mandy2002
24.11.15, 13:48
Panie zadzwoniły w piątek żeby odebrać syna bo ma 5(!) krostek a w przedszkolu już 4 dzieci choruje na ospę więc to na pewno to. Powiedziałam im że był szczepiony dwoma dawkami, ale ok, zabiorę go i sprawdzimy. Oczywiście nie zachorował, przez weekend 5 krostek przybladło i się wchłonęło. Wczoraj byliśmy po kartkę do pediatry. Pediatra powiedziała, że to żadna ospa, że dzieci szczepione tak reagują na kontakt z wirusem, ale że absolutnie to nie jest choroba i że na pewno nie zaraża, tym bardziej że nie ma krost. Z kartką idziemy do przedszkola. W pośpiechu nie spojrzałam na nią dokładnie. Panie oczywiście zdziwione i wręcz prawie zabraniały mu wejść - no bo jak to? w piątek miał krosty a dziś mu nic nie jest? jak to zdrowy -niemożliwe! No ale nic... wzięły kartkę. Po pół godzinie telefon. Zaświadczenie jest na inne nazwisko (faktycznie, lekarka się pomyliła i wypisała na dziecko które było wcześniej). No to ja znowu do przychodni bo nowe zaświadczenie... A tam się okazuje że już panie z przedszkola zdążyły do pediatry zadzwonić i z nią dyskutować (!!!) że jak to, że niemożliwe, że on na pewno jest chory itd. No ręce mi opadły i wstyd mi przed tą pediatrą było za te kretynki. No ale nic, wzięłam dobre zaświadczenie i zaniosłam do przedszkola - tam panie już trochę bardziej stonowane (pewnie też im głupio było, bo jak spytałam która taka mądra że po przychodniach wydzwania i zdanie pediatry podważa, to się nie przyznały). I tłumaczą się "no bo wie pani.. bo rodzice dzieci nieszczepionych się boją i trzęsą że ich dzieci zachorują..." . Na moje pytanie dyrekcji czemu nie powiesiła kartki że do 3 dni można jeszcze dzieci zaszczepić, odpowiedziała: "no wie pani, ja nie mogę szczepionek koncernów propagować!"... I pewnie za 2 tygodnie (bo tyle wynosi inkubacja) okaże się że rozchorowała się reszta nieszczepionych i nieodpornych dzieci - i na kogo będzie - oczywiście pewnie na mojego syna... Co za ciemnogród
Na dodatek syn jest stygmatyzowany cały czas, dzieci nie chcą się z nim bawić, uciekają bo "ma ospę". Co chwila dzwonią i zaczepiają mnie wkurzeni rodzice, że chore dziecko przyprowadzam, a jeden ojciec nawet do sanepidu zadzwonił. Ręce opadają - co robić emamo w tej sytuacji? Syn ma już naprawdę dosyć tej sytuacji - stał się płaczliwy i widać że mu przykro