zlababa35
26.10.17, 20:35
Rzecz dotyczy dziecka - nie mojego.
Kwestię rozgryza prawnik. Ale ciekawa jestem, jak to widzi ematka.
Dziecko na zajęciach sportowych zostało nakłonione przez instruktorkę, żeby zrobiło coś, czego zrobić nie za bardzo było w stanie - tzn. bało się danej ewolucji, nie czuło się na siłach, nie jest jakoś bardzo sprawne, dotąd uczęszczało na takie zajęcia raczej rekreacyjnie.
Dodam, że w tej grupie i u tego organizatora było dzieckiem nowym, były to jego pierwsze zajęcia, instruktorka nie znała jego możliwości.
Dziecko nie chciało, ale zostało "wzięte pod włos" i wjechano mu na ambicję.
Zdarzył się poważny wypadek, skutki dla zdrowia są odczuwalne po ponad miesiącu. Koszty leczenia niebotyczne - badania za pieniądze, zabiegi fizjoterapeutyczne za pieniądze, żeby było szybciej i poza godzinami pracy rodziców (m.in. 3 tygodnie zabiegów ortooptycznych - 1500 zł).
Matka rozżalona, mówi, że nie popuści.
Czy instruktor w ogóle ma prawo wywierać presję w takiej sytuacji? Dodam, że ćwiczono w grupie, ale każdy swoje indywidualne ewolucje, to nie zespół, słabsza kondycja Kasi nie wpływała nijak na ćwiczenia Basi i Zosi.