ania357
11.09.17, 23:31
Skojarzylo mi sie troche z ostatnim watkiem kury, chociaz kontekst zupelnie inny.
Moj maz jest psychoterapeuta. I nieodmiennie zadziwia mnie, ze jego pacjenci (chociaz precyzyjniej byloby napisac pacjentki) szukaja z nim kontaktu (maile/smsy) czesto nawet po zakonczeniu terapii. Jestem w stanie jakos sobie wytlumaczyc, ze ludzie w ostrym kryzysie lub mocniej zaburzeni w czasie terapii moga pomylic terapeute z kims bliskim i zachowywac sie roznie i dzwonic o roznych dziwnych porach albo przysylac mnostwo maili, chocby kontrakt tego nie przewidywal, ale trudno mi pojac, co kieruje osobami, ktore szukaja kontaktu juz po zakonczeniu terapii. Po co przysylac smsy z zyczeniami swiatecznymi, listy, maile z podziekowaniami po kilku latach? Moze trudno mi to zrozumiec, bo nie korzystalam nigdy z terapii, ale to troche tak, jakbym teraz nagle wpadla na pomysl, zeby wyslac lekarzowi, ktory kilka lat temu odbieral moj porod, zdjecia dziecka i podziekowania.
Maz nie przywiazuje do tego wielkiej wagi i twierdzi, ze to sie bardzo czesto zdarza, ze pacjenci sie angazuja emocjonalnie i daja temu wyraz na rozmaite sposoby. A mnie dziwi skala zjawiska i zastanawiam sie, czy to jest w wiekszym stopniu brak wyczucia, co wypada i jakis rodzaj namolnosci, czy moze jakies fantazjowanie o ciagu dalszym i przeniesieniu znajomosci na grunt prywatny?
Czy to jest normalne, ze psychoteraputa staje sie dla pacjenta na tyle wazny, zeby go potem informowac np. o zamazpojsciu czy narodzinach potomka(przyklady z ostatnich tygodni)?