zefirkowapola
05.05.17, 14:29
Zacznę od początku,ale pewnie długie będzie. Od 2011 roku mam rozpoznaną padaczkę. Ataki pojawiały się w dzieciństwie ale rodzice przeoczyli/ja ignorowałam/nie wiem(miałam dwa ataki grand-mal-te "spektakularne" i tzw "zawiechy", zagapienia-tych było więcej) leków nie brałam (nie były zapisane) ktoś coś powiedział że takie grand-male mogą zdarzyć się zdrowemu człowiekowi ale to padaczki nie oznacza,pozostałe objawy umknęły/zostały zignorowane, ja nie chciałam się stygmatyzować i komplikować życia (prawko, wybranie zawodu, informowanie otoczenia itd). Nastał rok 2011, dziecko miało rok, pracowałam 14 nocy w miesiącu, w dzień spałam tyle co córa (2 h) bo mąż pracował w dzień, potem znów nocka, dzień -dwa wolnego i tak okrągło. Praca dom, dziecko, stres, nieprzespane noce- tego padaczka nie lubi. Uaktywniła się. No i się zaczęło, szpital, leki, ataki były dalej, zmiana leków, ataki dalej, trochę spokoju, znowu wracały. Ostateczne rozpoznanie: padaczka lekooporna. I tak się leczę. I do meritum: wypieram to że jestem chora. Dopiero teraz to do mnie dotarło, po kolejnym pobycie w szpitalu. Za każdym planowanym pobytem w szpitalu byłam optymistycznie nastawiona, że wykluczą, że w poprzednim szpitalu się pomylili, że sprzęt był zepsuty a technik niekompetentny. I tak radośnie łykając leki, zaliczając glebę co jakiś czas (bo ataki są) jeździłam po różnych lekarzach aby znaleźć takiego co to wykluczy. W końcu moja neurolog powiedziała że to może ataki psychogenne? Kurczę, ucieszyłam się! Ja mam jakiś tam bagaż doświadczeń który może ciążyć, No i to nie padaczka, wystarczy dobry psychiatra jakaś pigułka szczęścia, może psychoterapia, odzyskam prawko, prawo wykonywania zawodu i nikogo nie będę musiała informować że mam epi. Więc znów poszłam do szpitala, wspomniałam o tym lekarzowi prowadzącemu że to może to? Neuropsychologowi również, zrobili mi badania (EEG się poprawiło), to myślę będzie dobrze. A oni mi w wypisie dali że:padaczka lekooporna z napadami gromadnymi i psychogennymi napadami. No ręce mi opadły. Nie dość że dalej jest ta głupia padaka to jeszcze jestem wariatem. I sama to sobie zrobiłam bo ich na to nakierowałam! A oni łaskawie odnotowali.
Nie radzę sobie. Wypieram chorobę, przy okazji robiąc z siebie wariata. Nie sądziłam że mogę mieć taką blokadę na tak błahą sprawę (biorąc pod uwagę wszystko to co wcześniej mnie spotkało to padaczka jest błahą sprawą). Jak ludzie z rakiem żyją? Z SM? No i chyba potrzebuję psychiatry. Bo może ta moja nie akceptacja nakręca stres a stres padaczkę? Nie wiem, ale jestem w momencie w którym jestem w stanie uwierzyć że mi te padaczkę ktoś wmówił i ja uwierzyłam i te ataki są naprawdę na tle psychicznym.
Dodam że radzę sobie. Pracuję, wszystko ogarniam pieszo (mieszkam na zadupiu), dziecko, dom i jeszcze wracam na studia (lubię się uczyć). Ale cały czas mam z tyłu głowy strach że to może być za chwilę a ja będę sama albo jeszcze gorzej z dzieckiem, gdzieś na drodze (do domu musimy ze szkoły iść poboczem,nie ma chodnika-ma być- a jest 90tka) i że coś jej się stanie, że mi nikt nie pomoże. Normalnie nie wariuję z tego powodu, przecież w domu się nie zamknę. Ale cały czas mam ten przyczajony strach. Tyle. Musiałam komuś się wygadać, mąż ma dość, jak mu sugerowałam że może mnie do egzorcysty powinien zawieść. On się z tym pogodził. Przyjął to (przed ślubem nie wiedział).