Dodaj do ulubionych

Co robicie w takiej sytuacji

28.04.17, 23:44
Łatwo przychodzi Wam zmiana miejsca zamieszkania? Tak radykalnie, za granicę albo przynajmniej 500 km od domu. Bez możliwości powrotu bo dom sprzedany. Przeprowadzka z dziećmi. Zostałam postawiona w takiej sytuacji i "Nie chcem ale muszem". Oczywiście chodzi o finanse. A przeprowadzka jak dla mnie to w miejsce które nazywam końcem świata. I nikogo nie znam. No ja się na emigrantke nie nadaje a naprawdę wyjścia brak i niemalże nóż na gardle. Tam z kasą pełen luz. Wrócić mogłabym z 2-3 lata, ale musiałabym kupić nowe mieszkanie. Jak sobie radzicie budując życie po 30tce od nowa?
Obserwuj wątek
    • mikams75 Re: Co robicie w takiej sytuacji 28.04.17, 23:52
      nie przychodzilo latwo, ale ostatecznie nie zaluje.
      • bi_scotti Re: Co robicie w takiej sytuacji 29.04.17, 00:04
        Jak to tam bylo w "Pan Samochodzik i Templariusze"? Tam skarb twoj, gdzie serce twoje? smile
        Moj dom jest tam, gdzie moi ukochani a teraz to juz tylko tam gdzie moj ukochany maz, bo dzieci sobie zyja kazde na swoim. Z moim mezem, moim przyjacielem, kumplem, bratem-swatem, moim "skarbem" wink adres nie ma znaczenia - moze byc tu, moze byc gdzie indziej, wherever ... Tak dlugo jak we are moving together, moge sie przeprowadzac anytime ... anywhere wink Wiec jesli przeprowadzasz sie ze swoimi ukochanymi to ja nie widze powodow do rozpaczy - czeka Cie super przygoda w nowym miejscu - pozazdroscic! Good luck smile
        https://www.sarmy.org.au/Global/SArmy/Social/econnect/issue-111/two-walking-together-road.jpg
        • edelstein Re: Co robicie w takiej sytuacji 29.04.17, 11:16
          "Ubi thesaurus tuus, ibi cor tuum" Autor sobie zapozyczyl z łaciny. Super ksiazka,ostatnio powrocilam i znow sie smialam z pana konfiturkabig_grin
          Ja sie przeprowadzalam wielokrotnie,lubie to,gdybym miala mozliwosc,znow bym sie przeprowadzila z moja rodzina. Lubie przygody.
        • ira_08 Re: Co robicie w takiej sytuacji 29.04.17, 14:25
          >Jak to tam bylo w "Pan Samochodzik i Templariusze"? Tam skarb twoj, gdzie serce twoje?

          Ewangelia wink

          Ja autorkę rozumiem. Sama zmiana miejsca mnie nie przeraża, gdzie nie pojadę, tam bym chciała zamieszkać, najmocniej marzy mi się Budapeszt, Vancouver i Praga, nie pogardziłabym Londynem i jakąś grecką wyspą, więc rozstrzał mam wink Ale zdecydowanie brakowałoby mi przyjaciół - można niby ich znaleźć wszędzie, ale w pewnym wieku nie jest to takie proste, kiedy każdy ma masę obowiązków i własne życie. Ale wyjazd na 2-3 lata mi się marzy, tylko mój zawód raczej na to nie pozwala.

          Autorko - jeśli możesz wrócić, to luz. Potraktuj to jako przygodę, a jak się nie zaaklimatyzujesz, to wrócisz. Co do mieszkania - będziesz się martwić, jeśli wrócisz. Po wejściu Polski do UE wielu ludzi zaczęło życie za granicą, nie tylko maturzystów, 30-latków z dziećmi też.
          • bi_scotti Re: Co robicie w takiej sytuacji 29.04.17, 15:07
            Pobluznie troche w kwestii przyjazni wink Poniewaz wyjechalam i musialam nowe znajomosci/relationships/friendships sobie potworzyc w nowym miejscu, moge sie zgodzic z tym, ze nie jest to latwe ale ... ale patrze przez lata zza Wielkiej Wody na znajomych/przyjaciol, ktorzy pozostali w Kraju nad Wisla. I szczerze mowiac, tylko bardzo nieliczne i pojedyncze znajomosci/relationships/friendships wink przetrwaly probe czasu. Ci sami ludzie mieszkajacy wciaz w zasiegu glosniejszego wolania albo jazdy tramwajem tez juz nie widuja sie miesiacami, latami ... tez juz kontaktuja sie wylacznie okolicznosciowo i to raczej przez social media/email/telefon niz osobiscie. Wielu spotyka sie wylacznie gdy ... np. ja (lub inny emigrant) przyjezdzam z wizyta i jest powod (?) do spotkania.
            Ludzie sie generalnie zmieniaja, zmienia sie ich styl zycia, potrzeby, zainteresowania, mozliwosci i potrzeby finansowe, towarzyskie, nawet kulinarne a to w znacznym stopniu wplywa na utrzymywanie (lub czesciej nieutrzymywanie!) "starych" przyjazni/relationships/friendships smile Taka kolej rzeczy. Emigracja ten process wylacznie przyspiesza ale pozostanie na miejscu wcale go nie niweluje. Life.
    • pruszynkaaa Re: Co robicie w takiej sytuacji 28.04.17, 23:54
      Przede wszystkim to trzeba przestawić się z "tracę" na "zyskuje" i wtedy będzie ok.
      • taki-sobie-nick Re: Co robicie w takiej sytuacji 29.04.17, 00:08
        pruszynkaaa napisała:

        > Przede wszystkim to trzeba przestawić się z "tracę" na "zyskuje" i wtedy będzie
        > ok.

        Jasne, bo psychika to ma taką wajchę, coś jak manualna skrzynia biegów - przestawiamy i gotowe. tongue_out
        • echtom Re: Co robicie w takiej sytuacji 29.04.17, 10:58
          Czasem to działa - przynajmniej warto próbować.
        • princess_yo_yo Re: Co robicie w takiej sytuacji 29.04.17, 20:23
          to jest po prostu umiejetnosc ktora przychodzi latwiej albo trudniej ale bardzo sie w zyciu oplaca wiec warto nad tym pracowac.
    • klamkas Re: Co robicie w takiej sytuacji 29.04.17, 00:06
      Budując życie "PO 30-TCE"? Nowe mieszkanie, przeprowadzka PO 30-TCE?

      Faktycznie, dramat, nic dobrego już cię nie czeka i przed tobą tylko grób.
      • 3-mamuska Re: Co robicie w takiej sytuacji 29.04.17, 00:22
        Ja ci powiem ze jak przyjechaliśmy do uk to była masakra, mimo ze był ze mna maz dziecko siostry mama.
        Nie nie nie miałam depresje chyba z rok.
        To był koszmar... najgorsze miesiące.
        Potem powoli budowałam swoj świat.
        Mieliśmy kilka przeprowadzek zanim osiedlilismy sie na stałe.
        To najpierw poszliśmy na swoje, potem większe bo dzieci przybyło.
        Potem dla autysty musieliśmy zmienić na cos z ogrodem.

        I pozniej jak juz miła ten swoj świat, pakowałam i wraz z sercem przynosiłam.
        Ale juz znane sklepy ulice. Ta sama przychodnia. Szkoły.
        Teraz czasem jak sobie ide moimi ulicami to mam wrażenie jakbym była w pl. I łapie sie na tym ze to nie moje małe miasteczko a Londyn.

        Ale nie nienawidzę zmian, dom jeszcze jeszcze ale całe zycie brrr.
        Powodzenia życzę. I mysle ze sie ułoży, jeśli finansowo sie odbijecie to zobaczysz ze duże stresu odejdzie.
        • ira_08 Re: Co robicie w takiej sytuacji 29.04.17, 14:27
          Londyn coś w sobie ma - czułam się w nim znacznie bardziej swojsko niż w Warszawie wink
    • stephanie.plum Re: Co robicie w takiej sytuacji 29.04.17, 00:18
      spoko.
      skoro z rodziną, to nie będziesz sama przecież.
      małymi kroczkami, tworzysz własną przestrzeń, własny dom.
      skupiasz się na tym, co lubisz.

      będzie dobrze.
      może minie trochę czasu, ale pewnego dnia obudzisz się i zrozumiesz, że kochasz to miejsce. i że jest twoje...

      powodzenia!
      • jagodka_mare Re: Co robicie w takiej sytuacji 29.04.17, 10:48
        Nie przerazalaby mnie tak wizja przeprowadzki na 2 lata gdybym nie musiała sprzedawać domu. A innego wyjścia naprawdę nie ma. Boję się że jak coś nie wyjdzie to zostaje z niczym i nie mam gdzie wracać. Dom to moje ostatnie zaplecze finansowe a w tym wszystkim właśnie chodzi o to że muszę bo sprzedać.
        • rosapulchra-0 Re: Co robicie w takiej sytuacji 29.04.17, 11:20
          Polis na życie żadnych nie masz?
        • stephanie.plum Re: Co robicie w takiej sytuacji 29.04.17, 12:28
          no to Ci się nie dziwię, że się boisz.
          ale dlaczego masz zostać z niczym? pieniędzy za dom chyba w dwa lata nie wydasz?
          • jagodka_mare Re: Co robicie w takiej sytuacji 29.04.17, 12:49
            Wydać muszę od razu. Teoretycznie pieniądze odzyskam za jakieś 3 lata i będę mogła coś innego kupić. A jak nie wyjdzie to będę musiała zostać na emigracji.
            • ira_08 Re: Co robicie w takiej sytuacji 29.04.17, 14:29
              Przed mafią uciekasz? Jak będziesz chciała wrócić, to wrócisz, najwyżej zostaniesz trochę dłużej, albo wrócisz i wynajmiesz.
            • stephanie.plum Re: Co robicie w takiej sytuacji 29.04.17, 18:04
              ciężka sprawa.

              ale jeśli musisz, to musisz. podjęłaś racjonalną decyzję, a strach w niczym ci nie pomoże.
              zbierz całą odwagę i naprzód.
              może pewnego dnia powiesz sobie, że to była najlepsza decyzja w twoim życiu?
              może ten ruch, trudny dla Ciebie, będzie milowym krokiem w historii twojej rodziny?
              dziś tego nie wiesz. możesz tylko zrobić wszystko, co w twojej mocy, żeby było jak najlepiej.
              • jagodka_mare Re: Co robicie w takiej sytuacji 29.04.17, 19:45
                Dziękuję za te słowa.
        • hallbera.jarlakappi Re: Co robicie w takiej sytuacji 29.04.17, 12:31
          to sprzedaj dom i kup male mieszkanie
          zawsze się będziesz czuc bezpieczniej
    • andaba Re: Co robicie w takiej sytuacji 29.04.17, 10:55
      Nie. Przeprowadziłam się raz i do dziś tego żałuję, choć nie była to moja decyzja. Przez ponad 20 at nie zaaklimatyzowałam się i czekam tylko, żeby odchować dzieci i spadać w rodzinne strony.
    • fikus_na Re: Co robicie w takiej sytuacji 29.04.17, 11:00
      Nie. Nigdy się nie zdecydowałam na taki krok.
    • echtom Re: Co robicie w takiej sytuacji 29.04.17, 11:07
      Nie przeprowadzałam się za granicę, tylko z dużego miasta na wieś w wieku 28 lat. Prawie bezkosztowo, do służbowego mieszkania, więc nie miałam dylematu ze sprzedażą tego w mieście. Zaaklimatyzowałam się dość szybko, po kilku miesiącach, chociaż przy specyficznych klanowych relacjach mieszkańców wsi zawsze byłam kimś obcym, co wychodziło w sytuacjach towarzyskich, więc trzymałam się głównie z innymi przyjezdnymi.
      • echtom PS 29.04.17, 11:12
        Za granicę wyjechałam na dłużej tylko raz, na 4 miesiące do Szwecji, i czułam się tam strasznie. Myślę, że to w dużym stopniu kwestia kraju i jego mieszkańców - podczas dłuższego pobytu turystycznego we Włoszech czułam się świetnie i myślałam, że mogłabym tam zamieszkać.
        • hallbera.jarlakappi Re: PS 29.04.17, 11:23
          dlaczego w Szwecji było strasznie ?
          • snakelilith Re: PS 29.04.17, 12:33
            Pewnie dlatego, że każdy człowiek ma jakieś osobiste preferencje i predyspozycje. Ja na południu Europy czuję się obco, nie moje klimaty, nie moje warunki życia, nie mój temperament. Za to Skandynawia to świat, jak stworzony dla mnie, w zasadzie wszystko mi się tam podoba. Co nie znaczy, że ten świat jest lepszy, tylko ludzie są różni i mają różne potrzeby.
            • echtom Re: PS 29.04.17, 14:51
              Może dziś, w wieku 50+, odebrałabym to inaczej, ale wtedy, dla 23-latki, ta "północna" mentalność była dla mnie nie do przejścia. Co ciekawe, bardzo dobrze mi się tam pracowało i dość szybko stwierdziłam, że to kraj, w którym świetnie się pracuje, ale nie da się żyć.
              • snakelilith Re: PS 29.04.17, 15:20
                Dla mnie Skandynawowie nie są mało kontaktowi, tylko nienachalni. Nikt nie włazi ci buciorami w życie, ale zawsze znajdziesz pomoc w społeczności, gdy czegoś potrzebujesz. Najbardziej lubię u nich wysoki poziom wzajemnego zaufania. Pamiętam jak po raz pierwszy przyjechałam do Danii, bardzo późnym wieczorem, dlatego nie mogłam odebrać klucza do domku letniskowego osobiście w biurze i znalazłam ten klucz w kartonie przyciążonym kamieniem na chodniku. Dostępny dla każdego. A w domku luksusowe wyposażenie i droga wieża stereofoniczna marki Bang and Olufsen. Miałam też okazję wziąć udział w kilku ludowych festynach na prowincji i przekonałam się, że Skandynawowie mają humor, potrafią być bardzo bezpośredni, nieskomplikowani, tolerancyjni i bardzo otwarci na nowe. Niczego innego po potomkach ciekawych świata Wikingów raczej się nie spodziewałam.
                • echtom Re: PS 29.04.17, 15:30
                  > ale zawsze znajdziesz pomoc w społeczności, gdy czegoś potrzebujesz.

                  Nie odczułam tego, kiedy na Wielkanoc wszyscy rozjechali się do domów i zostałam w akademiku sama smile
                • bergamotka77 Re: PS 29.04.17, 23:30
                  Snake ja przeżyłam szok gdy się dowiedziałam się ze w Szwecji nie na praktycznie ochrony danych osobowych i każdy może poznać twój adres, numer telefonu a ponoc także zarobki są jawne. Szczerze to mnie totalnie zniechęciło do tego kraju.
                  • echtom Re: PS 30.04.17, 07:55
                    Też się zdziwiłam, kiedy szukając w necie dawnego znajomego, wyguglałam jego roczny PIT smile
                  • chicarica Re: PS 30.04.17, 13:25
                    Nie do końca rozumiem, dlaczego ma to być problemem, skoro wszyscy tak mają? Pozdrawiam ze Szwecji.
                  • snakelilith Re: PS 30.04.17, 14:33
                    bergamotka77 napisała:

                    > Snake ja przeżyłam szok gdy się dowiedziałam się ze w Szwecji nie na praktyczn
                    > ie ochrony danych osobowych i każdy może poznać twój adres, numer telefonu a p
                    > onoc także zarobki są jawne. Szczerze to mnie totalnie zniechęciło do tego kra
                    > ju.
                    >

                    Protestancka tradycja - nie zasłania się okien, bo tylko ten, kto grzeszy, ma coś do ukrycia. wink Ale nie tylko. Skandynawowie mają głęboko zakorzenioną ideę równości, to może jest nawet starsze niż chrześcijaństwo, bo nawet u ich germańskich przodków różnice pomiędzy tymi na samej górze, a tymi na dole nie były aż tak duże, ani majątkowo, ani społecznie. Także teraz są to społeczeństwa z najmniejszym w Europie rozbiegiem pomiędzy bogatymi i biednymi, więc potrzeba zatajania stanu konta, zarobków, adresu itp. nie jest aż tak duża. W Islandii prowadzi się nawet narodowy bank danych zdrowotnych każdego obywatela i nikogo to nie oburza. Dostęp do danych osobowych każdego jest wyrazem zachowania relatywnej równości obywatelskiej w społeczeństwie. Oficjalnie pielęgnuje się w życiu understatement i preferuje powściągliwość, także estetyczną. Wywyższanie się oraz obnoszenie się bogactwem jest w złym stylu. No i zwyczaj zwracania się do każdego po imieniu, co też jest wyrazem pewnej egaliterności w sposobie myślenia.
                  • snakelilith Re: PS 30.04.17, 14:43
                    bergamotka77 napisała:

                    > Snake ja przeżyłam szok gdy się dowiedziałam się ze w Szwecji nie na praktyczn
                    > ie ochrony danych osobowych i każdy może poznać twój adres, numer telefonu a p
                    > onoc także zarobki są jawne. Szczerze to mnie totalnie zniechęciło do tego kra
                    > ju.

                    I jeszcze dodam, że mnie szokują na przykład zamknięte osiedla jak w Polsce. Takie z płotami, ochroną i wpuszczaniem tylko uprawnionych. Szokuje mnie, że getta dla bogatych (czy bgatszych) uważa się za normalne.
                    • echtom Re: PS 30.04.17, 15:14
                      Zamknięte osiedla to po prostu wariant lepszych i gorszych dzielnic, które mają w świecie długą tradycję. Co do Twojego postu wyżej - skandynawska jawność danych też mi nie przeszkadza, utajnianie zarobków zawsze uważałam za dziwactwo.
                • chicarica Re: PS 30.04.17, 14:23
                  O, to, to. Nieskomplikowani.
                  I nienachalni - ale kiedy wiedzą że potrzebujesz pomocy, nie odwrócą się od Ciebie, tylko biorą się do pomagania. Nie wp... się natomiast w prywatne życie i są tolerancyjni.
                  • konsta-is-me Re: PS 30.04.17, 15:04
                    Oj, brzmi jak pean pochwalny.
                    Skandynawowie są jednak zbyt zdystansowani, i chłodni jak dla mnie.
                    Nie mam pojęcia jak ludzie łączą się tam w pary lub zaprzyjaźniają.
                    No ale owszem, idea równości mi się podoba

                    Południowcy zbyt chaotyczni a kobiety bardzo intryganckie, takie jedze.
                    Z drugiej strony mają więcej serca.

                    Nie ma narodu bez wad i bez zalet.
                    Natomiast widzenie tylko jednej strony nie jest zbyt obiektywne.
                    • hallbera.jarlakappi Re: PS 30.04.17, 15:10
                      >Nie mam pojęcia jak ludzie łączą się tam w pary lub zaprzyjaźniają.

                      jak się napija ?big_grin
                      • bergamotka77 Re: PS 30.04.17, 16:41
                        hallbera.jarlakappi napisała:

                        > >Nie mam pojęcia jak ludzie łączą się tam w pary lub zaprzyjaźniają.
                        >
                        > jak się napija ?big_grin
                        >
                        Oj napić to się lubią. Jak juz mają dostęp do alkoholu wink
                    • echtom Re: PS 30.04.17, 15:18
                      > Natomiast widzenie tylko jednej strony nie jest zbyt obiektywne.

                      Widzenie zawsze jest subiektywne smile 29 lat temu zwiewałam ze Szwecji, zamiast starać się o stały pobyt, bo całościowo była dla mnie nie do przejścia, ale to nie znaczy, że nie doceniałam rzeczy pozytywnych, o czym zresztą wyżej piszę.
                    • chicarica Re: PS 30.04.17, 16:17
                      Zawsze widzi się wszystko w sposób subiektywny.
                      Mnie niespecjalnie odpowiada polski model, bo doświadczyłam go (a raczej moi rodzice) w taki sposób, że rodzina - niby taka bliska i w ogóle tak ważna w polskiej kulturze - do wpi...lania się była pierwsza, ale jak trzeba było pomóc, to nie tylko nie pomogli ale jeszcze patrzyli co by na tym samemu ugrać. Dlatego wolę model w którym rodzina się nie ciućka, ludzie swoich kuzynów czy wujków widzą najwyżej na ślubach i pogrzebach a i to nie zawsze, ale jednak jak coś się dzieje źle, to kto może, obcy, rusza na pomoc. Widzę tego wady - na pewno na codzień oznacza to samotność (pytanie, czy komuś potrzebne jest do życia pytlowanie z milionem koleżaneczek czy kuzyneczek, mnie jakoś niekoniecznie). Mitem jest natomiast, że nikt do Ciebie nie zagada w sklepie czy autobusie - zagadają, i owszem.
                  • jan.kran Re: PS 30.04.17, 15:28
                    chicarica napisała:

                    > O, to, to. Nieskomplikowani.
                    > I nienachalni - ale kiedy wiedzą że potrzebujesz pomocy, nie odwrócą się od Cie
                    > bie, tylko biorą się do pomagania. Nie wp... się natomiast w prywatne życie i s
                    > ą tolerancyjni

                    --------------> Mieszkam w Norwegii od 1998 roku i mogę się pod powyższym podpisać.Dużo czasu potrzebowałam żeby się zaaklimatyzować ale kiedy zrozumiałam jak funkcjonują narody skandynawskie , nauczyłam się języka to stwierdzam że to jacy oni są bardzo mi pasuje .Spokojni , tolerancyjni , nie narzucający się a jak trzeba pomóc , pomogą.
                    Natomiast Francuzów po dwóch latach miałam dosyć. pod płaszczykiem sympatycznych południowców rasizm i ksenofobia.
                    • chicarica Re: PS 30.04.17, 16:21
                      To samo mogę powiedzieć o Hiszpanach. Niby tacy fajni, pogodni, ale pod tą przykrywką, zwłaszcza wśród ludzi 50+, kryją się często bardzo paskudne charaktery. Młodsi po jakimś czasie też się tacy stają.
                      To naprawdę jest kwestia charakteru. Jednym Skandynawia pasuje, innym nie. Poza tym - w Skandynawii mieszkają ludzie, jedni są bardziej towarzyscy, inni mniej, ja spotkałam i takich i takich. Bardzo często ci cichsi i spokojniejsi po pewnym czasie okazują się być fontanną humoru, o wyjątkowo ciętym języku i dowcipnym usposobieniu.
                      • cauliflowerpl Re: PS 30.04.17, 16:26
                        Ja mam o Hiszpanach jak najlepsze zdanie i całkiem przeciwne Twojemu, acz podejrzewam, że wynika to z tego, że właściwie zamiast "Hiszpanie" powinnam pisać "Baskowie" albo "Navarros". Hiszpan z północy Hiszpanowi z południa nierówny, wśród Andaluzyjczyków czy w Ekstremadurze też bym się pewnie nie odnalazła.
                        • chicarica Re: PS 30.04.17, 17:09
                          Chrystepanie, Andaluzyjczycy są wg mnie do uśpienia. Afryka dzika, mentalnie. wink Jak bym Ci opowiedziała z jaką ciemnotą miałam do czynienia, to byś nie uwierzyła. Dla mnie to po prostu inny świat, choć znam tę kulturę i wydawało mi się że ją rozumiem. Lubię Hiszpanię na wakacje, ale żeby tam żyć to nie - za dużo rzeczy mnie w niej wkurza. Mam wielu znajomych narodowości hiszpańskiej mieszkających w Niemczech i oni się ze mną w tej kwestii zgadzają, bo właśnie od tego uciekli wyjeżdżając.

                          Mnie ci z północy (niekatalońskiej) nie zaleźli za skórę, jak już mówiłam, mój najukochańszy przyjaciel jest Baskiem, ale wiem na 100% że w Hiszpanii będę mogła ewentualnie mieszkać dopiero na emeryturze. Warunkiem jest nie musieć tam pracować, zarabiać, prowadzić interesów.
                        • bergamotka77 Re: PS 30.04.17, 19:05
                          Tez mam o Hiszpanach dobre zdanie i o tych z Katalonii (choć to obraza pisać o nich Hiszpanie ) i z Madrytu, kraju Basków czy z Galicji. Zwłaszcza ci północy sa fajni, bliżej im do Portugalczyków, którzy nie są tak wylewni jak sąsiedzi. Ja mam latynoska duszę więc wolę partnera bardziej w stylu skandynawskim i mój taki jest, ale kontakty na co dzień lubię z otwartymi ludźmi. Widziałam imprezę Skandynawow - siedzieli przy stole i patrzyli się na siebie uśmiechając i z rzadka coś mówiąc wink Chyba bym się tam nie odnalazła smile
                          • chicarica Re: PS 30.04.17, 22:50
                            No ja się właśnie lepiej odnajdę na imprezie Skandynawów, ale jestem sama z natury bardzo mało imprezowa. Dla mnie najlepsza impreza to las plus książka. Czasami, z kategorii: raz na rok, mam chęć na naprawdę huczną imprę - wtedy jadę sobie do Niemiec odwiedzić moich hiszpańskich znajomych i idziemy gdzieś na miasto.
                            • bergamotka77 Re: PS 30.04.17, 23:20
                              E tam Niemcy wink najlepsza impreza to z Hiszoanami w Hiszpanii big_grin Może jesteś introwertyczka więc lepiej czujesz się w Skandynawii, ja jestem ekstrawertyczka. A Hiszpanow poznałam wystarczająco dużo i nigdy nie poznałam takich Hiszpanów o jakich piszesz.
            • chicarica Re: PS 30.04.17, 13:32
              O, to, to. Ludzie są różni i mają różne potrzeby.
              Hiszpańscy znajomi gdy dowiadują się, że spędziłam piątkowy wieczór w domu z książką, patrzą na mnie z takim jakby żalem - dla nich to nie jest życie. Skandynawscy - czuję nić porozumienia. Co kto lubi po prostu.
          • echtom Re: PS 29.04.17, 13:04
            Ludzie mało kontaktowi.
            • bergamotka77 Re: PS 29.04.17, 14:56
              Dla mnie to zależy od kraju, ale ja tez lubię przygody i mam cygańska duszę, lubię wyzwania. Ale są takie kraje , w których czuje sie jak u siebie np. Francja Włochy Hiszpania, równie fajnie - Kanada i USA oraz UK gdyby nie niektórzy Anglicy wink I takie, w których byłam chwilę ale nie czułam się dobrze np. Holandia, Niemcy. Nie byłam w Skandynawii, ale uwielbiam skandynawska estetykę zwłaszcza mieszkalna. Ale ludzie? Faceci bardzo w moim typie wizualnie, mentalnie pewnie tez bo lubię typ powsciagliwy i tajemniczy. Za to łatwiej kontakty się nawiązuje w krajach cieplejszych - ja np. swietnie się dogaduje z Latynosami. Zwłaszcza kobiety tam są fajne ciepłe przyjazne.
        • chicarica Re: PS 30.04.17, 13:29
          Ja niestety po bliższym zapoznaniu się z kulturą uważanych za takich sympatycznych i gościnnych Hiszpanów wiem, że Hiszpania jest dla mnie wykluczona. Bardziej ciemnych, zazdrosnych, zaciętych i mściwych ludzi trudno byłoby znaleźć. Są wśród nich też sympatyczni, mam takich znajomych, ale ogół narodu jest jaki jest. Wśród Skandynawów natomiast czuję się bardzo dobrze.
          • cauliflowerpl Re: PS 30.04.17, 13:37
            W której części Hiszpanii mieszkałaś?
            • chicarica Re: PS 30.04.17, 16:27
              Barcelona ale ludzie o najpaskudniejszym charakterze jakich poznałam, byli akurat z Andaluzji. Za to najbardziej ukochany, wspaniały mój przyjaciel, człowiek szczery, porządny i do rany przyłóż, jest Baskiem (przy czym nie mieszka w Hiszpanii, zwiał stamtąd z powodów zawodowych ale też i życiowych, bo jest gejem i rodzina nie dawała mu tam żyć z tego powodu). Jeden barcelończyk (kontakty zawodowe, żeby nie było) zalazł mi też mocno za skórę i mimo przyjemnej powierzchowności okazał się być śliskim chu... , ale to w Polsce akurat. Nie poważam generalnie Hiszpanów, jako znajomi są w sumie ok i pobawić się z nimi można, ale w pracy i w poważniejszych kontaktach są do kitu wg mnie.
              • cauliflowerpl Re: PS 30.04.17, 16:46
                Moja przyjaciółka mieszkała jakiś czas w Andaluzji, w małej wiosce, mówiła, że mało sobie w łeb nie palnęła. Odżyła dopiero jak sprowadziła się do Kraju Basków.
                Żaliła się głównie właśnie na ogromne ograniczenie innych kobiet (fakt, dość dawno to było), na to, że największym ich problemem było zamówienie kwiatów dla Maryjki i sąsiedzkie ploty.
                Z kolei ostatnia moja zawodowa wizyta w Andaluzji też spowodowała opad szczęki, przestałam się dziwić, że dostaję maile o 21, skoro na obiedzie w zakładowej kantynie spędziliśmy... 3 godziny!
                U nas jest bardziej introwertycznie i kwadratowo, da się żyć nawet mimo tego, że nie jestem szczególnie towarzyska ani wylewna smile
                • chicarica Re: PS 30.04.17, 17:45
                  To i tak plus że w ogóle mają pracę, bo ja to z kolei znam takich, co od jakichś prawie 10 lat "chcą nauczyć się angielskiego i znaleźć pracę w hotelu", przy czym ja w tym czasie zdążyłam się już nauczyć 2 języków z 2 różnych grup językowych, zmienić pracę ze 3 razy i przeprowadzić się do innego kraju będąc tylko (wg nich) ubogą wschodnioeuropejką z jednego z tych tam, paises del Este wink a oni nadal chcą. Mieszkając w miejscu pełnym angielskich expatów skłonnych do intercambios oraz hoteli w których można dostać pracę, dodam.
                  Od tegoż samego bystrzaka usłyszałam kiedyś, że skoro jestem Polką to na pewno nie śpię podczas wakacji w Hiszpanii w hotelu, tylko w samochodzie, bo nie stać mnie na hotel.
                  Tenże sam typ przygadywał mojemu przyjacielowi, że ten teraz "musi uczyć się niemieckiego" (tak jakby to była najgorsza kara na świecie) i że pojechał się Merkelowej wysługiwać, zamiast pracować na dobrobyt Hiszpanii. I że tylko w Hiszpanii się żyje, bo słońce, szynka i wino (buc oczywiście nigdy w życiu nosa z Hiszpanii nie wytknął).
                  Nie wiem co tam dokładnie u niego słychać teraz, bo rzecz jasna nie utrzymuję z bucem kontaktu, ale z tego co słyszałam to niewiele się u niego zmieniło - nadal jest bezrobotnym bucem żyjącym z kasy swoich rodziców (ma już coś koło 35 lat) i przekonanym o własnej zajebistości w porównaniu do Polek zwłaszcza. Także ten. Andaluzja...
                  • bergamotka77 Re: PS 30.04.17, 19:13
                    Chicarica ludzie ograniczeni sa wszędzie. Myślisz ze Francuzi mają o nas lepsze zdanie? To tez dla nich jakiś dziki Wschód, niemal niedźwiedzie na ulicach. Ja znielubilam Anglików po pobycie tam, zwlaszcza Angielki mnie wkurzaja bardzo, za to z Amerykanami/Kanadyjczykami mam świetny kontakt. W ogóle ludzie sa różni w każdym kraju i nie powinno się generalizowac tylko rozpatrywać konkretnego człowieka a nie jego narodowość bo można się oszukać bazując na stereotypach. Ja kocham Francję Hiszpanie i Włochy i zawsze jadę tam z radością.
                    • chicarica Re: PS 30.04.17, 22:46
                      No dobra, ale ilu tych Hiszpanów faktycznie poznałaś? Bo ja wielu. I skoro ponad 50% całkowicie mi nie pasuje mentalnością, przy czym ja tę mentalność znam na tyle, że rozumiem np. co oni między sobą mówią nawet kiedy używają bardzo potocznego języka albo mówią coś między wierszami, to chyba jednak o czymś świadczy.

                      Ale fakt, trzeba zawsze dać szansę konkretnemu człowiekowi. Jak już pisałam, mój kochany najlepszy przyjaciel, który rozumie mnie bez słowa, jest Hiszpanem.
    • black.sally Re: Co robicie w takiej sytuacji 29.04.17, 11:27
      przeciez po 30tce to dopiero zycie sie zaczyna smile
      jadę, aklimatyzuje sie, i ewentualnie wracam.
    • iziula1 Re: Co robicie w takiej sytuacji 29.04.17, 13:00
      jagodka_mare napisał(a):

      > Łatwo przychodzi Wam zmiana miejsca zamieszkania? Tak radykalnie, za granicę

      Traktuje to jako przygodę życia,wyzwanie.
      • aqua48 Re: Co robicie w takiej sytuacji 29.04.17, 13:19
        Są miejsca w które przeprowadziłabym się bez wahania i takie gdzie mieszkanie byłoby dla mnie wielką przykrością bo ich po prostu nie lubię i źle się w nich czuję - takim miastem dla mnie nieodpowiednim jest np Londyn w przeciwieństwie do Rzymu czy Paryża. Ale dom czy mieszkanie to rzecz nabyta i jeśli nowe byłoby w fajnym miejscu z dużo lepszymi możliwościami to czemu nie zmienić? Aha - 30 lat miałam już dawno, dawno temu smile
    • bergamotka77 Re: Co robicie w takiej sytuacji 29.04.17, 14:57
      Jagodka - Islandia? smile
      • jagodka_mare Re: Co robicie w takiej sytuacji 29.04.17, 15:02
        Nie. Nie chce pisać gdzie. Bardziej chodzi że zadumie. A kiedyś lata temu marzyłam o takim zadupiu. Jak to mówią uważaj o czym marzysz bo jeszcze się spełni.
        • bergamotka77 Re: Co robicie w takiej sytuacji 29.04.17, 15:08
          Ja jestem starsza od Ciebie i być może tez taka decyzję podejmę i chodzi o drugi koniec świata. Mam czas do lata. Dotąd przeprowadzalam się za granicę dwa razy (do dwóch różnych krajow) i dwa razy wracałam smile Z różnych powodów, ale zawsze istotnych.
          • bergamotka77 Re: Co robicie w takiej sytuacji 29.04.17, 15:11
            Z tym ze zawsze mialam do czego wracac tzn. miałam zaplecze w Polsce - mieszkanie, szybko też udawało mi się znaleźć pracę i mężowi tez. Tylko wtedy miałam 26 i 33 lata a teraz jestem sporo starsza.
          • asia06 Re: Co robicie w takiej sytuacji 29.04.17, 19:17
            A ja do Ciebie dzisiaj, bergamotka, napiszę. Do tej pory nie miałam się kiedy zabrać za napisanie długiego listu. Teraz mam nieco więcej czasu, więc dziś wieczorem coś skrobnę.
            • bergamotka77 Re: Co robicie w takiej sytuacji 29.04.17, 23:32
              Dzięki Asia 😘
    • chocolate-cakes Re: Co robicie w takiej sytuacji 29.04.17, 15:43
      Nigdy się nie przeniosłam dalej niż 5-10 km od miejsca, w którym mieszkałam wcześniej. Kiedyś jako dziecko może z 15 km. Dobrze mi w tej okolicy. Byłoby mi bardzo trudno wynieść się do innego miasta czy kraju.
    • rosapulchra-0 Re: Co robicie w takiej sytuacji 29.04.17, 15:49
      Wyjeżdżam i nie rozbieram włosa na czworo.
      Zresztą tak zrobiłam ponad dekadę temu i absolutnie nie żałuję.
    • cauliflowerpl Re: Co robicie w takiej sytuacji 29.04.17, 17:48
      Z Polski do Hiszpanii wyprowadziłam się z radością.
      Z miejsca, w którym mieszkam teraz, żadna siła mnie nie ruszy.

      "I nikogo nie znam."
      To poznasz. A im szybciej, tym lepiej dla Ciebie - jeśli boisz się samotności, więc wszystko w Twoich rękach.
    • bakis1 Re: Co robicie w takiej sytuacji 30.04.17, 08:17
      Ja co prawda nigdy nie opuściłam swojego miasta, duże jest, wiec i studia i prace, no i rodzina sa na miejscu, ale wielokrotnie zmieniałam mieszkania, dzielnice, otoczenie. Dzieki dziecku znajomosci - moim zdaniem -zawiera sie o wiele szybciej niz bez. Lokalne otoczenie - bedzie na początku obce, ale gdy po raz 10 zrobisz zakupy u tego samego sprzedawcy, nie bedzie juz takie obce. bedziesz z rodzina, wiec bedzie łatwiej. Pomysl o sytuacji, w ktorej musiałabyś wyjechać na 3 lata sama. Bywa i tak. Znajomość języka, umiejetność adaptacji do nowego miejsca - na pewno ten wyjazd, mimo, ze troche przymusowy- da Wam wszystkim nowe umiejętności. A moze wlasnie tam spotkasz kogoś, z kim nawiążesz super relacje, a moze wlasnie tam nauczysz sie czegoś nowego, co sprawi Ci radość, a moze wlasnie tam jakis widok: uliczka, drzewo, brzeg morza - zachwyca Cie tak bardzo, ze aż zabraknie tchu....
    • chicarica Re: Co robicie w takiej sytuacji 30.04.17, 11:53
      Ja jestem bliżej 40 i przeprowadziłam się do kraju, w którym nie znałam nikogo. Wcześniej żyłam całe życie w jednym mieście, nie licząc krótkiego dość epizodu w Hiszpanii. Znoszę to, jak na razie, dobrze.
      Tyle tylko, że wydaje mi się że do tego trzeba mieć taką mentalność, że pewne rzeczy masz w sobie, a nie przyzwyczajasz się specjalnie do miejsc. Trzeba też cieszyć się odkrywaniem nowego miejsca, kultury... podejść do tego jak do przygody, na początku każdy dzień taką przygodą jest. Nie tworzyć sobie w głowie "małej Polski", nie rozpaczać nad każdym ogórkiem kiszonym i nie roztkliwiać się nad krakowską suchą. Chyba ani razu nie szukałam tu polskiego żarcia, ale fakt że dość często jeżdżę do Polski i przywożę sobie np. twaróg. Generalnie chodzi o to, żeby znaleźć w tym pobycie w innym kraju jakąś radość, w moim przypadku np. jest to kasa, komfort w pracy i brak stresu, dostęp do fantastycznej przyrody na każdym kroku i możliwość oddechu od wszechobecnych w Polsce ludzi. Spróbuj sobie znaleźć coś takiego i podejść do tego jak do przygody a nie do problemu.
      • bakis1 Re: Co robicie w takiej sytuacji 30.04.17, 12:57
        Spróbuj podejść do tego jak do przygody, a nie jak do problemu.smile ładnie powiedziane!
    • znowu.to.samo Re: Co robicie w takiej sytuacji 30.04.17, 19:21
      Ja wyjeżdzałam jak miałam 26 lat, tylko że ja lubie zmiany i jak coś sie dzieje. A musiciw sprzedawać dom? Nie lepiej wynająć???.
    • nenia1 Re: Co robicie w takiej sytuacji 30.04.17, 19:42
      Lubię nowości, nowe miejsca, inne jedzenie, zapachy, inna przyroda, kultura, ale...mam zżytą, dobrze funkcjonującą rodzinę, nie chciałabym gadać głównie przez skypa, niby są samoloty, ale bywają sytuacje nagłe, albo jakieś pobyty w szpitalu, zabiegi lekarskie itd. człowiek nie zawiesi życia na kołku i nie przyleci bo trzeba tatę zawieść do szpitala, albo z teściową pojechać do lekarza, nie chciałabym brać udziału w życiu moich bliskich na zasadzie relacji przez telefon. Mam tu dobrze zorganizowaną siatkę znajomych, paru dobrych przyjaciół, jeszcze z czasów podstawówki, niby wszędzie można poznać ludzi, ale gdzie poznać takich z którymi człowiek zna się od dziecka. Mam dzięki temu mocne poczucie stabilizacji i wiem, że w razie gdyby coś, to uruchamia się od razu cała siatka pomocy, sprawdzałam parę razy i działa. Tego byłoby mi ogromnie żal zostawić.
    • anagat1 Re: Co robicie w takiej sytuacji 30.04.17, 22:52
      Mam 34. Za 2 mies przeprowadzamy sie 300 km. Wlasnie w weekend ogladalismy domy na wynajem. Od 9 lat to moj 13 adres. Dla mojego 5 latka to bedzie 5 adres ( 2 W Pl i trzeci w Irlandii). Jest stres. Jest ekscytacja. Jest fajnie.
      • bywalec.hoteli Re: Co robicie w takiej sytuacji 30.04.17, 23:05
        W Irlandii nie ma takich odległości jak 300 km smile
        • anagat1 Re: Co robicie w takiej sytuacji 30.04.17, 23:08
          Niesamowite... Mowisz, ze nie wiem skad i gdzie sie przeprowadzam i nie wiem ile jest z punktu a do b??
          • bywalec.hoteli Re: Co robicie w takiej sytuacji 30.04.17, 23:21
            Ta wyspa jest tak mala, ze wszedzie jest 200 km max...
            • iziula1 Re: Co robicie w takiej sytuacji 30.04.17, 23:22
              bywalec.hoteli napisał:

              > Ta wyspa jest tak mala, ze wszedzie jest 200 km max...

              Ale ona będzie jechała zygzakiem smile ( sorry, nie mogłam się powstrzymać )
              • bywalec.hoteli Re: Co robicie w takiej sytuacji 30.04.17, 23:26
                Dobre smile
    • 18lipcowa3 Re: Co robicie w takiej sytuacji 30.04.17, 22:55
      Nie, nie jestem powsinogą. Każda przeprowadzka to dla mnie duza sprawa.
    • bywalec.hoteli Re: Co robicie w takiej sytuacji 30.04.17, 23:04
      Przeprowadzasz się w kieleckie? smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka