Przypomniała mi się pewna historia. Pewnie znajda się osoby, które mnie za to objadą ale się podzielę.
Gdy córka była niemowlęciem, czekałam w Mediolanie na pociąg. Ja, mąż, młoda w wózeczku. No i trzeba było pilnie wymienić pampersa. Szukam więc punktu z przewijakiem - remont. Łazienki - remont. Jeden kibel czynny z kolejką na dobre 50 osób. Młoda ryczy, zapach tez niefajny. Idę więc tam, gdzie wydawało się niema ludzi i prowadzony jest remont. W momencie gdy przewijam młodą z znikąd pojawia się grupa ludzi, która z niesmakiem coś komentuje pod nosem. Co robię? Zaczynam gadać do męża "po niemiecku", coby na "Polaków Cebulaków "nie było
Podzielicie się swoimi piekielnościami?