i z zebranych na niego 32000* AŻ 15%, czyli 5000, przekazał na rzecz zasądzonych mu alimentów.
*Podobno biedak nie ma pracy, bo PiS go gnębi, a w ogóle to musi zarabiać około 8500 netto, żeby spłacać długi i mieć na mieszkanko i ubranko.
Jakiś osobnik wprawdzie zaproponował Mateuszowi K. pracę na takich właśnie warunkach, ale Mateusz K. go zignorował. Pewnie zdenerwowany był.
Zagroził wyjazdem na zmywak (nie wiedzieć czemu, tam by też nie zarobił 8500 netto ani złotych, ani funtów), ale zogranizowano przepiękną zbiórkę, patrz wyżej, i szczęśliwie został. Mnie tam wszystko jedno.