sfornarina
22.02.16, 13:56
Pożalić się chcę, bo mam dość. Choróbsk.
Od pięciu tygodni wszyscy w domu jesteśmy chorzy. I to tak nieładnie chorzy. Katarów, pokasływania, temperatury do 38C to nawet nie liczę, bo to nie choroba.
Przeleżałam w łóżku z gorączką i dreszczami trzy weekendy z czterech, zaliczyłam dwie grypy żołądkowe, anginę ropną, chore zatoki i jeszcze jakieś inne przeziębienie.
Mąż od stycznia zaliczył już 2 antybiotyki + kilka przeziębień + grypę żołądkową.
Młody ze żłobka zawsze coś przytarga, ale tym razem przeszedł samego siebie. Niedawno opuścił cały tydzień żłobka, tak się pochorował, a ja, z grypą żołądkową + anginą + zatokami od rana do wieczora z jęczącym chorym dzieckiem.
Już było lepiej, kilka dni miałam znowu cudowne zdrowe dziecko (ja wciąż chora), już się cieszyłam na ten dzisiejszy żłobek, że wyleżę się i wypocznę...
I zdrowemu radosnemu młodemu temperatura wieczorem nagle skoczyła do 40C. Szit szit szit. Kolejna nieprzespana noc. Jest ranek, młody 40.8C, o żłobku to na kilka dni na pewno mogę zapomnieć; zobaczymy co się z tego rozwinie.
Zastanawiam się, ile jeszcze tak pociągniemy...