inszalla
13.07.15, 11:49
Nie śpię.
Nie chce mi się. Mogę (niemal) bezkarnie czytać całą noc, a potem podziwiać wschód słońca nad Warszawą. Jedną noc, drugą, piątą... Po tygodniu w dzień funkcjonowałam jak nawalona i bałam się prowadzić, spać nadal mi się nie chciało. Poszłam do lekarza, dostałam prochy. Prochy są super, zapadam się po nich w otchłań, żadna siła mnie nie obudzi, ani chrapanie męża, ani natrętny budzik sąsiada, ani "mamo, przytul".
Ale w dzień jestem przymulona, no i po prochach zasypiam o 21.30 (jeśli wezmę później, to nie wstanę do pracy). Spanie przestało być przyjemnością, nie mam już tej radości zasypiania w objęciach, rozkosznego budzenia się w otoczeniu zaspanych bliskich i futrzaków...
Mam wrażenie, że prochy działają na skutek, nie przyczynę. Ale nie wiem, jaka jest przyczyna.