isanek
22.09.16, 10:58
Jakiś czas temu był wątek- ktoś pisał o ptaku mijanym na na autostradzie, że tak utkwił w pamięci.. Wczoraj wracałam z córką z przedszkola, parę metrów przed nami przewróciła się kobieta, szła z ok.4-letnim chłopczykiem. Jakaś inna pani, która szła z naprzeciwka pomogła jej się podnieść, pytała, czy wszystko w porządku, czy w czymś pomóc, po czym poszła w swoją stronę, a my szłyśmy już bezpośrednio za tą mamą z synkiem. Widzę, że się zawraca, myślę- może chora? ale nie, ewidentnie pod wpływem alkoholu. No i zadzwoniłam na numer alarmowy.. Szłyśmy za nimi, akurat po drodze, pani coś jadła, dziecku dała sok, po czym - poszli do szkoły po drugie dziecko. To wszystko trwało pół godziny. Przez te pół godziny większość osób mijała ich totalnie obojętnie, niektórzy się odwracali i szli dalej w swoją stronę, dwie osoby miały zamiar wykonać tel na policję. Pani bez problemu odebrała starsze dziecko ze świetlicy szkolnej. Policja przyjechała po pół godzinie od mojego pierwszego telefonu i po 3-im z kolei. Wszyscy siedli do radiowozu. I tak myślę.. czy ja dobrze zrobiłam, jeśli nikt z rodziny nie zajął się dziećmi, zapewne trafiły do placówki typu pogotowie opiekuńcze, dla nich to na pewno stres..a co byłoby w domu- w domu albo mama by piła dalej, albo poszłaby spać, a może nie.. Czy inne dzieci ze szkoły widziały interwencję? Czy nie będą dokuczać starszemu, a i tak pewnie nie ma lekko. Dlaczego tak mało osób reagowało. Dlaczego pijana mama bez problemu odebrała dziecko ze świetlicy. Dlaczego policja tak dużo czasu potrzebowała na reakcję. Gdybym po pierwszym zgłoszeniu poszła na zakupy, myślę, że nie namierzyliby jej. Ale może ta mama się opamięta. Niby wiem, że słusznie zrobiłam, skąd więc te wątpliwości, czy dobrze.