Dodaj do ulubionych

psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow

11.09.17, 23:31
Skojarzylo mi sie troche z ostatnim watkiem kury, chociaz kontekst zupelnie inny.

Moj maz jest psychoterapeuta. I nieodmiennie zadziwia mnie, ze jego pacjenci (chociaz precyzyjniej byloby napisac pacjentki) szukaja z nim kontaktu (maile/smsy) czesto nawet po zakonczeniu terapii. Jestem w stanie jakos sobie wytlumaczyc, ze ludzie w ostrym kryzysie lub mocniej zaburzeni w czasie terapii moga pomylic terapeute z kims bliskim i zachowywac sie roznie i dzwonic o roznych dziwnych porach albo przysylac mnostwo maili, chocby kontrakt tego nie przewidywal, ale trudno mi pojac, co kieruje osobami, ktore szukaja kontaktu juz po zakonczeniu terapii. Po co przysylac smsy z zyczeniami swiatecznymi, listy, maile z podziekowaniami po kilku latach? Moze trudno mi to zrozumiec, bo nie korzystalam nigdy z terapii, ale to troche tak, jakbym teraz nagle wpadla na pomysl, zeby wyslac lekarzowi, ktory kilka lat temu odbieral moj porod, zdjecia dziecka i podziekowania.

Maz nie przywiazuje do tego wielkiej wagi i twierdzi, ze to sie bardzo czesto zdarza, ze pacjenci sie angazuja emocjonalnie i daja temu wyraz na rozmaite sposoby. A mnie dziwi skala zjawiska i zastanawiam sie, czy to jest w wiekszym stopniu brak wyczucia, co wypada i jakis rodzaj namolnosci, czy moze jakies fantazjowanie o ciagu dalszym i przeniesieniu znajomosci na grunt prywatny?

Czy to jest normalne, ze psychoteraputa staje sie dla pacjenta na tyle wazny, zeby go potem informowac np. o zamazpojsciu czy narodzinach potomka(przyklady z ostatnich tygodni)?







Obserwuj wątek
    • peonka Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 11.09.17, 23:46
      Ja kiedyś chodziłam na zajęcia z pewnego egzotycznego języka. Prowadziła je nauczycielka akademicka w swoim czasie wolnym. Organizowała nam też różne wyjazdy i inne atrakcje. Jeszcze długo po ukończeniu kursu pisywalam do niej, co u mnie i u niej słychać.
      Po prostu, polubiłam ja, docenialam to, co dla mnie robiła, i była dla mnie ważna. I wiele osób wysyła swoim byłym lekarzom zdjęcia dzieci. Nie uważam tego za dziwne, wcale a wcale. Poza tym jednak lekarz przyjmujący poród to nie psychoterapeuta, nie spotykaliscie się miesiącami, żeby rozmawiać o intymnych sprawach, prawda?
      A tak poza tym - może twój mąż mógłby wyjaśnić ci, dlaczego niektórzy byli pacjenci do niego pisują? wink
      • ania357 Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 00:00
        Mój mąż mi właśnie wyjaśnił wink, tak jak pisałam wyżej, że to normalne, że ludzie tak reaguja, że jego współpracownicy też mają od groma takich sytuacji.

        Nie podejrzewam, żeby to mąż jakoś stymulował lub zachęcał do kontaktów, bo jest w tych sprawach bardzo ostrożny i raczej trzyma dystans, żeby nieopatrznie nie wysłać jakiegoś komunikatu, który mógłby zostać odczytany w niewłaściwy sposób. Wydaje mi się, że on przeważnie nawet nie odpisuje, a jesli juz, to bardzo zdawkowo. Zreszta po kilku godzinach wczuwania sie w cudze sprawy nie ma specjalnie ochoty na robienie tego samego w wolnym czasie.

        Zastanawiam sie po prostu, czy to ja jestem przewrazliwiona na pkcie nienarzucania sie ludziom i mam przesuniete granice tego, co wypada w takich oficjalnych kontaktach, czy jednak pacjentom sie myli.

        • peonka Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 00:04
          No więc mąż ci wyjaśnił, ale mu nie wierzysz czy jak? Powiedział Ci, że to normalne, ale tobie się wydaje że nie?

          Moim zdaniem przesadzasz. Jest coś takiego jak zwykła ludzka sympatia i życzliwosc. Nie miałaś nigdy ochoty komuś podziękować, nawet po długim czasie? Dla mnie dziwne jest twoje zdziwienie.
        • mamma_2012 Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 08:10
          Twój mąż ustala z pacjentami zasady ich kontaktu po zakończeniu terapii. A przynajmniej powinien.
          Narzucanie się to subiektywne odczucie, to tobie przeszkadza korespondencja od pacjentek.
          Kontrolowanie ustalonej z pacjentem relacji (komu, co i czy wogole odpisać, żeby nie zaszkodzić) to praca Twojego męża za którą wziął pieniądze w czasie terapii, więc trudno tu mówić o jakiejkolwiek namolności.
          • ania357 Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 09:59
            No tak ale terapeuta bierze pieniadze za prowadzenie sesji i z tego sie juz wywiazal, a oczekiwanie, ze bedzie dozywotnio kontrolowal wszystkie swoje dotychczasowe relacje z pacjentami a z niektorymi wymienial maile lub smsy, zeby im nie zaszkodzic, wydaje mi sie nieco wygorowane. Pisze o swoich odczuciach. Mojemu mezowi ta korespondencja rzeczywiscie chyba nie przeszkadza ani go nie dziwi. A mi? Szczerze mowiac wiele sie to dla mnie nie rozni od sytuacji, w ktorej ckliwy mail bylby od dawno niewidzianej przyjaciolki z mlodosci (dlatego skojarzylo mi sie z watkiem kury). Tez uznalabym, ze komus zabraklo wyczucia.
            • mamma_2012 Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 10:50
              Zajmij się swoimi relacjami z mężem, a nie jego z pacjentami, to możesz kontrolować.
              Jeżeli korespondencja mu przeszkadza dobrze wie (lub powinien) co powiedzieć, żeby ochronić siebie i nie zaszkodzić drugiej stronie.
              Wziął pieniądze za terapię wraz z jej zakończeniem, to zakończenie wygląda różnie, czasem obejmuje napisanie kilku zdań dlaczego nie będzie odpowiadał na maile czy inną korespondencję.
              Gdyby korespondencja nie wpadała w Twoje ręce, nie byłoby tematu, który zaprząta ci głowę i pewnie jakoś tam wpływa na wasze relacje, bo martwisz się, że obce baby nękają ci męża.


              • kanna Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 11:11
                > dlaczego nie będzie odpowiadał na maile czy inną korespondencję.

                nawet dobre domknięcie terapii nie powstrzyma pacjentów smile Jak chcą pisać, to będą . ważne, żeby terapeuta nie podtrzymywał kontaktu.
              • gama2003 Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 11:21
                Tak samo myślę.
                Jeśli te smsy, maile to problem męża. Tylko. Zupełnie jak trudne sytuacje w jakiejkolwiek innej pracy. Jeśli nie mieściłyby się w ,,kanonach zdrowienia,, on jako zawodowiec powinien umieć zamykać terapię. Ewentualnie reagować na przekraczających granicę.
                To wszystko powinno odbywać się między nim a pacjentem,czy byłym pacjentem.
                Tu terapeuta nie widzi niczego złego i dziwnego. Widzi to żona. Brzmi mi to dosyć nieprofesjonalnie, komórka pracowa terapeuty powinna być jednak niedostępna dla postronnych, rodziny itd. Smsa może napisać też osoba w bieżącej terapii, intymnego zdrowotnie.
                A małżonka psychologa do dyskrecji zobowiązana nie jest.

                Odbieram autorkę jako osobę nie do końca, albo wcale, pogodzoną z profesją męża. Polega ona wszak na szczególnie intymnych rozmowach, zapewne w cztery oczy. Pacjentki bywają różne, terapia to praca na emocjach. Czuję lęk o własny związek. Może i jakoś zrozumiały, ale tu kłania się poziom zaufania mężowi.

                Jako pacjentka byłabym mocno zaniepokojona, że osoba niezwiązana z terapią ma jakąkolwiek na jej temat wiedzę. I przyznam, że nigdy nie myślałam o tym aspekcie pracy z terapeutą, jakoś z góry ( jak widać naiwnie ) zakładałam profesjonalizm w dyskrecji.
            • kira02 Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 19:57
              Projektujesz swoje lęki na pacjentki. Zamiast zarzucać im brak wyczucia, po prostu porozmawiaj z mężem jak człowiek: "Słuchaj, Zdzisiek, czuję się zagrożona przez Twoje pacjentki. Jestem zazdrosna i uważam, że Ci się narzucają." A później czekaj na odpowiedź smile
        • nowi-jka Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 10:31
          jesli ktos ci pomaga w bardzo trudnym dla ciebei momencie to staje ci sie bliski, to rodzaj wdziecznosci - tak mysle, jesli kto sleczy sie z depresji i wysyła info o slubie to tak jak by nagrode wreczal temu terapeucie - zobacz dzieki tobi eto wszystko twoja praca przynosi efekty
          wg mnei to nie jest nie takt
          • mamma_2012 Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 11:00
            Ta korespondencja pojawia się z różnych powodów. Czasem to wyraz wdzięczności, czasem miły gest (życzenia), a czasem część problemu z którym się ktoś zwraca.
            Dlatego w profesjonalnej terapii nie podaje się prywatnego numeru, bo kontrakt zwykle nie obejmuje 24 godzinnej pomocy, a ludzie i w trakcie i po potrafią zadzwonić o 3 w nocy. Telefon się wyłącza i odbiera w określonych godzinach i na określonych zasadach. Z panią X można się umówić inaczej niż panią Y.
        • niutaki Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 13:58
          ania357 napisała:
          > Zastanawiam sie po prostu, czy to ja jestem przewrazliwiona na pkcie nienarzuca
          > nia sie ludziom i mam przesuniete granice tego, co wypada w takich oficjalnych
          > kontaktach, czy jednak pacjentom sie myli.
          >
          Jakie oficjalne kontakty? Kochana terapeuta wie takie rzeczy o swoim pacjencie, ze nie ma mowy o zadnych oficjalnych kontaktach big_grin Moze chodzi Ci o to, ze sa to glownie kobiety i jestes po prostu zazdrosna?
          • ania357 Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 23:35

            > Jakie oficjalne kontakty? Kochana terapeuta wie takie rzeczy o swoim pacjencie,
            > ze nie ma mowy o zadnych oficjalnych kontaktach big_grin Moze chodzi Ci o to, ze sa
            > to glownie kobiety i jestes po prostu zazdrosna?

            O, to jest wlasnie doskonala ilustracja tego, o czym pisalam w tym watku. Podejrzewam, ze wielu pacjentom myli sie to w identyczny sposob jak Tobie.

            Mozesz opowiedziec swojemu terapeucie cokolwiek zechcesz, mozesz go uraczyc najbardziej pikantnymi szczegolami swojego zycia seksulnego albo podzielic się najcięższymi tajemnicami, ale to nadal nie zmienia faktu, że to nie jest nikt bliski, tylko profesjonalista, ktory poswieca Ci czas i uwage, bo na tym polega jego praca. Twoja szczegolna pozycja wynika wylacznie z roli, ktora Ci w tym duecie przypadla na godzine tygodniowo.
            • mamma_2012 Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 13.09.17, 07:24
              Na Twoim miejscu bardziej martwiłabym się o współpracowniczki czy studentki, które ślą maile po godzinach pracy albo dentystkę, która przysyła życzenia świątecznewink
            • niutaki Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 13.09.17, 08:06
              czyli jednak zadrosna smile pozdrawiam.
              • lady-z-gaga Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 13.09.17, 08:42
                No cóz, z jakiegoś powodu panowie nie szukają kontaktów z byłym terapeutąwink
                Robią to kobiety, z dość czytelnego powodu: nawet po terapii nie są w stanie stworzyć satysfakcjonującej relacji damsko-męskiej. Albo nie odnajdują w swoim, istniejącym już związku tego, czego potrzebują. A potrzebują być wiecznie w centrum uwagi i miec słuchacza, dla ktorego każda, najmniejsza pierdoła z ich życia będzie ważna, który będzie na okrągło słuchał o tym, co czują i co myślą, o tym, co im się przydarzyło od kołyski aż do dnia wczorajszego. Prywatnie nikt tego nie wytrzyma - mąż, chłopak, znajomy, ani nawet przyjaciółka. Dlatego wydaje mi się, że nie chodzi wyłącznie o relacje damsko-męską i autorka wcale nie musi byc zazdrosna jak kobieta o kobietę. Ona jest zazdrosna i zniesmaczona tym, że ktoś próbuje zawłaszczyć prywatną przestrzeń jej męża, nie mając do tego prawa wynikającego z umowy, jaka jest miedzy pacjentem a terapeutą. To, że mąż przyjmuje zjawisko spokojnie, nie oznacza, że ono jest normalne i usprawiedliwione.
                • mamma_2012 Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 13.09.17, 09:25
                  Od czasów Freuda psychoterapia, nawet psychoanaliza się zmieniłasmile Mało kto ma jednocześnie nadmiar czasu i pieniędzy, żeby pozwolić sobie na opłacanie wysłuchiwacza.
                  Na terapię ludzie przychodzą z różnymi problemami, często są w satysfakcjonujących związkach.
                  Ludzie na terapii masowo nie dostają słowotoku, a jak dostają to często się go przerywa, jeżeli nie jest pomocny. Powszechnym problemem jest wręcz wyciągnięcie z nich czegokolwiek istotnego.
                  Ewentualny problem z zawlaszczaniem czasu jest nie z winy pacjentów, a z powodu błędów męża i łatwo go rozwiązać.
                  Z terapii częściej korzystają kobiety, więc może i częściej piszą, ale to już kwestia statystyki.


                  • mamma_2012 Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 13.09.17, 09:32
                    Całe szczęście, że Autorka nie została żoną ginekologa. Nie dość, że słucha, że co tam ładna blondyneczka w nocy wyprawiała i gdzie ją wtedy bolało, to jeszcze ogląda, dotyka, a pacjentki budzą w środku nocy, bo się im rodzić zachciałowink
    • a.va Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 00:02
      Tak, to normalne.
      Normalne jest też, że kobiety bardzo często zakochują się w swoich terapeutach.
      Najlepiej z mężem o tym pogadaj, przecież on na pewno ma to zjawisko w małym palcu, każdy terapeuta to wie i wie, co z tym robić.
      • zuleyka.z.talgaru Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 08:08
        Może nie chce z nia rozmawiac bo jej ukryta terapie robi wink
      • ania357 Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 10:07
        No i wlasnie do tego zmierzam. Nie wierze, ze kobieta zakochana w terapeucie pisze do niego maile bez zadnych ukrytych intencji. I jest w tym cos zenujacego, ze dorosli ludzie roja sobie jakies dziwne rzeczy, zamiast przed nawiazaniem kontaktu pomyslec, ze sa po prostu jednym z wielu pacjentow (po zakonczeniu terapii psycholog moze nawet nie pamietac ich nazwiska), ktorzy przewineli sie przez gabinet, czas dla nich jest w czasie sesji, a po godzinach terapeuta to powinien byc obcy czlowiek z wlasnym zyciem prywatnym, ktorego nie wypada zaklocac. Troche jestem zaskoczona odpowiedziami w tym watku, bo wydaje sie, ze dla wiekszosci z wypowiadajacych sie tu osob, to nie jest niestosowne.
        • bergamotka77 Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 10:19
          W twoich słowach wyczuwam niepokój i poczucie zagrożenia. Twój mąż ma specyficzny zawód i to normalne, że pacjentki czują z nim więź, bo mówią mu rzeczy jakich nie wiedzą o nich nawet najbliżsi. Raczej nie chciałabym mieć męża psychoterapeuty, ginekologa czy aktora, bo czulabym się chyba zazdrosna o bliski kontakt z paniami wink
          • gama2003 Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 11:32
            Otóż to.
            Praca z ludźmi w kłopotach, leczących emocje, czasami zaburzonymi, czy wręcz chorymi psychicznie to szczególna profesja. Zachowania ,, nieeleganckie,,, nieprzemyślane, czy spontaniczne to chyba prawie norma. Etykiety zachowań pacjenta w tym zawodzie nie ma. Ba, w tym zawodzie jak.w żadnym innym trafiają się niestandardowi klienci.
            A autorka czuje niesmak, jakby mąż był kierownikiem sklepu i po godzinach wydzwaniały do niego klientki z pochwałami doradzonych zakupów, albo pytały o świeże dostawy.
            To szczególny zawód. Jak widać mega trudny dla współmałżonka. Mam nadzieję, że pan jest na tyle profesjonalny, że wyłapie rozterki żony.
    • milamala Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 00:12
      Przyslanie komus zyczen swiatecznych mailem (pewnie wysylanych tez do 50 innych znajomych za jednym zamachem) to jeszcze nie przeniesienie znajomosci na grunt prywatny.
      • ania357 Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 00:25
        Zyczenia swiateczne jeszcze moge zrozumiec, z mailami mam nieco wieksza trudnosc, ale tak jak pisalam nie wykluczam, ze to wynika z moich wlasnych ograniczen w takich kwestiach, dlatego pytalam o opinie.

        Opinia meza jest dla mnie w takich kwestiach troche niemiarodajna, bo z racji wykonywanego zawodu jego tolerancja na rozne zachowania jest nieco wieksza niz standardowo.
    • herca Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 00:30
      czyli maz dostaje smsy o dziwnych porach i mowi ze to od pacjentow a ty sie zastanawiasz czy rzeczywiscie - no coz, na dwoje babka wrozyla...
      • kretkowlosa Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 13:22
        Bingo.
        • gama2003 Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 13:26
          Co symptomatyczne - od pacjentek. Pacjentom się mniej spodobal.
    • turzyca Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 00:37
      Mam w rodzinie psychoterapeutke, teraz juz na emeryturze, i tak, to zjawisko wystepowalo w duzych ilosciach. Z tymze ona jakos to lubila, miala potwornie duzo takiej ciekawosci ludzi, a do tego troche to potwierdzalo jej wybory zawodowe. Jesli ktos z ciezka fobia spoleczna przysyla zdjecie, jak prowadzi wyklad, to dowodzi w jakis sposob jej sukcesu, efektywnosci pracy, potwierdza slusznosc doboru metody. Przyklad z porodem nietrafiony, raczej analogie widzialabym, gdyby lekarz np. leczylby Cie z raka i walczyl o zachowanie Twojej plodnosci, a Ty bys mu przyslala zdjecie z noworodkiem w objeciach.
    • mamma_2012 Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 07:53
      Zupełnie inne rzeczy są strasznie niepokojące w tym co piszesz. Skąd wiesz o tym co mąż dostaje w mailach i smsach? Skąd wiesz, że osoba przysylająca je była pacjentką?
      Ktoś tu robi coś bardzo złego albo ty przeszukując jego korespondencję służbową, objętą tajemnicą zawodową albo on dobrowolnie pokazując ci ją.
      A nawet fotka z wakacji pod palmami wcale nie musi znaczyć, że ktoś chce prywatnych relacji z terapeutą, a być dowodem, że terapia zadziałała, bo pacjentka, która bała się latać wsiadła do samolotu, więc się z tego lęku się wyleczyla. Tylko Ty nigdy nie powinnaś jej zobaczyć.
      A swój post pokaż mężowi i niech wyjaśni ci jakie lęki ma osoba go piszącawink
      • ania357 Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 09:50
        Nie przeszukuje jego korespondencji "sluzbowej". Po prostu korzystamy z jednego komputera, wiec czasem zauwaze jakis poczatek maila. Podobnie z komorka. Czasem (np. podczas jazdy samochodem) maz prosi o odczytanie smsa, bo akurat czekamy na jakas wiadomosc (prywatna). W Twojej rodzinie sie to nie zdarza?

        Moj maz nie prowadzi terapii przez neta. Nr komorki pacjenci maja, zeby moc umowic lub odwolac spotkanie. Maila maja, bo sobie go SAMI znalezli w internecie. Rozumiem, do czego zmierzasz, ale chyba dorosli ludzie zanim w przyplywie emocji wysla obcej osobie z wlasnej inicjatywy maila zawierajacego zdjecia/dane osobowe czy jakiekolwiek poufne informacje/wynurzenia, powinni liczyc sie z tym, ze adresat moze nie byc jedyna osoba, ktora ten fakt zarejestruje. Ja nie widze powodu, zeby maz chowal przede mna telefon tylko dlatego, ze w godzinach 9-18 pracuje jako terapeuta i komus moze sie cos w zwiazku z tym pomylic.
        • triss_merigold6 Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 10:10
          To chyba oczywiste, kupujesz usługę w postaci terapii, a nie dożywotniego zawsze dostępnego przyjaciela.
        • mamma_2012 Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 10:37
          W takim razie to Twój mąż postępuje bardzo nieprofesjonalnie. Jeżeli tak to u was funkcjonuje jego podstawowym, bezwzględnym obowiązkiem jest zabezpieczenie korespondencji służbowej, czyli minimum to oddzielny numer telefonu, którego nie odbierasz i nie dotykasz, skrzynka z której zawsze się wylogowuje, żeby nawet początek maila nie rzucał ci się w oczy i taka funkcjonuje przy nazwisku w internecie.
          Na początku terapii Twój mąż zobowiązuje się do tego, że to co między nim, a pacjentem zostanie tylko między nimi (z jego strony).
          Takie sytuacje jak u was podważają zaufanie do profesjonalnych terapeutów, bardzo dbających o poufność. Raz rzuci ci w oczy się początek maila czy SMS od byłego (tajemnica obowiązuje i po zakończeniu terapii), a czasem od obecnego pacjenta. To jest niedopuszczalne.
          • lady-z-gaga Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 10:52
            Na początku terapii Twój mąż zobowiązuje się do tego, że to co między nim, a pacjentem zostanie tylko między nimi (z jego strony). 

            Terapii nie prowadzi się mailowo, A korespondencja W TRAKCIE terapii ma rolę wyłącznie organizacyjną - do omawiania czy przekładania spotkania. Jeśli pacjent próbuje mailowo, poza godzinami opłaconymi załatwiać swoje sprawy, to chyba jest naciągaczem?
            O pisaniu w rok po terapii w ogóle nie wspominam- bo mam nadzieję, że nikt zdrowy na umyśle nie zamieści w mailu nic poza życzeniami świątecznymi.
            • mamma_2012 Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 11:08
              Nie wszyscy korzystający z terapii są normalni, jak się domyślasz.
              Terapię prowadzi się tak jak umówią się strony i jak pozwalają zasady nurtu w którym się pracuje.
              Jak się umówią na maila czy rozmowę między sesjami to ich sprawa, a nie żony.
              Terapeuta decyduje czy i jak odpowie na maila po roku.
          • ania357 Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 11:13
            Nie sadzisz, ze na zachowaniu tajemnicy powinno zalezec w pierwszej kolejnosci pacjentom i ze nie trzeba byloby robic tych wszystkich cyrkow, ktore wyzej zaproponowalas, gdyby osoby, o ktorych prawie do poufnosci piszesz, zadaly sobie minimum trudu i powstrzymaly sie od dzialan, ktore moga skutkowac tym, ze ujawnia komus obcemu fakt korzystania z terapii. Myslisz, ze u wiekszosci terapeutow to wyglada tak, jak opisujesz? Moj maz nie opowiada w domu o swoich pacjentach w sposob pozwalajacy na ewentualne rozpoznanie ich. Nie mowi mi, kim sa ludzie, ktorzy witaja sie z nim na ulicy (tylko tutaj nie trzeba wielkiej przenikliwosci, zeby sie domyslic, ze skoro sie z kims przywital, a nie mowi ani slowa, kto to byl, to prawdopodobnie jakis pacjent).

            Gdybym wpadla na pomysl napisania maila z jakimis osobistymi wyznaniami dawnemu przyjacielowi/chlopakowi, to robilabym to z pelna swiadomoscia, ze taki list moze tez przypadkiem (albo i nie) przeczytac jego zona i albo wkalkulowalabym takie ryzyko albo sobie odpuscila.
            • gama2003 Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 11:50
              Ale - kiedy wreszcie wpadniesz na to, że pacjenci męża to ludzie chorzy, zaburzeni, załamani. On leczy właśnie zachowania a Ty dziwisz się, że postępują niestandardowo ? Wszak ta inność zawiodła ich do gabinetu męża, z tego żyjecie.
              Dziwi mnie Twoje podejście, bardzo dziwi.
              • zuleyka.z.talgaru Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 12:10
                Inaczej będzie pisać jak fama się rozniesie i mężuś bez pacjentów zostanie i kasy zacznie brakować.
            • turzyca Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 12:14
              Nie. I wiesz, jestem wstrzasnieta Twoim nastawieniem do sprawy. Zachowanie tajemicy jest obowiazkiem Twojego meza i powinien tak zorganizowac sobie komputer, komorke itd, zebys Ty nie miala do nich dostepu w tym zakresie.
              • ponis1990 Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 16.09.17, 09:55
                ale wtedy to już by wogóle lament podniosła pewno, że ją zdradzabig_grin
            • mamma_2012 Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 12:24
              To nie są cyrki, to podstawowy obowiązek profesjonalnego terapeuty. Twój mąż "obiecuje" pacjentom", że dba o to, że ani żona ani dzieci nie będą przeglądać korespondencji.
              Terapeuta to nie przyjaciel, który przecież nie zobowiązał się do zachowania tajemnicy.
              Gdyby Twój mąż stosował się do zasad, które jak wasz przypadek pokazuje są potrzebne, chroniłby i pacjentów i Ciebie i siebie.
              Pacjenci mogą wszystko mogą się zakochiwać, a nawet proponować seks, nienawidzieć, krzyczeć, wypytywać terapeutę o sprawy prywatne, żonę, dzieci, a terapeuta ma wiedzieć jak profesjonalnie zareagować na każdą taką sytuację. Na tym polega ta praca i to kolejna różnica między nim, a kumplem.
              • gama2003 Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 13:03
                Mnie uderzyło jeszcze - mąż nie opowiada w domu o pacjentach w sposób umożliwiający ich zidentyfikowanie...
                Cholera, świat jest tak cholernie mały, potem na kawce z psiapiółą czas sobie umili, gadając w sposób uniemożliwiający identyfikację. A chory będzie kuzynem kuzyna. Rzyg.
                • ania357 Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 13:34
                  Ale co Cie w tym tak uderzylo? Czasem poda jakis przyklad, opowie cos zabawnego albo (chyba raz sie zdarzylo) podzieli sie informacja, ze pacjent popelnil samobojstwo i w zwiazku z tym czuje to i to i moze nie byc mezem ani ojcem roku danego dnia. Wiecej szczegolow opowiadaja studentom i osobom szkolacym sie, ale wtedy zmieniaja rozne szczegoly, zeby wlasnie nie bylo takich sytuacji, ze ktos jest kuzynem kuzyna.

                  Mam wrazenie, ze dla niektorych pacjentow sam fakt, ze terapeuta ma jakies wlasne zycie i funkcjonuje tez (i to przez wiekszosc czasu) poza gabinetem i w innej roli, jest trudny do wyobrazenia sobie i zaakceptowania.
                  • mamma_2012 Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 13:50
                    Nie miej pretensji do pacjentów, a do męża, że nieprofesjonalnie podchodzi do swojej pracy, przez co cierpi rodzina.
                    I powiedz mu, o swoich odczuciach w związku z sytuacją, może skapnie się co robi źle.
                  • gama2003 Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 13:50
                    Wracamy do punktu wyjścia - pacjentami nie są zdrowi ludzie, nie myślą, nie postępują, nie mówią w sposób przypisany konwenansom.
                    Mogą mylić wszystko. Rolą męża - profesjonalisty jest pomoc w kłopotach emocjonalnych plus nadzwyczajna dyskrecja, bo pracuje w bardzo delikatnej materii. A tego u Was nie ma - mail dostępny w rodzinnym komputerze, telefon dostępny dla osoby obcej terapii - żony terapeuty.
                • iwoniaw Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 14.09.17, 11:22
                  Mnie uderzyło jeszcze - mąż nie opowiada w domu o pacjentach w sposób umożliwia
                  > jący ich zidentyfikowanie...
                  > Cholera, świat jest tak cholernie mały


                  No właśnie, co ludzie mają w głowach? (O terapeutach tu mówię.) Sama byłam mimowolnym uczestnikiem takiej sytuacji - w towarzystwie znalazła się kiedyś panienka psycholożka uznająca za stosowne rzucanie "u cioci na imieninach" anegdotkami ze swej praktyki zawodowej - "nie w sposób umożliwiający identyfikację" w jej mniemaniu. Tyle że część tych opowieści dziwnej treści dotyczyła jakiejś praktyki/specjalizacji odbywanej w niewielkim szpitalu powiatowym, gdzie na oddziale na raz jest max kilkanaście osób, najczęściej z okolicznych miejscowości - zgadnij, jak trudno zidentyfikować czyjeś "przypadki na leczeniu" w takiej sytuacji, zwłaszcza znając czas i miejsce uncertain Nie powiem, że zwiększyło to moje zaufanie do psychologów jako takich...
            • iwoniaw Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 14.09.17, 11:15
              Nie sadzisz, ze na zachowaniu tajemnicy powinno zalezec w pierwszej kolejnosci
              > pacjentom i ze nie trzeba byloby robic tych wszystkich cyrkow, ktore wyzej zapr
              > oponowalas, gdyby osoby, o ktorych prawie do poufnosci piszesz, zadaly sobie mi
              > nimum trudu i powstrzymaly sie od dzialan


              Sugerujesz, że lepiej w ogóle nie korzystać z jakichkolwiek terapii, bo a nuż jakiś psycholog ma wspólnego z żoną maila albo udostępnia swój telefon z niezahasłowanymi sms-ami każdemu, kto akurat ma potrzebę po aparat sięgnąć?
              No może i faktycznie - nie tak jednak wygląda budowanie zaufania do ludzi z tej branży i zgadzam się, że mąż robi krecią robotę całemu środowisku. Profesjonalista ma dla pacjentów takie kanały kontaktu (specjalny mail, nr telefonu), których nie używają i w które nie mają wglądu (nawet przypadkowo) żadne inne osoby (nawet jego najbliższa rodzina).

              Gdybym wpadla na pomysl napisania maila z jakimis osobistymi wyznaniami dawnemu
              > przyjacielowi/chlopakowi


              No jednak dawny chłopak/obecny znajomy to nie jest zobowiązany do zachowania tajemnicy terapeuta/lekarz/prawnik. Naprawdę to trzeba komuś tłumaczyć? Posiadanie przez takiego niezabezpieczonej skrzynki mailowej, w której grzebie (albo przypadkiem rzuca okiem czy otwiera przez pomyłkę) żona, gosposia, matka, szwagier, syn z kolegą z klasy, czy ktokolwiek inny to jakaś porażka.
    • mail-na-gazecie Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 08:03
      Ja trzymam się zdala od psychoterapeutów, wiele już czytałam na ten temat. Nie istnieje etyka w tym zawodzie. Ludzie po prostu potrzebują bliskich osób di wygadania się. Żyjemy zdala od rodzin, nie można czerpać z ich mądrości, to chodzimy i płacimy. Oni tworzą sztucznie problemy, pacjent się przywiązuje, a potem co? Kartki nie można wysłać? Terapia się skończyła, nie płacisz, to spadaj.
      • zosia_1 Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 11.02.18, 12:27
        Ja nie czerpię mądrości z rodziny, bo nie ma z czego czerpać
    • jem.gluten.i.cukier Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 08:10
      O narodzinach dziecka poinformowałam ginekologa, do terapeutów się nie odzywam po terapii.
    • lady-z-gaga Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 10:15
      Ludzie mylą terapeutę z przyjacielem. Czasem przyjaciela mylą z terapeutą. Nie, nie jest to normalne.
      • triss_merigold6 Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 10:17
        Też tak uważam.
      • mail-na-gazecie Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 10:22
        A ja uważam, że większość problemów daje się samemu rozwiązać lub z pomocą przyjaciela, rodziny. Ludzie ich nie maja, psychoterapeuci stwarzają iluzję zaangażowania, pacjenci uzależniają się, a chodzi jak zwykle o pieniądze. No i potem są nieporozumienia.
        • lady-z-gaga Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 10:30
          Owszem, pacjenci nie chcą przyjąć do wiadomości, że między ich terapią a wycięciem wyrostka nie ma wielkiej różnicy. Wolą myśleć, że są dla swojego terapeuty kimś wyjątkowym.
      • mamma_2012 Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 12:32
        Czasem mylą z przyjacielem, czasem z ojcem, matką, dzieckiem czy nauczycielem. Terapeuta musi to kontrolować, przypominać o charakterze ich relacji, wyciągać wnioski z tego w jakiej roli ustawia go pacjent.
    • black-cat Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 10:24
      Wydziwiasz. Dostaję smsy z życzeniami świątecznymi od pacjentów, maile po zakończeniu terapii z informacjami jak dziecko radzi sobie w szkole i podziękowaniami, czasami pacjenci dzwonią i proszą o rady dotyczące edukacji dziecka, dalszych terapii itd. Nigdy nie traktowałam moich pacjentów w kategoriach płacisz i masz, nie płacisz - wypad. Rozumiem, że w przypadku psychoterapeuty wygląda to nieco inaczej, ale w życzeniach świątecznych czy podzieleniu się informacją, że terapia okazała się skuteczna nie widzę niczego niestosownego.
      • samawsnach Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 21:20
        Czy ja wiem, czy inaczej. Myślę, że podobnie. Są pacjenci, którzy kończą terapię i znikają (czasem wracając ponownie), są i tacy, którzy - tak jak piszesz czasem się odzywają po to,żeby się czymś podzielić. Nic niezwykłego w tym nie ma.
    • kanna Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 11:05
      >Czy to jest normalne, ze psychoteraputa staje sie dla pacjenta na tyle wazny, zeby go potem informowac np. o zamazpojsciu > czy narodzinach potomka(przyklady z ostatnich tygodni)?

      Jak najbardziej normalne. Psychoterapeuta to ktoś wyżej niż najbliższy przyjaciel, więc nic dziwnego, ze chce mu się mówić
      o wszystkim, co ważne.
      Mam znajomą psychoterapeutkę, większość jej pacjentek (po skończonej terapii) chciała się z nią przyjaźnić na gruncie prywatny. Ona zawsze odpowiadała: możemy, ale to oznacza, ze już do mnie nie będziesz mogła wrócić na terapię. .
      • lady-z-gaga Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 11:34
        "Psychoterapeuta to ktoś wyżej niż najbliższy przyjaciel (...)"


        Czy z takim podejsciem nie należałoby od razu isc do psychiatry, z pominięciem terapeuty?
        • kanna Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 12:06
          Nie mi to oceniać smile
        • pade Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 13:52
          lady-z-gaga napisała:

          > "Psychoterapeuta to ktoś wyżej niż najbliższy przyjaciel (...)"
          >
          >
          > Czy z takim podejsciem nie należałoby od razu isc do psychiatry, z pominięciem
          > terapeuty?

          Od razu widać, że terapeutę widziałaś jedynie na zdjęciusmile
          Miałam zajęcia z różnymi terapeutami (różnych nurtów) i każdy mówił to samo: w terapii leczy również relacja. Oprócz tego normalne jest zjawisko przeniesienia i przeciwprzeniesienia. To, że pacjent traktuje psychoterapeutę jak przyjaciela nie jest niczym dziwnym.
          • yennefer.00 Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 14:18
            Oczywiscie, ze relacja leczy, ale to nie jest relacja przyjacielska, a terapeuta to nie przyjaciel za pieniadze.
            • pade Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 14:38
              Wyżej napisane było "to ktoś wyżej niż najbliższy przyjaciel".
          • lady-z-gaga Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 14:43
            >Od razu widać, że terapeutę widziałaś jedynie na zdjęciusmile

            Przyznaję, to prawda. Miałam wrażenie, że na psychoterapię idzie się, kiedy jest problem z emocjami, a do psychiatry - kiedy komus rzeczywistość odjeżdża. Stąd moj wniosek - jeśli ktoś szuka w gabinecie najlepszego przyjaciela, a nie profesjonalisty, ktory go przeprowadzi przez terapię zakończoną sukcesem, to chyba błąd? bo przyjaźń z zasady się nigdy nie kończy, a kuracja - owszem, powinna.
            • pade Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 15:10
              Nie idzie się do terapeuty z nastawieniem, że tenże zostanie jego przyjacielem. Gdyby tak się zdarzyło, terapeuta powinien to wyłapać już na etapie konsultacji. Wyżej napisano, że terapeuta to ktoś wyżej niż najbliższy przyjaciel. I nie oznacza to, moim zdaniem, chodzenie na ploty czy wyświadczanie sobie przysług, tylko emocjonalną więź. Jest ona zazwyczaj głębsza i szersza niż z przyjacielem, bo nie oszukujmy się, nie omawia się z nim dzieciństwa doszukując się przyczyn ewentualnego zaburzenia. Czyli siłą rzeczy terapeuta wie o pewnych obszarach z życia pacjenta i o emocjach, które tego obszaru dotyczą, o których przyjaciel nie wie. Poza tym, z przyjacielem rzadko da się porozmawiać tak, jak z terapeutą, bo terapeuta z założenia nie ocenia, nie dyktuje pacjentowi co ma robić, nie konkuruje z nim w "tragediach" a przede wszystkim słucha i pyta.
              • zuleyka.z.talgaru Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 15:12
                A przyjaciel konkuruje w tragediach? Zadziwiająca definicja przyjaciela....
                • pade Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 15:15
                  zuleyka.z.talgaru napisała:

                  > A przyjaciel konkuruje w tragediach? Zadziwiająca definicja przyjaciela....

                  To nie jest definicja.
                  Ale ręka do góry komu nigdy, ale to nigdy nie zdarzyło się na czyjąś opowieść odrzec "a ja , a mnie się zdarzyło", albo gorsza wersja "to pikuś, ja to dopiero..."
            • pade Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 15:12
              lady-z-gaga napisała:
              >
              > Przyznaję, to prawda. Miałam wrażenie, że na psychoterapię idzie się, kiedy jes
              > t problem z emocjami, a do psychiatry - kiedy komus rzeczywistość odjeżdża.

              Terapeuci leczą również choroby psychiczne, nie tylko zaburzenia. Nie wszystkie oczywiście, ale np. na każdym oddziale psychiatrycznym są terapeuci i pracują z pacjentami.
      • mail-na-gazecie Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 11:37
        Psychoterapeuta, to przyjaciel za pieniądze.
      • ania357 Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 11:39

        > Mam znajomą psychoterapeutkę, większość jej pacjentek (po skończonej terapii) c
        > hciała się z nią przyjaźnić na gruncie prywatny. Ona zawsze odpowiadała: możemy
        > , ale to oznacza, ze już do mnie nie będziesz mogła wrócić na terapię. .
        >

        Serio byla gotowa sie przyjaznic z pacjentkami po terapii? To chyba jest nieprofesjonalne niezaleznie od nurtu.

        I w sumie jesli teraputa po zaknczonej terapii pozostaje tak strasznie wazna osoba w zyciu pacjenta, ze chce mu sie mowic o wszystkim co wazne, to te terapie chyba nie sa jakos super skuteczne.
        • kanna Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 12:07
          Nie wiem, czy była gotowa.
          Ale wiem, ze jej pacjentki wolały mieć jako osobę do ew. terapii potem, niż przyjaciółkę.
        • pade Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 13:53
          "I w sumie jesli teraputa po zaknczonej terapii pozostaje tak strasznie wazna osoba w zyciu pacjenta, ze chce mu sie mowic o wszystkim co wazne, to te terapie chyba nie sa jakos super skuteczne."
          Powiedz to mężowi.
        • tillatilla Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 13.09.17, 16:42
          Moze sie zdarzyć, że pacjent posiada interesująca dla terapeuty osobowość i w utrzymywaniu kontaktów towarzyskich po zakończeniu terapii nie widzę w tym wypadku nic złego.

          Natomiast skutkuje to brakiem możliwości powrotu na ew. terapie do tej osoby gdyby później taka potrzeba wystąpiła.
          To ryzyko pacjenta.
          Natomiast manie zaufanej osoby, której mówi się o różnych ważnych sprawach ( starodawna nazwa PRZYJACIEL ) to raczej jeden z objawów skuteczności terapii a nie jej niepowodzenia.

          Oczywiście nie będzie się przyjacielem 2 tygodnie po zakończeniu terapii i wypitej wspólnie 1 kawie. Ale już po 2 -3 latach utrzymywanie kontaktów towarzyskich i budowania wspólnej relacji wyłącznie towarzyskiej – czemu nie.

    • kadfael Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 11:11
      Do mojego ginekologa przychodzą pacjentki pochwalić się dzieckiem. Nieraz byłam tego świadkiem. No normalnie zgroza tongue_out
      • lady-z-gaga Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 12:00
        A to po urodzeniu dziecka przestaje się chodzić do ginekologa? uncertain
        • stacie_o Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 12:05
          Hmm bywa, że do tego konkretnego tak, bo miał specjalizacje położniczą i przyjmował w poradni patologii ciąży,a po porodzie przechodzisz do zwykłej.
          • lady-z-gaga Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 12:38
            I pacjentki po porodzie piszą maile, składają życzenia świąteczne swoim położnikom? Latami?
            • mamma_2012 Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 13:04
              Z lekarzem, zwłaszcza takim, który juz nas nie leczy, można się zaprzyjaźnić lub ożenić, po czym jak znów będzie potrzebna pomoc to skorzystać z jego wiedzy.
              Lekarce, która najpierw leczyła mnie, a potem moje dziecko jeszcze przez kilka lat po zakończeniu współpracy wysyłałam życzenia świąteczne, a ona kiedy mnie spotykała opowiadała co tam u niej i jej rodziny.
              Pacjenci, zwłaszcza wyciągnięci z poważnych kłopotów, latami utrzymują kontakty.
              Czasem zapraszają na ślub, a lekarze przesyłają kartki z życzeniami urodzinowymi.
              • lady-z-gaga Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 14:01
                "przyjaźnić się" to określenie na relacje obustronne, prawda? wink
                Nie da się zaprzyjaźnić z kimś dlatego, że tego chcemy i już
                Atakowanie byłego lekarza czy terapeuty mailami, telefonami po zakonczeniu kuracji (bez żadnych działań z jego strony w celu podtrzymania relacji, bez okazywania sympatii czysto towarzyskiej) nie jest ani eleganckie, ani nawet normalne.
                A ponieważ terapeuta ma zachowac szczegolna ostrożność, aby nie wejść z pacjentem w żadne układy towarzyskie, to pewnie tak własnie robi. I dlatego akcje namolnych pacjentów to coś innego, niz kontakt z lekarzem, ktory wykonał komus udany przeszczep. Psychoterapeuta nie może stac się znajomym swojego pacjenta, prywatnym powiernikiem, ani przyjacielem.

                >Z lekarzem, zwłaszcza takim, który juz nas nie leczy, można się zaprzyjaźnić lub ożenić, po czym jak znów będzie potrzebna pomoc to skorzystać z jego wiedzy.

                Tak. Z dentystą albo laryngologiem, czemu nie.
                • pade Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 14:14
                  A skąd info, że to namolne, atakujące pacjentki?
                  Ja zrozumiałam, że ZDARZAJĄ się smsy lub maile od pacjentek po terapii. Z podziękowaniami lub życzeniami. Jeśli mąż autorki jest terapeutą od 5 lat, to tych pacjentek mógł mieć ze 100. O stu smsach czy mailach autorka by raczej wspomniała.
                • a.va Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 14:16
                  Gdyby ten terapeuta odpowiednio ustawił granice, to nie dostawałby takich maili. Najwidoczniej tego nie zrobił i ta sytuacja mu odpowiada.
                  • pade Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 14:18
                    Dokładnie.
                  • ania357 Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 15:46
                    No az takiej mocy sprawczej to zaden terapeuta nie ma. Moze jedynie na te maile od bylych pacjentow nie reagowac lub reagowac na tyle zdawkowo i niesatysfakcjonujaco, zeby nie zachecic do wysylania kolejnych. Szersze pole manewru ma w przypadku aktualnych pacjentow, ale mocno zaburzona osoba w najbardziej zdystansowanym profesjonaliscie zobaczy to, co bedzie chciala zobaczyc i umiesci go w takiej roli, w jakiej bedzie jej to pasowalo. Te procesy wcale sie tak latwo nie poddaja terapeutycznym wplywom. Przeniesienie erotyczne tez jest raczej komplikacja i niedogodnoscia niz okazja do poglebienia pracy, wbrew temu, czego sie niektorzy naczytali w necie. Co korzystnego na dluzsza mete moze wyniknac dla pacjenta i terapii z tego, ze zamiast rozwiazywac wlasne problemy, ktore doprowadzily go do gabinetu, zakocha sie w terapeucie? Do jakich odkrywczych wnioskow moze prowadzic zanalizowanie takiej sytuacji? Bo mi nasuwaja sie same banalne, ze to dosc naturalne, ze ludzie zakochuja sie w kims, kto uwaznie slucha i okazuje zainteresowanie i akceptacje. Nie sadze, zeby moglo to byc zrodlem informacji o tym konkretnym pacjencie i zrodlach jego patologii, tylko raczej sytuacja terapeutyczna z samej swojej natury temu sprzyja.
                    • tillatilla Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 13.09.17, 16:47
                      Co korzystnego na dluzsza mete moze wyniknac dla pacjenta i terapii z tego, ze zamiast rozwiazywac wlasne problemy, ktore doprowadzily go do gabinetu, zakocha sie w terapeucie?

                      Obawiam, się, ze gdyby pacjenci umieli jasno myśleć jakie postępowanie jest dla nich najkorzystniejsze, najpewniej nie potrzebowaliby terapii.
                      Pewnie każdy terapeuta ma „zakochana” pacjentkę i pewni ich uczą jak tym zarządzać.

                      Co nie znaczy, ze po zakończeniu terapii terapeuta nie jest dla pacjentów takim samym człowiekiem jak inni i może tez z nim wywiązać się zwykła relacja towarzyska.
                  • lady-z-gaga Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 16:08
                    Fajna teoria. Ofiary stalkingu powinny przyjść na to forum, tyle tu mądrości życiowej.
                    • mamma_2012 Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 16:28
                      Ofiary stalkingu nie są nękane życzeniami na święta. Zręsztą w tej sytuacji jedyną nękaną osobą czuje się żonawink
            • zlababa35 Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 11.02.18, 12:42
              Hm, pamiętam, że jak stwierdzili, że córka już nie musi chodzić do poradni wcześniaczej i w ogóle kawał dziewuchy z niej wyrósł w samej górze siatki centylowej, to zjechałam piętro niżej w szpitalu i pokazałam młodą mojemu poloznikowi. Pogadaliśmy przez moment, bardzo miło było. A niedawno sam mnie zagadał, spotkałam go w okolicznym sklepiku, ma niedaleko gabinet - pytał o córkę. Nie wiedziałam, że się narzucam. A teraz to on mnie w sumie się narzucał big_grin.
      • stacie_o Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 12:03
        też byłam, ale poniekąd. Byłam na kontroli po porodzie, doktor pyta, gdzie pociecha, a ja że w poczekalni z tatą. A ten do mnie: proszę wejść i pokazać, jaka ładna dzidzia przyszła na świat przy moim skromnym udziale.
      • afro.ninja Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 12:36
        Mnie lekarka powiedziala, zebym przyszla z dzieckiem. Moze gsdyby to bylo lato, ale miesiace zimowe miesiace, przychodnia pelna chorych, nie pokazalam jej dziecka.
    • zuleyka.z.talgaru Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 11:39
      Moim zdaniem - zmień męża. Nic dobrego z Twojej zazdrości nie wyjdzie.
      • ania357 Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 11:41
        Dziekuje za wrozbe i porade.
        • domzmij Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 11:52
          Nigdy się nie dowiesz czy między Twoim mężem a pacjentką nie było/nie ma chemii, która owocuje np. tymi życzeniami "po" skończonej terapii. Twój maż to wytrawny specjalista od duszy. Taki zawód.
      • triss_merigold6 Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 11:52
        Przecież ona nie jest zazdrosna tylko zwraca uwagę na to, że pacjenci, a zwłaszcza pacjentki próbują się niestosowne spoufalać i nie rozumieją istoty relacji. Istotą tej relacji jest usługa, która ma przynieść wymierny efekt dla pacjenta/klienta.
        Pacjentom, a zwłaszcza pacjentkom usługa myli się z przyjaźnią i zażyłością.
        • domzmij Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 11:55
          Trafnie ktoś napisał. Pacjentki nie mają większych problemów. Mają pieniądze, ale nie ma kto ich wysłuchać. Gdyby nie takie niedopieszczone pacjentki psychoterapeuci nie mieli by pracy.
          • mamma_2012 Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 12:09
            Psychoterapia prowadzona jest też na NFZ, nie trzeba mieć pieniędzy, żeby się leczyć.
            • domzmij Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 12:33
              Ale do złego psychoterapeuty nikt nie przyjdzie, więc trzeba ich przywiązać by chodzili, bo za nimi idą pieniądze z NFZ.
              • mamma_2012 Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 12:51
                To nie jest takie proste. Są terapie, gdzie umawiasz się na określoną ilość sesji, po drodze sprawdza się czy rzeczywiście cel jest bliżej. Jak po określonym czasie nie ma efektów to pacjent rezygnuje.
                Często źli terapeuci mają dużo pacjentów, bo wizyty są miłe, a jak cel nieustalony to rzeczywiście można latami utrzymywać z kilku bogatych pacjentów. Ale to nie terapia i na NFZ nie przejdzie.
          • tiszantul Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 18.09.17, 01:50
            > Trafnie ktoś napisał. Pacjentki nie mają większych problemów. Mają pieniądze, a
            > le nie ma kto ich wysłuchać. Gdyby nie takie niedopieszczone pacjentki psychote
            > rapeuci nie mieli by pracy.

            Brawurowo zaorane! Może z pewnym delikatnym nagięciem realiów, ale przecież w tym urok fachowej orki. Można jeszcze dodać, że pacjentki mają sporo wolnego czasu, a przecież obecnie to zasób co najmniej równie cenny jak pieniądz. Podsumujmy! Nadmiar pieniędzy, nadmiar wolnego czasu oraz brak większych problemów - właśnie taka sytuacja życiowa zapewnia klientów terapeutom.
            • taki-sobie-nick Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 18.09.17, 01:59
              Może z pewnym delikatnym nagięciem realiów

              O, Tiszantul, ty z tych, co nie wierzą w istnienie zaburzeń psychicznych?

              A co z klientami psychiatrii NFZ-owskiej? Oni wszak nie mają pieniędzy.

              Aha, i czy mogłabyś zejść wreszcie z tego pola uprawnego? Stałe powtarzanie "zaorane" i "zaorane" kojarzy mi się, wiesz, z wąskim wokabularzem. A ten z kolei - z niskim IQ powtarzającego.
            • taki-sobie-nick Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 18.09.17, 02:01
              https://www.rynek-rolny.pl/images/articles/560/c4d65eb283bd27497b310c6b84ef10de-orka-zimowa.jpg
            • miss_fahrenheit Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 18.09.17, 02:12
              tiszantul napisała:

              > Nadmiar pieniędzy, nadmiar wolnego czasu oraz brak większych problemów - właśnie taka sytuacja życiowa zapewnia klientów terapeutom.

              Nielogiczne. To właśnie obecność problemów skłania pacjentki do pójścia na terapię. Ocena, czy te problemy są "większe", czy "mniejsze" dla pacjentki, nie leży w gestii osób zupełnie postronnych.
              • taki-sobie-nick Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 18.09.17, 02:14
                Nielogiczne

                Nie, to tylko stara teza "problemy biorą się z nieróbstwa".
        • zuleyka.z.talgaru Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 11:55
          No ale to już ryzyko związane z zawodem. Widziały gały co brały.
          Rozumiem, że niesie kaganek oświaty na forum, gdzie co druga porada "idź na psychoterapie"....
          • lady-z-gaga Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 14:03
            A ja rozumiem, że tutaj co druga na terapii była i stąd atak na autorkę wątku -bo śmiała skrytykować pacjentki tongue_out
            • mamma_2012 Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 14:13
              A niektóre nawet są terapeutkami i wkurza je, że osoby zachowujące się tak jak mąż Autorki psują opinię o zawodzie. A jak czytają, że osoby popełniające szkolne błędy tak szkolne błędy biorą się za uczenie kogoś to są wkurzone podwójnie.
              Dlatego wszystkich zainteresowanych informuję, że i przychodzenie do pracy w skórzanych szortach (inny wątek) ani żony czytające maile to nie jest w tym zawodzie norma.
            • mail-na-gazecie Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 14:27
              Ja nie byłam na terapii, ale nie muszę wkładać palca do ognia żeby wiedzieć że się poparzę. Ludzie są tylko ludźmi i dla mnie chodzenie i otwieranie się przed obcym człowiekiem (i jego żoną), jakieś przeniesienia i inne zbędne emocje są abstrakcją.
            • marianna72 Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 16.09.17, 11:51
              ja jestem na terapii i dodatkowo pracuje jako edukator wiec tez mam moich pacjetow , co zlego jest w tym ,ze ktos chce polepszyc standard swojego zycia popracowac nad emocjami .Co do watku zachowanie meza nieprofesjonalne
        • mamma_2012 Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 12:28
          Terapeuta jest odpowiedzialny, za to, żeby tak nie było. On kontroluje relację.
          • ania357 Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 15:53
            Terapeuta moze co najwyzej nie dostarczac zbyt rozochoconym pacjentkom gratyfikacji. Ostatecznie decyzje, czy nawiaza kontakt czy nie, podejmuja one. Za ksztalt relacji odpowiadaja obie strony i nie ma powodu, zeby 100% odpowiedzialnosci przerzucac na terapeute. Mowimy o doroslych ludziach, ktorzy jakos jednak daja rade funkcjonowac w spoleczenstwie. To nie sa ani dzieci, ani na tyle ciezkie przypadki, ze kwalifikuja sie do leczenia zamknietego i nie mozna od nich niczego wymagac.
            • lady-z-gaga Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 16:05
              może założył krotką spódniczkę i prowokował pacjentki smile albo za szeroko się uśmiechał smile
            • mamma_2012 Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 16:24
              Szanowna Pani Ewo,
              zgodnie z kontraktem, który był podstawą naszej współpracy, po zakończeniu terapii nie powinniśmy utrzymywać dalszych kontaktów.
              Zna pani także warunki ewentualnego jej wznowienia.
              Życzę powodzenia
              XXX
              Choćby w ten sposób można zakończyć temat, jeżeli terapeuta (nie jego żona) uzna to za stosowne.
              • ania357 Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 16:54
                Komunikat rzeczywiscie bardzo jasny i rozczarowujacy. Podsune mezowi gotowca i zapytam go, jak i czy w ogole reaguje na wiadomosci.

                Jak sadzisz, po ktorej probie kontaktu warto wyslac cos takiego pacjentowi?
                • mamma_2012 Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 17:30
                  W waszym przypadku, po tej, po której każe żonawink
                  A tak na poważnie to mam nadzieję, że Twój mąż wie komu i kiedy można by było posłać taki tekst.

                • gama2003 Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 17:32
                  Mąż powinien sam to ocenić. Może być tak, że żegnając kogoś po terapii umawia się - będziemy w kontakcie. Może kurtuazyjnie.
                  Nie wyręczaj męża, powiedz mu co Cię dręczy, ale granice kontaktów z pacjentami to jego decyzja.
                • peonka Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 17.09.17, 21:53
                  Ojp. Mąż sam nie wie, co odpisywać byłym pacjentom/klientom?
                  • ania357 Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 18.09.17, 00:39
                    Zakladam, ze wie, ale propozycja mammy wydala mi sie na tyle celna i przywracajaca wlasciwe proporcje, ze uznalam, ze warto mu ja bedzie pokazac.

                    Mielismy okazje dluzej porozmawiac w ten weekend. Maz twierdzi, ze nie angazuje sie emocjonalnie w prace z pacjentami. Ze to sie czasem zdarza, ale raczej poczatkujacym i malo doswiadczonym terapeutom, ktorzy w ten sposob zaspokajaja w pierwszym rzedzie swoje potrzeby. I raczej nie wychodzi to na dobre ich pacjentom. Za to pacjenci jak najbardziej maja prawo do pewnej egzaltacji, idealizmu i przezywania relacji ze specjalista jak czegos waznego. Co wiecej, lepsze rokowania maja ci klienci, ktorzy potrafia sie w taka relacje mocno zaangazowac i. To ostatnie mnie troche zdziwilo, bo w moim odczuciu bardziej normalne i adekwatne jest zachowanie pewnego dystansu i sceptycyzmu. Mniej odklejony od rzeczywistosci wydaje mi sie pacjent, ktory traktuje psychoterapie jak kazda inna platna usluge niz ten, ktory w gabinecie szuka pokrewienstwa dusz, bliskich relacji i kogos wiecej niz najblizszego przyjaciela.





                    • taki-sobie-nick Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 18.09.17, 00:47
                      Dziecko drogie, a o męża zazdrosne, po grecku "psyche" to "dusza" właśnie.
                      • ania357 Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 18.09.17, 01:11
                        Nie potrafisz dyskutowac bez nazywania rozmowcow misiaczkami i drogimi dziecmi?
                        • taki-sobie-nick Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 18.09.17, 01:35
                          Potrafię, ale ponieważ sama jestem chora, to ludzie zdrowi i weseli kojarzą mi się zazwyczaj z dziećmi. Tak czy owak, "psyche" to po grecku "dusza".
                    • 1matka-polka Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 18.09.17, 07:57
                      "Co wiecej, lepsze rokowania maja ci klienci, ktorzy potrafia sie w taka relacje mocno zaangazowac i. To ostatnie mnie troche zdziwilo, bo w moim odczuciu bardziej normalne i adekwatne jest zachowanie pewnego dystansu i sceptycyzmu. Mniej odklejony od rzeczywistosci wydaje mi sie pacjent, ktory traktuje psychoterapie jak kazda inna platna usluge niz ten"
                      Tak bardzo nie masz pojęcia ani o pacjentach ani o terapii, ani o problemach z którymi przychodzą. Poproś męża, niech ci wyjaśni na czym polega jego praca, bo żal czytać.
                      • tt-tka Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 18.09.17, 11:04
                        1matka-polka napisała:
                        > Tak bardzo nie masz pojęcia ani o pacjentach ani o terapii, ani o problemach z
                        > którymi przychodzą. Poproś męża, niech ci wyjaśni na czym polega jego praca, bo
                        > żal czytać.
                        >

                        Lepiej niech ten maz niczego jej nie wyjasnia. Bo moze celem wyjasnienia zacznie sypac przykladami i kolejne sprawy kolejnych pacjentow stana sie wiedza zony...
                        jak ona ma z tym problem - a najwyrazniej ma - niech idzie do terapeuty spoza rodziny. Naprawde dobrego.
                        • 1matka-polka Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 18.09.17, 11:06
                          W sumie masz rację. Oni oboje są siebie warci.
    • paszewa Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 12:04
      nie, to nie jest normalne. Mam wśród przyjaciółek dziewczyny które prowadzą gabinet psychologiczny, terapeutyczny itp. I oczywiscie ze sie zdarzaja takie sytuacjie ale po pierwsze to one mają służbowe telefony i nigdy pacjentowi nie podaja prywatnego, a po drugie bardzo duży dystans utrzymują z pacjentem. Pacjent przychodzi z problemem i psycholog musi obiektywnie do tego podejsc. Nie brata sie pacjentów z tego typu specjalistami bo to zaburza relacje i pracę. Jak pacjenci za bardzo sie probowali zblizyc to dziewczyny np rozmawiały z pacjentem albo szły do superwizora, albo "oddawały" zbyt spoufalonego pacjenta. Dla dobra pacjenta zeby była jasność.
      • turzyca Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 12:29
        No wlasnie, maja sluzbowy telefon, a nie ten sam na ktory przychodza informacje prywatne. Maila tez ma sie sluzbowego i nie uzywa sie go do zadnych celow poza terapia. Jak pacjent sprzed lat napisze, to odpisuje sie mu uprzejme zdanie i tyle. I robi sie to w godzinach pracy, a nie w czasie prywatnym.
      • mozambique Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 12:33
        ale ty piszesz o psychologach a bohetr tego wątku nie wiadomo jajkiej jest proweniencji

        cytat z branzowego portalu "awód psychoterapeuty w Polsce



        W Polsce nie ma prawnych uregulowań dotyczących zawodu psychoterapeuty. Oznacza to, że każdy może zarejestrować działalność psychoterapeutyczną i ją prowadzić. W rzeczywistości stwarza to możliwość nadużyć oraz działań niebezpiecznych i szkodliwych społecznie.

        Aby przeciwdziałać takim sytuacjom, środowisko psychoterapeutów wydaje certyfikaty, jako formę potwierdzania umiejętności psychoterapeutycznych. Nie istnieje jeden obowiązujący prawnie standard szkolenia psychoterapeutów w Polsce. Żaden z wydawanych certyfikatów nie jest dokumentem państwowym."
      • yennefer.00 Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 12:58
        Slusznie, tez jestsm za utrzymywaniem dystansu, to bardzo okreslona relacja, a poza tym praca
      • kod_matrixa Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 26.01.18, 15:39
        I to się w 95% zgadza. psychoterapeuta/tka praktycznie zawsze "trzyma" dystans. Jeśli nie to zazwyczaj znaczy że jest już za późno. Terapeta/tka to taki sam człowiek jak każdy inny. I jeśli ktoś twierdzi że nie ma prawa się zakochać... no cóż, to jest bardzo naiwny.
    • ania357 jeszcze o zazdrosci 12.09.17, 13:19
      Jeszcze w kwestii tej zazdrosci, ktora ktos gdzies wyzej zasugerowal.

      Mysle, ze gdyby maz mial ochote na jakas przygode na boku, to z pewnoscia nie wybralby do tego celu zadnej pacjentki. Raz, ze nie jest samobojca, a taka historia oznaczalaby dla terapeuty mnostwo problemow tak w domu wink jak i w pracy. Dwa, ze pacjentki w gabinecie poznaje przede wszystkim od tej zaburzonej strony. Znajac ich deficyty, patologie, obserwujac przerozne proby manipulowania, raczej nie mialby ochoty pakowac sie w zadna blizsza oparta na wzajemnosci relacje.

      Przysluchiwalam sie kiedys rozmowie jego kolegow wykonujacych ten sam zawod i raczej dominowala opinia, ze zakochana pacjentka oznacza klopoty i warto ja czym predzej przekierowac do kogos innego. Chyba tylko nieliczni maja ochote to zjawisko omawiac i "przepracowywac" z pacjentka, chociaz czasem trudno uciec od chocby jednorazowej rozmowy na ten temat, kiedy pacjentka zdecyduje sie na coming out (swoja droga to tez trudno mi zrozumiec; nie ze uczucia sie pojawiaja, ale ze ktos jest na tyle pozbawiony wstydu i zahamowan, zeby sie nimi dzielic z obiektem swoich westchnien). I jakies specjalnie gratyfikujace tez to dla nich nie jest. Maja swiadomosc, ze te emocje sa wywolane w sztuczny sposob.
      • zuleyka.z.talgaru Re: jeszcze o zazdrosci 12.09.17, 13:25
        A kto powiedział, że wybrał sobie pacjentkę big_grin Może Tobie tak mówi...że to pacjentki piszą te smsy o północy big_grin
      • zuleyka.z.talgaru Re: jeszcze o zazdrosci 12.09.17, 13:26
        LOL, doprawdy? big_grin

        No, przyznać się, która nie miała wstydu i zahamowań, żeby przyznać, że obiektowi swoich westchnień, że czuje miętę przez rumianek? Bezwstydnice! big_grin Na stos big_grin
        • gama2003 Re: jeszcze o zazdrosci 12.09.17, 13:30
          Bo my wszystkie zaburzone.

          Autorka cały czas wkurzona, że pacjentki robią coś, czego robić NIE WYPADA. Cóż, pacjentki są zaburzone a żona terapeuty ma deficyt - empatii i zaufania.
      • princess_yo_yo Re: jeszcze o zazdrosci 12.09.17, 13:28
        >cryingswoja droga to tez trudno mi zrozumiec; nie ze uczucia sie pojawiaja, ale ze ktos jest na tyle pozbawiony wstydu i zahamowan, zeby sie nimi dzielic z obiektem swoich westchnien).

        ty tak na serio? moze ten problem przedyskutuj z mezem, albo kolega meza, bo takie podejscie do swiata to zdrowe nie jest I najwyrazniej ci w zyciu nie pomaga. bo zdaje sie z mezem tez nie rozmawiasz szczerze co ci przeszkadza I ze potencjalnie problemem jest jego dyskusyjne podejscie do swojej profesji I granic miedzy praca I zyciem prywatnym.
      • mozambique Re: jeszcze o zazdrosci 12.09.17, 13:30
        oj tam oj tam - Eichelberger dwa razy złamał etyke zawodu w powyższy sposób i nie zaszkodziło mu to ani w pracy ani w domu
      • a.va Re: jeszcze o zazdrosci 12.09.17, 14:24
        > Chyba tylko nieliczni maja ochote to zjawisko omawiac i "przepracowywac" z pacjentka<

        Boże jedyny, im więcej piszesz, tym bardziej jestem załamana, jaki poziom reprezentują sobą niektórzy terapeuci. Chyba że tylko tobie tak to przedstawiają, a naprawdę wykonują swój zawód rzetelnie. Profesjonalny terapeuta właśnie powinien to omówić i przepracować. Profesjonalny terapeuta wie, że to nie miłość, tylko przeniesienie i cieszy się, że zaistniało, bo to jest najlepsza materia do pracy. Profesjonalny terapeuta ustawia granice prywatności z pacjentami (obu płci) tak, jak uważa za stosowane i jeśli dostaje maile, to znaczy, że się na nie zgodził. To twój mąż jest zarządzającym w tej sytuacji, nie jego pacjenci. Oni robią tylko to, na co on im pozwala.
      • phantomka Re: jeszcze o zazdrosci 12.09.17, 17:05
        Ojej jak na zone terapeuty to strasznie malo wiesz o psychice czlowieka i zasadach terapii. Moze w ramach zblizenia do meza, posluchaj o jego pracy, bo na razie to jestes bardzo daleko od prawdy.
        • ania357 Re: jeszcze o zazdrosci 12.09.17, 17:21
          Phantomka,

          Ale z czym konkretnie sie nie zgadzasz? W ktorym pkcie sie myle?

          Jaki jest pozytek z tego, ze pacjent sie w Tobie zakocha i zacznie przychodzic na sesje jak na randke?

          Co dobrego moze z tego wyniknac dla tego pacjenta?
          • miss_fahrenheit Re: jeszcze o zazdrosci 12.09.17, 17:26
            Pisałaś o mailach z podziękowaniami i życzeniami, czasem informacjami o tym, co dalej dzieje się w życiu tych pacjentów, a nie o wyzwaniach miłosnych i zakochaniu. Te pierwsze są zupełnie normalne.
          • mamma_2012 Re: jeszcze o zazdrosci 12.09.17, 18:40
            Pacjent nie zakochuje się specjalnie. Jak już się zakocha to terapeuta musi wiedzieć co z tym fantem zrobić, czy jakoś to potrafi wykorzystać w terapii czy jak najszybciej powinien terapię zakończyć albo mieć superwizora, który mu pomoże.
            Terapeuta musi też wiedzieć co zrobić jak zaczyna fantazjować o pacjentce, a w pacjencie widzieć własnego ojca czy syna.
            Grzebanie w najdelikatniejszych tematach jest ryzykowne dla obu stron, tylko terapeuta jest tą przeszkoloną do radzenia sobie z tym, to kolejna różnica między terapeutą, a przyjacielem.
            • ania357 Re: jeszcze o zazdrosci 12.09.17, 18:47
              Odnosilam sie do tej wypowiedzi:

              "Profesjonalny terapeuta wie, że to nie miłość, tylko przeniesienie i cieszy się, że zaistniało, bo to jest najlepsza materia do pracy."

              Ta teza wydaje mi sie dosc odwazna i nieprawdziwa. Zgadzam sie, ze terapeuta powinien wiedziec, co z taka sytuacja zrobic, ale chyba zdecydowana wiekszosc taka sytuacje postrzega raczej w kategoriach niechcianej komplikacji niz szansy i powodu do radosci.
              • mamma_2012 Re: jeszcze o zazdrosci 12.09.17, 18:55
                Zależy w jakim nurcie pracują.
                W jednych to temat na dwa lata pracy, w innych powód do jej zakończenia. Jedne sprzyjają powstawaniu takich problemów, a inne nie.
      • tillatilla Re: jeszcze o zazdrosci 13.09.17, 16:52
        . Dwa, ze pacjentki w gabinecie poznaje przede wszystkim od tej zaburzonej strony. Znajac ich deficyty, patologie, obserwujac przerozne proby manipulowania, raczej nie mialby ochoty pakowac sie w zadna blizsza oparta na wzajemnosci relacje.


        sie osmarkłąm ze śmiechu!!!
        zyczeniowość opisu tej sytuacji jest powalająca.
        Pisząc prosto:
        masz nadzieję, że gdyby zawiodła etyka zawodowa twojego męża to pacjentki są takie nieatrakcyjne przy bliższym poznaniu, ze na żadną by się nie połasił...
        nic bardziej mylnego smile
        • tillatilla Re: jeszcze o zazdrosci 13.09.17, 16:53
          a przy okazji:
          skąd wiesz, ze w terapii pacjentki próbowały manipulować... ???
          • ania357 Re: jeszcze o zazdrosci 13.09.17, 17:52
            Akcje typu grozenie samobojstwem w trakcie urlopu meza albo histeryczne smsy z informacja o porzuceniu terapii przysylane miedzy sesjami trudno nazwac inaczej. Takie rzeczy zawsze sa obliczone na wywolanie jakiejs reakcji, wzbudzenie zainteresowania, sprawienie, zeby terapeuta myslal o pacjencie i sie niepokoil.

            Skad wiem? Od meza. I nie, nie zdradza mi zadnych szczegolow ani danych osobowych, co nie znaczy, ze nie mozemy w ogole rozmawiac o jego pracy i o zjawiskach, jakie w niej wystepuja.

            Co do nawiazywania relacji towarzyskich po zakonczeniu, to wiekszosc nurtow tego zabrania lub nie zaleca (te bardziej restrykcyjne dozywotnio, inne przez pewien czas). Ale nawet gdyby tak nie bylo, to terapeuci wcale nie pala sie do zaprzyjazniania sie z pacjentami. Maja swiadomosc, ze to by nigdy nie byla rowna normalna relacja, tylko pacjent pod plaszczykiem przyjazni oczekiwalby takiego samego wsparcia i zainteresowania jak w trakcie terapii. Latwiej byc w niekonczacej sie relacji z terapeuta niz znalezc sobie przyjaciol wsrod zwyklych ludzi.

            • mamma_2012 Re: jeszcze o zazdrosci 13.09.17, 18:19
              Magiczne rozwiązanie wszystkich problemów- służbowy mail i telefonwink
              Naprawdę musisz się tak troszczyć o męża? Niezbyt dobrze świadczy o terapeucie, jeżeli sam nie potrafi o siebie zadbać i zamartwia rodzinę. Osobą z którą rozmawia się o problemach z tym jest superwizor, a nie żona.
              • ania357 Re: jeszcze o zazdrosci 13.09.17, 22:13
                Oczywiscie szczegolowe problemy omawia z superwizorem i innymi terapeutami. W domu czasem o czyms opowie, bo tez nie ma powodu, zeby jego prACA stanowila jakis temat tabu, o ktorym nie mozna sie zajaknac. Mysle, ze dopoki to sa pojedyncze fakty, anegdoty lub jakies ciekawe zaleznosci miedzy objawami a ich przyczynami i dopoki nie ujawnia danych osobowych ani innych szczegolow typu wiek czy zawod, to wszystko jest ok.
            • miss_fahrenheit Re: jeszcze o zazdrosci 13.09.17, 18:34
              ania357 napisała:

              > Akcje typu grozenie samobojstwem w trakcie urlopu meza albo histeryczne smsy z informacja o porzuceniu terapii przysylane miedzy sesjami trudno nazwac inaczej. Takie rzeczy zawsze sa obliczone na wywolanie jakiejs reakcji, wzbudzenie zainteresowania, sprawienie, zeby terapeuta myslal o pacjencie i sie niepokoil.

              Z całym szacunkiem, ale trudno oczekiwać, aby pacjentka planowała próbę samobójczą w oparciu o grafik pracy terapeuty (nawet jeśli to rzekoma próba).
              • gama2003 Re: jeszcze o zazdrosci 13.09.17, 21:55
                A mnie obrzydza skala uczestnictwa żony w pracy terapeutycznej męża. W moich oczach mocno odejmuje to panu profesjonalizmu.
                Żona z kolei, jak pokazuje ten wątek, kompletnie nie kuma specyfiki tej pracy, nic ma szans by sie uspokoiła i wyluzowała, biorąc na klatę - że taki to specyficzny zawód, gdzie nie ma kanonu zachowań wobec terapeuty. Mąż chyba też nie przepracował sobie tych niespodzianek, skoro musi przegadywać z żoną zawodowe smsy.
                • ania357 Re: jeszcze o zazdrosci 13.09.17, 22:20
                  Gala,

                  Co masz na mysli piszac o moim uczestnictwie w jego pracy?

                  Jestes pacjentka i teraz nagle do Ciebie dotarlo, ze Twoj terapeuta moze miec zone/matke/partnera, z ktorymi czasem bez zadnych charakterystycznych szczegolow pogada o specyfice swojej pracy i reakcjach pacjentow? To obrzydze Cie jeszcze bardziej. Kazdy przypadek (po odpowiedniej modyfikacji, zeby nie dalo sie zidentyfikowac pacjenta) moze zostac opisany. Terapeuta moze publikowac artykuly w czasopismach branzowych, wyglaszac referaty albo szkolic innych i robi to bazujac na wlasnych doswiadczeniach z pacjentami.
                  • gama2003 Re: jeszcze o zazdrosci 14.09.17, 07:35
                    Tak, pewnie jestem zaburzoną pacjentką, która nawet nie podejrzewa, że terapeuta wychodzi z gabinetu. Mieszka tam i jest na gwizdek dla mnie i podobnych.
                    Tak myslałam w przedszkolu o nauczycielkach i mi zostało.

                    Co innego praca naukowa, niech piszą do upojenia. Ale telefon i mail służbowy w pracy o tej specyfice, dostępny wścibskiej i sfrustrowanej żonie to rzyg. Szkoda, że pewnie pacjenci męża o tym nie wiedzą. Powinien im powiedzieć oraz brać się tylko za te przypadki, gdzie pacjent stosuje się do savoir vivre, nie byłby stresu żony, że po godzinach szukają kontaktu a po terapii wysyłają pozdrowienia.
                    • kura17 Re: jeszcze o zazdrosci 14.09.17, 07:52
                      no mnie tez to "obgdywanie" w domu, "anegdotki bez personalnych szczegolow" itp zszokowaly. kurcze, mam kilka ulubionych autorek, ktore sa rowniez patologami sadowymi i o tym pisza w swoich ksiazkach i tam jest do oporu powtarzane o SZACUNKU do tego czlowieka, ktorym sie zajmuja, a - przypominam! - jest to zmarly i utrzymywaniu wszelkich szczgolow przy sobie, a nie jako "historyjek przy kolacji".

                      nawet jesli to sie zdarza, jak opisuje autorka, to wedlug mnie paskudny zwyczaj i malo etyczny.
                      jednak juz pare razy slyszalam, ze chirurdzy opowiadaja "anegdotki" wsrod swoich znajomych, na przyklad jak to pacjentka byla nieogolona przy operacji brzusznej i chirurgowi bylo "niedobrze"... sad
                      • ania357 Re: jeszcze o zazdrosci 14.09.17, 10:27
                        Nie dostrzegam w historiach opowiadanych przez meza ani w sposobie, w jaki mowi o swojej pracy braku szacunku do pacjentow. On jest naprawde oddany swojej pracy, dlugo sie szkolil, ma certyfikat, korzysta z superwizji i duzo czyta, zeby byc na biezaco. Podejscie do pacjentow raczej tez ma ok (przynajmniej taki wniosek wyciagnelam z opinii na portalach typu znany lekarz; dominuja pozytywne). A ze opowiada anegdotki? Poczucie humoru to w koncu jeden z dojrzalych mechanizmow obronnych i bardzo przydaje sie w tej pracy. Poza tym to nie jest wysmiewanie sie z jakichs dramatycznych wydarzen czy traum tylko czasem zdarzaja sie rozne zabawne lub zaskakujace sytuacje. Chirurdzy i inni lekarze tez opowiadaja i jestem pewna, ze certola sie o wiele mniej niz wiekszosc terapeutow.

                        Nie do konca rozumiem wzburzenie, ktore wywolal ten watek. Te relacje od strony terapeutow wygladaja rzeczywiscie zupelnie inaczej niz z perspektywy pacjenta; pacjenci nigdy nie beda tak samo wazni dla terapeuty, jak on sie czasem dla nich staje. Wiele sytuacji w gabinecie powtarza sie z roznymi pacjentami w bardzo podobnych wariantach, wiec na doswiadczonych terapeutach to wszystko nie robi juz wielkiego wrazenia; maja do tego spory dystans. Oczywiscie w czasie sesji musza byc skoncentrowani, kontrolowac swoj wyraz twarzy, ubior (skorzane szorty to rzeczywiscie kiepski pomysl), wystroj gabinetu i dbac o stworzenie atmosfery, w ktorej pacjent sie otworzy. Ale to nadal jest tylko praca i naprawde wiele sie nie rozni od przywolanej tu przez kogos operacji wyrostka.
                        • mamma_2012 Re: jeszcze o zazdrosci 14.09.17, 11:24
                          Na jak wiele wpuszcza do swojego życia terapeuta pacjentów wynika z nurtu w jakim pracuje i jego decyzji.
                          Pacjent musi być natomiast pewien, że na teren spraw zawodowych nie wpuszcza on swojej rodziny czy innych osób, tu nie ma wątpliwości.
                          Czasem to terapeuta staje się zbyt ważny dla pacjenta, a czasem... terapeuta łapie się na tym, że pacjent/ka robi się mu zbyt bliski. Bywa i tak, bo terapia to stąpanie po cienkim lodzie. Oczywiście terapeuta powinien to zauważyć i kontrolować, nawet przekazując jej prowadzenie komuś innemu, ale słowo nigdy zastąpiłabym zazwyczajwink
                    • ania357 Re: jeszcze o zazdrosci 14.09.17, 09:41
                      To NIE jest mail sluzbowy. To jest prywatny mail, ktorego maz uzywa "od zawsze" (mysle, ze znacznie dluzej niz pracuje w tym zawodzie) i nie podaje go pacjentom, bo w ogole nie oferuje im mozliwosci pisania maili miedzy sesjami.

                      Komorka z zalozenia sluzy do umawiania/odwolywania wizyt; pacjenci moga tez umowic sie dzwoniac do rejestracji (tylko wtedy ich dane osobowe pozna rejestratorka).Dla osob z nasilona paranoja dobrym wyjsciem moze okazac sie uzywanie pseudonimu na potrzeby terapii i przychodzenie na nia w kominiarce na glowie.
                      • gama2003 Re: jeszcze o zazdrosci 14.09.17, 10:23
                        Ostatnie zdanie tak wiele mówi o Tobie, że w zasadzie mogłoby zamknąć wątek.
                        Po pierwsze zero, wielkie okrągłe zero zrozumienia czym naprawdę facet zajmuje się w robocie. Po drugie zero szacunku do pacjentów, może przejęte od męża - skoro po tylu latach ,, profesjonalnej,, pracy nie ma służbowej komórki i maila. Do czego służy komórka w normalnych kontaktach łatwo przewidzieć. Tylko Twój mąż normalnej jak widać pracy nie ma.
                        Ciesz się, że zaburzone, acz sprytne pacjentki nie siadują na waszej wycieraczce w domu. To dopiero byłby nietakt, niespotykany w psychiatrii.

                        Ośmieszyłaś tym wątkiem siebie i męża. Szkoda tylko, że może ktoś w potrzebie terapeutycznej zrezygnuje z szukania pomocy, bo pomyśli, że wszyscy terapeuci postępują podobnie. A wcale tak nie jest.
                        Szydzisz z pacjentek a sama jawisz się jako idealna kandydatka na terapię. Dziwne, że profesjonalista pod bokiem tego nie widzi i pomoże najbliższej osobie.
                        • pade Re: jeszcze o zazdrosci 14.09.17, 10:25
                          Zgadzam się.
                        • ania357 Re: jeszcze o zazdrosci 14.09.17, 11:09
                          > Ciesz się, że zaburzone, acz sprytne pacjentki nie siadują na waszej wycieraczc
                          > e w domu. To dopiero byłby nietakt, niespotykany w psychiatrii.

                          Super, ze Cie to bawi, ale zapewniam, ze wcale takie zabawne nie jest, dla osob ktore tego doswiadczyly. Zwlaszcza jak ktos ma dzieci i boi sie je potem spuscic z oka. I nie, to nie nasz przypadek, ale znajomym sie zdarzylo i kosztowalo ich to naprawde mnostwo nerwow, A POLE MANEWRU TEZ MIELI DOSC OGRANICZONE.
                          • mamma_2012 Re: jeszcze o zazdrosci 14.09.17, 11:35
                            Psychofana można dorobić się w każdym zawodzie, a nawet nie pracując. Napiszę dla odwrócenia sytuacji, więc w żadnym wypadku nie bierz tego do siebie, ale pacjentka zawsze może trafić na terapeutę z zaburzoną żoną, która będzie ją nachodzić w domu, żeby zrezygnowała z terapiiwink
                          • gama2003 Re: jeszcze o zazdrosci 14.09.17, 11:49
                            Nie bawi mnie nic w tym wątku. Ani jedno napisane w nim słowo. Wręcz żenuje i niepokoi.
                            To jak odbierasz pracę męża i cierpisz niemiłe emocje to też nic zabawnego.
                            Oby nikt w potrzebie pod wpływem tego wątku nie zrezygnował z wizyty. Terapia i wszystko co ją otacza, to bardzo delikatna sprawa. A dyskrecja powinna być czymś fundamentalnym.
                            Nie chcesz tego doczytać, musiałabyś się przyznać do niezdrowej ciekawości i mało szczelnych ścieżek kontaktu męża z pacjentami.
                            Zaczęłaś od krytyki pojedynczych maili.z podziękowaniami po latach. Choć to raczej powód do dumy z pracy i ewentualnej skuteczności męża. Potem krytyki zachowań ludzi chorych i zaburzonych. Z którymi mąż powinin poradzić sobie bez angażowania emocjonalnej żony.
                            Nic w tym śmiesznego, prędzej żałosnego i nieprofesjonalnego. Oby nigdy nie przełożyło się to na jakąkolwiek krzywdę pacjenta. Zresztą i Tobie życzę uspokojenia myśli i zaakceptowania specyficznego zawodu męża. Tutaj jednak widzę pole do popisu jego samego, odcięcie Ciebie od źródła frustracji i porządne przegadanie sytuacji.
                            • ania357 Re: jeszcze o zazdrosci 14.09.17, 12:23
                              Gdyby zachowania ludzi chorych i zaburzonych spotykaly sie z powszechnym aplauzem i aprobata, to w ogole nie byloby problemu ani powodu, zeby podejmowali terapie, prawda? To chyba normalne, ze ich zachowania dla innych ludzi spoza branzy moga byc irytujace i dziwaczne, chociaz pewnie jakos tam zrozumiale po uwzglednieniu indywidualnej historii. Maz sobie z tymi zachowaniami radzi i na pewno ma podwyzszony prog tolerancji.

                              Co do dyskrecji, moze rzeczywiscie kwestia telefonu jest do ponownego przemyslenia, ale nikt mnie nie przekona w kwestii prywatnego adresu mailowego. Podobnie nie widze roznicy miedzy rozmowa o jakims drobnym fragmencie pracy meza (podkreslam po raz kolejny, ze bez nazwisk i szczegolow), a np. opublikowaniem opisu przypadku (zwykle duzo bardziej wyczerpujacego niz pojedyncze sytuacje, ktore relacjonuje mi maz), z ktorym kazdy zainteresowany (takze zona terapeuty) moze sie zapoznac. To drugie jakos nikogo nie bulwersuje.
                              • gama2003 Re: jeszcze o zazdrosci 14.09.17, 12:35
                                Mam prywatny adres mailowy. Prywatny. Nie jest on i nie będzie nigdy dostępny osobom innym niż bliskie i znajome. Z mojej decyzji. Nikt poza mną nie czyta niesionych tą drogą informacji.
                                Terapeutą nie jestem.
                                Mam mail służbowy. Ten wraz z nazwiskiem w sekundę jest do namierzenia.

                                Adres Twojego męża ludzie znajdują z dużą łatwością w necie. Oznacza to, że prywatny nie jest i przynajmniej raz został przez męża ,, powierzony internetowi,,. Przez co daje się wyszukać bo łączy się z nazwiskiem. Słowem jego prywatność nie istnieje, nieważne ile lat służy jakimkolwiek kontaktom. Mail twojego męża zdarza Ci się odbierać i czytać. Twój mąż jest terapeutą.
                              • mamma_2012 Re: jeszcze o zazdrosci 14.09.17, 12:53
                                Ludzie przychodzą na terapię nie dlatego, że irytują innych czy przeszkadzają otoczeniu, a dlatego, że im coś w życiu przeszkadza. Dla otoczenia mogą być najcudowniejszymi postaciami i otoczenie często wcale nie chce, żeby się zmieniali.
                                Lecisz takimi schematami, że głowa mała. Te schematy nie dość, że nieaktualne to obrażają pacjentów.
                                Może poczytaj cos, obejrzyj jakieś współczesne filmy o terapii, bo pojęcia nie masz żadnego, zwłaszcza jak na osobę, której mąż tak chętnie opowiada o pracy.
                                • ania357 Re: jeszcze o zazdrosci 14.09.17, 13:56
                                  Tak, zwlaszcza ludzie z borderline sa najcudowniejszymi postaciami dla swojego otoczenia. Przeciez to sie wiaze i jesli jakies zachowania sa wkurzajace dla otoczenia i utrudniaja nawiazywanie satysfakcjonujacych relacji, to taki czlowiek finalnie tez cierpi z tego powodu.

                                  Oczywiscie zdarza sie tez, ze zaburzenia sa meczace wylacznie dla ich posiadacza.

                                  A co do filmow, to bardzo chetnie. Moze cos polecisz?
                                  • mamma_2012 Re: jeszcze o zazdrosci 14.09.17, 14:09
                                    Borderline choć popularne w poppsychologii, to tylko wycinek pracy terapeuty.
                                    m.ofeminin.pl/wydarzenia-kulturalne/na-kozetce-i-przed-telewizorem-psychoterapia-na-ekranie-czyli-podgladanie-ludzkich-tajemnic-d54799.html
                              • taki-sobie-nick Re: jeszcze o zazdrosci 14.09.17, 23:49
                                Gdyby zachowania ludzi chorych i zaburzonych spotykaly sie z powszechnym aplauzem i aprobata, to w ogole nie byloby problemu ani powodu, zeby podejmowali terapie, prawda?

                                Nie wpadniesz na to, że te zachowania mogą męczyć samych chorych? Twoim zdaniem terapia to taka socjalizacja?
                      • mamma_2012 Re: jeszcze o zazdrosci 14.09.17, 10:39
                        To NIE jest mail/ telefon służbowy, a to MUSI być, żeby było dobrze. Z nagraną informacją, że umawianie/ odwoływanie wizyt odbywa się w godzinach x-y rano, z-ż popołudniu (czy jakiejś kiedy ma okienko) lub sms-em.
                        Spalony mail wygasić zastępując go w kontaktach ze znajomymi nowym i usuwając, gdzie się da.
                        Maili od pacjentów nie otwierać, jeżeli taki ma system, a jak się zdarzy odpisywać krótką informacją, że kontrakt nie przewidywał kontaktu pomiędzy sesjami, więc dla dobra procesu terapeutycznego sprawą zajmiemy się podczas najbliższej sesji.
                        Naprawdę na to nie wpadliscie?
                        Dane pacjentów, razem z peselem, rejestratorka i tak pozna, bo ktoś musi je wprowadzić do systemu, żeby przyszły pieniądze.
                        W prywatnej terapii nikt nikogo nie legitymuje i jeżeli ktoś ma kaprys może przedstawić się jako Jan Kowalski, jeżeli taki ma kaprys/potrzebę. I ludzie rzeczywiście miewają potrzebę zachowania anonimowości, bo nadal u nas psychoterapia budzi emocje.
                      • taki-sobie-nick Re: jeszcze o zazdrosci 14.09.17, 23:52
                        Dla osob z nasilona paranoja dobrym wyjsciem moze okazac sie uzywanie pseud
                        > onimu na potrzeby terapii i przychodzenie na nia w kominiarce na glowie.

                        Ha, ha. Bardzo śmieszne.
              • ania357 Re: jeszcze o zazdrosci 13.09.17, 22:04
                Miss_fahrenheit,

                No wlasnie zdarza sie (wcale nie tak rzadko), ze pacjenci planuja probe samobojcza w oparciu o grafik urlopow terapeuty. I nie pisze o przypadkach, kiedy komus sie swiat wali na glowe i naprawde chce sie zabic, tylko o pacjentach, ktorzy robia to z premedytacja (przewaznie nieskutecznie, bo tez wcale nie chca ) wlasnie z powodu urlopu terapeuty, zeby o nich wtedy myslal, zamartwial sie i zeby go "ukarac".

                Zdarza sie tez nekanie, nachodzenie, pogrozki.

                No ale teraz zeszlysmy juz na glebsze patologie. Za leczenie takich przypadkow wiekszosc terapeutow bierze sie niechetnie, bo i szanse na sukces dosc znikome i duzo stresow sie z tym wiaze.
                • miss_fahrenheit Re: jeszcze o zazdrosci 13.09.17, 22:13
                  ania357 napisała:

                  > Miss_fahrenheit,
                  >
                  > I nie pisze o przypadkach, kiedy komus sie swiat wali na glowe i naprawde chce sie zabic, tylko o pacjentach, ktorzy robia to z premedytacja (przewaznie nieskutecznie, bo tez wcale nie chca ) wlasnie z powodu urlopu terapeuty, zeby o nich wtedy myslal, zamartwial sie i zeby go "ukarac".

                  Ale czy tak jest rzeczywiście - nie możecie wiedzieć z całą pewnością. Ani ty - ponieważ mąż nie powinien się dzielić szczegółami swojej pracy, ani nawet mąż - może domyślać się, czuć intuicyjnie, że to rodzaj szantażu emocjonalnego, ale nie powinien tego lekceważyć. Niestety, to jest taka sama, specyficzna część pracy terapeuty, jak np. ryzykowaniem życiem u strażaka. I z tym zwyczajnie należy się pogodzić, jeśli mąż chce kontynuować pracę.

                  > Zdarza sie tez nekanie, nachodzenie, pogrozki.

                  A tu powinien postawić jasne granice i przedstawić konsekwencje także w postaci zgłoszenia na policję.
                  • miss_fahrenheit Re: jeszcze o zazdrosci 13.09.17, 22:14
                    *ryzykowanie
                  • ania357 Re: jeszcze o zazdrosci 13.09.17, 22:25
                    Nigdy nie lekcewazy. Jesli pacjent informuje, ze podjal lub zaraz podejmie probe samobojcza, maz organizuje mu profesjonalna pomoc pogotowia ratunkowego.

                    Nie musze chyba dodawac, ze wiekszosc tego typu pacjentow nie jest z takiego obrotu sprawy specjalnie zadowolona.

                    • mamma_2012 Re: jeszcze o zazdrosci 14.09.17, 07:03
                      Mam nadzieję, że popłynęłaś i piszesz bzdury mnożąc na potrzeby swoich tez pojedyncze przypadki razy 10, bo terapeuta posiadający bogatą kolekcję pacjentów z próbami samobójczymi w czasie jego urlopu, nękających, wygrażających, zakochanych coś w pracy robi bardzo źle i podawanie prywatnego telefonu zaczyna być najmniejszym z jego błędów.
                      • gama2003 Re: jeszcze o zazdrosci 14.09.17, 07:42
                        Cały ten wątek panu reklamy nie robi.
                        Żona ulewa frustracje, ok, jest laikem. Mądry i profesjonalny mąż pozbawiłby ją tych rozterek.
                        • lady-z-gaga Re: jeszcze o zazdrosci 14.09.17, 10:19
                          Ciekawe. Kobieta wyraźnie pisze, że maile przychodzą na prywatny adres, ktory to adres byłe pacjentki odnajdują po terapii (bywa, że po latach), a więc nie korzystają ze ścieżki kontaktu praktykowanej w działalności zawodowej tego pana. To jest dowod braku wyczucia, namolności albo wręcz zaburzeń - bo przekopywanie netu w takim celu nie jest zdrowym objawem. A Wy probujecie udowodnić, że winny jest mąż - bo nieprofesjonalny, niedyskretny, winna zona - zazdrośnica, natomiast kompletnie nie widzicie niczego niewłaściwego w zachowaniu pacjentek. Tak jakby terapeuta stawał się własnością swoich pacjentow na resztę życia.
                          Dla mnie to jest typowy wątek z gatunku "uderz w stół nożyce się odezwą". Można się krzywić na niezbyt kryształowe intencje żony, ktora złozyła wątek, ale na boga, jak można byc tak nieobiektywnym w ocenie sytuacji?
                          • pade Re: jeszcze o zazdrosci 14.09.17, 10:29
                            " Po co przysylac smsy z zyczeniami swiatecznymi, listy, maile z podziekowaniami po kilku latach? "
                            "Czy to jest normalne, ze psychoteraputa staje sie dla pacjenta na tyle wazny, zeby go potem informowac np. o zamazpojsciu czy narodzinach potomka(przyklady z ostatnich tygodni)?"

                            Doczytałaś Lady, że te maile, smsy są po KILKU latach i jakie info zawierają?
                            Można pofantazjować, że osoba która wysłała info o zamążpójściu "przerabiała" na terapii lęk przed bliskością, a ta z info o urodzeniu dziecka kłopoty z zajściem w ciążę. Może obie chciały by terapeuta wiedział, że terapia dała pozytywne rezultaty?
                            Dalej są namolnymi, świrniętymi pacjentkami, które nie mają za grosz kultury?
                            • ania357 Re: jeszcze o zazdrosci 15.09.17, 10:31
                              > Można pofantazjować, że osoba która wysłała info o zamążpójściu "przerabiała" n
                              > a terapii lęk przed bliskością, a ta z info o urodzeniu dziecka kłopoty z zajśc
                              > iem w ciążę. Może obie chciały by terapeuta wiedział, że terapia dała pozytywne
                              > rezultaty?
                              > Dalej są namolnymi, świrniętymi pacjentkami, które nie mają za grosz kultury?

                              No i super, ze terapia dala rezultaty (chociaz trudno wyrokowac, czy to akurat zasluga terapii; duza czesc kryzysow i tak by minela a skutecznosc psychoterapii (zbadana i wyrazona w twardych liczbach, a nie oceniana przez samych pacjentow na podstawie sympatii do terapeuty) nie jest szczegolnie duza). Moze sensowniej byloby po prostu cieszyc sie z tych rezultatow i czerpac satysfakcje z malzenstwa/rodzicielstwa (odnoszac sie do Twoich przykladow). A wysylajac podziekowania warto miec swiadomosc, ze terapeuta moze nawet nie kojarzyc, kto do niego napisal. Spotykajac sie zawodowo z mnostwem ludzi trudno pamietac wszystkie nazwiska.

                              • pade Re: jeszcze o zazdrosci 15.09.17, 12:09
                                Coraz bardziej się pogrążaszsmile
                              • sasanka4321 Re: jeszcze o zazdrosci 15.09.17, 12:47
                                Ania, ja ci powiem przykra prawde: Twoj maz lubi swoje pacjentki (wiekszosc ludzi, ktorych dobrze poznamy i zrozumiemy motywy ich dzialania lubimy), cieszy go, ze mu dziekuja, cieszy go, ze dostaje potwierdzenie sensu swojej pracy, i cieszy go, jak im sie zycie uklada. Pamieta ich nazwiska i twarze (tak, niestety, zdrowy na umysle czlowiek, nie zapomina w ciagu roku nazwiska kogos, z kim sie przez rok spotykal smile ) . O wielu z nich mysli, ze sa madre, mile, ladne i czarujace. Bo takie sa. Nic nie pomoze, musisz sie nauczyc z tym zyc. Ewentualnie przy pomocy psychoterapii big_grin
                          • pade Re: jeszcze o zazdrosci 14.09.17, 10:31
                            Mnie się wydaje Lady, że Ty nie widzisz jak bardzo autorka gardzi pacjentami męża. I robi wszystko, żeby ich ośmieszyć i zdeprecjonować. Tak się nie godzi.
                            • lady-z-gaga Re: jeszcze o zazdrosci 14.09.17, 10:47
                              Nie wiem, czy gardzi. Pisałam już w tym wątku, co myślę: moim zdaniem przeszkadza jej wchodzenie obcych w sferę prywatną -o ile u aktualnych pacjentek znosi to, bo musi, to przeciw obecności byłych juz się buntuje.
                              Ja nie jestem żoną terapeuty, a również mam ochotę protestowac przeciwko niektorym teoriom, jakie tu czytam smile Podkreślacie obustronną więź, sugerujecie, że nie tylko terapeuta dla pacjenta jest kimś blsikim i ważnym ale rownież na odwrot. Pada określenie "bliskie relacje". Zgoda, tak to wyglada od strony pacjenta, dobrze jest tak myśleć. Ale jest też druga strona medalu, jakkolwiek to brutalnie zabrzmi: Jestes bliską osobą dla terapeuty, bo mu płacisz. Gdybyś nie płacił/a, nie obchodziłyby go twoje problemy i nie chciałby o nich słuchać.
                              I autorka wątku probuje głownie ten aspekt relacji uwypuklić, a Wy nie chcecie go w ogole widzieć,. Ani jedna, ani druga postawa nie jest dobra smile
                              Co do byłych pacjentow, powiedziałabym im tak: może i byłaś ważną osobą dla swojego terapety, ale terapia dawno się skończyła. Zrob miejsce następnym. Teraz oni są ważni, a Ty się usuń. Bo terapeuta to nie Atlas i nie może dźwigać na swoich barkach wszystkich, ktorych spotyka na swoje drodze zawodowej.
                              • zuleyka.z.talgaru Re: jeszcze o zazdrosci 14.09.17, 10:55
                                Ale dlaczego terapeuta ma robić coś na co najwyraźniej nie ma ochoty. Ochotę na to ma sfrustrowana żonka.
                              • pade Re: jeszcze o zazdrosci 14.09.17, 10:57
                                Ja pisałam o bliskiej relacji, która leczy W TRAKCIE terapii. Oraz o tym co wyżej, czyli smsach po kilku latach. Nie bardzo wiem, na co mi odpowiadasz Lady.
                                Poza tym, to, co uwypukla autorka to problemy z jakimi ludzie przychodzą do terapeuty, anegdotki, które mąż opowiada żonie i ogromna niechęć autorki do pacjentów męża. I to moim zdaniem źle o niej świadczy.
                              • mamma_2012 Re: jeszcze o zazdrosci 14.09.17, 11:05
                                Wszystko jest w rękach męża. Problemy są do szybkiego rozwiązania, tylko zamiast narzekać na pacjentów na forum musi porozmawiać z mężem, jeżeli sam nie zauważył, że żona ma taki problem.
                          • mamma_2012 Re: jeszcze o zazdrosci 14.09.17, 10:57
                            Prywatne dane nikogo, kto nie życzy sobie kontaktów nie mogą krążyć w sieci. Jeżeli ktoś je wrzuca, ponosi łatwe do przewidzenia konsekwencje.
                            Pacjenci przychodzący do gabinetu zwykle bywają zaburzeni, więc trzeba być wyczulonym na takie rzeczy.
                      • ania357 Re: jeszcze o zazdrosci 14.09.17, 10:38
                        Nie twierdze, ze maz posiada bogata kolekcje takich pacjentow. Pisze tylko, ze to sie w tym zawodzie zdarza (pewnie rzadziej podczas terapii poznawczo-behawioralnej prostych fobii, a znacznie czesciej w czasie dlugotrwalych terapii gleboko zaburzonych osob). Zdarza sie mezowi i zdarza sie jego kolegom i kolezankom z pracy. Nekanie i pogrozki rzadziej, gluche telefony albo urzadzanie sobie spacerow w okolicy gabinetu nieco czesciej, zyczenia i maile z opisem swoich perypetii calkiem czesto. Nie podejrzewam meza o jakies kardynalne bledy. Szkolil sie w uznanym osrodku i naprawde angazuje sie intelektualnie w swoja prace.
                        • yennefer.00 Re: jeszcze o zazdrosci 14.09.17, 13:06
                          To mit, ze terapia poznawczo-behawioralna leczy tylko najprostsze fobie, a inne terapie to takie glebokie. To, ze ktos chodzi wiele lat na terapie nie zawsze oznacza, ze to takie dobre
                • 1matka-polka Re: jeszcze o zazdrosci 14.09.17, 08:37
                  Rada dla twojego męża, niech omija borderlinów, rokowania słabe a ryzyko duże.
            • taki-sobie-nick Re: jeszcze o zazdrosci 14.09.17, 23:56
              Latwiej byc w niekonczac
              > ej sie relacji z terapeuta niz znalezc sobie przyjaciol wsrod zwyklych ludzi.

              Misiaczku, zwykli ludzie zazwyczaj nie rozumieją chorego, więc czuje się on wśród nich obco. Nie tak jak ty, tylko na przykład jak wśród Papuasów.
        • regina-phalange Re: jeszcze o zazdrosci 13.09.17, 22:25
          > sie osmarkłąm ze śmiechu!!!
          > zyczeniowość opisu tej sytuacji jest powalająca.
          > Pisząc prosto:
          > masz nadzieję, że gdyby zawiodła etyka zawodowa twojego męża to pacjentki są ta
          > kie nieatrakcyjne przy bliższym poznaniu, ze na żadną by się nie połasił...
          > nic bardziej mylnego smile

          Prawda? big_grin
          Ematka jest bogata w kuriozalne wątki, ale ten i tak się wybija. Zazdrosna, zaborcza żona-smycz, która przegląda korespondencję męża-terapeuty i chcę podsunąć mu formułkę na odprdl rodem z ww. forum.
    • phantomka Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 17:02
      Jako psychoterapeuta powiem Ci, ze zaden pacjent nie jest dla mnie (i wielu moich kolezanek po fachu) jednym z wielu. Pracujemy aktywnie calymi soba, myslimy o tych pacjentach czasami tez po pracy. A kim jestesmy po terapii(udanej dodam☺)? To nie tylko kwestia damsko meskich fascynacji, czasami tez ojcowsko-dzieciecych. Dlatego pacjenci chwala sie swoimi osiagnieciami, w tym ulozeniem sobie zycia czy urodzenien dziecka.
      Nie wyobrazam sobie traktowac pacjentow jak kolejnych numerkow, ktore pozniej gina. Przeciez my tym ludziom towarzyszymy w odkrywaniu najintymniejszych historii.
      • yennefer.00 Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 17:19
        Oczywiscie, ze kazdego pacjenta nalezy traktowac indywidualnie I jak najbardziej profesjonalnie, zbufowac dobra relacje, ale wskazany jest tez pewien I dystans I granice. Nie kazdy terapeuta ma tak misyjne czy nieco utopijne podejscie. To jest praca, nie ma nic zlego w oddzielaniu jej od swojego zycia, wrecz trzeba o to bardzo dbac
        • phantomka Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 17:49
          No to jest jasne ze higiena glowy musi byc, ale w trakcie terapii czasami wlacza sie taka rozkmina o pacjencie, nawet kiedy czytam ksiazki terapeutyczne, to sobie robie notatki dot.konkretnego pacjenta.
          • mamma_2012 Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 18:49
            Rozkmina o pacjencie, kiedy czytasz o podobnych przypadkach, szukanie w literaturze, po godzinach sposobów jak podejść do problemu jest normalne i pożądane.
            Rozkminy o konkretnym pacjencie, kiedy powinnaś zajmować się innymi sprawami to temat na superwizję.
        • phantomka Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 17:51
          I jeszcze dodam tylko, ze to nie jest utopijne podejscie, praca rzetelnego terapeuty jest ciezka, bo angazujaca. Moj nauczyciel mi zawsze powtarza, ze lekko nie jest i trzeba umiec dbac o siebie szczegolnie.
    • obrus_w_paski Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 17:34
      Przeszłam dwuletnia terapie- osobista i grupowa u tej samej terapeutki. Mimo ze minęło już jakieś 5-7 lat od jej zakończenia to wciaz zdarza mi się pomyśleć "jak by X to skomentowała/ jakie pytanie pomocnicze by zadała", czasem przypominam sobie jej konkretne zdania i to wszystko jest mi bardzo pomocne, myśle o niej z duża życzliwością. Po skończeniu terapii mówiła mi, żebym czasem ja odwiedziła, dała znać co u mnie słychac- wiec ja dostałam konkretne "zaproszenie". Ale nigdy- nigdy po zakończeniu terapii do niej nie napisałam ani nie dzwoniłam. Inna sprawa, ze to ja od niej dostaje co roku życzenia świąteczne na maila a czasem nawet smsem...to pewnie jakiś łańcuszek, ale i tak mnie ro irytuje, bo nie wiem czy odpowiadać czy nie, Zwlascza ze raczej się nie pomyliła- terapie robiłam w Hiszpanii u rodowitej hiszpanki, a imię mam bardzo słowiańskie. No wiec jeśli miałaby mieć jakiś problem to raczej odwrotny- wiec może tego maz tez wysyła jakieś sygnały/ zaproszenia?
    • blue_meerkat Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 12.09.17, 23:26
      A ja zgadzam sie z autorka, zyczenia swiateczne czy maile kilka lat po zakonczonej terapii sa troche dziwne, zwlaszcza biorac pod uwage ze ludzie sa czesto czuli na punkcie ochrony wlasnych danych osobowych i tajemnicy lekarskiej. Maz pracuje prywatnie? Ciekawa jestem czy inni psychoterapeuci tez maja takie spostrzezenia.
      • zuleyka.z.talgaru Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 13.09.17, 08:10
        Jak widac do meza autorki nie warto sie wybierac. Skoro zona ma dostep do sluzbowego kompa i tel.
        • blue_meerkat Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 13.09.17, 08:23
          Tak powinien miec oddzielny tel do pracy.
          Mialam terapie indywidualna, panstwowo. Nie przyszloby mi do glowy wysylanie mojej terapeutce corocznych zyczen swiatecznych poza kartka z podziekowaniami na zakonczenie terapii, i bylabym zdziwiona gdyby ona takiego kontaktu szukala.
      • ania357 Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 13.09.17, 11:44
        Prywatnie i na NFZ.
    • tillatilla taka koncepcja: 13.09.17, 21:26
      Ach, co tam pokuszę się o diagnozę (?), mam 2 opcje
      1.
      Terapeuta jest zupełnie normalny i kompetentny, natomiast żona jest nadwrażliwą zazdrośnicą i w chodzi na forum, aby uzyskać potwierdzenie
      „Tak to te okropne, bogate brzydkie zakompleksione baby są winne a nie mąż i powinien bardziej się odganiać, ale nie martw się one wszystkie są podłe i niedobre i maż na pewno nie będzie nimi zainteresowany, skoro ma takie cudo w domu to potrafi je docenić”
      TZN jak ktoś ma tak jak powyżej to ma poważny problem z samoocena i poczuciem kobiecości i sugerowałabym własna terapie.
      2.
      Terapeuta jest uroczym cierpliwie słuchającym Piotrusiem Panem i oczy każdej pacjentki wpatrzone w niego jak w obrazek powodują, że czuje się wspaniałym mężczyzna a żona czuje to przez skórę i nie wie, jak ugryźć ten temat, bo życie z Piotrusiem Panem, który w domu na każdym kroku podkreśla, jaki to on wybawca świata i pięknych kobiet, które po pociechę wala do niego drzwiami i oknami łatwe nie jest.
      W tym przypadku sugeruje terapię pary

      Tak czy inaczej bez pomocy z zewnątrz po mojemu się nie obędzie 😊
      • regina-phalange Re: taka koncepcja: 13.09.17, 22:27
        Heh, ja stawiam na 2 w 1. smile
      • gama2003 Re: taka koncepcja: 14.09.17, 07:46
        Z ust mi to wyjęłaś. Dokładnie tak samo odbieram tę parę. I patrząc po wpisach w wątku nie jesteśmy wyjątkiem. Autorce współczuję, tak czy siak ma co rozkminiać.
    • bella_roza Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 14.09.17, 10:41
      psychoterapeuta to zupełnie inna kategoria niż ginekolog czy inny chirurg. pacjent się przywiązuje, to zupełnie normalne jeśli ma dobry kontakt z lekarzem (a zasadniczo powinien mieć).

      byłam u wielu, niektórzy działali na zasadzie godzina mija -do widzenia i więcej nie myślę o pacjencie, nie twierdzę że to źle, ale najlepszy mój terapeuta, który najbardziej mi pomógł, oddał całe serce pacjentom i widywał się z nimi również towarzysko. może to niepoprawne, może niedobre dla niego, ale czułam jako pacjentka, że naprawdę zależy mu na mnie, na moim zdrowieniu. i nie, nie byłam w nim zakochana ani nie chciałam go przelecieć. to był po prostu bardzo dobry człowiek. w zezłym roku dowiedziałam się że zmarł i było mi bardzo smutno. gdybym się dowiedziała w porę, poszłabym na pogrzeb.
      • yennefer.00 Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 14.09.17, 13:02
        Wierze, ze to byl bardzo dobry czlowiek, ale nie nalezy oczekiwac, ze terapeuta to ktos, kogo sie ma na wylacznosc w kazdym momencie. To juz zalezy, jak kto do tego podchodzi, wg mnie to praca, a nie jakas misja, a mieszanie zycia zawodowego z prywatnym w przypadku tej pracy uwazam za pomylke. Pacjenci maja jak najwieksze prawo miec rozne oczekiwanua I wyobrazenia, bo sa pacjentami, ale naginanie sie do wszystkiego ze strony terapeuty mnie nie przekonuje. Nie przekonuje mnie tez pojawiajace sie w tym watku wielokrotnie tworzenie jakiejs wznioslej otoczki wokol pracy terapeutycznej, co oczywiscie nie znaczy, ze neguje role relacji, ktora jest podstawowa bez wzgledu na podejscie (chodzi mi tylko o nadmiar egzaltacji ze strony niektorych forumek). Pacjent w terapii powinien przepracowac swoj problem, dojrzec I moc sprawnie funkcjonowac w realnym swiecie, to dla niego najlepsze, a nie jakies wciaganie w przyjaznie z terapeuta
        • ania357 Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 14.09.17, 13:50
          Mam bardzo podobne odczucia. Terapeuta utrzymujacy towarzyskie relacje z pacjentami to jakies nieporozumienie. I tak, wierze, ze pacjenci moga miec w zwiazku z taka "terapia" same pozytywne odczucia i byc bardzo zadowoleni z ponadstandardowych swiadczen, ale ostatecznie moze to byc dla nich szkodliwe, uzalezniajace i obnizac motywacje do poszukania sobie znajomych w normalnym zyciu. W ten sposob nie rozwiaze sie zadnego problemu (zwlaszcza, ze nawet gdyby taki terapeuta byl wolny jak ptak i nieobciazony zaburzona zona wink to i tak nie wystarczy go dla wszystkich chetnych pacjentow).

          A Ty jestes jakos zawodowo zwiazana z ta branza?
          • blue_meerkat Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 14.09.17, 21:45
            Zgadzam sie z yennefer. Psychoterapeuta tez czlowiek,a sam zawod to nie powolanie tylko warsztat, praca ktorej nikt pro bono nie wykonuje, niezaleznie od sympatii do pacjentow. Co wiecej, zasugeruje ze kompulsyjna koniecznosc kontaktu z pacjentami po godzinach i naprawiania swiata za wszelka cene nie jest zdrowa, wolalabym terapeute ktory w ramach relaksu idzie do kina a nie wciaz mysli o pracy bo to zdrowe nie jest.

            Autorko, maz niech kupi drugi tel do pracy. A sam watek raczej na Zycie Rodzinne nie na Ematke uncertain

            • ania357 Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 15.09.17, 10:15
              Zgadzam sie. Ta praca oprocz pewnych predyspozycji osobowosciowych wymaga technicznych umiejetnosci i opanowania specyficznego sposobu bycia i roznych trikow (i to sie cwiczy w trakcie szkolenia czasami nawet przed lustrem, zeby poczatkujacy terapeuci umieli panowac nad swoim wyrazem twarzy i mowa ciala), zeby stworzyc w gabinecie taka atmosfere, w ktorej pacjentowi latwiej bedzie sie otworzyc i terapeuta zdola uzyskac od niego dane niezbedne do dalszej pracy. Okazywanie pacjentom np. zlosci byloby dla nich szkodliwe, wiec czesto potrzebne sa umiejetnosci aktorskie, zeby ukryc prawdziwe uczucia, ktore wzbudza klient.



              • joszka30 Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 15.09.17, 15:59
                ????? Triki? W jakim nurcie Twój mąż pracuje? Analiza przeciwprzeniesienia jest istotna wskazówka w pracy terapeuty i nie potrzebuje umiejętności aktorskich. ...
                • zuleyka.z.talgaru Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 15.09.17, 16:32
                  Najwidocznie w nurcie NFZ big_grin big_grin big_grin big_grin
                • ania357 Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 17.09.17, 23:26
                  Tak ale niekoniecznie i nie zawsze (przeważnie nie) analizuje sie je z pacjentem. A w przypadku negatywnych emocji wzbudzanych przez klienta trzeba zadać sobie dużo trudu, żeby temu klientowi ich nie okazać, co wymaga pewnych umiejętności aktorskich.

                  Mąż czerpie z różnych nurtów. Stara się dobierać techniki do potrzeb pacjentów.

                  • joszka30 Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 18.09.17, 10:47
                    ale jakieś całościowe szkolenie w danym nurcie skończył?
                    • zuleyka.z.talgaru Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 18.09.17, 10:59
                      Informatykę big_grin
                    • ania357 Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 18.09.17, 14:06
                      Tak, ma certyfikat PTP. On naprawde nie jest stolarzem ani weterynarzem, ktory pewnego dnia postanowil zmienil profesje i otworzyc gabinet psychoterapii, tylko ma za soba wiele lat nauki, terapie wlasna, korzysta z superwizji i z tego co wiem, to ma dobra opinie tak wsrod pacjentow jak i w srodowisku.
                      • szalona-matematyczka Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 11.02.18, 16:46
                        Aniu, certyfikaty nie swiadcza o moralnosci czlowieka. Gdyby to byla 1-2 osoby na rok nekajace twojego meza, to bym pomyslala, ze rzeczywiscie trafil na zaburzone kobiety. Ale tego jest wiecej. Dlacuego on tego nie ucina? Podoba mu sie rola guru ? Podnieca go to? Nic nie obchodzi go, ze ty cierpisz?
    • conena Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 14.09.17, 11:58
      > jakis rodzaj namolnosci, czy moze jakies fantazjowanie o ciagu dalszym i przeniesieniu znajomosci na grunt prywatny?

      taaaaak, tak, wszystkie kobiety lecą na twojego męża i tylko patrzą jakby go dopaść. OJP...
      aha - faceci też, oczywiście. przychodzi do niego taki Kowalski z lekką nerwicą natręctw, a wychodzi Kovalsky w ciuchach z zary, owinięty tęczową flagą, zakochany w twoim mężu. i pisze tęskne smsy.
      • ania357 Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 14.09.17, 12:30
        No wiec nie mam pojecia dlaczego tak jest, ale mezczyzni rzeczywiscie reaguja na swoich terapeutow nieco inaczej. Statystycznie duzo rzadziej probuja pozniej nawiazac kontakt niz kobiety (po uwzglednieniu, ze wiekszosc klientow stanowia kobiety).
        • gama2003 Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 14.09.17, 12:44
          A żona Twojego męża jest kobietą i tym wątkiem aż krzyczy ze wściekłości, że tych kobiet w życiu męża zawodowym i prywatnym jest dla niej za dużo. A pewności, że nieatrakcyjnie chore są nie ma żadnej. Wszak mogą leczyć terapią żałobę, czy uzależnienie od nikotyny...
          Bardzo Ci współczuję.
    • joszka30 Re: psychoterapeuta i maile/smsy od pacjentow 15.09.17, 16:03
      Pamiętam jakąś rozmowę z Santorskim. Mówił m.in o tym że jak miał nieprzepracowane kwestie ze swoim narcyzmem, to miał całe rzesze zakochanych w nim pacjentek.... także tan tego... może mąż ma jakiś solidny rys narcystyczny ?

    • kod_matrixa Re: Doświadczony pacjent 26.01.18, 15:24
      Nie wierz w żadne dyrdymały‚ którymi z pewnością mąż Cię raczy typu "przeniesienie" itp bzdety.

      Miałem do czynienia z wieloma psychoterapeutkami i żadna z nich nie zachowywała się niejednoznacznie... no właśnie oprócz tej jednej‚ w której zakochałem się. Jak śmiem twierdzić z wzajemnością. I mam tak już ponad 8 lat (!) I nie musiałem do tego zwierzać się z czegoś szczególnego.

      Nie wiem z jak bardzo intymnych rzeczy musiałbym się zwierzać i nie wiem co by musiała dla mnie robić jakaś psychoterapeutka to jeśli nie było by "chemii" to nie ma szans żeby coś poczuć głębszego.

      W psychologii przez niektórych słusznie zwanej pseudonauką pokutuje od groma pseudonaukowych paradygmatów. "Przeniesienie" jest jednym z nich. Jeśli w ogóle występuje to jest bardzo sfetyszyzowanym pojęciem.

      Prawdą jest że faktycznie często dochodzi do takich damsko-męskich relacji lecz wyjaśnienie jest bardziej prozaiczne i nie wymaga specjalnie odkrywania Ameryki ani mnożenia bytów ponad miarę wg zasady Brzytwy Ockhama.

      Najzwyczajniej w świecie psychoterapeuci i pacjenci to bardzo zbliżony target. Ludzie nacechowanie empatią‚ wrażliwością o podobnych systemach wartości. Oddziały psychiatryczne na ogół pękają w szwach od takiej grupy pacjentów.

      Czy potrzeba więcej żeby poznać kogoś i zakochać się??? To jest wręcz naturalne środowisko dla obu stron.

      Statystyka wskazuje że najbardziej trafne diagnozy są te najbardziej banalne.

      Co do Twojego męża tego nikt Ci nie powie łącznie z nim samym. Czego oczekujesz, że powie Ci - wiesz kochanie mam kogoś na boku?

      W tym natłoku smsów i emalii może być ukryty jeden właściwy. Reszta to faktycznie spam. Mało tego w dzisiejszych czasach wyprodukować takie smsy czy emaile to betka.

      Nie chcę Cię martwić ani niczego sugerować. Takie jest życie.
      • bessel Re: Doświadczony pacjent 10.02.18, 20:11
        Współczuję Pani. Domyślam się, że nie tylko jest Pani świadkiem tego, że zakochane kobiety piszą do Pani męża, ale też Pani je widuje. Czy mąż nie ma gabinetu w budynku w którym mieszkacie, lub czy nie pracujecie w jednym budunku oboje? Może Pani nie raz widziała spacerującą pacjentkę koło gabinetu skoro o tym Pani wspomniała. I widząc atrakcyjne kobiety czuje się Pani zagrożona. Do tego widząc jak im się po lub przed kontaktem z Pani mężem świecą oczy, a może i mąż ma takowe, świecące i maślane i zdaje się być podniecony. Nie raz widziałam takie scenki. Uczucia czy to te z przeniesienia czy nie są prawdziwe. Pisze Pani, że gdyby terapeuta nie byl żonaty to i tak nie starczyłoby go dla wszystkich. Otóż musi się Pani pogodzić z jednym faktem, że poczucie, że Pani się dzieli mężem będzie Pani towarzyszyło stale. Dlatego jestem za związkami ludzi z tego samego środowiska, wtedy wykonując ten sam zawód ludzie w związku są dla siebie bardziej wyrozumiali, i rozumieją na czym polega ten zawód. Sprawdza się to zwykle w przypadku pary terapeutów (psychologów) czy lekarzy. Pewnie przykłady można by mnożyć w oparciu o inne profesje. A właśnie. Niech się Pani cieszy, że nie jest żoną lekarza. Ten to dopiero ma branie smile W dodatku mniejsze opory przed romansem z pacjentką, a do tego nie kryją się tak z zakochaniem lub pożądaniem do pacjentek. Można takie wywody na ten temat wielu lekarzy znaleźć np. w sieci. Do tej pory myślałem, że taki terapeuta, człowiek zdawałoby się statystycznie bardziej dojrzały od innych ludzi, którzy nie pracują na własnym rozwojem, wybiera na partnerkę kobietę empatyczną, dojrzałą emocjonalnie, a tu widzę, że niekoniecznie. Egoizm, pycha, postawa wyższościowa, zaborczość. Coś mnie się zdaje, że pan terapeuta lubi czuć się lepszy kiedy to może opiekować się niedojrzałymi kobietami również w życiu prywatnym. Podbudowuje swoje ego. Poza tym miesza mu się praca z domem, a dom z pracą. I stąd taka sytuacja. I tak samo jak się podśmiewujecie z pacjentów, tak samo mąż podśmiewuje się z Pani. Z dużą dozą tolerancji i cierpliwości na Pani zazdrosne i niedojrzałe zachowanie. Broni Pani jak lwica serca i "cnoty" męża, a on, człowiek wrażliwy na kobiece piękno, delikatny, ufny, otwarty jest tylko człowiekiem i sam walczy z pokusami. A Pani nie pomaga, tylko dolewa oliwy do ognia. Pani chce zapanować nad jego życiem jakby był marionetką. Nic z tego, muszę Panią zmartwić. Ale proszę próbować dalej. On jest do tego przyzwyczajony do takich kobiet, zazdrosnych, zaborczych, nieco narcystycznych, gdzie chęć walki miesza się z rozpaczą i bezsilnością. Jaka kobieta jest wtedy oddana i bezbronna, ah.
        • szalona-matematyczka Re: Doświadczony pacjent 11.02.18, 15:17
          Wiesz, nie wiadomo kto tu komu sie podoba. Nie mam doswiadczenia z psychoterapeutami, ale mialam kiedys takie doswiadczenie z lekarzem specjalista. Dotyczylo to pewnej choroby, choroby ciala a nie psychiki. Musialam do tego lekarza chodzic czesto i on byl dobrym specjalista od tego schorzenia, trzeba to przyznac. Swiatowej slawy, wydawal sie taki powazny i profesjonalny. Ale byl slabym psychicznie czlowiekiem, dosyc kochliwym. Jakos mu sie spodobalam. Ja na poczatku nie zalapalam o co chodzi, moja glupota, ale naprawde widzialam w nim tylko lekarza a nie mezczyzne. Mialam do niego zaufanie i podczas tych licznych wizyt zaczelismy schodzic na tematy prywatne. Teraz to widze ze on mna manipulowal, on chcial sie wiecej dowiedziec o mnie, moim zyciu prywatnym. Wtedy myslalam, ze to taki wywiad socjalny (srodowisko socjalne j psychika ma wplyw na te schorzenie) oraz ze to takie ploteczki. Jak mu powiedzialam, ze nie moge przyjsc za tydzien, bo jade na urlop w Alpy to on sie pytal gdzie, czy bede fotografowala , interesowal sie jaka technika fotografuje i pac! chcial zobaczyc fotki, ze niby oceni. Wypytywal sie czy maz mi pomaga, a jak mowilam , ze tak, ale jutro go nie bedzie, bo jedzie sluzbowo (!) do USA na tydzien, to subtelnie zaczal go krytykowac, ze niby to taki zly maz (teraz widze, ze probowal nas sklocic). Wyciagal powoli informacje o mnie, by mnje lepiej poznac i zlowic. JAkos tak dziwnie terminy dostawalam pozne, wtedy gdy jego sekretarki juz nie bylo, czesto bylam ostatnia pacjentka. Ja myslalam (o maiwnosci!), ze on mi idzie na reke tymi terminami, bym zdazyla odebrac dzieci itp. Generalnie subtelnie mna manipulowal, ja jakis czas tego nie widzialam. Oczy mi sie otworzyly podczas pewnej juz jednoznacznej i niesmacznej dla mnie sytuacji. Generalnie, psychoterapeuta jest tez mezczyzna. Twoj maz jest szalenie nieprofesjonalny, bo nawet nie ma sluzbowej komorki i maila, tylko wszyscy maja dostep do bazy jego pacjentow. To wskazuje na to, ze nie jest on profesjonalny tez w kontaktach z pacjentkami. Radze ci sprawdzic, kto inicjuje te komtakty. Moze to jednak twoj maz? Wystarczy ze zapropnonuje atrakcyjnej blondynce, ze zawsze moze do niego napisac. DLaczego on takich pacjentow nie informuje na poczatku terapii, ze nie zyczy sobie kontaktow po zakonczeniu terapii? (Mozna to nawet zapisac w umowie) Bo mu sie podoba, ze atrakcyjna biusciasta brunetka, ktora mu podczas sesji opowiadala o orgazmach, mu dalej sie zwierza. Ty to podskornie czujesz, bo inaczej nie przeszkadzalyby ci maile czy sms od pacjentek. Przychodzi mi na mysl casus Eichelbergera.
          • szalona-matematyczka Re: Doświadczony pacjent 11.02.18, 15:19
            *mnie
            • szalona-matematyczka Re: Doświadczony pacjent 11.02.18, 15:24
              Dodam, ze gdyby ten lekarz specjalista umiejetnie przedstawil to swojej zonie, to by wygladalo tak, ze ja mu sie narzucam. W rzeczysistosci to on mi zrobil konkretna propozycje, a jak ja kulturalnie odrzucilam, to zrobil mi taki dzihad, ze musialam az poprosic adwokata, by uswiadomil lekarzowi, ze nekanie jest karalne.
      • feniks_4 Re: Doświadczony pacjent 11.02.18, 15:57
        kod_matrixa napisał(a):

        > Nie wierz w żadne dyrdymały‚ którymi z pewnością mąż Cię raczy typu "przeniesie
        > nie" itp bzdety.

        > Najzwyczajniej w świecie psychoterapeuci i pacjenci to bardzo zbliżony target.
        > Ludzie nacechowanie empatią‚ wrażliwością o podobnych systemach wartości. Oddzi
        > ały psychiatryczne na ogół pękają w szwach od takiej grupy pacjentów.
        >
        > Czy potrzeba więcej żeby poznać kogoś i zakochać się??? To jest wręcz naturalne
        > środowisko dla obu stron.

        Zgadzam się z tym.
        Psycholodzy są często ludźmi narcystycznymi, lubiącymi mieć władze nad innymi.
        Mój psycholog był wręcz fircykiem w zalotach, wprawdzie był młodszy ode mnie i nie zalecał się do mnie, jednak mimo tego jego nastawienie na to, żeby się podobać, flirtować, zagadywać na tematy związane z seksualnością - nie było profesjonalne... Czułam się jak w kawiarni na towarzyskim spotkaniu z facetem, a nie jak w gabinecie psychologa (zresztą często pil kawę i częstował mnie również). Opowiadał mi dużo o swoim życiu prywatnym, byłych dziewczynach. Gdybym płaciła ze te wizyty, zrezygnowałabym po kilku posiedzeniach..
        Nie zazdroszczę jego zonie..
        Na pewno był to raczej niechlubny wyjątek, ale jednak w tym zawodzie ludzie maja niesłychana okazje do flirtu i poznawania ludzi..


Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka