sarahdonnel
29.11.12, 23:09
W odwyku od szybkich egzotycznosci (bami, roti, kluchy wszelakie) rzucilam sie w supermarkecie na korzenie. Zreszta, sprzedawali to za grosze (rowniez 'eko' za pol normalnej ceny, w ramach ekotygodnia), na balkonie mam ciemna przewiewna szafke, wiec nakupilam tego nieprzyzwoicie duzo.
Na stanie mam: dwa selery, duzo marchwi (takiej duzej), buraki, kapuste szpiczasta i czerwona, jablka renety i pasternak. Poza tym dowolna cebule i kartofle twarde lub maczyste, ziola i przyprawy dowolne. Ciasto francuskie, filo, fete lub turecki peiniri, i reke do drozdzowego.
Do skarmienia dla dwulatka (ktory oliwki przedklada nad cukierki) i taty, ktory wszystko ponad odsmazenie frytek i mrozonych hamburgerow uwaza za strate czasu (chociaz ostatnio podszedl mu miejscowy hutspot, czyli jednogarnkowka z tluczonych kartofli, marchwi i cebuli podana z kawalkiem kielbasy, a placki kartoflane uznal za 'calkiem smaczne' (poniewaz nie zdradzilam pelnej listy.skladnikow, inaczej niechybnie dostalby nooo... drystafonii pux). Oraz dla mnie, czyli z egzotycznym pieprzykiem i z miesem jako 'opcja dodana' (dla innych). Lubie jednogarnkowki, jednopatelniowki i inne jednowokowki, typowych kotletkartofelsurowek nie do konca. Tata nie jada zup, chyba ze jumjumki z torebki z makaronem, i ma tendencje do lazenia po kuchni i wyrazania swojej opinii. Chociaz ostatnio probowal dobierac sie do pojemnika z tofu stojacego w kacie lodowki, a po nieswiadomym zjedzeniu kostek tegoz tej... nooo... drystafonii pux nie dostal. Ostatnio aplauz wzbudzily smazona tilapia i stek z lososia (jak to smazysz, ze nie smierdzi? ryba smierdzi!)
Na stanie mam maszyne kuchenna ktora kroi, trze, sieka, miesza i przerabia na koktajle, oraz prodiz. Oba sprzety co prawda powoduja, ze tata lazi po kuchni, ale ograniczaja zrzedzenie (wuglada to jakos bardziej 'postepowo' i 'sprawnie' niz gniecenie drozdzowego rekami. Opcja wyrzucenia chlopakow na spacer i postawienia talerza bezdyskusyjnie jako gotowca jest trudna do wykonania, bo dzieciu ma faze 'najaackiii'.
Pomyslow brak, a w szafce towarzystwo zaczyna juz zyc wlasnym, drugim zyciem, i zaraz bede musiala wyrzucac.
Przy okazji pomarudzilam sobie terapeutycznie.
Macie ciekawe pomysly?
Czesc burakow wstawie na barszcz, chcialabym tez tradycyjne 'devil's food' (jak carrot cake, tylko na buraczkach zamiast barwnika, z barwnikiem wyszlo byle jakie). A reszta, np. dwa selery? Kotlety? Frytki? Kapusty w wersji niesurowej, surowizny ojciec nie jada. Feler...
--