Dodaj do ulubionych

Moja znajoma adoptuje psa...

21.03.17, 16:33
Dawniej się jechało, brało i już. A teraz nie nie nie... Odsyłają "proszę się zastanowić i wrócić" mówią podobno. Znajoma zrobiła jak mówili, a oni, że dobrze, żeby sobie pieska wybrali, ale i tak im nie dadzą teraz, bo musi się odbyć wizyta przedadopcyjna. Przyjeżdżają, sprawdzają, czy mieszkanie nie za małe (dla rasy), czy zabezpieczone okno jeśli wysoko iiii dopiero po tym możesz brać... Koleżanka się zdziwiła i trochę psioczyła, ale po wszystkim przyznała im rację.
Obserwuj wątek
    • edelstein Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 16:41
      Dlatego nigdy nie adoptuje psa tylko zawsze kupie.Nie beda mi sie obcy po domu petac.
      • 3-mamuska Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 18:11
        edelstein napisała:

        > Dlatego nigdy nie adoptuje psa tylko zawsze kupie.Nie beda mi sie obcy po domu
        > petac.
        >

        Nie adoptuj... gdybys choć troche pomagała ratować psy zrozumiałbyś dlaczego domu sa sprawdzane. Zeby takie pies po przejściach nie wrocil fomschroniska, bo sie nowy właściciela rozmyślił, bo duży pies niszczy cos w domu zostawia sierść.
        Bo mały szczeniaczek pod choinkę jest problemem co z nim zrobic podczas wakacji.
        Zacznij interesować sie tematem a pozniej sie wypowiadaj.
        Ale taka ignorantka jak ty napewno nie zainteresuje sie tematem. Ale jęczeć bedzie dalej.
        • jematkajakichmalo Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 18:27
          Ale sprawdzac to oni sobie moga... Jaka maja pewnosc co ja dalej z tym psem zrobie? Nawet jak moj dom jest wielki, a ogrod jeszcze wiekszy, cud, miod malina po prostu... Jak sie bede chciala pozbyc zwierzaka to i tak to zrobie i tak, niewazne jak. To moze nawet lepiej jak bedzie mozliwosc oddania go znow do schroniska? Ale w takich warunkach juz na starcie to nowy wlasciciel moze miec po prostu strach, zeby to zrobic i pozbedzie sie zwierzecia w inny sposob uncertain
          Wiesz, oprocz znudzenia sie czy gubienia siersci sa jeszcze inne rzeczy jak np. alergie itp. Czasami nie ma po prostu innego wyjscia to co lepsze - "uczciwy" powrot do schroniska czy ulica, albo rzeka, worek i kamien na szyje?
        • konsta-is-me Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 18:30
          Nie zgadzam się.
          Sama prowadzę dt i znam sporo fundacji.
          Prawda jest tak, że często swiruja.
          Mam wrażenie że takie fundację przyciągaja osoby z jakimiś odchylenia lmi psychicznymi.
          Wszystko pod płaszczykiem"dobra zwierząt".

          W rezultacie znaleziony pies jest diagnozowaniy pod kątem nieistniejących chorób przez pół roku.
          W tym czasie nikomu go nie dadzą.
          Po tym czasie chcą uśpić psa -powtarzam-ZDROWEGO , bo "lepsze to niż miałby być w schronisku".
          Na pytania,dlaczego w takim razie nie pozwalają komuś go wziąć brak odpowiedzi.
          Cały czas "troszczą się o pieska", z całych "serduszek".

          Nagminne jest odmawianie wszystkim chętnym, za to psa dostaje znajomy znajomego.
          Pies po chwili wraca "bo za duzy", ale nie szkodzi, znajomy dostanie następnego.
          I następnego...
          Który też wróci , bo"coś tam".

          Pytania pod tytułem-"a co zrobisz jak stracisz pracę"...big_grin
          Nie wiem jaka odpowiedz jest właściwą..

          Organizowanie transportu dla malego psa, które trwa kilka miesięcy, bo "musi być odpowiedni samochód".
          Według mnie wystarczyłby transporter i pociag...
          Pies trafia do schroniska zamiast do osoby i znów "szlochajace serduszka"

          Wizyta przedadopcyjna polegająca na oskarzycielskim tonie i wyrzutach"pewnie oddasz psa".

          Zbieranie pieniędzy bo pies "musi" mieć obroże przeciwpchielna za 100zl, musi mieć karmę za 50 zł za kg, jeśli nie to przecież lepiej go uśpić, "żeby nie cierpiał".

          Wizyty przedadopcyjne to komedia i nie wiem czy śmiać się czy płakać.

          Zbiorowisko egzaltowanych i rozhisteryzowanych panienek, nie mających pojęcia o psach.

          Istnieją fundację sensowne, ale z jakiegoś powodu jest ich mało.
          Współpracowałam z zagranicznymi, i nie było żadnych problemów, w Polsce panuje jakaś dziwaczna histeria.

          Osobiście wzielabym po prostu psa ze schroniska.
          Są często spacery zapoznawcze, można wybrać psa który nam pasuje.



          • alpepe Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 18:33
            czyli nic się nie zmieniło. Lata temu z przypadku dawałam tymczasy i też miałam podobne odczucia co do niektórych osób znanych mi nieco luźniej.
          • kaz_nodzieja Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 18:49
            Niestety muszę się z Tobą zgodzić. Przesada w każdą stronę jest zła.
          • undoo Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 20:00
            O wlasnie - mam b podobne doswiadczenia. I ten oskarzycielski ton, gdy staje na rzesach, by sie dostosowac.
            Wiecej zwierzaka nie adoptuje. Po prostu kupie.
        • edelstein Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 18:57
          Poniewaz swego czasu sie tym interesowalam to wiem ,ze wiekszosc tych "pan z fundacji"to swirniete babska.
          • kaz_nodzieja Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 19:01
            I wysoka nadpopulacja samotnych kobiet (w różnym wieku, te młode jeżeli kogoś uda im się poznać zwykle normalnieją).
            • ardzuna Re: Moja znajoma adoptuje psa... 22.03.17, 00:41
              I właśnie dzięki takim leitmotivom swoich wypowiedzi nie jesteś w stanie skutecznie udawać kobiety.
          • mum2004 Re: Moja znajoma adoptuje psa... 22.03.17, 07:47
            Chyba faktycznie sie zgadza, przymajniej w naszym przypadku. Nas ze starań o pieska zdyskwalifikowała trójka dzieci. Wiadomo - zabawka dla dzieci, znudzi sie itp.... Dodam że nikt nawet moicj dzieci nie poznał, jedynie ankieta. A pies opisany jako lubiący dzieci, rasa dobra do dzieci. Mam to w nosie. Pieska kupię.
            • ardzuna Re: Moja znajoma adoptuje psa... 22.03.17, 21:00
              Nie zrażaj się, spróbuj w innym miejscu. Zreszta kupienie z prawdziwej hodowli (a tylko z takiej można kupować) też się nie odbywa na zasadzie płacisz i wymagasz.
    • jematkajakichmalo Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 16:51
      Ja tez bylam w szoku jak moj brat opowiadal, ze adoptujac psa podpisywali jakas umowe... do tego musieli podpisac, ze obowiazkowo psa wysterylizuja (jeszcze wtedy nie byl), bo podobno jest zakaz rozmnazanianierasowych psow czy cos w tym stylu... Prawda to? Dla mnie to troche nienormalne. Potem sie dziwia, ze kwitnie handel pseudo-rasowymi psami, nielegalne hodowl itp. Sami sobie winni jak tak wszystko utrudniaja.
      • kropkacom Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 16:53
        A co to za utrudnienie podpisać umowę?
      • zlababa35 Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 17:20
        Handel pseudorasowymi psami nie kwitnie bynajmniej dlatego, że ktoś ma problem z dostaniem kundelka ze schronu tongue_out. Kwitnie dlatego, że masa ludzi chciałaby mieć amstaffa czy yorka po kosztach niewiele wyższych niż schroniskowego mieszańca.
        • kaz_nodzieja Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 17:25
          To też prawda. Lata temu pomagałam (ogłoszenia internetowe, podrzucanie ich itp.) wolontariuszkom szukających domów dla psów. Z psami "w typie rasy" nigdy nie było problemów ze zbytem. Problem pojawiał się przy zwykłych kundlach, zwłaszcza starszych niż "szczeniaczek".
          • nathasha Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 17:53
            offtop - kaznodzieja czy nie miales dzis udowadniac ze jestes kobieta?
            • kaz_nodzieja Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 18:04
              A chcesz?
              • nathasha Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 18:13
                napisales sam ze udowodnisz wiec wypadaloby dotrzymac slowa
                • kaz_nodzieja Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 18:24
                  Napisałaś, że taki dowód Ci nie wystarcza, a na zapytanie co innego proponujesz milkniesz.
                  • nathasha Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 18:28
                    nie ze nie wystarcza ale jest bez sensu i dyskusja o tym juz byla
        • jematkajakichmalo Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 18:19
          zlababa35 napisał(a):

          > Handel pseudorasowymi psami nie kwitnie bynajmniej dlatego, że ktoś ma problem
          > z dostaniem kundelka ze schronu tongue_out. Kwitnie dlatego, że masa ludzi chciałaby mi
          > eć amstaffa czy yorka po kosztach niewiele wyższych niż schroniskowego mieszańc
          > a.

          Troche pewnie tak (na pewno wiekszosc stanowia ci, ktorzy tak mysla), ale sa tez inne opcje.
          Przkladowo: decyduje sie na psa. Rasa jest mi obojetna. Ide do schroniska i tam nie dostane zwierzecia, bo musze spelnic pierdylion warunkow. Mowie dziekuje i wychodze, nadal jednak tego psa chce wiec szukam dalej... Tam gdzie znajde (pewnie z ogloszenia i pewnie trafiam na pseudohodowle, bo sie najzwyczajniej na tym nie znam) ide i kupuje. Nikt mnie o nic nie pyta i psa wydaje.
      • 3-mamuska Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 18:12
        jematkajakichmalo napisała:

        > Ja tez bylam w szoku jak moj brat opowiadal, ze adoptujac psa podpisywali jakas
        > umowe... do tego musieli podpisac, ze obowiazkowo psa wysterylizuja (jeszcze w
        > tedy nie byl), bo podobno jest zakaz rozmnazanianierasowych psow czy cos w tym
        > stylu... Prawda to? Dla mnie to troche nienormalne. Potem sie dziwia, ze kwitni
        > e handel pseudo-rasowymi psami, nielegalne hodowl itp. Sami sobie winni jak tak
        > wszystko utrudniaja.
        >

        Nienormalne jest to co wypisujesz.
        • jematkajakichmalo Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 20:54
          Moze jasniej?
          Cuekawe, ze w sklepach zoologicznych nie wypytuja jak ktos kupuje kroliki, swinki morskie i inne zwierzeta... A moze niedlugo beda?
          • ardzuna Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 21:10
            A wiesz, ze króliki i świnki morskie też można adoptować?
            • jematkajakichmalo Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 22:10
              Pewnie tak, bo i tych nie brakuje w schroniskach, ale jak tak wszedzie robia to latwiej pojsc do zoologicznego i kupic.
              • ardzuna Re: Moja znajoma adoptuje psa... 22.03.17, 00:43
                I tylko się stymuluje produkcję tych zwierzątek - bez sensu.
      • vaikiria Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 22:02
        Owszem, jest zakaz nie tyle rozmnażania co handlu nierasowymi psami. Jak sobie rozmnożysz pieska i oddasz szczeniaki za darmo to legalne. Tylko po co? Mało to psow na świecie?
        Umowę się podpisuje w wielu sytuacjach, wzięcie psa to jest poważna decyzja. W takiej umowie nie ma niczego strasznego.
        • jematkajakichmalo Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 22:12
          Ale co daje taka umowa? Tylko utrudnia cala procedure.
          • vaikiria Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 22:17
            W ogóle umowy są bez sensu. Na przykład taka sprzedaż samochodu. nie prościej kasę do ręki, odebrać kluczyki i w droge?
            Umowa zaweira np. zobowiązanie do powiadomienia schroniska/fundacji o chęci oddania psa czy o jego zaginięciu itp. Gdyby ludzie byli przyzwoici nie byłaby potrzebna. niestety nie są. Ja taką umowę podpisywałam i nie było to dla mnie żadnym utrudnieniem. Może dlatego, że miałam uczciwe zamiary.
            • jematkajakichmalo Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 22:39
              Dobrze, ze napisalas to zdanie o uczciwych zamiarach.
              Ja tez mam uczciwe zamiary, ale mnie taka umowa odstrasza, a jak nie umowa to jakis "wywiad srodowiskowy", przylazenie obcych i sprawdzanie jak mieszkam itp., wymogi typu kraty w oknach, przymusowa sterylizacja itp. A moze jeszcze potem kontrole przysylaja?

              Natomiast jak ktos ma nieuczciwe zamiary to i umowa tu nie pomoze.
              • vaikiria Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 22:50
                Nie potrafię tego pojąć. Ludzie wykupują wczasy to sprawdzają opinię o ośrodku, wnikliwie oglądają zdjęcia i podpisują umowę, która gwarantuje im np. zwrot pieniędzy w razie jakichś komplikacji.
                Ludzie zatrudniają pracownika na najprostsze stanowisko, a chcą jego cv i nie wiadomo jakie informacje.
                Więc co w tym dziwnego, że ludzie oddający psa, chcą wiedzieć komu go oddają i do jakich warunków?

                Chcieliśmy psa to wypełnilismy ankietę: nasze doświadczenia ze zwierzętami, skład rodziny, tryb pracy, warunki mieszkaniowe., dlaczego chcemy psa + kilka pytań np. o podejście do sterylizacji czy o to, co zrobimy, jeśli będzie potrzebne kosztowne leczenie. Napisałam całkiem uczciwie, że nie wiem, czy byłoby nas stać na bardzo kosztowne leczenie, ale wiem, że w takiej sytuacji zawesze mogę zwrócić się do różnych fundacji i na pewno znajdzie się jakieś rozwiązanie.
                W umowie zobowiązaliśmy się do sterylizacji, powiadomienia fundacji o zaginięciu psa i to w sumie chyba tyle. Wyraziliśmy też zgodę na wizytę poadopcyjną. Ostatecznie jednak okazało się, że nikt nas nie odwiedza, bo wolontariuszkę spotykamy regularnie na spacerach, a poza tym podsyłalismy regularnie zdjęcia psa, żeby wiedzieli, jak się miewa.
                Nie wiem, co tu takiego strasznego. Przyszedłby ktoś sprawdzić, jak traktujemy psa i w jakich warunkach żyje? I super, nie mamy nic do ukrycia, a może dzięki takiemu podejściu uda się uniknąc nieszczęścia. Przymusowa sterylizacja? I dobrze, wystarczy psow na świecie.
              • ardzuna Re: Moja znajoma adoptuje psa... 22.03.17, 21:03
                jematkajakichmalo napisała:

                > wymogi typu kraty w oknach, przymusowa sterylizacja itp.

                Dlaczego cię odstrasza obowiązek sterylizacji?
            • ichi51e Re: Moja znajoma adoptuje psa... 22.03.17, 11:28
              no ale co ci grozi jak nie dotrzymasz umowy ze schroniskiem? co sie stanie jak nie bedziesz sobie radzic z psem ale sasiad bedzie i mu oddasz za dobre slowo?
      • hallbera.jarlakappi Re: Moja znajoma adoptuje psa... 22.03.17, 09:03
        pospisywalam umowę nawet przy adopcji królika, wcale mnie to nie dziwilo
      • lewapinger Re: Moja znajoma adoptuje psa... 23.03.17, 02:51
        Jesteś tępa i głupia.
        Poczytaj o tragediach psów to zrozumiesz dlaczego są takie regulacje w zakresie adopcji psów.
    • sumire Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 16:52
      W sumie to "proszę się zastanowić i wrócić" ma ogromny sens.
      • hanka78 Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 17:48
        Mnie też się tak wydaje. Podobno te nowe przepisy wprowadzili dlatego, że wiele osób zastanawia się dopiero po tym jak weźmie zwierzaka. Wracają - tyle, ze oddać go na powrót do schroniska...
        • madzioreck Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 18:36
          Mnóstwo jest zwrotów z adopcji. Ostatnio - bo państwo byli zdziwieni, że szczeniak niszczy i trzeba go wychować.
          • konsta-is-me Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 19:18
            W ogóle ludzie są coraz częściej zdziwieni tym, że szczeniak sika, gryzie rzeczy i nie reaguje na komendy.
            Nie wiem co się porobilo z ludźmi.
            "Za moich czasów" było inaczej , a wydawało mi się że jeszcze nie jestem stara big_grin
            • default Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 19:41
              Teraz ludzie pewnie chcieliby do szczeniaka miec aplikacje na smartfona, umozliwiajaca zdalne programowanie i sterowanie zwierzakiem 😃
              • konsta-is-me Re: Moja znajoma adoptuje psa... 22.03.17, 11:53
                Oczekują szczeniaka już z oprogramowaniem big_grin
    • lauren6 Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 16:53
      Nie wiem czy mają rację. Takie zachowanie odstrasza potencjalnych chętnych. Po co użerać się z pańciami z fundacji, wpuszczać obcych ludzi do domu, skoro bez problemu można mieć zwierzę z ogłoszenia?
      • szpil1 Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 16:55
        Niby tak. Ale z drugiej strony nakaz sterylizacji sens ma.
        • muchy_w_nosie Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 17:24
          Jak bierzesz ze schroniska to gmina na swój koszt ma przeprowadzić sterilizację. My mamy fatalne doświadczenia z fundacjami, przyjeżdżają, robią zadymy, zbierają kasę na leczenie, ale forsy nie uświadczysz - patrz u nas weterynarka opiekowała się psem, przeprowadziła zabiegi, leczenie, kosztów na 3 tysie, fundacja się bardzo interesowała, codziennie focia na fejsie i relacje z przebiegu leczenia, pies zdechł, forsy brak, a zebrali okolo 20 tysi., bo samo się chwalili - pewnie w koszty poszło ....
          • kaz_nodzieja Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 17:31
            Czy to fundacja (nazwy nie podam), która w regularnych odstępach czasu zbiera również zazwyczaj kwoty około 2000 zł "na wykup osiołka Eustachego" by go wybawić od stania się kabanosem? wink
          • vaikiria Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 22:04
            To że są kiepskie fundacje i oszuści działający pod pretekstem pomocy zwierzakom nie oznacza, że sama idea jest zła.
      • zlababa35 Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 17:11
        Po to, żeby pomóc zwierzęciu, które tego potrzebuje, bo już kiedyś straciło dom przez niefrasobliwych właścicieli. Właściwie wcale nie dziwię fundacjom, już na starcie odsiewają osoby, które mogłyby pozbyć się zwierzęcia w razie jakichś trudności. A dla ludzi, którym nie chce się zabezpieczyć okien dla kota, zawsze pozostają niestety ogłoszenia o słodkich kociaczkach na olx.
        • lauren6 Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 17:25
          Znam kilka osób, które nie brały kota z fundacji właśnie przez ten wymóg montowania siatek w oknach. Są to kociarze od wielu lat, żadne ich zwierzę nie wypadło przez okno.
          • kaz_nodzieja Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 17:30
            Poza tym rzadko kiedy otwiera się okna na całego, zwykle tylko uchyla, a przez uchylone okno kot nie wyskoczy, chyba że kot oświęcimski.
            Domowe koty to często spyry.
            • zlababa35 Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 17:59
              Obejrzyj sobie np. na YT, jak kot zawiesza się na uchylonym oknie i zaczyna się dusić.
              • kaz_nodzieja Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 18:02
                Na Youtubie znajdziesz wszystko. Pewnie, w jakimś wyjątkowym zbiegu okoliczności (rodzaj okna, wyjątkowo szczupły i wszędobylski kot) tak się może zdarzyć, ale to nie jest norma. Ludzie mają koty, okien nie siatkują (najczęściej) i jakoś koty masowo się nie wieszają na oknach.
                • ardzuna Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 19:46
                  I tu się grubo mylisz, ja już od wielu osób słyszałam, że znajomemu/sąsiadowi kot się w oknie zawiesił, przy czym są dwie opcje z grubsza - śmierc na miejscu albo wyciskanie z kota moczu i kału do końca życia. To są wyjątkowo groźne wypadki a koszt zabezpieczenia nieznaczny.
                  • kaz_nodzieja Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 19:50
                    Wyjątkowo groźne i wyjątkowo rzadkie.
                    • ardzuna Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 20:30
                      Częstsze niż się wydaje, zwłaszcza zanim twój kot zaliczy taki wypadek po raz pierwszy. A jak już zaliczy, jest za późno. Nie rozumiem, co za problem zainstalować blokadę za 4,50 zamiast godzinami upierać się na forum, ze kotom się wypadki nie przytrafiają? allegro.pl/listing?string=Blokada%20ogranicznik%20okna%20drzwi%20balkonowych%20okien&bmatch=s0-uni-1-4-0222
            • ina_nova Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 18:04
              >>Poza tym rzadko kiedy otwiera się okna na całego, zwykle tylko uchyla, a przez uchylone okno kot nie wyskoczy,

              Wyskoczy wyskoczy, w życiu kota nie miałaś....
              • lauren6 Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 19:36
                Mówimy o kocie, a nie kociaku. Tym bardziej ematkowy, utuczony, wykastrowany kicior nie doskoczy ani żeby się powiesić, ani żeby wyskoczyć.
                • kaz_nodzieja Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 20:09
                  A tak swoją drogą siatki zabezpieczają tylko przed wypadnięciem z okna kota, który już jakimś cudem pokonał uchylone okna, ale nie zabezpiecza przed utknięciem kota w samym oknie (o czym wspominają kocie histeryczki).
                  Zatem jaka rada dla ludzi, którzy jednak chcieliby wietrzyć mieszkania?
                  • madzioreck Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 20:12
                    Ach, geniuszu suspicious Siatka służy właśnie temu, żeby móc normalnie otworzyć okno, zamiast bawić się w uchylanie pionowe suspicious
                    • kaz_nodzieja Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 20:17
                      No nie wiem, większość ludzi jednak uchyla okna niż otwiera je na oścież. Tym bardziej, że jednak większość ma na parapecie kwiatki, więc przy otwieraniu na oścież trzeba byłoby je zbierać z papareptu i potem znowu kłaść ponownie.
                      Jakoś w blokach z tego co widzę jednak okna głównie są uchylone, a nie otwarten na oścież.
                      • iskierka3 Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 22:55
                        Nie ma obowiązku mieć kota. Za to kiedy sie go ma jest obowiązek o niego dbać.
                        Jak ja nienawidzę tego prostactwa, które z niektórych wyłazi w rozmowie o zwierzętach.
                  • kropkacom Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 20:14
                    Jak mają siatkę to zapewne otwierają normalnie okna a nie uchylają.
                  • konsta-is-me Re: Moja znajoma adoptuje psa... 22.03.17, 11:56
                    O co chodzi z tym zawieszeniem się kota w oknie?
                    Szczególnie jak jest siatka?
                    Rozumiem że może utknąć, jak okno jest uchylone,w szparze,a poza tym??
                    • madzioreck Re: Moja znajoma adoptuje psa... 23.03.17, 11:17
                      Jeśli okno jest uchylone w pionie, to bywa, że kot skacząc wpada w szerszą szparę u góry, nie może się wydostać i zjeżdża coraz niżej, szpara się zwęża, kot się dusi. 2 koty z najbliższego otoczenia tak skończyły życie. Ale nieee, po co komu siatka/wolontariuszki fanatyczki/pani ja mam koty od 20 lat i bez siatki żyjo uncertain
                • zlababa35 Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 20:14
                  Moja utuczona ostatnio doskoczyła mi do łokcia, a niska nie jestem. Parapety są znacznie niżej. Co za problem stanąć na 2 łapach i utknąć głową w uchylonym oknie.
                  • kaz_nodzieja Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 20:15
                    To w ogóle nie uchylasz okien?
                    • zlababa35 Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 20:37
                      Co za problem zwracać uwagę na kota, kiedy jest uchylone? Teraz będą uchylone mniej więcej przez cały czas, więc zamawiam takie kratki. Jak szeroko otwieram, to zamykam pomieszczenie. Wybacz, jakoś jeszcze nie mam potrzeby siedzieć pół dnia przy całkowicie otwartym oknie przy 10 st.
                • ardzuna Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 20:24
                  Wiek nie zabezpiecza kota przed wypadkami. Tylko zabezpieczenie zabezpiecza przed wypadkami.
            • aankaa Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 20:05
              kaz_nodzieja napisała:

              > Poza tym rzadko kiedy otwiera się okna na całego, zwykle tylko uchyla

              ??
              całą tzw ciepłą porę roku mam otwarte (a nie uchylone) okna (dodatkowo przyblokowane żeby się nie zamknęły), drzwi balkonowe stoją otworem 24/h
              • kaz_nodzieja Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 20:07
                Ja mam uchylone. Po sąsiadach też nie widzę by otwierali na oścież. Zresztą ze względu na kwiaty doniczkowe byłoby to kłopotliwe.
                • kropkacom Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 20:20
                  Who cares? big_grin
            • ichi51e Re: Moja znajoma adoptuje psa... 22.03.17, 11:33
              dziewie sie postom wyzej - co wy za jakies sprawne inaczej koty macie? moj normalnie wychodzil otwartymi drzwiami balkonowymi zlazil sobie po kratce od winogrona i ta sama droga wracal uncertain albo i nie bywalo ze miauczal przy innych drzwiach komuikujac chec powrotu. nigdy wypadku nie mial zmarl na raka po dlugim szczesliwym zyciu.
          • chocolate-cakes Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 17:31
            Ja wzięłam kota z fundacji. Szukano dla kotki domu z możliwością wychodzenia i taki dom u mnie znalazła. Kontaktowałam się z bardzo miłą Panią.
          • zlababa35 Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 18:01
            Ale to tak jak z tym wątkiem o mieszaniu wrzącej zupy. Jedne dzieci pomieszają, inne ciężko się oparzą. Nie ma reguł. Koty z fundacji są dla takich, którzy faktycznie chcą pomóc zwierzęciu, a nie jedynie wziąć kota. Cała ta procedura ich odsiewa.
          • ardzuna Re: Moja znajoma adoptuje psa... 22.03.17, 00:47
            lauren6 napisała:

            > Znam kilka osób, które nie brały kota z fundacji właśnie przez ten wymóg montow
            > ania siatek w oknach. Są to kociarze od wielu lat, żadne ich zwierzę nie wypadł
            > o przez okno.

            Zawsze może nadejść ten pierwszy raz, a wtedy nie zazdroszczę rozpaczy i dręczących wyrzutów sumienia, ze się było tak skończonym kretynem i dla satysfakcji z powodu braku siatek zabiło własnego ukochanego kota.
      • hanka78 Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 17:37
        > Takie zachowanie odstrasza potencjalnych chętnych.
        Pewnie niektórych tak, ale jak ktoś taki wrażliwy że.... go taka procedura już odstrasza, to może faktycznie lepiej żeby nie brał. Ze zwierzętami różnie bywa, czasem chorują przewlekle latami... itp.
        • lauren6 Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 19:38
          A co ma fakt chorowania zwierzęcia do uzerania się z wariatką?
          Powtarzam: zwierzę bez problemu można wziąć z ogłoszenia lub schroniska, fundacje nie mają monopolu.
          • kaz_nodzieja Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 19:44
            Znajoma dostała kota z fundacji, nie zależało jej na specjalnie młodym, ale też nie na starym i żeby był miły.
            Dostała dziką kotkę, nie dającą się zbliżeć do nikogo, fuczącą i koniec końców tradycyjnie (chyba schronisko nie ma monopolu na botoks wink ) okazało się, że kotka niby 5 letnia okazała się kotką ponad 10-letnią.
            Znajoma kota zachowała (mimo tego co sobie pomyślała o "miłych Paniach z fundacji"), kot jest, ale przymilny nie jest. Myślę sobie po kij komuś domowy kot, którego nawet nie można pogłaskać? Niestety odpowiedzialność wzięła górę.
            • undoo Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 20:05
              Ciekawe, czy to ta sama fundacja, z ktorej ja dostalam zwierza. Opis b podobny. Tylko dodaj pare tysi na leczenie zwierzaka, ktory juz byl chory. Fakt choroby przede mna zatajono. Miodzio...
            • ardzuna Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 20:47
              kaz_nodzieja napisała:

              > Znajoma kota zachowała (mimo tego co sobie pomyślała o "miłych Paniach z fundac
              > ji"), kot jest, ale przymilny nie jest.

              Tu już się akurat dziwię, bo prawidłowe informowanie o kocie to podstawa dobrej adopcji. Co to za fundacja była taka zdolna?
              • kaz_nodzieja Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 20:52
                To było z 8 lat temu. Nie pamiętam nazwy, ale z tego co kojarzę to taka która "specjalizowała się" wyłącznie w kotach i głównie działały tam starsze Panie.
                • ardzuna Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 21:12
                  A miasto chociaż?
                  • kaz_nodzieja Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 21:45
                    Kraków.
          • hanka78 Re: Moja znajoma adoptuje psa... 22.03.17, 12:10
            Moja koleżanka właśnie ze schroniska wzięła.
        • edelstein Re: Moja znajoma adoptuje psa... 22.03.17, 12:23
          Jak choruja przewlekle to sie usypia
    • stephanie.plum Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 17:01
      adoptuje.
      w odróżnieniu od tych, którzy sobie psa rodzą...
      • kaz_nodzieja Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 17:10
        To jaka inna nazwa?
        • stephanie.plum Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 17:24
          przygarnia?

          czepiam się, wiem.
          :~)
          • undoo Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 20:06
            Ale masz racje - zwierzeta sie przygarnia albo kupuje.
    • scarlett74 Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 17:03
      Koleżanka z pracy chciała wziąść pieska pieska ze schroniska. Wymagania i warunki stawiane przez Panie/wolontariuszki , były absurdalne, nie zgodziła się na obchód domu przez obce baby.Suma sumarum wzięła pieska (szczeniaczka kundelka) od jakiś znajomych znajomych , którzy mieli do wydania szczeniaczki z wpadki...
      • ardzuna Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 20:35
        Zawsze można było wziąć z innego schroniska, nie każde robi wizyty przedadopcyjne.
      • iskierka3 Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 22:57
        Słusznie się nie zgodziła. Jeszcze by jej odgryzły kawałek dywanu lub ukradły bidetwink
    • default Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 17:05
      Z założenia to słuszne zasady, ale chyba niektórzy przesadzają i wylewają dziecko z kąpielą. Nie miałam do czynienia z adopcją, ale czytam o takich różnych przypadkach, a moja koleżanka usiłowała wziąć starego psa "na dożycie" i odmówiono jej, co odebrała niemal jak policzek, bo całe życie opiekowała się psami, działała jako wolontariusz - i to nie pomogło, wytknięto jej, że pracuje i ma dwa inne psy w domu.
      Ja sobie adoptuję psy i koty samodzielnie, z ulicy, z wiejskiego podwórka, albo same przychodzą smile
      Chyba bym się z deka wściekła, jakby mnie jakaś pańcia zaczęła pouczać jak się dba o zwierzę i oceniać, czy się do tego nadaję czy nie. Dlatego psa ze schroniska nie wezmę.
      • kaz_nodzieja Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 17:09
        Trzeci stary pies w mieszkaniu przy osobie pracującej na pełen etat to nie wiem czy dobry pomysł. Tym bardziej, że stare psy mają już swoje przewlekłe problemy zdrowotne, czasami występuje konieczność częstszego niż zwykle wychodzenia na spacer, a dwa pozostałe psy mogą "zaszczuwać" nowego starego i schorowanego psa.
        • zlababa35 Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 17:13
          Oczywiście. Chcę wziąć starszą kotkę, której pani zmarła i też się zastanawiam, czy jej będzie dobrze w domu z młodszą koleżanką. Plusem jest, że Viva za własne pieniądze wybada potencjalne kocie choroby najpierw.
          • kaz_nodzieja Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 17:23
            Kota już masz. Na Twoim miejscu pomyślałabym o "adopcji" jakiegoś sympatycznego Pana wink
          • chocolate-cakes Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 17:33
            zlababa35 napisał(a):

            > Oczywiście. Chcę wziąć starszą kotkę, której pani zmarła i też się zastanawiam,
            > czy jej będzie dobrze w domu z młodszą koleżanką. Plusem jest, że Viva za włas
            > ne pieniądze wybada potencjalne kocie choroby najpierw.

            Bierz smile
            • kaz_nodzieja Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 17:36
              Nie, niech nie bierze. Starsze koty dość często chorują. Najpierw niech się oswoi ze swoim mruczkiem.
              • chocolate-cakes Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 17:49
                Ale to jej decyzja smile
            • zlababa35 Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 18:02
              Wezmę, muszę zamówić wycenę osiatkowania balkonu wink.
          • ardzuna Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 20:37
            zlababa35 napisał(a):

            > Oczywiście. Chcę wziąć starszą kotkę, której pani zmarła i też się zastanawiam,
            > czy jej będzie dobrze w domu z młodszą koleżanką. Plusem jest, że Viva za włas
            > ne pieniądze wybada potencjalne kocie choroby najpierw.

            A jaka jest różnica wieku między kotami i ile ma ta młodsza?
            • zlababa35 Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 20:40
              Moja ma przypuszczalnie 3-4 lata, tak stwierdziły 2 różne weterynarz. Tamta ma 9. Jest milusia. I zupełnie sama. Starsza pani nie miała żadnej rodziny, dobrze, że sąsiedzi skontaktowali się z Vivą , a nie wywalili kota na podwórze.
              • kaz_nodzieja Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 20:42
                A kotka była wychodząca? Bo jak tak to wyczuwam kłopoty...
                • ardzuna Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 20:50
                  Kaz_nodzieja, odpuść sobie wypowiadanie się na tematy, na które się nie znasz.

                  3- czy 4-letni kot jest już wystarczająco dojrzały, a 9-letni niestary, żeby wszystko było ok. Jedynym zagrożeniem jest to, że kot nieznający innych kotow przez całe życie nie jest sprawdzony, czy nie jest jedynakiem, chyba że w fundacji jest z innymi kotami i jest w porządku. Jeśli byłby jedynakiem, to może być bardzo ciężko co najmniej w czasie dokacania.
                  • zlababa35 Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 21:07
                    One wczoraj zabrały dopiero kicię przed zaplombowaniem mieszkania. Będą badania, potem trzeba odczekać min. tydzień do szczepienia. Możliwe, że będzie okazja sprawdzić. W każdym razie wiedzą, że mam już kotkę.
                    • ardzuna Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 21:15
                      Lepiej sprawdzić, wydanie kota niesprawdzonego na inne koty, o którym wiadomo że całe życie mieszkał bez kotów (jeśli to faktycznie wiadomo) do drugiego kota to duże ryzyko. Co nie oznacza, żebyś nie adoptowała, zabranie dowolnego kota z domu tymczasowego czy schroniska będzie dla niego szczęściem, większość domów tymczasowych ma więcej kotów niż one to bezstresowo znoszą.
                      • zlababa35 Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 22:12
                        Moja źle znosiła dom tymczasowy właśnie... Kotów było za dużo.
        • default Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 17:24
          Ale to chyba właściciel psów lepiej oceni jak odniosą się do nowego domownika ? Zna je, w przeciwieństwie do obcej osoby. To raz. A dwa - jak ktoś ma psy całe życie to umie ocenić swoje możliwości, czy ogarnie dwa, trzy czy pięć psów. Na pewno lepiej niż obca pańcia z misją.
          Ja bez niczyjej kontroli brałam kolejne psy czy koty do stada i jakoś się dogadywały. Obecnie mam 4 + 2 koty. Oboje z mężem pracujemy. Bardzo możliwe, że adopcji by nam odmówiono. Ale nie zamierzam tego sprawdzać smile
          • capa_negra Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 19:05
            Zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości. I też nie wiem, a wręcz wątpię czy bym przeszła przez selekcję fundacji, choć może na plus byłby ogród.
            Mam 3 psy w wieku 5, 8 i 13?? lat, przygarnięte spod bramy, które dobrzy ludzie o wielkich sercach postanowili wystawić na ulicę.
            Koty jedynie dokarmiam, bo wszystko wskazuje, że mam alergię więc kotecek w domu odpada i nie mam doświadczenia w socjalizacji psów z kotami.
            Podobnie jak Ty intuicyjnie włączyłam kolejne psy do stada - zawszem mam trzy, ale to nie są te same psy... naturalna kolej rzeczy.
            I pewnie będę miała w życiu jeszcze inne psy bo ludzi o "wielkich sercach", którzy pozbywają się swoich psów bez mrugnięcia okiem jest wielu, a że mieszkam w "pierwszej wsi za lasem" to większość tu trafia. Mam takiego z padaczką i takiego ze zrytą psychiką, bitego i głodzonego ( miał taką krzywicę, że myślałam, że normalnie chodzić nie będzie), który jeszcze do niedawna bał się własnego cienia i sukę zostawioną w worku przy lesie.
            Oczywiście pracujemy, więc młodsze spędzają dzień w kojcu, a staruszek z zadowoleniem przesypia w domu, w ciszy, w swoim legowisku.
            O przeczytałam co napisała i faktycznie kandydatem dla fundacji byłabym kiepskim, bo spacerów co 5 h ani karmy za 50 zł nie zapewniam - wolą gotowane, a najstarszy prawe zębów nie ma więc tylko miękkie pani....
            Miarą zadowolenia moich psów jest dla mnie ich spokojny sen grzbiet przy grzbiecie na dywanie pod ławą, błyszcząca sierść i merdające ogony.
            • default Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 19:51
              No u tej mojej kolezanki ogrod byl na minus akurat 😊wiec trudno wyczuc. Sam fakt zrobienia jakiegos wywiadu nie budzi sprzeciwu - sama sprzedajac szczenieta czy odajac kocieta "przeswietlalam" kandydatow i pare osob spuscilam po brzytwie, ale kierowalam sie ogolna ocena osoby, jej zachowania, tego co mowi, jak rozmawia, jak odnosi sie do zwierzecia, a nie stawialam dziwacznych wymagan typu specjalna karma czy brak pracy na etacie. To czy ktos naprawde kocha zwierzaki czy tylko mu sie wydaje, mozna wyczuc bez pudla.
              • capa_negra Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 20:34
                Nie mogę sobie wyobrazić dlaczego ogród jest na minus, o ile nie mówimy o ogrodzie w Meksyku i nie rozważamy trudności poniesienia łapy przy kaktusie, nie mówiąc o przykucnięciu w przypadku suki
                • ardzuna Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 20:39
                  W przypadku kota jest, o ile zamierzasz kota do tego ogrodu wypuszczać a ogród nie jest zabezpieczony przed przeniknięciem kota przez ogrodzenie.
                  • default Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 22:32
                    wypuszczać a ogród
                    > nie jest zabezpieczony przed przeniknięciem kota przez ogrodzenie

                    No widzisz, i ja bym kota ze schroniska czy z fundacji nie dostala.
                    • ardzuna Re: Moja znajoma adoptuje psa... 22.03.17, 00:54
                      Nie utożsamiaj schronisk z fundacjami, nie wszystkie są prowadzone przez fundacje i nie wszystkie robią selekcję. Po drugie, bywają choć bardzo rzadko koty, które naprawdę muszą wychodzić i takiego byś pewnie dostała, o ile spełniasz jeszcze parę innych warunków. Po trzecie, a może to dobrze że byś nie dostała? Skąd my to mamy wiedzieć?
                      • default Re: Moja znajoma adoptuje psa... 22.03.17, 09:20
                        A co taka pani odmawiajaca mi (przykladowo) nowego kota, powiedzialaby na temat kotow, ktore juz mam ? Ze nie powinnam ich miec, ze je krzywdze ?
                        • ardzuna Re: Moja znajoma adoptuje psa... 22.03.17, 21:06
                          Masz już, to masz, przecież ci ich nikt nie zabierze. Część fundacji po prostu nie wydaje kotów, poza wyjątkowymi egzemplarzami, do domów wychodzących.
                • default Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 21:48
                  Ogrod byl na minus, bo - zdaniem pani z fundacji - ogrodzenie mial nieodpowiednie, bo z siatki. Powinno byc kute albo ze sztachet 😀
                  • capa_negra Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 23:11
                    No pacz pani to się nie łapię bo z trzech stron siatka wink. Dobrze, że za kaktusy na tarasie nikt mi sprawy nie zrobił
                    Pomijam, że mój pies staruszek jak był młody to przez każdy płot przelazł, ten z metalu też... teraz doopę ma za ciężką, ten najmłodszy dalej po płotach łazi, ale kulturalnie: tylko z kojca na ogród i tylko jak na pobliskim poligonie NATO ćwiczy. Suka jedynie ma wszystko w tyle i płot i strzelanie
          • ardzuna Re: Moja znajoma adoptuje psa... 22.03.17, 00:52
            default napisała:

            > Ale to chyba właściciel psów lepiej oceni jak odniosą się do nowego domownika ?
            > Zna je, w przeciwieństwie do obcej osoby. To raz. A dwa - jak ktoś ma psy całe
            > życie to umie ocenić swoje możliwości, czy ogarnie dwa, trzy czy pięć psów. Na
            > pewno lepiej niż obca pańcia z misją.

            Taka pańcia z misją wydaje do adopcji dziesiątki psów, utrzymuje kontakt z domami adopcyjnymi, doradza, wspólnie rozwiązuje problemy i w przeciwieństwie do kogoś kto przygarnął 4 psy w życiu czy nawet 6, powinna jeśli jest rozsądna właśnie lepiej wiedzieć i ocenić możliwości domu adopcyjnego, po zadaniu kilku pytań o istotne dla sprawy kwestie.
            • iskierka3 Re: Moja znajoma adoptuje psa... 22.03.17, 08:36
              Zupelnie nie rozumiem tego wyzywania wolontariuszy od nawiedzonych dziun i panc. I bardzo mi sie to nie podoba. Strasznie ludzie maja delikatne ego, ktore caly czas trzeba pompowac bo inaczej reaguja agresja. KAZDY dom uwaza sie za wspanialy dom, to chyba oczywiste. A nawet jesli dom istotnie wspanialy jest to skad wolontariusze maja to z gory wiedziec? Przeciez to nic osobistego, ze sprawdzaja domy. W Polsce stosunek do zwierzat jest ogolnie kiepski, wolontariusze maja mase zlych doswiadczen ze "wspanialymi" domami i zalezy im zeby pies/kot dobrze trafil. Oraz nie maja zdolnosci jasnowidzenia.
              • default Re: Moja znajoma adoptuje psa... 22.03.17, 09:09
                No i to jest wlasnie ich problem. Tzn. ten brak jasnowidzenia.
                • ardzuna Re: Moja znajoma adoptuje psa... 22.03.17, 21:07
                  Tak jak każdego dosłownie człowieka na tym padole.
                • iskierka3 Re: Moja znajoma adoptuje psa... 26.03.17, 15:31
                  Eeee, co? Ty rozumiem posiadasz takowy?
      • madzioreck Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 18:43
        default napisała:

        > Chyba bym się z deka wściekła, jakby mnie jakaś pańcia zaczęła pouczać jak się
        > dba o zwierzę i oceniać, czy się do tego nadaję czy nie.

        Bo jak wiadomo, lepiej nie sprawdzać. Urażona a dziwnie pojmowana duma łaskawcy jest stokroć ważniejsza niż dobro zwierzęcia suspicious
        • default Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 19:32
          Na pewno dobru zwierzecia nie sluzy zaslepienie nadgorliwych dzialaczek.
          • madzioreck Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 20:17
            Wiesz co, znam sprawy z obu stron. Istnieją zarówno nadgorliwe fanatyczki, jak i osoby oburzone, że nie dostaną zwierzaka bez żadnych pytań tego samego dnia, którego łaskawie przekroczyły próg schroniska. Jak widać po niektórych postach - prośba schroniska, żeby się zastanowić i wrócić, też jest godna potępienia, bo jeden z drugim robi łaskę, że adoptuje.

            Działam po obu stronach - sama adoptuję zwierzaki i również oddaję do adopcji. I nie mam żadnego problemu z pytaniami do mnie, o warunki itd., z podpisaniem umowy adopcyjnej czy z przyjęciem wizyty przedadopcyjnej. Nie rzucam się, że jak ktoś śmie mnie sprawdzać i pouczać, bo ja tu jestem wolontariusz i wizytator i nikt mi nie będzie... i w związku z tym na złość instytucji nie wezmę zwierzaka suspicious
            • default Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 21:55
              No i jestem tylko przeciwko nadgorliwym fanatyczkom, a nie przeciwko calej procedurze adopcyjnej jako takiej 😊
              Ale i tak, jesli bede chciala jeszcze kiedys kolejnego psa, to poszukam na wlasna reke. Nikt lepiej ode mnie samej nie oceni czy nadaje sie czy nie na posiadaczke danego psa.
              • ardzuna Re: Moja znajoma adoptuje psa... 22.03.17, 00:55
                A skąd będziesz znać tego psa? Ze zdjęcia?
                • default Re: Moja znajoma adoptuje psa... 22.03.17, 09:11
                  Dlaczego ze zdjecia, nie biore psow ze zdjec, tylko po bezposrednim spotkaniu twarza w twarz.
              • madzioreck Re: Moja znajoma adoptuje psa... 23.03.17, 11:21
                Z tego co czytam na ematce, to jednak dla większości samo istnienie procedur to fanatyzm.
          • ardzuna Re: Moja znajoma adoptuje psa... 22.03.17, 21:11
            default napisała:

            > Na pewno dobru zwierzecia nie sluzy zaslepienie nadgorliwych dzialaczek.

            Jestem w szoku że można sobie tak po prostu nieodpowiedzialnie krytykować ludzi którym w ogóle się chce coś robić w odróżnieniu od całej reszty i twierdzić, że to robienie czegoś nie służy dobru zwierząt. Siedząc wygodnie w fotelu chcesz zarządzać w jaki sposób ludzie oddają za darmo swój prywatny czas w celu ratowania zwierząt? O_o
            • default Re: Moja znajoma adoptuje psa... 22.03.17, 22:43
              Zdaje mi sie ze nie zauwazylas ze nie krytykuje calej dzialalnosci fundacji czy schronisk ani nie jestem przeciwna procedurom adopcyjnym. Chodzi o przypadki osob "nawiedzonych". Jak mniemam sa to przypadki, a nie norma, chociaz sadzac po Twoich zapalczywych wypowiedziach - moge sie mylic wink
              • ardzuna Re: Moja znajoma adoptuje psa... 26.03.17, 15:33
                Działanie w takiej sytuacji jest proste. Jeśli ktoś jest twoim zdaniem nawiedzony i szkodzi zwierzętom, uratuj te zwierzęta przed nim. Zanim zdąży je przejąć, przyjmij ty te chore bidy, brudne, zarobaczone. Oporządź je i wydaj do adopcji bez tych wszystkich nawiedzonych procedur. W działaniu nieodpłatnym jest prosta zasada. Uważasz że coś powinno być zrobione lub coś powinno być zrobione inaczej - zrób to sama.
        • iskierka3 Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 23:00
          madzioreck - piąteczkasmile też mnie to irytuje - myśli damessa, że wielką łaskę czyni a tu ją "sprawdzają". Skandal!wink
          • default Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 23:14
            A skad o tej "lasce", "laskawosci" ciagle, bo nie rozumiem ? Kto niby taki "laskawy" - ten co chce wziac psa czy ten co go oddaje ?
            • iskierka3 Re: Moja znajoma adoptuje psa... 22.03.17, 08:37
              To chyba jasno wynika z mojej wypowiedzi?
          • kaz_nodzieja Re: Moja znajoma adoptuje psa... 22.03.17, 08:57
            No bo w czasach gdy zwierząt niestetyty jest zdecydowanie więcej niż chętnych na nie co by nie powiedzieć, ale jednak łaskę robi bo bez łaski może w ciągu jednego dnia załatwić sobie kota lub psa z Tablicy od wieśniaka (mieszkańca wsi), któremu zwierzęta się rozmnożyły i który jedyne żądanie jakie będzie miał co do nowej właścicielki to: "Przyjedź Pani po 19.00".
            • default Re: Moja znajoma adoptuje psa... 22.03.17, 09:15
              No niby tak, nie pomyslalam o tym w ten sposob. Nie umiem dobie wyobrazic takiego toku myslenia, ze biore psa, zeby mu okazac swoja "laske" czy "milosierdzie". Biore psa, bo oferuje mu przyjazn i spodziewam sie wzajemnosci. .
            • madzioreck Re: Moja znajoma adoptuje psa... 23.03.17, 11:20
              kaz_nodzieja napisała:

              > No bo w czasach gdy zwierząt niestetyty jest zdecydowanie więcej niż chętnych n
              > a nie

              Nawet w tych czasach nie chodzi o to, żeby wyadoptować zwierzaka byle komu, to są żywe stworzenia a nie punkty do statystyki.
              • kaz_nodzieja Re: Moja znajoma adoptuje psa... 23.03.17, 11:55
                Tak, ale czasem nie masz wyboru, albo kisisz je u siebie latami blokując tym samym miejsce innemu potrzebującemu psu na tymczas albo dajesz domowi nieidealnemu, ale w którym mimo wszystko zwierzęciu będzie lepiej niż w schronisku.
                Wybrzydzać to można gdy nie ma dużej liczby potrzebujących zwierząt.
                • madzioreck Re: Moja znajoma adoptuje psa... 23.03.17, 12:08
                  Wiesz co, ja dość długo już siedzę w tym wolontariackim, zwierzęcym światku, i o tym wymaganiu mitycznych "idealnych" warunków to jedynie na forum czytam od sfrustrowanych, którzy nie dostali zwierzaka tylko dlatego, ze raczyli zechcieć. To, co Ty uważasz za wymaganie ideału, dla mnie jest zabezpieczeniem podstawowych potrzeb zwierzaka i zapewnieniem mu bezpieczeństwa. Dla kota będzie to na przykład to nieszczęsne osiatkowane okno i świadomość, że uchylanie jest niebezpieczne. Dla gryzonia będzie to odpowiedniej wielkości klatka bez półek z prętów, zapewnienie wybiegów poza klatką i zapewnienie leczenia u weta, który zna się na leczeniu gryzoni, a nie u osiedlowego psio-kociego, bo bliżej i taniej. O warunkach "idealnych" mógłby powstać elaborat, ale takich nie ma nikt, ja dla swoich zwierząt też nie i nikt ich ode mnie nie wymagał.
    • kaz_nodzieja Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 17:06
      Koleżanka poszła do schroniska czy fundacji?
      • hanka78 Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 17:18
        Do schroniska
        • kaz_nodzieja Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 17:22
          To musiało się zmienić albo zależy od konkretnego schroniska. Znam przypadek gdy wydali zwierzę osobie w stanie nietrzeźwym.
          • hanka78 Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 17:38
            Na Rybnej w Krakowie.
            • kaz_nodzieja Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 17:43
              Znam smile
              Muszą tam pracować e-matki, bo w odmładzaniu starych psów wink mają stałą praktykę.
              Każdy "adoptowany" pies (trzy psy adoptowane przez kogoś z mojej rodziny oraz znajomą) miał mieć 7 lat smile
              Po wizycie już po adopcji u weterynarza (czy to w celu kontynuacji leczenia czy szczepień) okazywało się, że 7-letni zdaniem pracownika pies miał 13 lat smile
              Pamiętam jak znajoma gdy byłam u niej po tej adopcji (a jeszcze przed jej wizytą z psem u weterynarza) powiedziała, że oto 7-letni "Maks". big_grin big_grin Nawet ja widziałam swoje big_grin
    • kropkacom Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 17:08
      Ja coraz częściej myślę, że kupowanie psów, kotów to czysty egoizm człowieka. W dodatku zbyt często źle kończący się dla psa, kota. Przy tym adoptowanie zwierzęcia ze schroniska to dla mnie jak najbardziej prawidłowy odruch społeczny. To, że ludzie zajmujący się zwierzętami nie chcą dziś aby zwierzęta szły do niesprawdzonych warunków, mnie nie dziwi.
      • zlababa35 Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 17:14
        Lepiej bym tego nie ujęła.
      • sniyg Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 17:18
        A cóż się złego dzieje z kupowanymi psami czy kotami? W schroniskach 99% psów i kotów to nie są kupione z hodowli zwierzęta rasowe. Spora ilość osób adoptujących ze schroniska "w prawidłowym odruchu", pozbywa się pół roku później zwierzątek bo np. jadą na wakacje a hotel dla psa kosztuje. Jak sądzisz, dlaczego pracownicy schronisk podchodzą coraz ostrzej do adopcji zwierząt?
        • kropkacom Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 17:29
          > A cóż się złego dzieje z kupowanymi psami czy kotami?

          Może dziać i dzieje się wszystko. Bo niby czemu nie? Pominę już patologie związane z hodowlami zwierząt. Tutaj rozumiem chęć utrzymania razy, ale tylko tyle.
          • sniyg Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 17:34
            kropkacom napisała:

            > > A cóż się złego dzieje z kupowanymi psami czy kotami?
            >
            > Może dziać i dzieje się wszystko. Bo niby czemu nie?

            Przedziwna odpowiedź...czyli żadnych konkretów. Przecież to co napisałaś można powiedzieć o wszystkich zwierzętach. Bo niby czemu nie?

            > Pominę już patologie związane z hodowlami zwierząt.

            Jest sporo ras naturalnych, szczególnie wśród kotów.
            • kropkacom Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 17:45
              Mało to przypadków(na przykład) kiedy ludzie kupują zwierzęta w prezencie i potem jest problem? Porzucanie, nie zajmowanie się odpowiednie zwierzęciem lub znęcanie się nad nim. Kupowanie z pseudo hodowli. I tak dalej. Fakt, zwierze można mieć też za darmo, bo się od kogoś dostało lub samodzielnie przygarnęło. I tutaj też może zdarzyć się wszystko. Kiedy jednak bierze się zwierzęta od opiekunów adopcyjnych lub z przytułku to powinny być sprawdzone warunki i podpisana umowa. Człowiek powinien czuć, że poza potrzebą posiadania zwierzęcia jest tez coś więcej. To więcej to jest właśnie danie potrzebującemu czworonogowi dobrego domu i batem niekoniecznie jest kasa wydana na niego.
              • sniyg Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 17:55
                Tak, pseudo-hodowle to faktycznie problem, w prezencie raczej chyba rzadko kupuje się zwierzęta z hodowli bo to najczęściej koszt od 2 tys. w górę. W ogóle kupowanie zwierzęcia na prezent komuś innemu niż własny domownik to chory pomysł (no chyba, że ten ktoś wyraźnie sobie tego życzy). Ludzie są za mało wyedukowani w temacie, co rusz słyszę od kupujący pieski u pseuducha "po co mi rodowód", bo większość sądzi, że rodowód to dla snobów. A oni nie są snobami, oni tylko chcą mieć pieska, który wygląda jak rasowy a kosztuje 1/5 ceny. W tym sensie kupowanie nie jest dobrym zjawiskiem.
                • kropkacom Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 18:03
                  To co napisałam to jest mój pogląd którym ludzi nie częstuje w realu smile Tutaj na forum czasami coś w temacie napiszę. Cieszy mnie więc tym bardziej, że chociaż po części się co do meritum się ze mną zgadzasz. Jakiś problem jest. Niekoniecznie zawsze ten sam. wink
                  • ardzuna Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 20:45
                    Myślę jak kropka, poza hodowlami ras naturalnych nie widze specjalnego powodu do hodowania i sprzedaży zwierząt. Oczywiście poza czystym egoizmem ludzkim.
                    • default Re: Moja znajoma adoptuje psa... 22.03.17, 09:22
                      Jakie to rasy naturalne ?
                      • konsta-is-me Re: Moja znajoma adoptuje psa... 22.03.17, 12:03
                        Chodzi chyba o wypaczanie ras, przez dziwaczne wzorce rasy.
                        Ale fakt, naturalny to jest tylko wilkbig_grin
                        Wszystkie inne zwierzęta hodowlane ,włączając owce, kury czy krowę, jakby nie patrzeć, naturalne nie są wink
                        • default Re: Moja znajoma adoptuje psa... 22.03.17, 22:46
                          Ja mam obecnie psy wylacznie "ras naturalnych" - naturalnie skundlone od pokolen, niepodobne do zadnej "nienaturalnej rasy" smile
                          • larrisa Re: Moja znajoma adoptuje psa... 22.03.17, 23:12
                            Naturalne rasy jak najbardziej istnieją, psy tak mnie nie interesują, ale wśród kotów naturalną rasą są między innymi norweskie leśne, koraty i maine coony
      • scarlett74 Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 17:19
        Ale taka bardzo rygorystyczna polityka powoduje ,że zwierz zamiast trafić do domu, do ludzi którzy chcą go przygarnąć i kochać , pozostaje niestety "za kratkami".
        • sniyg Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 17:25
          Jak komuś faktycznie zależy i chce mieć tego psa, to się zgodzi, bo rozumie że to co się dzieje ma na celu zapewnienie zwierzęciu odpowiednich warunków i odpowiedzialnych właścicieli. Niestety narosło przekonanie, że ludzie, którzy adoptują zwierzę ze schroniska na pewno są wyłącznie szlachetni i przepełnieni chęcią pomagania, łzy wzruszenia kapią, a tymczasem spora grupa działa pod wpływem kaprysu no i zwierzę jest za darmo, to co za problem wyrzucić, i jak przyjdzie ochota zabrać innego.
          Jak masz wydać 2 albo 3 tys. zł. za zwierzę to już to sobie dobrze przemyślisz.
          • scarlett74 Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 17:35
            Tak, (na przykładzie opowieści koleżanki) ktoś chce przygarnąć potrzebujące zwierzę , jest odpowiedzialną osobą zdającą sobie sprawę z ewentualnych kosztów w chorobie, czy zapewnienia opieki w razie wyjazdu . Nie każdemu podoba się , że ktoś neguje jego kompetencje, zamierza wchodzić do domu z butami i oglądać każdy kąt. Trudno, biedne psiaczki, przygarnę innego potrzebującego.
            Sama miałam i w domu rodzinnym pieski ze schroniska, (nie było kiedyś takich ceregieli) czy od znajomych
            • kaz_nodzieja Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 17:39
              W Niemczech jak chcesz wziąć psa czy kota ze schroniska musisz okazać jeszcze zaświadczenie o swoich dochodach.
            • sniyg Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 17:42
              A do odczytu licznika gazu albo prądu, czy do sprawdzenia szczelności instalacji koleżanka wpuszcza ludzi do domu?
              Jej zdaniem zwierzęta powinny być wydawane bez żadnej kontroli, ot tak na żywioł? Ktoś przychodzi mówi, że chce pieska, wszyscy szlochają z radości i po sprawie?
              • scarlett74 Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 17:49
                Weź sobie daruj spazmy radości. Tu raczej chodzi o to, że człowiek który zawsze miał psy (szczeniaki, starsze, kundelki, rasowe) kocha je i chce dla nich jak najlepiej , nagle dowiaduje się od jakiejś nawiedzonej, że ta musi zobaczyć jego dom i warunki , zanim wyda zwierza.
                • sniyg Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 17:58
                  No a co jest w tym domu tak strasznego, że nie można do niego wpuścić ludzi? Czy ty sądzisz, że jak przychodzi jakiś świr adoptować zwierze to mówi coś innego niż twoja znajoma? Dzień dobry, jestem świrem, poproszę kotka, bo chcę się nad nim znęcać? Nie, ten ktoś mówi dokładnie to samo co twoja znajoma, że kocha zwierzęta i chce dla nich jak najlepiej.
                  • default Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 18:10
                    Aha, a jak się przyjdzie do domu świra, to od razu wiadomo -wszędzie narzędzia tortur i wypreparowane kocie zwłoki, więc wszystko jasne.
                  • scarlett74 Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 19:59
                    Owszem nie mam zamiaru wpuszczać obcych osób do mojego mieszkania. Wolontariuszki/aktywistki fundacji to dla mnie żaden autorytet.Nie będzie ni obcy element oceniał mieszkaniasmile
                    A po co świrowi koteczek z fundacji/schroniska skoro tyle ich na podwórku obok...
                    • ardzuna Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 20:56
                      Nie wiem po co, ale słynny student maltretujący koty brał je z fundacji. Nie umiał ich sobie znaleźć na podwórku obok albo nie chciał.
                      • default Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 23:16
                        Z fundacji ??? Jak mu sie to udalo ?
                        • ardzuna Re: Moja znajoma adoptuje psa... 22.03.17, 00:59
                          Najwyraźniej świetnie kłamał. Działał w mniejszym mieście, gdzie ogólnie o sensowne adopcje trudniej więc pewnie jeśli był oczytany, to robił dobre wrażenie.
                          Wbrew prezentowanym tu tezom najliczniej reprezentowane wśród nieodpowiednich domów są domy traktujące zwierzaki jak zabawki, nieleczące, nierozwiązujące problemów behawioralnych, beztroskie itd. Zwyroli w populacji jest dość mało. Złych domów nie udaje się wszystkich odsiać, ale oby tych błędnych wyborów było jak najmniej.
                • 3-mamuska Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 18:23
                  scarlett74 napisała:

                  > Weź sobie daruj spazmy radości. Tu raczej chodzi o to, że człowiek który zawsze
                  > miał psy (szczeniaki, starsze, kundelki, rasowe) kocha je i chce dla nich jak
                  > najlepiej , nagle dowiaduje się od jakiejś nawiedzonej, że ta musi zobaczyć jeg
                  > o dom i warunki , zanim wyda zwierza.

                  Jakby tak kazdy kochał i dbał nie byłoby schronisk. Nie byłoby przywiązanych psów w lesie, i katowanych.
                  • scarlett74 Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 20:03
                    Widzisz tylko jedną stronę. Zawsze byli, są i będą ludzie którzy gdzieś mają zwierzęta ( i ludzi też).Teoria spisku i podejrzliwość na wstępie, że wszyscy, którzy chcą zwierzaka ,to na pewno mają złe cele...Udziela ci się mentalność "dobrej zmiany"...
                    • ardzuna Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 20:57
                      Ale to dobra zmiana czuje się panami przyrody i wszelkiego stworzenia. To tobie udziela się ta mentalność - chcę pieska i sobie go biorę, jak przedmiot.
            • 3-mamuska Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 18:21
              scarlett74 napisała:

              > Tak, (na przykładzie opowieści koleżanki) ktoś chce przygarnąć potrzebujące z
              > wierzę , jest odpowiedzialną osobą zdającą sobie sprawę z ewentualnych kosztów
              > w chorobie, czy zapewnienia opieki w razie wyjazdu . Nie każdemu podoba się ,
              > że ktoś neguje jego kompetencje, zamierza wchodzić do domu z butami i oglądać k
              > ażdy kąt. Trudno, biedne psiaczki, przygarnę innego potrzebującego.
              > Sama miałam i w domu rodzinnym pieski ze schroniska, (nie było kiedyś takich ce
              > regieli) czy od znajomych

              Ja wolontariusz wyciąga psa z bagna, dba o niego zbiera kase, nie spi po nocach bo czuwa po operacjach, To dziwisz sie ze niec chce oddać do obcych ludzi i niezany los?
              • scarlett74 Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 20:07
                Ja człowiek bierze porzuconego w lesie szczeniaka, wydaje na niego "ostatni grosz", nie śpi po nocach, bo czuwa czy przeżyje, bierze urlop, bo czuwa przy operacjach.To dziwisz się, że nie chce "wszystkowiedzących" obcych w domu, badających stanem mieszkania jego miłość do zwierząt?
                • ardzuna Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 20:58
                  Ale jak go już wziął z tego lasu, to jakim cudem chce go jeszcze raz przygarnąć z fundacji?
                  • wredna1zmija Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 23:09
                    niektórzy chcą mieć kilka psów. A czasem szczeniaczek znaleziony w lesie też zdycha. Ze starości.
                    • ardzuna Re: Moja znajoma adoptuje psa... 22.03.17, 01:03
                      Chwila, to znaczy że uratowałaś szczeniaczka 15 lat temu i teraz laski, które uratowały kolejnego szczeniaczka, nie spały po nocach, czuwały przy nim, brały urlop żeby go dopilnować, mają posłuchać twojej opowieści przez telefon, uwierzyć ci na słowo, rozczulić się twoją wspaniałością i podwieźć ci swojego szczeniaczka pod drzwi a ty ich nawet na herbatę nie zaprosisz żeby obcych bab nie wpuścić do domu?
                • iskierka3 Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 23:06
                  Ja sie dziwię. W sytuacji osoby od szczeniaczka TYM BARDZIEJ bym rozumiała niepokoj wolontariuszek bo posiadam cień empatii i potrafiłabym sobie wyobrazić co bym czuła oddając owego szczeniaczka obcej babie. Bo tak jak Ty nie chcesz do swego błogosławionego ogniska rodzinnego wpuścić "obcych bab" to dla nich Ty jesteś taką "obcą babą". Różnica taka, że domu Ci nie wyniosą na plecach a Ty ( potencjalna Ty, nie Ty personalnie) możesz im zwierzę skrzywdzić.
                  • konsta-is-me Re: Moja znajoma adoptuje psa... 22.03.17, 00:15
                    Moment.
                    To nie jest "ich" szczeniaczek.
                    A jeśli ich, to niech się nim zajmą na stałe
                    Widać, że nie masz pojęcia jak to funkcjonuje.
                    O ile rozumiem hodowców, bo sama oddawalam szczeniaki mojej suczki ,i czułam się jakbym miała oddać własne dzieci i ryczalam po kazdym, to w takich przypadkach sytuacja jest zupełnie inna.
                    Jeśli ktoś uważa że to jego zwierzę i ktoś je może skrzywdzić, to niech nie oddaje.
                    • iskierka3 Re: Moja znajoma adoptuje psa... 22.03.17, 00:46
                      Mam doskonale pojecie jak to funcjonuje. Oczywiste, ze to nie "ich" szczeniaczek. Natomiast jesli ktos odratowal i dbal to TYM BARDZIEJ oczywiste, ze stara sie o dobry dom, ze jest zwiazany emocjonalnie. Tym bardziej bo i dla zwierzaka, ktorego nie trzeba bylo soecjalnie ratowac kazdy normalny by sie staral. Czemu hodowcy ma bardziej zalezec na jakosci domu niz wolontariuszowi tego nie rozumiem akurat.
                    • ardzuna Re: Moja znajoma adoptuje psa... 22.03.17, 01:06
                      konsta-is-me napisała:

                      > Moment.
                      > To nie jest "ich" szczeniaczek.
                      > A jeśli ich, to niech się nim zajmą na stałe
                      > Widać, że nie masz pojęcia jak to funkcjonuje.
                      > O ile rozumiem hodowców, bo sama oddawalam szczeniaki mojej suczki ,i czułam si
                      > ę jakbym miała oddać własne dzieci i ryczalam po kazdym, to w takich przypadkac
                      > h sytuacja jest zupełnie inna.

                      Yyy, siedzisz w temacie adopcji i twoja suczka miała szczeniaczki??!! Możesz cokolwiek opowiedzieć o powodach takiej decyzji??
                      Jeśli to były twoje dzieci w odróżnieniu od tymczasowo zaopiekowanych piesków, to czemu nie zostawiłaś ich sobie wszystkich? Dzieci się nie oddaje.
                      • konsta-is-me Re: Moja znajoma adoptuje psa... 22.03.17, 01:56
                        Moja suczka miala szczeniaki blisko 17 lat temu.
                        I jednego zatrzymałam, chociaż planowałam zatrzymać 2.
                        I tak, czułam się podobnie jakbym oddawała dzieci i co?
                        Co prawda jeszcze dzieci nie mam, być może to nie to samo.
                        Przeżywałam to razem z psem i panikowalam że szczeniaki "już 2h nie jadły" i co to będzie i w ogóle instynkt macierzyński mi się włączył, nic nie poradze.
                        Nie znioslabym myśli że któremuś szczeniaków mogłoby się coś stac, monitorowalam je nawet po latach.
                        A jakbym się dowiedziała że tak, ukradłabym, wyszarpala, zrobiła podkop i zabrałabig_grin
                        Między innymi dlatego uznałam, że na hodowce się nie nadaje.
                        Dlatego rozumiem prawo pierwokupu i chęć hodowców do "zagladniecia" choćby mailowego do szczeniaków.

                        To nie jest to samo co "ojej, jaki słodki szczeniaczek"

                        Iskierka- po pierwsze , co rozumieć przez "odratowanie"?
                        Większość szczeniaków jest oddawana, nie znajdywana w kartonie w mrozna noc.
                        Rzadko są u wolontariusza w domciu, z reguły czekają w schronisku.
                        Lub dt.
                        Psy dorosłe też ktoś oddaje, lub są znajdywane blakajace się.
                        I znów wolontariusz szuka domu dt lub stałego.
                        Zajmują się głównie pisaniem rzewnych postów, adoracja we własnym kolku i podejrzliwym lypaniem z wyrzutem na resztę "złego" świata.
                        Ludzi od "czarnej roboty" takich jak ja i inni, mniej widać.
                        Rzewne panienki będą szlochać rozpaczliwie, ale nie odważa się odebrać psa który jest źle traktowany.
                        Będą krzyczeć o pieniążki, ale nie ubrudza sobie rączek leczeniem, choćby na zwykłą nuzyce.
                        Piszcza, bo "piesek ma ranę w której są robaki" na szyi, ale do usuwania powyższych trzeba zebrać pieniążki, bo panienka nie zniszczy sobie paznokietkow.
                        Kto jest winny?-zli, podli ludzie, ojej.
                        Potrzebny behawiorysty bo " piesek jest dziki i się boją , ojejku"-mnie wystarczyło kilka godzin żeby psa oswoić.
                        Psy siedzą w schronisku latami, bo "nikt nie jest wystarczająco dobry"-aha...
                        To niech troskliwe panienki wezmą te psy, nie chcą, a dlaczego?
                        Przecież tak się starają, takie mają "slicne dobre serduska, ach".




                        • iskierka3 Re: Moja znajoma adoptuje psa... 22.03.17, 08:27
                          Coz moge powiedziec? Mam zupelnie, kompletnie, totalnie odwrotne doswiadczenie niz Twoje.
                    • chyba.ze Re: Moja znajoma adoptuje psa... 22.03.17, 07:08
                      Ale jak to "oddałaś" szczeniaczki? Sprawdziłaś każdą rodzinę pod kątem metrażu, zarobków i czasu? Na jakiej podstawie udzielili Ci informacji i wpuścili do domu pod kątem kontroli? Pierwsze pytanie powinno brzmieć: dlaczego dopuściłaś sukę do bezsensownego rozrodu produkując następne sieroty do adopcji, skoro w to miejsce mogły pójść już urodzone wcześniej? Egzaltowana panna z Ciebie.
                      • konsta-is-me Re: Moja znajoma adoptuje psa... 22.03.17, 12:21
                        Z ciebie egzaltowana panna.
                        Po pierwsze było to wiele lat temu.
                        I "nie dopuszczalam" pies był wtedy pod opieką innej osoby,ale nieważne już.

                        Po drugie nie widzę powodu sprawdzać zarobków ani metrażu.
                        I co niby metraż miałby dać, według ciebie?
                        Ktoś ma kilometrowy pokój, by pies się w nim wybiegał?big_grin
                        Bo zakładam że człowiek biorąc psa, zdaje sobie sprawę że pies gdzieś musi mieszkać i coś jeść, bo nie oddaje psa osobom niedorozwinietym umyslowo.
                        I jakoś nie było pretensji pt"a dlaczego on sika i gryzie buty???"
                        A psy spotykałam czasem na spacerach.
                        Odmówiłam oddania szczeniaka jednej rodzinie "bo jest słodki i dziecko chce".
                        Dzieciątku się kupuje jeszcze bardziej slitasnego pluszaka.
                        I wszyscy zadowoleni.

                        Po trzecie- na żadnej zasadzie.
                        Nie sprawdzalam lokalu ani czasu.
                        Byli to znajomi, obcemu bym nie dała, prędzej bym zatrzymała wszystkie nawet w bloku, mając świadomość klopotow.
                        • ardzuna Re: Moja znajoma adoptuje psa... 22.03.17, 21:15
                          A teraz kastrujesz psy, które tak zajmując się czarną robotą ratujesz?
                          Dobra, 17 lat temu rozmnożyłaś sukę niepotrzebnie, ale dlaczego do teraz piszesz o tym z takim samozadowoleniem, brakiem świadomości, że nie ma czego zachwalać i różnicując status tych nieszczęsnych szczeniąt od tymczasów?
                          • konsta-is-me Re: Moja znajoma adoptuje psa... 22.03.17, 21:23
                            Według ciebie powinnam bic ci się w piersi , bo 17 lat temu się się oszczenila?big_grin
                            Nie zamierzam.
                            Gdzie ujrzałas "zachwalanie", tez nie wiem.,
                            Co rozumiesz przez "różnicowanie statusu szczeniaków"-nie rozumiem.
                            • ardzuna Re: Moja znajoma adoptuje psa... 22.03.17, 21:29
                              Sama piszesz, ze to zupełnie co innego niż tymczasy.
                              Od świadomego dt oczekiwałabym, że nie służy jako społeczny dowód słuszności (p.t. "inni tak robią") dla rozmnażania zwierząt. Jeśli w ogóle piszesz o tym, powinnaś wyjaśnić, kiedy to było, dlaczego się przytrafiło i że nie robisz tego więcej, bo zmądrzałaś.

                              Czy kastrujesz swoje tymczasy? Nic na ten temat nie napisałaś.
                              • konsta-is-me Re: Moja znajoma adoptuje psa... 22.03.17, 21:55
                                No bo to jest cos innego niż tymczasy.
                                Tymczasy w niczym nie są gorsze przez to, dlaczego taki wniosek wyciągasz?
                                Na tej samej zasadzie jak mój osobisty pies.
                                Biore psa na cale zycie, moje albo psa, tak mam
                                Albo wcale.
                                Gdybym tak samo mocno przywiązywała się do tymczasow musiałabym zwariowac.

                                Nie mam funduszy na kastrowanie każdego (pewnie dlatego,że daleko mi do ematki).
                                Kastruje fundacja (rzadko) lub gmina.
                                Ja nie prowadzę fundacji- ja współpracuje z nimi i prowadzę dt.
                                Widać że nie masz za bardzo rozeznania jak to działa.

                                • ardzuna Re: Moja znajoma adoptuje psa... 26.03.17, 15:29
                                  konsta-is-me napisała:

                                  > No bo to jest cos innego niż tymczasy.
                                  > Tymczasy w niczym nie są gorsze przez to, dlaczego taki wniosek wyciągasz?
                                  > Na tej samej zasadzie jak mój osobisty pies.
                                  > Biore psa na cale zycie, moje albo psa, tak mam
                                  > Albo wcale.
                                  > Gdybym tak samo mocno przywiązywała się do tymczasow musiałabym zwariowac.

                                  Szczeniaczki też twoja suczka urodziła tobie na całe życie i byłaś do nich tak przywiązana? I jeszcze nie zwariowałaś z tego powodu, że je oddałaś? A jeśli byłaś do nich przywiązana jak do dzieci, to czemu je w ogóle pooddawałaś? Dzieci się nie oddaje. Dla mnie to chore, co piszesz o tych szczeniaczkach i że twoje przywiązanie do tymczasów jest mniejsze.

                                  > Nie mam funduszy na kastrowanie każdego (pewnie dlatego,że daleko mi do ematki)
                                  > .
                                  > Kastruje fundacja (rzadko) lub gmina.
                                  > Ja nie prowadzę fundacji- ja współpracuje z nimi i prowadzę dt.
                                  > Widać że nie masz za bardzo rozeznania jak to działa.

                                  Aa, czyli mamy dom tymczasowy który przyznał się, ze wydaje niewycięte psy do adopcji, a w samoobronie twierdzi ze nie wiem jak to działa.

                                  Nie obchodzi mnie, za czyje pieniądze wycinasz te "nie wszystkie" psy ale myślę że lepiej byłoby gdybyś ograniczyła się do tymczasowania takiej liczby psów którym jesteś w stanie zapewnić z dowolnych środków kastrację. Bo chodzi o ograniczanie zasięgu bezdomności a nie o działania pozorne.
                                  • kaz_nodzieja Re: Moja znajoma adoptuje psa... 26.03.17, 16:18
                                    Nie wszyscy z DT są bogaczami. Skoro stać ich na utrzymanie psa, ale bez kastracji to mają w ogóle rezygnować z bycia DT?
                                    Sama kiedyś zafundowałam karmę dla DT (wysłałam opłacone zamówienie na adres DT), to zwykle nie są bardzo bogate osoby i zwyczajnie może ich nie stać by jeszcze dodatkowo wydawać 200 zł na kastrację.
                                    • ardzuna Re: Moja znajoma adoptuje psa... 27.03.17, 23:02
                                      kaz_nodzieja napisała:

                                      > Sama kiedyś zafundowałam karmę dla DT (wysłałam opłacone zamówienie na adres DT
                                      > ), to zwykle nie są bardzo bogate osoby i zwyczajnie może ich nie stać by jeszc
                                      > ze dodatkowo wydawać 200 zł na kastrację.

                                      Kastracja to podstawa, a nie dodatek. Osoby o tym podejściu do kastracji i rozmnażania co konsta w ogóle nie powinny tykać się zwierząt. Jak wyegzekwują kastrację i nierozmnażanie od adoptującego? A co to za ratowanie, jeśli zaraz się z tego uratowanego psa wyprodukuje kilka następnych bezdomnych, tylko w pierwszym roku od uratowania?
                                      • konsta-is-me Re: Moja znajoma adoptuje psa... 28.03.17, 00:28
                                        Nie masz pojęcia jakie mam zdanie dot. kastracji , to po pierwsze.
                                        Po drugie nie masz pojęcia jak działa umowa adopcyjna.
                                        Poza tym skąd pomysł że wszyscy chcą produkować następne psy-nie wiem, ale coz-każdy ocenia według siebie.
                                        Nigdy nie widziałam takiego procederu, oprócz wsi,ale ja mieszkam w środku miasta.
                                        Według ciebie właściciele suczek biorą je tylko i wyłącznie w celu rozmnażania, wyczekują z utęsknieniem pierwszej cieczki, po czym "natychmiast" zapladniaja a po każdej ciąży radośnie topia szczeniaki w wannie.
                                        Właściciele psów mają trochę trudniej, ale już wiemy, skąd się biorą kradzieże psów-to oni przeczesuja miasto dniem i noca, czyhajac , a nuż się nawinie suczka pod sklepem, po czym ze złowieszczym chichotem zapladniaja sukę, i zacierając ręce , czekają na zalew bezdomnych psówbig_grin
                                        Dlatego wlasnie trzeba robić staranne wizyty przedadopcyjnebig_grin
                                        Po trzecie nie rozumiesz słowa pisanego, po prostu.
                                        Mówiło ci już kilka osób na czym polega dt.
                                        Ty dalej swoje.
                                        • ardzuna Re: Moja znajoma adoptuje psa... 28.03.17, 21:34
                                          konsta-is-me napisała:

                                          > Nie masz pojęcia jakie mam zdanie dot. kastracji , to po pierwsze.\\

                                          Mam - widziałam jak się radośnie chwalisz że twoja suczka urodziła szczeniaczki i jakie były słitaśne jak twoje własne dzieci. I jak nie masz problemu z wydawaniem niewyciętych zwierząt do adopcji.

                                          > Poza tym skąd pomysł że wszyscy chcą produkować następne psy-nie wiem, ale coz-
                                          > każdy ocenia według siebie.

                                          Niniejszym oceniłaś według siebie - w odróżnieniu od ciebie nigdy nie rozmnożyłam żadnego zwierzęcia.

                                          Resztę twoich andronów pominę, nie są warte komentowania.
                                      • kaz_nodzieja Re: Moja znajoma adoptuje psa... 28.03.17, 08:50
                                        Raczej dodatek biorąc pod uwagę, że bez kastracji pies przeżyje, bez karmy - nie.
                                        • ardzuna Re: Moja znajoma adoptuje psa... 28.03.17, 21:35
                                          kaz_nodzieja napisała:

                                          > Raczej dodatek biorąc pod uwagę, że bez kastracji pies przeżyje, bez karmy - ni
                                          > e.

                                          Podstawa, bo bez kastracji zaraz trzeba mieć karmę dla 6 kolejnych psów.
                                          • konsta-is-me Re: Moja znajoma adoptuje psa... 28.03.17, 21:46
                                            U ardzuny psy rozmnażają się cyklicznie i wiatropylniebig_grin
                                            Albo przez pączkowaniebig_grin
                                            • ardzuna Re: Moja znajoma adoptuje psa... 29.03.17, 20:26
                                              Taa, a u konsty fioletowe ludziki uczą chińskiego błękitne anemony. Co jeszcze masz mi do opowiedzenia?
                                  • konsta-is-me Re: Moja znajoma adoptuje psa... 26.03.17, 17:13
                                    Opowiadasz niestworzone bzdury i nie masz pojęcia jak funkcjonuje dt.
                                    "Przyznał się, że oddaje niewykastrowane psy"big_grin
                                    Dt to nie nazi, który wyłapuje wszystko co się rusza i poddaje kastracji.
                                    Nie rozumiesz czemu w ogóle taki dom służy.
                                    Ja mam wrażenie że to ty jesteś chora , patrzac na histeryczny ton i wrzaski o kastracji i temacie o którym nie masz najmniejszego pojęcia.
                                    • ardzuna Re: Moja znajoma adoptuje psa... 27.03.17, 22:59
                                      konsta-is-me napisała:

                                      > Dt to nie nazi, który wyłapuje wszystko co się rusza i poddaje kastracji.

                                      To poddają kastracji zwierzęta naziści? jest coraz ciekawiej, serio, a ty nie powinnaś się w ogóle zajmować tymczasowaniem zwierząt jeśli nie rozumiesz czym jest kastracja, z czym się to je i po co się to robi.

                                      Masakra, jacy wariaci działają w "opiece" nad zwierzętami.
                                  • slonko1335 Re: Moja znajoma adoptuje psa... 26.03.17, 18:11
                                    >Aa, czyli mamy dom tymczasowy który przyznał się, ze wydaje niewycięte psy do adopcji, a w samoobronie twierdzi ze nie wiem jak to działa.
                                    bo wyglada na to, ze rzeczywiście nie wiesz...to nie dom tym wydaje psa do adopcji ... psem cały czas rozporządza przechowalnia, schronisko, fundacja, nie dt..
                                    • ardzuna Re: Moja znajoma adoptuje psa... 27.03.17, 22:54
                                      slonko1335 napisała:

                                      > bo wyglada na to, ze rzeczywiście nie wiesz...to nie dom tym wydaje psa do adop
                                      > cji ... psem cały czas rozporządza przechowalnia, schronisko, fundacja, nie dt

                                      Dziecko, wiesz co to jest DT? To jest dom tymczasowy, on nie musi być nigdzie afiliowany, może działać na własną rekę, jego immanentną cechą jest tylko i wyłącznie tymczasowość. Nawet jeśli z kimś współpracuje, działa pod auspicjami fundacji, to on wydaje do adopcji. Różne fundacje w różnym stopniu ingerują w proces adopcyjny lub monopolizują go, nie ma żadnych reguł. Niezależnie od tego, kto rozporządza psem to wydaje do adopcji dt bo on się tym psem fizycznie opiekuje. Pies może być wydany wycięty lub niewycięty i tu wracamy do tematu podstawowego.
                                      • slonko1335 Re: Moja znajoma adoptuje psa... 28.03.17, 07:44
                                        Cóż dziecko użyczam swojego domu jako tymczas i nie ja podejmuję decyzje o adopcji, sterylizacji, leczeniu i nie rozporządzam psem, owszem mogę się spotkać na spacerze zapoznawczym czy zrobić wizytę przedadopcyjną oraz przekazać swoje spostrzeżenia ale decyzje i umowę podpisuje fundacja, schronisko, przechowalnia a psa ode mnie odbiera ewentualnie przyszły właściciel po tym fakcie jeśli z jakich powodów nie można bezpośrednio stamtąd . Nie wpadłabym tez na to że wszystkie psy które przewinęły się przez mój dom powinnam sterylizować na własny koszt...zwłaszcza że wiele z nich zwyczajnie zabiegu przejść nie może z różnych powodów...
                                        • ardzuna Re: Moja znajoma adoptuje psa... 28.03.17, 21:38
                                          slonko1335 napisała:

                                          > Cóż dziecko użyczam swojego domu jako tymczas i nie ja podejmuję decyzje o adop
                                          > cji, sterylizacji, leczeniu i nie rozporządzam psem,

                                          No i co z tego? Czy ja twierdzę, ze nie ma fundacji, w których panują takie zasady? To co napisałaś, nie oznacza ze nie ma domów tymczasowych działających na innych zasadach. Mało wiesz o organizacjach prozwierzęcych, jeśli twój własny dt przesłania ci cały pozostały świat i uważasz, ze nie istnieją żadne inne opcje niż panująca u ciebie.

                                          Nie wpadłabym tez na to że wszystk
                                          > ie psy które przewinęły się przez mój dom powinnam sterylizować na własny koszt

                                          A gdzie to sugerowałam? Umiesz czytać?

                                          > ...zwłaszcza że wiele z nich zwyczajnie zabiegu przejść nie może z różnych powo
                                          > dów...

                                          Serio wiele? Raczej mniejszość. Kwestia odpowiedniego znieczulenia do zabiegu.
                                          • slonko1335 Re: Moja znajoma adoptuje psa... 28.03.17, 22:14
                                            Owszem wypisujesz jakies bdury w każdym prawie poście, zdaje się, ze w jednym wyzej coś było-no to ci pisze, ze bywam DT i jest inaczej niz piszesz, zrestza nie tylko ja jestem dt i twierdze, ze jest inacze-twoja agresja tego nie zmieni.....

                                            Cóż jeśli trafia do mnie pies zwykle oznacza to tyle, ze nie może byc z jakiegos powodu w kojcu, klatce, schronisku a ten powód zazwyczaj jest zdrowotny albo związany z wiekiem zwierzęcia, jendka co bys nie napsiała zdecydowana wiekszośc psów które przewinęly sie przez moj dom kastrowana być nie mogla a zabieg zwykle finansowany jest przez gminę, więc nie chodziło o brak kasy.....
                                            • ardzuna Re: Moja znajoma adoptuje psa... 29.03.17, 20:34
                                              slonko1335 napisała:

                                              > Owszem wypisujesz jakies bdury w każdym prawie poście, zdaje się, ze w jednym
                                              > wyzej coś było-no to ci pisze, ze bywam DT i jest inaczej niz piszesz,

                                              Ile razy to jeszcze napiszesz? Przekonująca byłabyś gdybyś napisała, ze byłaś wszystkimi DT na świecie. I gdyby to była prawda.

                                              > Cóż jeśli trafia do mnie pies zwykle oznacza to tyle, ze nie może byc z jakiego
                                              > s powodu w kojcu, klatce, schronisku a ten powód zazwyczaj jest zdrowotny albo
                                              > związany z wiekiem zwierzęcia, jendka co bys nie napsiała zdecydowana wiekszośc
                                              > psów które przewinęly sie przez moj dom kastrowana być nie mogla a zabieg zwyk
                                              > le finansowany jest przez gminę, więc nie chodziło o brak kasy.....

                                              ...tylko o brak umiejętności weterynarzy. Mikropsy sterylizują również suki stare i chore, takim także robią mastektomię, z sukcesami. Kastrują tym bardziej bo to prostszy zabieg.
                                              • slonko1335 Re: Moja znajoma adoptuje psa... 30.03.17, 12:35
                                                To może ty napisz, ze tylko w niektórych domach które ty znasz tak jest, bo jak widać wszyscy tutaj maja inne doświadczenia...

                                                A ty przepraszam jestes weterynarzem jasnowidzem, ze na odległość potrafisz zdiagnozować że pies którego na oczy nie widziałaś ani nic o nim nie wiesz mógł mieć sterylizacje mimo, ze wet twierdzi inaczej?
                                                I wszystko w temacie twojego pojęcia....
                                                • ardzuna Re: Moja znajoma adoptuje psa... 31.03.17, 18:06
                                                  slonko1335 napisała:

                                                  > To może ty napisz, ze tylko w niektórych domach które ty znasz tak jest,

                                                  Ale jak niby jest w tych domach? Domy tymczasowe są różne i działają na różnych zasadach, czego ty nie chcesz przyjąć do wiadomości.

                                                  > A ty przepraszam jestes weterynarzem jasnowidzem, ze na odległość potrafisz zdi
                                                  > agnozować że pies którego na oczy nie widziałaś ani nic o nim nie wiesz mógł mi
                                                  > eć sterylizacje mimo, ze wet twierdzi inaczej?

                                                  Jeśli większość psów nie może zostać zdaniem weta poddana sterylizacji, to znaczy ze wet jest konowałem.
                                                  • slonko1335 Re: Moja znajoma adoptuje psa... 31.03.17, 19:42
                                                    >Domy tymczasowe są różne i działają na różnych zasadach,
                                                    wow,przecież wlasnie o tym piszemy, ciesze się, ze dotarłosmile

                                                    >Jeśli większość psów nie może zostać zdaniem weta poddana sterylizacji, to znaczy ze wet jest konowałem.
                                                    nikt nigdzie poza tobą takiej bzdury nie napsiał...napsialam, że wiekszośc psów które były u mnie na tymczasie nie nadawała sie do sterylizacji, bo skoro były na tymczasie to znaczy, że najczęsicej: były chore, miały cieczkę, 3-5 tygodni albo 15 lat i do sterylizacji sie nie nadawały...
                                                  • ardzuna Re: Moja znajoma adoptuje psa... 01.04.17, 00:34
                                                    slonko1335 napisała:

                                                    > >Domy tymczasowe są różne i działają na różnych zasadach,
                                                    > wow,przecież wlasnie o tym piszemy, ciesze się, ze dotarłosmile

                                                    Dziecko, umiesz czytać??!! Przecież ja ci to właśnie cały czas tłumaczę łopatologicznie, a ty radośnie chrzanisz, że żaden DT nie ma na nic wpływu i wszystkie działają za cudze pieniądze.

                                                    > >Jeśli większość psów nie może zostać zdaniem weta poddana sterylizacji, to
                                                    > znaczy ze wet jest konowałem.
                                                    > nikt nigdzie poza tobą takiej bzdury nie napsiał...napsialam, że wiekszośc psów
                                                    > które były u mnie na tymczasie nie nadawała sie do sterylizacji, bo skoro były
                                                    > na tymczasie to znaczy, że najczęsicej: były chore, miały cieczkę, 3-5 tygodn
                                                    > i albo 15 lat i do sterylizacji sie nie nadawały...

                                                    Toć o tym samym właśnie piszemy, choć zbyt młody wiek jako przeszkoda do sterylizacji (akurat uzasadniona) pojawił się dopiero teraz. Jeśli większość tymczasów nie nadawała się do sterylizacji podczas gdy w dobrych fundacjach mało który tymczas nie jest sterylizowany, to znaczy ze wet sobie nie radził. Wyadoptowywałaś suki w czasie cieczki? O_o? Szok normalnie, nie można było poczekać do końca cieczki i wyciąć?
                                                  • slonko1335 Re: Moja znajoma adoptuje psa... 01.04.17, 07:47
                                                    Agresywna dziwucho nic nie tłumaczysz tylko ciągle się rzucasz szkodząc bardziej zwierzetom niż konsta której suka urodzila 17 lat temu szczeniaki...tacy jak ty własnie zniechęcaja i pisano ci to już w niejednym wątku.....
                                                    Wow jednak nie dotarło, może trzeba łopatą wtłoczyć-ja nie wyadoptowuję psów....ani w czasie cieczki ani po niej ani przed...
                                                  • ardzuna Re: Moja znajoma adoptuje psa... 02.04.17, 09:44
                                                    W takim razie dlaczego suki, które były u ciebie, nie mogły być wysterylizowane ze względu na cieczke?? To się w głowie nie mieści. Oczywiście, ze szkodliwe jest dla zwierząt wydawanie do adopcji w stanie niewyciętym, jeśli ktoś to robi, niech sobie nie wyobraża za wiele na temat własnej pomocy.
                                                  • slonko1335 Re: Moja znajoma adoptuje psa... 02.04.17, 09:51
                                                    Bo wtereynarze-wszyscy najwidocnziej sami idioci w przeciwieństwie do ardzuny ktora weterynarzem przeciez nie ejst twierdzili, ze to zbyt duże ryzyko w tym czasie gdy szaleję hormony i jest tak duże ukrwienie.... Każdy z psow mail wyznaczony termin na zbaieg dwa miesiące po cieczce-wtedy gdy to najbezpiecnziejsze dla niego a w umowie było zobowiązanie do zrobienia go. Zawsze możesz zgłosić swoje uwagi do wetów, fundacji i schrnosik z okolic szczecina, ze ci taka ich pomoc nie pausje...

                                                    proponuję wywgooglac sobie:
                                                    www.google.pl/webhp?sourceid=chrome-instant&ion=1&espv=2&ie=UTF-8#q=kastracja+suki+w+czaise+cieczki&*
                  • capa_negra Re: Moja znajoma adoptuje psa... 22.03.17, 00:34
                    Ja naprawdę wiele rozumiem, bo większą część życia mam psy, przygarnięte w mniej lub bardziej opłakanym stanie, ale jak ktoś by mi pier..ił, że ogrodzenie mam nie takie, albo za długo pracuje to bym śmiechem zabiła.
                    12 lat temu leczyłam psa (2 operacje, nauczyłam się podłączać kroplówke i robić zastrzyki), którego koszt leczenia był taki, ze mój vet mógł za tą kasę pojechać 2 x z całą rodziną na Chorwację. Nie chwalę się i nie żalę, stwierdzam fakt i gdyby mi wtedy jakaś nawiedzona dziunia nawinęła się pod rękę to za siebie nie ręczę.
                    • iskierka3 Re: Moja znajoma adoptuje psa... 22.03.17, 00:48
                      Az tak by ta "nawiedzona dziunia" zachwiala Twa samoocena?
                    • ardzuna Re: Moja znajoma adoptuje psa... 22.03.17, 01:08
                      capa_negra napisała:

                      > Ja naprawdę wiele rozumiem, bo większą część życia mam psy, przygarnięte w mnie
                      > j lub bardziej opłakanym stanie, ale jak ktoś by mi pier..ił, że ogrodzenie mam
                      > nie takie, albo za długo pracuje to bym śmiechem zabiła.

                      A próbowałabyś wziąć psa mają nieodpowiednie ogrodzenie, które pies by forsował bez problemu, albo pracując za długo?
                      • default Re: Moja znajoma adoptuje psa... 22.03.17, 09:32
                        Jak pies "forsuje ogrodzenie" to problem jest w psie, a nie w ogrodzeniu. I szuka sie rozwiazania psiego problemu, a nie buduje wyzszy mur.
                        • capa_negra Re: Moja znajoma adoptuje psa... 22.03.17, 17:21
                          Mam psa 10kg z kudłami, który za młodu forsował każde ogrodzenie i potrafił uwolnić się z każdej uwięzi. I pracuję za długo, ale mam ogród, a psy mają kojec w którym są jak my jesteśmy "za długo"
                          Jeśli psa ciągnie " we wieś" jak tu u mnie mówią to żadne ogrodzenie go nie powstrzyma - nasz jak miał faze na ucieczki to odbywał spacery po placu na 5 metrowej lince - ile rozumu, tyle wolności. Do tej pory mamy taki palik na który był zakładany uchwyt smyczy i mógł sobie wkoło pobiegać, a i to musieliśmy uważać, żeby nie odgryzł się od smyczy i nie wygryzł przez ogrodzenie
                          Potem w lesie znalazłam mu suczkę do pilnowania i się skończyły ucieczki, a jak przygarnęłam 3go psa, też samca to poczuł zdrową konkurencję. Ogrodzenie jakie było takie jest, piesek luzem i nic mimo, że suka wysterylizowana.
                  • scarlett74 Re: Moja znajoma adoptuje psa... 22.03.17, 15:49
                    Od "porzuconego szczeniaka w lesie" to jestem jasmile
                    Mówiąc o ludziach chcących wziąść zwierzę, mam na myśli osobę prawdziwie zainteresowaną i zdającą sobie sprawę że zwierzę to nie zabawka czy puszysta kuleczka, która za jakiś czas się znudzi. Takie osoby, to osobna kategoria ,w pełnie zasługująca na potępienie. Ale psiarze są zniesmaczeni, tu koleżanka +/- 50 lat , psy są wokół nie od zawsze , jest pouczana przez młodą siksę i jej widzimisie. Ok, jakiś tam wywiad powinien być, ale obchód mieszkania zainteresowanego nie powinien stanowić o tym , czy dana osoba może zaopiekować się zwierzakiem.
            • ardzuna Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 20:53
              scarlett74 napisała:

              > Sama miałam i w domu rodzinnym pieski ze schroniska, (nie było kiedyś takich ce
              > regieli) czy od znajomych

              Te od znajomych nie są potrzebujące, to znajomi potrzebują oleju w głowie, a może też wsparcia finansowego na sterylizację suczki jeśli brak im na podstawowe potrzeby.
    • chocolate-cakes Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 17:12
      Też podpisywałam umowę adoptując kota. Nie widzę w tym nic dziwnego.
    • eve-lynn Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 17:34
      Ciekawe czy kury, krowy, gęsi tez się adoptuje?
      Ja ostatnio kupiłam, tfu.... adoptowałam chomika. W sklepie podpisałam umowę, miałam podać nazwisko, adres i tel. Ale też w umowie stoi ze mam prawo do reklamacji jeśli okaże się, że chomi jest np. Chory, albo stary (sprzedano mi go jako 4 miesiecznego) i np. Zdechnie mi za tydzień ze starości.
      • kaz_nodzieja Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 17:37
        Ja kury i krowy adoptuję w swoim żołądku smile
        • eve-lynn Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 17:39
          A masz wcześniej robiona inspekcje pomieszczenia?
          • kaz_nodzieja Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 17:45
            Gastroskopii nigdy nie robiłam sad Ale żołądek ma raczej zdrowy, nie mam zgagi czy objawów refluksu smile Tak, że zapraszam smile Czysty żołądeczek wolny od wrzodów czeka smile
            • hanka78 Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 18:15
              A nie chcieli tej inspekcji przeprowadzić, wchodząc tylnym wejściem?
      • hanka78 Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 17:41
        eve-lynn napisała:

        > Ciekawe czy kury, krowy, gęsi tez się adoptuje?

        To chyba nie są zwierzęta do towarzystwa... a jedzenie się kupuje. Słyszałeś, żeby ktoś adoptował kapustę albo ziemniaki?
      • verdana Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 17:46
        Nie widzę nic dziwnego ani w wypytywaniu, ani w podpisywaniu umowy, ani w wizycie preadopcyjnej, ani nawet w odsyłaniu, aby przemyśleć sprawę. To wszystko powoduje, ze nie bierze sie zwierzęcia bez zastanowienia. Choć niektóre warunki uważam za zbyt restrykcyjne, albo wręcz idiotyczne (np mnie nie chciano dać małego kotka do kota rocznego, albo wypytywano, czy nie mam małego dziecka - naprawdę, koty i dzieci jakoś się zwykle dogadują). Natomiast kontrole juz po wydaniu zwierzęcia uwazam za niedopuszczalne - nie robi sie tego nawet w przypadku dzieci. Przykro mi, NIGDY nie wezmę zwierzęcia, które ktoś może mi odebrać, bo coś mu się nie spodoba. To jest absurdalny warunek.
        • kanna Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 17:54
          > nie robi sie tego nawet w przypadku dzieci

          a szkoda, bo to mogło by różne dzieci uratować sad
          • verdana Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 18:00
            I bardzo dużo pogrążyć. Dziecko adoptowane ma być dzieckiem swoich rodziców, a nie dzieckiem "na próbę". Owszem, rodzice powinni mieć pomoc psychologa, ale również pewność,z ę dziecko jest ich. Inaczej będą wychowywali cały czas dziecko, które będzie "cudze".
            • 3-mamuska Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 18:26
              verdana napisała:

              > I bardzo dużo pogrążyć. Dziecko adoptowane ma być dzieckiem swoich rodziców, a
              > nie dzieckiem "na próbę". Owszem, rodzice powinni mieć pomoc psychologa, ale ró
              > wnież pewność,z ę dziecko jest ich. Inaczej będą wychowywali cały czas dziecko,
              > które będzie "cudze".

              Wiesz w przypadku dziecka to dziecko odwiedzał lekarza przedszkole szkole maja nad rodzicami inne instytucje kontrole.
        • zlababa35 Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 18:12
          Tyle, że ludzie adoptując dziecko będą o nie dbać... No właśnie, jak o własne. W przypadku zwierząt bywa różnie, np. chory zwierzak nie będzie leczony itp. W ilu ludziach pokutuje przekonanie, że to tylko zwierzę, zachorowało, no to trudno, będzie następne.
        • iskierka3 Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 23:12
          E, nie wydaje mi się żeby tak sobie ktoś odbierał z powodu byle czego. I sądzę, że prawnie byłoby to trudne do przeprowadzenia jeśli nie ma prawdziwych podstaw. U koleżanki była właśnie wizyta poadopcyjna, przyszły dziewczyny, zobaczyly, że koty żyją, dobrze się mają, pogadały sympatycznie i poszły. U mnie w rodzinie zawiązały się przyjaźnie przy okazji wizyt poadopcyjnych, teraz liczne wizyty odbywają się na wspólnych spacerach z psami. Nie natkęłam się realu nigdy na opisywane to świry prozwierzęce.
      • anagat1 Re: Moja znajoma adoptuje psa... 22.03.17, 03:02
        Kury konie osly kuce mozna w Irlandii adoptowac☺☺☺ Psy i koty oczywiscie tez . W schronach w zasadzie tylko psy w typie rasy.. rzadko widac takie polskie kundelki typowe.

        Sama adoptowalam z Polnocnej Irlandii border collie. Mieli sprawdzac dom, ale ze bylismy tam jako wolentariusze i nas znali..to pewnego pieknego dnia wrocilismy juz z psem. Nawet ogrodu nie mielismy ogrodzonego. Pies z nami juz prawie 7 lat😍😍😍
    • kanna Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 17:52
      Mnie coś innego dziwi.. moja córka bardzo chce psa,
      Wszelkie procedury adopcyjne dawno zna, przeczytała na stronach schronisk.

      Twoja znajoma po prostu pojechała? Nie zorientowała się w procedurze?
      • hanka78 Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 18:06
        Chyba tak. Była zdziwiona, że wgle jest jakaś procedura. Nawet chyba nie wchodzili na str schroniska, przynajmniej nic mi o tym nie wspominała... Wiedziała, że chcą psa, że ze schroniska więc wsiedli w którąś niedziele i pojechali... mnie to jakoś specjalnie nie dziwi...
        • kanna Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 19:20
          Czyli impuls.

          Dobrze, ze ich odesłali.
        • slonko1335 Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 19:41
          Ano właśnie...Chodzi u nas po face filmik ze schroniska. Cudny szczeniak trzęsący się z zimna. Nawet na ematce konwalka wrzucała błagalny post-proszę udostęniajcie, adoptujcie go... Na drugi dzień dzikie mnóstwo chętnych na słodkiego piesia...ale ale, nie było proszę bierzcie-tylko najpierw spacer zapoznawczy z psem i wolontariuszką, na którym okazywało się, ze słodki szczeniaczek waży 20 kilogramów, nie umie kompletnie się zachować, nie zdaje sobie sprawy ze swojej masy, podgryza i próbuje zdominować przewodnika, nie ma pojęcia o chodzeniu na smyczy a najlepsza zabawa to ksakanie na cłzowieka i łapanie go zębami za nos. Cóz pies posiedział jeszcze dwa tygodnie w schronisku aż znalazł ludzi zdających sobie sprawę z tego co oznacza mieć takeigo szczeniaka i przede wszystkim potrafiąych, chcących i majacych czas pracować z takim psem...
          • konsta-is-me Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 19:49
            Może raczej powinni uświadamiać ludzi, że tak wlasnie zachowują się szczeniaczki?
            "Nie umieją się zachować" bo...są szczeniakami?
            I bywa, że waza 20 kg
            Jeśli w opisie było że szczeniak, to wszystko ok.
            • slonko1335 Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 19:55
              Mnóstwo litościwych chętnych jechało na drugi dzień, bo taki słodki i mu zimno...wszyscy z zamiarem wzięcia psa-wychodzili bez niego jak zobaczyli co oznacza taki pies na co dzień a nie na kilkanaście sekund wzruszającego filmiku, schronisko mogło wydać z kojca pierwszym chętnym ale wolontariuszka na to nie pozwoliła tylko pokazała i wytłumaczyła jak to jest z tymi słodkim szczeniaczkami bo jakoś zdecydowana większość dorosłych ludzi którzy tam przyszli nie miała otym pojęcia...
              • konsta-is-me Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 19:59
                Wszyscy chcą szczeniaki, bo słodkie, a mało kto rozumie, że trzeba je...wychować.
                • kaz_nodzieja Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 20:13
                  Niektórzy chcą dorosłe psy, ale nie stare, a wciska im się 13-letnie truchła, oczywieści odmładzając je do 5-7 roku życia uncertain To samo dotyczy kotów. Potem właściciel gdy idzie z "7-letnim" psem do weterynarza dowiaduje się, że pies ma 13 lat "na biedę". uncertain
                  Obrzydliwe zachowanie pracowników schroniska i fundacji, bo nie wierzę, że w takie zbiegi okoliczności, że na trzy psy "7-letnie w schronisku" później już u właścicieli i weterynarza okazywały się kilkunastolatkami uncertain
                  • konsta-is-me Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 20:26
                    "Truchla"??
                    Dzis psy dozywaja 20 lat w dobrym zdrowiu.
                    • kaz_nodzieja Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 20:37
                      Przeciętna długość życia psa to około 15 lat. A jeszcze dodajmy, że psy schroniskowe to nie pieszczoszki tylko często psy zaniedbane, wzięte z różnych warunków, najczęściej niedobrych więc nawet jak dociągną do tych 15 lat to i tak dobrze.
                      • ardzuna Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 21:03
                        Mnie wzrusza cały czas twoja pewność że wiek jest oceniony dobrze. Wiek może być oceniany różnie przez różnych weterynarzy, mojemu kotu dawali rozstrzał ładnych kilku lat - weterynarze nieschroniskowi. I nie chcieli wierzyć, ze najprawdopodobniej jest jeszcze o parę lat starszy niż dawali mu w najśmielszych przypuszczeniach.
                        • kaz_nodzieja Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 21:49
                          Trochę mnie dziwi, że zawsze u weterynarzy "poza schroniskowych" ten wiek był zawsze sporo starszy.
                          Ja wiem, że stare zwierzę niezwykle trudno wydać, ale wprowadzanie w błąd ludzi, którzy chcieliby zaadoptować dorosłe, ale nie stare zwierzę jest zwykłym draństwem i nieuczciwością wobec przyszłych właścicieli, którzy ponoszą później wszelkie koszty, także emocjonalne (wcześniejsze odejście) adopcji psa w wieku tuż przed grobem. Tak się nie robi.
                          • ardzuna Re: Moja znajoma adoptuje psa... 22.03.17, 00:43
                            Za to ja już nie ręczę, słyszałam także o przypadkach zawyżania wieku przez weterynarzy schroniskowych. Kiedy zwierzę trafia do schroniska, nie ma ze sobą metryki.
          • asia_i_p Re: Moja znajoma adoptuje psa... 22.03.17, 10:58
            No dobra, ale kto ten filmik wrzucił? Jeżeli się wrzuca rzewne filmiki, to liczy się na taki odzew. Czy poniżej filmiku były istotne informacje, jak waga i wymagania zwierzęcia, czy po prostu wrzucamy "przynętę" i liczymy, że ze stu osób, które się zjawią, jedna będzie odpowiednia? W takim razie pretensje do tych nieodpowiednich są zupełnie nieuzasadnione, już raczej one powinny mieć pretensję o zmarnowany czas i koszta dojazdu.

            Jeżeli fundacje chcę przyciągnąć odpowiedzialnych przygarniających, to niech nie używają do tego rzewnych filmików, tylko konkretnych informacji.
            • slonko1335 Re: Moja znajoma adoptuje psa... 22.03.17, 15:46
              Ktoś kto był akurat w schronisku, w sensie prywatna osoba. Była nagonka, zresztą dalej jest na pracowników(słuszna całkiem) i to była jej część-zobaczcie jak tam traktują biedne pieski i jak one tam marzną....i ruszyli na ratunek ratować szczeniaczka przed zimnem bardzo odpowiedzialni ludzie...
    • ciezka_cholera Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 18:05
      Sprawa jest dość prosta: jeśli liczba udanych adopcji netto (czyli nie mniejsza liczba zwróconych zwierząt, ale większa liczba tych, które znalazły dom i nie wróciły) przy utrudnieniach adopcyjnych jest wyższa, to najwyraźniej warto te utrudnienia stosować. Jeśli jednak jest niższa, bo (załóżmy) choć wcześniej więcej zwierzaków wracało, to mimo wszystko więcej było wydawanych do nowych domów i w sumie więcej ich w tych domach zostawało, to te działania szkodzą. I tyle.
      Ciekawa jestem tylko, czy ktoś zadał sobie trud, żeby to sprawdzić, czy jedynie bazujemy na dobrych zachodnich wzorach, które jednakowoż nie do końca przystają do naszej rzeczywistości (dużo dużo większa populacja niechcianych zwierzaków).
      • konsta-is-me Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 18:48
        Nie mam oficjalnych statystyk.
        Niemniej siedząc w temacie nie widze zwiazku- psy są oddawane zarówno z adopcji jak i bez.
        Nikt nie wie jak ocenić czy dana osoba będzie odpowiedzialna czy odda psa.

        Widocznie "wzorce z Zachodu" nie pasuja.
        Polacy są bardziej emocjonalnie, "sercowi", nie analizujemy na chłodno, jak Niemcy, mamy tą swoją słowiańska duszę.
        Jak ktoś kocha psa, to sam nie doje, pożyczy i wydobędzie spod ziemi.
        Jak ma psa gdzieś, i tak odda z byle powodu.
        Nikt nie kalkuluje.
        Takie podejście się nie sprawdza.

        Kończy się tym, że wiekszosc osób rezygnuje i bierze psa z innego źródła.
        I ja to rozumiem, a jestem psiara z urodzenia, powołania i zamilowania.
        Jeśli dla mnie to zniechęcajace,to co mówić o zwykłym Kowalskim?

        Poza tym , zwyczajnie pracownicy czy też wolontariusze robią krecia robotę.
        Serio, to nie na tym polega, by oskarżać z góry każda osobę chcąca wziąć psa.
        Rozmawiać też trzeba umieć.
        Ktoś powinien zrobić szkolenie (pytanie kto?), tymczasem jest wolnoanerykanka, a pracownicy święcie przekonani że "robią dobrze".
        • ciezka_cholera Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 19:22
          Rzecz w tym, że nie znając liczb, a bazując jedynie na odczuciach, możemy się grubo mylić.
          Mamy dwa końce skali: można wydawać zwierzę każdemu chętnemu (pod wpływem alko, dziecku itd) mieć ogromny procent wyadoptowanych zwierzaków i porównywalny zwrotów, i można tak wykalibrować wymagania, że nikt im nie sprosta, mieć zerowy procent adopcji, ale też, co jasne, nie mieć żadnych zwrotów. Oba krańce są tak samo złe i chodzi tylko o znalezienie optimum, czyli punktu, gdzie procent adopcji pomniejszony o procent nieudanych adopcji będzie najwyższy. Mi też się wydaje, że niektóre fundacje za bardzo zbliżają się do tego drugiego końca skali, ale na pewno nie wszystkie.
          • konsta-is-me Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 19:35
            Ale takich statystyk nie ma.
            Każdemu przecież i tak się nie wydaje, a żuli łatwo odstraszyć, choćby opłata w wysokości.1zl.
            W Polsce teraz popadlismy w totalna skrajność w złą stronę.
            • ciezka_cholera Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 19:47
              Bo jeśli ktoś zakłada, że celem samym w sobie jest ograniczenie nieudanych adopcji do minimum (najlepiej do zera), to najskuteczniejszą metodą będzie niewydawanie psów nikomu. To jest błąd podstawowy, celem powinno być takie ustawienie wymagań, żeby jak najwięcej zwierzaków znalazło nowy stały dom. I panie z fundacji muszą pogodzić się z faktem, że zwroty będą się zdarzać, ważne żeby ich liczbę zminimalizować, nie odbierając zwierzakom szansy na wystarczająco dobry (choć może nie idealny) dom.
              • konsta-is-me Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 19:52
                Otóż to, celem ma być znalezienie domu, a nie jaranie się własną "szlachetnoscia" i paranoja pt"cały świat jest zły".
      • ardzuna Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 21:05
        ciezka_cholera napisała:

        > Sprawa jest dość prosta: jeśli liczba udanych adopcji netto (czyli nie mniejsza
        > liczba zwróconych zwierząt, ale większa liczba tych, które znalazły dom i nie
        > wróciły) przy utrudnieniach adopcyjnych jest wyższa, to najwyraźniej warto te u
        > trudnienia stosować. Jeśli jednak jest niższa, bo (załóżmy) choć wcześniej więc
        > ej zwierzaków wracało, to mimo wszystko więcej było wydawanych do nowych domów
        > i w sumie więcej ich w tych domach zostawało, to te działania szkodzą. I tyle.

        Czyli z twojego punktu widzenia zostanie psa w domu na łańcuchu i niezwrócenie go z adopcji jest ok? Jeśli pies nie wrócił z adopcji, a wygląda po adopcji tak iszczecinek.pl/artykuly/aktualnosci/pies-trzymany-na-lancuchu-zamarzl-w-centrum-szczecinka-drastyczne-zdjecia - też jest ok, bo zwrotu nie było?
        • ciezka_cholera Re: Moja znajoma adoptuje psa... 22.03.17, 09:30
          Znęcanie się nad zwierzętami nie jest ok, niezależnie od źródła z jakiego pochodzą.
          Warto jednak pamiętać, co jest w stanie zapewnić swoim podopiecznym fundacja lub schronisko - nie są w stanie zabezpieczyć ich podstawowych potrzeb. Psy/koty w Polsce latami czekają w klatkach na adopcję, czasami całe swoje życie. Stąd też do znudzenia będę powtarzać, że ważne są wyniki ogólne - zsumowane, a nie pojedyncze, choćby bardzo medialnie nośne, przypadki. Nawet jeśli ten pies został wydany zbyt pochopnie i źle skończył, to jeśli oznacza to jednocześnie wydanie pochopnie ileś setek innych psów, które wylądowały w wystarczająco dobrych domach, to i tak warto. Jak brutalnie by to nie wyglądało.
          Chcę tu podkreślić, że moje doświadczenia z jedną fundacją są bardzo w porządku. Wydano mi dwa zwierzaki na zupełnie normalnych warunkach, bez absurdalnych wymagań (oczywiście były rozmowy, umowa, oraz zobowiązanie się moje do sterylizacji, ale to uważam, za zupełną oczywistość, wysłałam też kilka zdjęć i maili o tym jak się zwierzaki miewają, jednak z własnej potrzeby, nikt mnie nie ścigał). Dawno temu brałam psy ze schroniska na Paluchu i też odbyło się to normalnie, ale to dawno, nie wiem jak jest teraz. Takie są moje doświadczenia, tak dla przeciwwagi do innych w tym wątku.
          Jest jeszcze jedna droga, która w naszym narodzie się nie przyjmie. Można uznać, że dla zwierza ważniejsza jest jakość egzystencji niż jej długość. Można usypiać zwierzęta, które po pół roku nie znalazły domu, oraz te, które potencjalnie w nowym domu sprawią trudności (agresywne, półdzikie - pomimo 3-miesięcznej pracy z behawiorystą schroniskowym). I wtedy rzeczywiście, aby zasłużyć na adoptowanie psa czy kota, trzeba by się wykazać, że jest się w stanie mu tę jakość egzystencji zapewnić i warunki zbliżone do idealnych.
          Dopóki jednak nasze schroniska są zapełnione przez lata tysiącami niechcianych zwierząt, to odmawianie im wystarczająco dobrego domu w poszukiwaniu domu idealnego jest krzywdzeniem ich.
          • kaz_nodzieja Re: Moja znajoma adoptuje psa... 22.03.17, 09:38
            Zgadzam się z Tobą. Nawiążę jeszcze do owego psa, który został wydany osobie nietrzeźwej. Pies trafił w lepsze warunki (mimo wszystko) niż schroniskowa klatka.
            Choć oczywiście zgadzam się, że nietrzeźwych przynajmniej można by odsiewać (nie wiem, może nie wyczuli, to osoba która pod wpływem alkoholu zachowuje się raczej spokojnie).
          • ardzuna Re: Moja znajoma adoptuje psa... 22.03.17, 21:18
            ciezka_cholera napisała:

            > Dopóki jednak nasze schroniska są zapełnione przez lata tysiącami niechcianych
            > zwierząt, to odmawianie im wystarczająco dobrego domu w poszukiwaniu domu ideal
            > nego jest krzywdzeniem ich.

            Zgadzam się, ale kwestionuję miernik w postaci braku zwrotu z adopcji. Nie jest to miernik udanej adopcji.
    • slonko1335 Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 18:42
      Moja też chciała ostatnio adoptować psa. No i zdziwiona... Wychodzi z domu po 7, wraca ok. 19 no ale przecież ma ogród i piesek może być w ogrodzie, w dodatku psycholog stwierdził, że dla nadpobudliwego dziecka przyda się piesek, więc co za problem mają ci dziwni wolontariusze?
    • slonko1335 Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 18:45
      Mam psa z adopcji, mam umowę adopcyjna, zobowiązałam się w niej do sterylizacji i to zrobiłam, zresztą zobowiązanie nie było mi do tego potrzebne bo dla mnie to oczywiste i bez niego. Nikt obcy po domu mi nie chodził i nie sprawdzał ale miałam dobre referencjewink
    • jagienka75 Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 19:43
      biorąc pod uwagę to, co teraz ludzie wyprawiają ze zwierzakami, jakos specjalnie mnie to nie dziwi.
      osoby zajmujące sie wydawaniem psów, zabezpieczają zwierzaki, jak tylko mogą.
      akurat im najbardziej zależy na tym, żeby trafiły jak najlepiej.
    • iziula1 Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 20:05
      Ja wziełam kotke z adopcji. To wiecie wink

      I nie miałam jakiś strasznych wizytacji i wymagań. Najpierw napisałam maila, dostałam odpowiedz i zaproszenie do zapoznania się ze zdjeciami zwierzaków. potem polecono mi DT. Tam też zadzwoniłam , porozmawiałam jakie mam warunki. Pani poprosiła o kilka dni do namysłu jaki kot najlepszy będzie do mego domu.
      Po tygodniu pani z DT zadzwoniła,ze przywiezie kotkę, czarną czy kolor mi odpowiada ? Powiedziałam ,że nie jestem przesądna i każda kotka mi odpowiada.
      Kotkę mam od ponad 3 miesięcy, umowa podpisana, wizyta tylko jedna. Żadnego obchodzenia domu, raczej rady co do kuwety, jedzenia, opieki weterynaryjnej, odrobaczania. I prośba o zabezpieczenie okien bo kotka może wyskoczyć i nie będzie mogła wrócić. Rozumiem to zalecenie. Bo kot wskakując na balustradę balkonu za ptakiem może spaść, drogi powrotnej nie zna. Zgubi się, nie mówiąc że może zostać zaatakowany przez psa lub inne koty.
      Ot i tyle.
      Żadnych ankiet, cv, listów motywacyjnych. Kotka ma się świetnie, jest uwielbiana i wciąż głodna - co też wiecie smile
    • mama303 Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 20:37
      zdarzaja sie takie straszne historie "poadopcyjne" że w głowie sie nie mieści. Ja sie ludziom z fundacji czy schronisk wcale nie dziwię. Oni wkładają często ogromna prace i serce aby takiego zwierzaka uratować. I tak wszystkiego sie nie da sprawdzić ale osoby pracujace ze zwierzakami maja pewne doświadczenie i naprawde lepiej sprawdzić.
    • madzioreck Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 21:31
      > Dawniej się jechało, brało i już. A teraz nie nie nie...

      I bardzo dobrze. Zwierzę to nie rzecz, po którą można "pojechać, wziąć i już". I tak wciąż za dużo jest debili, którzy biorą zwierzę, a później oddają, bo nasiusiał albo pogryzł dziecku klocek.
      • kaz_nodzieja Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 21:45
        To niech schroniska opracują dostępne dla wszystkich procedury tak aby każdy wiedział, że wzięcie psa czy kota ze schroniska wiążę się z dwiema wizytami, a nie jedną i dodatkowo na przykład wizyta przedadopcyjna.
        Też bym się zdziwiła gdyby ktoś nie chciał mi wydać na pierwszej wizycie zwierzęcia, a na stronie nic by nie było napisane o tym, że wizyty muszą być dwie.
      • mama303 Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 22:36
        madzioreck napisała:


        > I bardzo dobrze. Zwierzę to nie rzecz, po którą można "pojechać, wziąć i już".
        > I tak wciąż za dużo jest debili, którzy biorą zwierzę, a później oddają, bo nas
        > iusiał albo pogryzł dziecku klocek.

        żeby oni tylko oddawali. Na świecie jest tez sporo zwyrodnialców sad
      • konsta-is-me Re: Moja znajoma adoptuje psa... 23.03.17, 06:35
        I w jaki sposób wizyta przedadopcyjna zabezpiecza przed oddaniem psa?big_grin
        Albo pytanie o metraż?
        I zarobki?
        Kto wymyślił że taki taki procedur w czymś pomaga?
        • madzioreck Re: Moja znajoma adoptuje psa... 23.03.17, 11:48
          Wiesz, sprowadzając sprawę do absurdu, to przed niczym się nie da zabezpieczyć.
          Jak ktoś będzie chciał Ci obrobić dom, to zamknięcie drzwi na klucz na wiele się nie zda, prawda, ludzie zamykają a włamania wciąż są.
    • vaikiria Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 22:00
      A tuż po wojnie to się dawało ogłoszenie do gazety, że się przygarnie sierotę chrześcijańską płci dowolnej w wieku do lat 10 i komu to przeszkadzało?
      • iskierka3 Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 23:27
        Otóż to! A teraz to wydziwiająwink
    • fifiriffi Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 23:04
      Dlatego ja psa nie zaadoptowałam.
      Nie chcieli tylko rozmiaru buta.
      • iskierka3 Re: Moja znajoma adoptuje psa... 21.03.17, 23:20
        Ciekawe, że narzekają ci, którzy koniec końców zwierzęcia nie dostali lub zrezygnowali po usłyszeniu wymagań a ci mający zaadoptowane zwierzę - twierdzą, że nikt im po garnkach nie latał. To jak studenci po egzaminie - jeszcze nie słyszałam żeby ktoś powiedział - nie zdałem bo nic nie umiałem Zawsze to profesor jest niesprawiedliwym wrednym świrem, który ma zły dzieńwink
        • madzioreck Re: Moja znajoma adoptuje psa... 23.03.17, 11:58
          Hehe, prawda? wink
          U mnie też nikt nie latał, inna sprawa, że każda osoba z którą podpisywałam umowy wie, że moje drzwi są zawsze otwarte, można wpaść i zobaczyć, jak się zwierzaki mają.
          Niedawno sama oddawałam trzech biedaków wyciągniętych z laboratorium. Dostałam trzy oszalałe ze strachu kulki, które nie znały nic poza karmą wyglądającą jak żwir do kuwety i nie ogarniały klatki, bo żyły w szufladzie laboratoryjnej. Oswajałam, pracowałam z nimi, widziałam jak zmieniają się w miłe, ciekawskie futrzaki. Kiedy szły do nowego domu, przyszli opiekunowie wiedzieli, że jeszcze wymagają pracy i cierpliwości. Trudno, żebym oddała byle komu, bo ktoś chce, bez pytań, bez upewnienia się, że wiedzą co robią, że to mogą nigdy nie być nakolankowe misie, że mogą udziabać, że mają dobre warunki (wystarczająco dobre, ideałów na świecie nie ma). I miło wiedzieć, że i ja mogę odwiedzić, zobaczyć jak się teraz mają zwierzaki.
    • izak31 Re: Moja znajoma adoptuje psa... 22.03.17, 03:40
      Mam dwie sunie adoptowane. Z umowami, wizytami przed adopcją i kontrolami po. I to jest bardzo dobre bo stanowi odsiew dla tych, którzy mogą nie podołać. Kocham psy, zawsze wiedziałam, że będę miec psa u siebie w domu. Ale zdarza się, że ludzie nie wytrzymują. Miałam kłopoty z każdą sunią po adopcji, miałam kryzysy, w przypadku drugiej myślałam o rozwiazaniu adopcji. Ja dałam radę ale są ludzie, którzy nie dają. Umowa daje takie zabezpieczenie, że pies wróci do fundacji.
    • kanga_roo Re: Moja znajoma adoptuje psa... 22.03.17, 08:08
      ja nie mam z tym problemu. kiedy brałam z fundacji króliki, wiedziałam dokładnie, jakie są, co lubią, na co chorowały. w ramach wizyty przedadopcyjnej spotkałam się na kawie z miłą babką, pogadałyśmy, a potem inna miła babka przywiozła mi królicze towarzystwo wraz z wyprawką. jechała pociągiem 300 km, umówiłyśmy się na zwrot kosztów podróży w jedną stronę, i dość długo byłyśmy w kontakcie, bo ona te króliki (w ramach działania w fundacji) leczyła, dbała o nie i była do nich przywiązana.
      kiedy przygarniałam psa, od osoby prywatnej, też podpisałyśmy umowę i szczegółowo określiłyśmy nasze oczekiwania, zobowiązania itp.
      tu chodzi o żywe stworzenia, więc dla mnie, niezależnie od "papierków" to coś poważniejszego niż "się jechało, brało i już". i ważne, żeby potencjalny przyszły opiekun zdawał sobie z tego sprawę. jak widać zamiast zrozumienia jest foch.
    • mozambique Re: Moja znajoma adoptuje psa... 22.03.17, 11:00
      okno? okno to u kociarzy , nie znam zadnego psiarza który by sobei kratował okno

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka