lispokis
25.01.17, 13:32
Rozminęłyście się ze znajomościami/przyjaźniami ? Trochę mi szkoda.
Z X znamy się ze 20 lat, często do siebie dzwoniłyśmy, chodziłyśmy na plotki, piwko, byłam blisko niej gdy się rozwodziła 8 lat temu z mężem, dużo doradzałam, wspierałam, pożyczałam kasę na przetrwanie, robiłam za terapeutę, poświeciłam masę czasu kasy i energii. Zaraz związała się z żonatym facetem który ani nie zamierzał i ani nie zamierza się rozwodzić. Ale ona nie chce odpuścić i trwa to już 7 lat, gdzie kilka razy do roku oświadcza, że będą się rozstawać (na początku z histerią na którą się nabierałam i pocieszałam, ale jak zobaczyłam, że ona tylko wywala frustracje i robi to samo co robiła, to przestałam się tymi histeriami jej przejmować, opowieści o dramatach z kochankiem puszczałam mimo uszu)
, po czym sama podtrzymuje usilnie znajomość z kochankiem by trwała nadal.
Facet dba o swoje interesy, odbębnia obowiązki wobec swojej rodziny, majątek inwestuje w nieruchomości wspólne z żoną, wyposaża dzieci (oboje mają już prawie dorosłe), a ona miota się nie radząc sobie ze swoimi dziećmi (jeden nie chce się uczyć ani pracować) i czeka że może jednak nakłoni pana do bycia razem i jakiejś większej wspólnoty. Co jakiś czas zadziwiają mnie jej wypowiedzi typu "mamy teraz 18nastkę córki pana" , nie bardzo rozumiem dlaczego używa słów "my mamy" , jeśli to on z żoną to ma, a ona jest tam na przylepkę i zna tylko z opowieści, córki nie zna osobiście i nie pozna, bo ich układ jest od zawsze trzymany w tajemnicy.
Przeżyła już rozczarowania typu że pan kupił mieszkanie, myślała, że dla nich obojga, okazało się że to dla pana syna, a dla nich służyło tylko jako chwilowe lokum na amory do czasu końca remontu; albo to, że nie pojechali razem na wakacje bo pan się bał pytań żony, wyjeżdzają razem na 2-4 dni pod pretekstem delegacji z pracy; albo to, że jej w ramach prezentu dał jakiś symboliczny drobiazg a równocześnie żonie wyposażył kuchnię za 25tys, że jej zasponsorował małą choinkę ale to z żoną spędził święta i sylwestra, itd Niby z żoną już nie jeździ na wakacje i nie chodzi na imprezy inne niż rodzinne, ale nie chodzi także z X.
A spotykają się często, przynajmniej raz w tygodniu, często wyjeżdżali na weekendy, często spotykają się po hotelach, itd. Więc po tylu latach równoległego związku zaczęła się czuć, że ten pan jest bardziej jej niż tej żony z którą tylko w domu się mija a na pewno bez czułości.
Po jej rozwodzie zapowiedziałam, że nie mam sił ani ochoty przerabiać jej kolejnych perypetii miłosnych, swoje zdanie na temat tkwienia w związku z żonatym wypowiedziałam po roku ich "związku" - że jak chce mieć tylko kochanka to niech korzysta o ile potrafi nie angażowac emocji, ale jak chce mieć związek to niech szuka kogoś innego bo z tego nic nie będzie. Potem konsekwentnie podtrzymywałam zdanie i jak zaczynała mi truć znowu że pan to i tamto, i zasypywała mnie informacjami jak się bzykali tam i siam i jak fajnie było a jaki on na tańcach był zazdrosny o innych adoratorów...itd.. Dla mnie żadna przyjemność tego wysłuchiwać, jak widzę, że układ zaplątany a przede wszystkim wcale nie jest spokojny i taki jak ona chce, tylko ciągle w nim ma rozbujane emocje, miota się między tym co lubi i chciałaby(jest w facecie bardzo zadurzona i chce z nim być) a poczuciem winy, że facet tyle lat ukrywa ich układ, że sama się musi tajniaczyć, że jest w roli tej gorszej, społecznie potępianej itd a przede wszystkim, że facet nie zamierza od żony odchodzić.
Więc huśta sobie emocje od euforii po depresję, ale jak mowię "zmień to" to całą sobą broni sytuacji i nie pozwala nic niepochlebnego na temat kochanka mówić.
Więc i ja nie miałam już ochoty jego tematu wałkować ani wysłuchiwać szczegółów ich pożycia intymnego, więc jak zaczynała ten temat to ja skręcałam na inny. I okazało się, że nie mamy o czym mówić, bo moje opowieści o zwyczajnym moim życiu bez drastycznych problemów nie są dla niej specjalnie ciekawe, a jej całe życie i myśli wypełnia kochanek i amory z nim więc wiecznie skręca z tematem na niego .
I ostatnio tak zaczęła znowu narzekać,
bo kochanek zrezygnował z jednej pracy, przez co przestali się widywać w weekendy bo już nie ma jak okłamywać żony że do pracy idzie, X fatalnie się z tym poczuła bo myślała, że po rezygnacji z pracy to dla niej będzie miał więcej czasu.
I X została sama w weekend z narastającym dołem. Do tego z dziećmi problemy.
I zaczęła mi nawijać, jakie to baby są okropne, bo żona kochanka "nie chce mu dać rozwodu choć on jej cały majątek chce zostawić!" .
- ja na to "yyyy? ale przecież to nie ona mu rozwód daje, jak chce się rozwieźć to niech złoży do sądu i sąd mu da, majątek mogą podzielić jak chcą, znam takiego co zostawił żonie i dzieciom dom a później kilka lat psioczył jako in nieszczęśliwy a żona pazerna, jakby twój chciał się rozwieźć to by dawno to zrobił" .
X oburzona, jaka ja zrzędliwa się zrobiłam, że baby okropne, jak taka wzięła dom to nic już nie powinna chcieć, nawet alimentów na dzieci!
A na moje "niby czemu ma dzieciom alimenty zabierać?" wściekła się, że ja beznadziejna jestem, taka się zrobiłam zgryźliwa, że wcale się chłopom nie dziwi że na kobiety tak narzekają że są pazerne i wredne
a jak taka żona obowiązków małżeńskich nie spełnia to nie powinna siłą męża w domu trzymać tylko mu rozwód dać, a dom przepisać na dzieci.
Ja znowu "yyy? a po co kobieta po 40tce ma zapisywać dom na dzieci? przecież jeszcze kawał życia przed nią, moze wyjśc za maż, a przepisując na dzieci zamyka sobie drogę do manewru dalej w życiu, wcale też nie wiadomo gdzie dzieci będą chciały żyć" i jeszcze "mówisz że żona obowiązków nie spełnia a czy facet spełnia jako mąż, jeśli od lat większośc wolnego czasu spędza z tobą a nie z żoną, kasę na wyjazdy wydajecie razem a nie on z żoną na budowanie romantyzmu? to jak to tylko żona jest tu nieuczciwa w związku?" ..
tu już się X wściekła strasznie, bo ona na wyjazdach zapłaciła za siebie połowę i wcale pan żonaty do niej nie dokłada, a ona jest oburzona, że ja jestem taka agresywna(sic?) wobec pana bo on jest ważną częścią jej życia i ja powinnam to szanować.
uff
No i skończyło mi się 20letnia znajomość.