Jak już pisałam od lutego chodzę na psychoterapię. Najpierw była diagnozowana depresja i nerwica lękowa. W połowie czerwca okazało się, że mam Hashimoto więc uznano, że to jest przyczyna tych stanów. Ale ja mam zerowe poczucie własnej wartości, na które pracuję sama. Jestem księgową. Zawsze na etacie przeważnie jako główna księgowa. Najpierw wszędzie na początku mi się podobało, potem zawsze nie. Zmieniałam pracę jakieś 10 razy. Bo się zwalniałam. Próbowałam zakładać z 5 razy biuro rachunkowe. Na początku klienci byli, potem odchodzili bo zawalałam. Zawsze coś zaczynałam i nie kończyłam. Gdyby nie to miałabym już ogromne biuro rachunkowe

. Ale zawalam też w sferach nie zawodowych. Umawiam się do kosmetyczki (5 razy) i tyleż samo razy nie idę. W końcu mówi, że już mnie nie przyjmie. Umawiam się do dentysty i jest tak samo. Idę do dietetyka, dostaję dietę. Z dnia na dzien powtarzam sobie od jutra zaczynam i nic z tego. Kupuję bieżnię i dokładnie tak samo. Mam wysłać maila bo ktoś proponuje mi wspólpracę, nie wysyłam. Umawiają mnie na rozmowę w sprawie pracy. Cieszę się ale... nie idę.
Dwa tygodnie temu skończył mi się remont w mieszkaniu. Posprzątałam syf i dzień w dzień powtarzam sobie, że rozpakuję wszystko z worków (było spakowane na czas remontu). Jeszcze nie zaczęłam.
Ostatnio umawiałam się z Prezydentem Miasta (4 razy) bo wywalczyłam w końcu mieszkanie z miasta. Nie poszłam wszystkie 4 razy.
Nienawidzę siebie coraz bardziej, wszystko zawalam. Od znajomych słyszę, że z moim doświadczeniem w księgowości i z moją znajomością języka to oni spali by na kasie. Ja nie doszłam praktycznie do niczego. Nienawidzę i płaczę nad tym, że jestem gruba ale nie robię nic żeby schudnąć.
Wszystko to czego nie robię to z powodu tego, że podświadomie sama sobie tego zabraniam.
Dziś Pani psycholog postawiła jednoznaczną diagnozę. Autoagresja, samosabotaż.
Całą drogę do domu przepłakałam. Nienawidzę siebie jeszcze bardziej.
Chciałabym zrozumieć ten mechanizm.
Znacie może jakieś książki na ten temat?
Bo teraz mam wyrzuty sumienia, że tak robię a jednocześnie im bardziej chcę to zmienić tym bardziej nie mogę (podobno tym bardziej podświadomie sobie zabraniam)
Ja wiem znowu długo, nudno i bez sensu.
Ale jak nie Wy to kto? Nikt mnie już chyba nie rozumie, a najbardziej ja samej siebie.
Wiem, że bez krytyki się nie obejdzie, ale proszę nie za bardzo bo czasem już tak się nienawidzę, że nie wiem po co żyję