ad.a6
03.11.15, 08:16
Miało być tak dobrze.... przeliczyłam się. Od maja pracuję na umowę o pracę, oprócz prowadzonej dg. Chyba przeliczyłam się co do moich możliwości logistycznych. Od maja do końca sierpnia było to pół etatu 10.00-14.00. Szef wie o mojej działalności gospodarczej, wie, że uczę, głównym kryterium przyjęcia mnie do tej pracy była znajomość technicznego niemieckiego/angielskiego. Umówiłam się z szefem, że od maja do sierpnia na pół etatu, by Młoda całe wakacje w domu nie siedziała sama, a od września będę pracować na pełen etat. Dodam, że praca super, dobrze płatna jak na nasze miasto, do tego tel ze wszystkim nielimitowanym, oraz główną zaletą jest to, że firma znajduje się na mojej ulicy, kawałek od miejsca, gdzie mieszkamy. Wydawałoby się: marzenie. Od września zaczął się kocioł, nie w pracy, tylko u mnie w domu. Praca 7-15, lekcje 16-20. Podpowiedzcie proszę, jak zmieścić się w godzinie 15-16, żeby: wyjść z psem, ugotować makaron/ziemniaki, i jeszcze w miarę spokojnie zjeść/podać młodej. Rano również jest przysłowiowy sajgon. Wstajemy o 6, ja się wcześniej nie potrafię zwlec, bo jak o 20 lekcje skończę to też chcę mieć coś z wieczora, porobić lekcje z córką, po prostu z nią pogadać, mieć trochę "luzu", kuchnię ogarnąć, pozmywać. Jak już zakończę dzień, jestem "padnięta". PO prostu marzę tylko o łóżku. Powiecie pewnie, że powinnam zrezygnować z dg. Otóż: boję się. Rodzice tych dzieci, które uczę to w większości moi znajomi, uczę te dzieciaki już po kilka lat i nie chcę zostawiać wszystkich, bo wiem, że się pogniewają/obrażą. A poza tym jeśli chodzi o etat to jest stosunkowo nowy dział, szef rozpoczął z nową branżą (ma kilka) i za chwilę się może okazać, że zostanę z niczym, jak z lekcji zrezygnuję a praca nie wyjdzie. Podpowiedzcie jak dać radę to wszystko pogodzić i zgrać. Wszystkie instytucje mieszczą się dosłownie na jednej ulicy, nasze mieszkanie, szkoła młodej i moja praca. Czuję że potrzebuję luzu popołudniami, nie mam kiedy np iść do fryzjera. Choroba młodej to koszmar jest, bo muszę po kilka lekcji odwoływać by mieć jedno wolne popołudnie.... Do ludzi nie dociera, że odwołuję z powodu choroby. Ostatnio napisałam komuś takiego smsa, a dostałam odpowiedź: "a w niedzielę nie dałoby rady? I co, mój syn teraz do szkoły bez zadania pójdzie?"....Masakra......