Zjawisko chyba istniało wcześniej, tylko teraz zyskało oficjalną nazwę

Wiadomo, o co chodzi - w trakcie diety jeden posiłek na tydzień (dwa, miesiąc) lub jeden dzień w tygodniu (w miesiącu, różnie) to jedzenie towarów zakazanych albo jedzenie w większej ilości tego, co można. Oprócz znaczenia psychologicznego, zwłaszcza przy dietach obliczonych na miesiące i lata (o ile delikwent dysponuje wystarczająco silną wolą i cheat day nie przerodzi się w cheat week, month i dalej), taki oszukańczy posiłek albo dzień ma służyć, o ile dobrze zrozumiałam, uchronieniu przed przejściem w tryb głodowy i zwolnieniem metabolizmu.
Wiadomo, że na diecie nie można się głodzić, ale nawet wtedy zdarza się, że w którymś momencie waga spada dużo wolniej albo przestaje spadać kompletnie. Czy oszukańczy posiłek zdemoluje dietę, nic nie zmieni, czy może spowoduje, że waga ruszy w dół? Czy któraś z Was stosuje dietę 'raz w tygodniu mogę jeść wszystko' albo coś w tym guście? Czy to z biologicznego punktu widzenia ma sens, czy to kompletna bzdura?