pieskuba
04.09.15, 10:14
Dwie obserwacje. Pierwsza, z wczoraj:
Malutkie dziecko (na oko niespełna dwa lata) stoi na środku uliczki, która prowadzi do dużego wielopoziomowego parkingu i garażu osiedla. W uliczkę skręca samochód. Kierowca czeka chwilę, zastanawia się, lekko naciska klakson (dziecko nawet się nie wystraszyło, nie płacze, stoi nadal). Od stolika na zewnątrz znajdującej się nieopodal pizzerii podrywa się pożywiająca się dotąd młoda kobieta, podbiega do dziecka i zaczyna rugać kierowcę z użycie klaksonu, zamiast go przeprosić i podziękować mu. Ordynarnie wrzeszczy za nim jeszcze, gdy ten odjeżdża.
Sytuacja z dziś:
Wsiadłam do autobusu. Zobaczyłam wolne miejsce, może nie do końca wolne, bo siedział na nim plecak młodzieńca siedzącego obok. Młodzieniec (wiek gdzieś na przełomie gimnazjum i liceum) miał słuchawki w uszach, więc nieco na migi dałam mu znać, że chcę usiąść tam, gdzie jego plecak. Nie byłam pewna czy odebrał sygnały niewerbalne, więc usiadłam na wolnej połówce sądząc, że plecak zostanie zabrany. Nie został. Siedziałam chwilę na połówce, lecz nie było mi wygodnie, więc zwróciłam się do chłopaka głośno z prośbą o zabranie plecaka, nie zareagował, chociaż patrzył na mnie. Wzięłam plecak i podałam mu, wtedy obrzucił mnie spojrzeniem, w którym były wszystkie obelgi świata.
Skąd to się bierze, kto tych ludzi wychowuje?