eve-lynn
05.08.16, 12:04
Mam znajomych, gdzie tylko on oficjalnie pracuje na pół etatu a resztę robi na czarno - całkiem niezłą kasę ale tyra też nieźle, bo po normalnej pracy leci do "lewej" i tam robi do 20-21. Całe weekendy to samo. Jak się tylko spotykamy czasem w weekend to urywa się na chwilę z roboty, żeby z moim mężem pogadać. A jak my wychodzimy to on też, wraca do pracy. Ona trochę dorabia też na czarno. Nie chcą pracować "na biało" (on mógłby np. firmę otworzyć, robi w budowlance i remontach i to on łapie zlecenia i je robi, więc to nie jest tak, że pracodawca odmawia legalnej umowy - on pracuje samodzielnie i jeszcze innym nagrywa).
I teraz - mają problem, bo kasy mają sporo, ale w gotówce a NO czasem ciężko tak operować. Np. zapłacić do biura podróży za wakacje, albo za samochód czy jakieś większe zakupy do domu. Więc niby kasę mają, ale mogą ją wydać na drobne wydatki, jak przelew wchodzi w grę to już nie bardzo. Ostatnio ona zaczęła mnie prosić o "przysługi", czyli np. żebym zapłaciła 30 tyś nok do biura podróży za ich wakację, a oni dadzą nam gotówkę, albo żeby zapłaciła jej fakturę za dentystę, albo dziecka przedszkole, żebyśmy auto im kupili - a oni wszystko w gotówce nam oddadzą. No i teraz ciekawe co ja z tą kasą zrobię, bo przecież na konto nie wpłacę tak ni z gruszki ni z pietruszki kilkudziesięciu tyś. koron. - Zresztą nie mam jakoś ochoty na takie machloje, bo zazwyczaj większą kasę mam na lokatach czy funduszach i musiałabym sprzedawać, płacić za nich, wpłacać na konto, kupować - nie chce mi się.
Już mnie wkurza na maksa. Na razie jestem grzeczna ale zbiera się i pewnego dnia się chyba nie przyjemnie rozstaniemy...