedzial, kto doniosl. Zterroryzowana byla wiec nie tylko zona ale i wszyscy. W koncu ktos poszedl po rozum do glowy i sie sprawe zalatwilo po sasiedzku, skoro nie mozna bylo liczyc na wymiar sprawiedliwosci ale to inna historia. Kazdy schodzil mu z drogi a juz najbardziej jego zona i dzieci.
        • misterni Re: A ja się zgodzę z Nangą częściowo 03.05.15, 00:11
          Ale przecież nie napisałam, że reakcja pana jest ok, co więcej, uważam, że jest karygodna.
    • kropkacom Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 02.05.15, 23:44
      Za zamkniętymi drzwiami dzieje się dużo złego, i dużo dobrego. Trzeba się pogodzić, że przysłowiowy guzik wiemy w temacie.
      • kropkacom Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 02.05.15, 23:51
        Każdy może sobie dać rękę uciąć za to jak i co ma w swoim prywatnym domu. I o tym bym pamiętała.
    • karla.on Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 03.05.15, 03:46
      qrwa, dziewczyny broniace pana przeczytajcie to zdanie powoli Jej mąż wpadł w taki szał, że przestraszyłam się. Zrobił się cały czerwony, zaczął zaciskać zęby, pięści i myślałam, że zaraz ją uderzy. Nie wiem czy opamiętał się, bo byłam tam ja. Po czym walnął z całej siły pięścią w stół i wyszedł z domu. Byłam w szoku. Znajoma rozpłakała się.

      teraz przeanalizujcie i powiedzcie, ze nalezalo jej sie, po uj sie czepia, jeszcze z piesci powinna dostac, ale laskawca jej tego oszczedzil

      BO ZUPA BYLA ZA SLONA
      • nangaparbat3 Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 03.05.15, 11:02
        Ależ skąd. Należalo sie raczej: wzięlabyś sie za siebie i zaczęla chodzic na tę siłownie.
        Ale naprawdę nie chodzi o to, co się należalo czy nie należalo, kurczę, czy mozna tylko w tych kategoriach się zastanawiać? Nie piszę, ze się należalo, ani co i komu sie należy, ale o tym, co wg mnie sie wydarzyło.
        Tam jest walka o wladzę i kiepskie umiejętności komunikacyjne po obu stronach. To co widac na wierzchu. Oczywiście piszę wylącznie o swoich wyobrażeniach.
      • memphis90 Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 03.05.15, 13:48
        I co- oprócz przeczytania musiałabym jeszcze uwierzyć w tę historię. A nie wierzę.
        • triss_merigold6 Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 03.05.15, 13:53
          No, ja też w tę historię nie wierzę. W tę konkretną, bo w istnienie przemocy domowej w przeróżnych wersjach wierzę jak najbardziej.
    • asia_i_p Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 03.05.15, 10:35
      Taka sytuacja może znaczyć dwie rzeczy i twój opis nie pomaga zrozumieć, z którą z nich mamy do czynienia.
      Może to być przemocowiec, używający wybuchów furii do zastraszania rodziny i wtedy nie ma sensu z nim być. I wtedy rzeczywiście nieważne, czy by powiedziała "Możesz zabrać gazety?" czy "Kochanie, byłabym wdzięczna gdybyś sprzątał po sobie", wybuch by był, a celem wybuchu byłoby zastraszenie. Do tego niekoniecznie pasuje wybieganie z domu, raczej by został, żeby się ponapawać efektem.
      Może to też być choleryk typu "korkuję się, korkuję się, wybucham", a kobieta wychowuje go bezustannie. I wtedy rzeczywiście drugi typ komunikatu "Kochanie, byłabym wdzięczna gdybyś sprzątał po sobie" może doprowadzić do szału, i pomogłoby, gdyby oboje nauczyli się wyrażać złość - on bez wybuchów, ona otwarcie. Tu z kolei nie pasuje jej wybuch płaczu, lęk.

      Nie klei się to jakoś. Chyba, że facet ma problemy na poziomie choroby psychicznej.

      • nangaparbat3 Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 03.05.15, 11:06
        . Chyba, że facet ma problemy na poziomie choroby psychicz
        > nej.

        Wybuchy wściekłości i skłonność do irytacji to takze objawy najzwyklejszej depresji. Moja siostra przez to przechodziła, nawet ja balam sie jej wybuchów, w moim dziecku budziły zgrozę. Antydepresanty zalatwiły sprawę.
      • rhaenyra Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 03.05.15, 11:17
        >Tu z kolei nie pasuje jej wybuch płaczu, lęk.
        pasuje jeśli akcja była zaplanowana pokaze jakim to on jest ujem a jaka ja biedna
        gone girl nie ogladalas ?tongue_out
    • inguszetia_2006 Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 03.05.15, 11:07
      Witam
      Historia jest grubymi nićmi szyta, nic się nie zgadza, dwa i dwa pięć wychodzi. Ale to nie jest normalne, że facet ryczy jak lew i wali pięścią w stół, bo żona mu zwraca uwagę. Nie ma co go usprawiedliwiać. Dorosły jest, niech się zachowuje. Nie jest trzylatkiem, że musi nogami tupać i rzucać się na glebę, bo TAK. Mógł pogadać z żoną po wyjściu gościa, że sobie nie życzy, bla, bla, bla... To się potocznie nazywa kultura osobista.
      Pzdr.
      Ing
      • konwalka Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 03.05.15, 13:11
        kurka wodna, nie wiem, czy bym sie opanowala, gdyby moj stary, przy swoich kolegach, powiedzial mi dobitnie: sprztaj po sobie/myj sie pprzadnie/ zwywaj dokladniej te naczynia/ spieraj plamy
        nie wiem, czy nie strzelilabym mu w koncu na odlew
        nie mówiac o tym, że bankowo bylabym czerwona
    • memphis90 Re: Za zamkniętymi drzwiami ... 03.05.15, 13:50
      Rzadko ze sobą rozmawiają, żyją obok siebie, choć ona od dłuż
      > szego czasu stara się udawać, że jest super.
      I jest tak źle, nie rozmawiają, awanturują się, żyją obok- a ona dopiero co urodziła dziecko?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka