Dodaj do ulubionych

Gdy drogi się rozchodzą

25.01.17, 13:32
Rozminęłyście się ze znajomościami/przyjaźniami ? Trochę mi szkoda.
Z X znamy się ze 20 lat, często do siebie dzwoniłyśmy, chodziłyśmy na plotki, piwko, byłam blisko niej gdy się rozwodziła 8 lat temu z mężem, dużo doradzałam, wspierałam, pożyczałam kasę na przetrwanie, robiłam za terapeutę, poświeciłam masę czasu kasy i energii. Zaraz związała się z żonatym facetem który ani nie zamierzał i ani nie zamierza się rozwodzić. Ale ona nie chce odpuścić i trwa to już 7 lat, gdzie kilka razy do roku oświadcza, że będą się rozstawać (na początku z histerią na którą się nabierałam i pocieszałam, ale jak zobaczyłam, że ona tylko wywala frustracje i robi to samo co robiła, to przestałam się tymi histeriami jej przejmować, opowieści o dramatach z kochankiem puszczałam mimo uszu)
, po czym sama podtrzymuje usilnie znajomość z kochankiem by trwała nadal.
Facet dba o swoje interesy, odbębnia obowiązki wobec swojej rodziny, majątek inwestuje w nieruchomości wspólne z żoną, wyposaża dzieci (oboje mają już prawie dorosłe), a ona miota się nie radząc sobie ze swoimi dziećmi (jeden nie chce się uczyć ani pracować) i czeka że może jednak nakłoni pana do bycia razem i jakiejś większej wspólnoty. Co jakiś czas zadziwiają mnie jej wypowiedzi typu "mamy teraz 18nastkę córki pana" , nie bardzo rozumiem dlaczego używa słów "my mamy" , jeśli to on z żoną to ma, a ona jest tam na przylepkę i zna tylko z opowieści, córki nie zna osobiście i nie pozna, bo ich układ jest od zawsze trzymany w tajemnicy.
Przeżyła już rozczarowania typu że pan kupił mieszkanie, myślała, że dla nich obojga, okazało się że to dla pana syna, a dla nich służyło tylko jako chwilowe lokum na amory do czasu końca remontu; albo to, że nie pojechali razem na wakacje bo pan się bał pytań żony, wyjeżdzają razem na 2-4 dni pod pretekstem delegacji z pracy; albo to, że jej w ramach prezentu dał jakiś symboliczny drobiazg a równocześnie żonie wyposażył kuchnię za 25tys, że jej zasponsorował małą choinkę ale to z żoną spędził święta i sylwestra, itd Niby z żoną już nie jeździ na wakacje i nie chodzi na imprezy inne niż rodzinne, ale nie chodzi także z X.
A spotykają się często, przynajmniej raz w tygodniu, często wyjeżdżali na weekendy, często spotykają się po hotelach, itd. Więc po tylu latach równoległego związku zaczęła się czuć, że ten pan jest bardziej jej niż tej żony z którą tylko w domu się mija a na pewno bez czułości.

Po jej rozwodzie zapowiedziałam, że nie mam sił ani ochoty przerabiać jej kolejnych perypetii miłosnych, swoje zdanie na temat tkwienia w związku z żonatym wypowiedziałam po roku ich "związku" - że jak chce mieć tylko kochanka to niech korzysta o ile potrafi nie angażowac emocji, ale jak chce mieć związek to niech szuka kogoś innego bo z tego nic nie będzie. Potem konsekwentnie podtrzymywałam zdanie i jak zaczynała mi truć znowu że pan to i tamto, i zasypywała mnie informacjami jak się bzykali tam i siam i jak fajnie było a jaki on na tańcach był zazdrosny o innych adoratorów...itd.. Dla mnie żadna przyjemność tego wysłuchiwać, jak widzę, że układ zaplątany a przede wszystkim wcale nie jest spokojny i taki jak ona chce, tylko ciągle w nim ma rozbujane emocje, miota się między tym co lubi i chciałaby(jest w facecie bardzo zadurzona i chce z nim być) a poczuciem winy, że facet tyle lat ukrywa ich układ, że sama się musi tajniaczyć, że jest w roli tej gorszej, społecznie potępianej itd a przede wszystkim, że facet nie zamierza od żony odchodzić.
Więc huśta sobie emocje od euforii po depresję, ale jak mowię "zmień to" to całą sobą broni sytuacji i nie pozwala nic niepochlebnego na temat kochanka mówić.
Więc i ja nie miałam już ochoty jego tematu wałkować ani wysłuchiwać szczegółów ich pożycia intymnego, więc jak zaczynała ten temat to ja skręcałam na inny. I okazało się, że nie mamy o czym mówić, bo moje opowieści o zwyczajnym moim życiu bez drastycznych problemów nie są dla niej specjalnie ciekawe, a jej całe życie i myśli wypełnia kochanek i amory z nim więc wiecznie skręca z tematem na niego .
I ostatnio tak zaczęła znowu narzekać,
bo kochanek zrezygnował z jednej pracy, przez co przestali się widywać w weekendy bo już nie ma jak okłamywać żony że do pracy idzie, X fatalnie się z tym poczuła bo myślała, że po rezygnacji z pracy to dla niej będzie miał więcej czasu.
I X została sama w weekend z narastającym dołem. Do tego z dziećmi problemy.
I zaczęła mi nawijać, jakie to baby są okropne, bo żona kochanka "nie chce mu dać rozwodu choć on jej cały majątek chce zostawić!" .
- ja na to "yyyy? ale przecież to nie ona mu rozwód daje, jak chce się rozwieźć to niech złoży do sądu i sąd mu da, majątek mogą podzielić jak chcą, znam takiego co zostawił żonie i dzieciom dom a później kilka lat psioczył jako in nieszczęśliwy a żona pazerna, jakby twój chciał się rozwieźć to by dawno to zrobił" .
X oburzona, jaka ja zrzędliwa się zrobiłam, że baby okropne, jak taka wzięła dom to nic już nie powinna chcieć, nawet alimentów na dzieci!
A na moje "niby czemu ma dzieciom alimenty zabierać?" wściekła się, że ja beznadziejna jestem, taka się zrobiłam zgryźliwa, że wcale się chłopom nie dziwi że na kobiety tak narzekają że są pazerne i wredne
a jak taka żona obowiązków małżeńskich nie spełnia to nie powinna siłą męża w domu trzymać tylko mu rozwód dać, a dom przepisać na dzieci.
Ja znowu "yyy? a po co kobieta po 40tce ma zapisywać dom na dzieci? przecież jeszcze kawał życia przed nią, moze wyjśc za maż, a przepisując na dzieci zamyka sobie drogę do manewru dalej w życiu, wcale też nie wiadomo gdzie dzieci będą chciały żyć" i jeszcze "mówisz że żona obowiązków nie spełnia a czy facet spełnia jako mąż, jeśli od lat większośc wolnego czasu spędza z tobą a nie z żoną, kasę na wyjazdy wydajecie razem a nie on z żoną na budowanie romantyzmu? to jak to tylko żona jest tu nieuczciwa w związku?" ..
tu już się X wściekła strasznie, bo ona na wyjazdach zapłaciła za siebie połowę i wcale pan żonaty do niej nie dokłada, a ona jest oburzona, że ja jestem taka agresywna(sic?) wobec pana bo on jest ważną częścią jej życia i ja powinnam to szanować.
uff
No i skończyło mi się 20letnia znajomość.


Obserwuj wątek
    • nathasha Re: Gdy drogi się rozchodzą 25.01.17, 13:38
      Pewnie sie skonczyla do momentu jakiegos wiekszego dramatu i wroci z placzem kobiety skrzywdzonej przez los w osobie pana. I mniemam ze to przyjazn nie byla skoro sie tak nie liczyla z Twoim zdaniem wiec i zal mniejszy i krotszy.
      • lispokis Re: Gdy drogi się rozchodzą 25.01.17, 14:56
        A czy nie ma w tym racji, że ten facet był częścią jej życia, jej wyborem, więc powinnam go akceptować bez oceniania będąc jej przyjaciółką? Zastanawiam się nad tym. Gdy go poznała byłam jedyną osobą której się zwierzała na jego temat, bo innym się wstydziła że żonaty, myślała chyba że moją osobą usankcjonuje ten swój związek jako normalny układ, wyprowadzi na światło dzienne, będzie się "dzielić swoim szczęściem", ale ja byłam niechętna spotkaniom razem bo dla mnie to było wszystko na głowie postawione i nie chciałam brać w tym udziału(choć wydaje mi się, ze kochanek też się ujawniać nie chciał), za dużo znałam szczegółów z jej życia z mężem, wolałam żeby z kochankiem sprawy sobie sama załatwiała bez mieszania mnie w ogóle do tego.
        A może powinnam to inaczej zrobić i w związku z tym, że ona w niego zapatrzona to też radośnie ich na wspólne spotkania namawiać.
        • ola_dom Re: Gdy drogi się rozchodzą 25.01.17, 15:19
          lispokis napisała:

          > A może powinnam to inaczej zrobić i w związku z tym, że ona w niego zapatrzona
          > to też radośnie ich na wspólne spotkania namawiać.

          Ale Ty raczej jesteś teraz kubłem na jej emocje, a nie jestem pewna, czy tylko do tego ma sprowadzać się przyjaźń?
          • lady-z-gaga Re: Gdy drogi się rozchodzą 25.01.17, 15:24
            dobre określenie, jakbym siebie widziała i moją (byłą) przyjaciółkę smile
            • ola_dom Re: Gdy drogi się rozchodzą 25.01.17, 15:29
              lady-z-gaga napisała:

              > dobre określenie, jakbym siebie widziała i moją (byłą) przyjaciółkę smile

              Z tegoż forum, też je lubię, bo niezmiernie trafnie oddaje sprawę.
        • zona_mi Re: Gdy drogi się rozchodzą 25.01.17, 15:24
          > powinnam go akceptować bez oceniania będąc jej przyjaciółką

          Mogłaś to tolerować, bez obowiązku akceptowania.
          Wasz układ widzę jako pasożytniczy, a nie symbiotyczny, więc dla Ciebie chyba lepiej, że się skończył? Masz duże poczucie straty?
          • lispokis Re: Gdy drogi się rozchodzą 25.01.17, 16:09
            Sama nie wiem czy mam duże poczucie straty. Jest mi przykro, ale póki co czuję się zmęczona sytuacją i zniechęcona. Szkoda mi bo mam niewielu znajomych szczególnie tak długo znanych.
            • zona_mi Re: Gdy drogi się rozchodzą 25.01.17, 17:06
              Może gdy ta jemioła przestanie na Tobie wisieć, znajdziesz miejsce dla innych ludzi wokół siebie.
        • aqua48 Re: Gdy drogi się rozchodzą 25.01.17, 15:27
          lispokis napisała:

          > A czy nie ma w tym racji, że ten facet był częścią jej życia, jej wyborem, więc
          > powinnam go akceptować bez oceniania będąc jej przyjaciółką? ale ja byłam niechętna spotkaniom razem bo dla mnie to było wszystko na głowie postawione i nie chciałam brać w tym udziału

          Nie, nie masz żadnego obowiązku ani wysłuchiwać o kimś, ani spotykać się z osobą której zachowania nie akceptujesz. Przyjaźń nie polega na bezwarunkowej akceptacji cudzych wyborów i dostosowania się do nich kosztem własnych przekonań. Przyjaźń polega też na krytyce tego co nam się nie podoba i odmowie tego czego nie akceptujemy.
        • nathasha Re: Gdy drogi się rozchodzą 25.01.17, 15:40
          W moim odczuciu absolutnie powinnas byc soba w tym zwiazku z przyjaciolka, Twoje odczucia sa tak samo wazne i godne szacunku jak jej. Z dawnych czasow pamietam jak zwiazalam sie z malo fajnym choc niezonatym facetem. Przyjaciolka go poznala, wszystko ok. A potem koles zaczal stosowac malo sympatyczna przemoc psychiczna, szantaz, wpedzanie mnie w poczucie winy. I ja bedac w srodku tego bajzlu, jeszcze zakochana, naprawde tego nie widzialam. Widziala przyjaciolka. I po kilku sesjach pocieszenia, doradzania, proby zrozumienia postepowania faceta, zagrala ze mna w otwarte karty i powiedziala ze czas z tym skonczyc, ze to nie dla mnie, ze on nie jest ok, ze trzeba pocierpiec ale sie z tego wywinac i ze ona gwarantuje mi ze naprawde to nie jest zaden partner. Poszlam za jej rada ale wiem ze gdybym nie poszla to nadal by byla moja przyjaciolka ale zdania by nie zmienila i do mnie nalezalo je uszanowac. Przyjazn to naprawde nieegoistyczny zwiazek gdzie sie chce dobra tej drugiej osoby i trzeba to zrozumiec i zaakceptowac. Takze Twoja kolezanka nie ma racji, zachowala sie nie fair, Ciebie traktowala nie fair i prawdopodobnie, przykro mi, ale bylas jej potrzebna do zwierzen bo znalas wszystkie okolicznosci. Li i jedynie.
          • lispokis Re: Gdy drogi się rozchodzą 25.01.17, 16:18
            Niestety przyjaciółka za bardzo mnie obciążyła swoim rozwodem, wtedy zachowywała się "przecież to ja jestem biedna mi się pomoc należy", zarzucała mnie wszystkimi problemami, a ja się bałam czy dobrze jej doradzam, a było tam ostro. Dużo mnie to kosztowało, dlatego zapowiedziałam, że koniec z robieniem za psychologa w kwestii jej kolejnych facetów, więcej w taką relację "ratownika" nie wchodzę. Ze dwa lata musiałam walczyć o to, żeby uszanowała, że ja już nie mam miejsca dla niej w tym "kuble na emocje". Oczywiście tłumaczyła to tym, że "ona się chce tylko wygadać bo wtedy jej emocje opadają a rad wcale nie potrzebuje" więc dlatego o tym ciągle mówi i jak coś się dzieje to wydzwania na długie pogaduchy. No tak, ona chce się wygadać a ja to co, jeśli ja tego nie chcę słuchać to chyba też mam prawo nie słuchać?
            • ola_dom Re: Gdy drogi się rozchodzą 25.01.17, 16:21
              lispokis napisała:

              > No tak, ona chce się wygadać a ja to co, jeśli ja tego nie chcę słuchać to chyba też mam prawo nie słuchać?

              Masz prawo nie chcieć słuchać tego, co Cię nadmiernie obciąża emocjonalnie - a tak chyba właśnie jest?
            • nathasha Re: Gdy drogi się rozchodzą 25.01.17, 19:52
              "No tak, ona chce się wygadać a ja to co, jeśli ja tego nie chcę słuchać to chyba też mam prawo nie słuchac?" Tu sie z Toba nie zgodze. Masz prawo nie dawac rad, nie byc w to wmieszana, ale jesli przyjaciolka chce pogadac to jednak bym zawsze wysluchala. Zawsze.
              • stoijedna Re: Gdy drogi się rozchodzą 25.01.17, 20:16
                Nie zgadzam się. Bo znam takie które potrafią gadać o sobie przez całe spotkanie i zapytają co u ciebie tylko z wyuczonej kurtuazji, by po chwili przerwać i kontynuować swoje tokowanie. I tak za każdym spotkaniem. To może niech sobie lustro sprawią i do niego gadają. Bo to nie rozmowa tylko przymus wywalenia na innych brudu z siebie. Jak już wywalą to wracają do siebie dalej brud gromadzić i znowu się spotkają by go wyrzygać na ciebie. Potrafią tak latami. I jeszcze się obrażą, jeśli nie zechcesz słuchać. To są zwyczajne niedojrzałe zaburzone osobowości od których lepiej się trzymać z daleka. Bo jak raz pokażesz, że jesteś skłonna czynnie wysłuchiwać ich trucia, to przysysają się jak wampiry.
                Zdrowa relacja ma być wzajemna. Jeśli ktoś sygnalizuje, że już nie ma siły czegoś mojego na siebie brać, a ja mu i tak wrzucam ten bagaż na grzbiet bo mi się go nie chce nieść, to jestem świnią a nie przyjaciółką.
                • stoijedna Re: Gdy drogi się rozchodzą 25.01.17, 20:28
                  Przypomniałam sobie np taką sytuację:
                  dzwoni znajoma, właśnie oglądam film który mnie ciekawi, mówię jej o tym,
                  ona nawija o swoich sprawach informując m.in., że ogląda regularnie serial o 9.00, ja ją informuję że tego jej serialu nie oglądam, ale na innym kanale o 9.45 jest mój ulubiony i ten będę oglądać
                  koleżanka nawija o swoich sprawach (odwieczne kłopoty z facetami i narzekactwo), cierpliwie słucham, z filmu mało co zapamiętałam, po czym wybija godzina 9.00 i koleżanka natychmiast przerywa i mówi, że kończy bo jej serial się zaczyna i trzask słuchawką
                  mnie szczęka nieco opadła, bo taka rozgadana a tak nagle skończyła
                  ale nic to,
                  usiadłam przed tv o 9.45 by obejrzeć swój serial a tu telefon, odbieram i co? ta sama koleżanka oświadcza, że właśnie jej serial się skończył więc dzwoni kontynuować rozmowę..i nawija dalej o beznadziejnych facetach którzy jej nie chcą.. ciekawe dlaczego tak dobra koleżanka nie zapamiętała, że o tej godzinie to ja mam do obejrzenia serial
                  pewnie dlatego, że dla niej byłam odbiornikiem, nie człowiekiem.
                • nathasha Re: Gdy drogi się rozchodzą 25.01.17, 20:40
                  Ale tu chyba juz punkt wyjscia jest zly, tzn komunikacja nie przechodzi. Moja przyajciolka mnostwo w pewnym momencie mowila o swoich problemach, ktore mnie sie takie problematyczne nie wydawaly, ale ja gryzly, wiec chodzilo o to zeby ja pocieszyc, podtrzymac, etc. Nigdy by mi nie zabierala czasu ktory koniecznie musialabym na cos innego przeznaczyc, nigdy nie bylo tak ze nie interesowalo ja co u mnie, po prostu w danym momencie jej problem ja przytlaczal. I nawet gdyby to byl moj ulubiony serial swiata, bylabym gotowa go dla niej poswiecic. Wiec ja mowie tu o zdrowej relacji, o takiej jaka powinna byc,,przyjaciel ma wysluchac, przyjaciel a nie kolega.
                  • stoijedna Re: Gdy drogi się rozchodzą 25.01.17, 20:51
                    Zdrowa relacja by się nie rozeszła. Prawda? Jeśli dziewczyna napisała, że wcześniej jej przyjaciółka zrzuciała na plecy swój rozwód i sprawy z mężem a później od lat wbrew jej prośbom próbuje dorzucić frustracje z żonatego kochanka to o czym mówimy?
                    Tu nie widzę relacji, że ktoś potrzebuje faktycznie pogadać, tylko że ktoś tkwi w g... od lat ma te same frustracje, nie zamierza nic naprawiać a potrzebuje wywalić na kogoś innego złość by sobie ulżyć więc używa autorki jako odbiornika.
                    • nathasha Re: Gdy drogi się rozchodzą 26.01.17, 12:45
                      Moja byla zdrowa i sie rozeszla i to nawet w dosc dramatycznych okolicznosciach.
    • aqua48 Re: Gdy drogi się rozchodzą 25.01.17, 13:39
      I bardzo dobrze, skup się na swoim życiu i swoje problemy rozwiązuj, nie koleżanki ani jej pana i jego żony..
    • bei Re: Gdy drogi się rozchodzą 25.01.17, 15:15
      Wroci smile
      Dwadziescia lat bylo jej z Toba dobrze, przejdzie jej drazliwosc to wroci.
      Ona chce wygadac sie, nie chce rad, dyskusji. Znasz ja juz bardzo dobrze, jesli ma jakies zalety, to powinnas przymknac oczy na wade, jaka jest jej narzekanie i widzenie swiata przez bardzo osobniczy filtrsmile
    • lady-z-gaga Re: Gdy drogi się rozchodzą 25.01.17, 15:18
      Owszem, owszem. Rozminęły się smile bez żalu zakonczyłam kiedyś toksyczną długoletnią przyjaźń.
      Z wiekiem zrozumiałam wreszcie, że jestem za dobra na to, aby służyć komus za rozmowcę tylko po to, by nie musiał/a gadać do siebie. Nie warto tracic czasu i emocji na ludzi, którzy nie pozwalają sobie pomoc, nie chcą wyjść z kręgu narzekania i nie widza nic, poza własnymi problemami.
      • ciapkiwciapki Re: Gdy drogi się rozchodzą 25.01.17, 15:33
        a ja to właśnie chciałam napisać... niemalże tymi samymi słowami.
        jeszcze jedno: moja przyjaciółka najlepiej czuła się w sytuacjach , kiedy mnie coś się waliło. jak ona wtedy pomagała, jak pocieszała...
        a jak u mnie działo się coś fantastycznego - zmieniała się z złośliwą babę, wtykającą szpilę za szpilą.
        zakończyłam znajomość. był żal, ale też uczucie ogromnej ulgi
        • nathasha Re: Gdy drogi się rozchodzą 25.01.17, 15:43
          "a jak u mnie działo się coś fantastycznego - zmieniała się z złośliwą babę, wtykającą szpilę za szpilą"
          To jakas podla raszpla a nie zadna przyjaciolka!
          • ciapkiwciapki Re: Gdy drogi się rozchodzą 25.01.17, 15:51
            ale wiesz, na oczy przejrzałam po takiej wiellllkiej szpili po której ślad długo się goił. wcześniej zawsze ją tłumaczyłam, przed sobą, mężem, innymi. bo ona taka jest i wyrozumiałym trzeba być. przecież w trudnych chwilach zawsze była obok. teraz mam podobne zdanie do tego, które wyraziłaś wyżej. ale... jeśli potrzebowałaby naprawdę pomocy, jeśli byłoby jej źleteraz gdy kontaktu nie ma - ja bym jej pomogła. pomimo wszystko. a może ze względu na wszystko
            • nathasha Re: Gdy drogi się rozchodzą 25.01.17, 16:17
              Zawsze szkoda takiej relacji w ktora sie duzo zainwestowalo. No ale pewne zachowania sa niedopuszczalne. Rozumiem ze mozna po ludzku zazdroscic ale jednoczesnie cieszyc sie szczesciem.przyjaciela, pragnac tego samego ale nie jego kosztem
        • la_mujer75 Re: Gdy drogi się rozchodzą 25.01.17, 15:49
          Ja już dawno temu zauważyłam, że "przyjaciół poznaje się w szczęściu", a nie jak ludowe przysłowie mówi "nieszczęściu".
          Też miałam dwie przyjaciółki, dopóki w moim życiu nie zaczęło się układać sad I też nie żałuję tej "przyjaźni".
        • lispokis Re: Gdy drogi się rozchodzą 25.01.17, 16:03
          Ja też lubie pomagać i mam do tego wrodzone predyspozycje chyba - ale do pewnego momentu i bez przesady.
          Więc może moja przyjaciółka właśnie tak to postrzega, że jak u niej romans z kochankiem kwitnie to ja ją wredna złośliwa krytykuję..
          W tym układzie z X akurat to ja byłam w roli tej pocieszycielki i ratowniczki. Moje problemy przy jej problemach były banalne i aż głupio by było je poruszać. I układ dobrze funkcjonował dopóki właśnie mogła się u mnie wyżalić, ja się przejmowałam, radziłam, pocieszałam, szperałam po internecie by znaleźć rozwiązania na jej problemy..
          Dodatkowo, gdy nie miała problemów miłosnych, to zawsze miała problemy finansowe, a ja miałam stabilną sytuację majątkową więc byłam sprawdzonym i pewnym pożyczkodawcą, że wystarczy zadzwonić i poprosić i znowu był pretekst do spotkania się i pogaduszek przy piwku. Przez jakiś czas to mi odpowiadało, bo był pretekst do spotkań, ale później zauważyłam że się robi z tego tradycja i hasła koleżanki "przecież dla ciebie to nie problem te kilka stów mi pożyczyć" zaczęły mnie drażnić.
          Systematycznie zaczynałam odcinać tą swoją rolę ratownika, kubła na emocje i banku, ciężko było koleżance to zaakceptować ale starała się i wydawało się, że wypracowałyśmy nowe przyzwoite relacje, przy okazji rozwodu musiała trochę emocji poprzerabiać więc wydawało się że układ dopracowałyśmy na zadawalający obie strony.
          Pożyczek już od dwoch lat nie udzielam, mam inne wydatki więc i wymówka się znalazła, popracowałam nad asertywnością, nauczyłam się odmawiać i ok, znalazła innych pożyczkodawców, dobrze zarabia, mnie już nie pyta o kasę. Zaczęły się spotkania by się spotkać a nie by kasę pożyczać albo terapię robić.
          Ale cały czas chyba miała żal o to, że nie zachwycam się tym jej kochankiem, nie chcę słuchać o nim i ich intymnych sprawach i że krytykuję jej postępowanie w niektórych sprawach, odzierając ze złudzeń w których lubi tkwić i się nimi epatować. Chciała podziwu, wsparcia, poparcia siebie, a ja jakoś średnio się czuję gdy ciągle skręca na tematy wartościowania się poprzez seksualność i wesołe propozycje jakichś żonatych gości z pracy. Może jestem zbyt krytykancka. Ona jest żywiołowa radosna kobietka lubiąca seks i najchętniej gada o facetach i seksie. Ja , poza plotkami o znajomych, bym wolała porozmawiać w knajpie o jakimś najnowszym filmie niż o tym że jeden jej przysłał gołego mikołaja, a tamten się podkochuje i propozycje składa, a z swoim to w samochodzie takie numery robili że lusterko stłukli. Jakoś niespecjalnie się czuję ciągle zapraszana do ich spraw intymnych, gdzie dawno temu prosiłam, by sprawy z kochankiem zachowywała dla siebie..
          • ola_dom Re: Gdy drogi się rozchodzą 25.01.17, 16:13
            lispokis napisała:

            > Jakoś niespecjalnie się czuję ciągle zapraszana do ich spraw intymnych,
            > gdzie dawno temu prosiłam, by sprawy z kochankiem zachowywała dla siebie..

            Łomatko, to jakaś skończona ekshibicjonistka-mitomanka, naprawdę nie masz obowiązku się z nią "przyjaźnić"...
            Drogi Wam się rozeszły, trafnie to podsumowałaś.
      • lispokis Re: Gdy drogi się rozchodzą 25.01.17, 16:26
        >Z wiekiem zrozumiałam wreszcie, że jestem za dobra na to, aby służyć komus za rozmowcę tylko po >to, by nie musiał/a gadać do siebie.


        Olśniło mnie, to, że kogoś się potrzebuje za rozmówcę tylko po to by nie gadać do siebie. Chyba załapałam zależność. Koleżanka w czasie rozwodu z mężem była zachwycona moimi radami, bo były zgodne z jej chęcią porzucenia męża dla nowego faceta(mąż tak beznadziejny, że nie szkoda). Ale od czasu bycia z kochankiem moje uwagi zaczęły ją uwierać, bo nie pasowały do tego co by chciała. Więc jak coś jej sugerowałam, to już z jej strony była blokada, że ja się nie znam, nie wiem, itd.
        • lispokis Re: Gdy drogi się rozchodzą 25.01.17, 16:29
          A cały czas została jej emocjonalność potrzebująca wyrzucenia z siebie złych emocji, żeby dalej tkwić w tym samym, to cały czas próbowała czy nie dam się do tej samej co dawniej roli zaangażować.
          • lady-z-gaga Re: Gdy drogi się rozchodzą 25.01.17, 16:50
            Dokładnie to miałam na mysli pisząc o gadaniu do siebie smile ktoś potrzebuje ciągłego mówienia o swoich emocjach, opowiadania swojej historii w taki sposob, w jaki sam ją chce widzieć. Słuchacz ma reagować tylko na tyle, żeby było widac, że pilnie śledzi akcję. Tyle tylko wtrącić, żeby opowiadacza nie wybić z rytmu i nie przerwać wątku smile
            • lispokis Re: Gdy drogi się rozchodzą 26.01.17, 12:23
              Tak właśniesmile Ja wolę inny styl rozmowy, że faktycznie aktywnie się słuchamy i komentujemy, wyrażamy swoje zdanie. Przeszkadza mi jeśli widzę, że ktoś mnie nie słucha albo klepie smsy w trakcie niby "naszej" rozmowy.
              A X chyba właśnie woli żebym tylko była, słuchała (w kółko przez lata tego samego) i potakiwała, bo jak wyrażę swoją opinię albo zasugeruję zmianę to jej się nie podoba i jest kwas. Może trzeba jej swoją kukłę dać, żeby mogła do niej gadać do woli i czuć się usatysfakcjonowana brakiem podsumowań "rozmowy" z kukłą.uncertain
      • menodo Re: Gdy drogi się rozchodzą 25.01.17, 16:44
        Nie warto tracic czasu i emocji na ludzi, którzy nie pozwalają sobie pomoc, nie chcą wyjść z kręgu narzekania i nie widza nic, poza własnymi problemami. "

        Kilka lat temu też w końcu do tego doszłam i w ciągu roku zakończyłam trzy długoletnie bardzo bliskie przyjaźnie.
        Na początku było mi z tym źle, miałam poczucie winy (hehe) i czułam się bardzo samotna - nagle okazało się, że mam bardzo dużo czasu i energii do zagospodarowania wink - ale to tylko świadczy o tym, jak bardzo byłam zatruta tymi toksycznymi związkami.
        • lady-z-gaga Re: Gdy drogi się rozchodzą 25.01.17, 16:55
          Ze mną też tak było. I doszłam do wniosku, ze przyjaźń jest przereklamowana smile
          Od 10 lat mam dużo luźnych znajomości, z ktorych czerpię przyjemność. Co najważniejsze, nie czuję się wykorzystywana, bo nie angażuję się uczuciowo w cudze problemy bardziej, niż osoba, ktore sobie te problemy stworzyła smile
          • menodo Re: Gdy drogi się rozchodzą 25.01.17, 17:04
            O to-to smile
    • jola-kotka Re: Gdy drogi się rozchodzą 25.01.17, 15:57
      Nie rozminely sie tylko slusznie laska sie wsciekla,nawet jesli ma problemy to nalezy uszanowac ze takie zycie wybrala,potrzebuje wsparcia,przyjaciolki ktorej moze sie wygadac. A ty zamiast nawet nic nie mowic tylko sluchac wdalas sie w dyskusje prowadzac ja tak aby kolezance za wszelka cene uswiadomic ze ona dla pana to worek na sperme i nic wiecej. Jesli cie tak draznia jej opowiesci trzeba bylo jasno powiedziec ze na ten temat nie chcesz rozmawiac. A co robisz sluchasz dokladnie zapamietujesz i sprzedajesz obrzydliwie na forum. Komu taka przyjaciolka potrzebna?
      • lispokis Re: Gdy drogi się rozchodzą 26.01.17, 12:10
        Wielokrotnie jej mówiłam, że na tematy jej kochanka nie chcą rozmawiać, pomimo tego ciągle do niego nawracała, wciskała mi szczegóły z ich pożycia, czy to ma działać w jedną stronę, że ja mam obowiązek jej wysłuchiwać (bo jakieś problemy ma ciągle) a ona nie musi słuchać mnie? Wie jakie jest moje zdanie na temat układu w jakim z własnej woli tkwi, jeśli ciągle nawraca do tego tematu to chyba zaspakaja jakąś perwersyjną potrzebę by dostać tę krytykę i móc się egzaltować poczuciem bycia nierozumianą. Gdy ja opowiadam jakieś swoje sprawy to często się zdarza, że mnie wcale aktywnie nie słucha, potrafi w międzyczasie klepać smsy, czyli dla niej za duży wysiłek żeby o moich sprawach faktycznie posłuchac ale ja muszę słuchac o jej sprawach i jeszcze nie mieć prawa do komentarza żeby nie urazić? Bez jaj..
    • redheadfreaq Re: Gdy drogi się rozchodzą 25.01.17, 16:15
      Również niedawno zakończyłam, a przynajmniej przyciełam przy ziemi pewną wieloletnią znajomość - kiedy zorientowałam się, że jestem kubłem do wylewania potoków pomyj na męża, z którym, notabene, związek jej niemal od początku odradzałam. Pewnie, nie ma obowiązku mnie słuchać, ale sama była wobec faceta skrajnie nie w porządku (do zdrady włącznie). Ot, miałam po dziurki w nosie cudzych dramatów na własne życzenie.
    • gama2003 Re: Gdy drogi się rozchodzą 25.01.17, 16:20
      Owszem. Najczęściej wtedy, gdy z czyjegoś kubła na emocje chciałam zmienić status na - teraz ja potrzebuję wysłuchania i wsparcia. Niestety.
      Dlatego czas i różne wydarzenia życiowe zrobiły ostrą selekcję wśród ,, przyjaciół,,
      Teraz nie szafuję tym słowem ani swoją przyjaźnią. Jestem lojalną i oddaną przyjaciółką. Ale oczekuję wzajemności. Wyrosłam z bycia konfesjonałem, o którym się zapomina, gdy nie jest potrzebny.
      • lispokis Re: Gdy drogi się rozchodzą 26.01.17, 12:17
        >Owszem. Najczęściej wtedy, gdy z czyjegoś kubła na emocje chciałam zmienić status na - teraz ja >potrzebuję wysłuchania i wsparcia. Niestety.


        Tak, też zaobserwowałam właśnie to. Długo było tak, że na każdym spotkaniu to ja zaspakajałam jej potrzeby wygadania się i dostania wsparcia i porad, ona zachwycała się jaka jetsem wspaniała i mądra że takie rady daję. A ja byłam wyssana z sił, że zaczęłam w końcu walczyć o swój udział by była równowaga w tym kto ile mówi o sobie, ciężko było się przebić by być dopuszczonym do głosu, ale z biegiem czasu to się udawało. Tak przynajmniej mi się wydawało. Bo ostatecznie się nie udało. Ten układ funkcjonował jak ja wysłuchiwałam i wspierałam. W drugą stronę jakoś jednak nie zadziałał. Nawet w układzie pół na pół działać nie chce.
    • tajemnicza.a.m Re: Gdy drogi się rozchodzą 25.01.17, 17:20
      Miałam podobną koleżankę. Mieszkałam z nią i z jej przyszłym mężem jakiś czas ( współlokatorzy nie jakaś pomoc)
      Kilka miesięcy temu zakończyłam z nią znajomość. Też mi było szkoda ale chyba dobrze zrobiłam. Tacy ludzie, to toksyczni ludzie.
      Gdy mieszkałyśmy razem była normalna.
      Potem znów zamieszkałyśmy razem w innym kraju. Ona przyjechała bez męża ( pobrali się międzyczasie) I nastał zonk.
      Zaczęła zachowywać strasznie:
      - napalona, wygłodniała kocica..
      Poznała jednego wzięła go do łóżka, wyszedł cokolwiek tam robił, przyszedł następny aby wejść do łóżka..itp.
      Niby jej sprawa ale zaczęła kłamać w żywe oczy robiąc ze mnie niedorozwoja umysłowego i cnotkę niewydymkę. Ona jest normalna, bo normalni ludzie w związku małżeńskim poza domem śpią z innymi i to razy kilka sztuk tej samej nocy, czy tam dnia.
      Ona złego nic nie robi, ona jest super, wszyscy co ja obgadują a sporo się takich znalazło to jej zazdroszczą. Kilka miesięcy ściemniała, kłamała, manipulowała i myślała, że wszyscy w tym ja jej wierzą. Miałam już jej dość.
      Kiedy jej to powiedziałam rozpłakała się bo ona ma problemy z mężem ( 1,5 roku po ślubie) bo on się denerwuje tym co ona wyprawia a ona nic nie robi. Stwierdziła też ze się zauroczyła.

      Chciałam się odciąć od niej a wtedy zaczęła pokazywać jaka jest fałszywa.
      Wspierała się z inną koleżanką, że zdrady sa ok a potem śmiała sie z niej jak się z innym bzykała na pół bloku..

      Zerwałam bo stwierdziłam, że ma problemy z głową: zaburzenia emocjonalne czy coś.

      Skoro Toja przyjaźń przetrwała tyle lat to kobieta była w miarę normalna. Po rozwodzie jej odbiło i brnie tak gdzie dostaję odrobinę/namiastkę szczęścia dla siebie. Myślę, że po takich przebojach powinnaś się odciąć. Jak zmądrzeje to sama odnowi kontakt, jak nie popłynie jak moja koleżanka.
      Tyle, że moja od młodości miała nie równo pod sufitem. Dobrze się maskowała.
      • lispokis Re: Gdy drogi się rozchodzą 28.01.17, 17:03
        Tu aż tak drastycznie nie było. Taka była już przed rozwodem, zawsze bardzo uzależniona od posiadania faceta i amorów. Tylko wtedy nie widywałyśmy się zbyt często a na spotkaniach to były fajne plotki o sprawach męsko-damskich.
        Obecnie ja już naprawdę nie miałam siły nosić na sobie jej problemów bo one się nie zmieniają a ona rozwiązania odrzuca. Gdy się rozwodziła to wzięłam na siebie bardzo dużo tego, co ona przerobić powinna sama ale twierdziła że nie ma siły/czasu/pieniędzy. Ile się dało to jej przekazałam wiedzy. Czułam się po wszystkim tym wyczerpana, oddałam jej ponad rok swojego życia nie zajmując się wtedy swoim. Zapowiedziałam, że ostatni raz tak się angażuję w jej sprawy z facetami i finanse, że reszta już należy do niej samej. Była mi wdzięczna, że tak mocno ją wspierałam i mówiła o tym jak kiedyś mi się odwdzięczy, ja nie potrzebowałam odwdzięczania, tylko normalnej relacji dwóch dorosłych osób które czasem wymienią poglądy ale każda za siebie odpowiada samodzielnie. I tego zabrakło. W związku z kochankiem nadal usiłowała po staremu nic zmieniać w swoim zachowaniu, myślała chyba, że podobnie jak dotąd będzie mnie zarzucać szczegółami pożycia z kolejnym facetem a moją rolą będzie uważnie słuchać, ratować i znowu przeżywać "ojej, jakaś ty biedna to ja ci dam kasę/pomogę/wysłucham/wesprę bo tobie się należy bo ty masz takie skomplikowane życie". I też kilka razy złapałam ją na kłamstwach, miałam wrażenie, że dla faceta jest w stanie zrobić wszystko, jemu ściemnia żeby dobrze przed nim wypaść, mnie ściemnia żeby też za dużo nie stracić bo byłam potrzebna. Zresztą kilka razy ostatnio gdy usiłowałam opowiadać o swoich sprawach to widzę, że nimi zainteresowana nie jest, czeka tylko kiedy skończę albo wchodzi w słowo jakby wcale nie słuchała albo pisze smsy z kim innym, więc co mam myśleć, że jestem tak nudna, że nie ma sensu mnie słuchać, albo że uważa swoje problemy za większe i jedyne warte uwagi. I jeszcze to, że chce żebym siedziała i słuchała o jej nierozwiązanych sprawach ale już nie chce słuchac mojego zdania na ten temat (bo je zna od dawna i się z nim nie zgadza "widać że nigdy nie byłaś w takiej sytuacji więc nie wiesz jak to jest") , więc jestem w roli takiego kubła który ma słuchac, potakiwać, współczuć ale się lepiej nie odzywać bo burzy wygodne złudzenia i wymusza nieprzyjemne refleksje.
        Chyba tu nie ma czego kontynuować w tej znajomości. Rozjechały nam się światy.
        Mówi się trudno.
    • stoijedna Re: Gdy drogi się rozchodzą 25.01.17, 19:43
      Dwa razy drastycznie rozminęłam się z -wydawało mi się- zaangażowanymi dobrymi znajomymi.
      Za każdym razem okazywało się, że jestem dobra póki słucham jak one potrzebują, chwalę, potakuję, dostosowuję się. Czyli jak robię za worek na cudze frustracje i jestem zapchajdziurą gdy ciekawszych obiektów do towarzystwa nie mają.
      Niestety jak wypowiadałam swoje zdanie inne niż ich albo chciałam by one nagięły się tym razem do moich potrzeb to okazywało się, że to niemożliwe.
      Nie żałuję że się z nimi rozstałam, żałuję że jakiś rys frajerki w sobie muszą mieć, że takie osoby przyciągam i pozwalam im na sobie żerować.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka