nenia1
20.12.16, 14:11
Tak, wiem, codziennie giną ludzie, ale jak słuchałam wczoraj żarliwych słów właściciela firmy, który mówił, że jego pracownik jest bardzo solidny, że on ręczy za niego, że to na 100% nie on był sprawcą, że nie mają z nim kontaktu, że żona dzwoni, że wszyscy się martwią i ciągle liczą na cud.
A tu święta z drugiej strony, choinki przystrojone, lampki migocą, pierniki pachną... i już dzisiaj wiadomo, że nie żyje, zastrzelony, posiniaczony, rany od noża.
37 lat, żona, osierocił syna. Przyjechał dzień wcześniej do Niemiec i firma nie chciała go rozładować. Musiał czekać długi na parkingu no i nie doczekał...