'Wczasy namiotowe, hy hy', jak to określiła Ida Borejko.
Wieki temu jeździłam pod namiot. Przez kolejnych dwadzieścia parę lat na hasło 'wczasy namiotowe' dostawałam drgawek i ataku oraz wykazywałam totalny brak zrozumienia dla amatorów takiej rozrywki, za co serdecznie przepraszam <sorry sorry sorry> Teraz albo zaczynam się gwałtownie starzeć, albo młodnieć, albo mam inny problem, bo zaczynam coraz częściej myśleć o wyjeździe z rodziną pod namiot właśnie.
Kiedyś, za króla Ćwieczka, kiedy jeździliśmy rodzinnie pod namiot, z rzadka zatrzymywaliśmy się na polach namiotowych, częściej na terenie rozmaitych ośrodków wczasowych albo u obcych ludzi (z polecenia, jeden znajomy drugiemu znajomemu przekazywali nas sobie z rąk do rąk wzdłuż ściany wschodniej). W tej chwili raczej mało to prawdopodobne, jak sądzę...? Jak się w ogóle przedstawia kwestia infrastruktury namiotowej? Jest miejsce, żeby coś ugotować, gdyby była taka konieczność? Mycie? Wucet? Czy młodzież balująca do rana to standard i od razu mogę sobie darować pola namiotowe? Czego unikać? Na co uważać? Co ze sobą brać, czego nie brać pod żadnym pozorem?
Jeszcze nie wiem, czy pojedziemy, oczywiście, ale gdyby nam jednak odbiło, chciałabym być przygotowana