mid.week
18.02.16, 08:35
Dyskusja w wątku Nałkowskiej się rozwija, temat gorący i budzący emocje. Zastanawia mnie dlaczego tak się dzieje? Skąd ta potrzeba dbania o dobre imię średnio dobrego narodu? Jak napisałam gdzieś tam:
W całej tej tradycji przypominania, wspominania, szukania przyczyn i odkrywania okropnosci 2ws chodzi o to by ludzie mieli na uwadze do czego są zdolni. Aby pamiętali i nie powtarzali. Z tej perspektywy wszystko jedno czy obozy były polskie, niemieckie czy francuskie. Miejmy nadzieję, że kolejny raz nie powstaną. Biorąc pod uwagę komentarze internautów (rodaków) na temat syryjczykow obozy śmierci mogłyby nie tylko być tutaj, ale i kierownictwo słowiańskie w nich nie zdziwiłoby mnie zupełnie. Dowiedli tego Milligram, Zimbardo i paru innych mniej znanych panów. Narodowość, wykształcenie nie mają wpływu na poziom okrucieństwa jaki jesteśmy w stanie osiągnąć. To zacięcie wkładane w walkę z najmniejszym przejawem kojarzenia obozów z polskością idące w parze z "potopić syryjskich nierobów" nie robi nam w świecie dobrego PR. Nasza walka o "prawdę" jest w tym konkretnym czasie wyjątkowo fasadowa i niesmaczna. Z pieśnią "pamiętajmy o zbrodniach na ludzkości" wykopujemy z kraju ludzi uciekających przed tym samym. Oczywiście zracjonalizujemy to sobie pięknie i dla siebie wygodnie aby komfortowo żyło nam się dalej.