they_are_watching
23.02.18, 17:13
Od wieków was czytam, ale jakoś nie było okazji do pisania. Pewnie pożałuję, ale może przyda mi się kubeł wody…
Sytuacja banalna. Poznając mojego męża, poznałam też jego przyjaciela. Z czasem również zaprzyjaźniłam się z owym przyjacielem. Ale taka na prawdę pomocną i fajną przyjaźnią. W życiu nie myślałam o jakichkolwiek podtekstach. Stal się dla mnie jak brat. Często spotykaliśmy się we trójkę (jego żona to świetna kobieta, ale bardzo zamknięta w sobie i niechętna jakimkolwiek spotkaniom, nie tylko z nami, np. często ludzie, którzy znaja go od lat nie widzieli tej żony na oczy. Ja tak i bardzo się lubimy) albo ja z nim, albo panowie sami.
Było wszystko super do czasu, kiedy on ostatnio przyznał, że chyba coś do mnie więcej czuje. Rozmawialiśmy szczerze, że absolutnie nic z tego nie będzie. Tyle, że teraz ja dla odmiany czuje, że chyba też przegapiłam u siebie ten moment... Trafiło mnie okropnie. 9
Nie mam z mężem kryzysu, kocham go. Jednocześnie chyba zauroczyłam się w przyjacielu. Oni obaj są bardzo ważni w moim życiu. Chyba nawet nie zauważyłam, kiedy stali się równorzędnie dla mnie ważni. Kolejny raz gadaliśmy o tym, jak jest i ze to niefajna sytuacja, uzgodniliśmy, że musimy przez jakiś czas dac spokój kontaktom i przeczekać ta obustronna burzę hormonów.
No więc numer telefonu usunięty, twarzoksiazka zablokowana, spotkania nie wchodzą w gre itp.itd. Ssie niemiłosiernie a dodatkowo chciałabym się wygadać... przyjacielowi. Jak myślicie odzyskam go kiedyś jako dawnego i neutralnego przyjaciela? Nie ukrywam chce mi się wyć, kiedy pomyślę, że to koniec… Miał ktoś podobne doświadczenia? Dalo się sytuacje uratować?
Ps. Tak mój mąż i jego zona wiedza, że jesteśmy ze sobą bardzo blisko. Ufają jednak, że nie przekroczymy granicy.