arista80
04.01.18, 14:34
Dwa lata temu babci (matce mojej teściowej) umarł mąż. Żeby nie czuła się samotnie (babcia mieszkała w pobliskiej miejscowości, bardzo małej, w lecie to jeszcze, ale w zimie to wszystko tam zamiera), teściowa zdecydowała się wziąć ją do siebie. Tutaj dodam, że z teściami mieszkamy w takim mini bloku. Oni mają swoje mieszkanie na dolnym piętrze, zaś ja z mężem i dziećmi mieszkamy na górnym piętrze. Oba mieszkania są zupełnie niezależne, wspólne jest tylko główne wejście (dokładnie tak jak w bloku).
No więc pomysł fajny, teściowa wzięła ją do siebie, tylko że zarówno teściowa, jak i teść pracują, tak więc tak czy siak babcia na całe dnie zostaje sama. Ja mam dwójkę dzieci (córka w wieku szkolnym i synek 10 miesięcy) i w ciągu dnia jestem w domu (chociaż też pracuję, teraz jednak przy małym o wiele mniej). Tak więc mąż poprosił mnie bym schodziła z synkiem na dół i dotrzymywała towarzystwa babci podczas nieobecności teściów. Szczerze mówiąc nie za bardzo spodobał mi się ten pomysł, gdyż z małym dzieckiem w moim mieszkaniu jestem u siebie, mały ma tutaj swoje zabawki, dom przystosowany pod niego, a ja mogę też śledzić zlecenia i ewentualnie podjąć się czegoś jeżeli pasuje mi czasowo i merytorycznie. Mimo to zgodziłam się i zeszłam z małym.
Dom teściowej to jak muzeum: większość rzeczy ze szkła lub porcelany. Trzeba uważać. A 10 miesięczniak chciałby wszystkiego dotknąć, raczkuje wszędzie gdzie może. No i oczywiście zaczęło się: "ty mu na wszystko pozwalasz", "nie pozalaj mu" i w tym stylu no i pare innych zwrotów wskazującyuch na to, że ja na matkę się nie nadaję, jestem beznadziejna itp.. Jak próbowałam przestawić np. wazon, czy tacę z owocami by małego nie korciło to syczała bym zostawiła tak jak było. Słowem: atmosfera była nerwowa a ja tylko marzyłam o tym by wrócić do siebie. Powiedziałam o tym mężowi, no ale według niego to przesadzam. Póki co więcej już do babci nie zeszłam, ale z drugiej strony to jednak trochę mi jej żal, szczególnie gdy zaczyna być szaro, a ja wiem, że ona tam sama na dole. No ale dziecka nie zostawię samego, a jak go wemę ze sobą, to wiem, że będą jazdy, a ja w myślach będę psy na niej wieszać. Jak wy byście postąpiły w takiej sytuacji?