malgosia739
07.10.17, 12:57
Wczoraj przeniosłam syna - kl. 7 z klasy dwujęzycznej do starej podstawówki. Od poniedziałku ma iść do swojej starej szkoły. Po południu zadzwoniła do mnie koleżanka, która powiedziała, że chyba zwariowałam, że go przeniosłam (koleżanka ma również dziecko w tej starej szkole - żałuje, że nie posłała go do tej szkoły- z której ja po zabrałam). Zupełnie inny poziom. Syn w drugim pokoju słyszał rozmowę. Po południu pojechał do koleżanki po zeszyty żeby zobaczyć co i jak. Postanowiliśmy, że skserujemy te zeszyty w razie sprawdzianów warto te notatki mieć. Syn przejrzał je i chyba przestraszył się tej zmiany. Wiadomo zeszyty prowadzone inaczej, inne wymagania nauczycieli itp. Jest kilku znanych mu nauczycieli, ale zobaczył nowe nazwiska nauczycieli w planie lekcji. Przy angielskim stwierdził, że on jest dalej z materiałem. Popłakał się i zapytał czy nie da się tego odwrócić.....
Syn długi czas mówił nam, że chce wrócić do starej szkoły, że tęskni za kolegami i nauczycielami, że nie może znaleźć kolegi w nowej szkole. My mówiliśmy mu o większych możliwościach itp. Nic nie docierało. Mówił, że w każdej szkole można się uczyć. Był lubiany w tamtej klasie. Uległam i przeniosłam. Teraz mówi, że tak właściwie to zna już nauczycieli, nie ma co prawda bliskiego kolegi w szkole, ale wczoraj mówili mu by nie odchodził. Zapytałam go co miałabym powiedzieć pani dyrektor - on mi na to: Mama dojrzałem.
Dziewczyny jestem w czarnej dupie. Miałabym możliwość odkręcenia tego. Wyjdę na durną matkę. Trudno. Cofnąć to wszystko czy nie. Syn jest przestraszony. Wiem, że po krótkim czasie ogarnąłby to wszystko. Koledzy w klasie już wiedzą, że on ma wrócić i bardzo się cieszą.
Pomóżcie. Czy te dwa lata naprawdę zadecydują o wszystkim. Syn to laureat konkursu wojewódzkiego, ma wejście do każdego liceum...