od czasu doczasu, dla higieny, dwa słowa o Felusiu wrzucę
przedwczoraj, słuchajcie, ptaszysko nagle zaczelo mi sie obijac po klatce jak oszalałe, piszczec, chowac sie pod miski
podeszlam, zeby zobaczyc, co z maluchem nie tak, aon jeszcze wiekszy poploch
i dopiero skojarzylam
trzymalam w łapach takie duże rózowe pióra na kiju i nimi machałam w celu pozbycia sie kurzu z żaluzji
biedactwo (Felus, nie kij) myslało, że to jakies ogromne rózowe ptaszysko macha skrzydłami

oczywiscie natychmiast pzrestalam sprzatac, a kanareczek dostał na otarcie wielkich łez wielką gałąź z pędami wierzby
jest zachwycony i do teraz ją eksploruje
a poza tym to on nie lubi byc wypuszczany z klatki
otwieram, namawiam, ale ma to gdzies
caly czas cos robi u siebie w domku
i tylko ostatnio poczuł, rozumiecie, zew wolności i ni z tego ni z owego wylecia w momencie zmieniania mu wanny do kąpieli
złapałam w ostatniej chwili psa i wyprosilam z pokoju, a Felus pol godziny oblatywał meble, kwiaty i książki, po czym wrócił do siebie i poszedł spać, zmeczony podróżą
może i jestem stara, powalona świruska, ale kocham go