mysia_furiatka
26.02.18, 09:32
Od trzech lat mieszkam u teściów na prawie oddzielnym piętrze. Piszę prawie, bo po tym piętrze teściowie się kręcą. Mają tam suszarnię, jakiś gabinet więc widzimy się każdego dnia. To mieszkanie u teściów popsuło moje małżeństwo, ale kilka miesięcy temu podjęliśmy decyzję o budowie domu, kupiliśmy działkę 10 km dalej, ruszamy w kwietniu więc na pozór wszystko się uklada lepiej. Na pozór, ponieważ nie ma dnia, abym ja nie myślala o wyprowadzce. Jestem tak zmęczona atmosferą tutaj, cotygodniowymi wizytami szwagierki, która wszystko musi wiedzieć, postepowaniem teściów wobec mojego synka (paleniem papiersów 4 m od niego, dawaniem mu słodyczy bez naszej zgody np. przed obiadem itd. ), że nie ma dnia, abym nie miała ochoty wynająć mieszkania i dopóki nie powstanie nasz domek, po prostu zamieszkać w mieszkaniu w bloku. Powstrzymuje mnie kasa, ponieważ wydaktów jest mnóstwo, a wynajem pochłonąłby ok. 1000 zł więcej niż wydaję teraz na rachunki u teściów. Z mężem jest kiepsko. Kłócimy się głównie o jego rodziców, o wtrącanie się szwagierki itd. Nie uprawiamy seksu, ponieważ przez brak warunków moje libido spadło do zera. Są oczywiście wzloty, ale wiem, że gdybysmy mieszkali sami, byłoby lepiej (nie kłócimy się w zasadzie o nic innego). Od pół roku chodzę na psychoterapię, która pozwoliła mi trochę stanąć na nogi i zacząć żyć. Niestety sprawiła również, że przestałam lubić rodzinę męża. Mam do nich żal o to co mi odebrali (pozwalałam im na to). Krytykowali mój spoób wychowania synka, nie pozwolili cieszyć się macierzyństwem, czulam się pod wiecznym obstrzałem...Widzę to dopiero teraz i nie będe chyba potrafiła wybaczyć. Reasumując: co robić? zaryzykować wszystko, zabrać synka ( to też nie jest łatwe, ponieważ ma 5 la i wszystko już rozumie) i zacząć żyć tak jak ja chcę? Czy nadal oglądać się na innych?