agnieszka77_11
02.05.15, 16:38
Byłam wczoraj świadkiem niemiłej sytuacji. Poszłam w odwiedziny do mojej koleżanki. To jedna z moich bliższych znajomych. Często gdzieś wychodzimy, nieraz rodzinnie spędzamy czas. Obecnie jest na wychowawczym, bo urodziła jej się córeczka.
Zawsze wydawało mi się, że jej mąż jest bardzo pomocny i angażujący się w sprawy rodzinne. Nie jest on typem imprezowicza (po pracy wraca do domu), nie nadużywa alkoholu. W zasadzie jest bardzo spokojny, raczej małomówny, nawet powiedziałabym, że zamknięty w sobie.
Wczoraj,gdy poszłam do niej w odwiedziny, a dzieci bawiły się na zewnątrz (koleżanka mieszka na parterze i ma taras) zwróciła uwagę swojemu mężowi, żeby sprzątał po sobie rzeczy (zostawił na stole jakieś gazety). Zrobiła to grzecznie wiedząc, że jestem u niej.
Jej mąż wpadł w taki szał, że przestraszyłam się. Zrobił się cały czerwony, zaczął zaciskać zęby, pięści i myślałam, że zaraz ją uderzy. Nie wiem czy opamiętał się, bo byłam tam ja. Po czym walnął z całej siły pięścią w stół i wyszedł z domu. Byłam w szoku. Znajoma rozpłakała się.
Powiedziała, że to nie pierwszy raz, kiedy dochodzi do takich sytuacji. Że nieraz się boi, że skończy to się źle. Że jej mąż wcale nie jest taki spokojny jak nam się wydaje. Że robi awantury przy dzieciach i że buntuje starszego syna przeciwko niej (ciągle powtarzając, że jaki to tata jest cudowny i kupuje mu nowe prezenty, a mama zła). Powiedziała, że u nich nie ma czegoś takiego jak kłótnia małżeńska, bo kiedy tylko ona zwróci mu na coś uwagę to on robi się agresywny, więc ona boi się nawet cokolwiek powiedzieć i musi uważać na słowa i ton w jakim się wypowiada. Rzadko ze sobą rozmawiają, żyją obok siebie, choć ona od dłuższego czasu stara się udawać, że jest super. I chyba dobrze jej to wychodzi, bo według mnie i wielu naszych znajomych uchodzili za bardzo dobrą rodzinę.
Zawsze wydawało mi się, ze jej mąż jest mega spokojny, pracowity (może jakieś stresy w pracy?), dbający o dom i o tym, żeby niczego im nie zabrakło. A to co zobaczyłam wczoraj było dla mnie kubłem zimnej wody. Do tej pory mam przed oczami ten jego wściekły wyraz twarzy.
Pisałam dzisiaj do niej sms'a czy mąż wrócił. Napisała, ze wrócił wczoraj i w ogóle ze sobą nie rozmawiali. Powiedziała, że rzadko ze sobą rozmawiają, bo kiedykolwiek ona ma inne zdanie niż on na jakikolwiek temat (chociażby polityczny) to on mówi, że gada głupoty.
Ania jest bardzo mądrą kobietą, wykształconą, ale jak patrzę na nią to widzę, że coś w niej prysło. Powiedziała, że jej sytuacja rodzinna nie jest różowa. Zawsze była wesołą, fajną, uśmiechnięta dziewczyną (znamy się od LO), a teraz patrzę na dziewczynę zlęknioną, smutną. Jest mi jej okropnie żal. Nie mogę przestać o tym myśleć.
Nigdy nie wiemy co się dzieje za zamkniętymi drzwiami. Nawet w tych bogatych i dobrych domach może mieszkać wielki smutek ...