dorek3
31.03.17, 14:36
Pewnie powinnam pisać na Starszym dziecku a jeszcze lepiej na gimnazjalnym, ale tam mały ruch więc liczę jak zwykle na zdrowe podejście ematki. Tylko proszę mnie nie opie....lać, potrzebuję konstruktywnego spojrzenia.
Mam dwójkę dzieci w 1 gim, szkoła niepubliczna, chodzili tam po podstawówki. 6 klasę obaj ukończyli ze średnią 5,0, na egzaminie szóstoklasisty wyniki również prawie identyczne (polski i matematyka po 85% , angielski 92% i 97%). I podstawówka i gimnazjum dwujęzyczne. Gimnazjum w rankingach wypada dobrze, ale nie jest to topowa szkoła (w Warszawie na ok 30 miejscu). Synowie dotąd radzili sobie podobnie, syn 1 przejawiał zawsze większe chęci w kierunku matematyki a syn II w kierunku przyrody. Różnice w wymaganiach obu szkół różnią się bardzo istotnie choć część nauczycieli ta sama.
Żeby nie było piszę to po to abyście miały tło tylko i wyłącznie.
Teraz w gimnazjum wszystko się zmieniło. To że generalnie jest trudniej to mnie nie szokuje. To że oceny miały prawo zjechać również. Jednak syn II radzi sobie dalej dobrze oscylując ze swoimi wynikami na poziomie 70-75% (myślę oczywiście o przedmiotach istotnych a nie michałkach), a syn I nie może się pobierać. Są podobnie zaangażowani w tematy szkolne, ale różnica jakościowa w wynikach jest bardzo widoczna. Dotąd nigdy nie przejawiali aż takich dysproporcji. Syn I w zasadzie sporadycznie uzyskuje z klasówek oceny powyżej 65%. O ile w pierwszym semestrze z matematyki miewał 5, 6 to teraz w dzienniku nie widzę żadnej 4 .
Nie jest zostawiony sam sobie . Widząc co się święci od dawna pilnujemy go aby przygotowywał się do sprawdzianów. I naprawdę czasami wydaje się, że kuma, po czym na sprawdzianie znowu ściana i 60%. Ma ograniczony dostęp do komputera i smartfona, bo faktycznie pożerały mu czas. Poza tym nie sprawia wychowawczo specjalnych problemów. Żadnych patologicznych zachowań ani wzorców w szkole. Jedyna kwestia to lenistwo tzn siada do nauki tylko dociśnięty. Mam jednak wrażenie że nie jest to specjalnie efektywne, na co zresztą wskazują oceny. Trochę go uwiera ta sytuacja, bo chodzi poprawiać te sprawdziany. Ale tez to wychodzi z różnym skutkiem. Nie wiem jak wypada na tle klasy, bo poza wyrywkowymi informacjami nie mam pełnego obrazu sytuacji. Stąd to odniesienie do syna II, ale naprawdę na nie rzucam tekstów "dlaczego tylko 50% skoro II ma 70%".
No i dumam co z tym fantem zrobić.
Przestać rwać włosy z głowy i kontrolować na tyle na ile istnieje niebezpieczeństwo dalszego zjazdu. I liczyć że ogarnie się w trzeciej klasie. A jak nie? To rocznik Wielkiej Kumulacji.
Cisnąć bardziej i przypłacić to gimnazjum frustracją własną i dziecka
Uznać że nic złego z synem I się nie dzieje bo różnice wcale nie są jakieś zasadnicze
Przemówić do rozsądku? Jak?
Pogodzić się że studiowanie informatyki, o którym sam mówi (ale nic w tym kierunku nie robi) pozostanie w sferze marzeń?
Zwalić wszystko na dojrzewanie i przeczekać?
Nie mi chodzi literalnie o oceny. Ale jeśli przyjąć że są one jakimś miernikiem wiedzy to ten nie wypada najlepiej. Do tego wspomniany syn I nie przejawia jakieś głębokiej pasji. No chyba że zaliczymy do niej gry na kompie.
W sumie to najbardziej czekam na komentarze tych z Was, które edukację dzieci w wieku 13-15 lat mają już za sobą.
I jeszcze raz proszę o konstruktywne odpowiedzi, bo zwyczajnie się martwię "co z niego wyrośnie".