view-wiorka
01.01.16, 22:24
Tak to nowy nick na potrzebe tego postu.
Zwyczajnie musze sie chyba wygadac, bo zaczynaja mnie dreczyc powazne wyrzuty sumienia.
Poznalam Go kiedy bylismy na kontrakcie. Po roku od naszego pobytu ( maz i dwojka maloletnich dzieci ) przyjechal On z rodzina- zona plus dwojka nastoletnich dzieci .
Byl moim bezposrednim przelozonym. Specyfika naszej pracy wymagala bardzo regularnych zebran zespolu, wiec widywalismy sie naprawde czesto. Moj maz pracuje w tej samem branzy wiec cala trojka bylismy kolegami z pracy.
Poniewaz jako expaci wszyscy mieszkalismy w jednym kampusie bardzo czesto widywalismy sie rowniez po pracy. CZasami wspolna kolacja albo wyjscie na jakies piwo ( wowczas jego dzieci zostawaly z naszymi maluchami )
CZasami mialam wieczorne dyzury ( ktore jak mi pozniej powiedzial ustawil pod swoj grafik ) na ktore on lubil wpadac. Bardzo mnie to krepowalo , bo myslalam, ze On zwyczajnie kontroluje jakosc mojej pracy. Pozniej kilka razy poprosil mnie o jakies drobne przyslugi, ktore sprawialy, ze spedzalismy ze soba dodatkowo wolny czas po pracy. Chetnie wozil mnie tez na lotnisko, kiedy mialam wyjazd sluzbowy. Po dwoch latach kontraktu wrocil do swojego kraju ( glowym powodem bylo ciagle niezadowolenie jego niepracujacej zony ) . My zdecydowalismy sie zostac na kolejne lata.Zostalismy jednak w ciaglym kontakcie . Gadalismy codziennie na Facebooku, czy what's appie. Wtedy mi tez powiedzial, ze sie zaduzyl. POczulam sie jak prawdziwa kobieta i z usmiechem na twarzy przyjelam wyznanie do wiadomosci, tym bardziej, ze od zawsze uwazalam sie za srednioatrakcyjna, z lekka nadwaga matka kwoka. A On byl idealem mojego mezczyzny.
Po roku od wyjazdu przyjechal na killudniowa wizytacje naszej firmy. Poszlismy na przyslowiowe piwo. Tanczylismy do bialego rana, wtedy tez pierwszy raz calowalismy sie naj napalone dzieciaki.
On wrocil do siebie, czestotliwosc kontaktu sie nie zmienila.
POdczas naszych wakacji w Polsce zaproponowal ze nas odwiedzi. Zapytal, czy nie dalabym rady wymyslec czegos zebysmy spedzili razem kilka nocy. Wowczas pierwszy raz oklamalam swojego meza. Spotkalismy sie w Warszawie. Spedzilismy ze soba dwa dni. Wtedy tez pierwszy ( i ostatni )raz uprawialismy seks. Ja wrocilam do domu a on dojechal na spotkanie " prosto z lotniska"
Na poczatku nie mialam wyrzutow sumienia. Wiedzialam, ze ani On ani ja nie zostawimy rodziny.
W ciaglym kontakcie pozostajemy do dzis . W naszych rozmowach nie ma zadnych podtekstow seksulanych. Rozmwiamy jak para bardzo bliskich przyjaciol, chociaz mowia, ze przyjazn miedzy kobieta a mezczyzna nie jest mozliwa. Byc moze.
On na dzien dzisiejszy jest po rozwodzie. Nie ja jestem jego podowem , ale numer jaki przez lata wywijala mu zona. Pisze ze nieraz czuje sie samotny, ale dzieci, ktore zostaly pod jego opieka , nie sa gotowe na " macoche" Pol zartem wtraca, ze ja zostalabym z pewnoscia zaakceptowana.
Moj maz jest naprawde dobrym czlowiekiem. Wiem, ze rutyna, ktora dopadla nasze malzenstwo nie jest usprawiedliwieniem mojej zdrady. Wiem tez ze nigdy mu o tym nie powiem, bo to oznaczaloby nasz koniec.
Pozostaja tylko wyrzuty sumienia, z ktorymi przyszlo mi zyc ...
A czy Wy w chwilach slabosci przyznalybyscie sie do zdrady???