jednorazowy123
16.12.15, 23:32
Nick oczywiście tymczasowy. Mam mętlik w głowie, potrzebuję żebyście się wyżyły. Miałam chłopa przez 7 lat, bez wspólnych dzieci. Mieszkaliśmy u mnie. Po przeprowadzce na równiejszy grunt zaszła sytuacja, w której ulały mi się wieloletnie żale (które znał) i ostatnie miesiące. Wyprowadziłam się z komunikatem, że niech sam decyduje czy to koniec. Bolało jak cholera. Stwarzałam okazje do rozmowy, żeby męska duma mogła jakieś znaleźć wyjście. Ani razu nie padło magiczne "Wróć". Po kilkunastu tygodniach facet ma nową laskę. Złamałam się wprost zażądałam wyjaśnień o co kaman i tu zaczął sie cyrk: facet rzekomo sądził że to koniec. Laskę odstawił a ta się załamała. I teraz on jeździ do niej codziennie żeby nie była sama i zaprasza ją na wigilię z własną matką i synem - "bo kiedyś jej obiecał". Ja nigdy na takiej nie byłam. Wściekłam się i mu nawrzucałam. Co Wy byście zrobiły? Co sądzicie...