Jestem bardzo stara , bardzo gruba i nigdy nie lubiłam się ruszać. Robiłam wszystko żeby się wywinąć z wuefu , jedyne co uwielbiałam to rower , przez dwanaście lat jeździłam codziennie kilkanaście kilometrów.Ale po wyjeździe do Norwegii przestałam używać roweru , zaczęłam tyć i sie zapuściłam. Kilka lat temu lekarz postawił mnie przed faktem dokonanym albo schudnę plus zacznę sie ruszać albo operacja na artrozę w kolanach i leki na nadciśnienie. Pojechałam cztery lata temu na dziesięć tygodni do czegoś w rodzaju sanatorium dla grubasów , pokochałam spinning i pilates , miałam zajęcia indywidualne i grupowe z dietetykiem i psychologiem , dwa lata chodziłam na siłownię , potem poślizgnęłam się w prysznicu i mocno potłukłam i zaprzestałem treningów.Forma zaczęła mi spadać i nie mogłam się zmobilizować do ponownych treningów. Kilka tygodni temu nabyłam wraz z sąsiadką bieżnię i rower stacjonarny , stoją we wspólnym korytarzu tak że wystarczy że sie zwlekę z sofy i przejdę pare kroków i mam fitness pod nosem.Zaczęłam trenować , nie jest lekko ale efekty są zadziwiająco szybkie , kiedy stanę na nogi planuję pilates który uwielbiam. Prosze o kciuki i motywacje żebym nie
odpuściła ... Teraz zakładam moje ukochane sterane buty do biegania i lecę na bieżnię , pa